niedziela, 1 grudnia 2013

154

W pokoju Louisa najwięcej miejsca zajmowały łóżko i szafa, reszty mebli równie dobrze mogłoby tam nie być, ponieważ wyglądały na nieużywane i puste w środku. Byłem pewny, że Louis wykorzystywał sypialnię jedynie do spania i rezydował w niej głównie nocą, chociaż pomieszczenie doskonale komponowało się z wystrojem całego mieszkania- meble miały surowy kształt, a ściany pomalowano na biało i pozostawiono puste, bez żadnych ozdób.

Za to zawartość samej szafy przywodziła na myśl umysł malarza-schizofrenika, który w swoich pracach wykorzystuje wszystkie możliwe barwy, i minęło kilka dobrych minut zanim znalazłem coś, w co udało mi się wcisnąć, a na dodatek nie wyglądałem w tym śmiesznie. Louis był niższy ode mnie, szczuplejszy i najwyraźniej nie nosił spodni, które nie przylegały ściśle do ciała, a koszulki obowiązkowo musiały mieć krzykliwy kolor lub paski, a najlepiej obydwie te rzeczy naraz.

Kompletnie ubrany, rzuciłem okiem na swoje odbicie w lustrze po wewnętrznej stronie drzwi szafy, a potem zatrzasnąłem je i zacząłem przemierzać pokój, czując nieskończone pokłady energii i dobrego samopoczucia, a także… rosnące podniecenie. Byłem niemożliwie pobudzony, oddychanie przychodziło mi z trudem i aż skręcało mnie w środku, aby się stąd wymknąć , dorwać Nialla i porzuciwszy resztki dumy, błagać go o jakikolwiek dotyk. A wszystko za prawą pomarańczowych pigułek Liama, których resztki ciągle krążyły w moim krwiobiegu.

Szlag by to trafił, niczego się nie nauczyłem. Już samo przedawkowanie prochów powinno mnie zabrać daleko od narkotyków, a ja nie dość, że nadal je brałem, to przychodziły mi do głowy coraz głupsze pomysły. Skok z balkonu do basenu? Jasne, czemu nie, jestem pierwszy w kolejce. Wchodzenie Louisowi do wanny, gdy ten brał spokojnie kąpiel? Pozornie nieszkodliwe, choć za jakiś czas prawdopodobnie będę chciał umrzeć, zbyt upokorzony by spojrzeć mu jeszcze kiedykolwiek w twarz.

To wszystko już dawno przestało być zabawne, dlatego postanowiłem z tym jak najszybciej skończyć…

Najpierw jednak musiałem coś zrobić z drażniącą półerekcją ściskaną przez wąskie rurki Louisa.

W tym momencie drzwi cicho skrzypnęły i do pokoju wszedł mój korepetytor, nienagannie ubrany i wysuszony co do jednego kosmyka brązowych włosów. Nie mogłem rozszyfrować jego miny, więc przygotowałem się na nieuniknione kazanie i dużo kąśliwych uwag.

Zatrzymałem się, patrząc na niego wyczekująco.

-W kieszeni twoich spodni znalazłem narkotyki- zaczął niespodziewanie łagodnym głosem. –Spuściłem je w toalecie, a przemoczone ubrania powiesiłem na suszarce.

Coś w moim wnętrzu jęknęło w proteście, ale zdusiłem to i pokiwałem zgodnie głową. Tak chyba było najlepiej, nie będzie mnie kusiło.

Louis najwyraźniej nie spodziewał się takiej reakcji, bo ściągnął brwi.

-Dobrze się czujesz?

-Tak- odparłem, wybijając palcami szybki rytm na udzie, co pozwalało mi jako tako skupić się na rozmowie. –Ale nie sądzę, żeby coś wyszło z dzisiejszej nauki. Możemy to przełożyć? Chcę wrócić do domu i odpocząć. Jestem zmęczony.

To było słabe kłamstwo, które Tomlinson od razu przejrzał, a jego wzrok automatycznie powędrował do moich wciąż poruszających się w zniecierpliwieniu palców, a następnie prześliznął się na wybrzuszenie pod rozporkiem, jakby stanowiły niezaprzeczalny dowód przeciwko mnie. Poczułem rumieńce na policzkach i obciągnąłem pospiesznie koszulkę, przeklinając w duchu.

-Faszerujesz się viagrą? - Zapytał, zaglądając mi ciekawie w oczy, co było do niego tak niepodobne, że byłbym skłonny oskarżyć go o połknięcie reszty tabletek, gdyby przed chwilą nie spłynęły do kanalizacji.

-To był prozac zmieszany z czymś, co przyspieszyło jego działanie- sprostowałem z zażenowaniem, którego nawet Tabletka Szczęścia nie zdołała przyćmić. –Posłuchaj, Louis… Przepraszam, że wszedłem ci do wanny i przeszkodziłem w kąpieli, w normalnej sytuacji nigdy bym tego nie zrobił, ale było w tym też trochę twojej winy.

-A to niby w jaki sposób?

-Ludzie zwykle zamykają zamek, gdy chcą skorzystać z łazienki.

-Ja nie zamykam.

-Nigdy? A co, jeżeli przez przypadek weszłaby do środka Danielle, albo druga współlokatorka?- Nagle coś wpadło mi do głowy. –Och… chyba, że macie romans.

Louis westchnął.

-Styles, którego stereotypu gejowskiego nie odzwierciedlam? –Podszedł do szafy, otworzył ją i skinął na kolorowe ubrania. –Choćby zainteresowanie modą. Już samo to powinno dać ci do myślenia, o ile kiedykolwiek obchodziła cię moja orientacja.

Owszem, podejrzewałem, że woli chłopców, ale nie miałem pewności, zresztą rzeczywiście było mi to obojętne.

-Danielle może myśleć inaczej.

-Tak się składa, że Danielle i Eleanor od dwóch lat są ze sobą w związku i zaręczam ci, że świetnie sobie radzą bez mężczyzny, co często da się usłyszeć. Nawet zbyt często.

-To lesbijki?- Otworzyłem szeroko oczy, zapominając na chwilę o wszystkim innym. Mimowolnie się wzdrygnąłem, a Louis parsknął. –Mieszkacie więc razem… dwie lesby i gej. Dlaczego? Stanowicie przykrywkę dla siebie nawzajem? Ty dla nich, a one dla ciebie?

-Ja dla nich, tak.- Louis wrócił na swoje poprzednie miejsce pod ścianą przy wyjściu. –Sęk w tym, Styles, że powinniśmy porozmawiać o tobie, a nie o życiu erotycznym moim lub moich koleżanek… Chociaż pewnie ten temat najbardziej by cię zainteresował… -Po jego twarzy błąkał się wredny uśmieszek, gdy jeszcze raz zerknął wymownie na moje krocze. –Jednak… narkotyki. Co zamierzasz zrobić w tej sprawie?

Sapnąłem z oburzenia, przenosząc ciężar ciała z nogi na nogę. Jeżeli nie zamierzał grać fair, to odwdzięczę mu się pięknym za nadobne.

-Oto, co mi dały prochy: jestem twardy i potrzebuje dobrego obciągania, a jedyny chłopak w pobliżu spanikował, gdy w ubraniu wszedłem mu do wanny. Do diabła, jak myślisz? Rzucam je. –Louis przypatrywał mi się z dziwną miną. Drgnął nerwowo, kiedy zacząłem iść w jego kierunku, ale nie spuszczał wzroku z moich oczu, wciąż wyginając kpiąco wargi, a kiedy przystanąłem tak blisko, że mogłem rozróżnić pojedyncze rzęsy na końcach jego powiek, zastygł w kompletnym bezruchu. Nareszcie zdobyłem przewagę i czułem się z tym cholernie dobrze. –Lubisz się mną bawić, prawda?- Wyszeptałem, opierając ręce po obu stronach jego głowy i pochylając się do dołu. W moich żyłach nie płynęły już sztuczne endorfiny, tabletka w końcu przestawała działać. –Lubisz mnie zawstydzać, dawać do zrozumienia, że jestem tylko dzieciakiem, który nic nie rozumie i ma śmieszne problemy. Twój błąd polega jednak na tym, że jednego nie wziąłeś pod uwagę… -Nasze twarze dzieliły milimetry, a złość i podniecenie powoli przejmowały władzę nad moimi ruchami i naprawdę zapragnąłem zrobić coś, czym w końcu zmusiłbym go do traktowania mnie jak równego sobie. I starłoby ten jego głupi uśmieszek.

-Hmm?- Kiedy Louis przemówił, ciepły oddech owionął moje usta. Potem chłopak odchylił głowę do tyłu, opierając ją o ścianę. –Czego nie wziąłem pod uwagę? Oświeć mnie.

Wisząc na granicy pocałunku, przysunąłem się jeszcze bliżej. Z tej odległości ciężko było nam zachować kontakt wzrokowy, ale wiedziałem, o czym myśli Louis: przekroczysz linię, Styles? Masz wystarczająco dużo odwagi, żeby wreszcie spełnić swoją groźbę?

-Tego, że ja nigdy nie będę siedział cicho, potulnie zgadzając się na wszystko, co robisz lub mówisz. Udowodnię ci, że nie jesteś nikim lepszym.

-Pokaż mi więc, jak zamierzasz to zrobić- powiedział, niemal prowokacyjnie rozchylając wargi. Wiedziałem, że to wyzwanie, w którym nie chodzi o nic innego oprócz walki o dominację, a jednak zawahałem się na sekundę i to był poważny błąd, ponieważ Louis wykorzystał chwilę zwłoki i pierwszy złączył mocno nasze usta, zaciskając dłonie na przedzie mojej koszulki. Na moment zaparło mi dech w piersiach, ponieważ, jakkolwiek by na to nie patrzeć, byłem złakniony najmniejszego kontaktu z drugim człowiekiem, a pocałunek niezaprzeczalnie był prawdziwy. Zanim jednak zdążyłem zareagować, było już po wszystkim i zostałem odepchnięty z siłą większą, niż mogłem się spodziewać po kimś takim, jak Louis.

Oszołomiony, złapałem równowagę i starałem się uspokoić dzikie bicie serca, a także pozbyć się myśli o domagającej się uwagi erekcji w spodniach.

Tomlinson patrzył na mnie z twarzą wypraną z emocji, a ja nie mogłem oprzeć się gorzkiemu wrażeniu, że właśnie odniosłem spektakularną klęskę. Uczucie przegranej pogłębiło się, gdy starszy chłopak się odezwał, a w jego głosie pobrzmiewało współczucie pomieszane z rozczarowaniem.

-Chyba nie poszło całkiem po twojej myśli. Nie przejmuj się. -Odbił się od ściany, wycierając knykciem usta. Następnie wyciągnął z kieszeni telefon. –Zamówię taksówkę i odstawię cię do domu.

***

Louis był na siebie zły, ponieważ pocałunek nastąpił z jego winy. Gdyby nie zachowywał się jak smarkacz i nie sprowokował Harry’ego, wypracowana w ostatnim czasie nikła nić porozumienia nadal wisiałaby pomiędzy nimi nietknięta i nie siedzieli by teraz w kompletnej ciszy na tylnym siedzeniu taksówki, wciśnięci w drzwi po przeciwległych stronach samochodu. Nie chciał, aby ich relacje wróciła znowu do punktu wyjścia, gdy korepetycje dla obu były istną katorgą, ponieważ zauważył, że im więcej czasu spędzali razem, tym rzadziej pojawiały się zjawy, choć kiedy już to robiły… Louis był zaniepokojony tym, jak bardzo realne i odważne się stawały i właśnie dlatego potrzebował obecności Harry’ego jak niczego innego.

A teraz wszystko spieprzył, nie potrafiąc utrzymać języka za zębami.

Co właściwie tak bardzo go poruszyło, że stracił nad sobą panowanie? Naćpany Harry? A może chodziło o to, że chłopak zaskoczył go w kąpieli, wchodząc niespodziewanie do wody i wprawiając Louisa w zakłopotanie swoją bliskością, ponieważ okazał się być człowiekiem z krwi i kości, a nie wytworem wyobraźni?

Gdyby Tomlinson był ze sobą szczery, bez wahania znalazłby poprawną odpowiedź, ale w obecnej sytuacji wolał myśleć, że to arogancja Harry’ego działała na niego jak czerwona płachta na byka.

Taksówka zatrzymała się pod szeregiem bliźniaczych domów z białej cegły, i gdy Harry zaczął przetrząsać kieszenie w poszukiwaniu pieniędzy, Louis zrozumiał, że dotarli na miejsce.

-Cholera, przecież to nie moje ciuchy- mruknął nagle Styles, zaprzestając poszukiwań. Przekręcił głowę w stronę Tomlinsona i z wyraźnym wysiłkiem dokończył: -Pożyczysz mi dwadzieścia funtów?

Louis przypomniał sobie, że niebieskie spodnie i czerwona koszulka należą do niego, a portfel Harry’ego został na pralce w jego mieszkaniu. Zapłacił taksówkarzowi należność za kurs, a kiedy Harry otworzył drzwi z zamiarem wyjścia, zatrzymał go mocnym uchwytem za ramię.

-Jutrzejsze lekcje są aktualne?- zapytał głosem, w którym pobrzmiewało nagromadzone we wnętrzu chłopaka napięcie.

Twarz Harry’ego wykrzywiła się w grymasie bólu i Louis natychmiast rozluźnił uścisk, widząc pobielałe kostki swojej dłoni.

-Przyjdę, w końcu nie ma powodu, abym tego nie zrobił. Nic się nie zmieniło.

Louis kiwnął głową i pozwolił mu wyjść z samochodu, obserwując go idącego po ścieżce ogrodowej, gdzie w połowie odległości od drzwi napotkał niedużego mężczyznę, który na jego widok poczerwieniał ze złości.

-Co ty masz na sobie?!- Huknął donośnym barytonem, podpierając się pod boki, co uwydatniło jego i tak już okazały brzuch. –Idź i natychmiast to zdejmij! Możesz sobie być pedałem, ale nie będę tolerował jawnego obnoszenia się…

Taksówka ruszyła i dalsze słowa mężczyzny zostały zagłuszone przez ryk silnika. Louis okręcił się w miejscu, patrząc przez tylną szybę na pełną uporu i buntu minę Harry’ego, który najwyraźniej powiedział coś, co nie spodobało się jego ojcu, bo tamten pogroził mu pięścią, a wtedy gwałtownie skręcili i scena znalazła się poza zasięgiem wzroku Tomlinsona.

Louis powrócił na miejscu, a nieznane uczucie wypełniło nieprzyjemnie jego żołądek. Dopiero po kilku chwilach uświadomił sobie, że po prostu się martwił.

Martwił się o Harry’ego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz