czwartek, 5 grudnia 2013

210

-


Louis nie był fanem One Direction.

Naprawdę nim nie był.

Stał właśnie w zatłoczonej kolejce, otoczony przez podekscytowane lub od czasu do czasu (albo i nie tak od czasu do czasu) płaczące nastolatki, ponieważ był dobrym, starszym bratem Lottie.

To był jedyny powód.

To nie ma nic wspólnego z podkochiwaniem się w czterech przystojnych gwiazdach muzyki pop, bo to byłoby zbyt gejowskie, nawet jak na Louisa.

Nawet jeśli jego mama, udzieliła mu wszystkowiedzącego spojrzenia jak wychodził z domu, jej oferta zabrania Lottie nic nie znaczyła.

Lottie przenosiła ciężar ciała z jednej nogi na drugą, a jej ręce trzymały rozpaczliwie „Dare To Dream”, tak, jakby wydawało jej się, że mogłaby je zgubić. Louis rzucił okiem na biografie, badając na okładce cztery znane twarze. Liam Payne, Zayn Malik, Niall Horan i… Harry Styles.

Nie, żeby Louis miał swojego ulubieńca – wszyscy chłopcy wydawali się przyzwoici – ale jeśli miałby wybierać, to byłby nim Harry. Nie wiedział co to było, ale przewracało mu się w brzuchu przez tego kogoś w kręconych włosach.

Nie żeby Louis lubił One Direction.

Jego żołądek po prostu ‘przewracał’ się z ciekawości.

Naprawdę.

Dzień był chłodny, a ostry wiatr drażnił skórę Louisa. Chłopak był zadowolony, że zdecydował się założyć ładny, gruby sweter, w przeciwieństwie do niektórych dziewczyn zgromadzonych wokół niego. Większość z nich miała na sobie wydekoltowane stroje, przez co na ich widok Louis drżał. Zresztą wyglądały one na absolutnie zmarznięte, a w celu ogrzania rozpaczliwie pocierały sobie ręce i zazdrośnie wpatrywały się w te rozsądniejsze, ubrane w dżinsy i kurtki. Lottie na szczęście znalazła się w drugiej grupie dziewcząt – Louis nie był pewien czy jako starszy brat powinien pozwolić nosić siostrze prowokacyjne ubrania, nawet na podpisywanie One Direction.

– Cholera, jest zimno. - Syknęła Lottie, a Louis objął ją ramieniem, ciągnąc do siebie. Jego siostra odsunęła się bez przekonania, słabo protestująca z zażenowaniem, ale poddała się i pochyliła bliżej, ciesząc się ciepłem.

Stali w kolejce przez śmieszną ilość czasu, ponieważ wyszli wcześniej – co było pomysłem Lottie, nie Louisa, mimo że dziewczyna powiedziałaby inaczej – byli na przodzie. Na szczęście, tłum był zadziwiająco spokojny (albo za spokojny jak na fanów One Direction), głównie dlatego, że chłopcy jeszcze nie przyjechali.

Louis czuł jak żołądek skręca mu się w tym oczekiwaniu.

I jego żołądek nie skręcał się dlatego, że miał wreszcie spotkać One Direction, tylko dlatego, że nie mógł… doczekać się powrotu do domu.

Tak, powrotu do domu.

Okej, więc może Louis był fanem. To nie było złe, wiedział, że mnóstwo facetów myślało, że One Direction jest „okej”, choć co prawda nie znał wielu, którzy chcieli uprawiać seks z Harrym Stylesem. Tak, Louis nie był jednym z najbardziej heteroseksualnych osób.

To nie była nawet wina Louisa. To przez Lottie. Gdyby nie oglądała każdego odcinka X Factora z udziałem One Direction (Lottie pajała największą sympatią do Liama), Louis żyłby w błogiej nieświadomości ich istnienia.

Jednak nie żył w błogiej nieświadomości i teraz stał na zimnie, otoczony bandą dziewczyn, które patrzyły na niego, jakby był kawałkiem mięsa na pożarcie. Louis podejrzewał, że to dlatego, że był chłopakiem, który lubił One Direction, ale czuł się nieswojo pod ich spojrzeniami.

Lottie nie wydawała się zachwycona.

– Wyglądają, jakby miały rzucić się na ciebie. - Oceniła z niesmakiem.

– Jestem przystojnym chłopakiem, nie winię ich. - Louis uśmiechnął się, mrugając do siostry, która jeszcze była w niego wtulona.

– Ja -

Słowa Lottie zostały zagłuszone przez głośne, przeraźliwe krzyki fanek wokół nich. Louis zakrył uszy, bezskutecznie próbując zagłuszyć dźwięki. Odwracał się gwałtownie przez kilka chwil, patrząc na zamieszanie, kiedy ręka Lottie szarpnęła jego sweter i usłyszał podniecony głos ponad krzykami: - Spójrz! Są tutaj!

Minęło pół sekundy od wypowiedzenia tych słów, gdy oczy Louisa znalazły One Direction nieśmiało machających z miejsc, gdzie miało być podpisywanie. Louis nie mógł pomóc, rozpromienił się i co najmniej-nie bardzo-trochę pisk wydał się z jego gardła (chociaż mógłby później zaprzeczyć).

– O mój boże!

– Niall! Niall! Niall!

– Harry, daj mi trochę swojego sosu!*

– Zayn!

– SPOJRZAŁ NA MNIE, SPOJRZAŁ NA MNIE!

– Możesz w to uwierzyć, oni faktycznie tam stoją, O MÓJ BOŻE!

Tłum nie przestawał radośnie wiwatować, gdy chłopcy grzebali w poszukiwaniu butelek wody – był to krótki okres czasu, w którym Zayn i Niall popychali się, całkowicie ignorując prośby ochroniarzy o zajęcie miejsc – i usadzenie swoich tyłków na krzesłach. Louis patrzył na każdego chłopca po kolei i zdał sobie sprawę, że wyglądali lepiej niż na ekranie telewizora czy komputera.

Kolejka szła szybciej niż Louis przypuszczał, a czas szybko leciał. Fani zaczęli się zbliżać do One Direction, a w brzuchu zaczęło mu się coś przewracać, gdy zbliżał się coraz bardziej ku stołowi.

Louis trochę panikował. Nie miał pomysłu co zrobić i co powiedzieć. Tygodnie temu, słyszał Lottie w jej sypialni, przygotowującą rzeczy, które chciała powiedzieć każdemu chłopcu, ale śmiał się z niej i nazwał świrniętą. Teraz, Louis był w stu procentach pewien, że stanie przed Harrym Stylesem i będzie tępo się gapić jak idiota.

– O. Mój. Boże. Louis, idziemy w ich kierunku, ruszamy się, o mój boże!

Zaskakujący komentarz Lottie zadziwiająco szybko opuścił umysł Louisa. Gdy stanęli u dołu schodów, czekając aż ochroniarz da im znak, by weszli na platformę, Louis poczuł się dziwnie.

Przecież oni i tak mnie nie zapamiętają, więc jakie to ma znaczenie?

Ta myśl była uspokajająca, ale też rozczarowująca. Ale pomogła, i gdy ochroniarz wprowadził Louisa i Lottie, czuł się rozbawiony histerią i podekscytowaniem siostry, że w końcu spotka One Direction. Przesuwając się za dziewczyną, Louis uśmiechnął się, gdy wyjąkała „Cześć” do siedzącego najbliżej Liama.

Liam rzucił okiem na CD, które podpisał i uśmiechnął się szeroko do Lottie, przez co dziewczyna zarumieniła się i zachichotała.

– Hej – Liam uśmiechnął się, biorąc książkę od Lottie i podpisując ją szybko. Dziewczyna wyjąkała uprzejme, wstydliwe dziękuję i stanęła przed Zaynem. Louis klepnął ją w ramię na zachętę.

Liam kiwnął przyjaźnie głową Louisowi, wziął od niego CD i podpisał je. - Przyjaciółka? - Zapytał starając się przekrzyczeć tłum. Jednocześnie wskazał głową na Lottie, dając znać, że mówił o niej.

Louis zaprzeczył ruchem głowy. - Siostra – uśmiechnął się.

– Przyszedłeś dla niej? - Zapytał Liam, a Louis miał wrażenie, że spotkał wielu nieprzychylnych towarzyszów dziewczyn.

Louis wzruszył ramionami, zaskoczony, jak łatwo rozmawiało się z Liamem Payne. - Szczerze mówiąc, jestem tak jakby fanem. - Uśmiechnął się. Liam pokiwał głową i przesunął CD w stronę Zayna, a Lottie ruszyła do Nialla, który był następny.

Zayn uprzejmie pokiwał głową i zawołał Liama, krótkim „Hej”, pokazując mu coś w tłumie. Louis wykorzystał moment i przytulił siostrę, ściskając jej ramię. Dziewczyna była szczęśliwa, a Louis musiał stłumić śmiech.

– Dobrze się bawisz? - Oczy Lottie były szerokie i zaszklone. Niechętnie oderwała wzrok od Nialla, by spojrzeć na Louisa.

– Tak – Gruchnęła. Niall przesunął książkę ku ostatniej osobie. Louis podążał wzrokiem, który padł na… Harry’ego.

Louis poczuł jak jego serce zaczyna walić na widok najmłodszego członka zespołu; Harry przytulił podekscytowanego fana, a Louis na chwilę zapomniał jak się oddycha. Otrząsając się szybko, zajął miejsce przed Niallem. Zaraz po Harrym, to Niall był jego ulubionym członkiem, ponieważ wydawał się miły i zawsze się śmiał. Te cechy Louis cenił w człowieku.

– Hej – Zawołał Louis, na co Niall kiwnął głową

– Witaj kolego – Odpowiedział blondyn, machając szybko pisakiem. Louis otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale znajomy głos przerwał jego myśli.

Lottie rzeczywiście przygotowywała tygodniami to, co chce powiedzieć. Jednak stojąc teraz przed chłopcami, zapomniała. Wiedziała jednak, co chce powiedzieć Harry’emu. Wymyśliła to pod wpływem chwili, zachichotała do siebie, gdy o tym myślała. Louis ją zabije, jeśli się nie uda – ale coś jej mówiło, że jest duża możliwość, że wszystko pójdzie dobrze – ale jeśli się uda, Louis będzie miał u niej dług.

Louisowi wydawało się, że siostra dostała nagłego przypływu pewności siebie, wywołanego adrenaliną spotkania swoich idoli. Nieoczekiwanie krzyknęła na tyle głośno, że słyszeli ją Louis, Niall i prawdopodobnie Zayn:

– Powinieneś umówić się z moim bratem Louisem! Jest całkowicie w tobie zadurzony, będziecie cudowną parą.

Louisowi w szoku opadła szczena.

Zayn śmiał się, Niall chichotał, a Louis mógł tylko zacząć się bronić. - Nie jestem zadurzony w Harrym, o czym ty do cholery mówisz?

Lottie uśmiechnęłaś się, mrugając niewinnie. - Nie? Myślałam, że tak, zważywszy na ilość czasu, który spędzasz wpatrując się w moje plakaty…

– Jestem tylko ciekawy, na czyim punkcie moja siostra ma taką obsesję, w porządku!

– Oh, Ja mam obsesję, ja? - Louis gwałtownie skinął głową na te retoryczne pytanie. - Jesteś jedynym, który ma obsesję.

Louis i Lottie całkowicie zapomnieli o boys bandzie siedzącym przed nimi i wsłuchującym się w tą wymianę zdań. Na szczęście nikt nie zwrócił im uwagi, ochroniarze zajmowali się tłumem na przodzie kolejki, zbyt zajęci, by kazać się wynosić Tomlinsonom, a One Direction to nie przeszkadzało albo zbyt dobrze się bawili.

– Nie mam obsesji. - Wysyczał Louis, różowy jak goździk. Był wściekły na Lottie, kiedy wrócą do domu, zamorduje ją.

– Ma -

– Pewnie.

Ten głos nie był ani Lottie ani Louisa. Spojrzeli na rozbawionego Harry’ego Stylesa.

– Myślę, – kontynuował – że powinienem umówić się z twoim bratem.

Ochroniarze wreszcie zauważyli zamieszanie i zaczęli podchodzić. Lottie wydała zaskoczony, szczęśliwy krzyk, wyjęła kawałek papieru z kieszeni i położyła na stole. Oczy Louisa rozszerzyły się, gdy zobaczył, że siostra pisze jego numer telefonu i spojrzał na nią z wyrzutem, zanim Harry odezwał się po raz kolejny.

– Jak masz na imię? - Uśmiechnął się, kręcąc sławnymi, kręconymi włosami.

– Louis – powtórzył. Uśmiech Harry’ego był tak zaraźliwy, że nie mógł nic zdziałać i go odwzajemnił.

– Więc – Zaczął Harry, wkładając kartkę z numerem do kieszeni – Wyślę ci wiadomość.

Chłopak podpisał książkę Lottie i płytę Louisa, po czym znowu się uśmiechnął. Wreszcie ochroniarz wyprowadził ich, a podpisywanie mogło się kontynuować bez żadnych wpadek.

Gdy tylko wyszli z tłumu, Louis odwrócił się do Lottie. - Zaplanowałaś to!

– Oczywiście, że zaplanowałam! - Lottie westchnęła, patrząc zadowolona i usatysfakcjonowana. - Wiedziałam, że muszę coś zrobić.

– A co, jeśli nie-

– Lottie potrząsnęła głową, szczerze zadowolona. - Patrz, nie mówię, żebyście od razu wzięli ślub. Po prostu idź z nim na randkę.

Ten pomysł był bardzo, bardzo kuszący, ale… - Jestem hetero – Powiedział, lekko się bocząc.

Lottie parsknęła. - Jestem twoją siostrą, wiec nie próbuj mnie oszukać.

Louis zamrugał na ten wzruszający komentarz. Okej, może był bardziej oczywisty niż myślał, albo Lottie była inteligentniejsza niż przypuszczał.

– A co jeśli nie zadzwoni?

Dziewczyna zatrzymała się, jakby po raz pierwszy wzięła tę opcję pod uwagę. Po chwili powiedziała: - Zaufaj mi, zadzwoni.

– Skąd możesz być taka pewna?

– No cóż – Zaczęła, wzruszając ramionami. - Widziałeś, jak te wszystkie dziewczyny na ciebie patrzyły? Jakby chciały cię porwać i się w ciebie wgryźć? - Louis pokiwał głową, trochę oszołomiony. - Harry patrzył na ciebie dokładnie tak samo.

Louis wsunął ręce do kieszeni, przekrzywił głowę i obserwował swoją młodszą siostrę. Wreszcie, wzdychając ciężko, rozłożył ręce. - Uścisk? - Uśmiechnął się.

Lottie natychmiast przytuliła się do brata. Gdy się odsunęli, Louis nie mógł powstrzymać uśmiechu na myśl, że być może, ewentualnie, jeśli nie było to żartem (choć jak Louis podejrzewał, było) będzie mieć randkę z Harrym Stylesem.

*sosu = spermy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz