czwartek, 5 grudnia 2013

223

-

Była prawie ósma i Louis właśnie założył czystą, czarną koszulkę, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Po raz ostatni zerknął do lustra, przesunął palcami przez idealnie wystylizowanego quiffa i poszedł do drzwi.

Liam i Zayn wspólnie uśmiechnęli się do niego, a Niall nadal wchodził po schodach. Niósł pudełko opakowane w jasnoróżowy papier, a Liam trzymał butelkę musującego wina.

Louis uniósł brew. – Myślałem, że moja sekretna impreza dla księżniczek jest jutro i nie zapraszałem nikogo poza siostrami – powiedział.

Zayn uśmiechnął się. – Wiemy, że codziennie robisz imprezy dla księżniczek.

- Wejdźcie – odpowiedział Louis i odsunął się, by ich wpuścić. – Jesteście pierwsi.

- Mówiłeś, że mamy być o ósmej. – Liam lekko zmarszczył brwi.

Louis udał się przodem do salonu, swojego salonu. Miał salon i sypialnię. Osobno. To właśnie lubił najbardziej w swoim nowym mieszkaniu. – Kiedy jestem zaproszony na ósmą, nie pojawiam się przed dziewiątą. Podobnie robią wszyscy na świecie. Poza tobą, Liam.

Zayn, Liam i Niall byli już u niego wcześniej, więc nie musiał ich oprowadzać. Namówili go na urządzenie parapetówki i wyszło na to, że zaprosił masę ludzi. Miał nadzieję, że nie wszyscy zdecydują się przyjść. Mogłoby się zrobić tłoczno.

- Okej, więc co znajduje się w różowym pudełku?

- Twój prezent – odpowiedział Niall, siadając na jego sofie. Położył prezent na stole i wskazał Louisowi, by go otworzył.

- Dlaczego kiedykolwiek ważyłem się myśleć, że organizowanie parapetówki jest złym pomysłem? Nie wiedziałem, że dostanę prezenty. Czy każdy przynosi prezenty? – W takim wypadku chciałby, żeby przyszła ta cała masa ludzi.

- Większość przyniesie prezent w postaci alkoholu – odpowiedział Zayn i postukał palcami butelkę, którą Liam położył obok pudełka. – Ale pomyśleliśmy, że jako twoi najlepsi przyjaciele i w ogóle, powinniśmy przynieść coś więcej. Coś przydatnego.

- Coś przydatnego? – Louis przysunął pudełko bliżej i uważnie mu się przyjrzał. – Jeśli to coś do mojej kuchni, macie jeszcze szansę, żeby to zabrać i wymienić na coś naprawdę przydatnego. Jak lustro albo wypchanego ptaka na balkon.

Niall się zaśmiał. – Bardzo przydatne. I za drogie. Nie jesteśmy tak dobrymi przyjaciółmi.

Louis zmarszczył brwi. – Przed chwilą byliśmy najlepszymi przyjaciółmi.

- Stąd wiedzieliśmy, czego będziesz potrzebował, ale nie będziesz tego miał – wyjaśnił Zayn.

Louis ostrożnie zdjął wieko pudełka i zerknął do środka, po czym opuścił je z powrotem i uniósł brew.

- Coś przydatnego – powtórzył Liam.

- Rzeczy do sprzątania? – jęknął Louis. – Naprawdę?

- Żebyś nie miał wymówki w postaci braku potrzebnego sprzętu do sprzątania. – Niall wyglądał na dumnego z tego powodu, a Louis kopnął go w piszczel.

- Chcę wypchanego ptaka!

- Prawdopodobnie ktoś inny ci go da – zapewnił go Liam i poszedł do kuchni po drinki.

Louis uśmiechnął się do siebie, odkładając różowe pudełko na mały stolik obok telewizora i upewnił się, żeby żaden z chłopaków nie dostrzegł jego miłego wyrazu twarzy. Skąd w ogóle wziął im się ten pomysł? Jakby potrzebował przypominania o sprzątaniu. Tamtego dnia spędził kilka godzin sprzątając i jeśli ktokolwiek będzie narzekał na bałagan, będzie mógł spokojnie wyjść i się odpieprzyć.

Po zaledwie dwóch godzinach Louis zastanawiał się, dlaczego w ogóle kłopotał się sprzątaniem. Mieszkanie było pełne ludzi rozlewających drinki na podłogę, wycierających tłuste palce o sofę i mających na nogach brudne buty. Posprzątanie mieszkania zajmie mu po tym rok.

Podczas ostatniej godziny zauważył kilkoro ludzi, których nawet nie znał i zrzucił winę na swój pomysł, żeby każdy przyprowadził, kogo tylko chciał.

Niall włączył swojego laptopa i grała muzyka zagłuszana rozmowami. Louis zerknął do salonu ze swojej kuchni, gdzie ludzie zostawili kupione przez nich jedzenie i rozlewali na stół alkohole z przeróżnych butelek.

Właśnie przyjechali Aiden i Matt, a obok niego stał Greg i opowiadał mu zabawną historię ze swojej pracy w akademickiej stacji radiowej. Jakimś sposobem Louis dosłyszał dzwonek do drzwi i poszedł otworzyć osobie spóźnionej na imprezę.

Nadal chichotał z powodu tego, co Greg opowiedział mu o Taylor Swift, kiedy zobaczył Harry’ego w swoim progu i zamarł, a jego chichot ucichł.

- Cześć – przywitał go Harry z nieśmiałym uśmiechem.

Louis wpatrywał się w niego. – Cześć – odpowiedział. Nie zaprosił Harry’ego; nie zaprosił go celowo. Więc dlaczego Harry tam był, stał w drzwiach Louisa, wyglądając pięknie, trzymając różowe pudełko, takie jak te, które przyniósł Niall?

Niall, ten dupek. Louis był pewien, że to on był odpowiedzialny za pojawienie się Harry’ego.

- Ja… - zaczął Harry, ale zamilkł. Wzruszył ramionami. – Niall powiedział, że powinienem przyjść.

- Okej, w porządku – powiedział Louis i przypomniał sobie, że musiał wpuścić Harry’ego do środka. Zrobił krok w bok i Harry przeszedł obok niego, a jego zapach momentalnie dotarł do Louisa. Pachniał szamponem, mydłem, detergentem i słodkim ciastem. Pachniał jak Harry, zupełnie jak pamiętał Louis, może tylko nieco słodziej.

- Miałem zmianę do ósmej i poszedłem do domu, żeby się przebrać i wziąć twój prezent – wyjaśnił Harry, jakby czytał Louisowi w myślach. – Przepraszam za spóźnienie.

- Nic się nie stało – odpowiedział Louis. – Cieszę się, że dałeś radę przyjść.

Harry krótko na niego spojrzał, zdejmując swój lekki płaszcz i kładąc go na szczycie ułożonych na kupce kurtek. Przez moment utrzymywał z Louisem kontakt wzrokowy, ale w końcu ponownie odwrócił spojrzenie.

Tak, okej, to było kłamstwo i Harry był tego świadom w takim stopniu jak Louis. W końcu nie został zaproszony.

Dlaczego nadal tam był? Nie miał żadnej godności? Louis chciał przekląć.

- To prezent – powiedział Harry i uniósł pudełko. Było niemal tak duże, jak tamto od reszty chłopaków.

- Dzięki. – Louis zabrał je i wymusił uśmiech. Uwielbiał otrzymywać prezenty, ale jakimś sposobem nie był podekscytowany z powodu tego. Właściwie to bał się go otworzyć.

- Nie musisz otwierać go teraz – zapewnił go Harry, jakby dostrzegł wahanie Louisa. – Znaczy… to nic takiego i prawdopodobnie nawet nie będziesz tego używał. Ale pomyślałem o tobie, kiedy to zobaczyłem i stwierdziłem, że to będzie dobry prezent. Ale… jeśli ci się nie spodoba, to nic.

Louis podniósł spojrzenie na Harry’ego i kiwnął głową. – Otworzę go później, kiedy nie będzie już tylu ludzi.

Na chwilę zapadła cisza, co było dziwne, bo w mieszkaniu było naprawdę głośno.

- Louis – powiedział Harry zdesperowanym głosem.

- Kiedy nie będzie już tylu ludzi – powtórzył Louis. – Nie rozmawiajmy teraz. – Nie miał pojęcia, o co chodziło, ale Harry wyglądał na poważnego, jego brwi zmarszczone, a usta zaciśnięte w cienką linię. Louis naprawdę nie sądził, żeby był w stanie wyjaśnić mu, dlaczego go unikał.

Harry spuścił wzrok, ewidentnie zakłopotany, ale kiwnął głową.

- Harry! – Niall pojawił się w holu i oplótł ramionami klatkę piersiową chłopaka zza jego pleców. – Cieszę się, że wpadłeś.

Harry uśmiechnął się i odwrócił do niego, żeby odwzajemnić uścisk.

- Chodź, znajdziemy ci drinka – krzyknął Niall i pociągnął Harry’ego do kuchni.

Louis wziął głęboki wdech i poszedł do salonu, żeby odłożyć pudełko. Dostrzegł Zayna na balkonie; drzwi były otwarte i trochę świeżego powietrza wpadało do nagrzanego pokoju. Zayn złapał jego spojrzenie i uniósł brew. Może potrafił odczytywać jego wyrazy twarzy.

Louis odłożył prezent i poszedł do Zayna. Była tam dziewczyna z jego zajęć z teatru, ale była zbyt zajęta rozmową telefoniczną, żeby zwrócić na nich uwagę. Już dawno zrobiło się ciemno i Louisowi było chłodno w samej koszulce.

- Powiedzieliście Harry’emu, żeby przyszedł – powiedział Louis i oparł się o balustradę.

Twarz Zayna rozświetliła się ze zrozumieniem. – Nie byliśmy pewni, czy faktycznie przyjdzie.

- Cóż, właśnie przyszedł – poinformował go Louis.

Zayn zaciągnął się dymem papierosowym. Końcówka papierosa zaświeciła się w ciemności. – Powiedziałeś, że możemy przyprowadzić znajomych, jeśli chcemy. A chcieliśmy przyprowadzić Harry’ego.

- Wiecie, że gdybym chciał, żeby przyszedł, zaprosiłbym go sam, prawda? – Louis skrzyżował ramiona.

- Jesteś dupkiem, Louis – powiedział Zayn i upuścił papierosa. – Wiesz, jaki on jest, wygląda jak smutny szczeniaczek. Naprawdę było mu przykro, kiedy dowiedział się, że go nie zaprosiłeś.

- On nie ma pięciu lat – stwierdził Louis.

- Nie, nie ma. I ty też nie. Tak dla przypomnienia. – Zayn zerknął do pomieszczenia, a Louis podążył wzrokiem za nim, zauważając, jak Liam owija ramieniem barki Harry’ego i mówi mu coś do ucha. – Jesteś dla niego okropny.

- Proszę? – Louis oderwał spojrzenie od zmartwionej miny Harry’ego.

- On się o ciebie martwi, Louis, i nie rozumie, dlaczego go tak odpychasz. Wyjaśnijcie to, bądź z nim szczery. To nie może się tak dalej ciągnąć. – Zayn odepchnął się od balustrady i wrócił do środka. Louis obserwował, jak chłopak wita Harry’ego, oplatając go ramionami.

Świetnie. Teraz to była wina Louisa. To Harry się z nim zabawiał, prawda? Dlaczego teraz wszystko było winą Louisa? Dlaczego on był tym złym?

Cholera, to naprawdę nie było sprawiedliwe. Chciał tylko spędzić miłą noc z przyjaciółmi, a zamiast tego musiał się martwić Harrym. Jakby podobał mu się widok tak załamanego Harry’ego ze świadomością, że to jego wina. Był ostatnią osobą, która by się o to nie obwiniała.

To było cholernie niesprawiedliwe. Nie miał pojęcia, co robić lub jak z tego wybrnąć.

Zdecydowanie potrzebował kolejnego drinka.

-

Nic jednak nie pomogło, jak zauważył Louis kilka godzin później. Wypił kilka drinków z praktycznie każdym, kto przyszedł i nadal czuł się trzeźwo.

Trudno było mu się rozluźnić, kiedy Harrym był w pobliżu. Louis wolał być stale uważny. Harry lubił się dotykać, kiedy wypił, a Louis nie mógł ryzykować. To prowadziłoby do utraty cierpliwości i siły woli, i w końcu zaciągnąłby Harry’ego do sypialni i wykorzystałby jego stan nietrzeźwości.

Marszcząc brwi, Louis odwrócił się od drzwi, które zamknął za kilkoma znajomymi. Był lekko wstawiony, w przeciwnym razie nie pomyślałby o tym.

To było jedynie frustrujące. Harry był jedynie frustrujący.

Louis wrócił do salonu, gdzie pozostała teraz jedynie mała grupa ludzi. Niall rozłożył się na dywanie z lizakiem w ustach. Aiden i Matt siedzieli na fotelu, który Louis kupił na pchlim targu zeszłej jesieni, i dzielili butelkę piwa. Zayn siedział na najbliższym drzwiom skraju sofy, Liam siedział pomiędzy jego nogami na podłodze. Ręka Zayna przesuwała się przez krótkie włosy, które odrosły Liamowi przez ostatnie kilka miesięcy. Chłopak rozmawiał z Aidenem.

Harry siedział obok Zayna i jego spojrzenie już spoczywało na Louisie, mimo że nikt poza nim jeszcze go nie zauważył. Obok niego pozostałe miejsce na sofie wypełniał Greg, ewidentnie zajęty rozmową z Niallem i Liamem.

Louis miał kilka opcji. Mógł dołączyć do Liama i Nialla na podłodze, co byłoby najprostszym rozwiązaniem. Mógł również spróbować wcisnąć się na sofę, ale bycie ściśniętym w pobliżu Harry’ego prawdopodobnie wcale by nie pomagało.

Więc Louis cicho przeszedł przez pomieszczenie, ignorując spojrzenie Harry’ego podążające za każdym jego ruchem, i zatrzymał się przy Gregu.

- Nie masz ni przeciwko, prawda? – spytał, jak to miła osoba, którą był, po czym usiadł na podołku Grega.

Niall ucichł i Louis dostrzegł, jak Liam mocno marszczy na niego brwi, ale zdecydował to zignorować. Greg lekko się zarumienił, ale jego ramiona automatycznie owinęły się wokół talii Louisa.

- Nie mam ochoty siedzieć na podłodze – wyjaśnił Louis i zabrał ze stołu swoją szklankę, aby upić nieco drinka. Harry odwrócił spojrzenie i wydawał się być głęboko skoncentrowany, wpatrując się w swoje paznokcie.

- W porządku – powiedział nieśmiało Greg i lekko pokręcił głową. Jego spojrzenie padło na Harry’ego. Tylko krótkie zerknięcie, ale Louis je dostrzegł. I dlaczego wszyscy – nawet Greg, który w ogóle go nie znał – tak przejmowali się Harrym? Powinni przejmować się Louisem. To on robił teraz z siebie głupca.

To było żałosne. I nawet bardziej dlatego, że Louis był tego świadomy.

Harry ponownie uniósł głowę i spojrzał na nich na sekundę. Po raz pierwszy Louis dostrzegł w jego oczach czystą złość. Nadal było widać irytację, którą Louis już znał, ale głębiej znajdowała się złość, coś, co zaciskało usta Harry’ego i przez co jego oczy nieco pociemniały.

Harry bez słowa zszedł z sofy, siadając obok Liama i wskazując puste miejsce. – Nie przeszkadza mi siedzenie na podłodze – powiedział, a jego głos nie zdradzał ani krzty złości, którą Louis odnalazł w jego oczach.

Harry był sprytny, pomyślał Louis, schodząc z podołka Grega i sadowiąc się na pustym miejscu pomiędzy nim a Zaynem. Nigdy nie dawał się Louisowi. Nawet jeśli wydawał się niewinny i głupi, nie dawał się. Wiedział, jak odwrócić sytuację, by była dogodna dla niego.

To był jeden z powodów, przez które Louis się w nim zakochał. Powinien był wiedzieć, że Harry nie da się nabrać na tak łatwą sztuczkę.

Jednak Harry udowodnił kilka razy, że był zaborczy i mimo że nie zareagował tak, jak Louis tego chciał, jego reakcja wciąż to potwierdzała. Upewnił się, że Louis zejdzie z Grega i znajdzie się bliżej niego. Podziałało, Harry siedział pomiędzy jego nogami, odzwierciedlając pozycję, w której siedzieli Zayn i Liam.

Louis chciał go pocałować.

To nie poszło ani trochę według planu. Bez względu na to, jak niewiele Louis zaplanował.

Przez kolejną godzinę próbował nie zwracać uwagi na Harry’ego i rozmawiał ze wszystkimi oprócz niego. Matt wciągnął go w dyskusję na temat nadchodzącego meczu Manchester United w Lidze Mistrzów, a Louis usiłował się na tym skupić, podczas gdy palce Harry’ego ocierały się o jego kostki, a koścista broda opierała się o jego kolano i loki łaskotały jego uda.

To było cholernie rozpraszające i Louis był niemal pewien, że Harry doskonale zdawał sobie z tego sprawę.

Chwilę później głowa Harry’ego na stałe oparła się o kolano Louisa i Liam spojrzał na niego i wskazał młodszego chłopaka z delikatnym uśmiechem.

- Śpi – zauważył szybko Niall.

Greg pochylił się, żeby spojrzeć na niego z łagodnym uśmiechem. – Cały czas ziewał.

- Cóż za doskonały sposób, żeby pokazać mi, że moja impreza jest nudna – skomentował oschle Louis.

Zayn zachichotał. – Nieprawda, stary. Myślę, że wszystkim się podobało. Ale o czwartej nad ranem chyba pora ją skończyć.

- Je też jestem zmęczony – powiedział Aiden. – Chyba będziemy szli.

- Mogę was podrzucić – zaoferował Greg, wstając. – Mam po drodze.

Zayn i Liam również wstali i nawet Niall podniósł się ze swojej leżącej pozycji. Louis złapał za rękę Zayna, kiedy ten sięgnął do Harry’ego. Czuł na sobie spojrzenie i zwykle nie miał nic przeciwko byciu w centrum uwagi, ale tym razem było inaczej.

Wydawało się, że się do czegoś przyznaje, tak naprawdę nie przyznając się do niczego.

- Zostaw go – powiedział cicho Louis. Podniósł wzrok na Grega, który nadal czule się uśmiechał. Matt i Aiden wymienili się spojrzeniami, a Niall miał na twarzy ogromny uśmiech. Zayn powoli uwolnił rękę z uścisku Louisa, a Liam wyglądał tak poważnie jak zwykle. – Lepiej go nie budzić.

- Wytrzymał dłużej, niż się spodziewałem – powiedział Liam. – Pracował dziś na wczesną i późną zmianę, więc wstał w środku nocy.

- Zajmiesz się nim? – spytał Zayn, odstępując do tyłu.

- Tak – odpowiedział Louis i spojrzał ponownie na Harry’ego, na jego spokojny wyraz twarzy. Przeklęty on i jego anielski wygląd, pomyślał. Nie sądził, żeby ktokolwiek był w stanie się temu oprzeć. – Nie martw się.

Ostrożnie wstał, układając głowę Harry’ego na poduszce z sofy, i poszedł za przyjaciółmi do drzwi, aby ich pożegnać. Niall przytulił go na nieco dłużej niż zwykle i Louis odwzajemnił to, niczego nie komentując. Kiedy drzwi się za nimi zamknęły, został na chwilę w holu, przebierając stopami i nie będąc pewnym, co zrobić.

W końcu zdecydował, że już nic nie zmieni, i będzie musiał zobaczyć, jak wszystko się potoczy. Wrócił do salonu i znalazł Harry’ego w tej samej pozycji, w której go zostawił. Jego usta były rozchylone, policzek przyciśnięty do poduszki, górna część ciała unosiła się z wolnymi, stałymi oddechami.

Przez moment Louis zastanawiał się, czy powinien obudzić Harry’ego, aby wszystko wyjaśnić. Ale potem przypomniał sobie, co powiedział Liam, i zdecydował, że zostawi tak Harry’ego odłoży rozmowę do rana.

Patrzył na Harry’ego przez chwilę dłużej, jego palce chciały go dotknąć, odsunąć loki z jego twarzy i przesunąć się po jego szyi. Jednak Louis stał w przejściu ze skrzyżowanymi ramionami i pozwalał swojemu spojrzeniu przesuwać się po ciele Harry’ego.

W końcu oderwał od niego wzrok i odwrócił się. Zgasił światła i udał się do sypialni, by przebrać się w spodnie z piżamy, po czym umył zęby i twarz w łazience. Wyczesywanie wosku z włosów zajęło więcej czasu, niż Louis był w stanie cierpliwie wyczekać, więc przestał się tym kłopotać by rozczesaniu quiffa.

Pójdzie do łóżka i zajmie się wszystkim następnego dnia. Może kiedy się obudzi, Harry’ego już nie będzie. Była możliwość, że rano Harry nie będzie chciał rozmawiać. Louis wpatrywał się w łóżko na wprost i uniósł brew na własne myśli.

Ta możliwość była raczej mało prawdopodobna.

Nadal stał w sypialni, patrząc na swoje łóżko, i znał to uczucie. Czuł się tak wcześniej, w noc przed wyprowadzką od Harry’ego. To było dokładnie to samo uczucie – w spaniu samotnie było coś niewłaściwego, kiedy Harry znajdował się za ścianą.

Westchnął i poddał się, chwytając za kołdrę i zdejmując ją z łóżka. Był zbyt zmęczony, żeby kłócić się z samym sobą w myślach. Odwracając się na pięcie, ponownie opuścił sypialnię i poszedł do salonu.

Harry zmienił pozycję. Leżał teraz na podłodze i zwinął się, nadal z policzkiem na poduszce. Louis przykrył go kołdrą i pozwolił sobie delikatnie przesunąć ręką przez jego loki. Po tym wspiął się nad Harrym na sofę i przykrył wełnianym kocem, który zabrał z fotela.

Słyszał, jak Harry wzdycha we śnie, a kołdra szeleści, kiedy się pod nią poruszył, i pomyślał, że naprawdę był niekonsekwentny i słaby, kiedy w grę wchodził Harry. Najwidoczniej nie mógł nic na to poradzić.

Nieważne jak bardzo mu się to nie podobało, był w nim zakochany.

I to była jego ostatnia myśl przed zaśnięciem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz