czwartek, 5 grudnia 2013

228

Louis zapiął torbę i podniósł się z ziemi, by jeszcze raz rozejrzeć się po pokoju Harry’ego. Na zewnątrz było ciemno, a pomieszczenie oświetlane było jedynie małą lampką znajdującą się obok łóżka chłopaka.

Louis próbował zasnąć, ale nic nie działało. Nigdy nie udało mu się zasnąć samotnie w łóżku Harry’ego. Nie wydawało się to właściwie.

Było trzydzieści minut po północy. Harry pracował, a Louis spędzał swoją ostatnią noc w jego mieszkaniu. Zwykle, kiedy Harry pracował w nocy, Louis spał we własnym łóżku; była to jedyna noc w tygodniu, kiedy nie spał z Harrym. Jednak teraz jego łóżko przeniesione zostało już do nowego mieszkania, a zasypianie samotnie w łóżku Harry’ego nie wydawało się właściwe. Nawet nie próbował iść spać, łóżko wyglądało na zbyt duże, zbyt puste i zbyt zimne bez Harry’ego.

Więc zamiast iść spać, Louis zajął się czymś innym.

Następnego dnia o dziesiątej miał spotkać się z właścicielem domu, podpisać umowę i dostać klucze. Po tym oficjalnie wprowadzić się do nowego mieszkania z dwoma pokojami i balkonem. Louis już kochał to miejsce.

Tydzień wcześniej przeniesiono wszystkie jego rzeczy. Właściciel nie miał nic przeciwko i jako że było trzeba jedynie naprawić kilka rzeczy w łazience, mógł zostawić swoje kartony z rzeczami i meble w innych pokojach.

Zayn i Liam byli pod wrażeniem i zaprosili sami siebie na kolację w pierwszy weekend. Niall oczywiście natychmiastowo się dołączył i był za zrobieniem grilla na balkonie, który był zdecydowanie za mały na takie rzeczy. Jednak Louis wiedział, że i tak go zrobią. Tak dla rozrywki.

Harry był raczej cichy w ciągu wieczora. Pomagał przenieść rzeczy Louisa, zgadzał się z miłymi opiniami o mieszkaniu, ale nie był do końca sobą.

I to nie dawało Louisowi spokoju. Harry wydawał się podenerwowany całą sytuacją i Louis nie miał pojęcia, jak to przyjąć. Mimo wszystko cała sprawa był postawiona jasno od początku i Louis naprawdę czuł ulgę z powodu wyprowadzki. Nie sądził, że kiedykolwiek zapomni o ataku serca, którego dostał, kiedy Harry prawie pocałował go tamtego popołudnia.

Udawanie, że to był żart było najtrudniejszą rzeczą. Louis chciał się zbliżyć, złapać te wargi pomiędzy swoje… Zaczął nawet śnić o ustach Harry’ego. Przekształciło się to w chorą obsesję, przez co myśli Louisa stale były zajęte wargami Harry’ego.

Mógł ulec. Wiedział, że był to idealny moment, by ulec i posmakować ust Harry’ego, dowiedzieć się, jaki byłby ten pocałunek. Ale szczerze mówiąc – a przed sobą Louis mógł być szczery w sprawie uczuć wobec Harry’ego – Louis obawiał się tego, co miało wydarzyć się później.

Mógł odepchnąć Harry’ego tej nocy, kiedy chłopak wkradł się do jego łóżka. Skorzystał jednak z tego, co mógł zyskać, z nadzieją, że doprowadzi go to dokładnie tam, gdzie chciał być. Zamiast tego zakończyło się to słowami Harry’ego, mówiącymi że był to błąd.

Całowanie Harry’ego, dowiadywanie się, jaki byłby ten pocałunek i słyszenie potem jego słów, że był to błąd, było ostatnią rzeczą, którą Louis mógłby znieść.

Nie ponownie.

Zatem udawał, że byli jedynie przyjaciółmi. To był w stanie robić, tyle mógł z siebie dać.

A teraz to wszystko dobiegało końca. Nie będzie musiał już czuć wewnętrznego bólu, budząc się obok Harry’ego, nie będzie musiał powstrzymywać palenia w brzuchu, jedząc śniadanie, kiedy Harry będzie wchodził do kuchni, mając na sobie tyle co nic.

Nie będzie już siedział na sofie i oglądał daremnych programów w telewizji z Harrym zwiniętym przy jego boku. Nigdy więcej nie będzie wracał do domu na pyszny obiad i nie będzie rozmawiał z Harrym podczas jedzenia.

Wyprowadzka miała dobre i złe strony. Louis usiłował skupić się na tych dobrych, jako że to te liczyły się na dłuższą metę. Nieważne, jak kochany był Harry, nigdzie to Louisa nie prowadziło. Nie, dopóki Harry zapewniał, że byli jedynie przyjaciółmi.

Im prędzej Louis uwolni się od tej jednostronnej miłości, tym lepiej. Naprawdę. Wolał nie myśleć o fakcie, że nazywa to miłością. Wszystko i tak było już wystarczająco żałosne.

Sprawdzając ponownie godzinę, Louis westchnął i zerknął na łóżko.

Nie, spanie na nim bez Harry’ego było nie w porządku. Jak czekanie na ukochanego, grzanie mu miejsca, żeby mógł dołączyć, kiedy wróci do domu. Louisowi naprawdę nie podobał się ten pomysł. To nie tak wyglądała ich relacja.

Dzielili łóżko każdej nocy. Ale nie jako kochankowie.

Louis opuścił sypialnię i zdecydował się spać na kanapie. Dziesięć minut później siedział za kierownicą swojego samochodu i próbował sobie wmówić, że nie był głupi, odbierając Harry’ego z pracy.

I tak nie spał i tylko wyświadczał przyjacielowi przysługę. Nic więcej.

To było tego warte. Każda sekunda wewnętrznego konfliktu, czekanie na zimnie, moment, w którym Harry go dostrzegł i jego twarz się rozświetliła. Harry zawsze był piękny, ale wyglądał szczególnie pięknie w takich chwilach; jego oczy zmęczone i zaczerwienione, ciemne cienie pod nimi, blada skóra i zmierzwione, wyglądające na lekko przetłuszczone loki. Nie powinien wyglądać pięknie w takiej sytuacji, ale jednak tak właśnie było. Wyglądał dobrze nawet w takim stanie i to dlatego był piękny w oczach Louisa.

Louis nie znał innej osoby, która byłaby w stanie tego dokonać.

- Co tu robisz? – przywitał go Harry.

- Nie mogłem spać, więc pomyślałem, że przyjadę i cię podwiozę. – Louis lekko się uśmiechnął i dostrzegł wystającą spod kurtki chłopaka pomarańczową, brzydką koszulę, którą Harry musiał nosić do pracy. To był ostatni raz, kiedy widział takiego Harry’ego. Nie tylko dlatego, że się wyprowadzał, ale również dlatego, że był to ostatni dzień Harry’ego w tej pracy. – I zabiorę cię stąd jak najszybciej się da – dodał.

- Świetnie – odpowiedział Harry i przysunął się, by pocałować policzek Louisa. – Jesteś najlepszy.

Była to tortura i przyjemność równocześnie, a Louis naprawdę zaczynał się o siebie martwić. Prawdopodobnie posiadł jakiś masochistyczny fetysz.

- Wsiadaj – powiedział wysokim głosem. Jego ręce lekko się pociły. – Zabiorę cię do domu.

- Będzie mi brakowało Henry’ego – powiedział Harry, wsiadając. – Naprawdę się do siebie zbliżyliśmy.

- Będziesz musiał zrekompensować to przez rozmawianie ze swoim odkurzaczem. Ale on też jest miłym facetem. – Louis się uśmiechnął. – Polubisz go.

- Jestem niemal pewien, że spędzam z moim odkurzaczem więcej czasu niż ty. Czy ty go w ogóle kiedykolwiek widziałeś?

- A skąd miałbym wiedzieć, że jest miłym kolesiem?

Harry przewrócił oczami i ułożył się głębiej w fotelu, krzyżując ręce na piersi. – Nie widziałeś go. W przeciwnym razie wiedziałbyś, jaką zrzędliwą suką potrafi czasami być.

- Nigdy nie zachowywał się jak suka w stosunku do mnie – zapewnił Louis.

- Bo go nie używasz – powiedział cicho Harry. Mamrocząc, zakończył temat, a Louis nie naciskał. Stwierdził, że Harry był po prostu zmęczony i nie w nastroju do przekomarzania, więc skoncentrował się na prowadzeniu.

- Kiedy spotykasz się jutro z właścicielem? – spytał Harry po kilku minutach ciszy.

- O dziesiątej. Opuszczę poranne lekcje. – Louis zatrzymał samochód na światłach i zerknął na Harry’ego. – Czemu?

- Tak tylko pytam – powiedział cicho Harry. – Więc chyba zobaczymy się na lunchu.

Louis kiwnął tylko głową. Nie był pewien, czy powinien pojawiać się na lunchu. Łamanie już teraz ich wspólnej tradycji w pierwszy dzień wydawało się nie w porządku. Ale Louis planował się od tego uwolnić. Lubił spędzać czas z chłopakami, ale z planem odsunięcia się od Harry’ego, nie mógł spotykać się z nimi tak często.

Po tym oboje ucichli nie rozmawiali dopóki nie dotarli do mieszkania. Harry poszedł przodem i zniknął w łazience, zanim Louis w ogóle zamknął za sobą drzwi. Nie będąc pewnym, jak to przyjąć, Louis rozebrał się i zostawił ubrania na podłodze. Wspiął się pod pościel do łóżka Harry’ego i leżał, wsłuchując się w dźwięk lejącej się pod prysznicem wody.

Kiedy Harry wszedł do pokoju, był nagi. Louis zerknął na niego, ale szybko odwrócił wzrok na sufit, podczas gdy Harry wyjął z szuflady bokserki i założył je na swoje biodra. Wszedł do łóżka obok Louisa i przez chwilę leżeli w ten sposób.

Louis zamknął oczy, usiłując stłumić wszystko, co odbierały jego zmysły. Ramię Harry’ego otarło się o jego, skóra chłopaka była ciepła, wilgotna i gładka. Jego włosy były nadal mokre i pachniały szamponem Louisa. Harry kiedyś zaczął go używać, a Louis po prostu tego nie komentował. Kiedy pakował wcześniej rzeczy, zostawił go pod prysznicem, udając, że o nim zapomniał.

Pościel zaszeleściła i ciepła skóra przesunęła się po ciele Louisa, kiedy Harry przysunął się i zwinął przy jego boku. Jego duże dłonie chwyciły za talię Louisa, przysuwając go, a mokre loki przycisnęły do jego ramienia. Louis próbował, naprawdę próbował nie ulec, ale jego opór przypominał opór zamku z piasku wobec fal. Odwrócił się do Harry’ego i owinął ramionami jego pas, przysuwając go bliżej do swojej klatki piersiowej.

Harry cicho westchnął i wtulił nos w jego szyję.

Cała ta sytuacja była dość pokręcona, ale Louis naprawdę nie mógł nic zrobić. To i tak był ostatni raz. Zostało tylko kilka godzin, aż Harry będzie musiał wstać na lekcje i opuścić mieszkanie. I kiedy wróci popołudniu, Louisa nie będzie.

Tylko kilka godzin – przypomniał sobie Louis – a potem wykreśli Harry’ego Stylesa ze swojego życia.

-

Louis obudził się na dźwięk alarmu Harry’ego. Jego oczy szybko się otworzyły i cicho jęknął, sięgając po telefon, żeby go wyłączyć. Jednak nie sięgnął tak daleko, ponieważ Harry owinął się wokół niego, trzymając go w miejscu nogami splecionymi z nogami Louisa i ramionami ciasno wokół niego owiniętymi.

- Harry – powiedział Louis zachrypniętym i zaspanym głosem. Lekko przesunął ręką po kręgosłupie Harry’ego, żeby go obudzić. – Hej, skarbie, czas wstawać.

Harry jęknął i przytulił się bardziej.

Louis pomyślał, że mógłby umrzeć, gdyby Harry jeszcze trochę się przybliżył. Harry próbował wczołgać się do jego wnętrza i wydawało się, że to faktycznie działało. Louis czuł jego ciepło wszędzie; nie było cala jego ciała, który nie dotykałby Harry’ego.

- Wstawaj – spróbował ponownie – Spóźnisz się na lekcje.

- Nie idę – powiedział Harry w szyję Louisa. – Dziś zostanę w łóżku.

- Jesteś chory?

- Nie.

- Czy dzisiejsze lekcje zostały odwołane?

- Nie.

Louis cicho westchnął. – Więc nie widzę powodu, dla którego miałbyś został w łóżku.

- Jest kilka – wykłócał się Harry i, cóż, udało mu się przysunąć jeszcze bliżej. Louis czuł, jak w dole jego brzucha zbiera się ciepło. Włosy Harry’ego nadal pachniały jego szamponem a jego skóra była delikatna i ciepła, jego palce wbijały się w bok Louisa z idealnym naciskiem.

Było na to zbyt wcześnie – pomyślał Louis i powstrzymał nędzne jęknięcie.

- Jestem zmęczony – dodał Harry, sięgając, by wyłączyć swój alarm. – A teraz jest ciepło i przytulnie i naprawdę nie mam pojęcia, dlaczego miałbym wstawać.

- Edukacja, Haroldzie – przypomniał mu Louis. – To dla twojej edukacji.

- Idź spać, Lou. – Harry przycisnął twarz do obojczyków Louisa i jego ciepły i wilgotny oddech uderzał o skórę chłopaka. – To nie twoja sprawa, czy opuszczam lekcje.

- Ale…

- Ty też dziś opuszczasz, prawda? – przerwał mu Harry. – Czy ja się ciebie o to czepiam? Twoja decyzja. A opuszczanie moich porannych lekcji przeze mnie, jest moją sprawą.

Louis uciszył się i przygryzł wargę, wpatrując się nad włosami Harry’ego w ścianę naprzeciw. Oddech Harry’ego uspokoił się i Louis miał nadzieję, że chłopak zasnął. Zdecydowanie łatwiej było go znieść, kiedy spał.

Louis leżał z Harrym śpiącym w jego ramionach, zwiniętym przy nim i trzymającym go. Harry kilka razy się poruszył, ale nie puścił Louisa. Bycie tak blisko było nieco niewygodne i nogi Louisa zaczęły drętwieć, ale nie mógł zmusić się do opuszczenia objęć Harry’ego.

Nadal leżał, kiedy kilka godzin później zadzwonił jego alarm. Harry się obudził, uniósł głowę i powoli zamrugał, po czym opuścił ją z powrotem na ramię Louisa.

- Muszę wstać – powiedział cicho Louis.

Harry kiwnął głową, ale nie się ruszył. Przesunął rękę na biodro Louisa i przez moment ją tam trzymał. Louis wstrzymał oddech, ale również się nie poruszył. Harry powoli odsunął się od Louisa i usiadł. Spojrzał na niego w dół zmęczonym, ale przenikliwym wzrokiem. Przez chwilę Louis myślał, że Harry się przybliży, ale chłopak wydawał się nie znaleźć w jego twarzy tego, czego szukał, ponieważ szybko odwrócił wzrok i spuścił nogi z łóżka.

- Zrobię śniadanie – wymamrotał i wyszedł z pokoju.

Louis przez chwilę czekał i zamknął ponownie oczy, usiłując zahamować burzę emocji przechodzących przez jego klatkę piersiową. Nie mógł teraz zmięknąć.

Harry Styles ewidentnie robił sobie z niego żarty, a Louis mu na to nie pozwoli.

Mieszkanie pachniało bekonem i czerwoną fasolką, kiedy wyszedł z łazienki chwilę później. Pakując ostatnie rzeczy, słyszał jak Harry cicho śpiewa jakąś popową piosenkę w radiu. Właśnie nakrywał do stołu, kiedy Louis wszedł do kuchni.

- Wszystko gotowe – powiedział Harry z lekkim uśmiechem. – Zrobiłem ci jajka na toście.

Louis uśmiechnął się i usiadł przy stole, patrząc, jak Harry nakłada jedzenie. – Nie musiałeś się tak starać.

- Cóż, to ostatni raz, kiedy mogę – odpowiedział Harry i również usiadł. – Posiadanie współlokatora jednak jest fajne. Będzie mi tego brakowało.

- Jestem pewien, że szybko znajdziesz kogoś nowego. – I, cóż, to nie zabrzmiało tak, jak w głowie Louisa. Dlaczego to wyglądało jak zerwanie, jeśli nawet nie było czego zrywać?

Harry uśmiechnął się. – Tak, jestem pewien. Liam mówił, że jego znajomy szuka pokoju.

- Upewnij się, że ten koleś jest znośny. – Louis wzruszył ramionami, nabierając na widelec trochę bekonu. – Liam ma kilku przyjaciół, którzy są dupkami.

Harry szeroko się uśmiechnął. – Pamiętasz, jak się tu znalazłeś?

- Dzięki Niallowi.

- Który znał Liama. – Harry się uśmiechnął. – Nie wszyscy przyjaciele Liama są dupkami.

- Jednak kilku jest. Gdyby Zayn się nim nie opiekował… - Louis się uśmiechnął.

Harry się zaśmiał. – Żadnych przerażających prześladowców w pobliżu Liama, dopóki jest przy nim Zayn.

Louis uśmiechnął się, odłożył widelec i uniósł kubek, by podmuchać na gorącą powierzchnię herbaty. – W każdym razie jestem pewien, że szybko znajdziesz jakiegoś współlokatora.

- Nie wiem, czy w ogóle będę go chciał – powiedział Harry i wstał, żeby włożyć swój talerz do zlewu. Stał odwrócony plecami do Louisa. Louis dostrzegał pod jego skórą kości i napięte mięśnie. Wtedy widział już wszystkie tatuaże Harry’ego, ale nadal nie spytał o ich znaczenie. Harry lekko odwrócił się w lewo i z tego kąta, Louis widział statek na jego ramieniu, duże, czarne serce i napis na jego kości biodrowej. Był pewien, że ostatniego nie było tam, kiedy ostatnio pozwolił sobie bliżej przyjrzeć się ciału Harry’ego.

Louis usiłował nie przyglądać się bliżej ciału Harry’ego.

Wtedy próbował skoncentrować się na tym, co powiedział Harry, ale jego umysł zawsze wracał do tego, jak bardzo chciał przesunąć palcem po kręgosłupie Harry’ego i zbliżyć się wystarczająco, by móc odczytać napis na jego biodrze.

- Nie chcesz?

Harry wzruszył ramionami, odwracając się. Ptaki – Louis nigdy nie był pewien, jaki to gatunek – kontrastowały z bladością jego skóry. – Mam teraz wysokie wymagania co do kandydatów. Oczekuję, że będą bawili się moimi włosami, kiedy będę śpiący, że będą odbierali mnie z pracy i dzielili ze mną łóżko. Nie sądzę, żeby ktokolwiek mógł robić to wszystko.

Louis lekko się uśmiechnął i nagle jego serce zaczęło boleć. Naprawdę nie lubił myśleć melodramatycznymi metaforami ale sposób, w jaki zacisnęło mu się serce, jakby ktoś owinął wokół niego pięść, naprawdę nie zostawiał mu wyboru.

Pieprzyć Harry’ego i sposób, w jaki zamieniał Louisa w poetycki nieład, pragnący wszystkiego, co było po prostu Harrym.

- Ja… - Louis ciężko przełknął ślinę i wstał. – Chyba muszę już iść.

Harry przez chwilę stał w ciszy i patrzył na niego, po czym kiwnął z poważnym wyrazem twarzy. Louis przekroczył kuchnię i zabrał torbę z pokoju Harry’ego po czym nałożył kurtkę i buty.

- Do zobaczenia – powiedział cicho Harry.

Zobaczą się. Louis tylko się wyprowadzał, nic wielkiego. Zobaczy się z Harrym później na lunchu. O boże, to naprawdę było coś wielkiego, prawda? Kiedy stało się to tak istotne? Dlaczego opuszczanie tego mieszkania łamało mu serce? Naprawdę nie powinno.

Louis wymusił krótkie kiwnięcie głową, podnosząc torbę.

- Ja… - Harry zacisnął wargi i Louis zmusił się do patrzenia na niego. Jego loki były zmierzwione, skóra blada i gładka w łagodnym porannym świetle. Miał gęsią skórkę na ramionach i torsie i Louis naprawdę chciał go przytulić, aż Harry byłby ponownie ciepły, jak kiedy obudził się w jego ramionach.

- Będzie mi cię brakowało, Lou.

I to było okrutne, niesamowicie okrutne, bo Louisowi już brakowało Harry’ego. Był idealny i słodki, i był wszystkim, czego Louis kiedykolwiek pragnął, i nie mógł go mieć, mógł być jedynie jego przeklętym przyjacielem, podczas gdy chciał się budzić tak jak tamtego ranka każdego cholernego dnia. Może jedynie z tą różnicą, że mógłby wykorzystać to, że Harry czuł się przytulnie i ciepło w jego ramionach, obciągając mu, liżąc jego skórę i…

Harry nagle znalazł się tak blisko, że oddech Louisa uwiązł mu w gardle, gdy ramiona Harry’ego owinęły się wokół jego karku i blisko go przyciągnęły. Zamknął oczy i wdychał zapach Harry’ego, zapamiętując sposób, w jaki jego loki łaskotały jego policzki, i jakie było uczucie jego nagiej skóry.

- Możesz mnie odwiedzić, kiedy tylko będziesz chciał, okej? – powiedział cicho Harry w jego szyję, a Louisowi udało się kiwnąć głową, mimo że wiedział, że to kłamstwo. Nigdy więcej nie przyjdzie odwiedzić Harry’ego. Musiał się upewnić, że już nigdy nie spotka Harry’ego w samotności. To było jedyne właściwe rozwiązanie.

Harry odsunął się i zabrał ręce z barków Louisa, wymusił uśmiech i oblizał usta. Louis nie mógł powstrzymać się patrzenia na tę czynność.

- Do zobaczenia, Louis – powiedział cicho Harry.

- Do zobaczenia– odpowiedział Louis i nigdy wcześniej nie brakowało mu słów, jednak to właśnie działo się w tamtej chwili. Zawsze miał coś inteligentnego do powiedzenia, jakiś sarkastyczny komentarz, żeby rozluźnić atmosferę, ale nie miał nic w tamtej chwili. – Trzymaj się, Haz.

Harry kiwnął głową i nagle znów znalazł się w przestrzeni osobistej Louisa, a Louis naprawdę nie pojmował zaistniałej sytuacji, mimo że wszystko działo się w zwolnionym tempie. Harry w ogóle go nie dotknął, ale ich spojrzenia się spotkały i Louis wiedział, co nadchodzi, ale nie mógł nic z tym zrobić. Zamarł, zatracając się w zieleni oczu Harry’ego.

Nie zamknął oczu, kiedy wargi Harry’ego dotknęły jego, a Harry nie zamknął swoich. Wpatrywał się w oczy Louisa, kiedy jego usta łagodnie, z wahaniem się poruszyły, zamykając w sobie wargi Louisa. To nie było nic wielkiego, tylko lekkie muśnięcie, nieśmiałe przesunięcie skóry po skórze.

A potem język Harry’ego przesunął się po dolnej wardze chłopaka i powieki Louisa zatrzepotały, po czym jego oczy się zamknęły i Louis lekko rozchylił usta, żeby wessać wargę Harry’ego między swoje. Harry przesunął zębami po wargach Louisa i przechylił głowę pod lepszym kątem, po czym jego język wysunął się ponownie, w tym samym momencie co język Louisa, przez co oba nawzajem się trąciły.

W tym momencie Louis odsunął na bok wszystko inne i pozwolił sobie zatracić się w pocałunku.

Louis pozwolił Harry’emu przejąć kontrolę, pozwolił mu prowadzić pocałunek i oddawał tyle, ile dawał mu Harry. Harry przygryzł jego dolną wargę, przechylał głowę, powoli przesuwał ustami po wargach Louisa i powtarzał te czynności.

Louis nie spieszył się, chwycił dłońmi twarz Harry’ego, potem pociągnął za jego wargę zębami i przesunął po niej językiem. Otrzymał westchnienie, bardzo nikłe westchnienie w odpowiedzi, ale było ono wystarczające, by go zachęcić. W tym samym wolnym tempie i z tą samą łagodnością pogłębił pocałunek, niepewnie odkrywał, brał tyle, ile dawał.

Ręce Harry’ego odnalazły jego biodra i ułożyły się na linii jego spodni, wsunęły pod bluzę, żeby otrzeć się o skórę i tam pozostać. Westchnął w usta Louisa, przysuwając się bardziej, wsunął język do jego ust i Louis widział pod powiekami eksplodujące gwiazdy.

Pocałunek był dokładnie taki, jakim Louis sobie go wyobrażał. Może nawet lepszy. Harry całował tak powoli i leniwie, jak mówił, i z taką samą siłą i koncentracją, jaką wykazywał się podczas gotowania. Smakował jak bekon i miętowa pasta do zębów, i coś, co prawdopodobnie było po prostu Harrym – jak śnieg i wiśnie, i dziecięca guma do żucia. Louis przeniósł ręce z twarzy Harry’ego do jego loków, mocno za nie złapał i otworzył usta, by spotkać język chłopaka, a dźwięk, który wydostał się z jego gardła, był zdecydowanie sprośny.

Jego dłonie przesuwały się niżej, przez ramiona Harry’ego, opuszkami palców lekko ocierając się o jego łokcie, po czym układając się na rękach chłopaka i odrywając jego palce od swojej talii. Jego palce wsunęły się w odstępy pomiędzy palcami Harry’ego i Louis splótł je łagodnie i leniwie, aż jego dłonie opierały się o dłonie Harry’ego.

Harry trzymał je, przygryzając dolną wargę Louisa i następnie gładząc ją ruchem języka. Louis łagodnie się odsunął, pozwolił pocałunkowi zamienić się w krótkie muśnięcia, po czym w końcu zrobił krok w tył i otworzył oczy.

Harry wpatrywał się w niego mglistym spojrzeniem, zamroczonym pożądaniem i pragnieniem, i wszystkimi tymi emocjami, których Louis nie potrafił odczytać, ponieważ nigdy nie widział Harry’ego w takim stanie. Chciał rzucić ironiczny komentarz, ale nie zrobił tego. Nie ufał wtedy swojemu głosowi.

Wyplątał palce z uścisku Harry’ego i powoli odwrócił się, żeby podnieść torbę, którą upuścił podczas pocałunku. Nie spojrzał ponownie na Harry’ego, otworzył drzwi i wyszedł z mieszkania.

Jego serce groziło, że w każdej chwili może eksplodować mu w piersi, jego stopy zdrętwiały, a usta były nagrzane i wydawały się płonąć. Dłonie miał zimne i każda komórka w jego ciele prawdopodobnie wywróciła się do góry nogami.

Louis nadał czuł Harry’ego na swoim języku.

Dopiero kiedy wyszedł z mieszkania na światło dzienne, przywitany ciepłym, wiosennym słońcem, nagle zaczął biec. Biegł i biegł, nie będąc pewnym dokąd, po prostu z daleka od Harry’ego. Musiał oddalić się od Harry’ego tak szybko, jak było to możliwe. Nawet nie wiedział dlaczego przez krótki, błogi moment chciał uwierzyć w ideał.

Harry zdecydowanie mieszał mu w głowie, nawet kiedy Louis już się od niego uwolnił. Jednym pocałunkiem przypomniał mu, że to nie było takie proste.

Bez wątpienia był to najbardziej idealny pocałunek w całym życiu Louisa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz