środa, 1 stycznia 2014

prolog

Niejeden raz wydawało mi się, że wszystko, co mnie otacza, to jedynie wytwór mojej wyobraźni. Taka iluzja, którą za wszelką cenę starałem się urzeczywistnić. Czasem obserwowałem świat, mając wrażenie, że stoję na uboczu i w ogóle nie uczestniczę w tętniącym dookoła życiu. Wyłączałem się na otoczenie, zamykając w małej osłonce, gdzie teoretycznie nikt nie mógł zrobić mi krzywdy. Dokładnie… teoretycznie. Bo praktycznie, moje życie już dawno nie wyglądało tak pięknie, jak każdy to odbierał. Nikt nie dostrzegał tego, że działo się ze mną coś dziwnego. A może oni byli obojętni na to? Może celowo nie zauważali, bo nie chcieli sami siebie obarczać moimi problemami?

Ludzie są prości. Wolą wybrać ucieczkę, kiedy dostrzegą, że coś idzie nie po ich myśli. Odpuszczają, zamiast za wszelką cenę starać się osiągnąć swoje cele. A ja nigdy nie chciałem być taki jak wszyscy. I istotnie, nie byłem taki. Było we mnie coś, co odróżniało mnie spośród reszty. Jedni mówili, że to moja nieprzeciętna uroda; inni, że to mój charakter, który nie łatwo było poznać po jednej rozmowie. Nie otwierałem się przed nikim w celu własnego bezpieczeństwa. Byłem nieufny.

Jednak zanim zacząłem dorastać, nie byłem taki. Byłem bardzo rozmownym dzieckiem. Nie bałem się nikogo oraz byłem bardzo otwarty na nowych ludzi. Byłem zupełnym przeciwieństwem chłopaka, którym powoli się stawałem. Dopiero kiedy skończyłem dwanaście lat, zaczynałem mieć wrażenie, że otaczający mnie świat jest mi zupełnie obcy. To tak, jakby wszystko, co wpajano mi od małego, nagle gdzieś zniknęło i pojawiło się to prawdziwe życie, które należało tylko i wyłącznie do mnie i które sam musiałem odkryć i zrozumieć. Rzeczy, które rodzice i dziadkowie wpajali mi od dzieciństwa, nagle straciły na wartości i wcale nie uchroniły mnie przed złem.

Moi rodzice powoli stawali się osobami takimi, przed jakimi próbowali mnie uchronić. Świadomie czy nie, ranili mnie swoją obojętnością i brakiem czasu, aby ze mną porozmawiać. W dodatku ciągłe kłótnie doprowadziły ich do rozwodu. Cała atmosfera odbiła się na mnie i Gemmie; straciliśmy dotychczasowy dobry kontakt, który utrzymywaliśmy od dzieciństwa. Zamykałem się w sobie z każdym dniem, nie dopuszczając do siebie nikogo bliskiego. Mama starała się odnaleźć przyczynę mojego zachowania, ale nie pozwoliłem jej na to. Były sprawy, o których wiedziałem tylko ja i za wszelką cenę musiałem zatrzymać je wyłącznie dla siebie. Potrafiłem postawić na swoim. Nawet, jeśli czasem powinienem odpuścić.

Nie byłem „osamotniony”. Miałem przyjaciół. Tworzyliśmy razem zgraną paczkę. Matty i Ben, moi kuzynowie, Marius oraz Louis, choć z Tomlinsonem nie mieliśmy możliwości spotykania się po skończonych zajęciach. Mieszkał na drugim końcu miasteczka i czasem było trudno o transport. Wiedzieliśmy jednak, że możemy na sobie polegać w każdej sytuacji. Znaliśmy się od dzieciństwa i nie sądziliśmy, że cokolwiek będzie nas w stanie poróżnić.

A przynajmniej ja byłem takiej myśli. Reszta zdawała się być obojętna na to wszystko.

Żyłem w swoim świecie. I choć jak bardzo ten świat był poprzewracany, nie zdawałem sobie sprawy, że może jeszcze bardziej stanąć na głowie i kompletnie odmienić moje życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz