~*~
-No chodź, Zayn! Pośpiesz się, możemy przegapić naszą szanse! –mówi Louis, odciągając Zayna od dziewczyny, z którą właśnie rozmawia, bliżej drzwi, przez które wie, że Harry Styles może wyjść w każdej chwili. –Czy ty wiesz, jak często zdarzają się takie szanse, jak ta? Nigdy. Więc przestań rozmawiać z dziewczynami i pomóż mi zdobyć zdjęcie!
-Louis. Szanse, jak ta zdarzają się cały czas –mówi Zayn. Nie wydaje się tak bardzo zirytowany, a to może tylko im pomóc. –Powinienem to wiedzieć. Ciągasz mnie wszędzie, gdzie popadnie, kiedy tylko usłyszysz, że Harry może być w promieniu dziesięciu metrów.
-Nie prawda! –protestuje Louis. Zayn posyła mu tylko powątpiewające spojrzenie, to, które posyła mu zawsze, kiedy twierdzi, że naprawdę pieprzy od rzeczy. Okej, więc może jest w tym trochę prawdy. Ale to nie jest wina Louisa, naprawdę. Wszystko czego chce to zdjęcie. Tylko jedno. –Dobra, w porządku. Może dzisiaj jest dzień, kiedy rzeczywiście w końcu uda mi się zrobić to cholerne zdjęcie, a to nigdy się nie stanie, jeśli będziemy dalej stać po drugiej stronie ulicy.
Zayn tylko się śmieje, bo jest cholernie dobrym przyjacielem, który jest w stanie zrobić dla Louisa nawet największą głupotę, jak wstanie z łóżka o drugiej w nocy, by spróbować dostać zdjęcie Harry’ego Stylesa.
Tłum, dla odmiany, jest stosunkowo niewielki, co jest dobre; im mniej ludzi, tym większe szanse, że Louis zostanie zauważony. Jest tu tylko kilka dziewczyn (i chłopaków) stojących w drzwiach hotelu Harry’ego; zdecydowanie nie powodują tak wielkich scen, jak wyraźnie niepełnoletnie, pijane nastolatki potykające się u wyjść klubów. Louis trzyma się z tyłu tłumu, nie chcąc pchać się między ludzi, bo wie, jak irytujące może to być. Nie jest tak źle, wciąż może zobaczyć drzwi z tej odległości.
Zayn stoi koło niego, opatulając się szczelniej kurtką, bo podobno jest dość zimno o drugiej w nocy w środku zimy; kto by pomyślał. (Oczywiście nie Louis, który zdecydował się założyć koszulkę z podwiniętymi rękawami). –Więc myślisz, że dzisiaj jest ten dzień? –pyta Zayn, a jego oczy skanują mały tłum przed nimi.
-Cóż, tak. Zwykle przychodzi o wiele więcej ludzi, niż teraz, więc będzie łatwiej stać się zauważonym –Louis ledwo kończy zdanie, zanim głośna fala krzyku uderza w jego bębenki. Zastyga przez chwilę. O Boże. Louis unosi głowę w kierunku drzwi, wiedząc, że krzyk może oznaczać tylko jedno. I oto, co widzi. Burze niechlujnych, kręconych włosów, które widział tak wiele, wiele razy, ale nigdy jeszcze tak blisko. Cholera.
Harry podchodzi do grupki fanów. Zatrzymuje się na kilka zdjęć i uścisków, a Louis czuje szybkie bicie swojego serca, ponieważ to się dzieje. To w końcu się dzieje.
To tylko kwestia kilku chwil, nim Harry do niego podchodzi. A Louis jest pewien, że słyszy bicie własnego serce przedzierające się przez piski wokół nich. Harry marszczy przez sekundę brwi, zanim mówi –Musisz być zmarznięty, kolego –i Louis musi zapanować nad każdą pojedynczą komórką swojego ciała, bo Harry Styles właśnie się do niego odezwał.
-Co? Och. Nie, czuje się dobrze. Nigdy nie czułem się lepiej –mówi Louis i to prawda, szczera prawda. –Jestem wielkim fanem. Mogą zdjęcie? To jest, z tobą. Zdjęcie z tobą.
Louis chce po prostu odejść i zapomnieć, że ten dzień kiedykolwiek się zdarzył, ponieważ to był tak cholernie żenujący i straszny, straszny pomysł. Ale wtedy Harry chichocze –chichocze! – i mówi –Jasne, kolego – kolego! – do stojącego obok Louis i uśmiecha się.
Louis ma sekundę, by zareagować, ponieważ – o Boże, może poczuć jego zapach –ale w końcu podnosi telefon, włącza aparat, kładzie palec na przycisku, by wykonać zdjęcie i –
Harry się odsuwa.
Kurwa.
-Przykro mi, Harry. Nie masz czasu na więcej zdjęć –mówi duży, masywny facet. Louis rozpoznaje go, prawdopodobnie ze zdjęć.
-Ale ja-
-Nie, Harry. Musi iść, inaczej nie dotrzemy do Newcastle na czas –Louis stwierdza tu i teraz, że nie lubi dość znajomo wyglądającego dużego kolesia.
Harry patrzy na niego przepraszająco. –Przepraszam, kolego. Innym razem, tak? –I odchodzi, zanim Louis może nawet odpowiedzieć. Co jest raczej dobre, bo Louis jest pewien, że jego głos załamałby się żenująco i najprawdopodobniej zacząłby płakać.
Zayn wydaje się zdawać sobie sprawę z zaistniałej sytuacji, bo owija ramię wokół Louis, przytula go i mówi. –Jest w porządku. Będziemy próbować, kochanie –i prowadzi go do najbliższego pubu.
~*~*~*~
-Byłem tak blisko –mówi Louis –pijany do bardzo, bardzo pijanego Zayna.
-Wiem, kochanie. Widziałem –mówi Zayn, masując jego plecy w sposób, który ma być pocieszający i prawdopodobnie byłby taki, gdyby Louis nie był tak obrzydliwie pijany, gotów zwymiotować tu i teraz.
-Byłem tak blisko. Miałem palec na przycisku, Zayn. Byłem tak blisko.
-Wiem, wiem. Ale następnym razem, tak. Nawet Harry tak powiedział –I to jest to, gdy Louis uświadamia sobie, że tak, Harry tak powiedział. Harry rozmawiał z nim. Harry Styles z nim rozmawiał.
-Zayn?
-Tak?
-Chyba puszcze pawia –A potem to robi.
~*~*~*~
-No dalej, Louis. Siedzisz zamknięty w pokoju od trzech dni. Trzech dni, Louis. Wiesz, jak dziwnie to wygląda. Przestań się nad sobą rozczulać i wyjdź z nami –mówi Zayn zza drzwi jego sypialni.
-Nie rozczulam się nad sobą –mówi Louis do poduszki, przez co jego słowa są nieco przytłumione, ale nieważne. –Rozczulanie się na sobą jest obrzydliwe, a ja na pewno tego nie robię!
-Jasne, jasne. Cóż, cokolwiek robisz, przestań to robić i wyjdź z nami –słychać otwierane drzwi, a po chwili Niall i Liam są w środku, krzycząc. –Będzie zabawnie. Po prostu chodź gdzieś z nami, tak? Pub czy coś.
Louis wydaje coś na kształt –pieprzyć do gówno –do swojej poduszki, ale wstaje tak czy inaczej tylko dlatego, że naprawdę chce, żeby Zayn wreszcie przestał mu jęczeć. –Dobra, dobra. Pozwólcie mu się przebrać.
Pół godziny później wychodzi ze swojego pokoju. Jego włosy są ułożone w doskonały quiff, a nogi i tors opinają czarne dżinsy oraz szary t-shirt.
-Awww, Louis. Miło zobaczyć cię nie-rozczulającego się nad sobą –mówi Niall.
-Nie rozczulałem się! –krzyczy Louis i rzuca w niego poduszką.
~*~*~*~
Więc po prostu idą do baru, za co Louis jest wdzięczny, bo naprawdę nie ma ochoty borykać się z tańcem i zalanymi ludźmi. W środku jest kilka osób, nie wiele, co czyni wnętrze cichym, z wyjątkiem okazjonalnego pijanego krzyku pochodzącego od faceta w rogu.
Idą do stolika w rogu, ponieważ Louis nie chce siedzieć na środku sali, będąc dzisiaj nietowarzyskim kutasem. Niall idzie i kupuje im pierwszą kolejkę, wracając z pięcioma dużymi kuflami, po jednym dla każdego z nich i dwa dla niego. Wypijają je dość szybko, a Louis zaczyna się relaksować. Zapomina o głupim trochę-znajomym facecie odciągającym od niego Harry’ego i po trzeciej kolejce, postanawia, że teraz to jego kolej, by postawić kumplom drinki.
Potyka się trochę idąc w kierunku baru, ale ostatecznie dociera do lady i składa zamówienie –tylko kufle, ponieważ to jest pub, a u pubach są kufle –gdy czuje za sobą czyjąś obecność.
-Hej –słyszy głos. I przed sekundę Louis myśli, że może faktycznie jest jeszcze w swojej sypialni, nie-użalając się nad sobą i to tylko sen, bo kurwa, on zna ten głos. Ale potem odwraca i się Harry jest tam. Harry Styles jest tam, a on po prostu wie, że to jest prawdziwe życie, ponieważ umysł Louisa nie mógłby tak dokładnie oddać sposobu, w jaki policzki lokatego czerwienieją, a uśmiech staje się szeroki i… kurwa.
-Uh, hej –mówi, starając się brzmieć nonszalancko, co kończy się wydaniem przez niego bliżej niezidentyfikowanego bardzo piskliwego dźwięku. Jednak Harry się śmieje. Wow, sukces.
-Więc, myślę, że jestem winny ci zdjęcie –mówi. I to jest właśnie ten moment, kiedy Louis przestaje oddychać przez najbliższe dwadzieścia sekund, bo Harry go pamięta.
-Ja, uh, tak. To znaczy, nie musisz, jeśli nie chcesz. Przecież nie jesteś mi nic winien –odpowiada Louis, a jego policzki pokrywają się delikatnym różem.
Harry śmieje się, wyciągając telefon. –Nie bądź głupi. Chcę –mówi, zanim ustawia aparat przed ich twarzami, mówiąc Louisowi, by ten się uśmiechnął. Co robi, oczywiście. Po chwili zdjęcie pokazuje się na ekranie telefonu i jest niesamowite i idealne i Louis nie może w to uwierzyć.
-Ale ono jest w twoim telefonie –mówi marszcząc brwi. –Możemy zrobić jeszcze jedno? –i już wyciąga telefon, ale wtedy Harry mówi.
-Nie trzeba –mówi z uśmiechem. –Wyślę je do ciebie.
Louis znowu marszczy brwi. –Ale nie masz mojego numeru.
I to jest właśnie to; uśmiech Harry’ego zamienia się w uśmieszek. –Wyślę, jeśli mi go dasz.
Och.
Louis stara się zachować spokój, gdy Harry podaje mu telefon, by wpisał swój numer, ale jego ręce trzęsą się, kiedy przejeżdża po ekranie kciukiem i oddaje urządzenie z powrotem.
-Więc zobaczę cię potem, tak? –pyta Harry, przyciągając go do krótkiego uścisku, a Louis kiwa tylko głową odwzajemniając gest, bo naprawdę nie ma pojęcie, co teraz zrobić. I wtedy Harry się cofa i posyła mu mały uśmiech, zanim rusza w kierunku stolika, gdzie najprawdopodobniej siedzą jego znajomi.
Louis całkowicie zapomina o kuflach, kiedy wraca z powrotem do swojej grupki przyjaciół, uśmiechając się, jak idiota. Jego uśmiech poszerza się, gdy czuje wibrujący w kieszeni telefon i wyciąga go, by zobaczyć wiadomość od nieznanego numeru, mówiącą ‘Zadzwoń do mnie, kochanie’ wraz ze zdjęciem jego i Harry’ego.
I tak. Z pewnością zamierza to zrobić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz