piątek, 13 grudnia 2013

305

1.

Niall poprawił zsuwające się z nosa okulary oraz pasek torby. Teczka pełna projektów i kolejna, z notatkami, wyślizgiwały mu się z rąk. Rozejrzał się po jezdni nim przebiegł na drugą stronę. Przystanął przed drzwiami, a ponownie poprawiwszy foldery nacisnął klamkę i wszedł do ciepłej, przestronnej recepcji MCC*.

Zatrzymał się przy wejściu, przyciskając teczki do piersi i obrzucił hall przelotnym spojrzeniem. Jak zawsze kręciło się tu mnóstwo modnie, szykownie ubranych ludzi. Wciąż się zastanawiał, jakim cudem został tu przyjęty. Miał fart, że projektant, który zatrudnił go na posadę swojego asystenta nie patrzył na wygląd, tylko umiejętności. A te miał nieprzeciętne. W proporcji do wyglądu, oczywiście.

Niall miał ciemnobrązowe włosy, których za długa grzywka opadała na błękitne oczy, dodatkowo ukryte za okularami. Nosił stare, wytarte dżinsy koszulki oraz bluzy. Eleganckie buty ostatni raz założył na maturę. Nawet na rozmowę o pracę wybrał swoje stare tenisówki. Wyróżniał się na tle tych niezwykle modnych i podopinanych na ostatni guzik sekretarek czy modeli.

Westchnął i znów poprawiając okulary na nosie podszedł do recepcji, za którą, w rytm muzyki płynącej z radia, bujała się Cher. Miała śliczną, białą spódnicę w grochy, podszytą czarnym tiulem. Do tego założyła niebieską, obcisłą bluzkę, na którą zarzuciła czarne bolero. Jej czekoladowe włosy falami opadały na ramiona. Gdy spostrzegła Horana uśmiechnęła się do niego. Była jedyną – zaraz po Liamie – osobą, która z nim rozmawiała nie krzywiąc na jego widok. Bo, nie ukrywajmy, Niall nie pasował do MCC ani trochę.

- Ahoj, piracie – przywitała się przyjaźnie dziewczyna. – Grrr.

- A ty co? – zapytał, odkładając teczki na ladę, poprawiając grzywkę i rozpinając kurtkę. – Cofnęłaś się w rozwoju do dzieciństwa?

- Tak jakby – odparła Cher. – Oglądałam z kuzynką Wyspę Skarbów, bo zostałam zmuszona do niańczenia jej.

- No i wszystko jasne – uśmiechnął się brunet, biorąc od niej identyfikator oraz zgarniając foldery z lady.

- Liaś na ciebie czeka – zaćwierkała radośnie, kiedy zaczął kierować się w stronę pracowni. Przytaknął jej lekko z uśmiechem i ruszył za grupą modelek w szpilkach, ze zgrabnymi pośladkami.

Skulił się w sobie, a odprowadzany chichotami, skręcił na prawo. Nacisnął klamkę przeszklonych matową szybą drzwi i wszedł do pracowni. Przy biurku kreślarskim stał młody mężczyzna o jasnobrązowych włosach. W granatowe dżinsy wpuszczona była jasnoniebieska koszula, której rękawy podwinięte były do łokci. Całości dopełniał beżowy pasek.

- Jak zawsze wygląda pan olśniewająco – odezwał się Niall, zwracając na siebie uwagę mężczyzny. Jego sarnie oczy rozbłysły, gdy tylko go spostrzegły, a na usta wtargnął szeroki uśmiech.

- Niall, nareszcie! – zawołał, podchodząc i biorąc od niego teczkę. – Dziękuję. I co ja ci mówiłem o zwracaniu się do mnie, per pan…?

Szatyn urwał przyglądając się projektom, które zwrócił mu Niall. Od razu dopadł swojego biurka, by porównać z pierwotnymi szkicami, a jego oczy zrobiły się wielkie oraz rozbłysły niczym gwiazdy.

- Coś nie tak, panie Payne? – spytał, a widząc jego spojrzenie szybko się poprawił. – To znaczy… Liam?

- Wszystko doskonale – odpowiedział. – A nawet lepiej niż doskonale. Dałem ci gotowe projekty do przejrzenia, a ty je poprawiłeś.

- Przepraszam, jeśli nie powinienem – odparł, odkładając rzeczy na swoje biurko.

- Nie. Właśnie dlatego ci je powierzyłem – zawołał Payne, opadając na swoje krzesło. – Czasem mam wrażenie, że się wypalam, kiedy patrzę na niektóre twoje szkice, które zostawiasz na biurku przez przypadek. Są takie świeże, nowe. Dlatego dałem ci do przejrzenia te moje i poprosiłem o nałożenie ewentualnych poprawek.

- Proszę nie kierować się moimi poprawkami – uśmiechnął się lekko, mile połechtany przez swojego szefa. – Wystarczy spojrzeć na mnie.

- Wystarczy zmienić garderobę, mój drogi – odparł stanowczo Liam. – Halo! Masz dwadzieścia cztery lata. Czas zmienić szafę nastolatka na szafę przystojnego mężczyzny, pracującego w MCC.

- Nie jestem przystojny – burknął Horan, poprawiając okulary na nosie i względnie porządkując swoje miejsce pracy. Szatyn już otwierał usta, by zrobić uwagę w tej kwestii, ale przerwał mu telefon. Spojrzał karcąco na Irlandczyka i sięgnął po komórkę.

- Liam Payne. Słucham – odezwał się, kontynuując przeglądanie rysunków. – Tak, mam je wszystkie. Mój asystent właśnie dostarczył mi je z poprawkami – Niall spojrzał znad oprawek na szatyna. – Dobra. Jasne. Zaraz tam będziemy.

Rozłączył się i wcisnął telefon do kieszeni. Nim podniósł się z miejsca zgarnął do teczki wszystkie projekty.

- Idziemy, Horan. – Nacisnął klamkę drzwi i otworzył je, wyczekująco patrząc na drugiego mężczyznę.

- Gdzie? – spytał Irlandczyk.

- Do szefa. – Szatyn złapał kraniec jego szarej bluzy, podciągając go do góry. Kiedy wysunęli się na korytarz, chwycił chłopaka pod ramię i ruszył do wind. – Przecież nie omówię tych projektów sam. Nie znam ich.

- A-Ale my idziemy do pana Malika? – dopytywał się lekko drżącym głosem.

- Dokładnie tam – przytaknął radośnie Liam i nacisnął guzik windy. Niall w tym czasie zarządził odwrót, jednak jego przełożony zdążył złapać go za kaptur bluzy i przyciągnąć do siebie. – Gdzie się wybierasz?

- Do p-pracowni – zająknął się, tęsknie patrząc w stronę zamkniętych drzwi. Jednak moment potem Payne wepchnął go do windy i ruszyli na dziesiąte piętro.

Podobała mu się jego praca asystenta. Nie musiał ruszać się z miejsca, wystarczyło siedzieć przy swoim burku, od czasu do czasu wyskakując po kawę dla siebie i Liama. Resztę dnia spędzał na skrobaniu - sam nie wiedział czego - na kartkach. Ewentualnie przyglądał się pracy swojego szefa.

Wysiedli na dziesiątym piętrze i Payne od razu złapał Nialla za rękaw szarej bluzy. Mijali eleganckie panie oraz panów, którzy uroczo uśmiechali się do szatyna, a jego obrzucali karcącymi spojrzeniami. Jak zwykle skulił się w sobie, starając ukryć się za swoim przełożonym.

- Witaj, Perrie – odezwał się wesoło Liam, gdy znaleźli się przed gabinetem szefa szefów. – Zayn u siebie?

- Tak, Li. I już czeka na ciebie – odparła blondynka, którą dostrzegł nad ramieniem Payne’a. Ten odwrócił się do niego i odparł:

- Widzisz. Nawet Pezz wie, że nie należy zwracać się do mnie per pan – Niall westchnął ciężko i pokręcił głową. Chwilę potem został pociągnięty w stronę drzwi. Szatyn zapukał, usłyszeli grzeczne „proszę” i weszli do przestronnego gabinetu. Liam od razu podszedł do biurka syna założyciela przedsiębiorstwa. On natomiast przystanął z boku i spojrzał na prezesa.

Zayn Malik okazał się jeszcze przystojniejszy na żywo niż na tych wszystkich zdjęciach, które do tej pory widywał. Bordowa koszula idealnie układała się na jego umięśnionym torsie. Czarne, obcisłe dżinsy podkreślały długie nogi. Jego ciemna skóra wydawała się być niezwykle gładka. Twarz zdobił powalający uśmiech, a ciemne oczy błyszczały, gdy rozmawiał z Liamem.

Niall zawstydził się na widok tak idealnej osoby. Jego blade policzki przybrały różowy kolor, a okulary ześliznęły się z nosa. Złapał je w locie, przetarł szkła o koszulkę i wcisnął na nos. Podniósł głowę, a jego oczy spoczęły na Liamie oraz Zaynie. Mulat posłał mu uważne, zaciekawione spojrzenie spod czarnej grzywki. Serce zabiło mu szybciej, a ręce zaczęły pocić, gdy patrzył w te oczy.

- Proszę do nas, panie Horan – odezwał się melodyjnym głosem Zayn i kierując w jego stronę uśmiech. – Liam twierdzi, że nie omówimy projektów bez pana. Jak mamy to zrobić, gdy stoi pan pod drzwiami.

- Eeee… Tak – mruknął i podszedł do biurka, siadając na drugim wolnym miejscu.



2.

Uśmiechem podziękował Dani za cappuccino oraz szarotkę i skierował się do stolika, przy którym siedziała Cher. Dziś spięła włosy do góry – w koński ogon. Obcisłe dżinsy oraz biały top w połączeniu z czarną marynarką doskonale podkreślały jej walory. On, jak zwykle, założył wytarte dżinsy, koszulkę, bluzę i trampki.

- Ponoć zawitałeś do szefa w tym tygodniu – zainteresowała się, gdy tylko usiadł przy stoliku. Od razu skradła kawałek szarlotki z jego talerzyka.

- Tak. Liam wyciągnął mnie do pana Malika z projektami – przyznał, upijając łyk kawy i poprawiając wiecznie zsuwające się z nosa szkła. – Zastanawiam się, jak można być tak przystojnym i doskonałym.

- Ty też mógł byś być przystojny i doskonały, jakbyś zmienił coś w swojej szafie – stwierdziła Cher, upijając łyk swojego latte. – I zamienił te okulary na szkła kontaktowe. Masz takie piękne oczy.

- Nie prawda – mruknął Niall.

- Prawda! – zaprzeczyła, a on wywrócił oczyma i rozejrzał się po bufecie. Jego uwagę zwrócił szatyn stojący z Aidenem przy kontuarze. Pobladł, gdy się odwrócił, a jego chłodne spojrzenie, przebiegło po pomieszczeniu. Odwrócił głowę, próbując ukryć się za ręką, nie chcąc zwrócić jego uwagi na siebie.

„Louis Tomlinson” to była nazwa najgorszego okresu jego studenckiego życia. Byli ze sobą przez prawie cztery miesiące, ale gdy odkrył, że był to zwykły zakład – załamał się. Wyżył się wtedy na swoich projektach, dzięki którym śpiewająco zaliczył kolejny semestr i otrzymał stypendium. To był jedyny plus tego wszystkiego.

- Niall? – odezwała się Cher.

- Sh… – uciszył ją karcącym spojrzeniem, ale to nic nie dało. Chwilę potem po całym bufecie rozniósł się donośny i arogancki głos Louisa.

- No proszę! Kogo moje zacne oczęta widzą. Niall James Horan! – Irlandczyk odwrócił głowę i dostrzegł szatyna, idącego w jego stronę - idealnego i nienagannie pięknego. – Nic się nie zmieniłeś. Te same denka od słoików na nosie i stare wyciągnięte bluzy. Po starszym braciszku czy z lumpeksu?

- Siedź cicho, krasnalu! – zawołała wojowniczo Cher, podnosząc się ze swojego miejsca i stając między nim, a modelem.

- No proszę – odparł szatyn i zlustrował ją od stóp do głów. – Jak taka śliczna dziewczyna może zadawać się z kimś takim, jak to bezguście i… No cóż. Brak mi słów. Dalej nosisz aparat na zębach?

- Powiedziałam: zamknij się! – odezwała się zadziornie dziewczyna, podpierając ręce na biodrach. Niall w tym czasie, pochwycił swoją torbę i ze spuszczoną głową wycofał się do wyjścia. Nie miał ochoty patrzeć na te wszystkie złośliwe uśmieszki i spojrzenia.

Zaprzątnięty przez niemiłe wspomnienia i skupiony na wymianie zdań między Louisem a Cher, dobił do kogoś przy wejściu. Okulary przekrzywiły mu się na nosie. Zachwiał się, ale czyjeś ręce złapały go za ramiona i nie pozwoliły upaść. Spostrzegł czarną koszulę z błyszczącego materiału i od razu poderwał głowę do góry. Napotkał czekoladowe wpatrujące się w niego, nieprzeniknione tęczówki. Chwilę potem Zayn poprawił okulary na jego nosie.

- Przepraszam – szepnął, spuszczając wzrok. – Zamyśliłem się.

Nie czekając na reakcję mulata, wyminął go, pospiesznie wychodząc z bufetu. Ze łzami szklącymi się w niebieskich oczach, skierował się do toalety. Wpadł do środka i skulił się pod jedną ze ścian, kryjąc twarz między kolanami. Szlochał cicho, zastanawiając się, co robi tutaj Louis. Jeśli jest nowym modelem MCC, to jego spokojne życie tutaj właśnie zostało zaburzone; jak nie kompletnie zniszczone.

Usłyszał stukot czyichś butów na wyłożonej kafelkami posadzce. Odwrócił wzrok, nie chcąc, by ten ktoś patrzył na jego łzy. Poczuł, jak czyjeś dłonie układają się na jego kolanach i mocniej zacisnął dłonie na spodniach.

- Niall, nie płacz… – usłyszał ciepły głos Liama, więc odważył się podnieść wzrok.

- Ty nie rozumiesz! – zaczął, kiedy szatyn zdjął z jego nosa okulary i zaczął ścierać łzy. – On mnie upokorzył na studiach. Chodził ze mną dla głupiego zakładu. Teraz pojawił się tu i sam widzisz, co się stało. Jak do tej pory żyło mi się tu dobrze, tak teraz wszystko się skończyło. Ja jestem skończony. Poza tym, kto by chciał się umówić z takim kimś jak ja.

- Hej, hej! Nie waż mi się znów zacząć płakać – skarcił go Payne, ścierając ostatnie łzy z jego policzków, po czym wsunął mu na nos okulary. – Ja bym się z tobą umówił.

Niall podniósł wzrok na swojego przełożonego, który posłał mu ciepły uśmiech. Wyprostował nogi i pozwolił mu przebiegnąć długimi palcami po ciemnej grzywce.

- Masz piękne wnętrze. Niezwykły talent, wyobraźnie oraz wrażliwość – zaczął szatyn, gładząc jego policzek. – Jesteś jak anioł, który potrzebuje stanąć w świetle reflektorów. Ale by to się stało, trzeba temu aniołowi nadać odpowiedni wygląd. Naprawdę… – Sięgnął po okulary chłopaka i ściągną z nosa. – Wystarczy niewiele. A aparaty na zębach są sexy.

Irlandczyk uśmiechnął się, z powrotem zakładając okulary. Poprawił je na nosie i chwycił wyciągniętą dłoń Liama.



3.

Był sobotni poranek, gdy do mieszkania Nialla ktoś zaczął się dobijać. Dosłownie. Ktoś mocno walił pięścią w drewniane drzwi jego niewielkiego mieszkania i chyba nie był sam. Tak więc odnalazł okulary, założył na nos i poprawiając podwiniętą koszulkę dotarł do przedpokoju. Nim nacisnął klamkę, przeczesał włosy palcami.

Jego zaspane oczy spoczęły na Cher oraz Liamie. Ich twarze był rozpromienione przez uśmiechy. Tryskała od nich energia, więc lekko zbity z tropu Irlandczyk spojrzał na zegarek, wskazujący pięć minut przed dziewiątą.

- Ludzie. Jest sobota! – stwierdził. – W ogóle, co wy tu robicie?

- Wydobędziemy twoje wewnętrzne piękno – stwierdziła dziewczyna i wyciągnęła z torebki pudełko. Kiedy Niall przyjrzał mu się uważniej odkrył, że to farba do włosów. I to jeszcze blond.

- Nie zrobisz mi tego czegoś na głowie – zaprotestował, wskazując palcem na opakowanie. Cher uniosła wysoko brew.

- Chcesz się przekonać? – zapytała zadziornie. Chwilę mierzyli się wzrokiem, po czym Niall odwrócił się na pięcie i zaczął uciekać w głąb własnego mieszkania. Za sobą usłyszał stukot obcasów panny Lloyd oraz jej ciche warknięcie. Wpadł do salonu, a zaraz za nim dziewczyna. Chwyciła go w pasie, oboje padli na kanapę i zaczęli się szarpać.

- Nie zrobisz mi tego – warknął, a okulary przekrzywiły mu się na nosie.

- Masz jasną cerę. Blond bardziej będzie do ciebie pasować – stwierdziła. – Ten naturalny ciemny brąz to nie twój kolor.

- Nie! – wycedził.

- LEEYUUUM – zawołała Cher, a szatyn pojawił się w salonie. Uśmiechnął się i oboje na niego spojrzeli, zaprzestając na moment szarpaniny.

- Niall. Cher ma rację. Blond bardziej będzie pasował do twojej delikatnej karnacji. Wyeksponuje niebieskie oczy – przyznał szatyn, wciskając ręce w kieszenie wiosennego płaszcza. – Zaufaj jej. Mimo, iż pracuje na recepcji, to zna się na rzeczy.

Dziewczyna spojrzała na przyjaciela, unosząc wysoko brwi. Przez moment piorunował ją wzrokiem, po czym westchnął głośno, poddając się. Lloyd uśmiechnęła się i pociągnęła go do łazienki. Rozrobiła farbę, a on w tym czasie owinął ręcznik wokół szyi. Dziewczyna zdjęła okulary z jego nosa i zamknął oczy. Czuł, jak nakłada maź na jego włosy, ale jedynie westchnął.

- Długo to potrwa? – zapytał.

- Masz krótkie włosy, więc nie – odpowiedziała, rozczesując farbę na kosmykach. Siedział cierpliwie na brzegu wanny i czekał, dopóki Cher nie oznajmiła, że skończyła. Założyła mu na głowę przezroczysty czepek, a on spróbował wymacać okulary.

- Nachyl głowę? – poprosiła.

- Co znowu? – jęknął.

- No nachyl i szeroko otwórz oczy – zawołała. Jęknął, ale wykonał jej prośbę. Po chwili coś spoczęło na jego soczewkach i obraz się wyostrzył. – Widzisz. Szkła kontaktowe nie muszą być takie złe.

Podniósł się i podszedł do lustra, spoglądając na swoje odbicie. Jego twarz wyglądała zupełnie inaczej, gdy nie miał na nosie okularów. Rysy były wydatniejsze. Dostrzegł głębię swoich oczu. Faktycznie były śliczne i niebieskie. Nigdy nie widział tego pod okularami.

- Naprawdę mam ładne oczy – szepnął, przejeżdżając po policzku.

- A nie mówiłam?! – stwierdziła Lloyd, oplatając ręce wokół jego szyi. – Mamy trochę czasu do zmycia farby. Zdążysz coś zjeść. Chodź.

Cher wzięła go pod ramę i pociągnęła w stronę wyjścia. Udali się do kuchni, po której kręcił się Liam. Na wysepce stał już talerz z piętrzącymi się kanapkami, a do jednego z kubków mężczyzna sypał kawę. Kiedy usłyszał kroki, odwrócił się, spoglądając w ich stronę.

- Pozwoliłem sobie zrobić śniadanie – odezwał się, zalewając trzy kubki. – I coś do picia. Dla ciebie kawa, prawda Niall?

- Tak. Dziękuję. – Chłopak uśmiechnął się i wziął jedno z trzech naczyń. Przysunął sobie słoik z miodem, dodając do kawy dwie łyżeczki.

- Miód do kawy? – zdziwił się Payne.

- Zamiast cukru – odparł z uśmiechem i dolał mleka. – Zdrowsze, nie uważasz?

- Jakby na to nie spojrzeć – przyznał, po czym spojrzał uważnie na twarz Irlandczyka. – Wiesz, dziwnie bez tych okularów. Lepiej.

Horan uśmiechnął się lekko i upił łyk swojego napoju, opierając biodrem o blat. Jego błękitne, teraz ładnie wyeksponowane, oczy spoczęły na torbach, stojących przy wysepce. Zmarszczył brwi i spojrzał na szatyna. Ten uśmiechnął się, sięgając do jednej z nich, by wyciągnąć z niej granatowy sweter z dużymi brązowymi guzikami oraz naszywkami na ramionach w tym samym kolorze.

- Co to? – spytał, wskazując na ubranie.

- Twoja nowa garderoba – odpowiedział Payne.

- Ale… - zająknął się, odstawiając kubek na blat. Przykucnął przy torbach i spojrzał na loga sklepów. – Liam. To najdroższe sklepy.

- Spokojnie. Kupiłem kilka całkiem miłych, przyjemnych rzeczy, które będą do ciebie pasować idealnie – wyjaśnił, przyglądając się temu jak Irlandczyk zagląda do jednego z pakunków. – Trochę butów, ubrań, nic poza tym.

- Jak ja ci się odwdzięczę? – zapytał, spoglądając w sarnie oczy swojego szefa.

- Mam pomysł – odpowiedział Payne, puszczając oczko Niallowi.

- Jaki? – dopytywał się.

- Zobaczysz. – Kącik jego ust drgnął i upił łyk swojej herbaty. Przyglądał się, jak Irlandczyk przetrząsa torby, wyjmując coraz to nowsze ubrania. Od koszulek polo, po jasne spodnie oraz różnego rodzaju koszule i swetry.

- Dobra. – Cher klasnęła w dłonie, zwracając tym na siebie uwagę reszty. – Czas zmyć farbę.

Jej oczy błysnęły, gdy pociągnęła Nialla za łokieć do góry. Wrócili do łazienki. Liam ruszył za nimi, oparł się o framugę i przyglądał się, jak dziewczyna zmywa jasną maź z włosów jego asystenta. Popijał herbatę, z uśmiechem przysłuchując się niezadowolonym pomrukom Horana i karcącym uwagom Lloyd.

- No nie jęcz już tak – zawołała, sięgając po ręcznik. Porządnie wytarła mu włosy i odrzuciła materiał na kosz. Nim Irlandczyk spojrzał w lustro, wyłapał zadowolony wzrok Liama. Moment potem jego jasne oczy spoczęły na odbiciu. Z niedowierzania aż otworzył buzię. Zastanawiał się, kim jest mężczyzna w odbiciu, bo na pewno nie nim.

- To ja? – zapytał dla pewności, przejeżdżając po policzku i przebiegając dłonią po wilgotnych włosach.

- Zdecydowanie! – przytaknął Payne. – Tylko w lepszym wydaniu.

- A jak wyschną… – Cher potargała teraz jasne kosmyki. – Będą naprawdę ślicznie eksponować jasną karnację i niebieskie oczy. O ile znów nie założysz tego czegoś.

Dziewczyna chwyciła w dwa palce okulary, które Niall od razu wziął, posyłając jej karcące spojrzenie. Ta tylko wzruszyła ramionami i wyszła mijając w przejściu Liama.



4.

Niall zatrzymał się przed MCC i spojrzał na budynek spod jasnej grzywki. Przez całą niedzielę uczył się zakładać szkła kontaktowe. Na początku warczał rozdrażniony i niezadowolony, ale kiedy koło południa wychodziło mu to całkiem przyzwoicie stwierdził, że nienoszenie okularów jest wygodniejsze. Nie zjeżdżają z nosa.

Wziął wdech i przeszedł na drugą stronę. Zgodnie z obietnicą, założył dziś ubrania otrzymane od Liama. Ubrał białą koszulę, a na nią pomarańczowy sweterek z trzema guzikami, które zapiął. Dodał do tego czarne dżinsy i założył stonowane, ciemne trampki. Nie mógł się przemóc do tych eleganckich butów. Starą, szkolną torbę zamienił na elegancką, czarną aktówkę.

Nacisnął klamkę i wszedł do przestronnej recepcji, rozpinając jasny, wiosenny płaszcz. Przystanął jak zwykle, natychmiastowo wyłapując kilka spojrzeń zaciekawionych modelek. Jedna nawet puściła mu oczko. W odpowiedzi jedynie wygładził sweterek i skierował się do lady recepcji, za którą tradycyjnie siedziała Cher.

- Cześć, diablico – przywitał się, zwracając tym samym na siebie uwagę dziewczyny. Ta pisnęła cicho na jego widok, przysłaniając usta dłonią. Podniosła się z miejsca i przebiegła palcami po jasnej grzywce.

- Wyglądasz niesamowicie! – stwierdziła, wychyliwszy się przez kontuar. Przygryzł wargę, gdy wyprostowała się i splotła ręce na piersi.

- Wybacz. Nie mogłem się jakoś przekonać do tych lakierków – stwierdził, zdejmując płaszcz. – A te trampki pasują. Musisz to przyznać!

- Racja, racja. – Lloyd rozłożyła ramiona w obronnym geście. – Młodzieżowy akcent zawsze dobry.

Uśmiechnął się lekko i odebrał swój identyfikator, kiedy przy ladzie pojawił się Louis Tomlinson. Spojrzał na niego kątem oka, gdy oparł się łokciem o ladę.

- Witam lwicę – odezwał się szatyn, przeczesując grzywkę palcami, posyłając jej cyniczny uśmieszek. Chwilę potem spojrzał na blondyna i zmarszczył brwi. Przekrzywił głowę, lustrując go od stóp do głów. Horan spojrzał na niego i delikatnie się uśmiechnął.

- Ty! – odezwał się Louis. – Przypominasz mi…

- Niall! – Irlandczyk odwrócił się na pięcie, a jego błękitne tęczówki spoczęły na swoim przełożonym. Widząc jego zachwyt, posłał mu przyjazny uśmiech.

- No proszę! – Liam przejechał dłonią po miękkim swetrze. – Wyglądasz niesamowicie. A teraz chodź ze mną.

Wziął go pod ramię i skierowali się do windy. Horan dyskretnie zerknął za siebie. Chciał dostrzec minę swojego byłego - była bezcenna. Stał przy recepcji z rozchylonymi wargami, niedowierzając.

- Gdzie jedziemy? – spytał, gdy wsiedli do windy.

- Do Zayna – odpowiedział krótko Payne.

- Po co? – dopytywał się, a jego serce zabiło szybciej.

- Podpisać umowę – znów odparł krótko jego przełożony.

- Na Boga – zezłościł się lekko blondyn. – Mógłbyś nie ograniczać się do lakonicznych odpowiedzi, tylko mi wyjaśnić, co ty kombinujesz?

- W sobotę powiedziałem, że wiem, jak mi się odwdzięczysz – zaczął, pierwszy wychodząc z windy. – Idziemy właśnie podpisać umowę z Zaynem. Spółka Payne i Horan.

- Chcesz żebym był twoim wspólnikiem?! – Niall zatrzymał się w połowie korytarza, na co szatyn uśmiechnął się i przytaknął. – Chyba żartujesz.

- Nie – zaprzeczył Liam. – Zawsze poprawiasz moje projekty. Za każdym razem na lepsze. Jeśli podpiszemy umowę, to jesienno-zimowa kolekcja będzie sygnowana naszymi nazwiskami.

- Ale ja… - zaczął, jednak Payne wpadł mu w słowo.

- Będziesz mógł dyrygować Louisem. – Uniósł brew i uśmiechnął złośliwie. Niall chwilę mu się przyglądał, po czym przygryzł dolną wargę.

- Chodźmy – zadecydował Horan, na co szatyn uśmiechnął się szeroko. Ruszyli do gabinetu gdzie, jak zwykle, czekała Perrie. Uśmiechnęła się do Liama i oniemiała na widok blondyna.

- Kto to? – zapytała, uśmiechając się.

- Niall Horan – odpowiedział. – Poznałaś go w zeszłym tygodniu. Przyjrzyj się.

Dziewczyna zmrużyła oczy, gdy Payne przyciągnął go bliżej siebie.

- To ten brunet w okularach! – Klasnęła w dłonie i uśmiechnęła się. – Imponująca przemiana. Podoba mi się.

- Dziękuję.

- Szefcio na was czeka – rzuciła blondynka. Liam przytaknął, zapukał, po czym, tak jak poprzednim razem, usłyszeli subtelne „proszę”. Niall odruchowo wygładził sweter i wszedł za szatynem. Zatrzymał się w odpowiedniej odległości, lustrując najprzystojniejszego faceta na ziemi.

Zayn Malik miał dziś ciemne dżinsy, jak zwykle podkreślające jego długie nogi. Biała koszula została stonowana przez ciemnoszarą marynarkę z czarnym wykończeniem przy kołnierzyku i chusteczką w kieszonce. Jak zwykle wyglądał imponująco, a jego uśmiech był największą ozdobą.

Wyprostował się i lekko spiął po czym podszedł do Liama. Spojrzenie czekoladowych tęczówek mulata przemknęło po jego przełożonym, by ostateczne zatrzymać się na nim na dłużej. Speszony spuścił wzrok.

- Ostatnio kiedy pana widziałem, miał pan ciemne włosy i okulary na nosie. – Niall poczuł dłoń mężczyzny na podbródku po czym, podniósł jego głowę tak, by ponownie mógł spojrzeć w oczy. Serce zabiło mu szybciej. – Teraz wygląda pan olśniewająco. Podoba mi się ta zmiana. Delikatnie, ale z klasą i charakterem.

Zayn przejechał palcami po jego ramieniu. Miał wrażenie, że dotyk Malika pali; jakby właśnie zostawił ślady po poparzeniach pierwszego stopnia na jego podbródku i ramieniu. Choć w rzeczywistości dotyk był delikatny i subtelny, on odczuwał to zupełnie inaczej.

- Dziękuję, proszę pana – uśmiechnął się lekko, z zakłopotaniem przebiegając dłonią po włosach.

- Nie bądź tak oficjalny. – Zayn wskazał wolne miejsca, które zajęli, po czym sam usiadł w fotelu prezesa. – Od dziś będziesz jedną z najważniejszych osób w tej firmie.

Sięgnął do jednej z szuflad i wyciągnął papiery, kładąc dwa egzemplarze na biurku.

- Tak jak się umawialiśmy, Liam – odezwał się, gdy szatyn wziął w rękę plik dokumentów, a Niall skupił swoją uwagę na każdym ruchu bruneta. – Dopiero kolekcja jesienno-zimowa będzie sygnowana waszymi nazwiskami, jednak pan Horan może już teraz wprowadzać poprawki, czego i tak dokonał. Kontrakt obowiązuje na pięć lat od dziś. O ile podpiszecie. Mam nadzieję, że nie wycofał się pan, panie Horan?

- Ależ skąd! – zaprzeczył gwałtownie, po czym zerknął na Payne’a, unosząc jedną brew. – Powiedzmy, że nie miałem wyjścia i dowiedziałem się o tym stosunkowo niedawno.

Liam wyszczerzył zęby, poklepując go po udzie.

- Masz ogromny potencjał oraz talent. Chcę dać mu wypłynąć na szerokie wody, bo masz głowę nie od parady – wyjaśnił, podpisując kontrakt i przesuwając go w stronę Nialla. – Nie zatrudniłbym cię na miejsce asystenta, gdyby twoje portfolio było średnie. Tak więc uwierz w siebie.

Szatyn podał mu srebrny długopis. Spojrzał na niego i przygryzł dolną wargę. Nie miał wiary w siebie, ale było coś w słowach Payne’a co do niego przemawiało. Odetchnął więc głęboko i wziął długopis w palce lewej ręki. Pochylił się nad dokumentem, składając parafkę w wykropkowanym miejscu. Chwilę potem zrobił to samo na drugiej kopi i oddał długopis Liamowi.

- Panie Horan – odezwał się mulat, wstając z miejsca i poprawiając marynarkę. On zrobił to samo. – Witamy na pokładzie MCC.

- Wystarczy Niall – odparł, ściskając jego wyciągniętą dłoń i uśmiechając się lekko.

- W takim razie - Zayn – odpowiedział Malik, odwzajemniając uśmiech.



5.

Niall rzucił aktówkę na swoje krzesło, a szary płaszcz odwiesił na metalowy wieszak. Przebiegł palcami po jasnych włosach, upijając łyk kawy ze Starbucksa. Dziś założył białą koszulę ciemne spodnie oraz czarny kardigan z białymi wykończeniami. Przysiadł na skraju obrotowego krzesła i zaczął przerzucać kartki.

Jego życie zmieniło się po podpisaniu kontraktu. Z małej pracowni, gdzie siedział przy swoim biurku, został wprowadzony do szwalni. Dostał władzę, z którą czuł się wciąż nieswojo. Zaczął dyrygować nie tylko szwaczkami, ale i modelami oraz modelkami. Przyzwyczajone do Liama, na początku nie słuchały go. Do czasu, aż nie wkroczył sam Payne i nie wyjaśnił sytuacji.

To, co zaszło w gabinecie prezesa nakreślił też sam Zayn. Od czasu podpisania kontraktu mulat doglądał pracy Nialla. Przyglądał mu się i gdy dostrzegł, iż nie radzi sobie pośród modelek oraz modeli – wkroczył do akcji.

W końcu odnalazł wstępne projekty jesienno-zimowej kolekcji. Dmuchnął w jasną grzywkę, upił kolejny łyk kawy i sięgnął po ołówek. Moment potem rozległo się pukanie do drzwi. Rzucił, krótkie proszę, a do środka weszła dziewczyna o kręconych włosach, z promiennym uśmiechem.

- Dzień dobry, Niall! – przywitała się, wchodząc do środka. – Liama nie ma?

- Hej, Danielle – odparł i posłał jej uśmiech. – Rozchorował się i nie mógł się pojawić. Coś się stało?

- Nic wielkiego. Skończyłam po prostu parę projektów i przydałaby się kontrola. Skoczysz ze mną sprawdzić? – zapytała, bawiąc się taśmą krawiecką.

- Jasne – przytaknął odstawiając kubek z kawą, po czym podniósł się z miejsca. Przepuścił Danielle w drzwiach i z uśmiechami ruszyli korytarzem do ostatniej pracowni. Weszli do środka, gdzie panował spory gwar, kierując się do jednego ze stanowisk, gdzie stała modelka. Danielle podała mu projekt, a on przyjrzał się dokładnie wykonaniu. Przekrzywił lekko głowę i przejechał dłonią po materiale sukienki.

- Myślę, że można ją skrócić. Pięć, a może nawet dziesięć centymetrów – przykucnął, podwijając trochę spódnicę. – Można też dodać jasny tiul, by podnieść spódnicę.

Wyprostował się i spojrzał na Dani. Ta zanotowała jego uwagi na marginesie i spojrzała na niego. Uśmiechnęła się delikatnie, wracając do swojej pracy. On natomiast wycofał się ze szwalni, kierując swe kroki do pracowni. Wszedł do niej i podszedł do biurka Payne’a. Zaczął przekopywać stertę papierów na blacie, gdy usłyszał dźwięk otwieranych drzwi.

- Liama nie ma – odezwał się, nie podnosząc głowy. Wiedział, że ktokolwiek to był przyszedł właśnie do szatyna. – I nie będzie go dziś. Jest chory.

- Ja nie do niego. – Niall wyprostował się, słysząc znajomy głos. Odwrócił się i jego spojrzenie spoczęło na Tomlinsonie. Uśmiechał się w ten charakterystyczny sposób, gdy pożerał kogoś wzrokiem i przełknął ślinę.

- Przyszedłem do ciebie – odezwał się Louis, robiąc kilka kroków w jego stronę.

- Och… – mruknął odwracając się z powrotem w stronę biurka Liama i nerwowo zaczął przerzucać papiery. – W jakimś konkretnym celu? Coś z projektem nie tak?

- Z projektami wszystko w porządku – stwierdził szatyn. – Tak sobie myślałem, że może spróbowalibyśmy jeszcze raz.

- Bo teraz wyglądam jak ktoś, z kim warto się pokazać? – zapytał z nutą złości w głosie i wyprostował się. Louis stał tuż obok niego, przyglądając mu się uważnie. Chwilę potem zaatakował jego usta. Niall cofnął się o krok i kant biurka wbił się w jego biodro. Jęknął, próbując odepchnąć szatyna, który spijał zachłanne pocałunki z jego ust. Ten jednak chwycił go mocno za nadgarstki i wśliznął między nogi. Zaczął szarpać się jeszcze bardziej. Nie chciał tego.

- Liam… - dotarł do nich głos Zayna. Właśnie to spowodowało, że Tomlinson się od niego oderwał. Oboje odwrócił wzrok w stronę drzwi, a ich wzrok zatrzymał się na mulacie.

- Liama nie… - Horan wyszarpnął nadgarstki z uścisku szatyna i odepchnął go od siebie kawałek. - …nie ma. Jest chory. Miałem ci to iść przekazać.

- Rozumiem – odparł brunet. – Panie Tomlinson, czy nie powinien być pan na przymiarce?

- Tak. – Lou odchrząknął i posłał ostatnie spojrzenie blondynowi. – Do zobaczenia.

Niall wzrokiem odprowadził szatyna do drzwi. Odetchnął dopiero kiedy Zayn zamknął je za nim z cichym stuknięciem. Opadł na miejsce Li i jęknął cicho, opierając czoło na blacie zawalonym papierami. Serce tłukło mi się w piersi - ze strachu i zażenowania. Najcudowniejszy facet świata właśnie przyłapał go na obmacywaniu się z jednym z modeli.

- Wszystko w porządku? – usłyszał melodyjny i odrobinę zatroskany głos Malika. Chwilę potem jego dłoń spoczęła na plecach Horana. Prześliznęła się po nich i mocniej ścisnęła ramię. Przykucnął przy nim, a dłoń przejechała po ramieniu oraz spoczęła na udzie, które poklepał.

- Tak. Chyba – przyznał, prostując się i spojrzał na Zayna. Ten posłał mu uśmiech.

- Nie mam nic przeciwko gejom – odezwał się. – Nie zraża mnie fakt, że miedzy tobą a Louisem…

- Nic nie ma – wpadł mu w słowo, gwałtownie podnosząc się z miejsca. – To stare studenckie czasy, do których nie mam ochoty wracać. Nie chcę go tu, ale to nie ode mnie zależy.

- Hej, spokojnie… – odezwał się brunet, kładąc dłonie na jego ramionach. – No już.

Przyciągnął drobne ciało Irlandczyka do siebie i pogładził go po plecach, pragnąc, by poczuł się lepiej. Zamknął go w szczelnym uścisku, przebiegając po jego farbowanych włosach.

- Skrzywdził cię? – spytał, wciąż trzymając go w swoich objęciach.

- Tak – mruknął, kryjąc twarz w granatowej koszuli mężczyzny. – Bardzo.

Zayn westchnął i jeszcze raz pogładził go pokrzepiająco po plecach. Niall tkwił w jego objęciach, napawając się zmysłowym zapachem perfum, w jakiś sposób uspokajając skołatane nerwy. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, co się dzieje. Niechętnie odsunął się od bruneta, posyłając mu blady uśmiech.

- Przepraszam – odparł, spuszczając głowę.

- Nie masz za co, Niall – odpowiedział Malik, przebiegając kolejny raz po jego jasnych włosach. – Wracaj do pracy. Masz jej sporo, skoro nie ma Liam.

- Tak – odchrząknął, poprawiając kardigan. Zayn ostatni raz pogładził go po plecach i wyszedł. On natomiast jeszcze chwilę stał w miejscu. Na jego twarz wkradł się delikatny uśmiech, kiedy przypomniał sobie ciepło bijące od bruneta oraz niesamowite perfumy.



6.

Wszedł na ulicę gdzie znajdował się dom mody. Odetchnął i rozpiął płaszcz. Słońce przygrzewało dziś wyjątkowo mocno, zrobiło się naprawdę ciepło. W końcu poczuł, że przyszła wiosna.

Na krawężnik podjechało czarne audi, z którego wyszedł Liam. Irlandczyk uśmiechnął się na jego widok i podbiegł bliżej.

- Cześć, Liam – przywitał go, zwracając jego uwagę. – Dobrze, że już jesteś.

- Hej, Niall – odpowiedział szatyn, zamykając samochód. – Coś mnie rozłożyło i to tak porządnie. Pewnie miałeś niezłą szkołę.

- Tak jakby – wzruszył ramionami i obaj ruszyli do wejścia. Zdał mu relację z tych kilku dni gdy był chory, pomijając incydent z Louisem. Cieszył się, że nadszedł piątek. W końcu będzie mógł odpocząć.

Payne nacisnął klamkę i weszli do środka w niezwykle dobrych nastrojach. Przystanęli przy recepcji, aby odebrać identyfikatory i przywitać się z Cher.

- Chyba będziecie mieć nowego modela – stwierdziła, zaczesując włosy za ucho.

- Nowego? – zdziwił się Liam, spoglądając na blondyna, który pokręcił głową w geście niewiedzy. – Po co nam nowy model? Mamy komplet.

- Ja nic nie wiem. – Uniosła ręce w geście obronnym. – Przyszedł tu dzisiaj uroczy loczek o zielonych oczach i przedstawił się jako Harry Styles. Potem poszedł do szefuńcia, a jakieś pięć minut temu zjechali tutaj razem i udali się do pracowni.

Payne i Horan wymienili spojrzenia, wyraźnie zaskoczeni. Usłyszeli czyjeś szybkie kroki, by w następnej chwili zobaczyć rozwścieczonego Louisa. Rzucił swój identyfikator na ladę, a jego rozgonione, turkusowe oczy spoczęły na blondynie.

- Ty! – Wskazał na niego. – To twoja wina! Nie wiem, co mu nagadałeś, ale zobaczycie. Wasza kolekcja będzie beznadziejna z tym mopem, którego zatrudnił na moje miejsce!

Zamaszyście otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz. Ruszył do swojego samochodu, odprowadzony przez Liama oraz Nialla zdezorientowanymi spojrzeniami.

- Nareszcie jesteście! – usłyszeli za plecami znajomy głos Zayna, więc odwrócili się i spojrzeli na niego. Dziś był cały w czerni. Zarówno spodnie, jak i koszula oraz marynarka były w tym kolorze, podkreślając jego orientalną urodę. Towarzyszył mu wysoki, smukły chłopak o niewinnej urodzie. Czekoladowe loki opadały na czoło, a zielone oczy błyszczały wesoło. Ubrał się skromnie – w granatowe dżinsy, białą koszulkę, a na to zarzucił brązową, skurzaną kurtkę.

- Panowie projektanci… – Przystanął przy nich i dłonią wskazał na lokatego. – To pan Harry Styles. Zajmie miejsce Tomlinsona.

- Dzień dobry. – Przywitał się z nimi. – To dla mnie zaszczyt, pracować u pana, panie Malik – zwrócił się bezpośrednio do mulata, po czym spojrzał na Liama. – Jak i dla pana, panie Payne. Pańskie projekty są niesamowite i to będzie zaszczyt nosić je.

- Są niesamowite dzięki Niallowi, który od ponad roku je poprawia, a od niedawna jest moim wspólnikiem. – Szatyn przedstawił blondyna, który uśmiechnął się do loczka. Harry odwzajemnił jego uśmiech.

- Miło mi poznać. – Uścisnął jego dłoń.

- Wzajemnie – przyznał, spoglądając kątem oka na Malika.

- A więc Harry, chodźmy zdjąć miarę. – Liam wziął chłopaka pod ramię. – Trzeba będzie poprawić część projektów i…

Niall nie przysłuchiwał się dalszej rozmowie. Ruszył za Zaynem, który skierował się do windy, zapewne by wrócić do gabinetu.

- Dlaczego wyrzuciłeś Louisa? – spytał, gdy go dogonił. – To jeden z najbardziej rozchwytywanych modeli.

- I niezwykle zadufany w sobie. Trzeba było mu utrzeć nosa oraz pokazać, gdzie jego miejsce – wyjaśnił mulat, naciskając guzik i spoglądając na Irlandczyka. – Słuchaj. Wielki dom mody i najlepsi projektanci dadzą sobie radę bez modela. Zawsze można znaleźć kogoś lepszego. Zawsze będzie ktoś nowy do wypromowania, a kimś takim bezsprzecznie jest pan Styles. Ma nietuzinkową urodę. Poza tym - liczą się stroje, nie modele. – Winda dała znać, że już jest na dole i drzwi rozsunęły się. – Natomiast rozchwytywany model nie przetrwa bez kontraktu z najlepszym domem mody, którym obecnie jesteśmy w Londynie i całej Europie. Pan Tomlinson właśnie stracił szansę na najlepszy kontrakt w swojej karierze.

Zayn wkroczył do windy, a Niall wszedł tuż za nim.

- To nie przez narcyzm go wyrzuciłeś – stwierdził, a winda ruszyła.

- A przez co twoim zdaniem? – spytał Malik, spoglądając na niego spod długich rzęs. Przeszedł go dreszcz pod naciskiem intensywnego ciemnego spojrzenia. Spuścił więc wzrok, na co brunet zrobił krok w jego stronę i chwycił za podbródek, by znów nakierować jego jasne tęczówki wprost na siebie.

- Powiedz – szepnął cicho. – Dlaczego według ciebie, wyrzuciłem Louisa?

- Przeze mnie? – zapytał niepewnie, a kącik ust Zayna uniósł się do góry.

- Brawo, Sherlocku – szepnął, prostując się. – Nie lubię, gdy są zgrzyty między moimi pracownikami. A jeszcze bardziej nie lubię, kiedy któryś z nich krzywdzi drugiego. Poza tym. Drażniła mnie jego pewność siebie. A teraz… – Nacisnął guzik z zerem. – Wrócisz do pracy.

Niall zaśmiał się nerwowo. Brunet musnął ustami jego policzek, zanim drzwi windy rozsunęły się i wyszedł na korytarz, zostawiając go totalnie zszokowanego. Drgnął dopiero, gdy winda ruszyła w dół. Przejechał palcami po policzku, niedowierzając.



7.

Zayn przeciągnął się w krześle, po czym rozpiął pod szyją dwa guziki swojej czarnej koszuli. Zamknął laptopa, a do aktówki wrzucił dokumenty, które do poniedziałku musiał przejrzeć. Zarzucił na ramiona marynarkę oraz płaszcz i gasząc światło wyszedł ze swojego gabinetu. Skierował się do windy, przecierając twarz dłonią.

Ostatnie tygodnie były dla niego niezwykłe. Właściwie zaczęło się, kiedy Liam pierwszy raz przyprowadził do jego gabinetu Nialla. Niepozornego, z okularami na nosie, niezwykle urokliwego. Ale gdy wrócił po weekendzie całkiem odmieniony, jeszcze bardziej mu się spodobał. Nadal niepozorny, z charakterem. Ale najbardziej cenił jego delikatność oraz wrażliwość. Był lekko zaskoczony, że dał mu się przytulić, ale podobało mu się również i to. Trzymanie w objęciach tego delikatnego, drobnego ciała, było fascynujące i tak niesamowicie właściwe.

Zjechał na sam dół, opierając się o ścianę windy. Lewy kącik jego ust drgnął, gdy znów pomyślał o uroczym blondynie. Wysiadł na parterze, gdzie w recepcji siedział rudy ochroniarz. Podniósł się na widok Zayna.

- Jak zwykle jestem ostatni, Ed? – zapytał rozbawiony.

- Właściwie, to nie – odparł rudzielec na co przystanął zaskoczony. – Jak robiłem obchód godzinę temu, to w pracowni był jeszcze pan Horan.

Malik odwrócił się na pięcie, kierując się do pracowni. Dostrzegł blade światło wylewające się na korytarz. Podszedł do drzwi i zapukał cicho w drewno. Odpowiedziała mu cisza, więc ponowił czynność.

- Niall? – odezwał się cicho i łagodnie, zaglądając do środka. Rozejrzał się po wnętrzu, a ciemne tęczówki spoczęły na blondynie. Uśmiechnął się delikatnie, szerzej otwierając drzwi i wchodząc do środka. Podszedł do biurka, przebiegając palcami po policzku Irlandczyka, który zasnął z głową na biurku. Oddech miał równy, spokojny.

- Niall? – odezwał się cicho, przeczesując jasne kosmyki. – Niall…

Pogładził go po plecach i młody mężczyzna poruszył się nieznacznie.

- Niall – powtórzył głośniej i zacisnął dłonie na jego ramieniu. Blondyn rozchylił powieki, a jego nieprzytomne tęczówki rozejrzały się dookoła. Dopiero po chwili wyłapał postać Malika. Gwałtownie się wyprostował, poprawiając białą koszulkę polo.

- Ja… – odchrząknął. – Pracowałem nad wstępnymi projektami do kolekcji jesienno-zimowej. Takie tam szkice. – Zaczął porządkować biurko. – Nic nadzwyczajnego.

- Rozumiem. – Brunet uśmiechnął się, widząc zaspaną twarz Irlandczyka i jego na wpółprzytomne spojrzenie błękitnych oczu. Na policzku widniał odciśnięty ślad kredki, na której najwyraźniej przysnął. Wyglądał tak uroczo i niewinnie.

- Może odwiozę cię do domu? – zaproponował Zayn, obserwując jak Horan upycha kartki do swojej aktówki, a które na jego słowa wyśliznęły mu się z rąk, rozsypując po podłodze. Schylił się, by pomóc mu je zbierać. Podobało mu się to, jak reagował na jego słowa czy gesty, które momentami nie miały większego znaczenia.

- Czemu jesteś dla mnie taki miły? – spytał cicho blondyn, przysuwając do siebie kilka pokreślonych arkuszy.

- Bo jestem twoim szefem? – odpowiedział pytaniem na pytanie.

- Sranie w banie – mruknął pod nosem Niall, zapewne myśląc, że Zayn go nie słyszy, po czym dodał głośniej. – Szef nie musi być miły. Poza tym…

- Poza tym, co? – spytał, wyrównując karki i prostując się. Jasne tęczówki Irlandczyka powędrowały za nim ku górze, a on wyciągnął dłoń w jego stronę. – Masz wrażenie, że traktuję cię inaczej?

Horan na moment spuścił głowę, po czym znów ją podniósł i chwycił wyciągniętą dłoń mulata. Ten zacisnął mocno swoje palce i stanowczo pociągnął do góry drobnego blondyna, który wpadł w jego objęcia. W bladym świetle dostrzegł, jak rumieńce wtargnęły na jego blade policzki, przez co uśmiechnął się.

- Jesteś dość spostrzegawczy – przyznał, lekko przekrzywiając głowę. – Nie ukrywam. Jesteś urokliwy. I to niezwykle.

- Urokliwy, bo mam przefarbowane włosy, szkła kontaktowe zamiast okularów i modne ciuchy? – zapytał z nutą wyrzutu w głosie, ale nie wyplątał się z uścisku mulata.

- Zauroczyłeś mnie zanim zafundowano ci tę całą przemianę – przyznał, odgarniając mu z czoła grzywkę. – Widywałem cię czasem w pracowni. Zawsze skrupulatny i dokładny, niezwykle utalentowany. Jesteś wrażliwy, czego czasem tu brak. Ta przemiana tylko pokazała to co w tobie najlepsze.

- Naprawdę? – spytał Niall, lekko niedowierzając, na co on przytaknął. Chwycił go za podbródek, odkładając kartki na biurko i nie mogąc się dłużej powstrzymać, nachylił oraz musnął różowe usta Irlandczyka, mocniej zaciskając dłoń na jego białej koszulce. Przyciągnął go bliżej, składając odważniejszy pocałunek, który został odwzajemniony.

Aktówka wyśliznęła się spomiędzy palców Horana, upadając na podłogę. Jego dłonie zacisnęły się na czarnym płaszczu Zayna. Wspiął się lekko na palce, by mieć lepszy dostęp i zaczął odwzajemniać słodkie oraz niezwykle delikatne pocałunki bruneta. Zadrżał, gdy jego dłoń wsunęła się pod koszulkę. To wtedy opamiętał się, a lekko się odepchnąwszy, wpadł na biurko.

Mulat spojrzał na zaczerwienioną twarz blondyna i odwrócił głowę, przygryzając dolną wargę. Powinien go teraz przeprosić. Ale z drugiej strony – chciał tego. Chciał go pocałować już od dłuższego czasu, ale nie był pewny. Dopiero, gdy przyłapał go z Louisem pomyślał, że mógłby zrobić jakiś ruch. Ale nie chciał go odstraszać.

- Ja… Przepraszam, Niall – odezwał się, robiąc krok w jego stronę, ale zatrzymał się w połowie. – Nie powinienem. Jeśli cię zraniłem, to naprawdę przepraszam.

- Nie masz za co – odparł drżącym głosem blondyn. Zayn zerknął na niego spod ciemniej grzywki i dostrzegł delikatny uśmiech, który błąkał się na wąskich ustach. – To… Było miłe. Inne.

- Inne? – spytał.

- Kiedy… Kiedy na uniwerku byłem z Louisem – zaczął, obejmując się rękoma i starając, by niemiłe wspomnienia zbytnio nim zawładnęły. – Pocałunki z nim były inne. Dziwne. Teraz wiem, że nieszczere i nieprawdziwe. Nigdy mnie nie kochał. Był ze mną dla jakiegoś durnego zakładu.

- Ja cię lubię – przyznał czule brunet, błyskawicznie pokonując dzielącą ich odległość i układając dłoń na jego policzku. Horan automatycznie przymknął oczy, wtulając się w rękę. – Nawet bardzo. I to od jakiegoś czasu.

- Naprawdę? – znów zapytał, spoglądając na niego jasnymi, roziskrzonymi tęczówkami.

- Naprawdę – potwierdził, posyłając mu czuły uśmiech i muskając jego czoło. – Tak więc… Odwieźć cię do domu? – spytał, po czym dodał. – A może pojedziemy do mnie?

- Jest późno – przyznał, spoglądając na zegarek. – To był ciężki i długi tydzień. Potrzebuję porządnie odpocząć.

- Rozumiem – przytaknął Zayn i podniósł z ziemi aktówkę Nialla. Podał mu ją, gdy założył płaszcz. Zgasili światło i zamknęli drzwi. Brunet puścił Irlandczyka przodem, układając dłoń na jego plecach. W recepcji oddali klucz Edowi i wyszli przed budynek. Rudzielec zamknął za nimi główne wejście. Malik odblokował drzwi czerwonego forda, a blondyn – ziewając – zajął miejsce pasażera. On wyjął jeszcze reklamę zza wycieraczki i wsiadł do środka, gniotąc papierek. Włożył kluczyki do stacyjki i odpalił silnik, który cicho zamruczał.

- To dokąd? – zapytał, poprawiając lusterko.

- Do domu – usłyszał w odpowiedzi nieprzytomny już głos Irlandczyka. Zaskoczony odwrócił głowę w jego stronę. Blondyn ułożył się wygodnie w fotelu, opierając głowę o szybę i już przysypiał.

- Naprawdę jesteś zmordowany – przyznał Zayn, wyjeżdżając i włączając się do nikłego ruchu drogowego. Nie miał innego wyjścia, jak zabrać go do siebie. W sercu go ściskało, gdy pomyślał, że musiałby go znów wybudzić, by zapytać się o durny adres. Nie umiałby tego zrobić. Miał zbyt miękkie serducho, kiedy chodziło o tego aniołka, drzemiącego na miejscu pasażera. Bo Niall zdecydowanie był aniołem. Delikatny, wrażliwy i wystarczyło jedno nieprzyjazne słowo, by go zranić. Takie są anioły, nieprawdaż?

Zwolnił w dzielnicy eleganckich domków jednorodzinnych, by po chwili wjechać na podjazd jednego z nich. Zgasił silnik i wygrzebując klucze do domu z aktówki, wysiadł, by w kilku susach zaleźć się przy wejściu, otwierając je. Wrócił do auta i ostrożnie uchylił drzwi od strony pasażera.

- Niall… – odezwał się cicho przy jego uchu. Ten poruszył się i lekko podniósł powieki, spoglądając na niego. Wtedy wziął go na ręce. Blondyn, oplótł swoje dłonie wokół jego szyi i wtulił policzek w ramię mulata. Zayn biodrem zamknął drzwi od samochodu, na ślepo wciskając blokadę, po czym skierował się do domu. Przeszedł przez próg, kopniakiem zamknął drzwi i udał się do salonu. Ostrożnie położył Irlandczyka na kanapie, po czym zrzucił z ramion swój płaszcz i odłożył na oparcie fotela.

- Hej, Aniołku – odezwał się cicho, przeczesując jego włosy palcami, a w odpowiedzi usłyszał cichy pomruk. - Podniesiemy cię, żeby zdjąć płaszcz, dobrze?

Niall znów mruknął w odpowiedzi, więc chwycił go za nadgarstki i pociągnął do pozycji siedzącej. Zsunął z niego jasny płaszcz, a po chwili mężczyzna znów leżał na kanapie. Malik rozpiął trzy guziki białej koszulki polo, a potem zdjął jego buty i skarpetki. Sam pozbył się marynarki i odpiął guzik pod szyją swojej czarnej koszuli. Spojrzał na spokojnie śpiącego blondyna i ponownie wziął go na ręce. Przeniósł go do pokoju gościnnego, układając na miękkim materacu. Nakrył chłopaka kołdrą, na moment przysiadając na skraju łóżka. Odgarnął z jego czoła grzywkę i uśmiechnął się, przyglądając jego spokojnemu wyrazowi twarzy. Mógłby patrzeć tak na niego całą wieczność. I jeden dzień dłużej.



8.

Przyjemne zapachy dotarły do Nialla, więc zamruczał niczym kociak. Na pewno czuł mocną, świeżo parzoną kawę i gofry z bitą śmietaną. Poznał też zapach perfum Zayna. Zmysłowe, ale delikatne. Mocniej wtulił się w miękką poduszkę. Dopiero po chwili dotarło do niego, że poduszka pachnie brunetem.

Otworzył oczy i usiadł na łóżku. Rozejrzał się uważnie po ciepłym wnętrzu. Przez okno wpadały promienie słońca. Na wprost stała mahoniowa komoda oraz szafa. Przy drzwiach ustawiony był niewielki regał, a obok łóżka mieściła się niewielka szafka nocna z lampką.

Zmarszczył brwi, zastanawiając się, co tak właściwie stało się wczoraj. Przysnął w biurze, a Zayn go obudził. Tak delikatnie i spokojnie. Rozmawiali, a potem go pocałował. Najwspanialszy facet na świecie pocałował go. W usta.

Uśmiechnął się delikatnie i przyłożył palce do warg, przesuwając po nich nieznacznie. To było cudowne uczucie. Całował tak delikatnie; ostrożnie, ale zmysłowo i z uczuciem. Nie były to te same suche, nachalne pocałunki Louisa. Były prawdziwe.

- Lubi mnie – szepnął do siebie, po czym otrząsnął się i powrócił do spekulacji gdzie jest.

Po pocałunku rozmawiali jeszcze chwilę, a potem Zayn zaproponował, że odwiezie go do domu. Był jednak tak zmęczony, że ledwo usadowił się na miejscu w jego samochodzie, a od razu przysnął. Potem, jak przez mgłę, pamiętał jego głos. Cichy oraz spokojny.

- Chyba jestem u niego – znów szepnął do siebie i przebiegł palcami po włosach. Spojrzał na szafkę nocną, dostrzegając swój telefon. Sięgnął po niego i spojrzał na wyświetlacz. Zegarek wskazywał dziesiątą trzydzieści.

- Osz ty – mruknął pod nosem, odrzucając kołdrę. Postawił stopy na drewnianych panelach i na palcach przeszedł przez pokój. Cicho otworzył drzwi, by wyjrzeć na korytarz. Z pokoju po przeciwnej stronie dochodziły odgłosy telewizora. Zapach kawy i gofrów stał się silniejszy więc powoli ruszył za nim.

Na kanapie siedział wyciągnięty Zayn. Miał zwykłe, szare spodnie dresowe, białą koszulkę, a na nią zarzuconą granatową bluzę. W ręce trzymał kubek, a na kolanach chyba miał coś ułożone. Po chwili dostrzegł, jak bierze z nich kartkę i odkłada ją na szklany stolik, gdzie stał talerz z goframi. Ciemne oczy Malika obrzuciły przelotnie telewizor i wróciły do czytania. Przyglądałby mu się tak dłużej, gdyby mulat nie odłożył kubka na stolik i nie przeciągnął się. Wtedy też go dostrzegł i posłał uśmiech w jego stronę.

- Dzień dobry, Niall – przywitał się, odkładając papiery na bok i podnosząc z kanapy. – Jak się spało?

- Dziękuję. Dobrze – odparł, wchodząc do salonu, jeszcze raz, przelotnie obrzucając Zayna spojrzeniem. Wyglądał tak zwyczajnie, a mimo to pociągająco. Tylko on był do tego zdolny.

- Ten tydzień naprawdę musiał dać ci się we znaki – przyznał Zayn, kierując się do kuchni. – Spałeś jak zabity. Zasnąłeś mi w samochodzie, więc przywiozłem cię do mnie. – Wyjrzał z pomieszczenia. – Mam nadzieję, że nie masz mi za złe? Nie miałem serca cię budzić.

- Oczywiście, że nie mam – odparł szybko i poszedł za nim. – To ja powinienem przeprosić. Sprawiłem ci kłopot.

- Żaden kłopot. Kawy? – Blondyn przytaknął, więc ciemnowłosy mężczyzna sięgnął po puszkę. – Miło patrzyło się na twoją spokojną twarz.

Horan spuścił wzrok lekko zawstydzony. Poczuł, jak do policzków napływa mu krew i wykwitają na nich dorodne rumieńce. Chwycił w palce koniec koszulki, by zacząć się nią bawić. Zayn był taki miły. Jeszcze nigdy nie słyszał tylu komplementów, co w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin.

Nagle poczuł dłoń bruneta na swoim policzku. Ledwo podniósł wzrok, a chwilę potem jego powieki ponownie opadły. Ciepłe, pełne wargi bruneta delikatnie naparły na jego. Był to ten sam przyjemny pocałunek co wczoraj. Delikatny oraz czuły, przyprawiający go o motylki w brzuchu i przyjemny dreszcz. Westchnął w jego usta, a ręce zacisnął na bluzie.

- Będziesz mnie teraz tak całował codziennie? – spytał szeptem, opierając swoje czoło o jego.

- Jeśli tylko zechcesz – odszepnął Zayn i trącił swoim nosem jego. – Mogę cię całować codziennie po kilka razy, jeśli sobie tego zażyczysz.

Delikatny uśmiech wkradł się na jego usta. Już miał spuścić wzrok, ale mulat go powstrzymał. Ułożył dłoń na zaróżowionym policzku i przejechał palcami po linii szczęki aż do podbródka. Nakierował jego wzrok na siebie. Jasne, niewinne tęczówki spojrzały na niego spod wachlarza rzęs. Wyglądał tak uroczo.

- Nie odwracaj wzroku – poprosił cicho, przejeżdżając kciukiem po dolnej wardze blondyna. – Masz takie piękne oczy. Błyszczą jak dwie gwiazdy, oświetlając swym blaskiem, mą ciemność.

- Jesteś poetą czy właścicielem domu mody? – spytał rozbawiony Irlandczyk.

- Mogę być i tym, i tym – odpowiedział Malik, a kącik jego ust drgnął. Chwilę potem znów nachylił się do pocałunku. Niall długo nie czekał, tylko do razu odwzajemnił pieszczotę. Co prawda, był gdzieś w nim ten strach, związany z przejściami z Louisem, ale to był Zayn. Nie był jak Tomlinson. Czuł to już w jego pocałunkach.

Ramiona bruneta oplotły go mocno oraz szczelnie wokół pasa, by po chwili podnieść go do góry. Mocno zacisnął palce na jego karku i zaśmiał przyjaźnie, gdy mężczyzna okręcił się z nim, sadzając go na blacie. Niall przebiegł palcami po kruczoczarnych włosach i zacisnął na nich palce.

- Więc… - zaczął, ale nie zdążył nawet rozwinąć swojej myśli, bo mulat wpadł mu w słowo.

- Tak – odparł i musnął usta Nialla. – Tak. Na wszystko odpowiem tak.

Blondyn uniósł jedną brew do góry, co miało znaczyć: „Naprawdę na wszystko?’.

- No, prawie na wszystko – poprawił się, na co Horan roześmiał się i tym razem to on przyciągnął Zayna do pocałunku. Chwycił jego twarz w drobne dłonie, by przyciągnąć do siebie oraz złożyć słodki pocałunek na jego ustach.





*MCC – Malik Creations Corporation

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz