czwartek, 5 grudnia 2013

211

Z dziwnych przyczyn plany Harry’ego nigdy nie działały. Nigdy nie była to jego wina, przynajmniej nie całkiem. Tego dnia, jego plany nie zadziałały z kilku powodów i naprawdę nie miał pojęcia, jak to się stało, że w końcu znalazł się w tej sytuacji.

Osobą psującą jego plany w najlepszy możliwy sposób był Zayn, oznajmujący, że Liam i on zaadoptowali psa.

Na początku Harry był pewien, że Zayn żartuje. Jednak kiedy wracał z nim do domu, dowiedział się, że tak naprawdę wcale nie żartował.

Liam powitał ich z zaniepokojonym wyrazem twarzy, lekko czerwonymi policzkami, zdyszany, ale ze szczęśliwym szczeniaczkiem na rękach i oczami błyszczącymi tak jasno, jak oczy dziecka w świąteczny poranek. I Harry był pewien, że w tym wypadku było to jedyne odpowiednie porównanie.

Oczywiście był to pomysł Liama. Zawsze chciał psa.

- Zayn powiedział mi wczoraj, że znajomemu jego znajomego został jeden piesek, którego nikt nie chciał wziąć – powiedział.

- Już wtedy wiedziałem, że my go weźmiemy – dodał Zayn. – Liam zawsze chciał psa i wiedziałem, że jeśli mu powiem, nie będzie szans, żeby mnie nie przekonał.

A teraz Zayn i Liam mieli szczeniaczka. Jack Russell Terriera o imieniu Woodstock.

Jednak na nieszczęście Harry’ego Zayn i Liam nie mogli wziąć udziału w nocy, którą Harry zaplanował na sobotę. Wymyślił to w czwartek i kiedy zasugerował pomysł podczas lunchu, Liam, Zayn i Niall momentalnie się zgodzili. Z Louisem nie było łatwo, ale w końcu dał się przekonać.

Harry nie miał pojęcia, dlaczego Louis w ogóle się nad tym zastanawiał.

W każdym razie, jako że Liam i Zayn bawili się w ojców psa, zostali jedynie Louis, Niall i on. Co nie było niczym złym, dopóki Niall nie zasnął na swojej kanapie. Spotkali się u niego, aby się napić i później wyjść, a Niall zasnął jeszcze przed północą. Wszystkie próby obudzenia go okazały się płonne.

Więc w tamtej chwili został jedynie Louis i on, i była to jedyna opcja, która naprawdę nie pasowała do pierwotnego planu Harry’ego. Bycie w klubie jedynie z Louisem było właściwie wszystkim, czego Harry nigdy nie planował i czego nigdy nie chciał.

Pierwotnym planem Harry’ego było zaliczenie kogoś tamtej nocy.

To się nie zmieniło, ale bycie z jedynie Louisem stawiało wszystko w niezręcznej sytuacji. Miał nadzieję, że poderwie chłopaka, będzie się z nim obściskiwał, a Louis wszystko zrozumie i spyta Liama i Zayna lub Nialla, czy może zostać u nich na noc.

Harry był pewien, że wszystkim, czego potrzebował, by dobry seks, żeby odwrócić jego uwagę od Louisa. Rzecz w tym, że Harry stale myślał o seksie, kiedy w pobliżu był Louis i nie mógł tego znieść. Oczywiście nie brało się to stąd, że Louis mu się podobał, mimo że coś pomiędzy nimi było, Harry lubił Louisa. Ale Harry nie uprawiał seksu od dłuższego czasu a stała obecność Louisa skrzętnie mu o tym przypomniała. Louis nie był w typie Harry’ego, zbyt maleńki, dowcipny, z krągłościami i zmierzwionymi włosami każdego ranka. Harry po prostu był w potrzebie, a Louis zawsze był przy nim.

To był jedynie naturalna reakcja.

Szkoda, że Louis musiał być świadkiem podbojów Harry’ego. Jeśli wszystko potoczyłoby się tak, jak Harry tego chciał. Ale nie mógł nic z tym zrobić. Oczywiście przez głowę przeszła mu myśl, że to on mógłby zatrzymać się u kogoś, ale Harry naprawdę nie lubił być tym, który wychodził o poranku po jednorazowej przygodzie. Wolał budzić się we własnym łóżku z jedynie odległym wspomnieniem osoby, z którą uprawiał seks i nikłym śladem zapachu na pościeli.

Nie miał zamiaru zmieniać planów.

Jeśli jego plany nie działały tak, jak tego chciał, musiał dostosować je do zaistniałej sytuacji. Potrafił być elastyczny.

Elastyczny, pomyślał z szerokim uśmiechem wkradającym się na jego twarz.

- Nie chcę wiedzieć, jaka niewłaściwa myśl właśnie przeszła ci przez głowę – powiedział stojący obok Louis.

Stali przy barze ze szklankami taniej wódki z colą. Harry ledwie usłyszał Louisa przez głośną muzykę.

- Naprawdę nie chcesz – zgodził się Harry. Lekko podskoczył, kiedy ktoś dotknął jego ramienia. Odwrócił się i dostrzegł wysokiego blondyna, który zdecydowanie naruszał jego przestrzeń osobistą.

- Hej – powiedział chłopak i, cóż, poszło szybciej, niż Harry oczekiwał.

- Hej – odpowiedział Harry z lekkim uśmieszkiem.

- Mogę na minutę pożyczyć twojego przyjaciela? – spytał i wskazał Louisa.

Harry czuł, jak mina mu rzednie. Co do cholery? Bez słów wymusił kiwnięcie głową i spojrzał na Louisa, który wydawał się być równie zdezorientowanym. Chłopak pochylił się w kierunku Louisa i wyszeptał do jego ucha coś, przez co na twarzy Louisa pojawił się uśmiech. Jeden z tych, od którego wokół jego oczu pojawiły się zmarszczki, sprawiając że wyglądały one jak małe, błyszczące półksiężyce, a serce Harry’ego ściskało mu się w piersi – oczywiście z żadnego konkretnego powodu. Louis posłał mu krótki, zmieszany uśmiech, po czym poszedł za chłopakiem na parkiet.

Harry fuknął i opróżnił swoją szklankę, potem tę Louisa, po czym zdecydował, że jeśli ma trochę wolności, powinien ją wykorzystać i znaleźć sobie mężczyznę na noc. Kątem oka dostrzegł Louisa tańczącego ze złotowłosym – zbyt blisko i intymnie jak na obcych ludzi. Nie, żeby Harry miał coś przeciwko. Wcale.

Oderwał spojrzenie od tyłka Louisa i docierających do niego rąk. Nawiązał kontakt wzrokowy z barmanem, aby zamówić kolejnego drinka. Chciał się upić, to zdecydowanie miało pomóc.

Trzydzieści minut później nadal stał w tym samym miejscu. Próba poderwania chłopaka ze zmierzwionymi, rudymi włosami nie poszła dobrze. Znów stał sam i obserwował Louisa na drugim końcu pomieszczenia, opierającego się o ladę drugiego baru i rozmawiającego z chłopakiem z wcześniej. To nie poprawiło jego samopoczucia.

Muzyka nie była aż tak głośna, Harry nie rozumiał, dlaczego koniecznym było tak bliskie pochylanie się do ucha Louisa.

To nie tak miała przebiegać ta noc, To nie tak Harry ją planował. Dlaczego to Louis podrywał obcych, kiedy to Harry musiał się z kimś przespać? Nie przeżyłby, musząc słuchać Louisa uprawiającego seks.

Ponownie patrząc przez pomieszczenie, Harry zauważył, że Louis zniknął, i na moment spanikował. Potem dostrzegł go dochodzącego do toalet. Blondyn trzymał jego biodra, a jego klatka piersiowa znajdowała się zdecydowanie zbyt blisko pleców Louisa.

O boże, najwyraźniej Louis nie chciał nawet czekać, by dostać się do domu; miał zamiar uprawiać seks w publicznej toalecie. Harry naprawdę nie chciał być tego świadkiem.

Opróżnił szklankę i czuł, że stoi niestabilnie, ale udało mu się odejść od baru. Już nie chciał nikogo podrywać, prawdopodobnie najlepiej byłoby wrócić do domu i iść spać.

Louis Tomlinson może iść do diabła razem z tym blondynem.

Jednak kiedy Harry przeszedł przez drzwi, zdał sobie sprawę, że nie poszedł do wyjścia, ale to toalet. Louis stał z plecami przyciśniętymi do ściany i językiem chłopaka trzymającego jego biodra rękoma w gardle.

Harry nawet tego nie przemyślał, podszedł do nich i odepchnął blondyna, by wyciągnąć stamtąd Louisa.

- Co do – Louis nawet nie zdołał wypowiedzieć całego zdania, zanim Harry przepchnął go przez drzwi.

- Idziemy do domu – odpowiedział stanowczo. Cała panika, którą czuł, była stłumiona złością i ślepą agresją.

- Oszalałeś? – Louis zaczął się wyrywać, walcząc z uściskiem Harry’ego, co tylko sprawiło, że palce chłopaka wbiły się głębiej w jego skórę.

Harry przekroczył parkiet i otworzył drzwi wyjściowe z Louisem tuż za nim, dziwnie cichym. Uniósł dłoń, by przywołać taksówkę, otworzył drzwi i wepchnął do środka chłopaka. Siadając obok niego, podał kierowcy adres, po czym w ciszy wpatrywał się za okno.

Naprawdę miał nadzieję, że Louis jest na tyle inteligentny, by nie zaczynać kłótni w taksówce. Harry naprawdę nie potrzebował, by ktokolwiek był tego świadkiem. Właściwie miał nadzieję, że Louis po prostu zapomni o całej sprawie, że będzie udawał, że to się nigdy nie wydarzyło.

Nie sądził, by miał tyle szczęścia.

Dojechali, Harry zapłacił, wyszedł i pognał naprzód, otwierając drzwi. Słyszał, jak Louis idzie za nim i wewnętrznie krzyczał, wspinając się po schodach. Co w niego wstąpiło, bo to robić?

To wyglądało jakby-

- Mógłbyś łaskawie wyjaśnić mi, dlaczego zachowujesz się jak zazdrosny chłopak? – Głos Louisa był spokojny i oziębły.

Zazdrosny chłopak. Dokładnie tak to wyglądało. Harry chciał zapaść się pod ziemię. Otworzył drzwi do mieszkania i zdjął buty.

- Nie zachowuję się tak – powiedział.

Louis wybuchnął śmiechem. – Przepraszam, ale czy jesteś świadom tego, co właśnie zrobiłeś?

- Słuchaj. Nie rozmawialiśmy o tym – Harry rzucił klucze na stół w kuchni i powoli odwrócił się do Louisa. Musiał stanąć z nim twarzą w twarz i sprawić, by uwierzył w to, co miał zamiar powiedzieć. Musiał jedynie dobrze zagrać – O tym, co robimy, kiedy jeden z nas przyprowadza kogoś do domu.

Louis uniósł brew. – Nie wiedziałem, że musimy.

- To niezręczna sytuacja, okej? – Harry wzruszył ramionami i wiedział, że nie był tak przekonujący, jak chciał. Do diabła z całym tym graniem i kłamaniem. Nigdy nie był w tym dobry. – Jeśli byłaby z nami reszta, mógłbym spędzić noc u nich na kanapie, ale w takiej sytuacji… - Słowa zamarły mu na języku.

- Więc – streścił Louis – wyciągnąłeś mnie stamtąd do domu, bo nie chciałeś ryzykować prawdopodobnego słyszenia mnie uprawiającego seks w moim pokoju.

Harry ponownie wzruszył ramionami. O boże, co miał powiedzieć? Jak miał wybronić się z tego, co właśnie zrobił?

- Nie pomyślałeś chociaż przez chwilę, że mogłem po prostu pójść od niego?

Nawet gorzej, pomyślał Harry i zastanowił się, czy było to widać po jego wyrazie twarzy. Nie chciał, by Louis poszedł do kogokolwiek na noc i nie chciał, żeby Louis przyprowadził kogokolwiek na noc. To było dość skomplikowane.

Ale Louis był tam, w domu. To Harry z nim wrócił. Harry nie mógł powstrzymać myśli, że to liczyło się najbardziej.

Wolał nie zastanawiać się, co to oznaczało.

Nie otrzymując odpowiedzi, Louis westchnął i skrzyżował ramiona na piersi. – Nie wierzę, że właśnie zrujnowałeś mi szansę na dobry seks z powodu czystego egoizmu.

Harry ciężko przełknął ślinę i czuł, jak pomieszczenie zmniejsza się i zmniejsza. – Przepraszam – wydusił.

- Tak, to mi to wynagrodzi – powiedział oschle Louis i odwrócił się. – Będę w pokoju, prześpię się.

Harry został w miejscu i patrzył, jak Louis wychodzi. Słyszał, jak drzwi do pokoju Louisa zamykają się i jęknął.

Kurwa. To była prawdopodobnie najgłupsza rzecz, którą Harry zrobił w całym życiu. Po prostu nie mógł się opanować. A to, że lubił Louisa, nie polepszało sprawy – jakby był sposób, żeby sprawę polepszał fakt, że lubi chłopaka, z którym mieszka, i który nie jest w jego typie, i który nie jest nim zainteresowany. Nie miał prawa zachowywać się zaborczo ani być zazdrosnym.

Byli przyjaciółmi. Przeklętymi przyjaciółmi mieszkającymi razem i jeśli którykolwiek z nich przyprowadziłby kogoś na noc, drugi musiałby się z tym pogodzić.

Dlaczego Harry nie mógł się z tym pogodzić?

Powinien był pozwolić Louisowi iść do domu z tym chłopakiem. Do nich lub gdziekolwiek. Jeśli Louis przyprowadziłby kogoś, by uprawiać z nim seks, Harry powinien się z tym pogodzić. To nie byłby pierwszy raz, kiedy zapukałby do drzwi Liama i Zayna w środku nocy.

Ale Harry naprawdę nie chciał opuszczać własnego mieszkania, żeby Louis mógł uprawiać seks. Dlaczego tak było, prawdopodobnie miał dowiedzieć się, kiedy będzie trzeźwy. Ale w tamtej chwili nie mógł wymyślić żadnego powodu.

A Louis naprawdę nie ułatwiał niczego z tymi błyszczącymi oczami i uśmiechem, i krągłościami, i jego maleńkością, i wszystkim, co Harry’emu wcale się nie podobało. Lekko zmarszczył brwi i schował twarz w dłoniach, kiedy pomieszczenie zaczęło wirować wokół niego zbyt szybko.

Pieprzyć to; to nie była prawda. Pijanemu Harry’emu naprawdę podobało się to wszystko, ale naprawdę nie podobało mu się to, że Louis był na niego zły. Mimo wszystko byli przyjaciółmi, prawda? A Harry naprawdę nie lubił być powodem smutku żadnego ze swoich przyjaciół. Musiał to naprawić.

Gdyby nie on, Louis uprawiałby w tamtej chwili seks i prawdopodobnie dochodziłby już trzeci raz (mimo że Harry wątpił, by ten blondyn był dobry w łóżku; nie wyglądał na takiego). Zamiast tego, Louis został zaciągnięty do domu i leżał w swoim łóżku całkowicie samotnie.

To nie zostawiło Harry’emu wielu opcji tego, jak mógł zrekompensować to Louisowi. Ale musiał to naprawić. Nie mógłby tego znieść, gdyby Louis był na niego zły następnego ranka. Jego mama zawsze mówiła, że nie powinien chodzić spać zły, że powinien wszystko rozwiązać przed snem.

Marszcząc brwi, Harry napełnił szklankę wodą z kranu i próbował wyrzucić z głowy myśl o swojej mamie. Naprawdę nie powinien myśleć o niej, jeśli miał zamiar to zrobić.

Nic naprawdę nie poszło według jego planu. Cała ta sprawa odbiegała od jego pierwotnej formy tak, jak tylko się dało.

Cholera.

-

Louis zamknął za sobą drzwi i natychmiastowo ugięły się pod nim kolana, przez co przykucnął na podłodze z twarzą w dłoniach.

Harry Styles będzie jego śmiercią.

Doskonale wiedział, dlaczego nie chciał wyjść z Harrym. Ale Harry kłócił się, że bez niego nie będzie tak fajnie, a spojrzenie szczeniaczka miał opanowane do perfekcji i wiedział, kiedy go użyć – wiedział też, że zadziała.

Aż do tamtego dnia zawsze przychodzili do jednego z mieszkań i upijali się, wspinając się potem do łóżek i następnego ranka jedząc na kacu wspólnie śniadanie.

Louis mógł to znieść. Tak było dobrze. Mógł znieść Harry’ego lubiącego dotykanie, kiedy był wstawiony, i mógł znieść to, jak Harry przysuwał się do niego, opierał o niego. Harry robił to też z innymi chłopakami. Nie było w tym żadnej szkody, to tylko gesty pomiędzy przyjaciółmi.

Ale podczas wyjścia, Louis wiedział, że nie da rady tego znieść. Myśl o podrywającym kogokolwiek Harrym i wiedza, że przyprowadzi tę osobę do mieszkania, do pokoju obok tego od Louisa, do łóżka, w którym Louis tak wiele nocy trzymał Harry’ego- jak mógł to znieść?

W najlepszym wypadku to Louis poderwałby jakiegoś chłopaka i poszedł do niego z nadzieją, że osoby, którą poderwał Harry, nie będzie już rano, kiedy wróci.

Ten plan wydawał się działać.

Dopóki Harry nie dostał napadu zazdrości.

Louis odchylił głowę i zamknął oczy.

Jak miał na to zareagować? Czy Harry był zazdrosny? Czy tylko chciał uniknąć niezręcznej sytuacji? Może to, co powiedział, było prawdą. Nigdy nie rozmawiali o niczym takim.

Jednak Louis nie sądził, by był to problem. Mimo wszystko byli przyjaciółmi, niczym więcej. Jeśli któryś z nich chciałby przyprowadzić kogoś na noc, to nie powinien być problem.

Louis nie mógł tego znieść, nie mógł sobie z tym poradzić. To było zbyt wiele dla jego zauroczonego serca. Jeśli Harry miał zamiar się tak zachowywać, Louis nie mógł być pewien, czy zadziała to dobrze na jego zauroczenie.

Podniósł się, zdjął ubrania i wspiął się na łóżko. Alkohol już dawno stracił swoje efekty i Louis pragnął, by znów poczuć się pijanym. Prawdopodobnie zagłuszyłoby to wszystkie myśli, wątpliwości, potrzeby i pragnienia.

Zasnął z myślami zajętymi Harrym i jego wyrazem twarzy, kiedy Louis przeciwstawił mu się w kuchni. Te zielone oczy, błyszczące i szklące się w przyciemnionym kuchennym świetle, obawa i niepewność ewidentnie wypisane na jego twarzy.

Louis nadal nie wiedział, za kogo Harry Styles się uważał, by zachowywać się w ten sposób.

Kiedy się obudził, było to spowodowane ciepłym, wilgotnym oddechem na jego karku, własnym oddechem wyszarpującym się z płuc, ręką w jego włosach i drugą ręką… Louis wygiął się w łuk znad materaca i jęknął, podczas gdy wspomniana druga ręka przesuwała się po jego penisie i lekko ciągnęła, a długie palce delikatnie go ściskały.

Był twardy; był twardy i tak bliski szczytu, że nie był w stanie przywołać jakiejkolwiek myśli, by rozszyfrować, jak w ogóle znalazł się w takiej sytuacji. Lub dlaczego Harry leżał przy nim z ręką owiniętą wokół jego penisa, podczas gdy jego własny ciepło, lekko wilgotnie i niesamowicie twardo opierał się o biodro Louisa.

- Kurwa – wydusił Louis z zapartym tchem – Harry.

Harry wyszeptał – Cii – do jego ucha, po czym złapał jego płatek między zęby i lekko go przygryzł. Przeniósł usta w dół do ramienia Louisa i ugryzł je tym razem już nie tak lekko. Louis widział gwiazdy eksplodujące przed oczami, gdy Harry idealnie okręcił rękę wokół jego erekcji.

Doszedł w jego rękę, Harry pomagał mu w tym, nadal go dotykając i szepcząc słowa, których Louis nie był w stanie wyłapać. W końcu szepty ustały i Louis wrócił na ziemię; ciszę wypełniały tylko ich oddechy.

- To naprawdę to rekompensuje* – wydusił Louis.

- Czy jest tam podtekst? – spytał Harry.

Louis nie mógł powstrzymać śmiechu. Odważył się otworzyć oczy i spojrzał na sufit. Jego skóra stała się zimna przez minutę leżenia nago w ciemności; jego kołdra została zepchnięta do stóp. – Zachowywałeś się dziś dziwnie – wyjaśnił – ale to naprawdę to rekompensuje.

- Ja… - Harry zamilkł, a Louis zdecydował czekać na to, co chciał powiedzieć, zamiast panikować przez to, co się właśnie stało. – Powiedziałeś, że moje przeprosiny nie rekompensują tego, co cię dziś ominęło.

Louis ponownie zamknął oczy i czuł, jak przepływa przez niego uczucie czystej, ciepłej czułości. Ten chłopak nie mógł być prawdziwy. – Wkradasz się do mojego łóżka i obciągasz mi, kiedy śpię, bo sądzisz, że jesteś winien temu, że dziś nie zaliczyłem?

- Jestem temu winien – odpowiedział Harry.

Cisza między nimi się przeciągała i Louis był na granicy powiedzenia czegoś więcej – powiedzenia rzeczy, których prawdopodobnie potem by żałował – kiedy Harry powiedział cicho i nisko – Naprawdę nie chciałem, żebyś był na mnie zły.

I, cholera, Louis nie sądził, by ktokolwiek mógłby być zły na Harry’ego. Zawsze był uroczy w swojej dziwaczności. Louis odwrócił się do niego, czuł jego twarz blisko swojej, zanim był w stanie ją dostrzec. Przysunął się i jego spojrzenie na moment zawiesiło się na ustach Harry’ego, po czym uświadomił sobie, że erekcja chłopaka nadal napierała na jego biodro.

- Kretyn – wymamrotał cicho Louis, przesunął dłonią w dół brzucha Harry’ego i ujął go w dłoń. Harry westchnął, po czym pochylił się i schował twarz w szyi Louisa.

Louis pomyślał, że prawdopodobnie nadal śpi. Prawdopodobnie obudzi się następnego ranka samotnie z bolesną erekcją spowodowaną snem, w którym ręka Harry’ego dotykała jego przyrodzenia. Snem, w którym mógł odwrócić się do Harry’ego i przesunąć ręką po jego nagiej skórze – nie platonicznie, ale żeby go pobudzić, żeby go zadowolić. Żeby poczuć.

Ta myśl doprowadzała go do obłędu i Louis czuł, jak Harry przysuwa się niewiarygodnie bliżej, a z jego ust wydobywa się jęk stłumiony przez skórę Louisa. Zadygotał, zaprzestał ruchów i poczuł, jak Harry dochodzi między nimi, a ciepła, klejąca się ciecz rozlewa się po ich ciałach.

Ponownie pomieszczenie zostało wypełnione jedynie dyszeniem, podczas gdy Harry zrelaksował się w ramionach Louisa. Louis zabrał rękę z jego penisa i ułożył ją lekko na biodrze chłopaka. Harry westchnął, po czym wyplątał się z objęć Louisa i pochylił nad brzegiem łóżka. W ręku trzymał koszulkę lub coś podobnego; Louis nie mógł dostrzec tego w ciemności.

Harry ostrożnie wytarł Louisa i siebie, po czym rzucił koszulkę z powrotem na podłogę. Niepewnym wzrokiem spojrzał na Louisa i chłopak zrozumiał, że Harry nie jest pewien, czy może zostać.

Co za śmieszna myśl. Jakby po tym Louis mógł kazać mu wyjść.

- Chodź – powiedział cicho Louis i odsunął się, by zrobić więcej miejsca. Wyraz twarzy Harry’ego złagodniał i chłopak położył się ponownie przy Louisie, który nakrył ich nagie ciała kołdrą.

W ten sposób przez chwilę leżeli na plecach, patrząc w sufit. Louis nie był pewien, czy wolno mu objąć Harry’ego. Dzielili już łóżko od tygodni i zwykle przytulanie nie było problemem. Ale skąd miał wiedzieć, czy przytulanie po seksie było problemem?

Oblizał usta i zamknął oczy, koncentrując się na miarowym oddechu Harry’ego. W tamtej chwili wolałby nie myśleć o konsekwencjach. Relacja między nimi była dobra, wszystko zaskoczyło od samego początku.

Seks zwykle wszystko komplikował, a Louis nie chciał, by coś się między nimi skomplikowało. Dla niego wszystko było skomplikowane już od dłuższego czasu – z jego zauroczeniem i tak dalej – ale to była tajemnica, jego mała tajemnica, w której śnił o Harrym i wpatrywał się w niego, kiedy nikt nie widział.

I może to było jednorazowe, tak jak powiedział Harry; tylko rekompensata za zrujnowanie nocy Louisa. Może tak było tylko tamtej nocy i nigdy więcej się to nie zdarzy.

Co, jeśli nigdy więcej się to nie zdarzy? Co, jeśli Louis nigdy nie zasmakuje więcej tego, czego spróbował tamtego dnia?

Louis nie sądził, żeby był w stanie spędzić kolejne dwa miesiące mieszkania z Harrym ze świadomością uczucia dotyku jego skóry, wiedzą, jak brzmią jego jęki, jak ocierał się o Louisa powolnymi, małymi ruchami, jak wyglądało uczucie tych długich palców na jego przyrodzeniu i nie mogąc doświadczyć tego ponownie.

Louis nie sądził, że będzie w stanie to znieść.

Kiedy obudził się następnego ranka, Harry nadal przy nim był. Żaden z nich nie przysunął się do drugiego, leżeli przy sobie na brzuchach, twarzami zwróconymi do siebie. Harry mocno spał z lekko uchylonymi ustami, zmierzwionymi włosami, lokiem luźno opadającym na czoło i długimi, ciemnymi rzęsami zawijającymi się na jego policzkach.

A jego ręka leżała na poduszce przed jego twarzą, tuż przy tej Louisa. Ich małe palce się stykały.

Louis przez chwilę obserwował go sennym spojrzeniem i uświadomił sobie, że to nie był sen.

To działo się naprawdę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz