czwartek, 5 grudnia 2013

229

-

- Znalazłem pracę! – ogłosił Harry w chwili, w której wpadł do pokoju.

Louis podniósł wzrok znad książki i zamrugał, wydawało się, że był zdezorientowany i nie potrafił ująć sensu tego, co powiedział Harry, ale w końcu uśmiechnął się do chłopaka. Jego grzywka była niezdarnie odgarnięta z czoła i miał na nosie okulary.

Harry zdał sobie sprawę, że naprawdę podobał mu się Louis w okularach.

- W końcu – odpowiedział Louis i odłożył książkę, a na nią swoje okulary. Przeciągnął się i jego sweter podniósł się nad talię, ukazując fragment skóry. Harry oderwał spojrzenie.

Louis miał się wyprowadzić w ciągu dwóch tygodni, a te trzy miesiące przeminęły dużo szybciej, niż Harry oczekiwał. Będzie tęsknił za Louisem.

- Jaką znalazłeś pracę? – Louis poklepał poduszkę obok siebie i Harry opadł na nią i ułożył głowę na podołku Louisa.

- W piekarni – odpowiedział Harry. – W tej tuż za rogiem od twojego nowego mieszkania. – Odchylił głowę, żeby spojrzeć na Louisa i zauważył, jak chłopak się uśmiecha, choć nie dosięgało to jego oczu. – Co?

- Co co? – Louis przesunął ręką przez loki Harry’ego i zawinął je wokół swoich palców. – To dobrze.

- Nie wyglądasz na szczęśliwego.

- Chciałbyś żebym krzyczał i wrzeszczał?

- … z całych sił?* - Harry się uśmiechnął. – Nie, nieważne. Cieszę się, że mi się udało. Wszyscy są bardzo mili i nawet pozwolą mi pomóc w kuchni. Z pieczeniem i w ogóle.

Louis ułożył rękę na klatce piersiowej. – Pozwolą ci piec w piekarni?

Harry zachichotał i uszczypnął Louisa w brzuch. Louis klepnął go w rękę i bardziej naciągnął swój sweter. Harry ułożył rękę na swoim brzuchu, czule się uśmiechnął i zamknął oczy. To nie był pierwszy raz, kiedy zauważył, że Louis był niepewny swojego ciała. Nigdy by tego nie przyznał, ale sądził, że to urocze. W sposób, w jaki Louis był uroczy.

Ręce Louisa nadal przesuwały się przez jego włosy i Harry pomyślał, że mógłby tak zasnąć, w ogóle nie miałby nic przeciwko. Może Louis również.

- Harry.

Głos Louisa był cichy i Harry naprawdę nie chciał otwierać oczu, ale jednak to zrobił. Natychmiast dostrzegł, że Louis również na niego patrzy.

- O co chodzi? – spytał Harry.

Louis siedział w ciszy przez chwilę dłużej i jego wplątana we włosy Harry’ego ręka zatrzymała się, kiedy otworzył usta. Później zamknął je z powrotem, a ręka znów się poruszyła.

- Rozmawiałem dziś z właścicielem i powiedział, że mogę przywieźć rzeczy w przyszłą środę.

Harry zamrugał. – Już?

- Tak, cóż. Jeszcze tylko dwa tygodnie do przeprowadzki. Czwartek za dwa tygodnie. – Louis wzruszył ramionami, a jego palce lekko drapały czaszkę Harry’ego.

- Wiem – powiedział Harry. – Po prostu… wiedziałem, ale teraz wydaje się, że to tak wcześnie.

Louis lekko się uśmiechnął. – Tak, nie mogę doczekać się siedzenia na balkonie, kiedy zacznie się lato.

Co to było? Czy przez to serce Harry’ego zapadło mu się w piersi? Louis nie mógł doczekać się wyprowadzki od Harry’ego, a Harry uświadomił sobie, że z nim było zupełnie inaczej. Nie chciał, żeby to się stało. Znów będzie sam, a nienawidził mieszkania w samotności.

Harry wątpił, żeby ktokolwiek mógłby być tak wspaniałym współlokatorem jak Louis.

- Znów będę miał dla siebie mój pokój nagości – powiedział, usiłując nie wyjawić tego, co naprawdę miał na myśli. – Też się nie mogę doczekać.

Louis się zaśmiał. – Twój pokój nagości?

- Pokój, w którym zakazane jest noszenie ubrań. W każdym mieszkaniu powinien być taki pokój. – Harry zuchwale się uśmiechnął.

- To najśmieszniejsza rzecz, jaką ostatnio powiedziałeś – powiedział Louis i lekko się przesunął. – Przeniosłeś tę zasadę na całe mieszkanie.

- Nie miałem wyboru, jako że mój pokój nagości został przez ciebie zajęty. Ubranego ciebie, swoją drogą – dodał Harry i się uśmiechnął.

- Nie byłem świadom tej zasady – powiedział Louis. – Gdybym wiedział, oczywiście cały czas byłbym w tym pokoju bez ubrań.

- Cóż… nadal masz dwa tygodnie, żeby to nadrobić i żyć zgodnie z zasadami.

- Jeden tydzień.

- Och, racja. – Harry zmarszczył brwi. – Nie możesz zostać w tym pokoju, jeśli już wyniesiesz swoje rzeczy. W tym wypadku – dodał i poruszył brwiami – znów przenoszę zasadę na całe mieszkanie. Możesz w takim razie przenieść swoją nagość na sofę.

Louis niezbyt delikatnie pociągnął za jego loka. – Kazałeś mi spać w swoim łóżku przez dwa miesiące, kiedy moje było w pokoju obok. A kiedy wyniosę swoje, każesz mi spać na sofie?

Harry zaśmiał się i usiadł, krzyżując nogi. – Jeśli będziesz nagi.

- Ty kazałeś mi być nagi.

Uśmiechając się, Harry przesunął palcem po zmarszczkach na czole Louisa. – No to dlaczego nadal jesteś ubrany?

I nagle powietrze między nimi zgęstniało i Harry zauważył, że znajduje się bliżej Louisa. To nie Louis się zbliżył. Harry pochylał się i twarz Louisa znajdowała się tylko kilka cali od jego. Na sekundę spojrzał na usta Louisa, po czym przeniósł wzrok z powrotem na jego oczy.

Louis zesztywniał, nie ruszał się, patrzył na niego i wyglądał, jakby zamarł. Jego oczy były szeroko otwarte, szczęka opuszczona.

I, cholera, znów to wracało. Od czasu do czasu to po prostu się pojawiało – zupełnie jak tamtej nocy, kiedy popełnił błąd i pozwolił się temu ponieść. Pojawiał się ten dziwny pociąg do Louisa; Harry nie był w stanie tego wyjaśnić, nie wiedział, skąd to się nagle wzięło, ale zawsze wracało.

Musiał się tego pozbyć. Przez to jego relacja z Louisem stawała się niezręczna. Byli przyjaciółmi, a przyjaciele nie pociągali się seksualnie. Więc od kiedy dokładnie Louis pociągał Harry’ego? I od kiedy dokładnie patrzył na usta Louisa i zastanawiał się, jakby to było je całować?

Cholera, ale Harry instynktownie przybliżył się, by pocałować Louisa i to naprawdę nie powinno było się stać. Nigdy.

Louis jako pierwszy się ocknął. Uniósł rękę i szturchnął palcem policzek Harry’ego.

- Za blisko, Styles – powiedział i brzmiał, jakby był speszony.

Harry usiadł z powrotem i wymusił śmiech, ale wiedział, że wygląda nieśmiało. – Pójdę się przespać przed pracą i… w ogóle.

- Dobrze – odpowiedział Louis i ponownie podniósł książkę i okulary. Okej, Harry musiał wydostać się z pokoju, zanim Louis założy te okulary. Naprawdę nie pomagały.

Od kiedy dokładnie tak wszystko schrzaniał?

-

*Harry ma na myśli piosenką Scream And Shout.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz