poniedziałek, 30 grudnia 2013

9999999

1.

Pikanie ekspresu do kawy zostało zagłuszone przez sygnał wiadomości. Cichy dźwięk zabrzmiał w pustym mieszkaniu co najmniej jak syrena strażacka i wystraszony Zayn prawie zrzucił popielniczkę z kuchennego blatu.

Od: Harry Styles

Kolejna czwórka odpadła. Wniosek: jesteśmy nudni do bólu. Serio kupujemy tylko spożywkę, prezerwatywy i kawę na wynos?

6:20PM Wt, 5Mar

Brunet wywrócił oczami, ale kąciki jego ust nieznacznie się uniosły. Od momentu zaangażowania Stylesa w dodatkowe dochodzenie czuł niewypowiedzianą ulgę. Nie musiał już ukrywać przed młodszym detektywem swojej pracy i wymyślać bzdurnych wymówek. Teraz, gdy chłopak przejął od niego część zadań, mógł ze spokojem skupić się na dogłębnym analizowaniu zgromadzonego materiału dowodowego.

Do: Harry Styles

Tak. W twoim przypadku to jeszcze hurtowa ilość lubrykantu.

6:27PM Wt, 5Mar

Malik potarł zmęczoną twarz i podparł dłonią pokryty zarostem policzek. Na blacie przed nim leżały dokładne akta nurków City. Mulat znał je tak dobrze, że mógłby je recytować obudzony z głębokiego snu. Niestety dokładna waga, historia przebytych w dzieciństwie chorób ani nawet przebieg szkolnej kariery nie dawały mu odpowiedzi na żadne z gnębiących go pytań. Jedyne co miał, to kawałek kombinezonu, kocią sierść i całą masę ślepych zaułków.

Zayn zerknął na cyfrowy zegar, pokazujący już kilka minut po siódmej. Detektyw miał za sobą niewiele ponad trzy i pół godziny snu oraz cały dzień wyczerpującej pracy, a czekało go jeszcze kilka długich godzin na służbie.

- Jeśli przez tę pracę wpadnę w alkoholizm, to City funduje mi leczenie… - mruknął pod nosem, rozpinając kolejne guziki grafitowej koszuli.

Wypad z chłopakami do Boys Night Out wyglądał pozornie niewinnie i miał idealną przykrywkę. Transmisja z rewanżowego spotkania Arsenalu z Bayernem była idealnym pretekstem, aby wyciągnąć ich do pubu większą ekipą. Malik liczył na to, że po kilku kolejkach będzie mógł znaleźć jakikolwiek punkt zaczepienia.

Od: Harry Styles

Jak Ty mnie dobrze znasz ;>.

7:12PM Wt, 5Mar

Mulat wpadł do budynku kilka minut po gwizdku rozpoczynającym mecz i cały lokal zdążyli już wypełnić fani piłki nożnej. Mężczyzna omiótł wzrokiem boczne loże, szukając spojrzeniem znajomych sylwetek i uśmiechnął się pod nosem, kiedy w jednej z nisz zauważył dwóch nurków – Karla oraz Isaaca.

- No w końcu, Zayn! – Holland powitał go solidnym klepnięciem w ramię. – Już myśleliśmy, że nas olałeś dla swojego cieplutkiego łóżka i taniego piwa!

- Albo cudzego cieplutkiego łóżka i taniego wina – dodał Morley, sugestywnie poruszając brwiami. – Tak jak ja mam dziś w planach.

- Co?

- Pamiętasz Jade z narkotykowego? – zapytał blondwłosy nurek, a dostając w odpowiedzi szybkie potaknięcie, kontynuował: - O dziewiątej odbieram ją ze zmiany, na Ósmą czterdzieści pięć mam zamówioną chińszczyznę u Pani Woo, a słodkie, deserowe wino już się u mnie chłodzi.

- Ktoś dzisiaj zaliczy! – zaśmiał się Malik, zbijając pięść z uśmiechniętym mężczyzną. – Czyli zostajemy sami, Zack?

- Sam nie wiem. – Brunet podsunął pełne piwo w stronę detektywa. – Vincent mówił, że wpadnie, więc…

- O, nasz mruk wyjdzie ze swojej pieczary? – zapytał rozbawiony Karl.

- Zdziwiłbyś się, stary, co nasz mały Vinnie potrafi!

- Mówisz, że Rees ma jakieś ukryte talenty? – Zayn popatrzył na niego wątpiąco, ale jedyną odpowiedzią było rozbawione spojrzenie obu nurków. – No co? Skąd miałbym to wiedzieć, skoro on ledwo z wami rozmawia, a co dopiero ze mną!

- Odezwała się najbardziej towarzyska osoba w całej Anglii!

- Spadaj, Isaac! Ostatnio jestem bardzo towarzyski. Wyciągnąłeś mnie nawet na obiad, pamiętasz? – odparł z przekąsem detektyw.

- Ugh, pamiętam. Zrobiłem wtedy z siebie kosmicznego głupka i dalej masz u mnie jakąś przysługę! – Młody nurek uśmiechnął się przepraszająco. – Co ty na to, żebym postawił ci następne piwo? Tak na dobry początek?

- To będzie cię kosztowało więcej niż tylko jeden kufel, stary!

Zayn sam nie wiedział, w którym momencie odłączył się od nich Karl. Na pewno przed końcem pierwszej połowy, ale po czwartym papierosie i drugim ciemnym lanym. W pewnej chwili to wszystko zaczęło zlewać się w jeden, chaotycznie wyglądający obraz, z całą masą rozmazanych krawędzi i niewyraźnych konturów.

- Malik, stara dupo, cztery piwa aż tak cię siekły? – Nawet głos Zacka brzmiał tak, jakby ktoś trzymał jego głowę pod znienawidzoną wodą. O ironio.

Chyba wybełkotał w odpowiedzi coś niezrozumiałego, bo Holland zaśmiał się tylko i wymamrotał pod nosem coś, czego nietrzeźwy umysł Zayna nie był w stanie wyłapać. Chwilę później detektyw poczuł, jak ktoś – nie kto inny niż nurek – zakłada zimową kurtkę na jego sportową bluzę i łapiąc go w pasie podciąga do pionu.

- Chyba cię odwiozę, kolego, nim zarzygasz pół podłogi.

- Dz-iii-ękii – wybełkotał w końcu, czując na policzkach chłodne powietrze.

Droga do mieszkania była dłuższa niż chciał tego jego otumaniony organizm. Jak przez mgłę pamiętał zimną szybę, do której przyłożył pulsującą skroń, przytłumiony chichot, dobiegający od strony kierowcy oraz wysoką zaspę, w którą wpadł po otworzeniu drzwi.

- Jest z tobą gorzej niż myślałem.

- Chrzań. Się.

- Dobrze, że zachowałeś swój ostry języczek. To będzie zabawa!

Zayn nie kojarzył, żeby w do jego mieszkania prowadziło tyle schodów. Z trudem wspinał się po klatce schodowej mamrocząc pod nosem, że „8-6-1-9 to kod do bramy”, a klucze ma w bocznej kieszeni kurtki.

- Nie będziemy potrzebować twoich kluczy, Zaynie.

Ostatnie, co mulat zapamiętał, zanim jego powieki przymknęły się ze zmęczenia, to mdląca duchota i futrzana kulka, ocierająca się o jego nogi.

2.

To było dziwne. Tak, zdecydowanie Niall uznał to za dziwne i kompletnie niepasujące do Zayna. On nigdy nigdzie się nie spóźniał; zawsze przychodził na czas. W strzelnicy pojawił się nawet wtedy, kiedy on sam zawalił.

Na początku Horan uznał, że ciemnowłosy detektyw utknął w korkach i zwyczajnie się spóźni, dlatego rozpoczął rutynowe procedury samodzielnie. Jednak kiedy o ósmej wychodził ze strzelnicy był zdecydowanie zaskoczony faktem, że policjant się nie pojawił. Po chwili wahania wybrał jego numer, ale usłyszał jedynie monotonny głos poczty głosowej. Uczucie niepokoju, które towarzyszyło mu od wczorajszego wieczora i nie pozwoliło spokojnie zasnąć, ponownie go ogarnęło.

Przez kilka kolejnych godzin udawało mu się stłumić to wrażenie. Bieżące sprawy wypełniły mu czas – przeprowadził testy, które musiał dokończyć, złożył dokumenty ze sprawy Topielca do archiwum, a parę wolnych chwil wypełniły mu potyczki słowne z Zoe. Kobieta głównie prychała i niedługo po dziesiątej oznajmiła, że idzie na kawę. Niall jedynie rzucił jej spojrzenie spode łba i odprowadziwszy ją wzrokiem do drzwi, opadł na jedno z krzeseł. Chwilę później do laboratorium wpadł Harry.

- Słuchaj. Nie widziałeś dziś Zayna? – zapytał od progu, najwyraźniej próbując się do kogoś dodzwonić. Zaraz jednak warknął rozdrażniony i energicznie nacisnął czerwoną słuchawkę na aparacie. W drugiej ręce trzymał plik kartek.

Horan odruchowo spojrzał w stronę biura starszego mężczyzny, ale nie dostrzegł go siedzącego za biurkiem, jak zawsze - z kubkiem mocnej kawy w dłoni, papierosem między wargami i postawionymi na żelu włosami. Zmarszczył brwi i przeniósł wzrok na przyjaciela, jednocześnie sięgając po swoją komórkę oraz wybierając numer do Malika.

- Nie widziałem go – odpowiedział, w uchu słysząc sygnał oczekiwania. – Nie przyszedł dziś na strzelnicę. Myślałem, że może utknął w korku albo w końcu postanowił się porządnie wyspać.

Gdy znów odezwała się poczta spojrzał na wyświetlacz marszcząc brwi i rozłączając się. Niepokój po raz kolejny sprawił, że jego serce zaczęło kołatać w piersi jak szalone.

- Poczta. Znowu – poinformował bruneta, na co ten westchnął ciężko.

- Próbuję się z nim skontaktować praktycznie od wczorajszego wieczora – wyznał Styles. – Kazał mi przejrzeć akta i dzwonić, jakbym coś miał. Próbowałem się do niego dobić chyba ze sto razy. Smsów to pewnie poszły tysiące! A on nic! Milczy jak zaklęty od wczoraj!

- Ostatni raz widziałem go koło osiemastej – wyznał Horan i zaczął obracać swój telefon w palcach. – Pożegnał się ze mną i wyszedł. Ja za nim, ale widziałem jak odjeżdża bezpiecznie do domu. Myślisz, że coś mu się stało?

- Nie wiem – przyznał Harry i spojrzał na młodszego kolegę. Przygryzł dolną wargę, widząc zdenerwowanie malujące się na twarzy Irlandczyka. Znał to aż za dobrze. – Masz jakieś przeczucia, prawda?

- Raczej złe – odparł cicho. – Od wczoraj wieczora coś mnie niepokoi, ale nie wiem co.

- Ty się nigdy nie mylisz – mruknął do siebie lokaty. – Chodźmy do Myry.

Niall przytaknął mu i chowając swoją komórkę do kieszeni spodni wyszedł za detektywem z laboratorium. Zielonooki energicznie zapukał w drzwi jej biura, a gdy usłyszeli proszę, weszli do środka zamykając za sobą drzwi. Obaj spojrzeli na kobietę, która siedziała za biurkiem odchylając się na fotelu i wyraźnie próbowała się gdzieś dodzwonić. Skrzywiła się, gdy ten ktoś nie podniósł słuchawki i odłożyła swoją.

- Styles, nie wiesz, co się dzieje… - zaczęła, ale on dokończył zdanie za nią.

- … z Zaynem? – Kobieta spojrzała na niego. – Nie wiem. Próbuję się z nim skontaktować od wczoraj, bo przejrzałem te papiery dla niego – położył na jej biurku kilka raportów. – Ni też od niego nie słyszał.

- Nie pojawił się na dzisiejszym treningu. I… - zawahał się, ale tylko na moment. – I mam złe przeczucia. Od wczoraj.

Karens pojrzała na młodego stażystę krytycznym okiem. Zayn uważał, że przeczucia czasem pomagają w tej robocie, ale ona w to nie wierzyła. Nigdy nie miała przeczuć, ale te malikowe często się sprawdzały.

- Jego przeczucia są nieomylne – odezwał się Harry, a ona odłożyła raporty na biurko.

- Więc co proponujesz, Styles? – zapytała, wstając ze swojego krzesła, a Niall nachylił się nad dokumentami. Myra widząc to rzuciła tylko: - Nie krępuj się. I tak jesteś w to wtajemniczony.

Uśmiechnął się do niej i wziął pliki kartek w ręce. Zaczął przeglądać dokładną dokumentację podejrzanych. Niektórych odrzucał od razu, bo podświadomie po prostu mu nie pasowali. Jak psycholog mógł popełnić szereg morderstw? Nie podejrzewał też, że trzyma w domu profesjonalny strój do nurkowania.

Zmarszczył brwi, gdy doszedł do dokumentacji Isaaca Hollanda. Ze zdjęcia patrzył na niego mężczyzna w kwiecie wieku z ciemną czupryną i przenikliwymi, stalowymi oczami. To one sprawiły, że przeszedł go dreszcz. Nie miałby ochoty stanąć z nim oko w oko. Jednak gdy czytał raport sporządzony przez Harry’ego dla Zayna, jego serce zaczęło bić szybciej. Dostrzegł to, co on sam znalazł.

- … nie przeszukamy przecież każdej kamienicy w Londynie, na litość boską! – dotarł do niego głos Myry i ciche warknięcie zdenerwowania ze strony jego przyjaciela.

- Może to nie będzie konieczne – wtrącił się i oboje spojrzeli na niego. – Czy Isaac Holland jest dziś w pracy?

- Em… - kobieta zmieszała się strącona z pantałyku, po czym sięgnęła po słuchawkę i wybrała wewnętrzny numer. – Cześć Tom, Holland jest dziś w pracy? … Aha, okej. Dzięki. … Nie, nie trzeba. Jasne. Na razie.

Odłożyła słuchawkę i spojrzała na blondyna.

- Nie ma go – odparła.

- Więc wiemy gdzie jechać – zawyrokował, a widząc pytające spojrzenia detektywów podsunął im pod nos raport. – Isaac jest nurkiem. Na pewno ma własny kombinezon w dDam sobie rękę uciąć, że ma w domu własny kombinezon. Poza tym, odziedziczył po babce kota. Norweski leśny. Harry, uwzględniłeś w raporcie, że ten pchlarz był w ostatnim czasie chory, prawda? Mi udało się znaleźć sierść kota tej rasy na ubraniu jednej z ofiar. Nie trzeba wiele, żeby połączyć jedno z drugim.

- Jednak Zayn miał rację – stwierdził Harry, a jego oczy znacznie się rozszerzyły. Płatki nosa zaczęły drżeć mu ze złości. – To wewnętrzna robota. Ten gnój bawił się z nami od lat! Pod naszym nosem!

- Holland wie jak pracujemy. Doskonale mógł tuszować morderstwa – dorzuciła Myra i odłożyła papiery na biurko. – Styles, jedziemy.

- Ja też – dodał szybko Niall, spoglądając stanowczo na panią detektyw.

- Horan, to nie jest zabawa, tylko poważna sytuacja. Nie mam zamiaru cię niańczyć, kiedy życie mojego przyjaciela i najlepszego pracownika w jednym wisi na włosku! Wybacz, ale potrzebuję doświadczonego, opanowanego agenta, a nie nieopierzonego młokosa, zaangażowanego emocjonalnie.

- Myra – odezwał się Harry. – Gdyby nie on tkwili byśmy w martwym punkcie. Poza tym, był częścią tego śledztwa. Zasłużył.

Brunetka przerzucała wzrok z jednego na drugiego, szybko rozważając wszelkie za i przeciw. Niall był stażystą i nie mogła go narażać na takie niebezpieczeństwo. Z drugiej strony Styles miał rację. Gdyby nie ten bystry Irlandczyk tkwili by w miejscu. Liczył się też czas. Nie wiadomo, co Isaac mógł zrobić Zaynowi przez minione kilkanaście godzin.

- Ale jedziesz na własną rękę, Horan. Jeśli coś ci się stanie, nie biorę za to odpowiedzialności – zagroziła mu palcem, a on energicznie przytaknął. – Zayn by mnie zabił, gdyby widział, na co ci pozwalam.

Trójka pospiesznie wyszła z gabinetu i Niall zdążył jedynie wpaść do laboratorium, by zostawić tam swój kitel. Nie miał nawet czasu odpowiadać na złośliwe docinki zszokowanej Zoe. Niemalże zbiegł na niższe piętro, gdzie czekała już na niego pozostała dwójka, dopinająca klamry kamizelek kuloodpornych i zabezpieczająca służbową broń. Ręce Horana zadrżały nieznacznie, kiedy przypinał do pasa kaburę. To było prawdziwe. Tak samo, jak pisk opon Hammera, kiedy Harry ruszył spod City, zostawiając drugą brygadę na wewnętrznym parkingu.

Niall nie pamiętał, by jego przyjaciel kiedykolwiek jechał jak wariat. Na ogół przestrzegał przepisów i jeździł z wyznaczoną prędkością, a pierwszym pytaniem, jakie padało z jego ust po wejściu do samochodu było: Czy wszyscy zapięli pasy? Teraz jednak gnał na złamanie karku londyńskimi uliczkami, prawdopodobnie przestawiony na jakiś policyjny tryb prędkości.

Ten sam tryb udzielił mu się, gdy tylko stanęli pod kamienicą. Jako pierwszy wypadł z samochodu, czując jak adrenalina w nim buzuje i przeskakując co dwa stopnie znalazł się przy drzwiach oznaczonych nazwiskiem nurka. Odbezpieczył broń – tak jak uczył go Zayn – i ułożył ją wzdłuż tułowia – tak jak uczył go Zayn. Następnie sprawdził drzwi mieszkania. Prychnął cicho, gdy okazały się być otwarte.

„Co za idiota zostawia otwarte drzwi, kiedy planuje kogoś zabić?” – pomyślał, po czym uświadomi sobie, że może faktycznie jest po wszystkim i w środku znajdzie tylko zimne zwłoki. Zepchnął jednak tę ideę w głąb świadomości. Starając się zachowywać jak najciszej, przekroczył próg Hollanda.

Zdecydowanie coś działo się w łazience. Słyszał szum wody, czyjeś groźne powarkiwania i plucie się. Nadzieja, że nie jest jeszcze za późno, zatliła się w jego ciele. Przystanął przy uchylonych drzwiach do pomieszczenia i z bijącym sercem nasłuchiwał odgłosów, dobiegających zza jasnych drzwi. Kątem oka dostrzegł skupioną, poważną twarz Harry’ego, który wbijał morderczy wzrok w jedyną przeszkodę, jaka dzieliła go od wnętrza toalety.

- Zdychaj, Malik – usłyszał czyjś głos. – Nikt ci nie pomoże, więc po co się tak, kurwa, rzucasz, ty gnoju?

- Mylisz się – dotarł do niego głos mulata. Jednak to nie był ten sam silny, melodyjny wokal. Zayn brzmiał słabo, jakby był skrajnie wyczerpany; jego oddech był płytki. – N-Nie masz racji.

- Zamknij mordę, psie – warknął znów tamten pierwszy głos, a blondyn usłyszał plusk, bulgotanie i na zakończenie tej serenady chlupnięcie. – Myślisz, że ten twój słodziutki, Irlandzki chłopiec przyjdzie ci na ratunek?

W tym momencie Horan kopnął drzwi, wyciągając przed siebie broń i wpadł do środka. Od razu odnalazł stalowe spojrzenie, które przeszywało go na wskroś.

- Tak – rzucił pewnie. – Myślę, że ten słodki, Irlandzki chłopiec przyjdzie mu z pomocą.

Ręka nawet mu nie drgnęła. Adrenalina buzowała w jego żyłach, a w głowie słyszał tylko szum pompowanej krwi. Jednak myślał racjonalnie. Musiał pomóc starszemu mężczyźnie i był gotowy zapłacić za to każdą cenę.

Dopiero teraz zobaczył bruneta. Klęczał przed wanną po brzegi wypełnioną wodą, ze skrępowanymi rękami, boleśnie wygiętymi za plecami. Żyłka wbijała się w jego nadgarstki zacinając skórę i zostawiając czerwone ślady przy każdym, nawet najmniejszym ruchu. Silna dłoń Isaaca trzymała kark Malika nad skrajem wanny, a druga kurczowo ściskała mały pistolet.

- Oh, jakie to słodkie. Spójrz, Zayneh – zawołał z ironią Isaac, szarpiąc detektywa za włosy i przyciągając go do siebie tak, by mógł na niego spojrzeć. Choć Niall poczuł ulgę, że czekoladowe oczy mulata są otwarte, to rozczarowanie jakie w nich dostrzegł, odrobinę zakłuło go w okolicy serca.

- Twój mały, Irlandzki bohater – ciągnął złośliwie nurek, po czym zaśmiał się dokładnie tak, jak ci wszyscy psychopaci na filmach. – To niech sobie popatrzy, jak fajnie się bawimy.

Znów pociągnął mulata za ciemne włosy i zanurzył jego głowę głęboko pod wodę. Blondyn z bólem serca patrzył, jak detektyw szarpie się, chcąc uwolnić skrępowane dłonie, ale robi sobie jedynie większą krzywdę.

- Puść go, bo będę strzelał! – krzyknął Irlandczyk, poprawiając uścisk na broni. W odpowiedzi usłyszał śmiech nurka. – Nie żartuję! Puść Zayna, bo będę strzelał!

- Zabawny jesteś, Horan – odparł ze stoickim spokojem Holland, dociskając głowę Malika. Opór detektywa stopniowo malał i Niall z przerażeniem dostrzegł, że zaciśnięte pięści mulata powoli zaczynają się rozluźniać.

W tej jednej chwili podjął decyzję: nie mógł dłużej czekać. Dwukrotnie ostrzegł Isaaca i nie miał już zamiaru dłużej się z nim bawić. Gra toczyła się o zbyt wiele. Z rozmysłem wycelował lufę w dół ciała drugiego mężczyzny i bez wahania pociągnął za spust. Kula z hukiem wystrzeliła z pistoletu, trafiając nurka w udo. Zaskoczony Holland puścił wiotkie ciało Zayna i z jękiem bólu złapał się za krwawiącą nogę. Nim mężczyzna zdążył podnieść swoją broń, Harry stał już przy nim, dociskając go do ściany i zapinając kajdanki na jego nadgarstkach.

Niall nie był w stanie skupić się na tym, co warczał do Topiciela Styles, ale wiedział, że żadne z słów nie było przyjemne. W ekspresowym tempie włożył broń do kabury i podbiegł do wycieńczonego mężczyzny. Możliwie delikatnie ułożył go na podłodze, rozcinając wcześniej przeklętą żyłkę scyzorykiem, który jeszcze w City dał mu przyjaciel.

- Zayn… - odezwał się cicho, klękając przy osłabionym detektywie.

Malik starał się podpierać obolałą dłonią o zachlapane kafelki, próbując przy tym wypluć z siebie resztki wody. Grymas bólu był widoczny na jego twarzy przy każdym kaszlnięciu.

- Już dobrze, już dobrze… - wymamrotał cicho Niall, drżącymi rękami odgarniając mokre włosy z czoła Malika i ostrożnie przyciągnął go do siebie.

- Myślę – zaczął świszczącym głosem Zayn – że zaliczyłeś… kurs na strzelnicy.

Blondyn uśmiechnął się nieznacznie i z pożałowaniem pokręcił głową. Delikatnie odsunął od siebie drugiego mężczyznę na odległość ramion. Ponownie zaczesał jego ciemne kosmyki, przykrywając jego mokry tors jednym z ręczników.

Dopiero teraz dostrzegł, jak mocno drżą jego dłonie. Strach o Zayna powoli ustępował, ale adrenalina ciągle krążyła w jego żyłach. Właśnie strzelił do człowieka. Ocalił jednak życie, które było dla niego o wiele cenniejsze.

Zayn żył.

3.

Zatroskana twarz Nialla rozpłynęła się kilka chwil później. Obezwładniający ból w klatce piersiowej, w gardle, w poranionych nadgarstkach w końcu z nim wygrał. Świadomość tego, że blondyn jest przy nim, pozwoliła mu odrobinę odpuścić, na co nie mógł pozwolić sobie przez kilka poprzednich godzin. Na samą myśl o piekle, które powtarzało się cyklicznie od bladego świtu, poczuł jak płuca palą go żywym ogniem.

- Malik, jeśli mi teraz umrzesz, to jak matkę kocham, wskrzeszę cię i zabiję własnoręcznie! – Detektyw miał wrażenie, że kąciki jego ust nieznacznie się uniosły. Harry pozostawał sobą nawet w tak skrajnych sytuacjach. – No stary, proszę cię! Karetka już tu jest. Nie możesz rozpieprzyć tego bajkowego scenariusza! Musi być „i żyli długo i szczęśliwie”!

- Przestań… pieprzyć… - wysapał mulat, z trudem uchylając powieki.

Zarówno kędzierzawy policjant, jak i laborant nachylali się nad jego sylwetką. Ich rozmazane figury przyprawiały go o ból głowy.

- Mów do nas! Co cię boli, Zaynie?

- W-wszystko, idioto – wycharczał z wysiłkiem mężczyzna. – Zack próbował… próbował utopić mnie… przez kilka… kilka godzin. Nie dałem się, prawda?

Policjant zagryzł wargi i mocno zacisnął pięści. Malik nigdy nie przyznawał się do bólu, więc młody detektyw miał pewność, że przenikliwe uczucie musi wręcz rozrywać jego przyjaciela od środka. Nie pozwolił zdominować się Hollandowi, nie pozwolił zdominować się własnej fobii. Kurwa. Jeśli Zayn nie był najsilniejszą osobą jaką znał, to on nie nazywał się Harry Styles.

- Z… - westchnął z rozpaczą Niall, spierając swoje czoło na czubku głowy policjanta. – Nie dałeś się. Jeszcze skopiemy mu tyłek na przesłuchaniach!

Brunet uśmiechnął się resztkami sił i ponownie przymknął oczy. Nie był w stanie nawet poprawić Horana, bo ciemność otoczyła go tak ciasno jak kokon.

Uporczywe pikanie jakiejś aparatury i mocny zapach płynów do dezynfekcji były pierwszym, co dotarło do świadomości mulata. Na moment uchylił powieki, by z ulgą zauważyć, że nie znajduje się w ciasnej łazience Isaaca, ale w przestronnej szpitalnej sali. Kilka zabezpieczonych wenflonów wychodziło z obu jego przedramion i pięło się plątaniną rurek gdzieś w górę.

Wciąż miał wrażenie, że jego usta są pełne wody i pewnie gdyby nie cała masa leków, którą lekarze w niego wtłoczyli, czułby się tak, jakby jego płuca płonęły. Zayn poruszył się nieznacznie na szpitalnym łóżku, a rytmiczne pikanie maszyny momentalnie przyspieszyło.

- Spokojnie, Zee… - wymamrotał jakiś głos. Jeśli Malik miałby strzelać, to niespokojny ton dochodził z miejsca mniej więcej na wysokości jego uda. – Już jesteś bezpieczny.

Ciepłe palce mocniej zacisnęły się na jego znieruchomiałej dłoni. To dziwne, ale dopiero teraz odnotował w myślach, że były tam też wcześniej, delikatnie obejmując jego rękę.

- Śpisz, prawda? – ponownie odezwał się męski ton i zamilkł na moment, jakby wyczekując odpowiedzi.

Niall?

- Tak myślałem. Potrzebujesz teraz sporo odpoczynku. – Delikatne opuszki pogładziły jego knykcie. – Nawet nie jestem w stanie wczuć się w twoją sytuację… Ja wpakowałem się do szpitala przez własną głupotę, a ty po tym, jak stawiłeś czoła swojemu największemu lękowi. Nie wiem, kto w tym momencie podziwia cię bardziej: Myra, Hazza czy ja.

Ni. Na pewno Ni.

Irlandczyk zamyślił się na moment, ale ani na moment nie przerwał delikatnej pieszczoty.

- Haz myślał, że już po tobie. – Melodyjny głos blondyna zadrżał znacząco i chwilę później słychać było pociągnięcie nosem. - Wtedy, kiedy odpłynąłeś w łazience. Myślał, że cię straciliśmy. Nie reagowałeś przez kilka minut… To było dla mnie straszne kilka minut, Z. Jak kilka godzin albo dni. Nie potrafiłem sobie wyobrazić, że ciebie nie ma. Taki świat byłby bez sensu, tak sądzę…

Czy to jest prawdziwe?

- Nigdy więcej nie będziesz już zgrywał cwaniaka, okej?! – Ton Horana zabrzmiał mocniej, ale nadal było w nim słychać obawę, lęk i jednocześnie ulgę. – Masz złamane trzy żebra, pocięte nadgarstki i cały jesteś poobijany; niewiele brakowało, a ten skurwiel zafundowałby ci jeszcze trwałe uszkodzenie krtani… Mam nadzieję, że zgnije w więzieniu!

W sali na moment zapadła cisza i jedynymi odgłosami, jakie ją wypełniały, były oddechy dwóch mężczyzn oraz dźwięki szpitalnego sprzętu.

- Wiesz, co jest w tym wszystkim najbardziej… z innej bajki? Ty pewnie użyłbyś tu słowa „abstrakcyjne” albo czegoś podobnego, co? W każdym razie: wiesz? To, że nawet teraz jesteś piękny, Zee. Z bandażami, zasinieniami i całą tą maszynerią. Nie wiem, czy jest ktoś inny, kto potrafiłby wygrać wybory Mistera Anglii nawet w takim stanie…

Ciepła ręka odsunęła się od poniszczonej skóry jego dłoni i Zayn chciał zapłakać z tego powodu. Już miał otwierać usta, żeby wyrazić swój sprzeciw, kiedy przyjemny dotyk musnął jego żuchwę. Delikatne palce nieśmiało przesunęły się po jego zarośniętym policzku.

- Dobrze, że śpisz, Z. Szkoda, że nie poznam twojej reakcji, ale… Haz pewnie kazałby mi zaryzykować, tak sądzę. Wyrwałem się do akcji w terenie, postrzeliłem członka policji, łamane przez największego kryminalistę od czasów Kuby Rozpruwacza, więc teraz pora na największy akt mojej odwagi. Raz się żyje…

Malik nie miał pojęcia, o co może chodzić młodemu laborantowi. Jego oddech na skórze twarzy mulata był jednak tak przyjemny, że Niall mógłby szeptać do niego w ten sposób godzinami, odwracając jego uwagę od niepokornych myśli.

- Jeśli jakimś cudem będziesz o tym pamiętał, nie znienawidź mnie, Zaynie-Boo…

Horan niepewnie ułożył swoją dłoń na policzku starszego detektywa i wziąwszy ostatni, głęboki wdech przysunął się do mężczyzny tak, że dzieliły ich zaledwie milimetry. Blondyn zebrał w sobie resztki odwagi i ułożył swoje usta na spierzchniętych wargach policjanta.

To nie był namiętny pocałunek – o ile pocałunkiem można nazwać kilkunastosekundowe złączenie ust, ale dla Nialla znaczył on wiele. Czego młody laborant nie mógł przewidzieć to to, że kiedy z zarumienionymi licami odsunie się od Zayna, mężczyzna będzie miał otwarte oczy, wpatrzone w niego z niedowierzaniem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz