czwartek, 5 grudnia 2013

227

Louis wiedział, że Zayn już niebawem się odezwie.

Minęły trzy tygodnie od kiedy wyprowadził się z mieszkania Harry’ego i od wtedy z powodzeniem unikał spotkania z nim. W każdy czwartek wymyślał nową historyjkę dla Zayna, mówiącą dlaczego nie może iść z nimi na lunch. Przy każdej innej okazji udawał, że jest już gdzieś indziej, musi napisać referat, zrobić zadanie domowe lub jest umówiony z przyjaciółmi.

Jednak tym razem nie znalazł wymówki. Zayn siedział przy nim z surową i zaciekawioną jednocześnie miną i skrzyżowanymi ramionami.

- Naprawdę nie wiem, czy rozumiesz, na czym polega przyjaźń, ale to co robisz, całkowicie jej zaprzecza.

Louis przewrócił oczami. – Byliśmy na lunchu w poniedziałek, prawda? Przykro mi, że nie mogę się z wami spotykać codziennie.

- Nie w tym rzecz. Nie proszę cię, żebyś spotykał się z nami codziennie – odpowiedział Zayn. – Nie jestem głupi, Louis. Odmawiasz za każdym razem, kiedy idzie też Harry.

- To zbieg okoliczności – zaprzeczył Louis.

- Louis.

- Co? – Wstał i chwycił swoją torbę. – Już mam plany na piątkowy wieczór.

- Nie, nie masz. Po prostu nie chcesz przyjść, bo Harry też tam będzie. – Zayn również wstał i zagrodził Louisowi przejście. Zostali po lekcji, w sali nie było nikogo innego. Aż do następnej lekcji, kiedy zaczną schodzić się uczniowie. Co przy odrobinie szczęścia mogłoby się zacząć za niedługo. Louis naprawdę nie chciał przeprowadzać tej dyskusji, którą właśnie rozpoczęli.

- Nie rozumiem, czemu w ogóle chcecie spędzić ten wieczór z przyjaciółmi – wykłócał się, żeby odciągnąć Zayna od głównego tematu. – To wasza rocznica, Zayn. Nie powinieneś, nie wiem, zabrać Liama do jakiejś drogiej restauracji i słodko się zachowywać, całować podczas romantycznej kolacji przy świecach i pieprzyć całą noc?

Zayn uśmiechnął się. – To będziemy robić w czwartek, dokładnie w naszą rocznicę. W piątek chcemy świętować z najbliższymi przyjaciółmi.

- Od kiedy Niall i ja jesteśmy na poziomie najbliższych przyjaciół?

- Nie do końca jestem w stanie stwierdzić, jak udało się to Niallowi – odpowiedział Zayn i wzruszył ramionami. – Ale ty zdecydowanie od nocy, kiedy uprawialiśmy z Liamem seks w twoim łóżku.

Louis skrzywił się i jęknął. – Nie, proszę, naprawdę nie chciałem potwierdzenia tego.

- I tak nie spałeś w tym łóżku. – Zayn uniósł brew. – Z tego co wiem, spędzałeś noce u Harry’ego.

Marszcząc brwi, Louis wpatrywał się w drzwi, zastanawiając się, jak może się stamtąd wydostać. – On też często sypiał u mnie.

- Rzecz w tym – przypomniał mu Zayn – że spaliście razem.

- To nie twoja sprawa, Zayn.

- Louis – powiedział ponownie Zayn poważnym tonem. – Wiesz, że on cię lubi, prawda?

- Oczywiście – odpowiedział Louis i naprawdę nie podobał mu się kierunek, w którym zmierzała ta rozmowa. – Jesteśmy przyjaciółmi.

- Nie w ten sposób. On cię lubi.

Louis czuł, jak wzrasta w nim gniew. – Jesteś dupkiem, Zayn.

Zayn wydął wargi. – Co?

- Gdybym sam się nie domyślił, niegrzecznym z twojej strony byłoby przekazywanie mi takich informacji. – Louis zmierzył go spojrzeniem ze skrzyżowanymi ramionami. – To nie ty powinieneś mi o tym mówić.

Na twarzy Zayna pojawił się wyraz poczucia winy. – Tak, chyba masz racę. Przepraszam. Ale – dodał i spojrzał z nadzieją na Louisa – powiedziałeś, że już się sam domyśliłeś.

- Nie jestem głupi, Zayn – odpowiedział Louis. – Widzę, że mu się podobam. Chodzi o to, że on nie chce, żebym mu się podobał.

- Prawdopodobnie jeszcze się nie domyślił. – Zayn wzruszył ramionami. – Naprawdę go lubisz, prawda?

Louisowi naprawdę nie lubił faktu, że brzmiało to, jakby oboje mieli po siedemnaście lat i jakby Harry mu się tylko podobał. Chodziło wiele więcej i było to bardziej skomplikowane. – Tak – odpowiedział w końcu. – I lubiłem go od samego początku. Cholera, chyba ty najbardziej powinieneś pamiętać, że chciałem się z nim pieprzyć od kiedy go pierwszy raz zobaczyłem.

Zayn lekko się na to uśmiechnął. – Tak, pamiętam. Więc dlaczego się pieprzyliście, a potem tak od siebie oddaliliście, jeśli to oczywiste, że się lubicie?

- Naprawdę nie muszę o tym rozmawiać – odpowiedział Louis i ponownie chciał przejść obok Zayna, ale chłopak go zatrzymał, owijając palce wokół jego bicepsa.

- Nie odpuszczę ci, Lou.

- Pieprz się – odpowiedział Louis i uwolnił ramię z uścisku, ale już nie uciekał. To naprawdę nie była sprawa Zayna, a Louis nie rozumiał, dlaczego ta żenująca prawda była dla niego tak ważna. – Naprawdę nie mam pojęcia, dlaczego twierdzisz, że uprawiałem seks z Harrym.

Zayn zmarszczył brwi. – Co? Czekaj. – Jego mina zrzedła i opadła mu szczęka. – A nie uprawialiście?

- Raz – przyznał Louis. – Tylko raz.

Zayn nadal wpatrywał się w niego z niedowierzaniem.

- To naprawdę nie powinno cię interesować, ale jeśli musisz wiedzieć – powiedział Louis i westchnął – on mnie spławił.

- On co? – Zayn zrobił krok w jego kierunku. – Kiedy? Czemu?

- Może bądź jeszcze bardziej ciekawski? – fuknął Louis. – Słuchaj, rozumiem, że on w jakiś sposób mnie lubi i z pewnością mu się podobam. Teraz, patrząc na to z dystansu, mogę nawet stwierdzić, że zachowywał się, jakby był o mnie zazdrosny. – Przyznanie tego naprawdę bolało, a Louis tego nie lubił. Nikt nie powinien mieć takiej siły, by móc go zranić. Szczególnie nie Harry Styles, który zdołał skraść serce Louisowi, nie dając swojego w zamian. A tak powinno być, prawda? Zakochujecie się, jesteście razem, dzielicie cudowny czas i jedno z was kończy ze złamanym sercem, kiedy drugie decyduje, że ma dość.

To niesprawiedliwe, że serce Louisa zostało złamane bez uprzedniego miłego czasu.

- Jestem pewien, że nie chciał i jest kochany, i tak dalej, ale bawił się ze mną w kotka i myszkę, a ja mam dość. – Louis wzruszył ramionami. – Już tego nie chcę.

Zayn tylko przez chwilę się w niego wpatrywał. – Nic między wami nie było?

Najwidoczniej nie umiał uwierzyć.

Louis pokręcił głową. – Okej, nigdy go nie powstrzymywałem, kiedy przekraczaliśmy granicę przyjaźni. Ale za każdym razem później mówił mi dokładnie to samo – że jesteśmy przyjaciółmi, a ja nie jestem w jego typie. Zdecydowanie mu się podobałem i coś z tym robił. Ale miał trzy miesiące, żeby zmienić zdanie o tym, że nie chce ze mną być. Trzy miesiące, z których każdy dzień spędziliśmy wspólnie. – Louis ponownie wzruszył ramionami i wtedy, kiedy już wszystko to powiedział, nagle poczuł, że to prawda. Naprawdę nie było nadziei dla Harry’ego i niego. Nieważne, co się działo, nie daliby rady, minęło zbyt wiele czasu. – Nie zmienił przez ten czas zdania, więc wątpię, żebym miał teraz czego oczekiwać.

Nie podobał mu się widok żalu w wyrazie twarzy Zayna, wypisanego w nim współczucia.

- Nie patrz tak na mnie, Malik. – Louis jęknął i przewrócił oczami. – To nie tak, że on jest miłością mojego życia, a ja mam złamane serce i płaczę przez to codziennie przed snem. – O boże, dlaczego czuł, że kłamie? Louis nie płakał z powodu Harry’ego – nie do tamtego dnia. Prawdopodobnie będzie tak, kiedy wróci do domu.

- Cóż, po prostu… - Zayn wzruszył ramionami. – Przykro mi? Mogę sobie tylko wyobrazić, jakby to było, gdyby Liam się tak przy mnie zachowywał, nie będąc ze mną.

- Harry i ja nie możemy być porównani z Liamem i tobą – odpowiedział Louis niewzruszonym tonem. – Wy się naprawdę kochacie. Między Harrym i mną nigdy nie było miłości.

Kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa. Tak bardzo zakochał się w Harrym, że nie sądził, by kiedykolwiek mógł się odkochać. Musiał nad tym popracować, zapomnieć o tym i odciągnąć uwagę od wspomnień. Wspomnień, które nawet nie zawierały związku. Były jedynie wspomnieniami tortur związanych z nieodwzajemnianą miłością.

- Więc – powiedział Zayn i jego głos ponownie stał się lżejszy, a wyraz twarzy lekko żartobliwy – piątek nie powinien być problemem.

Cóż, co mogło być lepszym sposobem na zapomnienie od wyjścia, upicia się i prawdopodobnie zaliczenia kogoś? Mógł po prostu ignorować obecność Harry’ego.

Louis przegrany kiwnął głową i uniósł ręce, kiedy pierwsi uczniowie zaczęli zbierać się w klasie. – Dobrze, okej. Nie chciałbym zawieść Liama i ciebie.

Zayn uśmiechnął się i ułożył rękę na ramieniu Louisa, wyprowadzając go z pomieszczenia.

- Cieszę się, że mogłem cię przekonać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz