poniedziałek, 30 grudnia 2013

epilog

Słonce chowało się za horyzontem, kiedy Zayn zatrzymał się przed drzwiami domu przyjaciela. Wiedział, że Harry będzie sam w domu, dlatego zdecydował się na odwiedzenie go przed poniedziałkiem. Już miał zadzwonić na dzwonek, kiedy brązowe drzwi otworzyły się gwałtownie, a w nich stanął Styles z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy.

- Co tu robisz?

- Wychodzisz? – zapytał wymijająco Zayn, wtykając dłonie w kieszenie spodni.

- Szedłem do ciebie, ale skoro ty przyszedłeś do mnie… Wchodź, na co czekasz? – Pociągnął go za ramię, zamykając drzwi. Od razu udali się do salonu, gdzie usiedli na kanapie. – Czemu jesteś taki przygnębiony? – Zmarszczył brwi, zastanawiając się chwilę, podczas gdy Zayn milczał. – Kurwa, nie zrobiłeś tego!

- Zrobiłem – odparł szeptem, opuszczając wzrok. Nie czuł się dobrze ze swoją decyzją.

- Jesteś pieprzonym idiotą! – Uniósł się Harry, łapiąc za włosy. Potrząsnął kilkakrotnie głową, jakby chciał w ten sposób wyrzucić z pamięci tą informację. – Jak to przyjął? – zapytał nieco łagodniej, lecz ciągle będąc w szoku.

- Nawet kiedy traktowałem go jak śmiecia, nie czuł się tak podle i tak bardzo upokorzony, jak w tamtej chwili. – Przekazał Zayn, dokładnie cytując słowa, które usłyszał parę godzin wcześniej. Nie mógł o nich zapomnieć. One wypaliły się gdzieś na jego sercu i wiedział, że jeszcze na długi czas tam pozostaną. – Naprawdę nigdy wcześniej nie widziałem go tak zdruzgotanego.

Harry objął przyjaciela, tuląc go mocno do siebie. Pogładził jego włosy, słysząc cichy szloch.

*

Niall powoli uchylił drzwi mieszkania, starając się robić jak najmniej hałasu. Chciał przeciągnąć chwilę, w której miałby się spotkać twarzą w twarz ze swoim chłopakiem. Nie udało mu się to. Zanim zatrzasnął drzwi, z kuchni wyłonił się Liam, podchodząc do niego z szerokim uśmiechem na twarzy. Objął go mocno, powtarzając, jak bardzo tęsknił.

- Chodź, wszystko musisz mi opowiedzieć. – Chwycił dłoń Nialla, ciągnąc go za sobą do kuchni, gdzie przygotowywał obiad. – Jak podróż?

- W porządku – odparł bez entuzjazmu. Przygnębienie w jego głosie było zbyt wyraźnie słyszalne.

- Co się dzieje? – zapytał, kładąc dłoń na ramieniu Nialla. Kiedy on uciekł wzrokiem, Liam ujął jego podbródek, nakierowując go na jego brązowe tęczówki. – Niall, mów.

Irlandczyk długo wahał się, czy to był odpowiedni moment. W trakcie podróży już ułożył sobie mały schemacik, którym posłuży się przy rozmowie z chłopakiem. Chciał jak najdyskretniej oznajmić mu powody jego decyzji o zerwaniu. Jednak teraz, kiedy Liam stał przed nim i patrzył z taką troską, Nialla owiały wątpliwości.

Z drugiej strony, czy istnieje idealny moment, żeby powiedzieć swojemu partnerowi, że zrywa się z nim i na dodatek, że go zdradził?

Znienawidzisz mnie za to, co zaraz powiem – rzekł spokojnie Niall. Zaraz prychnął pod nosem, słysząc, jak jego słowa marnie brzmią. – Jestem pewien, że powinieneś to zrobić.

- Dlaczego? Przecież cię kocham głuptasie. – Liam ostrożnie pogładził ramiona Nialla. Mówił szczerą prawdę. Kochał go mocno i nijak nie potrafił przestać.

- Ale ja na to nie zasługuję. – Niall uniósł głowę, czując wzbierający płacz. Cała sytuacja zaczynała go powoli przerastać, a on przecież jeszcze nie powiedział, że to koniec.

- Niall, o czym ty mówisz? – zapytał zaniepokojony Liam, lekko potrząsając ramionami chłopaka.

- Zdradziłem cię – wypowiedział tak cicho, że gdyby Liam nie obserwował ruchu jego warg, nie zrozumiałby jego słów. Chciał się odezwać, ale Niall nie pozwolił mu dojść do słowa. – To była najgłupsza rzecz, jaką popełniłem w życiu! – zawołał rozpaczliwie. Przygarbił się nieco, kiedy Liam zabrał swoje dłonie z jego ramion. Spojrzał na swoje dłonie, bawiąc się nimi. – Na dodatek nie naciskał. Ja… ja sam tego chciałem. Nie wiem, co mną kierowało, ale… to stało się. – Wziął głęboki oddech, mówiąc ciszej: - Przespałem się z nim i to nawet dwa razy. Ale.. to już nie ma żadnego znaczenia. Moje wyjaśnienia nie zmienią faktu, że czuję się wykorzystany przede wszystkim przez własną głupotę.

Liam milczał, uważnie wpatrując się w farbowane kosmyki chłopaka. Skrzyżował ręce na piersi, analizując każde pojedyncze słowo jakie padło.

- To Zayn? – zapytał, co sprawiło, że blondyn zadarł głowę, patrząc szeroko otwartymi oczami na Liama. Starszy prychnął, kręcąc głową z niedowierzaniem. – Nie patrz tak. To jasne, że tylko z nim mogłeś spać. W końcu kto nie skorzystałby z takiej okazji – dodał ciszej, nie patrząc na Nialla.

- I mówisz to tak spokojnie? – zdziwił się.

- Wiedziałem o tym. Dlatego jestem taki spokojny, bo zdążyłem oswoić się z tym.

- Wiedziałeś? – Niall wydawał się być coraz bardziej zdziwiony obrotem sytuacji, niż Liam załamany po wiadomości, że jego chłopak go zdradził.

Liam westchnął, przytakując.

- Przypadkowo wpadłem na Harry’ego podczas zakupów kilka dni temu. Pierwszy zaczął rozmowę. Był całkiem w porządku i niczego nie podejrzewałem. Dopóki nie zaczął wypytywać o ciebie, nasz związek. Kolejne jego insynuacje doprowadziły mnie do odpowiednich wniosków.

Przez krótką chwilę ciszy Niall analizował słowa, które padły z ust Liama. To wydawało się logiczne. Liam dowiedział się wcześniej, dlatego nie był wściekły, kiedy dowiedział się o jego zdradzie. Przetrawił to i teraz był spokojniejszy. Jednak to nie zmieniło faktu, że Nialla dziwiło, dlaczego Liam nie nakrzyczał na niego, nie powiedział, jakim jest idiotą, jak bardzo był zawiedziony, nic. Rozmawiał na takim luzie, jakby mówili o pogodzie. To intrygowało Nialla.

- Mimo tego nie wściekasz się? – zapytał wprost. Liam posłał mu zaciekawione spojrzenie, pod którego wpływem Niall westchnął. – No wiesz… Nie wyzywasz, nie wyrzucasz z mieszkania…

- To ja się wyprowadzę, Niall – wtrącił chłopak. Blondyn pokręcił głową.

- Nie, zostań tu – powiedział pewnie. – Gdzie miałbyś się wyprowadzić? Twoja rodzinna wioska leży piętnaście minut drogi stąd. Jaki więc sens byłoby wyprowadzać się gdzieś dalej, skoro dobrze ci tu? Wiem, jak kochasz rodzinę i nie czułbyś się dobrze, gdybyś miał wyjechać.

Liam milczał. W głębi ducha przyznał rację Horanowi, jednak nadal pozostawało coś, co go ciekawiło.

- A co z Zaynem? Zamieszkacie gdzieś razem?

- Lecę do Irlandii – sprostował Niall swoją myśl o wyprowadzce. – Zayn okazał się taki samym sukinsynem wobec mnie, jak ja ze swoją zdradą wobec ciebie.

Niall westchnął ciężko, mrużąc oczy. Chciał powstrzymać łzy, napływające do jego oczu. Nie potrafił tego zrozumieć. Decyzja Zayna była dla niego czymś, nad czym jeszcze długo będzie się zastanawiał.

- Nie mógłbym chodzić spokojnie do szkoły, kiedy miałbym go spotykać na korytarzach. To dla mnie byłoby zbyt trudne – dodał po chwili. I to sprawiło, że nie mógł już dłużej powstrzymywać łez.

Szybko schował twarz w dłonie, oddychając głęboko. Nieraz zdarzało mu się płakać przy Liamie, ale teraz czuł się upokorzony. Okazywał mu swoją słabość wobec własnej głupoty, jaką było obdarzenie Zayna zaufaniem. Miał wspaniałego chłopaka, który kochał go całym sercem, a jednak chciał spróbować czegoś nowego. Czegoś, co doprowadziło go do początku, gdzie nie miał niczego.

Liam nie mógł długo patrzeć, jak najważniejsza osoba w jego życiu płacze. Zawsze taki był. Nie potrafił przejść obojętnie obok czyjejś krzywdy, nawet kosztem swojej. I co z tego, że Niall go zdradził? Teraz to się nie liczyło. Niall nadal był dla niego najważniejszy, nadal go kochał i nadal troszczył się o niego jak dawniej. Pocieszał Nialla, mówiąc, że los nieprzypadkowo tak działa. Że to musi mieć jakiś swój skutek, tylko że to Niall właśnie musiał go odkryć.

- Jak ty możesz być dla mnie wciąż taki dobry? – zapytał z niedowierzaniem, ocierając twarz z łez.

- Bo wciąż cię kocham i nic tego nie zmieni.

*

- Co mu powiedziałeś? – zapytał łagodnie Harry, kiedy opanował już swoją furię i czuł wyłącznie żal, spowodowany smutkiem jego przyjaciela.

Decyzja, jaką podjął Zayn wydawała mu się totalnie absurdalna. Znał go długo i przenigdy nie powiedziałby, że byłby zdolny do czegoś takiego. Zayn kochał Nialla. Czy to nie wystarczyło, aby walczyć o niego za wszelką cenę? Poddanie się? Przecież to takie nie w stylu Zayna…

- Kiedy się obudził, byłem dla niego bardziej oschły. Zapytał, co się stało. Wtedy powiedziałem, że to nie może trwać wiecznie, że nasze „wakacje” już się skończyły i że każdy z nas powinien powrócić teraz do swojego życia – szepnął Zayn, bojąc się, że jego głos ponownie załamie się i rozpłacze się przy Harrym.

- Największy stek bzdur, jaki kiedykolwiek usłyszałem z twoich ust, głupku.

- I co z tego, że to wiesz? – zapytał Zayn, unosząc głowę. – To nie ma znaczenia.

- Wszystko ma znaczenie, Zayn. Wystarczy, że pobiegniemy teraz do niego i powiesz mu, co naprawdę czujesz. – Spojrzał w czekoladowe tęczówki przyjaciela, gładząc lekko jego policzek. – Bez kłamstw, Malik.

Słysząc ciepły głos Harry’ego, ponownie się rozpłakał.

- Nie płacz już, proszę – wyszeptał Harry, obejmując dłońmi głowę przyjaciela i mocno przytulając ją do swojej piersi. Ułożył swobodnie brodę na jej czubku, patrząc gdzieś w odległy punkt.

- Najgorsze jest to, że ja naprawdę go pokochałem – wyszlochał, a jego głos został nieco stłumiony przez ciało Harry’ego. – Czuję, że mi na nim zależy, że chcę przy nim być. Nie tak, jak przy tobie. To co innego. Przy tobie chcę być, aby móc się tobą opiekować, bronić cię, pocieszać… jak przyjaciel, po prostu. A przy Niallu chciałbym być, jak przy partnerze. – Zamilkł na chwilę, zastanawiając się. – Nie wiem, czy to miałoby szansę przetrwać, ale wiem, że mógłbym być przy nim naprawdę szczęśliwy. Właśnie teraz. Właśnie wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebuję. Po prostu miłości drugiej osoby, Hazz.

Styles nie zastanawiał się długo. Niemal natychmiast kazał Zaynowi zebrać się do kupy i ogarnąć. Bardziej racjonalnie patrzył na całą sytuację, dlatego postanowił pomóc przyjacielowi zawalczyć o coś, na czym naprawdę mu zależało.

*

Liam właśnie wszedł do mieszkania. Rzucił niedbale klucze na szafkę, zdejmując buty. Wrócił do kuchni, gdzie od razu zaczął zmywać brudne naczynia. Zanim odprowadził Nialla na przystanek autobusowy, skąd Niall miał się udać do Londynu, a stamtąd polecieć do Irlandii, zdążyli zjeść obiad. W trakcie niego Niall zarezerwował ostatni wolny bilet na lot do Irlandii. Było mu ciężko pożegnać się z nim, ale wiedział, że wróci jeszcze na ostatnie egzaminy.

Nagłe i gwałtowne pukanie rozległo się, powodując, że Liam się wystraszył.

- Już idę! – zawołał, mając nadzieję, że jego gość uspokoi się i przestanie tak mocno walić w drzwi. – Idę, człowieku! – zawołał, będąc pod drzwiami. Nie wyjrzał nawet przez wizjer, tylko od razu otworzył drzwi, zamierając.

- Przepraszam – wydukał Harry, kiedy ujrzał przed sobą Liama.

- Cześć, Harry – powiedział swobodnie chłopak, zerkając na Zayna, stojącego za Stylesem. Dostrzegł jego popuchnięte oczy i nie wiedział, czy ma go nienawidzić za to, że rozbił jego idealny związek, czy jednak współczuć, że tak spieprzył całą sprawę. – Nialla nie ma, jeśli to jego poszukujecie.

- Nie ma? – zapytał zaskoczony Harry, oglądając się na Zayna, który wzruszył ramionami i spoważniał.

- Nie ma. – Powtórzył Liam, kręcąc głową z aprobatą. – Za godzinę ma odlot z Londynu. Wraca do rodzinnego miasta.

- Co? – wyszeptał Zayn, chwytając przedramię Harry’ego. Liam widział, że był bliski płaczu. – Ale jak to? Dlaczego?

- Nie wierzę, że jeszcze pytasz. – Liam westchnął. – Pobawiłeś się nim, a kiedy ci się znudziło, tak po prostu go zostawiłeś. To nie było fair, Zayn. Nie nienawidzę cię za rozwalenie naszego związku, chociaż powinien. Cóż, nie jestem taki. Ale za to, że skrzywdziłeś go, mam ochotę ukręcić ci kark – wysyczał, marszcząc brwi.

To, że nie byli już razem i postanowili się rozejść w pokojowym nastroju, nie oznaczało, że przestaną się przyjaźnić. Oboje znaczyli dla siebie dużo i wiedzieli, że jako przyjaciele będą sobie potrzebni. Chociaż czasem pojawią się bolesne wspomnienia, to pojawią się także te dobre. A kto wie, może kiedyś udałoby im się wrócić do siebie?

Liam jednak nie odbiegał tak daleko w przyszłość. Nie liczył na to, że będzie ponownie z Niallem w związku. Po prostu chciał nadal być jego przyjacielem, a z miłości kiedyś się wyleczy. Taką miał nadzieję.

- Miałem nadzieję, że nie powie ci o niczym i będzie żył z tobą normalnie… Harry wszystko spieprzył – dodał, patrząc gniewnie na przyjaciela.

- Niczego nie spieprzył. Pozwolił mi oswoić się z sytuacją. A Niall sam przyznał się, że… no. – Liam spojrzał gdzieś w bok, nie chcąc utrzymywać dłużej kontaktu wzrokowego z żadnym z nich. – Wróci tu tylko na egzaminy. Powiedział, że nie miałby siły patrzeć na ciebie na szkolnych korytarzach.

Zapadła pomiędzy nimi cisza, którą żaden nie chciał przerywać. Harry przyglądał się wszystkiemu, obawiając się, że już wszystko jest stracone. Zaś Liam i Zayn nie myśleli o nikim innym, jak o Niallu. Żaden z nich nie potrafił poradzić sobie z zaistniałą sytuacją. Chcieli tylko szczęścia dla blondyna, a wyszło na to, że cierpieli wszyscy trzej.

*

- Cześć, Tommo! – Roześmiany Zayn poklepał przyjaciela po ramieniu, uśmiechając się do Eleanor, która przytulała się do Louisa. Na sobotnim spotkaniu oboje oświadczyli, że są zaręczeni. Wszystkich zaskoczyła ta decyzja, ale każdy widział, że kochali się i byli szczęśliwi. Nic więc nie stało im na przeszkodzie. – Jesteście tacy słodcy. Aż porzygać się można.

- Zayn! – Louis szturchnął przyjaciela łokciem w brzuch, na co ten wydał z siebie zduszony jęk. – Idź lepiej pomęcz Harry’ego i Cher, a nas zostaw w spokoju.

- Wiesz? Lepiej nie. Jeszcze źle napiszę egzaminy i wyleją mnie. Nie chciałbyś tego, co?

Louis odciął się jakąś ripostą, ale słowa przyjaciela nie dotarły już do uszu Zayna. W tym samym momencie doszedł osobę, na którą czekał parę tygodni, nie mając od niej żadnego znaku życia. I w mgnieniu oka farbowana czupryna Nialla zniknęła gdzieś w tłumie. Zayn bez zastanowienia pobiegł w tamtym kierunku, ignorując wołania przyjaciela. Pech chciał, że Niall jak szybko się pojawił, tak szybko zniknął.

Dopiero po egzaminie, kiedy Zayn czekał na Harry’ego i Louisa, dostrzegł Nialla, wychodzącego z budynku szkoły. Zmienił się. Zayn dopiero teraz to dostrzegł. Wychudł, wyglądał na przygnębionego i chociaż się uśmiechał na ustach, jego oczy ukazywały cierpienie, które niemal zwiększyło się, kiedy ich spojrzenia się skrzyżowały.

- Możemy pogadać? – zapytał Zayn. Starał się przybrać minę, pod której wpływem Niall ulegnie. Nie udało mu się to, gdyż Niall bez słowa wyminął go, nie obdarzając nawet pogardliwym spojrzeniem. Zayn w ostatniej chwili chwycił go za nadgarstek, przyciągając ku sobie. – Porozmawiasz ze mną? Proszę cię…

- Czego ty jeszcze chcesz ode mnie? – zapytał Niall, patrząc na krawat Zayna, byleby nie spojrzeć mu w oczy. – Ostatnim razem dostatecznie dałeś mi do wiadomości, że nic dla ciebie nie znaczę. Co, teraz może mi powiesz, że chciałbyś przepieprzyć się ostatni raz?

- Zależy mi, Niall – odpowiedział Zayn, ignorując bolesne słowa, jakie wypowiadał chłopak.

Niall w końcu spojrzał w jego oczy, próbując doszukać się w nich kłamstwa. Nie potrafił tak po prostu uwierzyć, że Zayn go kochał. To nie mogła być prawda. W Irlandii wiele myślał nad swoim życiem i obiecał sobie, ze już nigdy nie da się podejść tak, jak na to pozwolił Zaynowi.

- Odpuść już sobie. Nie wierzę ci.

- Naprawdę cię kocham, Niall, zrozum to – powiedział rozpaczliwie mulat, ujmując dłoń Nialla.

Teraz nie przejmował się tym, że wszyscy wokoło patrzą na nich. Nie liczyli się inni. Niall wrócił i to była ostatnia okazja, żeby spróbować wszystko naprawić.

- Przestań kłamać. – Niall prychnął, wyrywając swoją dłoń.

- Jak mam ci to udowodnić?

- Niczego nie musisz mi udowadniać. Wiem swoje… nie oszukasz mnie wię… - urwał, czując napierające usta na swoich wargach.

Niall spodziewałby się wszystkiego. Jednak nie tego, że Zayn zbierze się na taką odwagę, aby pocałować jego – Nialla Horana, homoseksualistę, któremu tak uprzykrzał życie przez ostatnie miesiące. Ale Irlandczyk nie potrafił walczyć długo ze sobą. Choć jak bardzo się oszukiwał, nie potrafił wymazać ze wspomnień tych chwil, które spędził z Zaynem na obozie. Zakochał się w nim po uszy i cierpiał, nie widząc go przez ostatnie tygodnie. Dlatego teraz bez żadnego oporu oddał pocałunek.

- Teraz mi wierzysz? – zapytał Zayn, kiedy przerwał pocałunek. Oparł czoło o czoło Nialla, patrząc w jego błękitne tęczówki .

- Znów chcesz mnie wykorzystać? – jęknął Niall, gwałtownie się odsuwając. – To, że mnie pocałowałeś jeszcze niczego nie oznacza. Mam nadzieję, że to było nasze ostatnie spotkanie.

Niall odwrócił się napięcie, odchodząc. Tylko on wiedział, jak wiele go to kosztowało. Resztkami sił powstrzymał się, aby nie rzucić się w objęcia Zayna i szeptać, że on wciąż go kocha i że zależy mu na nim jak na nikim innym. Ale było już za późno.

Zayn patrzył na plecy oddalającego się chłopaka, czując coraz większe rozdarcie. Nie mógł go teraz stracić. Nie po tym wszystkim. Niewiele myśląc nabrał głęboko do płuc powietrza, krzycząc tak, aby usłyszał go Niall:

- Kocham cię!

Wtedy stało się coś dziwnego. Niall nagle zatrzymał się, a wszyscy wokoło obejrzeli się na nich. Zayn ignorował szepty, wśród których przewijało się jego imię. Liczyło się to, że Niall zatrzymał się. To musiał być dobry znak.

- Kocham cię, Niall! Nigdy nikomu nie powiedziałem tego, jesteś pierwszą osobą – ciągnął, wciąż patrząc w plecy chłopaka, który nie odwrócił się, tylko spuścił głowę. – Nigdy nikomu tego nie mówiłem, bo nigdy nikogo tak naprawdę nie kochałem. Bo nigdy nie byłem zakochany. Bo nigdy nie spotkałem na swojej drodze kogoś takiego jak ty, Niall. – Zrobił kilka kroków w przód, zatrzymując się niecałe dwa metry od Nialla. – Chciałem twojego dobra. Chciałem, żebyś wrócił do Liama i o niczym nie mówił mu, tylko dalej był szczęśliwy. Ale teraz wiem, że ty byś tak nie potrafił. Chrzanić Harry’ego, który zawsze dużo gada. – W tym momencie posłał krótkie spojrzenie swojemu przyjacielowi, który posłał mu całusa w powietrzu. Zayn zaśmiał się, co sprawiło, że Niall obejrzał się przez ramię z nieodgadnionym wyrazem twarzy. – Naprawdę cię kocham, Niall i wiedz, że jeśli teraz odejdziesz, odejdę i ja. Polecę za tobą nawet do Irlandii, będę sterczał pod twoim domem i czekał, aż mi wybaczysz – wymieniał, robiąc kolejne kroki, aby zmniejszyć dystans pomiędzy nimi. – Nawet, gdybym miał tam umrzeć z wycieńczenia organizmu, to wiedziałbym, ze było warto, bo walczyłem do samego końca.

- Głupi jesteś – rzucił Niall, prychając pod nosem.

- Wiem, bo o mało cię nie straciłem. – Zayn objął Nialla w talii, przyciągając go ku sobie. – I naprawdę nigdy nie wybaczyłbym sobie, gdyby to miało zdarzyć się drugi raz. Bo cię kocham.

- Ja ciebie jeszcze bardziej – wyszeptał Niall, powodując uśmiech na twarzach ich obojgu.

Nachylił się bardziej, aby móc pocałować Zayna, a kiedy w końcu ich usta się złączyły, oboje usłyszeli ciche pomruki wyrażające obrzydzenie i zdziwienie zarazem. Ale nie przejmowali się nimi. Najważniejsze było to, że w końcu wyjaśnili nieporozumienia i mogli zacząć wszystko od nowa, razem.





Tym rozdziałem kończy się nasza przygoda z Ziallem. :3 Myślę, że żadnych niedopowiedzeń nie zostawiłam, a nawet jeśli - wysilicie się tyle i sami dopowiecie sobie to, czego nie napisałam. Chciałybyśmy z Sabiną OGROMNIE podziękować, że jednak znalazło się jakieś skromne grono osób, które jednak zdecydowały się zagłębić w czytanie TTR. Strasznie nam miło, bo jednak wiem, jak ogromna ilość uwielbiała Larry'ego, a w ten bromance nie chciała się zagłębiać. Tak czy owak - będę z tym nudna, ale trudno - całe dziewięć rozdziałów nie prosiłam o komentarze, bo czytaliście dla własnej przyjemności. Teraz jednak znów chciałybyśmy obie prosić, żebyście jakiś tam ślad zostawili po sobie, jeśli przeczytaliście TTR - nawet jeśli ktoś miałby zjechać całość z góry na dół - także prosimy. :) Dziękujemy z góry. <3

Na sam koniec: Nie zostawiamy Was wraz z końcem TTR. Za niedługo - jak uda mi się skończyć drugą połowę shota - zobaczycie kontynuację Niama. A zaraz po nim możecie spodziewać się kolejnego opowiadania z pairingiem Larry'ego - do czego będziecie mogli przeczytać krótki opis w zakładce rozdziały, ale o tym napiszę dopiero przy Niamie (nie przetrzymamy Was kilku tygodni tym razem, nie martwcie się).

No i jeszcze raz dziękujemy wszystkim, którzy czytają i ciągle są z nami. Kochamy Was. *-*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz