środa, 1 stycznia 2014

Niski blondyn z dużym plecakiem na plecach stanął przed ogromną, otwartą bramą. Piękna ścieżka kamienna prowadziła do małego pałacyku otoczonego pięknymi krzewami róż. Niall Horan pewnie zachwycałby się tym miejscem dłużej, gdyby nie ulewa i burza. Z jego farbowanych na blond włosów ściekała woda, mokre ubranie przykleiło się do ciała i cały dygotał z zimna. Objął ramionami ciało i szczękając zębami ruszył przed siebie, mając nadzieję, że ktoś tu jest i pozwoli mu przenocować. Wspiął się po skrzypiących schodach i uniósł dłoń, by zapukać kołatką w kształcie głowy lwa. Jak w jakimś horrorze. Pomyślał i kichnął akurat w momencie, gdy ktoś uchylił ciężkie drzwi. Podniósł chabrowe tęczówki i spojrzał prosto w sarnie oczy mężczyzny o trupiobladej cerze i miodowych loczkach wokół. Miał na sobie białą koszulę, bordową muszkę i ciemne jeansy, a na dłoniach dostrzegł białe rękawiczki.

- Pomóc w czymś?
Zapytał, na co Niall przestąpił z nogi na nogę i zagryzł dolną wargę.

- Ja… Rozpadało się, jest burza, a ja się zgubiłem. Pomyślałem, czy… Mógłbym może tu przenocować? Już późno a ja nie trafię ponownie do miasta po ciemku.

Powiedział cicho Niall na co lokaj zmierzył go od stóp do głów. Niall poczuł nieprzyjemne kręcenie w nosie i kichnął, chowając buzię w kołnierz jeansowej kurtki, po czym pociągnął nim, przenosząc ponownie spojrzenie na mężczyznę przed nim. Ten chwilę uważnie mu się przyglądał, jakby nie był pewny odpowiedzi.

- Nie wiem, czy to dobry pomysł. Panicz Harry nie lubi, kiedy ktoś go nawiedza.

Odparł w końcu, na co Horan jęknął cicho i potarł twarz skostniałymi od zimna dłońmi. Przeniósł ponownie chabrowe tęczówki na mężczyznę przed nim i zagryzł dolną wargę.

- Bardzo pana proszę, będę cichutko i z samego rana już mnie nie będzie…

Szepnął, na co lokaj niepewnie otworzył szerzej drzwi i westchnął cicho.

- W takim razie zapraszam.

Powiedział w końcu i pozwolił mu wejść do środka. Niall prześlizgnął się obok i stanął cały przemoczony w suchym, ciepłym wnętrzu. Rozejrzał się uważnie dookoła po staroświeckim wystroju : czerwony dywan, pięknie zdobione, marmurowe schody, kryształowy żyrandol… Czuł się jak w jakiejś bajce.

- Proszę za mną.

Powiedział w końcu mężczyzna za nim i poprowadził go do schodów. Wspięli się, a głowa Nialla omal nie obróciłaby się o 360 stopni, chcąc dokładnie obejrzeć każdą rzecz, zapamiętać każdy, drogocenny obraz. Uśmiechnął się lekko i spojrzał ponownie na lokaja.

- Jestem Niall. Niall Horan.

Powiedział w końcu, przeczesując wilgotne kosmyki i wysuwając w stronę nieznajomego dłoń. Ten zmierzył go uważnym spojrzeniem i w końcu niechętnie uścisnął rękę.

- Liam.

Odparł krótko i odwrócił się na pięcie, ruszając w stronę jednych z kilku ciężkich, dębowych drzwi na piętrze. Pchnął je i wszedł do środka, nawet nie oglądając się, czy chłopak podąża wciąż za nim.

- Możesz tu przenocować.

Oznajmił po chwili a Niall podniósł wzrok na ogromne łóżko z baldachimem, okryte szkarłatną narzutą oraz ciemne meble. Ułożył plecak przy grzejniku i spojrzał na Liama.

- Dziękuję.

Skinął lekko głową, posyłając mu uśmiech. W jego sarnich oczach dostrzegł smutek, jednak nim zdążył zapytać o co chodzi, chłopak wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Niall nie wiele myśląc wszedł do łazienki przy pokoju i zdjął mokre rzeczy układając je na gorącym kaloryferze, po czym wziął rozgrzewający prysznic. Wytarł ciało puszystym ręcznikiem i wślizgnął w bokserkach pod kołdrę. Nie wiele się zastanawiając zasnął, jednak męczyło go dziwne przeczucie. Czuł, jakby ktoś go obserwował i wcale nie był tu tak bezpieczny, jak by mogło mu się zdawać.

2.

{Eyes On Fire}

Z lekkiego i nieprzyjemnego snu zbudziło go ciche pukanie do drzwi. Uchylił blade powieki, a niebieskie niczym woda w oceanie tęczówki spoczęły na ogromnych drzwiach po lewej stronie. Z chwilą gdy pukanie powtórzyło się, Niall ociężale zwlekł się spod ciepłej pierzyny i mrucząc coś niewyraźnie pod nosem, zarzucił na ramiona koc. Podszedł do drzwi i uchylił naprawdę ciężkie drzwi, zerkając na Liama. Wciąż wyglądał tak samo, jednak zmienił się kolor muszki – teraz była ciemno zielona. Uniósł lekko brew ku górze, na co Liam nieco się spłoszył i odwrócił wzrok.

- Panicz Harry nalega, aby zjeść z Panem śniadanie. Czeka w ogrodzie za domem.

Blondyn lekko pokiwał głową i szybko wrócił do środka. Odrzucił koc na łóżko i podszedł do wysuszonych już ubrań. Założył je szybko na siebie i potargał włosy palcami. Ochlapał wodą twarz i wyszedł szybko z pokoju, zbiegając po schodach. Rozejrzał się dookoła, szukając drogi prowadzącego do, jak powiedział Liam, ogrodu. W końcu ujrzał snop światła po lewej stronie od schodów. Ruszył w tamtą stronę, niepewnie wychylając się zza filara, by spojrzeć na piękny ogród. Na altanie stał niewielki, bogato zastawiony stół. Wokół niego rozpościerały się krzewy czerwonych róż, a niebo było krystalicznie czyste, nawet nie było śladu po wieczornej burzy i ulewie.

Jego uwagę jednak przykuł mężczyzna siedzący bokiem do wejścia. Porcelanowa cera odbijała promienie słoneczne, czekoladowe loki rozsypały się wokół jego twarzy, która nie wyrażała żadnych uczuć. Soczysto zielone tęczówki wpatrywały się martwo w punkt przed sobą, a cała postać zdawała się być pogrążona w rozmyślaniach. Na sobie miał nieskazitelnie białą koszulę, zapiętą pod samą szyję, bordową marynarkę i pod szyją elegancko zawiązaną kremową apaszkę. Niall przełknął ślinę, gdy mężczyzna zatrzepotał ciemnymi rzęsami, wyrwany z zadumy, a jego kąciki ust drgnęły ku górze w jednostronnym uśmiechu. Po chwili na drżących nogach ruszył w stronę, jak się domyślał, panicza Harry’ego. Stanął niepewnie w wejściu, a mężczyzna leniwie odwrócił wzrok, lokując spojrzenie na gościu. Przez plecy Nialla przeszedł dreszcz, czuł się, jakby mężczyzna wpatrywał się w głąb jego duszy i mógł ujrzeć dosłownie wszystko, co działo się w środku jego głowy i serca.

- Dzień dobry, jestem Niall… Przepraszam, za to nagłe najście wieczorem, mam nadzieję, że nie sprawiłem wielkiego kłopotu, proszę pana.

Tak naprawdę, chłopak wydawał się być w jego wieku, jednak mieszkał tu sam, a po stosunku lokaja do niego, domyślał się, że wcale nie są w równym wieku i zwrot per ‘pan’ będzie tam jak najbardziej na miejscu.

- Nic się nie stało, było mi miło Cię tu gościć. Proszę, zjedz śniadanie. Jestem Harry.

Przywitał się gospodarz, podnosząc z miejsca i Niall musiał odrobinę zadrzeć głowę by wciąż utrzymać kontakt wzrokowy. Niepewnie uścisnął jego dłoń i zasiadł, jak mu kazano, po drugiej stronie stołu.

- Częstuj się. Kawę? Herbatę? Sok?

Zapytał, spoglądając na blondyna spod czekoladowej grzywki. Niall uważnie mu się przyjrzał i uśmiechnął lekko.

- Kawę, bez mleka i łyżeczka cukru.

Harry skinął głową, uśmiechając się lekko, a w jego policzkach ujrzał delikatne dołeczki. Mężczyzna spojrzał na stojącego w drzwiach Liama i skinął lekko głową. Ten oddalił się natychmiast, a Niall wrócił spojrzeniem do gospodarza.

- Mam nadzieję, że wyspałeś się i burza nie przeszkadzała ci za bardzo.

Powiedział po chwili milczenia, wskazując jednocześnie dłonią na stół, aby Niall mógł się poczęstować. Blondyn po chwili nałożył sobie maślanego rogalika z czekoladą i spojrzał ponownie na mężczyznę naprzeciw niego.

- Nie przeszkadzała, wyspałem się, dziękuję proszę pana.

Powiedział kulturalnie, chociaż większość była kłamstwem. Cholernie się bał i budził co chwilę, czując się nieswojo. Tak naprawdę chciał już wrócić do domu, do Irlandii, zakończyć podróż marzeń po Walii, której finisz miał właśnie tu – w stolicy.

- Nie mów mi ‘pan’. To takie oficjalne, czuję się… staro. Jestem Harry.

Zwrócił mu uwagę mężczyzna z kręconymi włosami, na co Niall po prostu pokiwał w głową, nie mając zamiaru się sprzeczać. Odchylił się lekko na krześle, kiedy Liam stawiał przed nim filiżankę z czarną kawą.

- Mam nadzieję, że podoba Ci się mój dom.

Zagaił po chwili Harry, uważnie spoglądając na niego znad swojego ciemnego kielicha. Jego zawartość nie była znana Niallowi, jednak po ciemnoczerwonej kropli w kąciku ust rozmówcy wywnioskował, że jest to wino lub po prostu truskawkowy sok.

- Tak , jest niesamowity

Przyznał z lekkim uśmiechem. Chwycił za uszko, upijając łyk gorącego napoju. Poczuł, jak zakręciło mu się w głowie, nie miał pojęcia co się dzieje.

- To dobrze, ponieważ z niego już się nie wychodzi.

Oznajmił mu spokojnie chłopak, jakby mówił mu o śpiewających ptakach czy świecącym wysoko na niebie słońcu. Spojrzał przestraszony na Harry’ego, który uśmiechał się zadowolony z siebie i po chwili odpłynął.

3.

{My Secret Friend}

Niall poczuł nieprzyjemny ból w czaszce i po chwili dotarł do niego cichy odgłos tykania zegara. Uchylił delikatnie powieki, rozglądając się wokół i z przerażeniem stwierdził, iż jest przywiązany do krzesła. Rozejrzał się panicznie dookoła, próbując wyszarpać, aż w końcu jego spojrzenie spoczęło na stojącym przy ogromnym oknie Harrym. Z kominka po lewej stronie buchał ogień, spowijając wszystko w miękkim świetle. Wystrój był staromodny, jednak wszystko było bardzo zadbane i nie można było się doszukać odrobiny kurzu na dębowych meblach. Na biurku przed nim stała rzeźbiona klepsydra ze złotymi wstawkami w kształcie liści.

- Widzę, że już się ocknąłeś.

Powiedział po chwili milczenia Harry, swoim idealnie niskim, zachrypniętym głosem. Podszedł do blondyna i powoli, bez pośpiechu rozwiązał chustę, którą zakneblowany był mężczyzna.

- Wypuść mnie, psychopato!

Wysyczał Niall, patrząc na niego ostro. Harry usiadł za biurkiem i zacmokał, układając dłonie jedna na drugiej, splatając razem palce.

- Jesteś wyjątkowo pyskaty jak na przerażonego chłopca.

Zauważył cicho, mierząc go uważnym spojrzeniem. Niall warknął cicho, jednak już się nie odezwał. Patrząc prawdzie w oczy: To on był skrępowany, zamknięty sam na sam w pokoju z psychopatycznym człowiekiem znającym każdy zakamarek tego domu. Nie miał szans.

Harry uważnie przyjrzał mu się po raz kolejny i uśmiechnął lekko, przeczesując palcami ciemne sprężynki.

- Kim jesteś?

Zapytał po chwili Niall, na co Harry lekko pokręcił głową.

- A wyglądałeś na naprawdę mądrego chłopaka.

Mruknął mężczyzna po drugiej stronie. Dopiero w tej chwili, kiedy naprawdę zaczął pragnąć poznać odpowiedź na to pytanie, dostrzegł portret nad głową swojego oprawcy. Widząc identycznego mężczyznę przy kominku, odzianego w bordową szatę i identyczną, elegancką chustę, wyglądającego jak ze średniowiecza, zmarszczył brwi. Gdzieś już widział ten obraz i po chwili połączył fakty. Jego twarz zbladła, oczy zrobiły się większe a w ustach dziwnie sucho.

- Styles…

Wyszeptał ledwo słyszalnie, na co Harry uśmiechnął się usatysfakcjonowany.

- Więc już o mnie słyszałeś? To świetnie! Nie muszę Ci więc wiele wyjaśniać… Z reguły tego nie robię. W zasadzie powinieneś już leżeć martwy gdzieś w kącie bez kropli krwi w żyłach. Pozbyłbym się ciebie którejś nocy na obrzeżach miasta i słuch by o tobie zaginął, tak jak o każdym, kto tu ośmielił się wejść.

Powiedział w końcu Harry, uważnie mu się przyglądając. Niall był już przerażony, naprawdę się bał.

- Zrobisz to?

Zapytał drżącym głosem, nie bedąc go pewnym. Harry ponownie zacmokał, popadając w stan zadumy.

- Hmmm… Nie. Widzisz, ostatnimi czasy czuję się tu dość… samotny. Liam stał się nudnym towarzyszem, a ja potrzebuję kogoś z kim mógłbym porozmawiać. Możemy więc zawrzeć pewien układ.

Powiedział w końcu Styles, uważnie na niego patrząc. Niall uniósł jedną brew, zastanawiając się, jak długo Harry pozwoli mu żyć.

- Jaki układ?

Zapytał ledwo słyszalnie, próbując przełknąć ślinę. Harry wstał, przechodząc się po pomieszczeniu, splatając za sobą palce. Niall śledził go uważnym spojrzeniem, zagryzając nerwowo dolną wargę i bojąc się jego odpowiedzi.

- Cóż…

Zaczął w końcu Harry, zatrzymując się przed kominkiem. Teraz Niall mógł wpatrywać się w jego plecy, a w szczególności w idealnie podkreślone pośladki. Hary uśmiechnął się, czując na nich wzrok nastolatka, po czym odwrócił na pięcie, wbijając spojrzenie w jego postać.

- Będziesz tu żył. Zapewnię ci wszystko co potrzeba: jedzenie, ubranie, książki, telewizję. Będziesz miał wszystko co niezbędne do życia na poziomie, pod warunkiem, że zostaniesz tu ze mną i będziesz mi towarzyszył.

Zdecydował po chwili, nie ruszając się ze swojego miejsca i patrząc na niego uważnie.

- Darujesz moje życie w zamian za towarzystwo?

Zapytał Niall, aby się upewnić. Widząc jak Harry kiwa głową, zmarszczył brwi. Zagryzł nerwowo dolną wargę, co Harry uznał za wyjątkowo seksowne.

- Dobrze, zgadzam się.

Powiedział w końcu Niall, czując jak coś w jego sercu upada.

- Doskonale.

Harry uśmiechnął się szeroko i podszedł do chłopaka, rozwiązując jego nadgarstki i kostki, by mógł wstać. Niall od razu rozmasował miejsca w których powstały sine otarcia.

- Liam przyniesie ci do pokoju niezbędne rzeczy. Witaj w domu, Niall.

Uśmiechnął się Harry, a chłopakowi coś przewróciło się w żołądku. Mimo tego, że bał się Harry’ego i nie był tu z własnej woli musiał przyznać jedno: Harry mu się spodobał.

4.

{Heart of Stone}

Niall uważnie przyglądał się siedzącemu w fotelu Harry’emu. Czekoladowe loki co chwilę opadały mu na czoło, a on z anielską wręcz cierpliwością odgarniał je na prawą stronę, nie przerywając lektury. Siedzieli tam już dobrą godzinę, Niall popijając herbatę w nieco za dużych, ale ciepłych ubraniach Harry’ego, zwinięty w kłębek i zawinięty w koc przy kominku a Harry pijąc coś, co nie było znane Niallowi, zaczytany w jakąś książkę.

- Harry?

Zapytał cicho, nieśmiało Horan. Na dźwięk jego głosu chłopak od razu podniósł wzrok i posłał mu uśmiech.

- Tak?

Spojrzał na niego ciepło, wyczuł że Niall wciąż się go boi i był na siebie wściekły, że rozegrał to wszystko w ten, a nie inny sposób. Będzie musiał długo pracować nad zaufaniem blondyna. Westchnął do swoich myśli i potargał loczki palcami, znów skupiając malachitowe tęczówki na towarzyszu. Niall poruszył się niezdarnie i wygramolił z ciepłego okrycia. Zarzucił koc ponownie na ramiona i podszedł do kanapy, siadając na niej i krzyżując nogi. Harry wciąż przyglądał mu się z uśmiechem.

- Mam dwa, zasadnicze pytania.

Powiedział w końcu, na co Harry wyprostował się, odkładając na bok lekturę by pokazać mu, że go słucha i jest gotów udzielić mu odpowiedzi.

- Słucham?

- Po pierwsze: co z moimi rodzicami? Na pewno teraz zachodzą w głowę co się stało, nigdy nie zostawiałem ich tak długo bez żadnej informacji gdzie się znajduję.

Powiedział blondyn, zgrabnie omijając swoją małą tajemnicę.

- Ahh tak. Widzisz mam takie specjalne… hmm… moce. Skorzystałem z niektórych i cóż, nie mają pojęcia o istnieniu Nialla Horana. Uznałem to za bardziej humanitarne niż wiadomość że ich syn zaginął w górach i nie odnaleziono ciała.

Blondyn zamarł, a jego oczy wypełniły łzy. Przełknął narastającą gulę w gardle, nie będąc w stanie wypowiedzieć tego drugiego pytania. Harry widząc reakcję chłopaka znów zaklął w myślach i podniósł się, siadając obok. Niepewnie objął go ramionami.

- Nie dotykaj mnie.

Głos Nialla był roztrzęsiony, ledwo słyszalny przez zbierający się w jego piersi szloch. Odsunął się na drugi brzeg sofy, ale Styles był nieugięty. Zbliżył się ponownie do blondyna, mocno i stanowczo oplatając go ramionami.

- Zostaw mnie! Jesteś psychopatą!

Krzyczał Niall zaciskając powieki, spod których wypływały łzy. Zacisnął dłonie w pięści, uderzając nimi w klatkę piersiową mężczyzny z całych sił, ten jednak jakby był niewzruszony tylko mocniej przytulił go do siebie.

- Nienawidzę Cię! Rozumiesz?! Jak mogłeś… Nienawidzę Cię…

Powoli uchodziły z niego siły. W końcu opadł na poduszki zmęczony i zaczął płakać, zaciskając palce na koszuli loczka. Ten kołysał go lekko, aby ten się uspokoił.

- Nienawidzę Cię…

Wyszeptał cicho nim w ogóle zdołał zasnąć w jego ramionach. Harry czuł się źle. Zranił go, jednak starał się, aby zarówno on jak i jego najbliżsi nie cierpieli tak bardzo. Niewiedza, że mają syna, była dla nich o wiele łagodniejsza niż myśl, że ich ukochane dziecko zginęło podczas rzekomej wycieczki w górach, przygniecione lawiną śniegu i lodu, powoli zamarzając w cierpieniach na śmierć. Westchnął i poprawił koc, okrywając nim szczelniej Nialla, całując przy okazji w farbowane kosmyki włosów. Sięgnął dłonią do jego policzka, ścierając z niego ostatnią, drobną łezkę i zapatrzył się zamyślony w ogień.

- Harry, kolacja będzie za godzinę.

Styles spojrzał na Liama, który stanął w drzwiach i pokiwał głową.

- Liamie? Jadłeś ostatnio?

Zapytał cicho, na co chłopak jedynie skinął głową. Harry uważnie mu się przyjrzał, jednak jaśniejszy kolor tęczówek przyjaciela utwierdziły go w przekonaniu, że mówi prawdę. Odwrócił więc wzrok i spojrzał ponownie na Nialla, który słodko spał w jego ramionach, zmęczony wcześniejszym wybuchem. Harry nie winił o to jego, winił siebie. To on niszczył mu życie, ale był przekonany, że Niall polubi bycie u jego boku.

5.

{A Thousand Years}

Oboje leżeli na kocu rozłożonym na soczystej trawie w ogrodzie za domem. Niall czuł się przy Harrym coraz lepiej, odkrywał jak wspaniały to człowiek i jak wiele jest zdolny mu dać, oczekując w zamian jedynie uśmiechu jego krzywymi zębami oraz krótkiego, ale szczerego dziękuję. Po chwili blondyn zbliżył się bardziej do mężczyzny obok i ułożył głowę na jego klatce piersiowej. Harry uśmiechnął się lekko i ułożył dłoń na jego biodrze, zerkając w dół na chłopaka.

- Harry?

Zapytał cicho Niall, skupiając wzrok na swoich palcach, które kreśliły delikatne wzorki na jego brzuchu.

- Tak, Niall?

Szepnął zachrypniętym głosem loczek. Blondyn uniósł lekko głowę i spojrzał chabrowymi tęczówkami w te malachitowe Stylesa. Uśmiechnął się lekko i zagryzł dolną wargę.

- Nie rozumiem siebie.

Powiedział w końcu, siadając na miękkiej trawie spuszczając głowię, wbijając spojrzenie w swoje dłonie. Harry również podniósł się do pozycji siedzącej i uważnie na niego spojrzał. Niall pojawił się u niego miesiąc temu, znał chyba całą jego twarz na pamięć, a wciąż uwielbiał wyłapywać delikatne piegi i iskierki w jego oczach, gdy słońce padało na jego buzię pod odpowiednim kątem.

- Dlaczego?

Harry nie ustępował. Nie lubił nie wiedzieć, co trapi Nialla.

- No bo… Ja w sumie nie wiem czym jesteś i… Wiem, że jesteś bardzo niebezpieczny… I wiem, że możesz mnie skrzywdzić jednym ruchem… ale… Ale tego nie robisz i… Ja się czuję dobrze z tobą… Jakbym był bezpieczny… A nie powinienem… Nie rozumiem tego. Serce bije mi szybciej, nie wiem co powiedzieć i boję się zrobić coś głupiego. Cały czas o tobie myślę i … zaczynam bać się tego.

Wyznał w końcu jak z procy, zacinając się jednak co chwilę, szukając odpowiednich słów i nawet teraz czuł, jak jego policzki rumienią się, gdyż uważał, że zrobił z siebie totalnego idiotę. Po niespełna kilkunastu sekundach poczuł na policzku dwa palce, które zjechały w dół by pochwycić jego brodę i nakierować na siebie jego spojrzenie. Chcąc nie chcąc zatopił się w zielonych tęczówkach, w których teraz tańczyły radosne iskierki.

- Wiesz co to jest?

Zapytał po chwili Styles, na co Horan pokręcił niepewnie głową. Jasne, w filmach wszyscy uważali, że jest to wielka i bajkowa miłość, ale Niall… O Boże. Niall chciał go pocałować. Jak na zawołanie twarz Harry’ego zaczęła zbliżać się do jego własnej. Blondyn nie opierał się temu, przymknął powieki, pozwalając mężczyźnie ułożyć wargi na jego ustach i prowadzić w jego pierwszym, prawdziwym pocałunku. Niall odwzajemnił go dopiero po kilku sekundach, bardzo niepewnie i niezdarnie. W opinii Harry’ego było to jednak niesamowicie słodkie i urocze, że Niall chociaż miał osiemnaście lat, jeszcze nigdy się nie całował. Był dumny, że może pokazać mu wszystkie tajniki miłości i szczerze? Był gotów pozwolić mu odejść. Nie był pewny, czy Niall wróci, ale chciał, by był szczęśliwy. Spojrzał w jasne, nieco zamglone tęczówki chłopaka i westchnął cicho, wciąż czując na swoich wargach posmak dżemu truskawkowego, jaki jadł niedawno Niall oraz coś, co przypominało mu watę cukrową, cukierki i wesołe miasteczko. Był pewny, że to ten niesamowity, charakterystyczny smak Nialla i podobał mu się.

- Kocham Cię.

Wypowiedział w końcu te dwa słowa. Blondyn zamarł na chwilę, po czym rozluźnił mięśnie i wgramolił niepewnie na kolana chłopaka, oplatając go ramionami. Wtulił się w jego klatkę piersiową jak małe dziecko i schował nos w zagłębieniu jego szyi.

- Ja też cię kocham, Harreh.

Szepnął, zmiękczając jego imię, na co serce Harry’ego omal nie ożyło ponownie. Niall westchnął cichutko, omiatając jasną skórę chłopaka gorącym oddechem i odsunął się po chwili, by po raz kolejny spojrzeć w zielone oczy ukochanego.

- Nienawidziłem cię, kiedy kazałeś mi zostać. Nienawidziłem cię, kiedy wymazałeś pamięć moim rodzicom. Ale kocham Cię. Nie wiem dlaczego ale to wszystko sprawiło, że kocham Cię jeszcze mocniej i nawet jeśli pozwoliłbyś mi odejść, nie odejdę. Chcę być z Tobą, nawet jeśli miałbym skończyć w trumnie.

Szepnął cicho Irlandczyk, patrząc w zielone tęczówki chłopaka. Ten bez słowa pochylił się i złożył kolejny, czuły pocałunek na jego wargach, uśmiechając się niepewnie spod jego ust i zaciskając dłonie na jego biodrach, chcąc mieć pewność, że to wszystko jest naprawdę.

Liam chrząknął cicho gdzieś za nimi. Para odwróciła się gwałtownie i spojrzała na mężczyznę, który uśmiechnął się przyjaźnie. Nawet on zmienił stosunek do Nialla, zaczęli nawet wymieniać kilka mało znaczących zdań bez dziwnie krępującej atmosfery.

- Za pół godziny będzie podwieczorek.

Oznajmił im z lekkim, ale ciepłym uśmiechem, po czym wrócił do wnętrza i zniknął… Niall sam nie wiedział, gdzie znika Liam. Wciąż gubił się w willi Harry’ego, wiedział jedynie jak trafić do pokoju głównego, biblioteki, swojego pokoju, jadalni i ogrodu. Kiedy chciał iść do kuchni lub Sali z pianinem musiał być zdany na pomoc Styles’a lub Payne’a, bo sam zgubiłby się za pierwszym filarem.

- Harry?

Zapytał układając głowę na jego ramieniu. Harry lekko odchylił swoją by móc na niego zerknąć z lekkim uśmiechem.

- Tak, kochanie?

Musnął nosem jego skroń, na co Horan zachichotał cicho, przez co Harry poczuł dziwnie przyjemny ucisk gdzieś w sobie.

- Myślę, że będziesz musiał narysować mi mapę.

Powiedział w końcu Niall, na co Harry wybuchnął wesołym śmiechem, odrzucając głowę do tyłu, a loczki zafalowały wokół niego kiedy opadały w tył. Niall mógł przysiąc, że tak wygląda jego własne, osobiste szczęście.

6.

{All Too Well}

Niall od kilku dni nie czuł się najlepiej. Z Harrym był już dwa miesiące, przyzwyczaił się do życia przy nim a ten pozwalał mu wychodzić na spacery poza bramy posiadłości, samemu nieraz towarzysząc mu w przeróżnych wyprawach. Tego dnia jednak Harry zauważył, że Niall nie wyglądał najlepiej. Był bledszy niż zazwyczaj, dodatkowo po zejściu ze schodów miał zadyszkę. Kiedy dotarł do ich podnóża ujrzał też czerwone ślady pod jego nosem. Uniósł lekko jego głowę i uważnie przyjrzał bladej skórze, która teraz wyraźnie była podrażniona od chusteczek. Wziął głębszy wdech i wyczuł ten charakterystyczny zapach krwi.

- Niall co się stało?

Spojrzał w błękitne oczy ukochanego. Ten uciekł spojrzeniem gdzieś w bok i zagryzł wargę.

- Nic takiego, Harreh. Nie denerwuj się. Idziemy na śniadanie? Jestem głodny.

Powiedział w końcu Horan, wymijając ukochanego, ale splatając ich palce razem i ciągnąc lekko w kierunku jadalni. Harry nie protestował, zajął swoje miejsce za dużym stołem i uważnie spojrzał na Nialla, który jak gdyby nigdy nic nałożył sobie owsiankę i zaczął mieszać łyżeczką w mlecznej zupie. Nie jadł wiele, pomimo wcześniejszego zapewnienia że jest głodny. W połowie posiłku jednak chwycił szybko serwetkę i zaczął w nią kaszleć. Harry dojrzał czerwoną plamkę na białym materiale i naprawdę nie było mu teraz do śmiechu.

- Pokaż mi to.

Wyciągnął dłoń w kierunku papierka, jednak Niall pokręcił głową, zabierając mu ją z zasięgu palców. Harry teatralnie wywrócił oczami i spojrzał na jego twarz. Blondyn uciekał wzrokiem dookoła, byleby nie patrzeć na swojego chłopaka.

- Niall.

Powiedział stanowczo Harry, wbijając w niego spojrzenie. Niall chwilę milczał, po czym przeniósł chabrowe tęczówki na niego i z cichym westchnieniem podał mu chusteczkę. Harry lekko ją rozłożył, a widząc krew zacisnął wargi, powstrzymując swoje odruchy. Kiedy kły przestały wbijać mu się w dolną wargę podniósł zielone spojrzenie ponownie na swojego mężczyznę. Podniósł się, obszedł stół dookoła i kucnął przy nim, biorąc w swoje duże dłonie jego delikatną, kruchą.

- Niall, proszę, nie zbywaj mnie. Co się dzieje? To nie jest normalne abyś pluł krwią, krwawił z nosa i męczył się zwykłym zejściem ze schodów.

Widząc nienaturalne rumieńce na jego policzkach zagryzł wargę i przyłożył dłoń do jego czoła.

- Masz gorączkę, kochanie.

Szepnął, podnosząc się i całując jego rozgrzaną skórę na głowie.

- Chodź, wrócisz do łóżka i przyniosę ci herbatę, dobrze? Powiesz mi wtedy wszystko?

Poprosił cicho Styles, uważnie wbijając spojrzenie w bladą twarz swojego chłopaka. Niall zagryzł wargę i bez potwierdzenia lub zaprzeczenia ruszył za ukochanym w stronę schodów. Harry z łatwością wziął go na ręce, by nie przemęczał się i zaniósł do sypialni. Ułożył na miękkim łóżku, okrywając kołdrą, po czym odgarnął blond kosmyki włosów.

- Liamie.

Odezwał się, kiedy usłyszał na korytarzu znajome kroki. Głowa mężczyzny po chwili pojawiła się w przejściu, a sarnie oczy prześlizgnęły z Harry’ego na wyraźnie osłabionego Nialla.

- Przynieś mi leki na wzmocnienie oraz herbatę z miodem. Ale szybko.

Zarządził brunet, na co tamten schylił lekko głowę i oddalił się w stronę kuchni. Harry ponownie spojrzał na blondyna, który uniósł się nieco na łokciach. Od razu ułożył mu miękkie poduszki tak, by mógł się o nie oprzeć.

- Kochanie, powiedz mi… Co się stało?

Zapytał cicho Harry, na co ten pokręcił głową.

- Pod jednym warunkiem. Powiesz mi najpierw czym jesteś.

Zażądał Niall. Ile razy zadawał to pytanie, Harry zmieniał temat. Niall wtedy nie naciskał, ale po prostu chciał wiedzieć. Nie zostawi go przez to. Był po prostu ciekawy.

- Później, Niall.

Szepnął Harry, troskliwie odgarniając jego blond włosy z budzi. Niall westchnął sflustrowany, zsuwając się po poduszkach ponownie do pozycji leżącej. Nim się jednak obejrzał zasnął spokojnie, zmęczony chorobą.

7.

{Demons}

Harry wciąż siedział na brzegu łóżka. Niall spał od ponad dwóch godzin i lada chwila miał się wybudzać, a on wciąż nie wiedział jak ma wyjaśnić mu to, kim jest. Musiał mu powiedzieć. Był mu to winny. Zagryzł wargę nerwowo, widząc że chłopak marszczy charakterystycznie nos, po czym zatrzepotał powiekami. Odetchnął cicho, przykładając chłodną dłoń do jego czoła i odgarnął nieco wilgotne od potu kosmyki blond grzywki na bok.

- Jak się czujesz?

Zapytał ciepło Styles, poprawiając się na swoim miejscu i spoglądając na ukochanego niepewnie.

- Tak samo. Harry… Proszę… Męczy mnie niewiedza. Powiedz mi, kim jesteś. Bez względu na wszystko, wiesz, że Cię nie zostawię.

Szepnął blondyn, znów unosząc się na łokciach i opierając o puchowe poduszki za sobą. Harry zagryzł nerwowo wargę i pokiwał głową.

- Jestem Ci to winny.

Mruknął w końcu, biorąc głębszy wdech. Spojrzał na zamknięte drzwi i usiadł naprzeciw chłopaka, krzyżując nogi.

- To… Będzie dosyć długie i możesz tego nie zrozumieć. Jestem Magyrusem, znaczy się… Ugh.

Warknął gardłowo, odchylając głowę do tyłu i zamykając oczy by poukładać to w myślach. Niall nie poganiał go, cierpliwie czekał na to, co powie dalej chłopak.

- Moja matka była magiem. W sumie, czarownicą, ale nazwijmy to magiem, wolę to określenie. Wyszła za mąż również za maga i z tego powinien wyjść kolejny mag, prawda? Tak nakazuje logika. No ale wtedy w miasteczku pojawił się ktoś inny. Tajemniczy mężczyzna o czekoladowych lokach i przenikliwych zielonych oczach. Brzmi znajomo?

Niall uśmiechnął się lekko, sięgając dłonią do zgubionej sprężynki na czole swojego mężczyzny i odgarniając ją na bok. Przemknął opuszkami palców po jego policzku, wciąż słuchając jego opowieści.

- Żadna nie była mu obojętna. A on chciał moją matkę. Oddała mu się, kiedy jej mąż pojechał do zamku by wspomóc księcia w walce.

- Księcia?

Przerwał mu po raz pierwszy Horan, zabawnie marszcząc nos. Harry zaśmiał się lekko i pokiwał głową.

- Mówimy w tym momencie o początku szesnastego wieku, kochanie. Mam już… swoje lata.

Powiedział z lekkim uśmiechem, na co nieco zdziwiony, a raczej bardzo zszokowany Horan jedynie pokiwał głową. Harry chwilę mu się przyglądał, po czym kontynuował.

- Matka jak już powiedziałem, zdradziła swego męża z ów przejezdnym, który okazał się wampirem. Jej partner zginął wtedy w walce o królestwo, więc została sama, w ciąży, z krwiożerczym dzieckiem w łonie. Jestem hybrydą, zabiłem matkę przy porodzie, nie chcąc nawet tego. Wychował mnie tak na prawdę Liam, on jest wampirem. Pomagał mi, aż nie odkryłem swoich mocy. Teraz jestem Magyrusem, wampirem o mocach maga.

Wyznał w końcu, na co Niall chwilę wbijał wzrok w ścianę ponad jego ramieniem, próbując wszystko sobie poukładać w głowie. W końcu przeniósł spojrzenie na swojego ukochanego, posyłając mu ciepły uśmiech.

- Dziękuję, że mi powiedziałeś.

Harry był w totalnym szoku. Jego źrenice powiększyły się a usta lekko uchyliły.

- Tylko tyle? Nie boisz się mnie? Nie uciekniesz ode mnie? Nic?

Niall z uśmiechem pokręcił głową i wyciągnął do niego dłonie, zaciskając palce by go przytulił. Harry jednak nie ruszył się ani o milimetr, więc chłopak wygrzebał się spod kołdry i usiadł wygodnie na jego podołku, obejmując szyję ramionami. Wtulił w niego, dławiąc kaszel i schował buzię w jego ramieniu.

- Nic się nie zmieniłeś. Wciąż jesteś tym Harrym jak wczoraj, który całuje mnie w głowę, mówiąc że mnie kocha i nigdy nie zrani. Jesteś taki sam, Harry.

Szepnął Niall, odsuwając i patrząc na jego zielone tęczówki. Harry uśmiechnął się lekko, bo na prawdę kochał Nialla za jego podejście do wszystkiego.

8.

{Don’t Let Me Go}

Stan Nialla z dnia na dzień pogarszał się coraz bardziej. Często krwawił z nosa oraz dusił krwią, gorączkował a Harry wiedział, że lekarze nic nie pomogą. Kilka dni temu Niall mu wyznał, że choruje, a leki przestały już działać jak powinny. Nie było dla niego ratunku i z każdą chwilą jego małe słoneczko odchodziło z tego świata, odchodziło od niego. Harry bał sie, nie odchodził od jego łóżka, a Liam spełniał każdy rozkaz, chcąc uśmierzyć cierpienia chłopakowi, bo mimo wszystko polubił go. Harry nigdy jeszcze nie był w takim stanie, nigdy nie był tak roztrzęsiony.

- Harry…

Liam stanął za nim niepewnie i ułożył dłoń na jego ramieniu. Harry podniósł głowę, spoglądając na niego niepewnie.

- Rozmawiałem z lekarzem. Nic na to już nie poradzisz, Niall umrze w przeciągu kilku dni i nic tego nie zatrzyma.

Szepnął, ściskając dłonią jego ramię, po chwili przenosząc sarnie oczy na śpiącego niespokojnie Nialla.

- Jest jeden sposób.

Powiedział po chwili Harry nieswoim głosem. Odgarnął z jego twarzy wilgotne kosmyki i westchnął cicho. Liam odsunął się, pozostawiając to jego decyzją. Harry zbliżył się do niespokojnej postaci wśród kołdry i nachylił nad jego twarzą, delikatnie całując w czoło.

- Niall, proszę, obudź się.

Szepnął cicho i delikatnie pogładził go po szyi, szukając opuszkami palców najlepszego miejsca. Spojrzał na zmęczoną buzię swojego słońca oraz chabrowe tęczówki, które były ledwie przytomne.

- Niall… Mogę Cię przemienić, wyleczyć cię i dać wieczne życie… Tutaj, ze mną… Ale… Musisz się zgodzić, rozumiesz? Nie zrobię nic bez Twojej zgody, kochanie, proszę, nie zasypiaj.

Harry ułożył dłoń na jego klatce piersiowej. Czuł jak serce bije z każdą chwilą coraz słabiej.

- Nie zostawiaj mnie…

Wychrypiał cicho Horan, patrząc na niego nieprzytomnie. Harry nie rozumiał jednak, czy oznacza to zgodę, czy chęć śmierci.

- Kochanie, zgadzasz się? Żebym Cię przemienił?

Kiedy Niall ponownie uchylił powieki, usilnie patrząc na niego, jego wargi wykrziwły się w zmęczonym uśmiechu.

- Obiecaj, że nie będzie bolało. Że nie będzie boleć i nigdy mnie nie zostawisz…

Wyszeptał, na co Harry pochylił się nad nim.

- Przysięgam.

Szepnął, składając na jego wargach delikatny pocałunek, po czym pochylił się nad jego szyją. Odnalazł odpowiednie miejsce, zamykając oczy. Poczuł jak jego kły wydłużają się i delikatnie wkuł w jego tętnicę, wpuszczając do krwi jad wraz z mocą. Niall jęknął głucho, wyginając się w łuk z bólu, jaki go nagle ogarnął, kiedy jego ciało zaczęło się zmieniać. Harry odsunął się a po jego policzkach ciekły łzy, jakich nie wypuścił od stuleci. Liam delikatnie objął go, pilnując by Harry nie zrobił jeszcze jakieś głupoty, samemu obserwując przeobrażenie się Nialla w istotę krwiopijczą. Obserwował i słuchał, jak Niall rzuca się po łóżku w agonii, kiedy jego ciało zmienia się na to wampirze, jak wrzeszczy z bólu, kiedy jego nerwy wyostrzają się, a żyły palą przy zmianie krwi. Po kilku długich godzinach opadł zmęczony na poduszki, ciężko oddychając. Uchylił po chwili chabrowe tęczówki, rozglądając się dookoła. Harry od razu doskoczył do niego, wyrywając z objęć Liama i biorąc w ramiona swojego ukochanego mężczyznę.

- Jak się czujesz kochanie?

Zapytał cicho, patrząc na zagubioną twarz swojego wybranka.

- Dziwnie. Dobrze. Chyba. Nie wiem.

Zaczął się plątać Niall, uważnie przyglądając swoim bledszym dłoniom. Spojrzał po tym na Harry’ego, który uśmiechał się troskliwie, gładząc go po głowie i tuląc do siebie.

- Będziesz ze mną, prawda, Harry?

Zapytał cicho, na co chłopak uśmiechnął się promiennie.

- Zawsze, kochanie. Już zawsze…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz