czwartek, 5 grudnia 2013

215

- Nadal chcesz się z nim pieprzyć.

Louis kopnął łydkę Nialla pod stołem. – Wcale nie.

- Poważnie… - powiedział Niall i pokręcił głową. – Mówiłeś przez trzydzieści minut i wszystkim, co zapamiętałem, jest Harry.

- Nie – odpowiedział spokojnie Louis. – Opowiadałem ci o moim tygodniu.

- A wszystko, co robiłeś, miało związek z Harrym. Od referatu o Jane Eyre do spontanicznego meczu piłki nożnej w dzisiejsze południe.

- To nie oznacza, że chcę się z nim pieprzyć. – Louis zmarszczył brwi, a Niall wstał i wyszedł z kuchni, by otworzyć drzwi.

Była środa trzeciego tygodnia mieszkania z Harrym. Louis wiedział, że liczenie tygodni według tego, jak długo mieszkali razem było złym znakiem tego, jak z nim źle i z pewnością znakiem, jak bardzo Niall miał rację. Ale nigdy nie miał zamiaru tego przyznać.

Tak naprawdę nie miał wyboru. Jedynym powodem, dzięki któremu mógł przebywać z Harrym, mieszkać z nim, było przyznanie, że nie był nim zainteresowany.

Niall wrócił wraz z Zaynem.

- Hej, stary – przywitał go Zayn i ułożył pudełko w czarno-różowym opakowaniu na stole Nialla. Louis spojrzał na nie ze zmarszczonymi brwiami. – Prezent urodzinowy Harry’ego – poinformował go Zayn.

- Zmuszę Harry’ego, żeby zrobił trochę tych Cake Pops na swoje urodziny – stwierdził Niall. – Wygooglowałem je i zdecydowanie chcę ich spróbować.

Louis uniósł brew. – Wygooglowałem je i to zdecydowanie coś dla dziewczyn.

- Robienie ich jest dla dziewczyn – poprawił go Niall. – Ale to zmiksowane różne ciasta z lukrem, czekoladą i słodkimi dekoracjami. Jak dla mnie brzmi to jak niebo.

- Dla mnie też brzmi dziewczyńsko – dodał Zayn. Usiadł obok Louisa. – Będąc w temacie Harry’ego-

- Nie byliśmy w temacie Harry’ego – przerwał Louis. – Mówiliśmy o dziewczyńskich ciastach.

- Bez różnicy. – Zayn się uśmiechnął. – Liam ma dziś lekcje do ósmej, ale napisałem do niego i jest za czymś bardziej wyszukanym na jutrzejszy lunch. Z okazji urodzin Harry’ego i w ogóle.

Niall kiwnął głową i ułożył przed Zaynem kubek, po czym nalał herbaty jemu i dolał Louisowi. – Imprezę robi w piątek, więc urodzinowy lunch to chyba dobry pomysł.

- Wymyśliliście już jakieś miejsce? – spytał Louis.

- Liam znalazł coś niedaleko uniwersytetu. Powiedział, że siostra poleciła mu to miejsce.

Kiwając głową, Louis ułożył dłonie na kubku i obserwował parę wodną. – Wyślij mi adres. Odbiorę go z zajęć i przywiozę.

- Myślałem, żebyśmy poszli tam wszyscy razem… - Zayn wzruszył ramionami. – Ty i tak prowadzisz, prawda?

Louis kiwnął głową. – Tak, okej, brzmi dobrze.

- Niespodzianka dla Harry’ego. Spodoba mu się.

Louis łagodnie uśmiechnął się do swojego kubka. – Spodoba.

- Pracuje dziś? – spytał Zayn.

- Jak zwykle.

Zayn zmarszczył nos. – Mógł zrobić sobie wolne przynajmniej w urodziny.

- Próbuje nie robić szumu wokół sowich urodzin, ale tak naprawdę jest podekscytowany jak szesnastolatek. – Louis pokręcił głową i napił się herbaty. – Zaplanował każdy szczegół związany z imprezą i od dawna mówił mi, do kogo ma zamiar zadzwonić i napisać, a o kim z pewnością zapomni.

Niall uśmiechnął się. – Powinniśmy wszyscy udać, że zapomnieliśmy, aż zabierzemy go na lunch.

- Cały ranek będzie mi robił oczy szczeniaczka – powiedział Louis.

Śmiejąc się, Zayn odchylił się na krześle. – Pomyślałby, że świat się kończy. Nie dlatego, że któryś z nas zapomniał. Ale dlatego, że Liam by zapomniał. Liam nigdy nie zapomniałby o urodzinach najlepszego przyjaciela.

- To by przeraziło go na śmierć – powiedział z podekscytowaniem Niall. – Zróbmy to.

- Nie ma szans. Nie dałbym rady. Mieszkam z nim! – przypomniał Louis.

- Co mu kupiłeś? – spytał Zayn.

Louis wzruszył ramionami, poprawiając się na krześle. – Um… - wymamrotał – nie byłem pewien, co by mu się spodobało.

- Proszę? – Niall uniósł brwi. – Od ostatnich trzech tygodni spędzasz z nim więcej czasu, niż z kimkolwiek innym przez całe życie.

- To nie jest prawda nawet z najmniejszym stopniu. – Louis wydął usta.

- To jak zapominanie o jego urodzinach – stwierdził Zayn. – Będzie robił oczy szczeniaczka cały dzień.

Louis pamiętał te słowa, kiedy wrócił do domu później tego wieczora. To nie było tak łatwe. Tak, spędzał dużo czasu z Harrym i tak, stworzyli silną więź dość szybko i to, co dzielili, było wyjątkowe i silne i… całkowicie, kompletnie platoniczne.

Wszystko, co Louis chciałby podarować Harry’emu na urodziny, ujawniłoby jego uczucia – tego się obawiał. A wszystko, co mógłby mu dać bez wyjawiania uczuć, byłoby bezwartościowe.

Louis rozważał nad tym długo i zanim się zorientował, było za późno. Urodziny Harry’ego były następnego dnia, a Louis miał puste ręce.

Cholera, naprawdę spieprzył sprawę.

Zatrzymał się w przejściu do salonu i posłał Harry’emu zdezorientowane spojrzenie. Chłopak siedział na ziemi pochylony nad stolikiem, pisząc na kartce. Podniósł wzrok i przywitał Louisa uśmiechem.

- Czemu nie śpisz? Nie ucinasz drzemki przed pracą?

Harry pokręcił głową. – Nie mam dziś czasu. Muszę skończyć na jutro zadanie.

- Och, cóż… - powiedział Louis. Patrzył na Harry’ego chwilę dłużej, nie będąc pewnym, co powiedzieć. – Przyniosłem obiad. Resztki tego, co zamówiliśmy. Ryż z curry z Thai Palast.

- Super. Dzięki. – Harry się rozpromienił. – Tylko szybko to skończę.

- Podgrzeję ci.

W kuchni Louis nałożył część ryżu na talerz i podgrzał go w mikrofalówce, obserwując obracający się talerz z myślami krążącymi wokół urodzin Harry’ego i prezentu, którego Louis nie posiadał oraz wokół bladej skóry i zmęczonych oczu Harry’ego, które widywał w każdy czwartek. Zastanawiał się na jak zmęczonego będzie wyglądał Harry następnego dnia.

Harry naprawdę nie powinien być zmęczony na śmierć w swoje urodziny.

Mikrofalówka wydała krótki dźwięk i Louis zabrał talerz z powrotem do salonu. Ułożył go przy łokciu Harry’ego. Usiadł na sofie i obserwował, jak Harry zapisuje ostatnie wyrazy.

- Jestem spóźniony – powiedział Harry i chwycił łyżkę. – Dzięki za obiad. Jestem zaskoczony, że w ogóle coś zostało.

- Niall prawdopodobnie jest na coś chory.

Harry wyglądał na szczerze zaszokowanego i upuścił łyżkę na talerz. Louis chciał go pocałować. – Nie może. Moja impreza jest w piątek.

Louis zaśmiał się i zmierzwił jego włosy. – Żartuję, zamówiłem dla ciebie dodatkową porcję.

Harry z ulgą wrócił do jedzenia. – Okej, dobrze. I dziękuję – dodał.

Harry dokończył obiad, a Louis patrzył na coś w telewizji, podczas gdy chłopak przebierał się do pracy. Wystawił głowę do salonu, by się pożegnać, a Louis krótko do niego pomachał. Po tym Harry poszedł do pracy, a Louis został sam z zapachem ryżu z curry zmieszanym z perfumami Harry’ego oraz jakimś programem telewizyjnym.

Jego myśli zawsze wracały do tego, jak bardzo nie podobała mu się cała ta sytuacja z nadchodzącymi urodzinami Harry’ego i jego nieprzygotowaniem. Poza tym nie podobało mu się, że Harry poszedł do pracy, nie śpiąc wcześniej. Następnego ranka będzie nieżywy.

Prawdopodobnie powinien opuścić lekcje.

Louis podniósł ze stołu kartkę i westchnął, kiedy zobaczył to, czego oczekiwał. Zadanie było na zajęcia o ósmej, co oznaczało, że Harry musiał jutro pójść.

Później w łóżku Louis obracał się z boku na bok, myślał o Harrym, zasypiał i śnił o nim, po czym ponownie się budził i wpatrywał w sufit z myślami całkowicie przepełnionymi Harrym.

To już nie było zdrowe. Myślał o Harrym cały czas, przynajmniej tak czuł. I Louis nie mógł nic z tym zrobić. Wszystko tyczyło się Harry’ego. Wszystko przypominało o nim Louisowi. Nie mógł nic z tym zrobić, nic, by to zatrzymać i wrócić d normalności.

Co w ogóle było normalnością? Louis już nie był w stanie stwierdzić.

Ale uświadomił sobie, że jednak mógł coś zrobić.

W końcu były to urodziny Harry’ego.

-

Harry przesunął ręką po twarzy i westchnął, wychodząc z klubu. Była to raczej cicha noc, był mały ruch i zamknięto wcześniej. Nie było jeszcze trzeciej trzydzieści i mimo że to dobrze, że skończyli wcześniej, niewiele mu to pomogło, ponieważ musiał czekać do szóstej na pierwszy autobus.

Wszystkiego najlepszego, pomyślał z sarkastycznym uśmiechem. Spędzi dobrą część urodzinowego poranka w oczekiwaniu na autobus na zimnym, lutowym wietrze. Na samą myśl mocniej owijał talię kurtką i naciągał czapkę na uszy.

- Hej, solenizancie.

Harry odwrócił się i zamarł, wpatrując się w drugą stronę parkingu. Został tam tylko jeden samochód i Harry znał go zbyt dobrze. Louis opierał się o niego owinięty w płaszcz i czapkę – która właściwie należała do Harry’ego – i uśmiechał się.

Jego uśmiech nie powinien był być tak ciepły w mglisty, ciemny, lutowy poranek.

Harry wpatrywał się w niego, nie będąc pewnym, czy go wzrok nie myli. – Hej – powiedział.

- Chyba potrzebujesz podwózki? – zaoferował Louis.

- Co tu robisz? – Harry powoli do niego podszedł.

- To twoje urodziny, prawda? Stwierdziłem, że nie mogę zrobić dziś dla ciebie niczego lepszego, niż odebranie cię z pracy i zawiezienie do domu. Do twojego łóżka.

Łóżko, pomyślał Harry i po jego ciele rozlało się miłe ciepło. Och tak, naprawdę chciał iść łóżka. Był tak zmęczony, że nie sądził, by był w stanie utrzymywać otwarte oczy, szczególnie podczas chodzenia.

- Wsiadaj – powiedział Louis i lekko chwycił ramię Harry’ego, by przyprowadzić go bliżej.

Harry nadal nie odzyskał mowy. Chciał coś powiedzieć, chciał podziękować Louisowi, ale nie potrafił wydobyć z siebie ani słowa.

To było… cóż, nieoczekiwane.

Louis wsiadł na miejsce kierowcy, a Harry na miejsce pasażera i zapięli swoje pasy.

- Czy ty naprawdę nie poszedłeś spać? – zdołał w końcu spytać Harry, kiedy Louis wyjechał z parkingu.

- Nie – zapewnił go Louis. – Spałem kilka godzin.

- Nie musiałeś. Wiesz, przyjeżdżać po mnie.

- Stwierdziłem, że przynajmniej raz mogę być miły. – Louis uśmiechnął się do niego. – Jako że są twoje urodziny i w ogóle.

Harry patrzył na niego przez chwilę i pomyślał, że to coś więcej, niż bycie miłym. Louis naprawdę postarał się dla Harry’ego. A Harry nie był pewien, co powinien o tym sądzić.

O czym w ogóle powinien myśleć?

Louis jednak wydawał się zauważyć. – Spójrz, masz przed sobą świetny dzień i jeśli nie prześpisz się, całkowicie go przegapisz i od południa spędzisz go z głową na stole. A jako że nie wiem, co dać ci na urodziny, stwierdziłem, że to mógłby być dobry prezent.

- Najlepszy, jeśli mam być szczery – powiedział Harry i uśmiechnął się. Powinien był wiedzieć, że Louis wymyśli coś słodkiego. Taki właśnie był Louis. Nie kupiłby czegokolwiek, żeby móc dać mu cokolwiek. Naprawdę by to przemyślał i wymyślił coś, z czego Harry mógłby skorzystać. A to naprawdę było najlepszym, co Louis mógł wymyślić. – Nie chcę teraz niczego tak jak mojego łóżka.

- I to właśnie tam cię zabiorę – stwierdził Louis. Po tym przygryzł wargę i krótko uśmiechnął się do Harry’ego. – Lub, cóż, nie tak dosłownie. Ale rozumiesz.

- Rozumiem – odpowiedział Harry i uśmiechnął się. Czuł, jak jego powieki stają się ciężkie i oparł głowę o okno.

- Nie zaśnij – ostrzegł Louis – nie zaniosę cię na górę.

- Pierwszy raz to księżniczka niosłaby sługę – wymamrotał Harry.

Louis zaśmiał się i sięgnął ręką, by ścisnąć kolano Harry’ego. Dotyk był ciepły i przywrócił Harry’ego do rzeczywistości. Louis zostawił rękę na jego kolanie i Harry nie komentował tego. Było to raczej miłe uczucie. – Mówię poważnie. To tylko pięć minut. Opowiedz mi o swojej nocy. Napisał ktoś do ciebie z okazji urodzin?

- Liam – odpowiedział Harry – zadzwonił o północy. Rozmawiałem też z Zaynem. Nick wysłał mi wiadomość, a Niall śmieszne zdjęcie. – Przesunął ręką przez włosy, zmierzwił je, odsunął do tyłu i z powrotem założył czapkę. – W pracy było okej. Kilku moich kolegów wiedziało o urodzinach i przynieśli ciasto. Zjadłem za dużo podczas przerwy i trochę mi niedobrze.

- Podoba ci się to – stwierdził Louis.

- Zdecydowanie.

- Szkoda, że mi nie zostawiłeś. Uwielbiam ciasto.

- Nic nie zostało. – Harry wzruszył ramionami. – Poza tym Niall działa mi na nerwy z tymi Cake Pops. Nie jestem pewien, czy dam radę je zrobić, nie wiem, czy uda mi się zdobyć maszynę do pieczenia ich. Ale jeśli zdobędę, będziesz mi musiał jutro pomóc w przygotowaniu ich.

- Nie jestem pewien, czy zrozumiałeś, co właśnie powiedziałem. Chcę jeść ciasto, nie piec je. – Louis wjechał na puste miejsce parkingowe przy ulicy. – Nie umiem gotować, naprawdę nie chcesz, żebym ci pomagał.

Harry uśmiechnął się, wychodząc z samochodu. – Och, tak, chcę.

Krzywiąc się, Louis poszedł przodem i otworzył drzwi Harry’emu, po czym weszli na górę. Louis mocował się z kluczami, a Harry kołysał się za jego plecami, usiłując nie zasnąć w korytarzu. Oparł się o ścianę, a jego powieki opadły.

Ciepła ręka owinęła się wokół jego i pociągnęła, na co Harry lekko jęknął, podążając do mieszkania za pociągnięciem. Louis odpiął jego kurtkę i zdjął czapkę z jego loków, a Harry otworzył lekko oczy, by na niego spojrzeć, widząc akurat, jak sam zdejmuje swoją.

Harry automatycznie przesunął ręką przez włosy Louisa, układając je na miejsce i przygładzając grzywkę na jego czole. Louis wyglądał na nieco zaskoczonego, ale nic nie powiedział i nie skrzywił się. Pociągnął Harry’ego do sypialni.

- Jesteś w całkowitym nieładzie – skomentował Louis, gdy otworzył drzwi, a Harry rozejrzał się z dezorientacją. Jego pokój był czysty. Wtedy uświadomił sobie, że Louis nie mówił o jego pokoju, ale o stanie, w jakim się znajdował.

- Cholernie zmęczony – odpowiedział nisko Harry.

Louis uśmiechnął się do niego i odsunął pościel na łóżku, wskazując, by Harry się położył. Chłopak posłusznie wykonał polecenie i podszedł do łóżka, zdejmując koszulkę i zrzucając z siebie spodnie. Widział, jak Louis uparcie wpatruje się w podłogę, ale był zbyt zmęczony, by się tym przejąć.

Wspiął się pod kołdrę i spojrzał na Louisa, który nadal stał przy jego łóżku. – Chcesz dołączyć?

- Co? – spytał Louis.

- Nadal mi zimno – odpowiedział Harry. – Mógłbyś mnie trochę rozgrzać.

Louis nadal na niego patrzył, nie zmieniając wyrazu twarzy, a Harry nie był pewien, co ten dokładnie ukazywał. Coś pomiędzy czystym horrorem a niedowierzaniem. – Są moje urodziny – było jedynym argumentem, który wymyślił.

Na twarzy Louisa pojawił się wyraz czułości. – Nie jestem pewien, kto tutaj jest księżniczką – powiedział, odpiął spodnie i zdjął je, po czym wśliznął się do łóżka obok Harry’ego.

- Są moje urodziny. Mogę zażądać czego chcę. – Harry przysunął się i splótł nogi z Louisem, chowając twarz w jego szyję. – I uważam, że zasługuję na jakieś porządne przytulanie w swoje urodziny.

Czuł, jak Louis uśmiecha się przy jego skroni, jego oddech był ciepły, gdy odpowiedział – To w zamian za jutrzejsze pieczenie. Jeśli teraz cię poprzytulam, nie będę musiał pomóc.

Harry jęknął i zamknął oczy, czując, jak zasypia. – Nie odpuszczę ci.

Jeśli Louis nadal się sprzeczał – a Harry był pewien, że tak było – nie słyszał już. Ciepło Louisa owinęło się wokół niego, jego ręce przesuwały się po plecach Harry’ego, a usta powoli poruszały się na skórze na jego skroni.

Minęło tak wiele czasu, od kiedy Harry zasnął w taki sposób. Z kimś trzymającym go, z ciepłym ciałem przy jego własnym.

Prawie zapomniał, jak miłe było to uczucie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz