czwartek, 5 grudnia 2013

205

--

Louis jęknął zmęczony, otwierając oczy, którymi szybko zamrugał, aby przyzwyczaić się do jasnego światła.

W ciągu sekundy pokój nabrał ostrości, a Louis zauważył, że zasłony były w innym kolorze niż zwykle… i nie był w swoim własnym pokoju.

Zamrugał raz, drugi. Nie, to zdecydowanie nie był jego pokój.

Niestety, miał na tyle doświadczenia w budzeniu się w obcych pomieszczeniach, że wiedział, by nie panikować. Wystarczyło, aby –

- Louis?

Dobiegł go półprzytomny i zachrypnięty głos z drugiego końca łóżka, gdzie Harry leżał głową na prześcieradle. Chłopak zawinął się w kołdrę niczym w kokon i wyglądał nieprzyzwoicie uroczo. Louis zgadywał, że to dlatego pewnie nie miał na sobie żadnego koca, kiedy spojrzał na swoje nagie ciało.

Szczegóły ostatniej nocy zaczęły napływać do jego umysłu; od zaskakującego pocałunku Harry’ego – czy to może Louis pocałował go pierwszy? – do potykania się w drodze do pokoju, a ten mówił coś, że obiad stygnie…

Louis spojrzał na młodszego chłopca leżącego obok niego. Światło wpadające przez okna oświetlały twarz Harry’ego, który wyglądał – z braku lepszego słowa – pięknie.

- Hej – przywitał się nieśmiało.

- Cześć – wymamrotał Harry. Jego twarz zmarszczyła się, kiedy szeroko ziewnął, przez co wyglądał niemal jak kot, który budzi się z drzemki. – Cześć – powtórzył, mrugając pięknymi zielonymi oczami.

Przez dłuższy czas uśmiechali się do siebie głupkowato, dopóki Harry nie wyciągnął ręki i nie przyciągnął Louisa do uścisku, który ten oczywiście odwzajemnił, automatycznie przysuwając się do niego bliżej, aż do siebie przylgnęli, a między nimi była jedynie kołdra. Oboje czuli się bezpiecznie i komfortowo; nos Harry’ego otarł się o szczękę Louisa, a ręka Louisa spoczęła na ramieniu wyższego chłopaka.

Trwali tak dopóki obaj w pełni się nie obudzili, ale nawet wtedy żaden z nich nie odważył się ruszyć. Dopiero gdy Harry przybliżył się i nacisnął ustami na szyję Louisa, ten przerwał milczenie.

- Nie rób tak – zaprotestował słabo – To łaskocze.

- Naprawdę? – szepnął Harry, celowo przesuwając ustami po wrażliwej skórze szatyna. Louis wiercił się, starając się nie chichotać, bo to groziło wybuchnięciem śmiechem. Prawie nie zauważył kiedy ręce Harry’ego przeniosły się na jego pas, ale na pewno spostrzegł gdy Harry wsadził palce między jego żebra.

- Boże, Harry! Przestań! – krzyknął płacząc ze śmiechu i próbując powstrzymać śmiejącego się Harry’ego. Bezlitosny atak łaskotek skończył się, gdy Louis w desperackiej próbie ucieczki wylądował na podłodze i jęknął, gdy jego głowa nawiązała bliski kontakt z dywanem.

Głowa Harry’ego pojawiła się przed Louisem, chociaż chłopak nadal leżał na łóżku. – Wszystko w porządku?

- Nie i to twoja wina – narzekał Louis, walcząc z uśmiechem, który z uporem chciał pojawić się na jego twarzy. Dostrzegł na twarzy Harry’ego poczucie winy – którego nie powinno tam być. – Żartowałem, jest w porządku.

Harry uśmiechnął się i przez kilka długich sekund nie robili nic oprócz wpatrywania się w siebie. Louis wciąż leżał na podłodze, a Harry na łóżku. Szatyn był pewien, że twarz Harry’ego była najbardziej fascynującą rzeczą, jaką kiedykolwiek widział – zastanawiał się, czy mogłoby mu się to kiedyś znudzić.

Pomyślał, że prawdopodobnie nie, a jego żołądek zaburczał w tym momencie.

- Śniadanie? – zapytał cicho Harry, a Louis przytaknął pośpiesznie.

- Tak, byłoby miło – powiedział siadając i rozglądając się po zaskakująco schludnym pokoju Harry’ego w poszukiwaniu ubrań.

- Twoje spodnie są tam – Harry uśmiechnął się, zakładając parę bokserek. Tuż przed wyjściem z pokoju, dodał: - A twoja koszulka znajduje się tam, gdzie ją ostatnio rzuciłeś.

Kiedy Louisowi wreszcie udało się skompletować strój, którego części znajdowały się w różnych kątach pokoju, udał się w stronę kuchni, wreszcie mając czas, aby naprawdę docenić wygląd domu, ale zapach jedzenia był silniejszy i w końcu stanął przed uśmiechniętym Harrym, przygotowującym jajka na toście.

- Zrobiłem śniadanie – oznajmił wyraźnie, nerwowo szurając nogami, jakby czekał na jego opinię.

- Wygląda fantastycznie – powiedział Louis nie spuszczając wzroku z Harry’ego. Chłopak zarumienił się i usiadł przy stole.

- Przyłączysz się do mnie? – zapytał

- Jasne – uśmiechnął się Louis, zastanawiając się skąd w ogóle to pytanie (tak jakby w ogóle mógł odmówić chłopakowi).

To było głupie i dziewczęce, ale kiedy spotkał oczy Harry’ego naprzeciwko stołu, pomyślał, że wszystko układa się niesamowicie dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz