-
Przeraźliwy dzwonek telefonu, wyrwał Louisa z błogiego snu.
- Ugh – Mruknął, zamykając uparcie oczy. Przez pół minuty starał się ignorować dzwoniący telefon, ale nie mogąc znieść tego dłużej, odwrócił się i wziął go ze stolika. Nie zadając sobie trudu, aby spojrzeć na dane dzwoniącego, odebrał połączenie. – Jeśli to ty Stan, możesz się odpieprzyć. – Jego najlepszy przyjaciel był jedyną osobą, która mogła zadzwonić o szóstej rano i będąc uczciwym, Stan tak robił.
- Er…
Męski głos potwierdził jego podejrzenia, a nadal nie do końca obudzony Louis, kontynuował. – Całą noc grałem z bliźniaczkami, a Lottie nadawała jaki to Justin Bieber jest niesamowity. – Louis dość kiepsko udał głos siostry i wywrócił oczami z pogardą. – Przysięgam na Boga, że jeśli jeszcze raz usłyszę jedną z jego gównianych piosenek to połamię jej płyty na pół.
Po drugiej stronie linii zapadła cisza, zanim oburzony głos krzyknął: - Ej, Justin Bieber nie jest gówniany!
Louis zamarł i nagle ocknął się całkowicie.
Minęły dwa tygodnie od podpisywania i jak dotąd Harry Styles nie odezwał się.
Czekał na telefon i spędził dużą ilość czasu stalkując zespół na twitterze - bezskutecznie. Ostatecznie, Louis zrezygnował i pogodził się z faktem, że cała sprawa była żartem – przynajmniej dla Harry’ego. Czuł się zażenowany myśląc, że Harry postawi zadzwonienie do niego, na pierwszym miejscu. Tak więc, Louis był zaskoczony słysząc irlandzki głos, podobny do głosu Nialla Horana.
- Halo? – Zapytał powoli Louis, teraz już w pełni obudzony.
- Hej! – To było surrealistyczne i bardzo, bardzo nieoczekiwane, słysząc głos Harry’ego w telefonie. – Brzmisz na szczęśliwego – Zauważył żartobliwie Harry, a ktoś prychnął niecierpliwie w tle. Louis podejrzewał, że z Harrym siedzieli jego trzej koledzy z zespołu (przynajmniej doszedł do takich wniosków po ich rozmowie), a jego podejrzenia potwierdziły się, gdy Harry mruknął do kogoś z dala od słuchawki: - Zamknijcie się, głupki!
Brwi Louisa unosiły się w górę, jak chłopacy krzyczeli głośno urażeni mówiąc, że to przestępstwo.
- Przepraszam?!
- Następnym razem, chłopcy, nie pomożemy Harry’emu znaleźć numeru do jego sympatii.
- Jesteś taki niewdzięczny, Styles.
Louis usłyszał zirytowany głos Harry’ego. – Przepraszam za to, Louis. – Powiedział zakłopotany. Był zażenowany tym, że Louis pomyślał, że drażnił się ze swoimi kolegami z zespołu.
- Nie, jest w porządku. – Odpowiedział Louis. Zawahał się na chwilę. – Niall, Zayn i Liam są z tobą?
- Uh… tak, - Odpowiedział niepewnie Harry. – Oni –
Nagle, rozległ się głośny łomot, następnie odgłosy szamotaniny, jęki i niewyraźne krzyki. Louis skrzywił się, a kiedy podekscytowany irlandzki głos krzyknął do telefonu, podskoczył z zaskoczenia. – Zdajesz sobie sprawę, jak cholernie długo szukaliśmy twojego numeru, po tym jak Harry go zgubił!?
Na drugim końcu linii rozległ się szelest, a oburzony głos zawołał: - Harry, nie możesz wyjść! – jednak Harry zamknął drzwi i przez kilka sekund słychać było jedynie jego ciężki oddech, zanim chłopak odezwał się ponownie: - Przepraszam za to, Louis. Chłopcy są nieco… trudni.
Louis prychnął cicho, przysuwając koc pod brodę i uśmiechając się. – Domyśliłem się po odgłosach walki. – Harry zaśmiał się na ten komentarz. – Więc, dobrze słyszałem, zgubiłeś mój numer?
Harry zakaszlał zakłopotany. – No tak, zgubiłem…
- Tego też się domyśliłem. – Odpowiedział sucho Louis.
- Ta, i cóż, chciałem do ciebie zadzwonić… - Starszy chłopiec poczuł jak rumieniec przyozdobił jego policzki, a ciepłe przyjemne uczucie zagościło w jego brzuchu. Harry chciał do niego zadzwonić? To wydawało się nieprawdopodobne; Louis już dawno zrezygnował z pomysłu, że Harry może do niego zadzwonić. – Więc, Niall, Zayn i Liam pomogli mi znaleźć kartkę papieru, którą dała mi twoja siostra. Zajęło nam to wieczność, ale udało się.
Louis odchrząknął, próbując znaleźć słowa, które nie będą brzmiały jak „Hej, chcesz się teraz spotkać, żebym mógł zacząć obcałowywać twoją twarz?” -Um, więc gdzie ją znaleźliście?
- W spodniach Zayna. – Harry zaśmiał się. – To moja wina, rzeczywiście, pożyczyłem od niego spodnie, bo wszystkie moje były brudne, a miałem zamiar do ciebie zadzwonić, więc kartka z numerem została właśnie w nich. Dlatego wcześniej było tak głośno, nie pozwolili, abym sam zadzwonił. Wybacz. – Dodał Harry po namyśle, ze słabo ukrytym wstydem.
- Nie przeszkadza mi to. – Powiedział szczerze Louis, śmiejąc się. – Są naprawdę zabawni.
- Tak – Odpowiedział niepewnie Harry. Nastąpiła chwila przerwy, zanim niezrozumiale wyrzucił z siebie – Coznasząrandką?
Serce Louisa podskoczyło. – Um… tak… Moja siostra tylko żartowała, wcale nie musisz się ze mną umawiać. – Urwał, marszcząc brwi. – Tak, czy inaczej, myślałem, że jesteś hetero –
- Biseksualny – Wtrącił Harry.
- Oh, prawda… Szczerze mówiąc, myślałem, że jesteś hetero. Sam jestem daleki od bycia hetero. – Louis zażartował niepewnie. – Ale nie o to chodzi. Nie czuj się pod presją randki ze mną, jest mnóstwo ludzi, którzy chcieliby się z tobą umówić. Nie jestem pewny, czy sprostam oczekiwaniom –
- Louis – Powiedział pewnie Harry, przerywając plątaninę Louisa. – Chcę iść z tobą na randkę. – Louis zaniemówił i ciężko westchnął. Mógł niemal usłyszeć ten bezczelny uśmiech. – Szczerze, nie chcesz iść ze mną, czy coś?
- Zamknij się, Harry – Louis zaśmiał się. – W porządku, myślę, że uda mi się iść z tobą na randkę.
- Tak? – Pytanie było trochę zbyt gorliwe, a Louis czuł się jak nastolatka, rozmawiająca ze swoją pierwszą miłością. Uśmiech rozświetlił jego twarz.
- Tak.
- Świetnie – Harry westchnął z ulgą. Louis nie mógł pomóc, ale był zadowolony z siebie – i nieco oszołomiony – z przebiegu tej rozmowy, biorąc pod uwagę fakt, że było wcześnie rano.
Louis spojrzał na zegarek.
Tak, była szósta rano.
- A propos, dlaczego dzwonisz do mnie o szóstej rano, Harry? – Zapytał Louis, ziewając, a myśli o powrocie do łóżka przechodziły mu przez głowę. Tak naprawdę nie czuł się zmęczony, ale przypomniał sobie, jak późno się położył i jak wcześnie było.
- Cóż, ja i chłopaki wstajemy wcześnie i przygotowujemy się do ćwiczeń, a skoro znaleźliśmy twój numer –
- Dobra, rozumiem – Louis zaśmiał się, a Harry nieśmiało zachichotał. – Dlaczego nie możesz zadzwonić do mnie o rozsądnej godzinie? Chcę wrócić spać!
Harry mruknął nieśmiało. – Przepraszam za obudzenie cię.
- Wyślij mi swój numer. – Nakazał Louis. – A ja odpiszę, jak wstanę i wtedy ustalimy szczegóły naszej randki. – Po drugiej stronie zapadła cisza, oprócz stłumionych dźwięków, Louis zaśmiał się. – Czy ty właśnie kiwasz głową, Harry?
- Nie! – Zaprzeczenie było zbyt szybkie, aby mogło być wiarygodne, a Louis ponownie zaśmiał się serdecznie.
- Oczywiście, Styles – Uśmiechnął się, zanim dokończył. – Napiszę później.
- Świetnie – Odpowiedział Harry. – Będę czekać z niecierpliwością.
- Cześć.
- Tak, na razie.
Louis miał zamiar rozłączyć się, zanim coś sobie przypomniał.
- Harry!
Chłopak w kręconych włosach odpowiedział błyskawicznie – Tak, Louis?
- Dzięki, że zadzwoniłeś. – Powiedział Louis, ale zamiast brzmieć fajnie, brzmiał raczej nieśmiało. Harry nie odpowiadał, a chłopak zastanawiał się, czy się uśmiecha.
Głos Harry’ego był słodki i szczery, gdy odpowiadał: - Cała przyjemność po mojej stronie.
Kiedy Louis wreszcie rozłączył się, obrzydliwie słodki uśmiech zagościł na jego twarzy.
(…)
Śniadania nigdy nie były ciche i dzisiejszego dnia nie było inaczej. Lottie krzywiła się przez stół do bliźniaczek – które ukradły jej szczotkę do włosów i nie chciały oddać – a Fizz gadała o czymś, czego Louis już dawno przestał słuchać. Daisy i Phoebe próbowały rozmawiać z Jay o czymś, co stało się w szkole kilka dni temu, a gdy hałas osiągnął szczyt, Louis wygadał się:
- Harry Styles zadzwonił do mnie rano.
Przy stole zrobiło się cicho. Cztery dziewczyny – które były fankami One Direction – mrugnęły do niego, a Jay otworzyła usta. Lottie opowiedziała im o wydarzeniach z podpisywania i Jay była strasznie rozczarowana, gdy gwiazda popu nie zadzwoniła; zawsze miała lekką słabość do Harry’ego.
Minęło kilka sekund, zanim po raz kolejny rozległ się hałas podekscytowanych głosów.
- CO?!
- Nie ma mowy, nie ma mowy, nie ma mowy!
- Harry Styles? Ten Harry Styles?
- Kochamy Harry’ego! Możemy z nim porozmawiać?
- Uspokójcie się! – Krzyknął Louis na rodzinę. Cztery dziewczynki zamilkły, patrząc na niego uważnie. – Idę… Idę z nim na randkę.
Lottie zaśmiała się zaskoczona, patrząc na brata przez chwilę, po czym ukryła twarz w dłoniach i zachichotała histerycznie. Louis skrzywił się, potrząsnął jej ramię i zapytał szorstko: – Co? - Dziewczyna tylko pokręciła głową, usta zaciskając w linię, próbując się już nie śmiać.
Phoebe przerwała: - Czy to znaczy, że lubisz chłopców?
Brwi Fizzy uniosły się, a jej wzrok powędrował na brata. – Jesteś gejem, Louis?
To nie było powiedziane ze wstrętem, lub tak, jakby go osądzały, były po prostu ciekawe. Louis spojrzał matce w oczy, szukając wsparcia – kilka miesięcy temu powiedział jej o zainteresowaniu mężczyznami, a ona wspierała go, mówiąc, że nie ważne czy będzie gejem czy hetero, będzie kochać go tak samo. Nie mówił więcej o tej sprawie, nie dlatego, że był to temat tabu, tylko dlatego, iż uważał to za niepotrzebne. Był zdezorientowany, jednak wciąż był nastolatkiem, więc nie miał zamiaru się ujawniać. Jay, a nawet Lottie zrozumiały, ale Fizz i bliźniaczki nie wiedziały.
Louis przełknął ciężko. Może powinien to przemyśleć, zanim wyskoczył z tą randką.
- Może – Przyznał, wzruszając ramionami.
Fizzy westchnęła z rozmarzeniem w oczach: - Jeśli poślubisz Harry’ego, to ja wyjdę za Liama.
- Nie! – Lottie zaprotestowała natychmiast, machając widelcem w stronę młodszej siostry. Louis był gotowy zainterweniować, w przypadku, gdyby doszło do przemocy, jak czasami, gdy dyskutowali o One Direction. – Liam jest mój!
- Nie prawda, jest mój!
- Proszę, nawet sobie nie wmawiaj, że będzie cię chciał, on jest zakochany we mnie –
- Zamknij się, Liam i ja jesteśmy bratnimi duszami!
Lottie zaszydziła, dumnie odrzucając włosy z ramienia: - Jesz łyżką, Fizz, a dobrze wiesz, co Liam czuje w stosunku do nich. Nie jesteście bratnimi duszami.
Młodsza dziewczynka zatrzymała się i spojrzała na sztućca szeroko otwartymi oczami, a nie mając już żadnych argumentów spojrzała na Louisa. – Louis, powiedz Lottie, że Liam jest we mnie zakochany!
- Nie, on jest – Zaczęła Lottie.
Louis podniósł ręce, próbując załagodzić sytuację, ale dziewczynki ignorowały go. – Słuchajcie mnie – zawołał, a Daisy i Phoebe wybuchły śmiechem – Jeśli nie przestaniecie się kłócić, nie poznam was z Liamem. –
- Poznasz nas z Liamem? – Zapytała Lottie z szeroko otwartymi oczami, z Louis zastanowił się, czy przypadkiem nie pożałuje swojej impulsywnej obietnicy. Nie miał pojęcia, czy Liam zgodzi się lub będzie chciał poznać jego siostry.
- Cóż – Odpowiedział nerwowo, jego oczy błądziły między spragnionymi Lottie a oszklonymi w zdumieniu Fizzy. – Um… Jeśli Harry Styles się zgodzi, dlaczego nie.
- Muszę to powiedzieć przyjaciołom! – Krzyknęła Lottie, nie dając dokończyć Louisowi zdania. Odsunęła krzesło od stołu i pobiegła ku telefonowi w holu. Fizz nadal siedziała przy stole, jej oddech urywał się, a Louis zastanawiał się czy nie potrzebuje wentylacji.
Jay spojrzała na syna surowo. – Naprawdę Louis?
- Co?
- Nie mogłeś zachować tego na później? – Zapytała, choć w jej oczach widać było rozbawienie. Louis wzruszył obojętnie ramionami, przybliżając chleb i masło. – Cieszę się twoim szczęściem. – Powiedziała po chwili milczenia.
Oczy Louisa zamigotały, gdy spojrzał na matkę. – Dzięki, mamo. – Powiedział. – Kocham cię.
- Też cię kocham.
Phoebe patrzyła ciekawie na Louisa. – Hej, Lou – zaczęła, po minucie lub dwóch wpatrywania się w brata. – Kto będzie musiał zmienić nazwisko, jeśli ty i Harry pobierzecie się?
Policzki Louisa stały się jaskrawoczerwone. – My się nie pobieramy, kochanie. – Odpowiedział, pochylając głowę i próbując zignorować chichot matki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz