Byłem tego dnia rozkojarzony. Wszystko, czego się dotknąłem, potrafiłem zwyczajnie zepsuć. Przykład? Mama poprosiła mnie, abym pomógł nakryć jej do stołu. Szedłem ostrożnie i bardzo uważałem na talerze z unikatowej średniowiecznej porcelany, które rodzicielka miała w pamiątce po swoich przodkach. Przeżyły wiele lat i naprawdę dziwnym było, że nadal się trzymały. A ja, będąc na tyle zamyślonym, postawiłem je na skraju stołu, a później niefortunnie zahaczyłem o obrus i pociągnąłem wszystko na ziemię. Sekundę po tym, jak po całej jadalni rozniósł się dźwięk tłuczonej porcelany, mama ze łzami w oczach przyszła z kuchni, zakrywając dłońmi otwarte usta. Przepraszałem, ile tylko mogłem. Byłem przerażony tym, jak ojciec może nakrzyczeć na mnie po powrocie z firmy. Mama nie wszczęła awantury. Zamiast tego przytuliła mnie i powiedziała, abym jechał po prezent dla Danielle, a ona posprząta cały bałagan. Zaś obiad odgrzeje wieczorem, jak tata wróci.
Jechałem właśnie ulicami Liverpoolu. A raczej stałem w korku od dobrych dwudziestu minut i patrzyłem na sznur samochodów przede mną. Zastanawiałem się, co mogę kupić mojej dziewczynie na jej siedemnaste urodziny. Prychnąłem pod nosem, zatrzymując wzrok na dużej reklamie perfum, które wprost miały oczarować każdą kobietę. Może to kupię Danielle? Perfumy? Ale jaki ona zapach lubi…?
Westchnąłem zmęczony. Czułem niechęć do własnego życia. Mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają. I… ja to mogę potwierdzić z ręką na sercu. Co z tego, że mój dom wygląda jak rezydencja marzeń każdego nastoletniego dzieciaka? Co z tego, że jeżdżę najnowszym czerwonym ferrari, sprowadzonym specjalnie z włoskiego salonu? Co z tego, że mam zapewnione życie w dostatku do końca swoich dni? I na koniec, co z tego, że mam dziewczynę, skoro nie czuję do niej nic więcej niż przyjaźń?
Danielle jest naprawdę wspaniałą dziewczyną. Jest bardzo młoda, ale wie, co chce robić w życiu. Bardzo dobrze tańczy, a jej dumny tata robi wszystko, aby jego ukochana córcia rozwijała się w tym kierunku. Dwa lata temu załatwił jej lekcje w najlepszej nowojorskiej szkole tańca, na cały czas trwania wakacji. Zaś rok temu poleciała do Los Angeles i tam rozwijała swoją pasję. Tata Danielle ma bardzo dużo kontaktów i załatwił jej niedawno udział w teledysku. Pierwszej osobie, której o tym powiedziała, byłem ja. Ona… naprawdę mnie kochała. I czułem coraz większe wyrzuty sumienia, że nie mogę zapewnić jej tego samego uczucia.
A dlaczego po prostu z nią nie zerwę? To nadzwyczaj proste. Firma „Step In The Future”, której właścicielem do niedawna był mój ojciec, zaczęła splajtować. Tata chwytał się każdej deski ratunku. Był gotów nawet odsprzedać firmę konkurencji, która wygryzła go na rynku. Jednak wtedy pojawił się na jego drodze pan Peazer. On także nie cierpiał na brak gotówki i przedstawił tacie pomysł, jak mogą wspólnie przebić konkurencję i znów stanąć na nogi. Musiał tylko odsprzedać pięćdziesiąt jeden procent udziałów w firmie. Zgodził się i do teraz tego nie żałuje. Okazało się, że pan Peazer miał genialny pomysł na podbicie rynku. A mój tata zwyczajnie zaprzyjaźnił się z nim.
A ja niemal zostałem zmuszony, żeby być chłopakiem Danielle.
Wysiadłem przed galerią handlową należącą do mojego taty i od razu skierowałem się na piętro, gdzie znajdował się sklep z damskimi perfumami. Długo wąchałem przeróżne fiolki i za każdym razem uważałem, że dany zapach jest nieodpowiedni. A to był zbyt mdły, a to był zbyt mocny, albo zbyt duszący… Znalazłem jakieś delikatne, ale one wydawały się nie różnić niczym pomiędzy sobą, dlatego zrezygnowałem z takiego zakupu.
Wyszedłem w pośpiechu ze sklepu, wpadając wprost na przypadkową osobę. Kiedy uniosłem głowę w celu przeproszenia, dostrzegłem, że chłopak, który wszedł mi pod nogi trzymał w ręku frytki z keczupem. Cała zawartość pomidorowego sosu znajdowała się teraz na bluzce blondyna, który z rozbawieniem przyglądał mi się.
- Przepraszam, nie zauważyłem cię. Zaraz możemy pójść do któregokolwiek sklepu, wybierzesz sobie bluzkę, zapłacę ci za nią i… - urwałem, kiedy zauważyłem, że chłopak ani na chwilę nie przestawał się śmiać. – Brałeś coś?
- Nie, nie! – zawołał pospiesznie, wymachując przy tym rękoma, co sprawiło, że parę frytek wylądowało na podłodze. – Po prostu chwilę temu, kiedy kupowałem z kumplem frytki, ostrzegł mnie, żebym uważał, bo jeszcze ktoś na mnie wpadnie i będę cały ubrudzony. On naprawdę miał rację! – Przyznał, nie przestając cicho chichotać.
- Chodź do sklepu, nie będziesz chodził w takiej brudnej bluzce po całym mieście.
Spojrzałem na blondyna w wyczekiwaniu. Ciągle roześmiana buzia chłopaka sprawiła, że sam uśmiechnąłem się mimowolnie. Dopiero teraz zorientowałem się, że akcent nieznajomego był inny. Bardziej zachodni, co mnie zaintrygowało. A chłopak sam w sobie wydawał się być bardzo pozytywną i przyjacielską osobą, którą zapragnąłem poznać. Choć cieszyłbym się, gdyby to on wyszedł z taką inicjatywą, bo jestem troszkę nieśmiały, jeśli chodzi o rozmowy z obcymi.
- Jak zawieziesz mnie do domu i oszczędzisz pokazywania ludziom w ubrudzonej koszulce, będziemy kwita – powiedział w końcu, biorąc do ust trochę frytek.
- Jeśli pomożesz mi znaleźć prezent dla dziewczyny, to umowa stoi.
Blondyn westchnął zmęczonym tonem, patrząc gdzieś za mnie. Na jego twarzy na krótką chwilę pojawiła się niepewność, zaraz potem niechęć. Spojrzał na koszulkę, wzdychając głośno. Miałem nadzieję, że naprawdę się zgodzi.
- Naprawdę nie chcę wracać przez miasto upaćkany keczupem, a do domu mam spory kawałek na piechotę… także zgoda. – Powiedział ciężkim tonem, jakby właśnie wyjawił mi swój największy sekret, który ciążył na jego sumieniu. – Tak w ogóle jestem Niall Horan, ale znajomi lubią nazywać mnie Nialler.
Roześmiałem się, ściskając dłoń, którą wyciągał do mnie.
- Ja jestem Liam Payne, ale moi znajomi po prostu lubią nazywać mnie Liam – odparłem, powodując u blondyna jeszcze większy śmiech.
*
- Nie wierzę! – Oszołomiony głos Nialla i wytrzeszczone oczy sprawiły, że na krótką chwilę pożałowałem, że w ogóle zacząłem cokolwiek mówić.
Już na parkingu przed galerią handlową widziałem, że patrzył na moje ferrari z niedowierzaniem. Na początku myślał, że po prostu żartuję sobie, a auto nie jest moje. Wsiadał do niego, jakby bał się, że coś popsuje i nie mógł wyjść z zachwytu nad pojazdem. Przyznał mi, że moje poczucie humoru i osobowość nieco zbiły go z tropu i nigdy nie przypuszczałby, że kiedykolwiek polubi bogatego dzieciaka.
Okazało się, że chłopak mieszkał niecałe piętnaście kilometrów od galerii. Zacząłem go wypytywać o to, skąd jest i dowiedziałem się, że od pół roku mieszka u ciotki i pracuje na hurtowni. Nie skarżył się na pracę, wręcz wydawał się promienieć szczęściem. Kolejny dowód, że pieniądze szczęścia nie dają.
Kiedy nadeszła kolej na mnie, opowiedziałem mu o tym, że ten Geoff Payne, którego zna większość ważnych osób w Liverpoolu, to mój tata. Myślał najpierw, że żartuję, ale kiedy zapytałem go, skąd mogę mieć samochód, umilkł. Zrozumiał, że naprawdę nie kłamię. Bo niby po co miałbym? Naprawdę chciałem zaprzyjaźnić się z Niallem.
- Masz tyle kasy, masz TAKI samochodzik, chodzisz z Danielle Peazer… i ty jeszcze narzekasz? Przecież każdy ją zna dzięki teledyskowi i uwierz mi, niejeden mój znajomy z sąsiedztwa oddałby życie, żeby być jej chłopakiem – zapewnił, uważniej wyglądając przez szybę.
Wyjechaliśmy z miasta chwilę temu i Niall wskazywał mi kierunek, w którym miałem jechać. Na ułamek sekundy spojrzałem na jego profil, żałując, że chłopak jednak okazał się być taki, jak wszyscy. Czyli taki, że liczyła się dla niego tylko kasa. Chociaż nie wiem, czy mogłem wyciągać pochopne wnioski. Cóż, pewnie każdy by tak zareagował, gdyby dowiedział się, że wolałbym być nastolatkiem, który razem z rodzicami mieszka w małym domku na wsi, albo w bloku.
- Dla mnie kasa to nie wszystko.
Przykułem jego uwagę. Czułem, jak obserwuje mnie uważnie i nie ukrywam, że zarumieniłem się pod wpływem tego spojrzenia. Jednak nie na tyle, żeby Niall to dostrzegł. W innym wypadku na pewno skomentowałby to jakoś.
- Tak tylko mówisz.
- Co? – Zmarszczyłem brwi, kiedy dotarły do mnie jego słowa. – Nie. Jestem z tobą całkowicie szczery. Po co miałbym kłamać?
- Miastowym, bogatym dzieciakom nie należy nigdy ufać… - mruknął Niall. Odchylił się do tyłu, opierając wygodnie i skrzyżował dłonie na torsie. – Tak mama zawsze powtarzała.
- Mam ci to udowodnić? – Zerknąłem na niego, przytaknął. – Jak?
- Mam jechać do wujka w tą sobotę. Wiesz… rozwiódł się z siostrą mamy, ale mimo to uwielbiam go i z chęcią przyjąłem jego zaproszenie. Będę tam tylko przez weekend, ale nie chcę się sam nudzić… dlatego jeśli chcesz, pojedź ze mną. Chyba że… boisz się spać pod gołym niebem na odludziu – dodał, uśmiechając się podstępnie.
Prychnąłem pod nosem na jego pomysł. Ja miałbym się bać? Ja? Chyba do reszty zwariował. To dla mnie nic strasznego, jednak przecież Niall był dla mnie obcą osobą. Jak mogłem mu tak po prostu zaufać?
*
Noc była nadzwyczaj ciepła, jak na koniec czerwca. Na niebie świecił księżyc, a wokoło migało pełno maluteńkich gwiazdek. Siedziałem tuż przy brzegu morza, który z każdym przypływem lekko moczył moje bose stopy.
Obejrzałem się za siebie, dostrzegając Nialla, który szukał czegoś w wiklinowym koszyku, do którego wujek blondyna dał nam trochę pożywienia. Dopiero w trakcie jazdy dostrzegłem, jak ten chłopak potrafi dużo jeść. Niemal ciągle coś przegryzał. Połowę drogi siedziałem za kierownicą, dlatego miał stały dostęp do tego, co zabrał ze sobą. Ale kiedy zamieniliśmy się miejscami, ograniczył jedzenie do picia napojów energetyzujących.
- Wciąż nie wierzę, że zgodziłeś się przyjechać. – Odwróciłem się, napotykając ciemną postać zmierzającą ku mnie. Dopiero gdy był niecałe parenaście metrów ode mnie, mogłem dostrzec jego uśmiechniętą twarz. – W innym wypadku nie poszedłbym spać na plażę.
- Skąd w ogóle taki pomysł? – zapytałem, nie ukrywając zdziwienia.
- W takim jednym filmie ostatnio widziałem i pomyślałem, że fajnie by było przeżyć coś takiego na własnej skórze – odparł, przysiadając się tuż obok mnie. – Nie bój się, nie zmarzniesz. Zabrałem dwa ciepłe koce, gdyby było bardzo zimno w nocy i śpiwory, także nie powinniśmy się przeziębić ani nic.
Spojrzał w stronę morza, biorąc do garści piasek. Przez dłuższą chwilę rozmyślałem o swoim nowym przyjacielu. Może znaliśmy się raptem kilka dni, ale już czułem, że wiele nas łączy. Przy nim mogłem choć na chwilę zapomnieć o rzeczywistości, w której żyję. Przy nim nie musiałem udawać dobrego synalka tatusia, który za parę lat odziedziczy po nim interes.
- Hej, co ty na to, żeby zagrać w prawdę lub wyzwanie? – zapytał w pewnym momencie Niall, patrząc na mnie z uśmiechem. Miałem wrażenie, że ten zabawny grymas nigdy nie opuszcza jego cudownych ust.
- Jasne. Zaczynaj – kiwnąłem głową. – Wybieram prawdę.
- Zastanawiałeś się kiedyś, czy nie jesteś innej orientacji, niż heteroseksualna? – zapytał, powodując, że zakrztusiłem się powietrzem. Cieszyłem się, że nie był dzień i nie zobaczył moich wielkich rumieńców na policzkach. – Przepraszam za bezpośredniość, ale gdy zobaczyłem cię po raz pierwszy w tej zaczesanej na bok grzywce, wyglądałeś trochę jak gej, ale jak potem powiedziałeś, że masz dziewczynę, to szybko wyrzuciłem z głowy tę myśl. Ale potem znów dowiedziałem się, że ty nic do niej…
- Hej, hej, nie tłumacz się – wtrąciłem, śmiejąc się cicho pod nosem.
Może rzeczywiście moja fryzura mogła go zmylić. Naturalne włosy mam trochę kręcone, ale tego dnia akurat wyprostowałem i zaczesałem na jedną stronę. Później poszedłem do fryzjera, a jak mam krótkie, to nie kręcą się aż tak bardzo.
- Raczej jestem hetero. Nigdy nie próbowałem niczego z chłopakami, nawet nad tym nie myślałem – odparłem zgodnie z prawdą, już obmyślając, jakie pytanie mogę zadać Niallowi.
- A gdybyś miał okazję, to spróbowałbyś? – zapytał momentalnie.
Uniosłem głowę, spoglądając na niego. Lewy kącik jego ust ciągle był uniesiony do góry, odsłaniając odrobinę zębów. Zmierzwione włosy blondyna wydawały się być teraz jeszcze bardziej potargane, co tylko dodawało mu uroku. Spojrzałem w kierunku morza, aby nie patrzeć ciągle na chłopaka.
- Teraz moja kolej – zauważyłem.
- Okay, okay. W takim razie wybieram… wyzwanie.
Milczałem jeszcze dłuższą chwilę po jego wyborze. Raczej nie przychodziło mi nic do głowy, co chłopak mógłby zrobić na plaży. Zerknąłem w jego kierunku, znów bawił się piaskiem. Brał go do ręki, zaciskał w pięści i wysypywał spomiędzy palców.
- Pocałuj mnie – powiedziałem pewnie.
Nigdy nie miałem nic do czynienia z chłopakami. Nigdy nawet nie myślałem o pocałunku z nimi. Ale wtedy pomyślałem, że nic złego mi się nie stanie. W końcu przez pocałunek nie zarażę się żadną chorobą, a ciekawiło mnie, czy to smakuje tak samo, jak całusy z dziewczyną.
Niall bez wahania nachylił się nieco w moją stronę. Obserwowałem jego oczy naprzemiennie, czując, jak mój oddech znacznie przyspiesza. Zatopiłem dłonie w piasku, podpierając się, abym nie opadł na plecy zaraz po tym, jak chłopak złączy nasze usta w pocałunku. Kiedy Niall był na tyle blisko, że czułem jego ciepły oddech na policzkach, przymknąłem powieki, kompletnie poddając się działaniom blondyna. Ułożył powoli dłoń na moim karku, kciukiem gładząc mnie po żuchwie. Uniósł lekko moją głowę. Poczułem wilgotne wargi Nialla na swoich, a po moim ciele przeszło stado dreszczy. Oddałem pocałunek, nie mogąc powstrzymać się od wtargnięcia językiem do ust blondyna. Poczułem, jak się uśmiecha, a jego dłoń wędruje z mojego karku na plecy, zatrzymując się pomiędzy łopatkami. Przyciągnął mnie ku sobie. Bez wahania naparłem na niego, powodując, że chłopak położył się na piasku. Usiadłem na nim okrakiem, nie mogąc zaprzestać całowaniu jego pełnych warg. Zaraz jednak zdałem sobie sprawę, że posuwam się za daleko, dlatego wróciłem na swoje miejsce, uśmiechając nieśmiało.
- To było miłe – skomentowałem, oblizując wargi.
Pozwoliłem sobie ułożyć głowę na wyprostowanych udach Nialla i wpatrywać się w niebo. Nadal zadawaliśmy sobie pytania, które pozwoliły nam się lepiej poznać. Dowiedziałem się, że Niall mieszka w Irlandii, dwa tygodnie przed przylotem do Wielkiej Brytanii rozstał się z dziewczyną, miał problemy z policją przez jedną bójkę, w której uczestniczył, a potem jeszcze za drobną kradzież z paroma znajomymi. Och, i co najważniejsze, podobają mu się dziewczyny i chłopcy. Gdy mi o tym powiedział, pomyślałem, że prawie na pewno nie będzie miał nic przeciwko całowaniu mnie. Muszę przyznać, że naprawdę to potrafił, a ja pragnąłem więcej i więcej.
*
Siedziałem na tarasie przed rezydencją, rozmawiając z Niallem przez telefon. Nie widziałem go raptem trzy dni, a już tęskniłem za jego dotykiem, pocałunkami i wszelkimi innymi pieszczotami, jakimi mnie obdarzał. Brakowało mi jego zapachu, jego niedźwiedziego uścisku, a nawet noszenia na rękach. Zabawne, nigdy nie pomyślałbym, że jakiś inny chłopak będzie w stanie nosić mnie na rękach. A dodatkowo, że ogromnie mi się to spodoba. Czułem się wtedy, jakbym należał tylko do niego i mógł w jego ramionach skryć się przed całym otaczającym nas światem.
- Kiedy się spotkamy? – zapytałem tęsknym głosem, opierając łokcie na drewnianej barierce, zapobiegającej upadkowi z tarasu. – Tęsknię.
- Ja jeszcze bardziej – wyszeptał do słuchawki.
- Kocham cię – powiedziałem i w tym momencie usłyszałem, jak ktoś wychodzi na taras. Przestraszony obejrzałem się, dostrzegając mamę. – Muszę kończyć, pa.
Stanąłem oko w oko z rodzicielką, na której twarzy nie było widać żadnych emocji. Czułem, jak dłonie zaczynają mi się pocić, a na pliczki wpływają rumieńce. Przyłapała mnie na gorącym uczynku. Byłem niemal pewien, że słyszała moje wyznanie i wiedziałem, że zdawała sobie sprawę, że moje słowa nie są kierowane bezpośrednio do Danielle. Wróciłem z jej urodzin dwadzieścia minut temu i przy okazji zabrałem papiery dla taty, który dzisiaj nie pracował w firmie.
- Synku?
- To nie tak, jak myślisz mamo…
- To był ten chłopiec, którego poznałeś parę tygodni temu, prawda?
Zamknąłem szybko usta, nie wiedząc, co powiedzieć. Prawdę? Westchnąłem, odwracając wzrok w przeciwną stronę. Wolałem już milczeć niż powiedzieć coś, czego mógłbym potem żałować.
- Jesteś gejem, synku?
- NIE! – zaprzeczyłem gwałtownie, co wystraszyło mamę. Cofnęła się o krok do tyłu. – Nie jestem – dodałem już spokojniej. – Nadal pociągają mnie dziewczyny, ale w Niallu jest coś… co sprawia, że czuję się szczęśliwy. Zapominam o troskach i mogę po prostu być sobą.
- Jak można czuć się szczęśliwym przy drugim mężczyźnie? – usłyszałem groźny głos ojca, który właśnie wyszedł na taras.
Moje wnętrzności automatycznie wywróciły się do góry nogami. Na krótką chwilę zapomniałem, do czego służy moje ciało, a nozdrza nie potrafiły pobrać ani odrobinki tlenu. Strach, który mnie ogarnął, sprawił, że cofnąłem się do tyłu, mocno napierając na balustradę. Patrzyłem z przerażeniem w ociekające złością oczy ojca, który powoli zaczął zbliżać się do mnie.
- To prawda, że jesteś tym… - Zacisnął usta w wąską linię. Przełknął nerwowo ślinę, zatrzymując się przede mną. – Jeszcze mi powiedz, że razem pieprzycie się! – krzyknął rozwścieczony.
Złapał mnie mocno za nadgarstek, szarpiąc moim ciałem. Niechcący rękaw bluzy podwinął mi się, odsłaniając skromny tatuaż z henny, który zrobił mi na pamiątkę Niall. Kocham na zawszę miało mi przypominać jeszcze przez następne kilkadziesiąt dni o naszym wspólnym wypadzie do wujka mojego przyjaciela. Tato odsunął bardziej rękaw, a jego twarz momentalnie poczerwieniała ze złości.
- Geoff, nie działaj pochopnie – szepnęła mama, ale to były tak cicho wypowiedziane słowa, że nawet ja sam nie byłem pewien, czy zostały wypowiedziane na głos.
Kolejne minuty mojego życia zamieniły się w piekło. Tato nie dość, że nakrzyczał na mnie, to jeszcze szarpał mną do tego stopnia, iż traciłem czucie w dłoni. Kiedy prosiłem, aby mnie puścił, ten chwycił mnie za ramię, zaciskając na nim mocno palce i wysyczał z zaciśniętymi zębami, że mam skończyć tę chorą znajomość, bo wtedy „inaczej porozmawiamy”. Gdy tylko poluzował ucisk, uciekłem do swojego pokoju, przekręcając kluczyk w drzwiach.
Cały drżący ze strachu upadłem na kolana przed szafą otwartą na oścież. Wygrzebałem z dna mebla dużą torbę podróżną, pakując do niej same najpotrzebniejsze rzeczy. Nie zapomniałem kart bankowych, gdzie tata co miesiąc wpłacał mi po pięć tysięcy kieszonkowego na moje drobne zachcianki, a także, abym miał zabezpieczenie na przyszłość. Było ponad osiemset tysięcy i miałem szczerą nadzieję, że tata nie wpadł na pomysł zablokowania mi dostępu do kart. Wyszedłem na balkon, oceniając, że po skoku na trawnik mogę połamać nogi. Dlatego zawiązałem jeden koniec prześcieradła przy barierce, upewniając się, że węzeł jest mocny. Potem szybko zsunąłem się w dół, lądując na czworaka tuż obok czarnej torby. Chwyciłem ją szybko, uciekając w stronę garażu, skąd wyjechałem moim czerwonym ferrari i wciąż roztrzęsiony opuściłem posiadłość rezydencji. Musiałem stąd uciec. Wtedy nie widziałem innego wyjścia. Wybierając dom, pieniądze, rozgłos, albo Nialla, bez wahania wybrałbym jego.
*
Nacisnąłem na dzwonek mieszkania Nialla. Z mocno bijącym sercem czekałem, aż ktoś otworzy. Chociaż w domu było ciemno i sądziłem, że będę musiał poczekać do rana, to jednak po paru minutach na korytarzu zapaliło się światło. Otworzyła mi starsza kobieta, odrobinę podobna do mojego przyjaciela, a zaraz za nią stał chłopak we własnej osobie.
- Liam? – zapytał z niedowierzaniem. Widział moje podpuchnięte od płaczu oczy. Skinął głową, dając mi tym samym jasny znak, że mogę wejść do mieszkania i zwyczajnie wtulić się w jego ciało. Objął mnie mocno, kołysząc lekko na boki. – Co ty tu robisz o tej porze, wariacie?
- Ojciec dowiedział się, nie mogłem tam zostać. Kazał mi zerwać z tobą wszystkie kontakty, a tego nie potrafiłbym zrobić.
Pocałował mnie w czubek głowy. Chwilę potem zorientowałem się, że jesteśmy w małym korytarzyku sami. Niepostrzeżenie ciotka Nialla opuściła pomieszczenie, nie chcąc mieszać się w nasze sprawy. Chłopak pociągnął mnie do swojego pokoju. Rozebrałem się do bielizny, kładąc obok Nialla. Objął mnie ramieniem, pozwalając ponownie wtulić w jego ciało.
- Niall? – zapytałem nieśmiało, chcąc podzielić się moim pomysłem z przyjacielem, który przyszedł mi do głowy, kiedy opuszczałem mieszkanie.
Zdawałem sobie sprawę z tego, że tata łatwo nie popuści mi mojej ucieczki. A nie zamierzałem wracać do rezydencji, nawet, gdyby zagroził mi śmiercią. A to było możliwe. Danielle, gdy dowie się o tym, że uciekłem do jakiegoś chłopaka, pewnie rozpęta piekło, a jej ojciec może zaprzestać inwestowaniu w firmę ojca, lub całkowicie go jej pozbyć. I tak źle, i tak niedobrze.
- Mhm?
- Ucieknij ze mną z samego rana.
- Co? – zapytał, myśląc, że się przesłyszał. – Liam, czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, co mówisz?
- Ojciec na pewno zacznie mnie szukać. Mamy pieniądze na koncie, mamy samochód, mamy siebie… Uciekniemy gdzieś, rozpoczniemy własne życie, z dala od tego wszystkiego… Jak chcesz, możemy lecieć nawet do Irlandii, tylko proszę, nie zostawiaj mnie teraz…
- Przecież cię nie zostawię. – Przytulił mnie ciaśniej.
Nie odezwał się więcej ani słowem. Nie chciałem naciskać, miałem głęboką nadzieję, że blondyn zgodzi się. Może to było naprawdę głupie i pochopne działanie z naszej strony, szczególnie z mojej, ale w tamtej chwili nie widziałem innego wyjścia. Miałem dziewiętnaście lat, do tej pory nigdy nie buntowałem się przeciwko ojcu, ale praktycznie zawsze byłem przeciwko jego zdaniu. A to dlatego, że do tej pory nie spotkałem nikogo, komu mógłbym zaufać. Miałem „przyjaciół” – dzieci paru ważnych pracowników firmy taty. Ale co to byli za przyjaciele? Każdy miał inne poglądy, każdy był poukładany i… chciał się uważać za kogoś lepszego. A Niall? Nie znałem go latami, ale wiedziałem, że jest równie buntowniczy, co ja, że ma podobne pragnienia do moich. Naprawdę bardzo chciałem, żeby uciekł gdzieś ze mną.
*
Tego dnia słońce uporczywie grzało, a na niebie nie pojawiła się ani jedna chmurka. Zbliżało się południe, a ja właśnie wyjeżdżałem ze stacji benzynowej. Wjechałem na autostradę, włączając się w długi sznur samochodów, ciągnący się parę kilometrów przed nami. Posłałem Niallowi krótkie spojrzenie, uśmiechając łagodnie.
- Wiesz, że to głupie i szalone, co właśnie robimy? – zapytałem retorycznie.
Niall uśmiechnął się zadziornie. Odnalazł moją dłoń, którą swobodnie trzymałem na udzie. Chwycił ją, splatając nasze palce.
- Wiesz, że mama właśnie dlatego wysłała mnie do Wielkiej Brytanii? Myślała, że tu, na tej małej wsi pod Liverpoolem nie znajdę nikogo, z kim mógłbym wpędzić się w kłopoty.
- Sugerujesz coś?
- Nic a nic – odparł, nachylając się w moim kierunku. Pocałował mnie przeciągle, na koniec oblizując wargi. – Tylko to, że twój ojciec na pewno mnie zabije, jak nas znajdzie.
- Nie pozwolę mu na to.
- Gdzie my w ogóle jedziemy? – zapytał nagle, uchylając szybę. Wystawił głowę, mrucząc z niezadowoleniem pod nosem. – Chyba był jakiś wypadek. Jeśli w przeciągu godziny wyjedziemy z tego korku, to będzie dobrze.
- Zatrzymamy się na chwilę w Glasgow, potem ty wybierzesz, gdzie pojedziemy – odparłem. Uśmiechnął się do mnie, całując krótko w usta.
Wtedy nie myślałem o przyszłości. Zatrzymywaliśmy się jak najmniej na stacjach benzynowych, żeby tata trudniej mógł do mnie dotrzeć. Za dobrze go znałem, żeby nie mieć powodów do strachu. I nie o siebie bałem się tutaj najbardziej. Mama nigdy nie wybaczyłaby mu, gdyby cokolwiek mi zrobił. Chociaż wydawała się krucha, miała panowanie nad nim, a ja byłem jej oczkiem w głowie. Zanim wyrzuciłem starą kartę z numerem, napisałem jej wiadomość, żeby nie martwiła się o mnie, bo jestem bezpieczny.
Bo przecież tak długo, jak Niall będzie mnie kochał i będzie przy mnie, jestem bezpieczny.
- Jesteś pewien, że chcesz to zrobić? – zapytałem, zatrzymując wzrok na jego niebieskich tęczówkach. Wydawały się promienieć ze szczęścia i podekscytowania.
- Tak.
*
Minął równo rok, od kiedy uciekłem z domu razem z Niallem. Jutro był dwudziesty lipca, dzień urodzin mojej mamy. Zdawałem sobie sprawę, że zapewne już dawno pomyślała o tym, że nie żyję. Postanowiłem pójść zadzwonić z budki telefonicznej, aby złożyć jej życzenia i powiedzieć, że trzymam się, że nic mi nie jest.
Mieszkamy obecnie w Londynie u Zayna, znajomego Nialla. Dokładamy się do czynszu i może gnieździmy się z blondynem na małej kanapie w salonie, ale przynajmniej jesteśmy szczęśliwi. Zayn jest naprawdę sympatyczny i od razu zgodził się nas przyjąć pod swoje skrzydła. Jak to sam ujął, może gadać z kimś więcej, niż sam ze sobą przed lustrem zanim wyjdzie do szkoły. Był na trzecim roku studiów w kierunku prawa, także teraz, dzięki nam, zaoszczędził dość sporo, płacąc tylko jedną trzecią czynszu. I miał na swoje drobne wydatki.
Usłyszałem właśnie brzęk zamka, a po chwili ciche trzaśnięcie drzwiami, sygnalizujące, że wrócił któryś z moich współlokatorów. No tak, zapomniałbym, Niall znalazł sobie pracę w pobliskim spożywczaku i rozpakowuje towar. Zarabia, ile zarabia, resztę ja dokładam. Chociaż zaoferowałem się płacić za nas oboje, stanowczo odmówił. Z trzystu tysięcy, które wypłaciłem jeszcze w banku w Liverpoolu, została nam przynajmniej jedna czwarta całej sumy. Nie chciałem pobierać pieniędzy bezpośrednio z karty w miejscach, gdzie będę przebywał.
- Jest już Niall? – zapytał brunet, wchodząc do kuchni. Mruknąłem, zaprzeczając. Zayn nachylił się nad moim ramieniem, zerkając na to, co robię. – Mmmm, naleśniki. Nawet nie wiesz, jaki jestem głodny! – zawołał, siadając na małym parapecie obok kuchenki.
- Podejrzewam. Jak dzisiaj poszło? Dzieciaki dały ci wycisk?
Chłopak zaczął opowiadać, co tym razem wymyśliły bliźniaki pani Petterson, kobiety mieszkającej parę przecznic dalej. Zayn we wakacje zawsze dorabiał u niej, pilnując dzieci w weekendy. Była zadowolona z niego, gdyż brunet miał naprawdę dobre podejście do nich. Przekonałem się o tym na własne oczy. Raz przyprowadził małego Oliviera i Olly’ego, zabierając mnie na spacer.
Gdy skończyliśmy jeść przygotowane przeze mnie naleśniki, poprosiłem Zayna, żeby schował kolację dla Nialla, bo ja muszę na chwilę wyjść. Chłopak bez pytania o powód przytaknął, zabierając kubek herbaty do salonu, gdzie usiadł przed telewizorem. Ubrałem trampki, opuszczając mieszkanie. Szedłem pospiesznie ulicami Londynu, które znałem już na pamięć. Zastanawiałem się, co mógłbym powiedzieć mamie. I co najważniejsze… Miałem ogromną nadzieję, że teraz ojca nie będzie w mieszkaniu. Byłem pewien, że zrobi wszystko, by dotrzeć do mnie.
Nim się zorientowałem, stałem w budce telefonicznej i wsłuchiwałem się w ciche sygnały. Po czterech chciałem odłożyć słuchawkę, ale wtedy ktoś po drugiej stronie odebrał.
- Rezydencja państwa Payne, słucham? – Znajomy głos Stephanie, naszej gospodyni, która co sobotę przyjeżdżała sprzątać cały apartament, rozległ się po drugiej stronie.
Odetchnąłem z ulgą. Już otwierałem usta, aby powiedzieć, że chcę rozmawiać z mamą, ale wtedy przypomniałem sobie, że nikt poza mną, a rodzicielką miał nie wiedzieć o naszej rozmowie. Odchrząknąłem, zniżając ton swojego głosu.
- Jestem dalekim kuzynem Karen Payne. Mógłbym z nią rozmawiać?
- Oczywiście, już ją proszę.
Przyłożyłem słuchawkę do klatki piersiowej, oddychając z ulgą. Oparłem się o szklaną powierzchnię za plecami, krzyżując nogi w kostkach. Kiedy ponownie przystawiłem czarną słuchawkę do ucha, usłyszałem szmery i głos Stephanie.
- Tak?
Na sam dźwięk głosu mamy, moje serce ścisnęło się w klatce piersiowej. Spanikowałem, nie wiedziałem, co powiedzieć. Jednak ona chyba zorientowała się, że to ja, bo usłyszałem cichy szloch po drugiej stronie.
- Gdzie jesteś? – zapytała szeptem. Słyszałem strach w jej głosie.
- Od paru miesięcy mieszkamy w Londynie u kumpla Nialla – odparłem zgodnie z prawdą, odzyskując głos. - Mamo, tak strasznie cię przepraszam, że nie odezwałem się ani słowem. Bałem się, że tata będzie próbował mnie odnaleźć, dlatego zmieniłem numer i nie używam kart bankowych. Dzwonię, żeby życzyć ci wszystkiego najlepszego i przekazać, że nic mi nie jest i żebyś się nie martwiła.
- Myślałam, że ty nie… - urwała, nie mogąc powstrzymać łez.
Poczułem nagły przypływ wyrzutów sumienia. Co jak co, ale z nią mogłem się skontaktować wcześniej. Złapałem się wolną ręką za głowę, mierzwiąc do reszty włosy. Przez ostatni czas zapuściłem je trochę i teraz każde pasmo kręciło się w przeciwną stronę, powodując, że moja czupryna przybierała jeszcze większego nieładu.
- Jestem bezpieczny, naprawdę. Nie martw się, wszystko będzie dobrze… - Westchnąłem głęboko, wyglądając na ulicę. – Przepraszam mamo, muszę kończyć. Odezwę się niedługo.
*
Zbliżał się wieczór. Zayn nadal nie wracał, a ja i Niall powoli zaczynaliśmy martwić się o niego. Wstałem z kanapy, podchodząc do okna, gdzie stał mój przyjaciel. Brunet nie odbierał telefonu, a miał być w mieszkaniu dwie godziny temu. Rozumiałem strach blondyna.
Wtedy po pokoju rozległ się dźwięk połączenia przychodzącego do Nialla. Ledwo chłopak odebrał, a jego mina w mig przybrała jeszcze bardziej przerażający wyraz. Pobladł, bełkotając coś niewyraźnie. Nim się zorientowałem, chłopak chwycił w dłoń kluczyki do samochodu, rozłączył się i wrzucił niezdarnie telefon do kieszeni spodenek.
- Twój ojciec jakimś cudem jest w Londynie i właśnie jedzie do naszego mieszkania. Zayn wygadał się, bojąc, że coś mu zrobi – wydyszał, pociągając mnie za ramię. – Musimy uciekać, był strasznie wściekły.
Nie biorąc nic ze sobą, po prostu wybiegliśmy z mieszkania, zamykając je i zostawiając klucz pod wycieraczką. Niall wsiadł za kierownicę, odjeżdżając z piskiem sprzed kamienicy. Nie patrzyliśmy na to, gdzie jedziemy. Blondyn był równie przestraszony, co ja. Jednak bardziej trzeźwo myślał. Pomyślałem wtedy, że czuję się, jak w jakimś filmie akcji, gdzie dwójka przestępców ucieka przed policją. Zabawne, czyż nie? Nie powstrzymałem się przed cichym chichotem, czego nie przeoczył Nialler.
- Ciekawe, czy będzie ci do śmiechu, jak twój ojciec głupim fartem znajdzie nas – mruknął Niall.
Usiadłem bokiem na siedzeniu, opierając wygodnie głowę o oparcie. Było przed dwudziestą drugą i czułem się nieco śpiący. Przyjrzałem się twarzy blondyna. W skupieniu patrzył na drogę, co chwilę przenosząc wzrok na lusterko wsteczne. Sprawdzał, czy ktoś nas śledzi.
- Kocham cię – wyszeptałem, powodując, że na krótką chwilę spojrzał na mnie.
Sięgnął dłonią do mojego policzka, gładząc go lekko wierzchem palców. Uśmiechnąłem się, przymykając powieki. Nie wiem, jak długo spałem, ale kiedy ponownie otworzyłem oczy, byliśmy na autostradzie, gdzie praktycznie żaden samochód nie jechał. Byłem głodny i już miałem to powiedzieć na głos, kiedy zorientowałem się, że nie zabrałem ze sobą pieniędzy z mieszkania Zayna. Miałem tylko koło dwustu funtów i kartę bankową, której nie miałem zamiaru używać, szczególnie teraz.
- Zjedziesz na pobocze? – zapytałem. Od razu pożałowałem, że wypiłem kawę przed tą całą ucieczką, a potem nie zdążyłem skorzystać z toalety.
Kiedy wsiadłem z powrotem, dostrzegłem, że Niall był bardzo zmęczony. Poprosiłem go, aby przespał się, a ja w tym czasie poprowadzę. Zgodził się, chociaż widziałem, że wolał mnie odciążyć. Niedługo po tym, jak zasnął, dostrzegłem w lusterku wstecznym czarny samochód, który widziałem, gdy wyjeżdżaliśmy z Londynu. Pierwszym razem przypadkowo, ale rejestracja rzuciła mi się w oczy. Nie byłoby to dziwnym, gdyby nie fakt, że tamto auto jechało z tą samą szybkością, jak ja. Przyspieszało, albo zwalniało w tym samym czasie. Wydało mi się to podejrzane.
Zastanawiałem się nawet nad obudzeniem Nialla. Może on pomyślałby na spokojnie, co i jak zrobić. Ale zaraz wyrzuciłem z głowy swój pomysł. Przecież to może być jakaś zupełnie przypadkowa osoba, której nigdy na oczy nie widziałem. Odetchnąłem z ulgą, gdy dostrzegłem, że czarny samochód wyprzedza nas. Pod wpływem ryku silnika tamtej maszyny, blondyn przebudził się, nie wiedząc, co jest grane.
- Śpij dalej, to nic takiego – powiedziałem, patrząc na Nialla.
- Nie… - mruknął, od razu podnosząc się na siedzeniu.
Powiodłem za jego wzrokiem. Czarny samochód zatrzymał się w poprzek drogi, odcinając nam dalszy przejazd. Szybko zahamowałem, kurczowo trzymając się kierownicy. Wiedziałem, że to nie wróży nic dobrego.
- To twój ojciec – wyszeptał Niall, jakby bojąc się, że mój tata może to usłyszeć.
- Mam pomysł. – Odwróciłem wzrok od rodziciela, który zatrzasnął drzwi samochodu i skrzyżował ręce na piersi. Czekał na naszą reakcję. – Wysiądę i odciągnę jego uwagę. Ty w tym czasie wsiądziesz za kierownicą i uciekniesz, jasne?
- Zwariowałeś?! – wrzasnął cicho z oburzeniem. – Mam tak po prostu uciekać? Głupi jesteś.
- A co, masz lepszy plan, Panie Mądraliński? – zapytałem z przekąsem, wciąż zaciskając dłonie na kierownicy.
- Ja z nim porozmawiam. Nie będę uciekał jak ten tchórz. Nie pozwolę mu skrzywdzić ciebie za coś, w czym siedzimy oboje – rzekł spokojnie, odpinając pas bezpieczeństwa. – Zaczekaj tutaj i nawet nie próbuj mi się sprzeciwiać.
- Jesteś pewien, że chcesz to zrobić? – spytałem, czując, że moje serce przyspiesza tempo. Obawiałem się najgorszego i marzyłem, aby zrezygnował i poprosił, abym to ja wysiadł.
Chłopak jak na przekór pokiwał twierdząco głową.
- Tak – odezwał się cichutko.
Cmoknął mnie przelotnie w usta, wychodząc na zewnątrz. Obserwowałem uważnie, jak mój ojciec powoli zbliża się do Nialla. Kręcił głową z niedowierzaniem, śmiejąc ironicznie. Uchyliłem trochę okno, aby móc słyszeć, o czym rozmawiają. Czułem narastającą adrenalinę. Jednocześnie bałem się, że to był właśnie koniec.
- Zanim pan cokolwiek powie, proszę pozwolić mi to wytłumaczyć – powiedział Niall.
I choć jego słowa zabrzmiały pewnie, ja wiedziałem, że w środku aż cały dygotał. Sam czułem się na wpół żywy. Moje wnętrzności zaciskały się z każdym słowem, padającym z ust Nialla. To przekraczało wszelkie granice mojej wytrzymałości.
- Co mi chcesz tłumaczyć, chłopczyku? – zapytał. Wyglądał, jakby naprawdę nie rozumiał, co się wokół niego działo. – To, że mój syn jest idiotą, który dał się wykorzystać zwykłemu naciągaczowi?
- Kocham go.
Dwa proste słowa sprawiły, że na chwilę odjęło mowę i mnie, i ojcu. Choć słyszałem od niego niejednokrotnie to wyznanie, to teraz poczułem, że on szczerze mnie kocha. Inaczej nie powiedziałby tego przy tacie. Nie zgrywałby na siłę tego uczucia, gdyby mnie nim nie darzył.
Ojciec po chwili roześmiał się sarkastycznie, kładąc dłonie na biodrach.
- Czym ty jesteś? – Głos taty wydawał się być teraz taki zimny i pusty, wyzbyty uczuć. Poczułem dreszcze na całym ciele. – Jak chcesz zapewnić cokolwiek Liamowi, skoro jesteś chłopakiem? Biednym chłopakiem? To nie jest miłość, głupcze. To tylko szczeniackie zauroczenie, chęć odkrycia czegoś nowego przez was. Liam odziedziczył po matce tendencję do przywiązywania się do osób drugich… I co? Ty go zostawisz, odejdziesz, a Liam będzie myślał, że ma złamane serce, choć to tylko jego wrażliwość będzie tęskniła za tobą.
Wysiadłem z samochodu, kiedy dostrzegłem, jak ojciec zrobił dwa ociągane kroki w stronę Nialla. Coś w głębi mnie podpowiadało, że nie robi ich bez powodu. Nie ruszyłem jednak ku nim. Stałem z boku, oczekując dalszego rozwoju wydarzeń.
- Liam jest dla mnie wszystkim. Nie pozwolę go krzywdzić. On potrzebuje kobiety, która będzie mu wierna zawsze. Potrzebuje Danielle, która kocha go szczerą miłością. – Podszedł kolejne dwa kroki, Niall zrobił to samo. – Mam ochotę zniszczyć cię za to wszystko.
Nim się obejrzałem, ojciec wymierzył pierwszy cios z zaciśniętej pięści, prosto w twarz mojego Nialla. Miałem wrażenie, że wpadł w furię. Atakował raz za razem, nie zwracając uwagi na to, że jego dłoń jest poplamiona krwią niewinnego chłopaka. Pchnął mocno Nialla na maskę mojego samochodu, łapiąc go za bluzę. Szarpnął nim mocno, niemal unosząc na ułamek sekundy.
- Dałem ci szansę na to, abyś usunął się w cień. Wiedziałeś, że cię nie akceptuję. Wiedziałeś, że prędzej czy później będziesz miał kłopoty. Jesteś aż takim idiotą?! – Krzyknął.
Popchnął go z całej siły na bok. Blondyn opadł na ziemię z głośnym jękiem bólu. Nie zważając na ojca, szybko podbiegłem do Nialla, obejmując go i przytulając do siebie. Rzuciłem tacie zawistne spojrzenie. Wydawał się nie robić nic z tego, że właśnie go znienawidziłem. Że sam miałem ochotę podnieść na niego rękę, chociaż nie miałem z nim żadnych szans.
Niall podniósł się z ziemi, przecierając rękawem bluzy krew, która sączyła się z jego wargi. Rozpromieniona buzia, z której nigdy nie schodził uśmiech, teraz była posiniaczona i był w nią wmalowany ból. Cierpienie, które chciałem załagodzić, ale wiedziałem, że teraz nie będę miał na to najmniejszej szansy. Chwyciłem go za przedramię, mając nadzieję, że odpuści i nie podejdzie bliżej ojca, bo ten na pewno by ponownie zaatakował.
- Jesteś niczym! Nie pozwolę, żeby mój syn upodobnił się od ciebie! – zawołał, wymierzając kolejny cios, który powalił Nialla na kolana.
Zawisnął nad ziemią, podpierając się na wyprostowanych dłoniach. Oddychał głośno ze zmęczeniem. Opadał z sił. Po chwili splunął krwią, a ja przeraziłem się. Dostrzegłem, że ojciec zbliża się ku niemu. Musiałem zapobiec kolejnym atakom.
- Stój! Przestań! – krzyczałem do ojca.
Stanąłem pomiędzy nimi, nie dając mu więcej szansy na zbliżenie się do blondyna. Nie mogłem pozwolić, żeby skrzywdził niewinnego chłopaka za to, że zgodził się na mój szalony pomysł. Nie mogłem pozwolić, żeby skrzywdził Nialla za to, że go pokochałem.
- Do samochodu – warknął rozwścieczony ojciec, łapiąc mnie mocno za ramię.
Próbowałem się wyrwać spod jego stalowego uścisku, ale chwycił mnie tak mocno, że nie byłem w stanie. Pociągnął mnie z całej siły w kierunku mojego samochodu, otwierając drzwi. Niemal wepchnął mnie na tylne siedzenia.
- Nie próbuj uciekać, bo jeśli to zrobisz, nie będę już taki łagodny dla ciebie – powiedział zimnym tonem, starając się zachować spokój. Poczułem dreszcze na całym ciele.
Tata skinął na mężczyznę przy drugim samochodzie i właściwie dopiero wtedy zorientowałem się, że nie przybył sam. Zaraz potem oboje wsiedli do samochodu, ruszając i zostawiając mojego Nialla na środku jezdni. Patrzyłem w tylną szybę, nie mogą powstrzymać łez, które ciągle płynęły z moich oczu. Widziałem jak Niall powoli podniósł się na równe nogi, przykładając nadgarstek do ust. Z każdą sekundą jego postać coraz bardziej malała.
- Nienawidzę cię – wysyczałem przez zęby, siadając prosto na siedzeniach. Skrzyżowałem dłonie na torsie, nawet nie patrząc na ojca.
Nie skomentował moich słów. W tamtym momencie chciałem zrobić mu na złość. Chciałem mu pokazać, że nie będę na siłę uszczęśliwiany przez niego. On nie wie, co jest dla mnie dobre, a co złe. Mam prawo decydować o własnym życiu, jestem pełnoletni. I chociaż wiedziałem, że mogę sparzyć się przez to wszystko, chciałem zaryzykować. Chciałem uczyć się na własnych błędach. Chciałem żyć swoim życiem, jakkolwiek miałoby się ono skończyć.
- Sikać mi się chce – mruknąłem, mając nadzieję, że zatrzyma się gdzieś na poboczu.
- Tylko nie kombinuj – ostrzegł, zjeżdżając z drogi.
Stanąłem tyłem do niego, udając, że naprawdę załatwiam potrzebę fizjologiczną. W tym czasie wyjąłem z kieszeni bluzy telefon. Z mocno bijącym sercem napisałem kilka słów analizując je jeszcze raz.
Pierwszy września, Liverpool, lotnisko, godzinę podeślę ci z innego numeru, nie zmieniaj swojego. Jeśli nadal chcesz ze mną uciec, będę czekał do odprawy, zapłacę za lot, weź tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Przepraszam za ojca. Kocham cię, Li.
To kompletnie nie trzymało się kupy, ale nie widziałem innego wyjścia. Chciałem ponownie spróbować, tym razem uciekając gdzieś, gdzie ojciec nie dopadnie mnie tak prędko. Trzęsącymi dłońmi wyciągnąłem kartę z telefonu, rzucając ją przed siebie do trawy. Wsunąłem telefon do kieszeni, udając, że zapinam rozporek. Wróciłem do samochodu, siadając po stronie pasażera. Ojciec ruszył gwałtownie, a ja pogrążyłem się w zamyśleniu. Moje serce ciągle szaleńczo biło w obawie, że jednak coś dostrzegł, ale z każdym kilometrem przebytym w ciszy uświadamiałem sobie, że nie mógł nic widzieć.
Nie wierzyłem w miłość. Ale to, co czułem do blondyna było wyjątkowe. I miałem nadzieję, że on chociaż w połowie potrzebuje mnie tak, jak ja potrzebuję jego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz