czwartek, 5 grudnia 2013

221

-

Dzwonek rozległ się nieznośnie głośno.

Louis otworzył oczy, zaraz potem z powrotem zamykając je z powodu oślepiającego wiosennego słońca. Harry leżał w połowie na nim, jego głowa spoczywała między łopatkami Louisa, a ręka na jego pośladkach. Najwidoczniej Harry lubił się dotykać również we śnie. Louis nie miał nic przeciwko.

Dzwonek rozległ się ponownie i Louis jęknął. Harry również się przebudził i cicho westchnął, po czym przycisnął usta do karku Louisa.

- Ktoś domaga się twojej uwagi – powiedział Harry zaspanym i zachrypniętym głosem.

- Tak, czuję. – Louis przysunął się do Harry’ego. – Jesteś niewyżyty.

Harry w odpowiedzi ścisnął jego biodro, składając delikatne pocałunki na jego barku. – Kto może dzwonić o wpół do dziewiątej w niedzielny poranek? – spytał Harry, przesuwając ręką po jego biodrze i przysuwając Louisa bliżej.

Louis odwrócił się i podparł na łokciach, spoglądając na Harry’ego. – Moglibyśmy to zignorować i wziąć prysznic.

- Desperacko potrzebuję prysznica – stwierdził Harry. – I jedzenia. Porządnego jedzenia – dodał, zanim Louis był w stanie przypomnieć mu o płatkach, które jedli poprzedniej nocy.

Dzwonek rozległ się ponownie i Louis z westchnieniem odrzucił głowę do tyłu. – Poczekaj chwilę – powiedział i wstał z łóżka. Harry sięgnął, by klepnąć go w pośladki, a Louis mrugnął do niego przez ramię. Na nagą klatkę piersiową naciągnął koszulkę i poprawił spodnie na biodrach. – Tylko szybko zabiję tego kogoś.

Na bosych stopach pospieszył przez korytarz do drzwi i nie był zbyt zaskoczony, kiedy dostrzegł za nimi Liama i Zayna. Przyprowadzili nawet Woodstocka, który przywitał Louisa, ciągnąc za swoją smycz.

- Przynajmniej ty – przywitał ich Louis i wskazał na Zayna – nie powinieneś mieć powodu, żeby nie spać o wpół do dziewiątej w niedzielę.

Zayn bezradnie wzruszył ramionami i wszedł, a za nim podążył Liam. – Nie miałem większego wyboru.

- Harry wczoraj nie wrócił – powiedział Liam i spojrzał wyczekująco na Louisa.

- Słyszeliście o telefonach? – spytał Louis.

- Chciałem spytać o to ciebie, jako że swojego nie odbierałeś.

Louis zmarszczył brwi i przypomniał sobie, że kładł go na stoliku przy łóżku. Prawdopodobnie znów się rozładował.

Zayn zerknął przez korytarz na drzwi do sypialni. – Jest tutaj?

- Jesteście najgorsi. Mam nadzieję, że nigdy nie będziecie mieli dzieci. – Louis odwrócił się i poszedł do kuchni, zostawiając ich, aby poszli za nim.

- Tylko się martwimy – powiedział Liam. – Na wszelki wypadek, gdybyś znów coś spieprzył, a on uciekłby i zrobił coś głupiego.

Louis włączył czajnik i otworzył szafkę, aby wyjąć kubki. Potem odwrócił się, oparł o zlew i skrzyżował ramiona. – Myślę, że oboje wiemy, że gdyby tak się stało – a chciałbym jedynie dodać, że nie mam pojęcia, dlaczego sądzicie, że to ja bym coś spieprzył – Harry pojawiłby się u was.

- Więc rozmawialiście? – Zayn rozpromienił się na samą myśl, a Louis fuknął.

- Zawsze śmiejecie się z niego, bo lubi komedie romantyczne – powiedział oschle Louis. – A jak się okazuje, to wy je uwielbiacie.

Liam uśmiechnął się i nagle znalazł się w przestrzeni osobistej Louisa, przytulając go. – Cieszę się, że sobie to poukładaliście. Wyglądaliście tak żałośnie – powiedział, pocierając plecy Louisa.

Ponownie rozległ się dzwonek, a Louis przewrócił oczami.

- Ja otworzę – powiedział Zayn i opuścił kuchnię, a za nim udał się Woodstock, z podekscytowaniem merdając ogonem.

Liam odwrócił się z powrotem do Louisa. – To naprawdę go dręczyło, Louis – powiedział cicho. – Mam nadzieję, że wiesz, jak bardzo cię kocha.

Louis przez chwilę się w niego wpatrywał i myślał, czy z tego nie zażartować. To była jego naturalna reakcja, ale Liam wyglądał tak szczerze i troskliwie, że Louis prawdopodobnie nie miał pojęcia, jak źle przyjął to wszystko Harry.

- Chyba wiem – odpowiedział i lekko ścisnął ramię Liama. – Nie winię go. Potrzebowaliśmy trochę czasu, żeby doszło do nas, jak powinniśmy to rozwiązać. Ale teraz jest dobrze. Nieprędko go opuszczę.

Liam wyglądał, jakby mu ulżyło i ponownie przytulił Louisa, po czym odsunął się i zmarszczył nos. – Naprawdę potrzebujesz prysznica, stary.

Louis zaśmiał się i uszczypnął jego brzuch. – Chciałem wziąć prysznic, ale się wprosiliście.

Wrócił Zayn, za nim szedł Niall z psem na rękach.

Louis uniósł brew. – Umówiliście się tutaj?

Niall pokręcił głową. – Nie, kilka razy próbowałem zadzwonić, a ty nie odbierałeś, więc postanowiłem sprawdzić, czy wszystko w porządku. Na wypadek gdyby sprawa z Harrym się nie rozwiązała – dodał z uśmieszkiem. – Ale biorąc pod uwagę na jak wypieprzonego wyglądasz, zgaduję, że nie muszę się tym martwić.

Liam zakrztusił się własną śliną, a Zayn parsknął śmiechem. Louis tylko się uśmiechnął, przygładzając pogniecioną koszulkę.

- Jesteście cholernie głośni – powiedział Harry z przejścia i potarł palcem oko. Ziewnął i nie kłopotał się założeniem na siebie czegoś poza bokserkami. Spojrzenie Louisa natychmiastowo spoczęło na jego brzuchu, ale nie było na nim widać śladów ich wczorajszych poczynań. Jakimś sposobem Harry’emu udało się wyczyścić tę część, zanim przyszedł do kuchni, ponieważ Louis pamiętał, jak bardzo był brudny i się kleił, kiedy zasypiali. Jednak kilka śladów, ciemnych, fioletowych, rozmieszczonych na jego ciele, pokazywało prawdę.

To był niesamowity widok i Louis poczuł, jak zalewa go uczucie satysfakcji.

Harry wszedł do kuchni i od razu skierował się do Louisa, wchodząc w jego przestrzeń osobistą i przytulając się do niego, kładąc mu głowę na barku. Louis nie był w stanie powstrzymać uśmiechu i otoczył ramieniem pas Harry’ego, przysuwając go do siebie. Dostrzegł spojrzenie Zayna i poczuł, jak na jego szyję wkrada się rumieniec, kiedy na krótko przycisnął usta do włosów Harry’ego.

- Przepraszamy, że zakłóciliśmy twój spokojny sen – powiedział oschle Niall, ale w jego tonie można było dosłyszeć czułość.

- Wybaczę, jeśli powiecie, że przynieśliście jedzenie – odpowiedział Harry. – Umieram z głodu.

- Przynieśliśmy jedzenie – powiedział Zayn, a Harry zaczął kręcić się w ramionach Louisa. Louis był pewien, że Harry właśnie całkowicie się rozbudził; patrzył na Zayna szeroko otwartymi oczami, po czym rozejrzał się po kuchni.

- Gdzie? – spytał. – Nie wiedzę.

- Kazałeś powiedzieć, że przynieśliśmy jedzenie – wytknął Zayn z uśmieszkiem.

Harry wyrwał się z uścisku Louisa, by rzucić się na Zayna. Louis obserwował, jak jego niewiarygodnie długie kończyny owijają się wokół chłopaka, usiłując go przewrócić. Zayn jednak odpychał go, śmiejąc się i kopiąc, aż Harry go puścił.

- To obrzydliwe – wykrztusił Zayn przez śmiech. – Śmierdzisz seksem, złaź ze mnie!

Harry odsunął się i zmarszczył brwi, po czym uniósł ramię i powąchał skórę pod łokciem. Odwrócił się do Louisa i wzruszył ramionami. – To chyba prawda.

Louis uniósł brew. – Dziwi cię to?

Harry podszedł do niego z szerokim uśmiechem, a ręka Louisa momentalnie spoczęła na jego biodrze. Miło było sięgać do Harry’ego i dotykać go, nie myśląc o tym, nie czując ograniczeń ani sprzeciwów. Nie musiał się powstrzymywać ani zastanawiać, jak patrzeć na Harry’ego, jak długo i czy Harry dostrzeże uczucie w jego spojrzeniu. Harry powinien je już widzieć, a Louis tego chciał.

Harry ułożył swoją dłoń na ręce Louisa i splótł ich palce. Nadal patrzył na Louisa z uśmiechem, a jego myśli ewidentnie były przepełnione wspomnieniami ostatniej nocy.

- Okej, gołąbki – powiedział Liam i przerwał ciszę, przez co Louis powrócił do rzeczywistości, jako że jakimś sposobem przestał zauważać kogokolwiek poza Harrym. – Może wy zajmiecie się prysznicem, a my śniadaniem?

Louis uśmiechnął się, ściskając rękę Harry’ego. – Brzmi dobrze.

- Nawet o tym nie myśl – wtrącił Niall. – Myjecie się osobno.

Harry oderwał wzrok od twarzy Louisa i zmarszczył brwi. – Proszę? Niby dlaczego?

I jak Louis w ogóle go znalazł? Wydawało się, że naprawdę uraziło go to, że Niall zaledwie wspomniał o rozdzieleniu ich na dziesięć minut. To było naprawdę urocze.

Niall przewrócił oczami i odwrócił się do Liama. – Zgłaszam się na ochotnika do pójścia do Tesco i kupienia potrzebnych rzeczy.

- Chyba pójdziemy razem – dodał Zayn i przypiął smycz do obroży Woodstocka.

- Macie dwadzieścia minut – poinformował ich Liam, kiedy opuszczali kuchnię. Zabrał klucz z małej szafki na buty Louisa i mrugnął do nich przez ramię.

Louis uniósł brew, kiedy reszta szybko opuściła mieszkanie, a potem odwrócił się do Harry’ego, który nadal stał z tym zadziornym uśmieszkiem. Nadal ciężko było uwierzyć, że Harry stał tam, w jego mieszkaniu, wyglądając na zaspanego, pachnąc seksem, w samej bieliźnie i mając zamiar wziąć prysznic z Louisem.

Louis wyciągnął ręce i pozwolił przyciągnąć się Harry’emu. Jego skóra nieco kleiła się do policzka Louisa, ale nadal była ciepła i delikatna.

- Zyskałem aprobatę twojej mamy – wymamrotał Louis w zagięcie szyi Harry’ego.

Harry odsunął się z zaskoczony i zdezorientowany, po czym zrozumiał. – Kiedy przestaniesz robić z Liama mamę?

- Kiedy przestanie się zachowywać jak mama – odpowiedział Louis z uśmiechem.

Kręcąc głową, Harry pociągnął Louisa do łazienki. – Więc co powiedział?

- Że przysiągłeś być moim sługą, jeśli ci wybaczę.

Harry odwrócił się i uniósł brew, puszczając rękę Louisa, aby złapać za jego koszulkę i przeciągnąć mu ją przez głowę. – Cóż, obawiałem się, że wspomniał o szamponie.

Louis zmarszczył brwi, a Harry zahaczył palcami o pas jego spodni. – O co chodzi?

Harry uśmiechnął się i pocałował Louisa w policzek, po czym zsunął spodnie z jego bioder. – Nigdy ci tego nie powiem. Śmiałbyś się do końca moich dni.

- Więc – zaczął Louis, wchodząc za Harrym do kabiny prysznicowej. Dowie się. Prawdopodobnie nie od Liama, ale może wyciągnie to z Zayna. I o cokolwiek chodziło, będzie to bez końca wypominał Harry’emu – Nie masz nic przeciwko byciu moim sługą?

- Chyba nic nie poradzę, jeśli zdecydowałeś się zrobić ze mnie sługę. – Sięgnął za siebie, żeby włączyć wodę i pochylił nad Louisem, aby ochronić go od lecącej początkowo zimnej wody. Zmoczyła końcówki jego włosów, przez co przylegały do jego karku i chłopak zadrżał.

Cholera, Harry naprawdę był materiałem na chłopaka. Louis ruszył do przodu i przyciągnął go do pocałunku. Nie przejmował się porannym oddechem, potrzebował ust Harry’ego na swoich.

Harry zachichotał, kiedy woda ocieplała się na ich skórach, i przyciągnął Louisa bliżej. Woda z jego loków kapała na twarz Louisa, kropelki łapały się na jego rzęsy i górną wargę, kiedy odsunął się i uśmiechnął.

- Kocham cię, Lou – powiedział cicho i Louis nie potrafił sobie wyobrazić, że te słowa kiedykolwiek przestaną mu schlebiać. Słyszał je tak często poprzedniego dnia i w nocy, tak wiele razy, a nadal wywracały jego świat do góry nogami.

- Ja ciebie też kocham – odpowiedział równie cicho. Sposób, w jaki twarz Harry’ego się rozświetliła, powiedział mu, że prawdopodobnie chłopak czuł do niego to samo. Naprawdę nie mógł uwierzyć, że na kimkolwiek mógł wywrzeć taki efekt. A z pewnością nie na Harrym Stylesie. To była dla niego zagadka i naprawdę nie miał pojęcia, jak udało mu się ją rozwiązać.

Ale została rozwiązana – a Harry był brakującym elementem.

Louis nie miał pojęcia, jak to się stało, że na niego zasługiwał, i jak Harry w ogóle go chciał, ale nie kwestionował swojego szczęścia. Zamiast tego chciał się upewnić, że właściwie je wykorzysta.

Ponownie złączył ich usta i scałował uśmiech Harry’ego, aż w końcu woda już nie wydawała się tak ciepła na ich rozgrzanych ciałach. A Louisa nic nie mogło powstrzymać od planu uprawiania leniwego seksu pod prysznicem o poranku. Nie hałas dochodzący z drzwi frontowych, kiedy Niall, Liam i Zayn wrócili, nie ziębnąca woda, nie Harry przyciśnięty do kafelek, wydobywający z siebie jęki i szepczący: - Nie mogę.

Louis udowodnił mu, że mógł. I to bardzo dobrze.

Później, kiedy wycierał ręcznikiem skórę Harry’ego i zarzucił go na jego głowę, aby wysuszyć jego loki, Harry posłał mu błagające spojrzenie, opierając się o niego.

- Naprawdę potrzebuję jedzenia – jęknął. – Jestem zbyt wykończony, żeby stać.

Louis kiwnął głową i podał mu ręcznik, żeby się zakrył, po czym oboje opuścili łazienkę, wypuszczając wilgotną chmurę pary przy otwieraniu drzwi.

Zayn zerknął na nich z salonu, unosząc brew. – To było naprawdę długie dwadzieścia minut.

Louis uśmiechnął się i poszedł z Harrym do sypialni. Podał mu parę świeżych spodni i koszulkę, a Harry posłał mu oburzone spojrzenie.

- Nie będziesz siedział nago w mojej kuchni – stwierdził Louis. Wyobrażenie było naprawdę kuszące, ale spróbują tego, kiedy będą sami.

- Nie nago – powiedział Harry, zerkając na ubrania. – W bieliźnie.

Louis rzucił w niego ubraniami, a Harry westchnął, ale uległ i założył je, podczas gdy Louis wkładał swoje.

W kuchni Liam i Niall smażyli na patelni czerwoną fasolkę, bekon i jajka. Harry wykradł ze stołu kawałek tostu i wepchnął go do ust.

- Hej! – Niall to zauważył i wskazał Harry’ego palcem. – Odłóż to! Ja nie mogłem niczego dotknąć, kiedy wy siedzieliście godzinami w łazience!

Harry uśmiechnął się, przeżuwając chleb. – Nie uprawiałeś też seksu cały dzień, umierając z głodu.

Niall warknął, ale się nie wykłócał. Nałożył bekon, fasolkę i jajka na talerze i kazał im przynajmniej zrobić herbatę. Zanieśli wszystko do salonu i usadowili na sofie, fotelu i podłodze.

To był leniwy dzień. Spędzili go na graniu w FIFĘ i oglądaniu głupich programów telewizyjnych. Louis myślał, że to niesamowicie rodzinne. Niedziela spędzona w domu, na sofie z czterema najlepszymi przyjaciółmi. Zayn zasnął koło południa, a Niall malował na jego twarzy niezmywalnym markerem. Zayn oderwie mu głowę, kiedy się obudzi, Louis nie miał wątpliwości. Nie mógł się doczekać. Liam leżał z głową na klatce piersiowej Zayna i oglądał telewizję, rękę trzymając na plecach Woodstocka.

A Harry… Harry był przy jego boku przez cały dzień. Tak jakby nie był przy nim poprzedniego dnia. Bawił się jego palcami, kiedy znudził się telewizją, szeptał do jego ucha, kiedy przegrał mecz z Zaynem.

Prawdopodobnie pójdzie tej nocy do domu, pomyślał Louis, kiedy Harry się do niego przytulił. Jego ręka oplatała talię Louisa, a usta były przyciśnięte do jego szyi. Wróci do domu, aby się przebrać i zdążyć na lekcje następnego dnia.

Ale Louis spotka się z nim na uniwersytecie, aby zjeść lunch, lub wpadnie do piekarni i zabierze go do domu. Nie miał już klucza do jego mieszkania, ale i tak prawdopodobnie zostanie tam na noc.

Harry stawał się cięższy na jego klatce piersiowej, a jego oddech miarowy. A Louis uśmiechnął się do siebie, przyciskając lekko usta do jego skroni.

Może jednak nie pójdzie do domu. Nie, żeby Louis narzekał. Gdzie tam.

Jeśli Harry chce, zdecydowanie mógłby zostać na zawsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz