- Louis?
Zayn spojrzał na zapinającego koszulę chłopaka i posłał mu lekki uśmiech. Lou odwzajemnił gest nieco wymuszenie i niepewnie, zagryzając przy tym dolną wargę.
- Nie chcesz tam iść, prawda?
W odpowiedzi Louis spuścił wzrok, przyglądając się swoim stopom. Zayn wstał powoli z krzesła i podszedł do niego. Ułożył dłoń na jego ramieniu i uśmiechnął ciepło.
- Hej, jak chcesz mogę pójść z Tobą.
Wolną dłonią uniósł jego brodę i uśmiechnął się, kiedy turkusowe tęczówki spoczęły na jego. Tomlinson westchnął i na moment znów spuścił wzrok, zaraz jednak wracając do jego złotych tęczówek.
- Mógłbyś?
Zapytał cicho a gdy Malik pokiwał lekko głową, odruchowo przytulił się do niego.
- Nie chcę tam iść, boję się.
Szepnął, zaciskając palce na jego koszulce. Zayn troskliwie objął go ramionami i uśmiechnął się lekko, wtapiając nos w kasztanowe włosy.
- Spokojnie, mały. Pójdę z Tobą, wszystko będzie dobrze, obiecuję.
Uspokoił go, gładząc po plecach, aż Loueh nie odsunął się. Otarł kciukiem łzę z jego policzka i posłał pokrzepiający uśmiech.
- Heej, spokojnie, wszystko będzie ok.
Louis pociągnął nosem i pokiwał głową, uciekając spojrzeniem w bok.
- Dziękuję.
Szepnął i pozwolił Zaynowi założyć bluzę. Po chwili mężczyzna i na niego założył bluzę, co znacznie zdziwiło starszego.
- Jest zimno i może zaraz padać.
Wyjaśnił, na co Lou skinął lekko głową i potargał kasztanowe kosmyki włosów. Spojrzał na Zayna zakładającego buty i otworzył drzwi, wychodząc na chodnik. Zaczekał aż ten zamknie mieszkanie i ruszyli w dół ulicy w stronę domu Tommo. Starszak wpatrywał się w swoje stopy, jakby chciał je przypilnować, że nagle nie zmienią kursu i nie uciekną.
- Może nie będzie jej w domu?
Zapytał po chwili Malik, przerywając ciszę. Mniejszy wzruszył lekko ramionami, nie był do tego przekonany.
- Może.
Przyznał cicho i potargał kasztanowe włosy. Zezując spojrzał na jednego, który opadł mu na oczy, a Zayn zaśmiał się lekko i odgarnął go delikatnie na lewą stronę. Spojrzał w turkusowe tęczówki i posyłając mu ciepłe spojrzenie złapał za dłoń. Louis zagryzł dolną wargę, splatając palce z jego, czując się w dziwny sposób pewniej. Ruszyli dalej, chwilę później dochodząc do domu chłopaka. Tomlinson wygrzebał z brązowej torby klucze i drżącymi rękoma otworzył jasne drzwi. Przełykając głośno ślinę przekroczył próg i rozejrzał się dookoła. W kącie leżały kolorowe szpilki. Loueh rozejrzał się dookoła i przeniósł spojrzenie na Zayna.
- Chyba nikogo nie ma.
Powiedział z wyraźną ulgą i zdjął z nóg buty, pokazując Zaynowi żeby się rozgościł. Sam ruszył do kuchni, wciąż mając na sobie bluzę Zayna i zrobił im obojgu po kubku herbaty. Wrócił z dwoma i talerzykiem ciasteczek, stawiając je na stoliku. Zayn uśmiechnął się do niego wesoło i poklepał miejsce obok siebie.
- Louis?
Zapytał po chwili, na co Tomlinson odwrócił głowę, spoglądając na niego ciekawie.
- Moglibyśmy przejść… no wiesz, do twojego pokoju? Chciałbym z Tobą pogadać, a boję się, że Twoja mama..
- Jasne, nie ma sprawy.
Louis uśmiechnął się wesoło i zabrał swój kubek oraz talerzyk z łakociami. Ruszyli po schodach na górę, otwierając drzwi do błękitnego pokoju. Zayn wszedł zaraz za nim i rozejrzał uwaznie po wnętrzu. Pudrowo niebieskie sciany, jasnobrązowe meble, kwiatek na oknie… Nie było ani zbytniego bałaganu ani także specjalnie pedantycznego porządku. Uśmiechnął się i ruszył za starszym w stronę łóżka. Lou odstawił naczynia na mały stolik i spojrzał na mulata z lekkim uśmiechem, pokazując na łóżko.
- Siadaj, mów o co chodzi.
Kiedy Zayn usiadł, chłopak niepewnie ułozył się między jego nogami. Malik objął go ramionami w pasie, wciąż jednak obejmując swój kubek z malinowym naparem obiema dłońmi. Louis przymknął powieki, układając głowę na jego ramieniu i zagryzł dolną wargę.
- Więc?
Zapytał cicho, spoglądając na niego czystymi jak ocean oczyma.
- Chciałem… Chciałem po prostu lepiej Cię poznać, wiesz?
Zapytał po chwili Malik, również przekręcając głowę i spoglądając w jego tęczówki. Louis odpowiedział mu ślicznym uśmiechem i upił łyk swojej herbaty. Pokiwał lekko głową na zgodę i spojrzał przed siebie.
- Więc co chciałbyś wiedzieć?
Odezwał się po chwili, przymykając powieki. Zayn wzruszył lekko ramionami, zagryzając dolną wargę. Louis chwilę milczał, co mógłby powiedzieć chłopakowi, bo ten najwyraźniej nie wiedział o co pytać.
- Od małego maluję. Zawsze to lubiłem. Kiedyś, jak tata jeszcze żył, pokłóciliśmy się. Uciekłem wtedy na domek na drzewie i siedziałem przed cztery godziny malując jedną ścianę. Zrobiłem z niej statek kosmiczny, z wszystkimi przyciskami i gwiazdami wokół. Tata przyszedł mnie przeprosić z pudełkiem pizzy i omal nie spadł z drabiny jak to zobaczył.
Wyznałem po chwili z uśmiechem.
- Co z twoim tatą?
Pytanie padło z ust mulata nim zdążył ugryźć się w język.
- Ja… On nie żyje. Zginął kilka dni po tym wydarzeniu. Ledwo go pamiętam, chorował na serce i dostał ataku. To z domkiem jest moim ostatnim jego wspomnieniem. Przesiedzieliśmy tam razem niemal pół nocy, kończąc malowanie wszystkich ścian i rozmawiając przy tym. Nie pamiętam więcej.
Wyznał cicho, zagryzając dolną wargę i targając swoje włosy.
- A ty? Jakie jest twoje ulubione wspomnienie?
Zapytał w końcu z uśmiechem na wargach. Chciał spędzić ten czas z uśmiechem a nie na smutkach. Nie smucił się po śmierci taty, nie teraz. Owszem, czasem żałował że go tu nie ma, ale nie pamiętał go dobrze, więc nie tęsknił tak bardzo jak za czasu bycia brzdącem.
- Ja… Nie wiem.
Zayn zmarszczył nos i zamyślił się na chwilę.
- Chyba jak byłem z rodzicami w górach. Miałem 11 lat, pojechaliśmy w Alpy. Tata nauczył mnie jeździć na snowboardzie, a potem poszliśmy się wspinać. Wieczorem siedzieliśmy przy kominku w kolorowych sweterkach i piliśmy gorącą czekoladę ze śmietaną i cynamonem.
Uśmiechnął się Malik, na co Tommo pokiwał głową.
- Zazdroszczę Ci.
Powiedział po chwili, na co Zee uniósł do góry brwi.
- Czego? Nigdy nie jeździłeś na wakacje?
Starszak pokręcił głową. Jego matka zawsze była zbyt zapracowana by zabrać go na wczasy i Louis większość czasu spędzał z Harrym nad jeziorem. Gdy Styles jechał z rodziną na wycieczki, on siedział w pokoju i po prostu malował.
Przez następne pół godziny przeskakiwali z tematu na temat. Louis śmiał się wesoło słuchając, dlaczego Zayn boi się wody i żab, a on z kolei chichotał, kiedy Tomlinson wspominał jak Harry wciągnął go na drzewo i zapomniał, że Louis ma cholerny lęk wysokości.
- Zayn?
Zapytał po chwili chłopak, delikatnie błądząc opuszkami palców po jego dłoni.
- Tak?
Uniósł brwi, spoglądając na jego profil z zainteresowaniem.
- Co sądzisz o homoseksualistach?
Malik posłał mu lekki uśmiech i przeczesał jego kasztanowe kosmyki palcami. Zagryzł wolną wargę. Teraz, albo nigdy.
- Jestem gejem, Louis. Co mogę więc o nich sądzić?
Oczy chłopaka powiększyły się na chwilę, po czym na jego usta wstąpił lekki uśmiech. Wtulił się mocniej w ramiona chłopaka i westchnał cicho.
- To dobrze. Ja też jestem.
Wyznał cicho i spojrzał na jego rozpromienioną buzię z szerokim uśmiechem. Po chwii po pokoju rozniósł się dźwięk komórki mulata. Ten odebrał, przykładając aparat do ucha, ale nie odsuwając się od Lou.
- Cześć, mamo. Co? Ohh dobrze. Jestem u kolegi, już wracam. Dobrze, kupię. Pa.
Pożegnał się, a Lou zmarkotniał.
- Hej, co się stało?
- Musisz już iść.
Stwierdził cicho chłopak, wbijając spojrzenie w swoje dłonie.
- Tak, spotkamy się w poniedziałek w szkole. Zjemy razem lunch? Przyjdę pod twoje drzewo, nie masz nic przeciwko?
Louis od razu pokręcił głową na znak, że nie ma nic przeciw i jak najbardziej chce z nim zjeść lunch. Zayn podniósł się i Tommo odprowadził go do drzwi.
- Uważaj jak będziesz szedł, dobrze?
Poprosił cicho, uśmiechając się. Zayn odwzajemnił uśmiech i pokiwał delikatnie głową.
- Jasne, mały. Do zobaczenia.
Powiedział i już chciał wychodzić, kiedy nagle wpadł mu do głowy pewien pomysł. Spojrzał na Lou, który spoglądał na swoje skarpetki i pochylając się, musnął wargami jego policzek. Jasna skóra starszaka zarumieniła się na ten gest, a on sam szeroko się uśmiechnał. Zayn odwrócił się nagle, słysząc jak ktoś wchodzi i zmierzył nieprzyjemnym spojrzeniem kobietę w drzwiach.
- Dam sobie radę, wracaj do domu.
Powiedział cicho Lou, ściskając jego dłoń. Malik posłał mu ostatnie, niepewne spojrzenie i opuścił mieszkanie chłopaka.
Louis nie zaszczycając rodzicielki spojrzeniem zaczął zakładać buty. Widząc przed sobą żółte szpilki podniósł wzrok i zmarszczył brwi.
- Wybierasz się gdzieś?
Zapytała kobieta, podpierając dłonie na biodrach. Louis wstał i dmuchnął w grzywkę, która chciała słuchać tylko i wyłącznie Malika.
- Nie twój interes.
Powiedział, chcąc ją wyminąć, jednak ta złapała go za łokieć.
- Owszem, moja. Nigdzie nie pójdziesz.
Louis prychnął i zasmiał się. Spojrzał na nią bystrymi, turkusowymi tęczówkami i uśmiechnął sarkastycznie, wyszarpując rękę z jej uścisku.
- Owszem, pójdę. Jestem dorosły a ty nie jesteś już moją matką. Za najdalej dwa tygodnie zobaczysz mnie tu po raz ostatni.
Nie czekając na jej reakcje opuścił dom, kierując się w dół ulicy.
|WOA|
- Zakochałem się.
Louis bez pukania wpadł do pokoju Harry’ego. Styles spojrzał na niego znad klapy laptopa i westchnął cicho. Zamknął komputer, odkładając go na bok i zagryzł dolną wargę, odwracjąc spojrzenie.
- To dobrze, Louis.
Powiedział w końcu. Tommo spojrzał na niego uważnie, a jego entuzjazm od razu przygasł. Usiadł obok przyjaciela i zagryzł dolną wargę.
- Nie cieszysz się?
Zapytał cicho, jednak nim Styles zdołał mu odpowiedzieć, do pokoju znów bez pukania wpadł Josh.
- Zakochałem się.
Oznajmił na wstępie. Styles wywrócił oczami i westchnął.
- Kolejny. A ja? Mogę się w kimś zakochać?
Zapytał cicho, wysilając się na uśmiech. Josh spojrzał jednak wielkimi oczyma na kuzyna i usiadł z wrażenia na podłodze.
- Loueh? Zakochałeś się?
Na wargi najstarszego od razu wpłynął szeroki uśmiech. Pokiwał głową z dumą i potargał włosy.
- Niech zgadnę. W tym zajebiście umięśnionym mulacie o głosie anioła? Tym, z którym występowałeś?
Lou znów się zaśmiał, kiwając głową.
- W nikim innym.
Przyznał, na co Harry wywrócił oczyma i wbił spojrzenie w ścianę.
- Ej, Harreh, co jest?
Zapytał cicho Louis, spoglądając niepewnie na przyjaciela. Ten spojrzał na niego niezadowolony i zagryzł wargę.
- Nie uważam, żeby to był dobry facet dla ciebie. Wydaje się być zarozumiałym dupkiem.
Louis zmarszczył brwi, patrząc na Harry’ego niedowierzająco.
- Nawet go nie znasz! Zamieniłeś z nim może dwa słowa!
- Bo ty z nim niby więcej?!
- Spędziłem z nim ostatnią noc, okej?!
Krzyknął, na co Harry zamarł. Kiedy Lou zorientował się, jak to zabrzmiało, było już za późno. Harry wstał i omiatając go wściekłym spojrzeniem opuścił pokój, trzaskając drzwiami. Dobry humor Tomlinsona prysł jak bańka mydlana. Pochylił się, opierając łokcie o swoje uda i ukrył twarz w dłoniach. Josh wbił spojrzenie w postać kuzyna, który trząsł się w cichym szlochu. Louis czuł się zawiedziony, miał nadzieję, że Harry mu pomoże, że go wesprze. A on go zostawił.
- Louis, czy ty…?
- Nie! Nie, po prostu… Josh…
Szepnął i przytulił się do chłopaka, zaciskając powieki. Devine mocno objął go ramionami i pogładził po plecach.
- Już dobrze, opowiedz mi co się stało i jaki jest ten Zayn, okej?
Poprosił cicho chłopak, chcąc go uspokoić. Louis po chwili odsunął się i pociągnął nosem, spoglądając na niego.
- Ja… Zayn chciał mnie wczoraj odprowadzić. Wiesz, po występie. I po drodze… spotkaliśmy mamę. Ona jest prostytutką Josh.
Powiedział cicho, na co ten zamarł. Chwilę trawił fakt iż siostra jego ojca jest dziwką, po czym skrzywił się i potrząsnął głową.
- Przykro mi, LouLou…
Zaczął, ale ten pokręcił głową.
- Zayn zabrał mnie do siebie. Wysłuchał mnie, pomógł. Pozwolił przenocować u siebie. Rano po śniadaniu poszliśmy do mnie i tam długo rozmawialiśmy. Czuję się, jakbym zdał go od zawsze, instynktownie wiem co lubi a co nie i z czego będzie się śmiał. Jest opiekuńczy, cały czas się o mnie martwi i…
- To jego bluza, prawda?
Louis zerknął w dół na za dużą bluzę z uśmiechem na środku.
- Tak, to jego bluza.
Szepnął cicho, wtulając mocniej w materiał. Zaciągnął się słodkim zapachem i uśmiechnął lekko.
- Harry pewnie poszedł do salonu, pogadaj z nim i powiedz to, co powiedziałeś mi.
Louis podniósł na niego turkusowe spojrzenie i zagryzł delikatnie dolną wargę, po czym pokiwał lekko głową. Podniósł się i wyszedł z pokoju, ruszając do salonu, gdzie faktycznie siedział Styles, owinięty grubym kocem. Wbijał wściekły wzrok w telewizor, gdzie leciał akurat mecz koszykówki.
- Harreh…
Zaczął miękko, kładąc dłoń na ramieniu loczka i uśmiechając delikatnie.
- Czego?
Burknął młodszy, strzepując jego rękę, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem. Tomlinson westchnął cicho i podszedł do niego z drugiej strony, przysiadając się na brzegu sofy. Harry mocniej przycisnął nogi do klatki piersiowej, wciąż uparcie wbijając spojrzenie w ekran.
- Chcę porozmawiać. O tym co mówiłem przed chwilą i o tym co działo się od wczoraj. Wiele się wydarzyło i…
- Nie mogłeś przyjść z tym do mnie?! Musiałeś lecieć od razu do Malika? On jest twoim przyjacielem czy ja?!
Zapytał buntowniczo Styles, patrząc na niego zawiedziony. Louis zagryzł wargę i zamknął oczy.
- Dobrze wiesz, że ty jesteś moim przyjacielem. Było dość późno a on był sam w domu. Harry nie chciałem cię już martwić na wieczór, byłeś taki zadowolony z mojego występu… Ale teraz chciałem ci o wszystkim powiedzieć. Wysłuchasz mnie i pomożesz?
Tommo zerknął na niego z nadzieją wymalowaną na twarzy i usiadł głębiej w miękkich poduszkach. Harry zacisnął zęby i pokiwał głową, wyłączając telewizor. Usiadł bardziej na bok, by móc skupić się na tym, co mówi Lou i skinął głową na znak, że może mówić.
- Wczoraj Zayn chciał odprowadzić mnie do domu. Było późno i ciemno, więc wiesz… Było bezpieczniej. I… Po drodze… Spotkaliśmy moją mamę i…
Louis wziął głęboki oddech, a Harry skupił się nieco bardziej, gdyż historia była chyba bardziej zawiła. Boo Bear spojrzał na przyjaciela ponownie i wznowił cicho.
- Ona jest prostytutką, Harry.
Szepnął cicho, na co Styles zamarł. Nie spodziewał się, że sprawa będzie aż tak dramatyczna.
- Przykro…
- Czekaj, daj mi skończyć.
Poprosił Lou, na co chłopak pokiwał tylko głową i ułożył dłoń na jego kolanie, chcąc mu pokazać jak głupio mu za swoje wcześniejsze zachowanie i że będzie go wspierał.
- Zayn nie chciał, żebym wracał do domu. W sumie ja też nie chciałem. Zabrał mnie do siebie, wysłuchał i… przenocował. Nawet położył się ze mną, wiesz przecież, że boję się spać sam w nowych miejscach. Nie śmiał się, tylko uśmiechnął lekko i przytulił, kładąc obok jakbyśmy sypiali tak od zawsze. Rano zrobiłem nam śniadanie i poszliśmy do mnie. Do południa leżeliśmy na łóżku pijąc malinową herbatę i opowiadając sobie różne historie z życia. Wiem, że ma trzy siostry, a jego tata niedawno znalazł nową pracę, po plantacji firmy. Jego mama pracuje w bibliotece miejskiej, Waliyah i Doni studiują w Manchesterze i tam mieszkają, a Safaa kończy pierwszą klasę podstawówki.
Uśmiechnął się, spoglądając na Harry’ego.
- Louis, z uwzględnieniem sprawy z twoją matką, nadal nie uważam, żeby to wystarczyło aby wiedzieć, jaki ktoś jest.
Starszak zrobił młynka oczami i spojrzał ponownie na niego.
- Ostatni miesiąc spędzaliśmy razem na próbach, długo rozmawialiśmy ostatnimi czasy. Jest naprawdę troskliwy, odpowiedzialny i kochany. Cały czas się o mnie martwił, a jak matka wróciła, chciał zostać ze mną, żeby nic się nie stało. Naprawdę się mną opiekuje. I jest gejem. Naprawdę go lubię, Harreh…
Harry zacisnął żeby i spojrzał na okno, próbując opanować narastające drżenie głosu. Ponownie przeniósł spojrzenie na przyjaciela i skinął głową.
- Okej, lubisz Zayna. Dobrze. Ale nie każ mi go polubić, bo tak się nie stanie. Dalej go nie lubię, okej?
Lou niechętnie zgodził się na ten układ, chociaż miał nadzieję, że Styles w końcu jednak polubi Zee. Zagryzł dolną wargę i spuścił wzrok na swoje dłonie.
- A co do twojej mamy, to… Przykro mi, mały. Wiem, że ci ciężko, nawet jeśli tego nie mówisz. Każdemu by było. Możesz przyjść do mnie zawsze, okej? Pomogę Ci.
- Nie musisz, Harreh. Sprzedam obraz, ktoś go chciał ode mnie kupić za kilka tysięcy, zapytam czy to w dalszym ciągu aktualne, jeśli tak, to go sprzedam. Wynajmę jakieś małe mieszkanie albo coś, znajdę pracę na wakacje i zacznę studia. Może zamieszkam w akademiku? Nie chcę żyć pod jednym dachem z nią, to za… zbyt irytujące.
Poprawił się i potargał kasztanowe włosy palcami, wzdychając cicho. Harry pokiwał lekko głową i objął go ramieniem. Po chwili pojawił się Josh.
- Dobra, to teraz ty mów. W kim się zakochałeś?
- Nie zakochałem, ale.. bardzo polubiłem tego blondyna. Jest Irlandczykiem, będzie chodził do naszej szkoły od nowego roku. Jest słodki. Poszliśmy dzisiaj na lunch razem, nie uwierzycie ile on potrafi zjeść!
Haz uśmiechnął się, przytulając do siebie Lou. Był zazdrosny o mulata, ale przecież nie chciał łamać serca przyjaciela swoimi uczuciami. Josh przyjrzał mu się uważnie i westchnął, najwyraźniej wiedząc co dzieje się z Harrym.
- A jak ma na imię?
Zapytał Tomlinson wtulając się w ciało loczka, jak gdyby nigdy nic i wbijając w niego turkusowe ślepia.
- Niall. Ładnie, prawda? Jesteśmy umówieni na wtorek, idziemy na pizzę i kręgle.
Uśmiechnął się lekko Devine, przemykając palcami po swoich włosach i siadając wygodniej na fotelu. Harry pokiwał głową i zerknął na Louisa, któremu powieki zaczęły powoli ciążyć. W końcu zasnął na jego klatce piersiowej spokojnie, a Harry ostrożnie, aby go nie zbudzić okrył go kocem. Josh wbił w niego spojrzenie i zagryzł dolną wargę.
- Co jest? Czemu nie lubisz tego całego Zayna?
Zapytał, na co Harry westchnął i delikatnie pogłaskał Tomlinsona po włosach, całując w głowę.
- Boję się o Louisa. Ma swoje dziwactwa i nie każdy toleruje go takim jaki jest. Nie chcę, żeby myślał, że musi się zmienić.
Josh po raz kolejny uważnie przyjrzał się przyjacielowi w lokach i pokręcił głową.
- Zakochałeś się w nim.
Powiedział po chwili. Styles zacisnął wargi w wąską linię i odwrócił spojrzenie. Devine nie potrzebował potwierdzenia, jego reakcja mówiła sama za siebie.
Harry Styles był zakochany w swoim najlepszym przyjacielu, Louisie Tomlinsonie.
- Myślę, że mógłbyś o niego zawalczyć.
Odezwał się po chwili. Loczek ponownie spojrzał na niego i pokręcił głową.
- Nie. Pozwolę mu być szczęśliwym z tym, kim chce być. Nie chcę go ze mną, jeśli miałoby to go unieszczęśliwiać. Nie na tym polega miłość. Wiem, że jestem dla niego jak brat. Przejdzie mi, obiecuję. Może kiedyś nawet zacznę znosić Zayna. Na razie… Nie chcę go widzieć, ale nie mogę zakazać tego Louisowi. Nie jest mój, nie jest w klatce. Znasz to powiedzenie? Jeśli kochasz, pozwól mu odejść.
Szepnął Harreh, spoglądając na śpiącego przy jego boku Lou, a po jego policzku pociekła jedna, krystaliczna łza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz