- Jak to w Louisie? – zapytała półszeptem, który w ciszy panującej w mieszkaniu wydawał się dla nas być krzykiem.
Nieśmiało spojrzała w stronę Louisa, szybko powracając wzrokiem na moją twarz. Westchnąłem głęboko, rozpinając guziki płaszcza. Zaczynało mi się robić coraz cieplej, a zdążyłem zauważyć, że mój chłopak już pozbył się ubrania wietrznego i trzymał je w dłoni. Patrzył teraz w ziemię, co wcale mnie nie zdziwiło. Zapewne czuł się winny całej tej sytuacji. Wiem, że nie chciał przysparzać kłopotów mojej matce. W końcu, gdyby nie on, nie pokochałbym mężczyzny, ale to już inna historia, bo jego normalnie nie da się nie kochać. Nie żałowałem tego, że powiedziałem o nas mamie. Teraz przynajmniej wiem, że jestem szczęśliwy. Z Louisem u boku.
- Normalnie – odparłem, wzruszając ramionami od niechcenia. – Tak jak ty kochałaś tatę.
Dostrzegłem, że mama pobladła na cerze. Wystraszyłem się. Oczywiście zanim odważyłem się powiedzieć Louisowi o tym, że mam zamiar poinformować rodzicielkę o mojej miłości do niego, w głowie miałem przeróżne scenariusze jej reakcji na tę wiadomość. Że na mnie nakrzyczy, że każe wynosić się nam z jej mieszkania, że nie chce mnie znać, a nawet, że zemdleje. I jak na razie ku temu się zanosiło.
- Wszystko dobrze, mamo? Zbladłaś. – Zrobiłem krok ku niej, chcąc być w pobliżu, gdyby miała nagle upaść. Ale ona gwałtownie cofnęła się w tył, lądując na ścianie oddzielającej jej sypialnię od sypialni Gemmy.
No tak, tego, że będzie się mnie brzydzić także się spodziewałem.
- Jak to w Louisie? – powtórzyła swoje pytanie, patrząc na mnie szeroko rozwartymi oczami. – Nie rozumiem tego – dodała szeptem. - To przecież nie jest normalne. Jadąc do Doncaster miałeś znormalnieć, nie zachowywać się jak chuligan. Jak długo to już trwa? – spytała znienacka.
Poczułem delikatny ucisk na moim płaszczu. Na ułamek sekundy, kiedy spojrzenie moje i Louisa skrzyżowało się, dostrzegłem, że był wystraszony i zły zarazem.
- Myślę, że od samego początku, ale uświadomiłem to sobie dopiero po przeprowadzce do Londynu, kiedy… - urwałem. Nie chciałem mówić mamie o chorobie mojego chłopaka. Nie musi wiedzieć. To mogłoby sprawić, że nagle by się nad nami litowała z tego powodu. Udałem chwilowe zamyślenie. – Chociaż nie. Pod koniec wakacji, kiedy go pocałowałem, wtedy chyba wszystko się zaczęło.
- Nie rozumiem tego, po prostu nie rozumiem – szepnęła, chowając twarz w dłoniach.
- Czy fakt, że jestem zakochany i szczęśliwy cię nie zadowala? Zawsze powtarzałaś, że szczęście moje i Gemmy jest da ciebie najważniejsze, a teraz? Ja tu nie jestem ważny, możesz mnie nigdy nie zaakceptować, ale Gem? Przecież ją znasz, wiesz, jaka jest! Chociaż raz przynajmniej powinnaś…
- Wiem, co powinnam! Chciałam to przemyśleć, czy to tak trudno zrozumieć? Jak ty byś zareagował, gdyby twoje dziecko ci powiedziało, że jesteś babcią od roku?!
- Zaakceptowałbym to – odparłem ze spokojem. – Myślałem, że mogę na tobie polegać. To ojciec zawsze wydał mi się uprzedzony, nie ty.
Spojrzałem zawistnie na twarz mamy, czując łzy napływające do moich oczu. Jednakże nie dałem tego po sobie poznać. Nie chciałem rozpłakać się przy niej jak małe dziecko, ani pokazać jej, jaki słaby i wrażliwy jestem. Wziąłem głęboki oddech, ignorując ucisk Louisa na moim przedramieniu.
- Nie jestem uprzedzona. Po prostu są rzeczy, których, choćbym chciała, po prostu nie rozumiem – odparła, nawet na mnie nie patrząc.
- Wiesz co… - urwałem, czując ból na ręce. Spojrzałem na Louisa i dostrzegłem, że jest bledszy, niż moja mama.
Wystraszyłem się jeszcze bardziej. Jeśli chodzi o Louisa, jestem na jego punkcie przewrażliwiony. Jego zdrowie było dla mnie najważniejsze. Kompletnie ignorując mamę, złapałem chłopaka za ramiona.
- Źle się czujesz? – zapytałem, dotykając dłonią jego czoła. Chłopak pokręcił przecząco głową, na co ja westchnąłem zmęczony. – Przecież widzę. Chodź, napij się wody i położysz się.
Nie zwracając uwagi na jego zaprzeczenia, pociągnąłem go za sobą do kuchni i kazałem usiąść na krześle. Nalałem wody niegazowanej do szklanki, podając mu. Wypił wszystko jednym duszkiem. Czyli jednak było coś nie tak, a nie mówiłem?
- Lou? Może pojedziemy do szpitala? Nie chcę, żeby ci się coś stało – szepnąłem, kucając przed nim. Odgarnąłem mu z czoła opadającą grzywkę, podpierając łokcie na jego kolanach.
- Nie, jest dobrze. Prześpię się i dojdę do siebie, tylko po prostu chyba nadal jestem wykończony podróżą i jeszcze naszą dzisiejszą wycieczką – odparł cicho, uśmiechając się do mnie lekko. – Naprawdę, Harry – dodał, widząc moją niepewną minę.
Otworzyłem usta, żeby coś powiedzieć, ale wtedy oboje usłyszeliśmy dźwięk zamykanych drzwi. Spojrzeliśmy w kierunku korytarza i nie dostrzegliśmy tam mamy. Wyszła, nie mówiąc ani słowa dokąd się udaje. Wcale nie zdziwiło mnie jej zachowanie, ale mimo wszystko poczułem ukłucie w sercu.
Nie obeszło to uwadze Louisa. Pogłaskał mnie po prawym policzku ścierając łzę, która mimo mojej woli pojawiła się tam.
- I co teraz?
- Będzie, co ma być. Ja się cieszę, że mam to w końcu za sobą – odparłem.
Usiadłem na podwiniętych nogach, zdejmując płaszcz. Położyłem go niezdarnie obok siebie. Oparłem głowę na kolanach chłopaka, głęboko wzdychając. Louis od razu palcami zaczesał moje włosy na bok, składając pocałunek na odsłoniętym policzku.
- Będzie dobrze. Musi być – szepnął, wciąż głaszcząc mnie po włosach.
Szkoda tylko, że ja w to nie wierzyłem.
*
Harry już dłuższą chwilę rozmawiał z Gemmą przez telefon. Zbliżała się dwudziesta trzecia, a jego mamy wciąż nie było. Oboje zaczęliśmy się o nią bać. W końcu w przypływie rozpaczy mogła posunąć się do jakiegoś nieprzemyślanego czynu, prawda?
Momentalnie skarciłem się za takie myśli. Stojąc w progu, spojrzałem na nastolatka. Wyglądał przez okno, żegnając się z siostrą. Rozłączył połączenie, rzucając telefon na fotel znajdujący się tuż obok niego.
- Powiedziała, że mama może być u przyjaciółki z sąsiedniej kamienicy – rzekł, ciągle wyglądając gdzieś za okno.
Podszedłem do Harry’ego, stając tuż obok. Chłopak obrzucił mnie smutnym spojrzeniem, powracając do wyglądania na ulicę i sprawdzania, czy przypadkiem jego mama się nie zbliża. Uznałem to za bezsensowne, w końcu kobieta mogła nawet zostać tam na noc, a jeśli nie, to wrócić bardzo późno.
Kazał mi kłaść się spać, ale stanowczo odmówiłem. Kiedy zbliżała się dwunasta, sam, będąc zmęczony, położył się na sofie. Usiadłem razem z nim, pozwalając mu ułożyć głowę na moich kolanach. Co prawda milczeliśmy, gdyż wiedziałem, że jemu to było potrzebne. Chciałem być za to przy nim, pokazać mu, że bez względu na wszystko, może na mnie liczyć.
Nie wiem, która już była godzina, ale z pewnością nieźle po północy, kiedy w końcu ktoś wszedł do mieszkania, starając się zachowywać jak najciszej. Ostrożnie zdjąłem głowę chłopaka z kolan, na paluszkach podchodząc do wyjścia na korytarz. Nie myliłem się myśląc, że to mama Harry’ego.
- Przepraszam, możemy porozmawiać? – zapytałem szeptem. Miałem nadzieję, że nie będzie słychać mojego drżącego głosu.
Kobieta gwałtownie odwróciła się w moją stronę. Miałem wrażenie, że w pierwszej chwili chciała uciec, ale w końcu westchnęła zrezygnowana, kiwając głową na znak zgody. Poprosiłem ją, abyśmy poszli do kuchni, tłumacząc to jej śpiącym synem w salonie.
- Wiem, że dla pani to trudne i… Tak, może mnie pani nienawidzić za to wszystko i biorę całą winę na siebie, chociaż… Ja Harry’ego do niczego nie zmuszałem i…
Coraz bardziej plątałem się w tym, co miałem powiedzieć Anne. Jedyne, co podtrzymywało mnie na duchu to to, że chociaż starała się mnie wysłuchać. Dlatego wziąłem się w garść, głęboko odetchnąłem i postanowiłem powiedzieć wszystko, co myślałem na ten temat.
- Moja mama też nie mogła sobie wybaczyć, że jej syn jest inny, że jest gejem. Wie pani? Najbardziej bolało mnie chyba to, że Niall, mój przyjaciel, wiedział o wszystkim i to on mnie wspierał. A od zawsze trwałem w przekonaniu, że to rodzice powinni być dla mnie najważniejszym wsparciem. I tak się stało… Ale z zupełnie innych powodów. Widzi pani, ja jestem chory, mam białaczkę i Bóg jeden wie, jak długo pożyję na świecie. Chyba to w ostateczności przekonało mamę, że powinna zaakceptować moją orientację. I z czasem pogodziła się z tym i powiedziała, że ma tylko jednego syna i chce dla niego jak najlepiej.
- Ja też chcę dla mojego syna jak najlepiej – szepnęła. Usłyszałem w jej głosie łzy, które za wszelką cenę tłumiła w sobie.
- To dlaczego tego pani nie postara się choć trochę zrozumieć? My przecież nie robimy nic złego. On mi tylko daje te ostatnie chwile szczęścia za te wszystkie przykrości, których doświadczyłem przez ostatnie lata, zanim dowiedziałem się o chorobie.
- Gdybym z dnia na dzień dostrzegała, że Harry woli towarzystwo chłopców, byłoby mi łatwiej. A tak? Zawsze spędzał czas z dziewczynami, a tu nagle przychodzi do domu i oświadcza mi: no, hej, mamo, poznaj mojego chłopaka, jesteśmy razem już jakiś czas. I jak ja mam reagować jak nie szokiem?
- Harry nie jest gejem. Nadal kręcą go kobiety i ma do nich słabość. Choć zawsze powtarza, że mimo wszystko jestem dla niego najważniejszy. – Na chwilę zamilkłem, próbując sobie przypomnieć coś, co przekonałoby Anne do zmienienia zdania.
Zamiast tego zamarłem w bezruchu, kiedy do moich uszu dobiegł zaspany głos chłopaka.
- Bo jesteś i na zawsze będziesz. Nic tego nie zmieni.
Odwróciłem się z jego stronę, nie mogąc dostrzec emocji panujących na jego twarzy. Stał w miejscu, gdzie światła padające z ulicy nie sięgały. Ruszył powoli w naszym kierunku, zatrzymując się w bezpiecznej odległości od nas.
- Louis jest głupi, że powiedział ci o chorobie. Miał dobre intencje, ale mimo tego uważam, że to głupie z jego strony.
- Rozmawiałam z Lenny. Najpierw byłam chyba wściekła na siebie, że nie potrafiłam wychować dzieci… - przerwała, patrząc gdzieś w bok.
Harry zacisnął pięści. Wiedziałem, że zaraz wybuchnie i zacznie się kolejna awantura. Mimo, że była już prawie druga, co zauważyłem na zegarze elektrycznym wmontowanym w kuchenkę. Szybko chwyciłem go za przedramię, kręcąc przecząco głową. Posłuchał mnie, próbując opanować nerwy.
Kiedy kobieta się roześmiała cicho, oboje, będąc zaskoczeni jej reakcją, spojrzeliśmy na siebie.
- Ale potem starałam się znaleźć tego przyczynę. Obwiniałam męża… byłego męża za to, co się stało z Harrym i Gemmą. Ale potem Lenny uświadomiła mnie, że to nie jest niczyja wina. Że tak po prostu miało być i to było nieuniknione. Gemma miała zostać młodą mamą, a Harry widocznie musiał zakochać się w jakimś chłopcu.
- Nie rozumiem… - wtrącił nastolatek.
- Ja też – odparła kobieta. – Ale Louis ma rację. Prawdziwym szczęściem matki jest szczęście jej dzieci. I jeśli ty masz być szczęśliwy właśnie z nim, jeden dzień, dwa miesiące, trzy lata, czy resztę życia, to ja, jako matka, powinnam być szczęśliwa razem z tobą.
- Co chcesz przez to powiedzieć? – zapytał z nadzieją.
Przez chwilę w pomieszczeniu zapanowała kompletna cisza. Nawet naszych oddechów nie było słychać, jakby one miały sprawić, że wszystko, co do tej pory zostało wypowiedziane, nagle gdzieś zniknie. I chyba tak po części się stało, kiedy Anne zaczęła kontynuować.
- Kochaj kogo chcesz, Harry. Nie będę ci wybierała osoby, z którą masz być. I tak wiem, że wybrałbyś Louisa. – Westchnęła głęboko, mijając nas. Zatrzymała się jednak w połowie drogi, na krótką chwilę zerkając przez ramię. – Daj mi tylko czas, abym zaakceptowała twój wybór.
Wyszła, zostawiając nas samych w kuchni. Nastolatek ciągle patrzył na wyjście z pomieszczenia, nawet, gdy jego mama zamknęła się w pokoju.
Nie wiem, czy pomogłem choć trochę, ale przynajmniej miałem nadzieję, że Anne przemyśli sobie to wszystko i w końcu zaakceptuje. Przecież Harry nie robił nic złego. Rozumiem, gdybym był jakimś kryminalistą, a on stawał się przy mnie jeszcze gorszym chuliganem, ale tak? Nie chciałem przypisywać sobie żadnych zasług, ale przecież to głównie dzięki mnie ten egoista z wybujałym ego stał się prawdziwym sobą. Wrażliwym i kochającym chłopakiem. W końcu w każdym drzemie delikatność, tylko nie każdy chce ją ujawniać na światło dzienne, bojąc się zranienia. A on zaryzykował. Miałem tylko nadzieję, że nie będzie tego później żałował i poradzi sobie beze mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz