poniedziałek, 30 grudnia 2013

666

Jest coś w ostrym zapachu oleju i chemikaliów, co przyciąga Zayna do studio. Dorastał wśród ojca malarza, a ponieważ nie był wyższy niż nogi sztalugi, był oczarowany światem przedstawionym na płótnie. Jego ojciec żył swoją sztuką, smugami układającymi się w linie i tworzącymi obrazy każdego dnia. Przedstawienie lasu, skąpanego w fioletach i żółci hipnotyzuje Zayna. Gdy ma pięć lat, ojciec wręcza mu pędzle i płótno, a Zayn maluje niebiesko-zielonego psa. Obraz ten do dnia dzisiejszego wisi w pracowni ojca, który jest z niego bardzo dumny.

Zayn rozumie farby, płótna i barwy. Nie postrzega świata monochromatycznie, jego wizje są żywe i namacalne. Dostrzega piękno w rzeczach niezauważalnych przez pozostałych, aurę i kolory zaklęte w szarości życia codziennego. Ma piętnaście lat, a jego nauczyciel sztuki utwierdza go w swoim talencie. Stwierdza, że Zayn urzeknie świat w ciągu kilku lat. Jego ojciec odstąpił Zaynowi swoje studio malarskie, a chłopak ozdabia je obrazami Van Gogha, Daliego i O’Keefe. Ludzie, których rozumie nie rozumieją jego.

Żyje tym studiem, śpi w nim, gdy nachodzą go dni największej weny. Płótno stało się podstawowym elementem jego listy zakupów, podobnie jak pędzle. Zayn wie, że to jego życie. Farby, kolory i piękno mają dla niego największe znaczenie. Gdy ma szesnaście lat, zabiera swoje portfolio na przesłuchanie. Prestiżowa szkoła artystyczna wychwyciła jego talent i wysłała list. Ojciec Zayna poklepał go po plecach i uśmiechnął się z uznaniem, ponieważ to było TO. Jego matka pęka z dumy, wzdycha z rozżaleniem gdy jej syn odjeżdża do szkoły. Właśnie spełnił swoje marzenie, które pielęgnował od piątego roku życia.

Mówią mu, że jego technika nie jest wystarczająco dobra. Mówią mu, że jego sztuka jest zbyt jasna i nie zwięzła, nie chcą impresjonizmu a realizmu. Mówią mu, że ta szkoła nie jest dla niego.

Zayn rozumie farby, płótna i barwy. Nie rozumie ludzi.

Ma osiemnaście lat. Jest zimny, zgorzkniały i przeklina świat, który obdarzył go niewykorzystanym talentem. Jego inspiracja opuściła go, a on siedzi w swoim mieszkaniu albo pustym studio, gapiąc się na białe płótna lub sufit. Pędzel nie stanowi już przedłużenia jego ręki tylko niewygodny ciężar. Farba wysycha w samotności, a on nie sypia już w studio z nadzieją przebudzenia się pełnym pomysłów. Sypia na swoim łóżku wpatrzony w mrok nocy i myśli, że to jest właśnie prawdziwy świat. Świat jest niczym, mieszanką czerni i bieli z domieszką szarości, bez kolorów. Żadnych.

Świat jest zbyt systematyczny i wzorcowy. Nudny i nieciekawy. Pochłania Zayna, a on niechętnie pozwala na to. Pracuje każdego dnia w biurze, odbiera i rozmawia przez telefon. Plakietka na biurku mówi „zapraszamy”, jednak on wolałby zmienić ją na „spierdalać”. Nienawidzi ludzi, nie rozumie i wszystkich klasyfikuje tak samo. Jego serce nie bije już jasnością, niespiesznie pochłania je mrok. Nie musi nienawidzić wszystkiego i wszystkich, jednak nie potrafi inaczej.

Pewnego dnia postanawia uciec, więc idzie do parku. Czuje się zmęczony i rozdarty, ale nadal tkwi w nim piękno. Zmaga się z tym, ale ponownie dostrzega barwy. Zauważa zieleń, słabe plamy żółci, brązu oraz czerwieni. Kolory rozświetlają park, wyróżniają się na tle realnej szarości. Zayn lubi uciekać. Lekki powiew wiatru rozproszył ciężkie myśli, kłębiące się w jego głowie.

Jest jesień, a on ponownie „zauważa”. Jesień, podczas której dostrzega wszystko.

Zanim Zayn go zauważa, najpierw słyszy. Słowa wyśpiewane z dużym doświadczeniem, szczęściem i wdzięcznością. Zayn oprócz głosu słyszy dźwięki gitary. Uwielbia muzykę, od zawsze. Muzyka nie jest czernią albo bielą, nie jest nawet szarością. Jest pięknem, siłą. Zayn lubi myśleć, że w pełni ją rozumie. Muzyka jest sztuką.

Twórca ballady jest młody, niewiele młodszy od Zayna. Gdy śpiewa i gra na gitarze, sprawia wrażenie odizolowanego od świata. Futerał od instrumentu jest otwarty, wypełniony czarnym aksamitem. Zayn zastanawia się, dlaczego wokół chłopaka nie ma tłumów, dlaczego nie ma żadnej publiczności. Jego głos przepełniony jest uczuciami i szaloną pasją.

Bóg wie jak długo stał w miejscu, zanim jego telefon zaczął buczeć i odznaczył się na tle muzyki. Zbliża się pora drugiego śniadania, ale on nie chce się ruszać. Chce zostać, wśród aury jaką wytworzył wokół niego muzyk. Przypomina sobie zapach oleju i farb, studio ojca. Zayn nie chce opuścić tego bezpieczeństwa. Jednak robi to. Odchodzi, ale zatrzymuje się, sięga do kieszeni. Wrzuca drobne do futerału chłopaka.

- Dzięki, stary.

Słowa wypowiedziane są ze słodkim, irlandzkim akcentem. Usta formują się w idealnym uśmiech, który ukazuje lśniące zęby. Zayn tonie w lodowych oczach niczym pędzel w puszce. Nie widział takiego koloru od lat - Nie, to ja dziękuję - mówi Zayn uśmiechając się do blondyna z oczami niczym obraz Van Gogha „Gwieździsta noc”.

Zayn pobiegł do pracy i ponownie poczuł pochłaniającą go szarość, ale podczas powrotu do domu, siedząc w pociągu odczuł nagłą potrzebę wyrażenia siebie. Nie zaznał tego uczucia od lat, od momentu gdy usłyszał, że nie jest wystarczająco dobry. Przypominało to nagły napływ wiosny do jego mieszkania. Gdy wparował do niego trzaskając drzwiami, upuścił swoje rzeczy na podłodze i wpadł w dziką pasję, szukając pędzli i słoików.

Przycisk automatycznej sekretarki miga, a Zayn wciska guzik, po czym ciągnie na środek pokoju sztalugę. Pierwszą wiadomość nagrał jego przyjaciel z próbą wyciągnięcia Zayna do klubu. Zaynowi chce się śmiać, jednak w tym momencie zajęty jest mieszaniem jasnej czerwieni i złota na płótnie. Nie ma czasu dla ludzi, przynajmniej teraz. Minęły dwa lata od czasu namalowania jego ostatniego obrazu. Jest zafascynowany swoją nagłą inspiracją, starając się nie stracić jej już na samym początku.

Kolory przyjęły określoną formę, wirując i mieszając się na płótnie, kształtując gładkie łuki i kąty. Sięgnął po niebieską farbę, gdy po pokoju rozniósł się głos jego matki. Mruga, gdy rodzicielka zaczyna swoją naturalną gadkę. Nakłada kolory ze sporadyczną implikacją. Umysł Zayna zajęty jest malowaniem, więc tylko w połowie słucha tego, co mówi do niego głos z sekretarki. Przygryza nieco wargę gdy dodaje kolor złota, szybko płucze pędzel i nakłada na obraz soczystą zieleń pośrodku głębokiego błękitu.

Twój ojciec chciałby wiedzieć, gdzie podziała się twoja muza.

Zayn cofa się o jeden krok i patrzy na to, co do tej pory namalował. Nie minęło nawet dwadzieścia minut, a on wypełnił całe płótno. Uśmiecha się tak jak wtedy, gdy był młody i stał tuż obok swojego ojca. To jego triumf nad otaczającym złem, zwycięstwo nad potworem, który zabrał jego pasję. Teraz Zayn jest rycerzem trzymającym miecz. Zniszczył pole bitwy swoją radością.

Chwilę później w całym mieszkaniu zapanowała cisza. Głos jego matki dawno zamilkł. Zayn wpatruje się w swój obraz, ogląda go. Nagła fala rzeczywistości uderzyła w niego. Namalował oczy. Oczy niczym „Gwieździsta Noc” Van Gogha. Jedyną rzeczą, o jakiej w tej chwili myślał było nazwanie tego obrazu „Moja Muza”.

Zayn stwierdził, że to nazwa idealna.

~

Przypominało to zwyczaj. Praca ciągnęła się, jednak nie zmieniała swojego stałego rytmu. Zabierał swoje drugie śniadanie i gnał do parku, w którym cały czas unosiły się dźwięki muzyki. Parku, w którym ciągle znajdował się chłopak, który pokolorował świat Zayna. Rozpoznają się i uśmiechają na powitanie. Jednak od ich pierwszego spotkania nie rozmawiali ponownie, nie zamienili choćby słowa. Zayn jest pewien, że chłopak oczekuje na odzew ze strony malarza, jednak Zayn myśli, iż zburzyłby tym kruchą naturę muzyka.

Są dni, podczas których ludzie zatrzymują się i słuchają chłopaka. Zayn nie lubi zbiorowisk, ponieważ chce zachować muzyka w tajemnicy. Zazdrość zżera go i zatruwa od środka. Wie, że nie ma żadnego prawa do tego mężczyzny, nie ma prawa zachowywać go tylko dla siebie, jednak Zayn czuje, że właśnie tak powinien zrobić. Chłopak jest tym, co wypełnia każde płótno i zakamarki w domu malarza. Jest radosnym spotkaniem, plamą farby czy zapachem terpentyny.

Inni dostrzegają go jedynie jako kolejnego, ulicznego grajka.

Zayn jest tym, który przychodzi zobaczyć go ponownie. Naprawdę zobaczyć. Ogląda jaskrawożółty, płonący w czerwieniach park wypełniony muzyką. Odczuwa piękno, które tylko on i uzdolniony mężczyzna mogą dostrzec. Zayn doszedł do wniosku, że współcześni ludzie nie mają zielonego pojęcia o prawdzie czy splendorze. Ich wizja boryka się z otępieniem ich życia, dlatego mogą ujrzeć naprawdę niewiele.

Jednak Zayn dostrzega wszystko i tylko to się liczy.

Nadeszła północ, a Zayn jest kompletnie pijany. Ogląda swoje stopy aby uniknąć potknięcia, gdy skręca w boczną uliczkę. Jest uśmiechnięty i pełen kolorów, a myśli w jego umyśle doprowadzają go do szaleństwa. Mała, niebieska plamka na jego bucie. Uważa ją za zabawną, ponieważ wyszedł z domu całkowicie czysty, a teraz odnalazł ową plamkę. Jego umysł był zamglony, ciało lekkie i nawet nie zauważył gdy wpadł na kogoś, ale było już za późno. Zderzył się z kimś twarzą, a teraz z cichym jękiem upadł na plecy.

Jego wzrok był na chwilę zamroczony, obraz pod powiekami migał jasnymi kolorami. Uśmiecha się, krztusi salwę śmiechu i oblizuje wargę, która nieznacznie krwawi. Zayn jest zbyt zagłębiony we własny świat, zbyt daleko aby zarejestrować dłonie na jego ramionach. Przez chwilę lekko się kołysze, zanim otwiera oczy. Zamroczenie pod powiekami znika w momencie, w którym zauważa „Gwieździstą Noc”, uśmiechającą się.

Odurzony myśli, że to po prostu perfekcyjny przypadek. Unosi ręce go góry i przeciera nimi obolałą twarz, nie spuszczając wzroku ze swojej największej inspiracji. Zayn uśmiecha się niewyraźnie i szeroko, a blondyn również nie może powstrzymać uśmiechu, widząc zdruzgotany wyraz twarzy nieznajomego.

- Jesteś cały? - Zayn lubi ten irlandzki akcent, który podkreśla każdą sylabę i spłaszcza słowa w sposób tak lekki i zabawny. Zayn chichocze.

- Dobra, zabierzmy cię stąd - ręce owijają się wokół ramion Zayna i podtrzymują go, a Zayn chętnie przyjmuje ofiarowaną mu stabilność i ciepło od muskularnych ramion. Bardzo chciałby być w tej chwili spokojny i opanowany, jednak szczerze mówiąc, sytuacja ta jest czymś, o czym marzył od dawna. Jest zbyt zajęty przytulaniem się do bladej skóry na szyi chłopaka i naprawdę nie obchodzą go ludzie, którzy mogliby ich zobaczyć. Blondyn nie ma nic przeciwko poczynaniom Zayna. Dłonie spoczywające na jego udach oraz ciepły oddech Zayna palą jego skórę.

- Wszystko w porządku? - wypowiedziane słowa odciągnęły na chwilę malarza od bagna, w jakim znajdował się jego umysł. Tłumi delikatny chichot w ciepłej skórze nieznajomego. Jest pewien, że jego warga nadal krwawi, ale w tym momencie nie było to ważne. Czuł się znakomicie, chociaż w rzeczywistości było inaczej. Przez brak koordynacji ruchowej potyka się ponownie i tak jak poprzednio, upada na ziemię z której dopiero co się podniósł.

Strach i zmartwienie miesza się w niebieskich oczach, gdy Zayn bezwstydnie unosi swój wzrok. Zayn mentalnie skarcił siebie samego za radykalne posunięcie. Przypominało to szybkie kopnięcie zmuszające do przybrania maski absolutnego współczucia, które wymalowało się na twarzy blondyna. Jego oczy niczym ciepły, niebieski koc przygarnęły go gdy odłożył na podłogę czarny futerał gitary i Zayn nie jest pewien czy to przez alkohol albo poczucie winy jego ruchy oraz usta nie są skoordynowane po raz kolejny - Jesteś bezdomny?

Niebieskie oczy w jednej chwili błysnęły nieopisanymi emocjami, oceniając wypowiedziane słowa. Zayn ledwo zauważa marne skinienie głową. Nie rozumiał dlaczego, ale gest ten zabolał go. Poczuł ukłucie pod żebrami i zauważył próby zatuszowania poczucia beznadziejności u blondyna, jednak sumienie Zayna po raz kolejny pyta go, czy lituje się nad chłopakiem ze względu na alkohol, czy na słabość do niego.

- Jest zimno - oświadczenie zawisło w powietrzu. Ich spojrzenia spotykają się a niebieskie oczy zwężają, szukając uzasadnienia tych słów. Zayn nie jest do końca pewien co próbuje przez to osiągnąć, nie ma pojęcia nawet skąd dokładnie pochodzą jego aktualne pragnienia, jednak jedyne na co miał ochotę to chęć naprawienia wszystkiego. To właśnie to czego potrzebuje, naprawy chłopaka. Wie, że to jest TO.

Milczy stojąc prosto, analizując całą tę sytuację. Blondyn wyciąga ręce aby podnieść chłopaka, a Zayn uważa to za miły gest, więc łapie jego dłonie i pozwala pociągnąć się do przodu. Wydawało mu się, że okrywa go nieznana mu powłoka. Pomyślał, że musiała pojawić się ona całkiem niedawno. Nie był to wielki krok od jego normalnych cech, zazwyczaj jest upartym człowiekiem, jednak od natłoku emocji nieznacznie zmienił się. Prawdopodobnie od momentu, w którym skończył szesnaście lat.

Zayn jest świadom spojrzenia niebieskich oczu, które wręcz wypalają go od środka. Blondyn łapie za gitarę i podnosi ją, następnie przewieszając koc przez swoje ramię. Nie przestaje rozmyślać, robi to w każdej sekundzie. Zayn pomyślał, że chłopak stanowi jednocześnie jeden wielki bałagan jak i również błogą ciszę, o co należy dbać. W końcu zaszczyca spojrzeniem blondyna, jednak tym razem innym, pełnym roztargnienia. Zayn nie może wypowiedzieć ani jednego słowa, ponieważ nie wie co mógłby powiedzieć. Nie potrafi wyjaśnić faktu, iż nie może zapanować nad własnym ciałem, ma wrażenie, jakby sterował nim autopilot - Skoro tutaj jest zbyt zimno… Możesz zostać ze mną.

- Nawet cię nie znam - miało zabrzmieć niczym argument, jednak wypadło nieco piskliwie, przez co włoski na karku Zayna stanęły dęba. Nie znają się, jednak Zayn wie, że spotkania w parku każdego dnia i nawiązywanie kontaktu wzrokowego nie szło na marne. Z nieznanego powodu los związał ich ze sobą i pociągnął za niewidzialne sznurki, wykwintną czerwoną nicią łącząc ich wzajemnie.

Jednak w rzeczywistości naprawdę się nie znali. Nigdy nie dali sobie szansy.

- Nazywam się Zayn - wypowiada te słowa z ciepłym spojrzeniem, obserwując oczy blondyna, które podróżowały w każdym kierunku byleby nie zatrzymać się na drugim chłopaku. Nawet w słabym świetle latarni Zayn mógł dostrzec lekko zarumienione policzki muzyka.

- Jestem Niall.

~

Gdy jego otępiała głowa unosi się następnego ranka, pulsuje bólem przypominającym mu o wypitym wczoraj alkoholu. Zayn ma wrażenie, że z kuchni unosi się bardzo przyjemny zapach. To niemożliwe, ponieważ dopiero co się obudził a przecież mieszka sam, ponadto wszystkie okna w pokoju były zamknięte. Więc dlaczego czuje zapach naleśników?

Nie potrafi wyjaśnić tej sytuacji dopóki nie wstaje we własnej kuchni w samych bokserkach, obserwując blade biodra podrygujące do jakiejś popowej piosenki granej w radio. Poczuł, jakby ktoś nacisnął spust, a pocisk przeleciał wprost przez jego głowę. Na początku czuje się dość dziwnie, ponieważ myśli, że ktoś po prostu kradnie jego jedzenie (była godzina siódma, a mózg Zayna w pełni mógł obudzić się dopiero po dziesiątej), jednak w następnej chwili czuje ogarniający go spokój i opanowanie. Cokolwiek się działo, było całkowicie w porządku i normalne.

- O kur.. - stanowiło komentarz do małej awarii w postaci ciasta u stóp Zayna. Jego twarz unosi się i przybiera wyraz swoistych przeprosin, a w jego głowie nadal szumi irlandzki akcent, przez co nie wypowiada ani słowa. Po prostu obserwował chłopaka- Cholernie mnie przestraszyłeś, stary.

- Wybacz - odpowiada, odklejając stopę od lepkiego ciasta i poruszając sklejonymi palcami. Blondyn podchodzi pospieszenie i wyciera stworzony przez niego bałagan, mrucząc przekleństwa pod nosem. Zayn czuje, że powinien powiedzieć coś pokrzepiającego, albo nawet pomóc mu sprzątać, jednak jest zbyt zajęty obserwacją wygiętego łuku pleców. Zliczył każdy ich krąg, góry do dołu. Jego oczy zatrzymały się na bluzie, luźno zawiązanej na biodrach chłopaka - To moja?

Nastąpiła pauza, mało istotna cisza, a Zayn spojrzał w oczy siedzącego na podłodze Nialla. Chłopak kiwnął głową przez słabą próbą wydobycia z siebie dźwięku, który w efekcie przypominał zduszony jęk - Zaprowadziłeś mnie do siebie ostatniej nocy, zataczałeś się a ja wpadłem do kałuży, więc dałeś mi swoją bluzę… Jeśli chcesz ją z powrotem, zaraz ci oddam - Zayn szybko zaprotestował ruchem dłoni. Nie pamiętał wszystkiego, ale był pewien, że to przez wypity wcześniej alkohol. Po prostu uwierzył Niallowi.

- Spoko, zatrzymaj ją - oznajmił, gdy wpatrywali się w siebie. Była to dosyć niezręczna chwila do której Zayn nie był przyzwyczajony, jednak swoimi słowami wywołał uśmiech na twarzy chłopaka. Była to ich pierwsza, prawdziwa (trzeźwa) interakcja i przypominała wbicie klina w rozmowę. Zayn nie chciał niczego zepsuć - Naleśniki płoną.

- O cholera - Niall niczym oparzony podniósł się i złapał za łopatkę do patelni, a Zayn nie wiedział czy powinien śmiać się z ciągłych przekleństw wypływających z ust blondyna, który wydawał się być tak cichy i małomówny. Jednak dopóki miał okazję usłyszeć jakiekolwiek słowo wypowiedziane z jego ust, korzystał z tego. Korzystał z tego, że mógł przebywać z nim tu i teraz. Chciał czerpać z nagłego zwrotu akcji, gdzie od spotkania w parku wylądowali tutaj. Zayn wie jak wyglądają niezręczne rozmowy, przeprowadza je każdego dnia w pracy, ale wie również jak im zapobiec. Będzie naprawdę interesujący. Tak długo, dopóki budzi się przez naleśniki z jagodami i chłopaka w jego ubraniu.

~

Zayn nie zorientował się, kiedy zaczęły mijać dni. Tym razem budził się przez melodyjny, przyjemny śpiew ze specyficznym akcentem. Lubi budzić się dzięki dźwiękom strun dochodzącym zza ściany. Rozmyśla nad wyjściem z pokoju i przyłączeniu się do Nialla, jednak boi się, że mógłby mu przeszkodzić i Niall przestałby śpiewać, czego Zayn by nie chciał. Nie chce, aby blondyn kiedykolwiek przestał. Chciałby, aby muzyk pozostał w tym miejscu przez resztę ich życia, grając na gitarze i śpiewając. Zaynowi nigdy nie podobało się angażowanie drugiej osoby w swoje życie, jednak teraz uważa, że mógłby zaangażować w nie Nialla.

To coś, co skłania Zayna do otworzenia oczu. Trzyma paczkę papierosów w swojej dłoni i nie wychodzi z pokoju, ponieważ nie chce być wścibski. Oczywiście Niall gra i śpiewa w jego salonie tak, jak od dawna robił to dla osób, które nie znały jego imienia ani numeru ubrań. Jednak tej piosenki nigdy nie zagrał publicznie. Najwidoczniej jest zbyt osobista, dlatego Zayn czuje się dumny z możliwości słuchania jej.

Jest na końcu korytarza i przechodzi obok kuchni zatrzymując się tylko po to, aby zobaczyć kubek stojący na stole. Zapewne dwie kostki cukru i śmietanka na górze, dokładnie taka, jaką Zayn lubi najbardziej. Pomyślał, że to dla niego, ponieważ Niall mówił kiedyś, że nie lubi tego typu napojów. Zayn ujął kubek w dłonie i napił się, kawa była jeszcze gorąca. Kieruje się w stronę salonu i przystaje przy balkonie, obserwując Nialla siedzącego przy poręczy i skąpanego w złotym, porannym słońcu. Niall iskrzył się milionami pięknych barw, a artystyczna dusza Zayna chciała uchwycić każdą z nich i malować je. Pomarańczowy kadm pod płaszczem słońca otaczającego gitarę mieszał się z bladą żółcią i bielą oraz jasnym beżem włosów chłopaka. Obraz ten mocno wrył się w umysł Zayna.

- Och, już wstałeś! - nawet nie zauważył momentu, w którym gitara przestała grać a Niall śpiewać. Głos chłopaka brzmiał niezwykle zachęcająco. Zayn mruga przez chwilę znad swojego kubka, po czym odpowiada skinieniem głowy.

- Pomyślałem, że niedługo się obudzisz… Widzę, że znalazłeś kawę. Śmietanka i dwie kostki cukru, tak? - Niall mówi, a Zaynowi wydaje się, że blondyn zachowuje się dokładnie tak jak przy ich pierwszym spotkaniu, co powinno ulec zmianie.

- Tak… Dziękuję, jest wyśmienita - jego głos jest niemal obcy, o dwie oktawy wyższy. Dokładnie taki, jakiego używa w biurze, aby zadowolić klientów przez telefon. Jego głos jest głęboki i szorstki i przypomina mu, że nie pochodzi z Londynu tylko z Bradford, a to powinno napawać go dumą. Pomyślał, że jego głos brzmi o wiele lepiej z irlandzką ciszą i to przywołało mały uśmiech na jego twarzy - Przepraszam, jeśli wyrwałem cię z rytmu.

- E tam, po prostu grałem… Chcesz zapalić?

- Tak, ale mogę po prostu zejść na dół i… - Zayn przerywa przez ruch dłoni, zapraszający go na balkon. Niall przysuwa się bliżej betonowej ściany i przewiesza nogi przez barierkę, a jego dłonie powracają do strun. Zayn zajmuje miejsce na plastikowym krześle, opiera stopy o poręcz. Obserwuje swojego papierosa a następnie płomień zapalniczki, zanim zaciągnie się po raz pierwszy. Nie chce patrzeć na chłopaka, jednak to jest silniejsze od niego. Niall zaczyna śpiewać a to przeważa wszystko. Zayn zamyka oczy i skupia się na muzyce.

- Jesteś niesamowity - słowa wymykają się z ust Zayna zanim do końca je przemyśli. To jeden z tych momentów, w których człowiek chce po prostu palnąć sobie w łeb. Zayn robi to, kilkakrotnie uderza delikatnie głową o betonowy mur za nim. Jednak chichot i spojrzenie Nialla sprowadza go z powrotem na ziemię, niebieskie oczy mienią się w promieniach wczesnego słońca.

- Dzięki, stary… Ty również jesteś dobry - nagle milknie, a Zayn zauważa rumieńce na jego policzkach i zęby zagryzające dolną wargę. Chce wiedzieć co oznacza zachowanie chłopaka, jednak w tej chwili po prostu obserwuje go i stara zapamiętać każdy gest - Hm, byłem troszkę wścibski i obejrzałem kilka twoich prac…

Zayn wstrzymuje oddech i zaczyna się dławić. Wypuszcza chmurę dymu ze swoich ust i patrzy przed siebie, ukrywając nagłe przerażenie. Czuje się jak podczas składania podania w szkole artystycznej. Czuje, że to jego próba przed przyszłym rozczarowaniem. Wie, że ono nadchodzi, zawsze tak było.

- Jesteś genialny, ale… - Zayn spogląda na niego kątem oka i czuje wzrost ciepła na swoich policzkach. Nie daje nic po sobie poznać i wpatruje się w drzewa po drugiej stronie ulicy - Dlaczego wszystkie umieszczone są w jednym pokoju? Niektóre z nich miały nawet warstwę kurzu i nie sądzę, że powinny być ukryte. Ludzie powinni je zobaczyć, serio. Zobaczyć to, za czym tęsknią.

- Co masz na myśli? - Zayn myśli, że Niall stara się być po prostu miły. Zaoferował dom temu chłopakowi, więc on stara się odwdzięczyć komplementami, jednak oczy Nialla patrzą na niego z lekkim sceptycyzmem i w tej chwili Zayn wie, że nie jest wart pochwały.

- Słuchaj, to zabrzmi zupełnie psychicznie, ale mniejsza. Widzisz świat, prawda? Podoba mi się twój sposób widzenia, przedstawiasz coś innego niż brzydotę tego świata, jak to zazwyczaj bywa. Oznacza to, że malujesz tak, jak ja to widzę. Malujesz kolory - Niall waha się, odstawia gitarę, jednak nie rusza się ze swojego miejsca - Świat jest pięknie ubarwionym gównem, każdy o tym wie, więc ludzie powinni zobaczyć go z innej perspektywy. Jednak nie ja. Mama mówiła mi, że mam głowę w chmurach - uniósł ręce ku niebu i uśmiechnął się delikatnie, spoglądając na Zayna - Powiedziałem jej, że gdybym nie miał snów i swoich własnych wizji, nie istniałbym na tym świecie. Nie byłbym w stanie przetrwać. Otacza nas zbyt wiele czerni i ciemności, a tak mało jasnych barw. Jednak ty wnosisz jasność, przedstawiasz kolory i nie wiem jak to zrobisz Zayn, ale kurwa, musisz pozwolić innym zapoznać się z tym.

Nie wie co powiedzieć. Papieros wypalić się aż do filtra i Zayn zauważa to dopiero wtedy, gdy płomień przypala jego palec, a on syczy niezbyt głośno. Jest to pierwszy raz gdy ktoś zinterpretował jego obrazy tak, jak on sam podczas ich tworzenia. Niall obserwował go niczym szczeniak, czekający na jakikolwiek ruch. Zayn podnosi się w jednej sekundzie, a po chwili zawiesza. Gubi się w otchłani własnych uczuć. Zniża się do poziomu Nialla, ustami naprzeciw jego ust. Dokładnie tam, gdzie chciał się znaleźć.

Zayn zrzuci całą winę na swoją społeczną nieudolność i umiejętność spieprzenia wszystkiego, co dane jest mu posiadać. Jednak nie teraz, nie gdy Niall odwzajemnia jego pocałunek, nie gdy blondyn kładzie dłoń na jego włosach i przysuwa go bliżej. Korzystają z chwili, ustami łącząc się w idealnej harmonii z obłędem w oczach, przez co Zayn zaczyna się gubić. Jego dłoń powędrowała wzdłuż szczęki Nialla, przycisnęła jego skórę za uchem. Zayn starał się utrzymać swoje życie, ale ono odeszło.

Język Nialla przesunął się po wardze Zayna błagając o wtargnięcie do środka. W tym samym momencie Zayn wpadł w panikę, odsunął się z napuchniętymi ustami. Niall wyglądał na całkowicie zaskoczonego, otworzył usta aby coś powiedzieć, jednak Zayn zmierzał już do swojego pokoju. Zatrzasnął drzwi, osunął się po nich na podłogę. Jego serce biło niczym oszalałe, był pewien przyczyny tego. Czy spowodował to Niall, czy jego własne obawy? Oba przypuszczenia składały się w logiczną całość, jednak Zayn zbyt dobrze znał odpowiedź, więc uderzył głową w drzwi do momentu, aż poczuł tępy ból w czaszce. Na Boga, był w rozsypce.

~

Od tego momentu nie opuścił swojego pokoju. Opuścił żaluzje, zamknął drzwi, wsłuchał się we własną muzykę. Topi się pod wpływem całego świata, więc sięga po pędzle. Maluje świat nudny, ciekawy, a potem maluje słońce, zbiór ciepłych kolorów. Rozpryskuje chmury w porannych kolorach i kończy tylko wtedy, gdy poczuje się zmęczony. Stoi przez chwilę i ogląda obraz, nie wiedząc, co o nim myśleć. Pierwszą rzeczą o jakiej pomyślał było to, aby nazwać swoje dzieło „Niall”. Pomysł ten kłuje go boleśnie niczym małe pineski, mruga szybko starając się powstrzymać łzy.

Słońce tego świata jest okropne, szare, nudne. Tak jak Niall. Zayn zrujnował wszystko. Uciekł, przestraszony. Więc teraz dodaje więcej czarnych odcieni na płótnie. Nie chce czuć nagłego bólu, nienawiści do własnych działań. Był jednym z tych, którzy udali się do parku i po uszy zakochali w granej tam muzyce, a teraz stał się tym, który po mistrzowsku spieprzył wszystko.

Zayn ze złością kopnął sztalugę a płótno roztrzaskało się na pół, farby wylały na podłogę. To nie miało znaczenia, wczołgał się pod kawałki papieru, gdzie znalazł schronienie. Zayn chciałby wierzyć, że nie zasnął płacząc, a jego poduszka rano nie była wilgotna.

~

Nie było porannego gotowanie, dźwięków muzyki, nie było już niczego. W głębi serca Zayn wiedział dlaczego, ale był zbyt uparty, aby w to uwierzyć. Istnieje wiele wymówek kłębiących się na jego języku, a on ma ochotę po prostu wypluć każdą z nich. Jedyne co mu pozostało to zgnieciona poduszka i jego koc.

Zayn naprawdę chciałby udawać, że nie czuje bólu, chociaż wiedział, że jest on nieunikniony. Bardzo chciałby w to wierzyć, jednak nie może. Porzucenie uderza go niczym fala morska, prowadząc na granicę obłędu. Jest taki samotny, choć zawsze mieszkał sam. Nienawidzi tego, jak puste i ciche jest jego mieszkanie. Wszędzie napotyka swoje obrazy, które teraz stanowią dla niego wielkiego kopniaka w brzuch, ponieważ nienawidzi wszystkich swoich prac. Każda z nich przypomina mu o niebieskich oczach i blond włosach, a to boli. Pokładał wiarę w kogoś, kto być może był tylko zwykłym włóczęgą. Czego innego mógłby się spodziewać?

Czegoś wartościowego.

Stały i dokuczliwy głos z tyłu głowy sprawia, że Zayn chciałby krzyczeć. To wszystko go przerasta, zdaje sobie z tego sprawę, ale pieprzyć to. Dlaczego nie może choć raz przydarzyć mu się coś dobrego? Niall był dobrą rzeczą. Miał zostać i powiedzieć Zaynowi wszystkie rzeczy o ludziach, uczyć go jak żyć w społeczeństwie.

Ale on odszedł, pozostawiając Zayna samego sobie, tak samo jak jego obrazy. Samego.

Jednak to wina obrazów. Być może gdyby nie inwestował swojego życia w byciu dobrym w sprawie tak nieistotnej, prawdopodobnie nie wystraszyłby się Nialla. Może po prostu nie wie, jak obchodzić się z najprostszymi ludzkimi odczuciami i emocjami. W głębi serca nie chciał być sam. Niepoprawnym czynem było winić za wszystko jego obrazy, jednak tak było najłatwiej. Łatwiej było zepsuć dzieło jednym kopnięciem, a następnie wziąć nożyczki i pociąć je na kawałki.

Nienawidzi swojego daru i najchętniej chciałby oddać go komuś innemu. Za każdym razem gdy stal nożyczek naciskała na płótno i rozcinała je na małe kawałki, Zayn wspominał wszystkie momenty, w których mógł być normalnym człowiekiem i nie spędzać swojego życia w odizolowaniu. Przypomniały mu się czasy podstawówki, gdzie mógł mieć więcej niż tylko jednego przyjaciela. Mógł posiadać coś więcej niż tylko wspierającą go rodzinę. Zatrzymał się na ostatnim obrazie, przedstawiającym oczy niczym „Gwiezdna Noc” Van Gogha. Serce Zayna bije niczym oszalałe, a chłopak desperacko zaciska nożyczki w dłoni.

Nie może tego zrobić.

Głos z przesłuchania w szkole artystycznej odbił się echem w jego głowie, zagłuszając otaczającą go rzeczywistość. Ich komentarze na temat jego niedocenionej sztuki, niepasującej do obecnych czasów. Zagłębia się w błędnych osądach mężczyzn i kobiet, którzy nie zdają sobie sprawy, że swoimi słowami wyniszczają czyjąś duszę. Myślą, że są strażnikami sztuki. Mógłby otrzymać drugą szansę i pokazać im to, co chcieli ujrzeć. Przypomniał sobie każde słowo wypowiedziane na balkonie. Niall był dobry w mówieniu a Zayn w malowaniu, jednak oboje nie użyli tego w bezinteresowny sposób.

Odgłos odrzucanych nożyczek wypełnił pomieszczenie. Zayn oddycha ciężko z twarzą zaczerwienioną od łez. Nie pamięta, kiedy zaczął płakać ponownie albo czy kiedykolwiek przestał. Patrzy na swój obraz, wypełniony kroplami jego spadających łez. Wyciera je, pozostawiając małe smugi. Desperacko łapie oddech w swoje płuca. To był kawałek jego ciała, który nie prosił rozpaczliwie o akceptację czy uznanie. On posiadał to wszystko.

Albo i nie.

~

Pada i jest zimno a Zayn wie, że jego poszukiwania okażą się bezowocne, ponieważ Niall mógł uciec w dowolne miejsce. Jednak to go nie zatrzymuje, omija autobus i biegnie wzdłuż ulic Londynu. Mija ludzi schowanych pod parasolkami i patrzących na niego niedowierzającym wzrokiem, lecz on nie zwraca na nich uwagi. Nie dba o nic prócz drogi przed nim, skupia się na własnym marszu. Myśli o drugiej połowie swojej całości. Słońcu dla jego księżyca. Kolorach jego świata.

Stary park ukryty był za budynkami i wieżowcami. To początek. Zayn uznał to za miejsce prawdopodobnego pobytu Nialla, ponieważ to od niego wszystko się zaczęło, to tam doszło do pierwszego spotkania. Jest przemoczony a jego ciało trzęsie się. Zayn nie jest pewien, czy spowodowane jest to niską temperaturą, czy desperacką potrzebą odnalezienia blondyna. Musi go znaleźć i naprawić cały ten bałagan, zanim będzie za późno. Nie może stracić tego wszystkiego. Nie może stracić Nialla.

Zayn nie słyszy muzyki ani nie dostrzega niczego znajomego, więc cały czas krąży po otwartym terenie, gdzie Niall osiągał najlepszą akustykę. Myśli, że być może Niall ma teraz przerwę. Spodziewa się zauważyć niebieskie oczy i szczery uśmiech, chłopaka który zagrałby dla każdego, kto chciałby go słuchać. Ujrzy otwarty futerał od gitary. Zayn pamięta dyskusję podczas ich pierwszego śniadania (z pysznymi naleśnikami jagodowymi) dotyczącą pieniędzy oszczędzanych przez Nialla i przeznaczanych dla głodujących ludzi. Zayn pytał go, dlaczego chłopak poświęca swoje pieniądze, jednak Niall wzruszył jedynie ramionami, nie dbając o to. „Oni ich potrzebują” odpowiedział, następnie wpychając naleśnika do buzi.

Jednak Nialla nie ma w szukanym miejscu. Zayn dostrzega kałużę i w jednej chwili chce się w niej utopić, walczy z każdą cząstką swojego ciała. Mógł po prostu zrezygnować z tego wszystkiego. Pogubił się w kolorach opanowujących jego umysł oraz w myślach o Niallu, który nadal mocno odznaczał się w jego pamięci. Wydał z siebie jęk niezadowolenia, zatrząsł się. Poczuł się o wiele słabszy niż zazwyczaj, przegrany. Rezygnacja pochłonęła go całkowicie.

- Zayn?

Głos zagrzechotał w jego umyśle, zanim odwrócił się przez ramię. Stał przed nim młody chłopak z futerałem od gitary, blond włosami i oczami, przypominającymi najsłynniejszy obraz świata. Powietrze zalegające w płucach Zayna opuściło jego ciało wraz z potężnym westchnieniem.

- Co ty tutaj do cholery rob… - jednak Niallowi nie było dane dokończyć zdania, ponieważ został przyciągnięty przez mokre ciało, a potem poczuł miękkie i zdesperowane usta, obejmujące jego wargi. Zayn potrzebował tego a Niall doskonale o tym wiedział, jednak poczuł się wytrącony z równowagi. Czuje się całkowicie zagubiony we własnych uczuciach. Niall czuje zmęczenie, jednak przyciąga chłopaka bliżej i obejmuje twarz Zayna dłońmi, zatrzymując go w miejscu. Czuje smak soli na jego wargach i wie, że to nie deszcz a łzy. Chce scałować z jego ust wszelkie zmartwienie, więc napiera na nie mocniej. Zayn zaciska dłonie na koszuli Nialla, nie dbając o to, że ktokolwiek mógłby ich zauważyć. Jest zimno, pada a oni powinni schronić się w ciepłym i bezpiecznym miejscu, jednak to nie miało w tej chwili znaczenia. Najważniejsze, że byli razem.

- Nie chciałem uciec. Po prostu… - Zayn odsunął się, nadal ściskając materiał i przytulając Nialla -Przeraziłem się, ponieważ jesteś jedynym, który rozumie… Który rozumie mnie - wyjąkał cicho i zaczął się trząść, jednak po chwili usłyszał cichy dźwięk odkładanej gitary i poczuł ramiona, ciasno obejmujące go w pasie. Zostaje uciszony kolejnym pocałunkiem i poddaje się mu bez walki, topi się pod wpływem jego intensywności i akceptuje dawane mu poczucie bezpieczeństwa. Chciałby powiedzieć tak wiele, tyle wyjaśnień kłębi się w jego głowie, ale one mogą poczekać. Jest skłonny poddać się wszystkiemu, co Niall może mu zaoferować.

- Nie mogę cię stracić - mamrocze między pocałunkami ledwo słyszalnie. Niall całuje jego wargi z obietnicą, odpowiedzią na słowa Zayna, kurczowo trzyma się chłopaka.

Zayn pomyślał, że w tym momencie powinno wyjść słońce, deszcz mógłby przestać padać a na niebie pojawiłaby się tęcza, uczucie zaniepokojenia i smutku zniknie. Wszystko to mogłoby się wydarzyć, jednak Zayn w tym momencie skupił się na ciepłym ciele drugiego mężczyzny.

Oboje mają teraz wystarczająco dużo czasu na odkrycie wszystkich kolorów, jakie występują w otaczającym ich świecie. Mogą wspólnie dzielić się nimi, uczyć, doceniać je. Razem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz