Nie sądziłem, że będę bał się czegokolwiek tak bardzo, jak właśnie spotkania z mamą Harry’ego. Wiadomym było, że nie zdawała sobie sprawy, co jej syn wyprawia w Doncaster. No, właściwie to wiemy tylko my dwoje. Żyjemy sobie w takim malutkim świecie ociekającym pięknem i wszystkim, co dobre. Ale nie o to mi chodziło. Bałem się tego, że mama mojego chłopaka mnie nie zaakceptuje. W czasie lotu Harry oznajmił mi, że chce ujawnić się przed nią, co z kolei przyprawiło mnie o dreszcze. Zaraz na początku naszego „związku” powiedział mi, że jego mama nie akceptuje homoseksualizmu. A już na pewno nie patrzy na związek męsko-męski z szerokim uśmiechem i radością. Starałem się mu jakoś wybić z głowy pomysł. Przecież nie będziemy żyli wiecznie. Ale on się uparł. Osioł jeden.
W pewnym sensie wiedziałem, co czuje. W moim przypadku również było ciężko na samym początku. W głębi serca, od dziecka czułem, że bardziej wolę towarzystwo chłopców, a piskliwe dziewczynki mnie odstraszały. Nawet byłem na próbę w związku z jedną dziewczyną. Taka tam, koleżanka. Podobałem jej się, dlatego spróbowałem. Ale nie czułem do niej niczego więcej, niż zwykła koleżeńskość. Zerwałem z nią w dniu, kiedy dowiedziałem się o chorobie. Do dziś nie wyjaśniłem jej, dlaczego konkretnie. Wie tylko połowę prawdy. Czyli to, że nigdy niczego do niej nie czułem. I że jestem gejem, o czym wie większość moich rówieśników z Doncaster. Owszem, zraniłem ją tym i teraz się do mnie nie odzywa, ale przynajmniej nie ranię ją dłużej kłamstwami i udawanym szczęściem na jej widok. A mamie, że była na tyle dociekliwa powodu zerwania, powiedziałem wprost, że wolę chłopców. Myślałem, że mnie odrzuci, ale przyjęła to jakoś i zaakceptowała mnie.
- Boję się – wyszeptałem cicho, kiedy taksówka zatrzymała się pod kamienicą, w której mieszkał osiemnastolatek.
Wysiedliśmy na zimne powietrze i zabraliśmy walizki. Harry zapłacił, ale zanim weszliśmy do środka, chłopak chwycił mnie za dłoń, przyciągając ku sobie. Nachylił się w moją stronę, składając na moich ustach słodki pocałunek. Chciał mi w ten sposób dodać pewności.
- Nie masz się czego bać. – Odparł spokojnie, lustrując wzrokiem moją twarz. Uśmiechnął się delikatnie.
W końcu pociągnął mnie za sobą w stronę swojego mieszkania, a ja z całych sił próbowałem opanować nerwy, które powoli zaczynały mnie zjadać.
*
Zaraz po przekroczeniu progu przywitała nas moja mama. Zaczęła coś mówić o tym, że Gemma ma jeszcze wpaść późnym wieczorem i będzie chciała spać w swojej dawnej sypialni. Zaproponowałem mamie, że Lou może spać w moim pokoju. Miałem naprawdę duże łóżko i gdybyśmy chcieli, nawet nasze kołdry nie stykałyby się ze sobą. Ale każdy wie, że ja nie wytrzymałbym bez jego dotyku.
Chociaż było nieco po dwudziestej, byliśmy strasznie zmęczeni. Cały lot rozmawialiśmy. Głównie o mnie. Tak jakoś wyszło, że Louis chciał jeszcze bardziej poznać mnie i moich nowojorskich przyjaciół. O ile nadal tak mogłem nazywać Liama i Zayna. Owszem, tęskniłem za nimi. Mimo wszystko dużo przeróżnych, ciekawych przygód przeżyliśmy. Ale jeśli miałbym wybierać, bez wątpienia wybrałbym Louisa. Mówi się, że miłość przemija, a przyjaciele zostają. Ale nic nie wspominano o miłości do przyjaciela. Nieważne.
Ledwo się położyłem, a chwilę potem już mogłem śnić o bezsensownych rzeczach. Do tego obudziliśmy się bardzo późno, bo po spojrzeniu na wyświetlacz telefonu była godzina dwunasta. Oczywiście zdążyłem przestawić czas z londyńskiego na ten nowojorski, żeby nie było. Widząc, że Louis leży odwrócony do mnie tyłem, przewróciłem się na bok. Przytuliłem się do pleców dwudziestolatka, który mruknął niezadowolony pod nosem.
- Harry? – wyszeptał cicho, splatając nasze place. – Miałem komiczny sen.
- Jaki? – zapytałem z zaciekawieniem.
Odwrócił twarz w stronę sufitu, nadal nie otwierając oczu, gdyż słońce raziło go wcześniej po oczach. Uśmiechnął się rozczulająco.
- A taki, że przylecieliśmy do Nowego Jorku na resztę świąt. Zabawne, co nie…? – Wtedy otworzył oczy i zorientował się, że nie jest w swojej granatowej pościeli, ale w mojej bielutkiej. W moim łóżku, w moim pokoju, w moim mieszkaniu, w moim mieście.
- To nie sen – wyszeptałem, całując go czule w usta.
- Jesteś świrem.
- Totalnym.
- Oddam ci wszystko. Oddam ci za bilet.
- To wtedy nie licz, że jeszcze kiedykolwiek cię pocałuję, albo okażę choć odrobinę czułości.
Oboje uśmiechnęliśmy się. Uwielbiałem z nim żartować w ten sposób. Wstaliśmy niedługo potem. Louis oczywiście założył na siebie bluzkę i jakieś spodnie dresowe. Ja nie miałem na to siły. Zresztą, mama i Gemma były przyzwyczajone do mojego widoku, a prowokowanie Louisa też mi odpowiadało.
W kuchni przywitała nas mama i od razu poprosiła, abyśmy usiedli przy stole. Zanim zdążyłem to zrobić, do pomieszczenia wpadła Gemma, jak zwykle roztrzepana. Przedstawiła się uprzejmie Louisowi, porywając mnie na chwilę do jej pokoju. Zamknęła za sobą drzwi, opierając się o nie.
- Głodny jestem, dla twojej skromnej wiadomości – burknąłem pod nosem, podchodząc do półki z książkami znajdującej się tuż przy wejściu. Od niechcenia omiotłem wzrokiem grzbiety lektur, przypominając sobie, jaką moja siostra ma manię na punkcie czytania. – Mów szybko, czego chcesz.
- No, pięć minut, to chyba nie jest dla was aż tak długą rozłąka, co nie? – zapytała z przekąsem.
Jej uśmieszek zaczynał mnie powoli irytować. Każdy może mieć swoje złe dni, prawda? I ja w tamtym momencie nie starałem się być dla niej miły. Spojrzałem na nią spod grzywki, czekając aż zacznie coś mówić.
W końcu westchnęła, smutniejąc. Opuściła spięte ramiona i spojrzała gdzieś w bok.
- Boję się powiedzieć mamie. Chyba za długo z tym zwlekałam.
- Też mi coś. Półtora roku w tę czy w tę, to prawie żadna różnica – odparłem, uważnie obserwując siostrę.
- Harry, to nie jest tak błaha rzecz, jak fakt, że nie mieszkam z Madison tylko z Brianem. Ja mam roczne dziecko. Zastanów się, jakbyś ty zareagował na jej miejscu, gdybym ci nie powiedziała o tym na samym początku! – zawołała półszeptem.
Musiałem jej przyznać rację. Wciąż pamiętam, jak którejś nocy nie mogłem zasnąć. Nie było wtedy w domu rodziców. Pojechali na dwa dni do jakiejś dalekiej ciotki taty. W mało istotnej sprawie. Czyjś płacz przykuł moją uwagę. Miałem niedomknięte drzwi w pokoju, dlatego wszystko słyszałem wyraźniej. Kiedy w kuchni zastałem Gemmę całą zapłakaną, myślałem w pierwszej chwili, że rodzicom coś się stało. Ale później ona mi powiedziała, że dowiedziała się przypadkowo, że jest w ciąży. Rozumiałem jej strach. Nasz ojciec był surową osobą wbrew pozorom, jakie stwarzał. Zdawaliśmy sobie sprawę, że gdyby się o tym dowiedział, rozpętałoby się w domu piekło. Ale później jakoś wspólnie wpadliśmy na pomysł z rzekomą przeprowadzką do jej bliskiej przyjaciółki, Madison, która wynajmowała mieszkanie w centrum, by mieć bliżej na studia.
Przytuliłem siostrę, chcąc jej jakoś dodać otuchy.
- Ja kocham faceta. Zgadnij, co ją bardziej dobije?
*
Chyba wreszcie zaczynałem rozumieć, jak Harry musiał się czuć w moim domu, kiedy się tam wprowadził. Zostając sam na sam z jego mamą, byłem skrępowany. Nie znałem jej przecież. Może zamieniliśmy parę słów na pogrzebie dziadka, ale poza tym znałem ją tylko z opowieści Harry’ego. Nie chcąc siedzieć bezczynnie, kiedy Gemmy i jej brata wciąż nie było, zaproponowałem pomoc w przygotowaniu sałatki do drugiego dania.
- Harry nie sprawia wam dużo problemów? – zapytała.
Na ułamek sekundy złapała moje spojrzenie. Poczułem, jak na krótką chwilę moje serce mocniej zabiło. Jej pytanie było absurdalne. Harry i problemy? Uśmiechnąłem się z rozbawieniem, kręcąc przecząco głową.
- Ależ skąd. Nawet pani nie zdaje sobie sprawy, jak moje siostry go kochają.
- Nie wiem, skąd u niego to podejście do dzieci. Nigdy nie miał styczności z nimi. – Przyznała, na chwilę pogrążając się w zamyśleniu.
Skończyłem kroić sałatę i wrzuciłem ją do miski. Wziąłem żółte naczynie do ręki i podszedłem do blatu, gdzie stała mama Harry’ego.
- Harry… – zacząłem niepewnie. Kobieta spojrzała na mnie, chcąc abym kontynuował. – Harry sam zaskoczył mnie swoim podejściem do dzieci. Przyznam pani szczerze, że kiedy pierwszy raz go spotkałem… Wydawał się mi egoistą, który nie widzi niczego poza czubkiem własnego nosa. Ale on mi opowiedział, że jego kumpel, Zayn, ma siostry. I często, kiedy odwiedzał Zayna, on musiał siedzieć z siostrami i dzięki temu Harry też trochę podłapał, jak ma się zachowywać przy dzieciach.
Kobieta posłała mi ciepły uśmiech. Posoliła sałatkę, następnie mieszając ją. Zaczęła mi w końcu opowiadać o tym, że osiemnastolatek bardzo się zmienił po tych trzech miesiącach, które spędził w Doncaster. Była tym szczerze zaskoczona. A kiedy zaczęła mi dziękować, poczułem, jak moje policzki oblewa lekki rumieniec. Od mojej mamy, z którą niedawno rozmawiała przez telefon, wiedziała, że to głównie moja zasługa, że Harry stał się spokojniejszy i bardziej rozsądniejszy.
- Naprawdę nie ma za co dziękować. Ja tylko z nim spędzałem czas, nic więcej.
- Lou jak zwykle skromny.
Słysząc głos Harry’ego tuż za mną, wzdrygnąłem się. Nie wiedziałem, jak długo przebywał w kuchni, gdyż ciągle stałem z jego mamą przy blacie zwrócony plecami do drzwi. Jednak kiedy nastolatek stanął pomiędzy mną a Anne i objął nas rękoma, poczułem, że zaczyna robić mi się ciepło na ciele. Dlaczego ja zawsze muszę tak reagować na jego dotyk?
- Tobie też przydałoby się trochę skromności. – Uśmiechnęła się z rozbawieniem, klepiąc go z otwartej ręki po klatce piersiowej. – I ubierz się. Nie wszyscy chcą cię oglądać w samych bokserkach.
W chwili, kiedy zamieszała sos w garnku, Harry przelotnie spojrzał na mnie, uśmiechając podstępnie. Nagryzł dolną wargę, przyprawiając mnie o dreszcze. Głupek! Mógłby sobie chociaż teraz odpuścić. Ale wygląda tak… Nie, nie, Louis. Nie teraz, opanuj się.
Zjedliśmy w spokoju obiad i, ku mojemu zaskoczeniu, ani Gemma ani Harry nie zaczęli rozmowy. Właściwie byłem uradowany, że tego nie zrobił. Może uda mi się go jeszcze przekonać, żeby trzymał język za zębami. Nie dość, że żyje w Doncaster, to na dodatek nie będzie ze mną do końca życia. I po co tej sympatycznej kobiecie więcej zmartwień? Ale… czy ja wspominałem, że Harry jest uparty?
- Po obiedzie wychodzimy z Louisem. Chciałem mu pokazać trochę miasta. W końcu nie będziemy przesiadywać w domu przy tych wszystkich filmach świątecznych powtarzanych co rok – oznajmił Harry, kiedy wszyscy skończyli jeść.
- Idziesz Gemma z chłopcami? – zapytała kobieta, zabierając talerze i idąc z nimi w stronę zmywarki.
Dostrzegłem, że Harry zerka na siostrę porozumiewawczo. Gemma od razu załapała, że chciałby pójść gdzieś ze mną sam na sam. Choć ja nie chciałem, żeby dziewczyna się tutaj nudziła, dlatego dyskretnie szturchnąłem osiemnastolatka w przedramię. Chłopak bezgłośnie powiedział do mnie, że jutro pójdziemy gdzieś we trójkę. Ciekawiło mnie, dlaczego nie dzisiaj. Ale wkrótce i tak miałem się dowiedzieć, dlatego wciąż siedziałem cicho.
- Zostanę z tobą, mamo. Powspominamy sobie stare czasy, pooglądamy filmy świąteczne… A Lou i Harry niech idą – odparła, uśmiechając się do nas. – Zaczekaj, pomogę ci posprzątać.
*
Louis był zaskoczony tym, że nie chciałem zabrać z nami Gemmy. Sądził zapewne, że pójdziemy na miasto, ale grubo się mylił. Był drugi dzień świąt, a ja nie chciałem go spędzić byle jak. Planowałem to już od dłuższego czasu, a chciałem, żeby Louis poszedł ze mną w pewne miejsce. Wciąż pamiętam, że obiecałem mu nie skrywać przed nim tajemnic. Ale o wypadku nadal nic nie wspomniałem. A poza tym… Dawno nie byłem na cmentarzu, a do tej pory starałem się być przynajmniej te dwa razy w roku, w dniu urodzin dziewczyny i na święta Bożego Narodzenia.
Z kamienicy wyszliśmy parę minut po czternastej. Louis wpadł na pomysł, żebym pokazał mu wszystkie miejsca, do których chodziłem, zanim przeprowadziłem się do Wielkiej Brytanii. Właściwie to nie był taki zły pomysł. Jednak byłem zdania, że wszystko wygląda lepiej późną wiosną, kiedy przyroda budzi się do życia.
Mimo tego, postanowiłem pokazać mu, gdzie chodziłem go szkoły, do liceum, które, bądź co bądź, ukończyłem ze średnią prawie cztery. Zaskakujące, bo jednak często wagarowałem z Zaynem i jeszcze Nedem, takim jednym znajomym z równoległej klasy. Ratowały mnie tylko przedmioty ścisłe jak matematyka, fizyka, a także biologia albo geografia. Budowa ciała człowieka albo funkcje poszczególnych narządów z łatwością zapamiętywałem z lekcji. Zaś gospodarki innych krajów, przyrosty ludności, ekonomia były dla mnie tak proste, że nie potrzebowałem nawet na to nauki.
- A co z angielskim czy historią? No wiesz… Przedmioty humanistyczne? – zapytał Louis, kiedy opowiadałem mu o tym wszystkim.
- Interpretacja wierszy była dla mnie czymś strasznym, a co dopiero pisanie rozprawek, czytanie lektur czy inne takie. Jeśli chodzi o historię, to tak, znam wiele wydarzeń z przeszłości, ale jeśli miałbym ci podać, w którym konkretnie roku działo się dane wydarzenie, miałbym problem. Mam słabą głowę do zapamiętywania, szczególnie dat.
Przystanąłem na chwilę na chodniku wśród tłumu, skinieniem głowy wskazując Louisowi knajpkę naprzeciwko nas, po drugiej stronie jezdni.
- Paradise In New York? – Odczytał dwudziestolatek, spoglądając na mnie ze zdziwieniem. – Hmm… Niech zgadnę. Lubiliście tutaj uciekać na wagary z Zaynem.
- Nie tylko. Tutaj zawsze zapraszałem dziewczyny na pierwsze randki. A potem jakoś lądowaliśmy w łóżku, ale to inna historia. Podają tu naprawdę świetne drinki.
- Przecież byłeś niepełnoletni. – Zauważył, marszcząc brwi.
- Pracuje tutaj kumpel Zayna i zawsze sprzedawał nam na lewo.
Louis roześmiał się pod nosem. Chwilę potem pociągnąłem chłopaka w zupełnie inną stronę. Zbliżała się czwarta i powoli zaczynał zapadać zmierzch. Louis był zaskoczony, moją nagłą reakcją, ale obiecałem mu to wszystko wyjaśnić na miejscu.
Chłopak zaczął się coraz bardziej zastanawiać, kiedy wolnym krokiem weszliśmy na cmentarz. Widziałem zaciekawienie na jego twarzy, kiedy przystanęliśmy przy grobie Lauren McKennzie. Naprawdę rzadko kiedy się modlę, ale przychodząc tutaj zawsze starałem się wykrzesać z siebie te kilka słów, których nauczyła mnie mama w dzieciństwie. Choć częściej rozmawiałem z Lauren, niż się modliłem.
- Myślisz, że Bóg wysłucha moich modlitw? Nawet, jeśli dawno przestałem w niego wierzyć?
Louis podszedł do mnie, kładąc dłoń na moim ramieniu. Czuł się nieswojo w całej tej sytuacji i nie wiedział, kim była dla mnie Lauren.
- Bóg na pewno słucha każdych modlitw. – Spojrzał na jej fotografię widniejącą obok imienia i nazwiska. – Kim była dla ciebie?
Wziąłem głęboki oddech, opowiadając mu o wszystkim. O tym, że od dziecka trzymaliśmy się razem. Jej ojciec i mój ojciec byli przyjaciółmi jeszcze z czasów studiów. Utrzymali tę znajomość aż do czasu, kiedy oboje z nich zostali szczęśliwymi rodzicami. Ja i Lauren spędzaliśmy ze sobą czas od małego. Razem bawiliśmy się klockami, razem budowaliśmy babki w piaskownicy, razem zjeżdżaliśmy na zjeżdżalni albo huśtaliśmy się nawzajem, razem wracaliśmy ze szkoły, aż w końcu zaczęliśmy dorastać i odkrywać, że czujemy się w swoim towarzystwie wyjątkowo i po raz pierwszy zakochaliśmy się w sobie. Jeśli tak to można było nazwać w wieku dwunastu-trzynastu lat. Lauren była pierwszą osobą, którą się zauroczyłem do tego stopnia, że popełniłem wiele głupot, aby tylko zwróciła na mnie uwagę.
- Każdy zazdrościł mi, że Lauren była ze mną taką przyjaciółką. Wszystko robiliśmy razem, dosłownie. A chłopcy z klasy podkochiwali się w niej, dlatego tak bardzo mi jej zazdrościli.
- Była naprawdę śliczna. Zapewne teraz byłaby jeszcze piękniejsza.
Louis nie kłamał. Naprawdę tak sądził. A we mnie znów obudziło się poczucie winy. W końcu to ja byłem powodem, dla którego ona teraz nie żyła.
- To ja ją zabiłem – wyszeptałem cicho, mając skrytą nadzieję, że Louis tego nie usłyszał.
Jednak się myliłem.
- O czym ty mówisz, Harry? – zapytał z niedowierzaniem, ujmując mój podbródek. Spojrzałem na niego zaszklonymi oczami, a wtedy z jego ust wyrwało się ciche westchnięcie. – Harry?
Opowiedziałem mu o wszystkim od początku do końca, nie mogąc powstrzymać łez. Może i wszyscy sądzili, że to nie moja wina, ale ja czułem inaczej. W końcu to był mój pomysł. Mój głupi pomysł! Przez to tata stracił przyjaciela, nowy samochód, który wtedy kupił i na dodatek od tamtej pory stał się bardziej srogi w stosunku do nas, do mnie i do Gemmy.
- Wiem, że miałem mówić ci o wszystkim, ale tak bardzo nie lubię rozdrapywać wspomnień z tamtego czasu.
- Przecież się nie gniewam – odparł spokojnie. – Podejrzewam, jak musi ci być ciężko.
Zdjął rękawiczkę, ocierając wierzchem palców łzy z moich policzków. Przymknąłem na krótką chwilę powieki, biorąc kilka głębokich wdechów. W tamtej chwili nie obchodziło mnie, czy później będzie mnie bolało gardło, czy też nie. Bardziej martwiłem się o zdrowie Louisa niż o swoje. Nos już miał czerwony z zimna, policzki zarumienione, a usta blade.
- Wracajmy już lepiej.
*
Byłem naprawdę zaskoczony wiadomością o śmierci tej dziewczyny. Jeszcze bardziej ciężko było mi patrzeć, kiedy widziałem, jak on się tym wszystkim zadręczał. To ewidentnie był wypadek, tragiczny wypadek, ale Harry’emu tego nie przemówisz. Przecież każdy wie, że nie zrobił tego specjalnie i gdyby wiedział, nigdy by nie wsiadł za kierownicę. Naprawdę nie sądziłem, że z niego aż taki wrażliwy chłopak.
Całą drogę powrotną przeszliśmy w milczeniu. Żaden z nas nie czuł potrzeby odzywania się. I żadnemu z nas ta cisza nie przeszkadzała. Dopiero kiedy weszliśmy na klatkę schodową w kamienicy, Harry przerwał milczenie.
- Gemma chyba bardziej obawia się odrzucenia ze strony mamy, niż ja.
- Naprawdę musisz jej o tym mówić? – zapytałem z nadzieją, że jednak się rozmyśli.
- Tak, muszę. A co, jeśli by kiedyś nas znienacka przyłapała? Tutaj, albo gdyby odwiedziła nas w Doncaster? Znam ją, takie pomysły mogą przyjść jej do głowy. Szczególnie niezapowiedziane wizyty, żeby sprawdzić, jak jej syn naprawdę się zachowuje w Anglii – mruknął pod nosem.
- Ale Harry… - Urwałem, widząc Gemmę pospiesznie schodzącą po schodach. Nastolatek szybko ją zatrzymał i dopiero wtedy dostrzegłem, że ma lekko podpuchnięte oczy.
- Powiedziałaś jej. - Stwierdził Harry. Gemma nadal milczała, co było dla niego jasną odpowiedzią. – Głupia, mieliśmy zrobić to razem, zapomniałaś?
- Wiem, wiem, ale w telewizji oglądałyśmy akurat film nawiązujący do mojej sytuacji i mama zaczęła to komentować, że nie rozumie takiego postępowania. Wtedy powiedziałam jej wszystko. To był impuls! A teraz żałuję, bo nie odezwała się do mnie ani słowem. – Harry przytulił mocno Gemmę, która od razu go objęła.
- Może nie dałaś jej czasu?
- Milczała, kiedy prosiłam ją, żeby powiedziała cokolwiek, nawet nakrzyczała na mnie. Wymamrotała tylko ciche przepraszam i poszła do swojego pokoju. To chyba jasne, co sobie teraz o mnie myśli.
- Wracasz teraz do Briana i małego? – zapytał Harry, wypuszczając siostrę z objęć. Gemma skinęła twierdząco głową.
- Przepraszam, ale nie mogę tam zostać. Nie teraz.
Nastolatek siknął twierdząco głową, żegnając się z nią. A ja wpadłem w panikę. Skoro jego mama tak zareagowała na wieść o dziecku, to co dopiero jak się dowie, że jej syn jest biseksualistą.
- Harry, nie chcę, żebyś tego potem żałował – powiedziałem jeszcze, kiedy chłopak złapał za klamkę.
- Przyzwyczaiłem się, że działam pod wpływem chwili i większość rzeczy, które robię, jest idiotyzmem. Ale co do tego, jestem pewien.
Nacisnął na klamkę, mocno pchając drzwi. Gdy znaleźliśmy się na korytarzu i powoli zaczęliśmy zdejmować ubranie wietrzne, z sypialni wyszła mama Harry’ego. Widać było gołym okiem, że płakała.
- Wiedziałeś, że ona ma syna, prawda? – zapytała. W jej głosie nie usłyszałem ani żalu, ani odrazy, a tym bardziej gniewu. Jedynie głęboki smutek, który malował się również na jej twarzy. Harry nie odezwał się, jedynie skinął twierdząco głową. – Świetnie, własne dzieci mi nie ufają.
- Bała się ojca, dobrze o tym wiesz. Gdyby się dowiedział, że poza synem chuliganem ma córkę bez ślubu, ale z dzieckiem, wpadłby w szał. Znasz go przecież.
- Ale mi mogliście powiedzieć. Wiecie, ze możecie przyjść do mnie z absolutnie wszystkim – odparła. Dostrzegłem, że do jej oczu napływa coraz więcej łez i niektóre z nich już płynęły po jej policzkach.
- Skoro tak mówisz, to chce ci coś powiedzieć. Lepszej okazji chyba nie znajdę. – Twarz kobiety na chwilę spoważniała. Spojrzałem na profil chłopaka ze strachem. – Zakochałem się.
- To wspaniale, synku! – zawołała uradowana.
Ścisnąłem dyskretnie nastolatka za ramię, niemo prosząc, żeby jeszcze przemyślał tą decyzję, ale on już ją podjął. Mógł skłamać teraz, powiedzieć, że kocha kogoś tam w Doncaster, że poznał tam kogoś. Ale ten egoista nigdy mnie nie słucha!
- W Louisie – dokończył spokojnie.
Entuzjazm z oczu jego mamy zaczął znikać. Powoli wdzierało się tam zdziwienie pomieszane z szokiem. Patrzyła na syna w otępieniu, sądząc, że zapewne się przesłyszała. Kiedy spojrzała na mnie na ułamek sekundy, poczułem, jak nogi zaczynają uginać się pode mną. W tamtej chwili miałem ochotę porządnie kopnąć Harry’ego w tyłek za to, że to powiedział. Czy on nie potrafi czasem trzymać języka za zębami?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz