- Harry! Minęły lata, odkąd ostatnio przyszedłeś się ze mną zobaczyć! – krzyczy Danielle, kiedy Harry wchodzi do Serendipity’s po raz pierwszy tygodniu. Przychodził tu od dwóch tygodni i zamawiał jedynie czarną kawę, co nie było złe, szczególnie dlatego, że z Danielle miło się rozmawiało i nie pytała, dlaczego Harry czasami odpychał od siebie menu i głęboko oddychał, by się uspokoić. Ale potem trochę się podłamał i znienawidził siebie za bycie takim tchórzem, i zdecydował, że może lepiej, jeśli nie będzie przychodził, dopóki nie będzie w stanie faktycznie czegoś zamówić.
Harry się uśmiecha i jak zwykle siada na sowim miejscu przy barze. Nikogo tam nie ma, dlatego tak bardzo je lubi. – Przepraszam. Miałem jakby… kryzys wieku średniego czy coś.
- Masz dziewiętnaście lat!
- To tylko szczegół. – Harry wzrusza ramionami i śmieje się, kiedy Danielle uderza go sowim notesem. – Naprawdę tak ci mnie brakowało?
- Oczywiście. Musiałam uciekać się do chodzenia do kuchni i zmuszania Nialla do dawania mi darmowych frytek. Ale nie mów naszemu szefowi. Prawdopodobnie by mnie zwolnił. Nie wie, że Niall podkrada jedzenie, od kiedy został zatrudniony. – Danielle śmieje się swoim dźwięcznym śmiechem, w którym Harry jest zakochany, bo sprawia, że myśli o słonecznych dniach, powieściach romantycznych i spacerach w parku z Louisem w sobotnie popołudnia.
- Nic nie powiem.
- Czarna kawa, tak? Wiem, że i tak nic nie zamówisz, ale danie dnia to ryba z frytkami i-
- Okej, wezmę to – mówi Harry bez zastanowienia. Nie jadł poza domem od przynajmniej półtora roku i kiedy po raz pierwszy to robi, zamawia najmniej zdrową rzecz, jaką może. To prawdopodobnie najgorsza decyzja w historii świata i Harry natychmiastowo chce ją cofnąć.
Ale z drugiej strony, jest z siebie ogromnie dumny.
Danielle krótko się w niego wpatruje, zanim mówi – Chcesz rybę z frytkami?
- Tak, chcę rybę z frytkami. Nie jadłem tego od lat. – Harry uroczyście kiwa głową.
- Jak wielu lat?
- Około pięciu, tak myślę.
- Jesteś pewien, że jesteś Brytyjczykiem? – Danielle chichocze i przesuwa ku niemu jeden z kubków z wytłaczanym wzorem. Ten, który mu daje, jest jego ulubionym, bo ma oderwany kawałek i przypomina mu samego siebie.
Nie ma czasu, by odpowiedzieć, ponieważ Danielle kieruje się do okienka po prawej stronie restauracji i krzyczy – Ej! Nialler! Rybę z frytkami, proszę! Nie pokazuj mi tego palca, dupku, grasz w Angry Birds od godziny! Zajmij się swoją pracą!
Zalega cisza, kiedy Danielle czeka na odpowiedź, ale w końcu fuka i kłóci się z nim przez dobra pięć minut.
Kiedy wraca, oferuje mu szeroki uśmiech. – Powinno mu to zająć kilka minut, jeśli jest zmotywowany. Szczerze, to dzieciak. Uwierzyłbyś, że z nim mieszkam?
- Co? Jesteś z Niallem? – Harry przechyla głowę, zdezorientowany, ponieważ mógłby przysiąc, że Danielle jest z chłopakiem o imieniu Liam. Chociaż właściwie Danielle jest naprawdę piękna i nie byłoby niespodzianką, gdyby miała dwóch kolesi jednocześnie. Nigdy nie poznał Nialla (głównego kucharza Serendipity’s) ani Liama, ale wie, że oboje byliby szczęśliwi, mając Danielle. Cholera, gdyby lubił dziewczyny, mógłby się nią zainteresować, ale jego ostatni związek z dziewczyną (tą wysoką blondynką, Taylor, która była naprawdę okropna i pisała pełne nienawiści piosenki o wszystkich swoich byłych) nie skończył się za dobrze.
Danielle się krzywi i lekko szturcha jego ramię. – Boże, nie. Nie mówiłam ci nigdy? Wynajmuje mi i Liamowi dodatkowy pokój. Niall właściwie nie chodzi na randki. Pracuje i je, a w sobotnie wieczory kompletnie się upija – wyjaśnia cierpliwie i Harry nie może nie poczuć się nieco zażenowanym, ponieważ dokładnie wie, co czuje Danielle.
Czasami ludzie nadal pytają, czy on i Louis są razem – przy Zaynie – i to chyba najgorsze, co może się dziać.
- Chciałbym mieć przyjaciół, z którymi mógłbym się upijać. Wszyscy moi są w Londynie – mówi Harry bez zastanowienia. Właściwie nie chciał tego powiedzieć, nawet nie wiedział wcześniej, że tak myśli. Ale brakuje mu jego przyjaciół. Louisa, Zayna, Aimee, Pixie, Eda i Grimmy’ego (mimo że był on jednym z powodów, przez który z Harrym było tak źle).
Bycie samotnym pomagało mu w leczeniu, ale czasami miał naprawdę dość siebie i swojej nienormalności.
- Niall nie ma przyjaciół. Ma kumpli od picia, mnie i Liama – mówi głośno Danielle, uśmiechając się, kiedy z kuchni słychać śmiech.
- Pieprz się, Dani! – mówi głos z ciężkim akcentem i Harrym wstrząsa to, jak uprzejmy jest ten głos. Był tutaj wiele razy w ciągu ostatnich kilku tygodni, ale nigdy nie widział Nialla. Ale kiedy to się dzieje, nie może powstrzymać głupiutkiego uśmiechu, bo Niall jest po prostu… jest mały, jest blondynem i ma czapkę odwróconą daszkiem do tyłu, i szerokie spodnie, i wygląda trochę jak Furby.
- Jesteś niemiły. Niall, to jest Harry. Mówiłam ci o nim, pamiętasz? – Danielle uśmiecha się do Nialla, a potem do Harry’ego. Harry jest zdenerwowany i nie ma to nic wspólnego z ogromną porcją ryby i frytek, którą stawia przed nim Niall.
Niall unosi kącik ust i salutuje Harry’emu w geście przywitania. – Więc to ty jesteś tym kolesiem, który przychodzi tu i zamawia tylko kawę? Wiedz, że dużo tracisz. Jestem najlepszym kucharzem, który nigdy nie skończył szkoły kulinarnej.
- Czujesz to? – pyta poważnie Danielle Harry’ego.
- Co? – Harry unosi brew.
Danielle odpowiada, zdejmując czapkę Nialla i mierzwiąc jego włosy. – Te kompletne bzdury, które wygaduje Niall.
Harry spędza resztę wieczoru śmiejąc się z Danielle i Nialla i całkowicie ignorując stojący przed nim talerz jedzenia.
-
Zaczyna zamawiać danie dnia, za każdym razem, kiedy przychodzi. Czasami jest to podwójny cheeseburger lub tradycyjna irlandzka jajecznica, lub gigantyczny kawałek tortu czekoladowego – nie ma znaczenia, co to jest, bo i tak nigdy tego nie je. Siedzi i tnie jedzenie na maleńkie kawałki, słuchając kłótni Danielle i Nialla. Zaczyna sądzić, że chyba są przyjaciółmi, bo wspomniał o nich Louisowi podczas rozmowy telefonicznej w zeszłym tygodniu.
Louis powiedział – Och, pewnie. Jesteś tam od mniej niż dwóch miesięcy i już mnie zastępujesz.Zayn, Harry mnie zastępuje!
A Harry tylko się uśmiechnął, bo Zayn odpowiedział – Nadal jesteś numerem jeden w moim sercu, kochanie – przez co pomyślał, że może Zayn nienawidzi go nieznacznie mniej niż wcześniej.
- Cześć, Dani – mówi Harry, kiedy wchodzi do Serendipity’s ostatniego dnia lipca. Ma na sobie ulubioną koszulkę Nialla – jest czarna i ma napis hipsta please – oraz parę czarnych spodni, w których właściwie podoba się sam sobie po raz pierwszy od jakiegoś czasu.
- Cześć, kochanie – odpowiada Danielle zza lady, przeglądając gazetę i mieszając herbatę. – Nie wierzę, że Selena i Justin do siebie wrócili. Jest dla niego za dobra. Z pewnością ją zdradził.
- Wrócili? Jak przyjął to Niall? – Harry się śmieje, ponieważ każdy wie, że ulubionym piosenkarzem Nialla jest Justin Bieber. Czasami, jeśli Harry wytęży słuch, słyszy, jak Niall śpiewa One Less Lonely Girl, przygotowując jego jedzenie.
- Jest zdruzgotany. Co ci dziś podać?
- Danie dnia, głupiutka.
- Chyba dziś nie mamy. Chcesz coś innego? Niall od ósmej piętnaście narzekał, że nie ma co robić– mówi Danielle, przewracając oczami. Harry momentalnie panikuje, bo to nie w porządku. To wyjście z jego strefy komfortu i zdecydowanie jest to nie w porządku. Nie jest w stanie nawet spojrzeć na menu, tym bardziej cokolwiek z niego zamówić – łatwiej powiedzieć jest, że chce danie dnia i udawać, że je zje. Przynajmniej zawsze wmawia sobie, że je zje. Właściwie nie ma pojęcia, czy Niall jest dobrym kucharzem, ponieważ nie miał jeszcze okazji wziąć ani kęsa czegokolwiek z restauracji.
- Ehm… ja… dlaczego nie macie dania dnia? – pyta Harry, marszcząc się.
Danielle łagodnie się do niego uśmiecha i odsuwa gazetę. – Więc jakie jest twoje ulubione danie, Harry Stylesie?
Harry nie ma pojęcia, dlaczego Danielle pyta go o jego ulubione danie i trochę przeraża go, że nie jest w stanie nic wymyślić. Kiedy był na leczeniu, kazano mu wypisać dziesięć ulubionych rzeczy do jedzenia, ale napisał jedynie to, co lubiła jego mama i siostra, by ocalić się od stresu. Myśli, że jeśli miałby jeść coś codziennie do końca życia, jeśli nie byłby tak nienormalny, prawdopodobnie byłaby to jajecznica. Było to jego ulubione danie, kiedy był młodszy, zanim poznał Grimmy’ego, Aimee i Pixie, i wszystko było w porządku.
- Jajecznica, tak myślę? Nie wiem, dawno się nad tym nie zastanawiałem. – Harry wzrusza ramionami, patrząc, jak Danielle nalewa mu kawę. Tak naprawdę kawa ta jest okropna i nie jest pewien, dlaczego ją pije, biorąc pod uwagę, że nie może przez nią w nocy zasnąć.
- Zgadzam się. - Danielle kiwa głową, zanim odkłada dzbanek z kawą, by krzyknąć do kuchni. – Niall, Harry przyszedł! Chce pełne angielskie!
Harry nie jest przerażony, dopóki Niall nie przynosi gigantycznej porcji jedzenia i uroczyście jej przed nim nie układa. – Proszę. Chcę tylko, żebyś wiedział, ile pracy włożyłem w to, żeby się zmotywować o dziesiątej trzydzieści wieczorem – mówi Niall, jakby zapomniał, że jego pracą jest przygotowywanie ludziom jedzenia.
Harry czuje się nieco winny, oferując Niallowi słaby uśmiech. – Nie chciałem nic zamówić, ale potem Danielle spytała mnie o ulubione danie i, cóż…
- Och, w takim razie wiń mnie! Jak miło z twojej strony! – Danielle gromi go spojrzeniem, ale na jej ustach widać uśmiech, dzięki któremu Harry wie, że żartuje.
- Nie obchodzi mnie to. Tyle mnie to kosztowało. Nie odejdę, dopóki nie zobaczę, jak bierzesz przynajmniej kęsa tego czegoś. – Niall wzrusza ramionami, a Harry ciężko przełyka ślinę. Jeden kęs to niewiele. Jeden kęs jajek to jakieś… pięć kalorii może, w najgorszym wypadku.
Dziś zjadłeś dwa jabłka i pół paczki chrupków, i wypiłeś trzy puszki dietetycznej coli oraz dwa kubki kawy. To nic takiego, mówi sobie i wie, że to niezdrowe zachowanie i prawdopodobnie odeślą go z powrotem na leczenie, jeśli będzie to ciągnął.
- Dobra, dobra – mamrocze Harry i wpycha do ust widelec pełen jajek. Ostentacyjnie przeżuwa i przełyka, po czym dramatycznie odkłada widelec. – Widzisz? Zjadłem kęs. To było bardzo…
Dobre. To było bardzo, bardzo dobre.
Nawet nie dokańcza zdania, jest zajęty braniem kolejnego kęsa jajek. Nawet nie myśląc, kończy oba jajka w prawdopodobnie dwie minuty i zaczyna jeść bekon – jest przypieczony na końcach, dokładnie tak, jak lubi.
- Tylko żartowałem, Haz. Nie musisz tego jeść – mówi Niall, kiedy Harry wgryza się w kawałek bekonu. Podnosi na szeroko otwarte, zielone oczy, by ujrzeć Nialla i Danielle, patrzących na niego, jakby był z kosmosu. Opuszcza bekon z ust i patrzy na swoje dłonie; są całe z tłuszczu i Harry czuje resztki jedzenia w kąciku swoich ust. Czuje również ogromny ciężar w żołądku, który zawsze pojawia się po tym, jak zje więcej, niż zwykle sobie pozwala.
- Chyba… muszę iść. Dziękuję – mówi szybko Harry i rzuca trochę pieniędzy na ladę z nadzieją, że wystarczy. Wychodzi bez pożegnania i ignoruje Danielle, mówiącą mu, że nie musi uciekać.
Wraca do domu i prowokuje wymioty, i decyduje, że już nigdy więcej nie pójdzie do restauracji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz