~*~*~
- Więc, co z tobą, Louis? – zapytał Harry, podając mi gorącą herbatę. Siedzieliśmy przy stole przeznaczonym dla maksymalnie czterech osób. Cały pokryty był jedzeniem oraz plamami po kubkach po herbacie, jednak z oczywistych powodów to wszystko idealnie wpasowywało się w brudne i tanie mieszkanie chłopaka.
- Nie jestem do końca przekonany, co ze mną będzie – odpowiedziałem, spoglądając na niego i odgarniając jego zmierzwione włosy, opadające na twarz. – Sądzę, że wciąż staram się zrozumieć to wszystko. Po prostu czekam, tak przypuszczam.
- Och, więc jesteś jedną z tamtych osób – odparł, zaś ja zmarszczyłem brew z zdziwieniu.
- Jedną z jakich osób?
- Jedną z tych, które myślą, iż wszystko ułoży się, gdy tylko spotkają swoją bratnią duszę.
- Nie sądzisz, że tak właśnie będzie? – zapytałem z ciekawością, zerkając na chłopaka naprzeciw, który był pierwszym, jakiego spotkałem, który miał jakiekolwiek wątpliwości co do autentyczności dobierającego systemu.
- Nie bardzo przekonuje mnie to całe gówno. To znaczy… to fascynujące, że w ciągu kilku miesięcy poznam osobę, z którą spędzę resztę swojego życia, jednak również jest to całkiem przerażające. A co, jeśli ją znienawidzę, czy będzie odrażająca, czy jeszcze coś? – zaśmiałem się i kędzierzawy zachichotał. – Poważnie, musisz przyznać, że to także jest możliwe. Nie chcę, aby całe moje życie było określone przez kogoś, z kim muszę je dzielić. Nie mam pojęcia… Wiem, czego oczekuję od życia i nie potrzebuję mieć nikogo innego, kto musi to wiedzieć.
- Czego więc oczekujesz od życia? – spytałem, czując jak staję zbyt bardzo zainteresowany jego odpowiedzią.
- Sądzę, że są to raczej drobne rzeczy, takie jak ukończenie studiów z zaszczytnym stopniem. Serio, pragnę jedynie doczekać dnia, kiedy czasomierze zostaną usunięte, zaś to całe dopasowywanie zniesione.
Sapnąłem, słysząc te słowa, przerażony taką możliwością, nawet nie odważając się dopuścić do siebie myśli, iż w przyszłości rzeczywiście może się tak stać. – Naprawdę sądzisz, że może się tak zdarzyć?
- Oczywiście, przypuszczam, że jeśliby wprowadzili nowy rząd… Szczerze mówiąc, jeżeli nikt z nas prędko się nie zbierze, po prostu zrobię to sam.
- Odważyłbyś się?
- Jasne! Już dawno bym to uczynił, gdyby nie sama idea polityki nie zanudziłaby mnie na śmierć – odparł Harry, szeroko się uśmiechając i upijając łyk herbaty, spoglądając na mnie spod swych długich rzęs. – No więc, - kontynuował po chwili przyjemnej ciszy. – kiedy spotykasz swoją bratnią duszę?
- Za cztery lata – odpowiedziałem, zaś ten wzdrygnął się.
- Przepraszam chłopie! Zdaje się, że trochę długo, by czekać.
- Nie zmienię tego.
- Więc co robisz w międzyczasie?
Skrzywiłem się. – Miewam sporo czasu na nic nieznaczący seks.
~*~
Byłem świadom tego, iż powiedziałem, że pieprzyłem się z wieloma osobami, jednak nie było to ani nierozważne, ani nie pozbawione pewnego rodzaju sentymentalności. Wiele razy zdarzało się, że zbyt mocno przywiązywałem się do niektórych i bolało mnie, gdy musiałem odejść, mówiąc zwyczajne „żegnaj”. Ciężko było narzucać sobie, by w nikim się nie zakochać, jednak nie zawsze to skutkowało. Każda z tych osób na zawsze zaklepała sobie miejsce w moim sercu.
Pierwszy był George. Był tym pierwszym, z którym straciłem swoje „prawdziwe” dziewictwo. Przed nim było zaledwie kilka dziewczyn i może powinienem był to tak zostawić, ponieważ potem nie byłbym w stanie się zakochać, dopóki nie spotkałbym swojej bratniej duszy, która przypuszczalnie byłaby płci męskiej, postrzegając mnie w oczywisty sposób jako o wiele bardziej pociągającego właśnie dla mężczyzn. George’a poznałem w barze, w którym tak na dobrą sprawę nie powinienem być. Kurwa, miałem zaledwie szesnaście lat, gdy on zaś był już dwudziestolatkiem. Jego bratnia dusza przeznaczona była mu wieku czterdziestu lat, więc był on już przyzwyczajony do tej całej zabawy, polegającej na wskakiwaniu do cudzego łóżka, do której kolejno mnie przekonał. Kiedy powiedziałem mu, że jeszcze nigdy nie byłem z chłopakiem, rzekł, że za pierwszym razem mogłem być górą i jeszcze wtedy nie sądziłem, że nie mógłbym być mu bardziej wdzięczny za to, co wtedy dla mnie zrobił. Byłem przerażony, jednak samo uczucie okazało się być wspaniałe. Lepsze niż cokolwiek, czego do tej pory doświadczyłem w swoim życiu. Sądzę, że to cudowne zatracenie było naturalną rzeczą jak na ten niesamowity, pierwszy raz, prawda? Tak było przynajmniej dla mnie. Chciałem zobaczyć go ponownie, jednak zdałem sobie sprawę, iż ten był świadom, co miało nadejść. Byłem kompletnie załamany, gdy odszedł, kiedy się obudziłem. Co tydzień, tego samego dnia i o tej samej porze, ponownie przychodziłem do baru w nadziei na odnalezienie go, jednak już ani razu go nie spotkałem.
Drugi miał na imię Matt. Obaj mieliśmy po osiemnaście lat i z utęsknieniem czekaliśmy na nasze bratnie dusze. Tego dnia ujrzałem go po drugiej stronie ulicy, ubranego w uniform pracownika lokalnego Tesco i muszę przyznać, że wyjątkowo udałem się właśnie do tego sklepu, gdyż usilnie pragnąłem go zobaczyć. Kupiłem paczkę gumy do żucia i zamiast napisać swoje imię na otrzymanym od niego paragonie, niezgrabnie naskrobałem swój numer telefonu, po czym rumieniąc się, opuściłem budynek, niczego od niego nie oczekując i w kółko sobie powtarzając, że już więcej tutaj nie wrócę i na niego nie spojrzę. Wtedy zaś zawołał w moją stronę i stałem się najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, gdy usłyszałem jego głos z drugiego końca linii, pytając, czy nie zechciałbym wpaść później. Zapytałem, czy nie chciałby najpierw gdzieś wyjść tak jakby na randkę, zaś po chwili odpowiedział, że z nikim nie randkuje, nie widzi w tym najmniejszego sensu, co potem stało się moją własną zasadą. Nie mogłem dopuścić do tego, bym był wobec kogoś w jakimś stopniu przywiązany, jednak to nie oznaczało tego, że nie stało się to przez przypadek. Matt był świetnym chłopakiem i mógł powiedzieć, że byłem zdenerwowany, dlatego on również pozwolił mi górować. Spotkaliśmy się kilka razy przez kilka kolejnych tygodni, zaś niedługo potem Matt stwierdził, że było to dla niego wystarczające, po czym zwyczajnie odszedł. Dla mnie był to pierwszy prawdziwy „związek” w jakim kiedykolwiek byłem i dziwne było uczucie posiadania czegoś i bycia z kimś tak blisko i stracenia tego tak szybko i boleśnie.
Następnie spotkałem kolejnego chłopaka, który zresztą był pierwszym, jaki nade mną górował. Było to jakieś dwa tygodnie po tym, jak rzucił mnie Matt, jeśli w ogóle można to tak nazwać. Pierwszy raz, gdy spaliśmy ze sobą, nie zgodził się na pozostanie biernym, po czym pieprzył mnie tak niesamowicie, iż już więcej nie odważyłem się dominować. Miał na imię Tommy i byliśmy ze sobą tylko ten jeden, ostatni raz, który na zawsze zapamiętam ze względu na rzeczy, jakie mi pokazał. Nie mam pojęcia, czy było to wprawdzie tak uczuciowe, ale przysięgam, że tej nocy naprawdę się kochaliśmy. Dotykał mnie z prawdziwą delikatnością i jakby czcią, przez co myślałem, że to naprawdę miłość, choć poznaliśmy się w klubie zaledwie kilka godzin wcześniej. Zabrał mnie ze sobą do swojego domu i podał czerwone wino, nie pomijając faktu, iż już wcześniej byłem trochę pijany. Był to miły gest, który pokazywał, że przynajmniej odrobinę się o mnie troszczy. Mógł wyczuć, jak bardzo przerażony byłem uległością, jednak on zaś sam miał złe doświadczenia w tej sytuacji i wydawał się bardziej być tym przerażony niżeli ja, więc miałem ochotę spróbować i zrobić to dla niego. Był ze mną niesamowicie cierpliwy, czule pieszcząc moją twarz opuszkami palców, kiedy jęczałem i mocno zaciskałem powieki, gdy wykonywał pierwsze pchnięcia. Poruszał się wolno i ostrożnie, upewniając się, czy czerpię z tego przyjemność i tak, było przyjemnie za sprawą okazywanej miłości w każdym dotyku, każdej małej pieszczocie, aż doszedłem z jękiem w postaci jego imienia na ustach, czego jeszcze do tej pory nie doświadczyłem. Rankiem zrobił mi śniadanie oraz kubek gorącej herbaty. Była odrobinę zbyt słodka, jednak nie miałem mu tego za złe. Następnie odparł, że zeszła noc była jedną, wielką pomyłką, ponieważ za niecały tydzień miał spotkać się ze swoją bratnią duszą, czując się, jakby zdradził ich i samego siebie, twierdząc, że to już więcej nie może się powtórzyć. Przeprosił za swoją lekkomyślność i poprosił, bym natychmiast wyszedł. Więc wyszedłem, pozostawiając cząstkę swego serca za sobą.
Numer cztery, który także zabrał ze sobą cząstkę mnie, porządnie zrobił mnie w chuja. Dylan spotkał już swoją bratnią duszę, zanim się poznaliśmy. Czasami to dziwne jak ludzie są dobierani, nikt nigdy nie jest w pełni usatysfakcjonowany. Bywało, że również się nad tym zastanawiałem. Czy gdy spotkam osobę, która ma być rzekomo miłością mojego życia, będę wciąż szukać czegoś więcej, czegoś, co znajdę sam? Dylan był dobrze zbudowanym mężczyzną, kilka lat starszym ode mnie, choć ja sam nie byłem aż taki stary, gdyż byłem wtedy jeszcze dziewiętnastoletnim chłopakiem, będącym ku drodze wyjścia z niewinnych, młodzieńczych lat. Myślę, że zdeprawowanej niewinności, tak, to chyba lepsze określenie. Trudno jest uwierzyć w znalezienie prawdziwej miłości, gdy masz to narzucone od najwcześniejszych lat. Nie był dla mnie zbyt uprzejmy, jednak z jakiegoś pierdolonego powodu wciąż do niego wracałem, pozwalając mu siebie wykorzystywać, pieprzyć do upadłego, dopóki nie mogłem zaledwie wstać, po czym zostawiał mnie na łóżku zawiniętego w pościeli, w sposób niewytłumaczalny – zimnego. Może było to tak, gdyż myślałem, iż jakaś część jego choć odrobinę mnie kocha, a ja nigdy nie byłem właściwie kochany. Niewyobrażalnie ciężko jest dorastać, nie będąc odpowiednio kochanym. On także mnie nie kochał. Jedynie mnie pragnął, za moją młodość i gotowość. Tym razem to ja odszedłem. Zrobiłem to częściowo z powodu Liama, ponieważ wiedział, że gdybym tego nie zrobił, prawdopodobnie nie miał już bym czego dać przeznaczonej mi osobie. Czy to nie jest zabawne, jak łatwo można zakochać się w kimś, kto całkowicie cię zniszczył? Z jakiegoś powodu przekonałem siebie, iż powrót do niego byłby najlepszym w tej sytuacji rozwiązaniem, jednak Liam dopuścił się do usunięcia jego numeru z mojej komórki, uprzednio ostrzegając go, aby więcej się do mnie nie zbliżał. Martwił się o mnie kilka miesięcy po tym, kiedy to zamykałem się w pokoju, dopóki nie odczuwałem jakiejkolwiek konieczności opuszczenia mojego zacisza. Długo mi zajęło wyjście z tego dołka i powrócenie do normalnego życia.
Ale wyszedłem. A stało się to, gdy poznałem Zayna. Zayn, który był perfekcyjny i miły i zabawny i taki, o jakim zawsze marzyłem jako o bratniej duszy. Byłem niemalże przekonany, że był nią, dopóki rząd nie stwierdził pomyłki podczas ustalania daty w dniu moich narodzin. Również mogłem przysiąc, iż kochał mnie tak samo, jak ja jego poprzez sposób, w jaki patrzył na mnie, jakby cały swój świat trzymał we własnych dłoniach. W pewnym rodzaju byliśmy się ze sobą, jeśli w ogóle na tym świecie istniało takie coś jak „bycie razem”. Spotykaliśmy się ze sobą w takim znaczeniu, że nie pieprzyliśmy się z nikim innym, będąc w takim samym stopniu przyjaciółmi, jak i kochankami. Mogliśmy razem spędzać ze sobą czas, śmiejąc się, leżąc na kanapie w zbyt dużych ubraniach i oglądając filmy, gotując w samych bokserkach, nie myśląc o seksie na każdym, pojedynczym kroku. Było przyjemnie, wygodnie i łatwo i dokładnie tak, jak powinno być w miłości. Liam mówił mi, bym był ostrożny, bym nie zapominał, że tak nie może być wiecznie, że czas na liczniku Zayna nieubłaganie zbliża się ku końcowi, że sam nie powinienem zapominać, iż także ktoś na mnie czeka. Zayn nigdy nie wspominał, kiedy odejdzie, zaś ja nigdy o to nie pytałem. Zacznijmy od tego, że w ogóle nie chciałem wiedzieć. Byłem szczęśliwy, pozostając w stanie błogiego ignoranta, udając, że to nigdy nie ma zamiaru się skończyć. To szczęście, które było jak żadne inne, palące każdy skrawek mojego ciała, jakbym stworzony był z czystego ognia. Kiedy pewnego dnia wróciłem do jego mieszkania, niosąc przy boku torbę z chińszczyzną, drzwi były zamknięte, zaś zapasowy klucz nie wpasowywał się w nowy zamek. Zapukałem, zdezorientowany całą tą sytuacją i Zayn uchylił szparę, unosząc brwi na mój widok. – Louis… - odparł cicho. – Spotkałem swoją bratnią duszę. – wtedy poczułem, jak moje serce rozpada się na miliony malutkich kawałeczków, zaś po chwili zwyczajnie upadłem na ziemię, cichutko pochlipując.
Od tego czasu minęły dokładnie trzy długie lata, przez które nie odważyłem się spotykać już z nikim innym. Każdy „związek” kończył się zalewie jedno-nocną przygodą, nie pociągającą za sobą żadnych uczuć, żadnych złamanych serc, zaś jedynie pusty i nic nie znaczący seks. Myślę, że bezpiecznie można by powiedzieć, iż Zayn zmienił mnie na zawsze, przynajmniej dotąd, dopóki nie odnajdę swojej bratniej duszy. Zniszczył mnie, pozwalając mi go pokochać, nie ostrzegając przed tym, iż mógłby mi złamać serce. Przywiązałem się do niego zbyt łatwo i od tamtego momentu staram się nie przywiązywać już do nikogo. Liam był wyjątkiem. Z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu zawsze utrzymywaliśmy ze sobą wyłącznie przyjacielskie stosunki, pomijając fakt o pieprzeniu. Nasze uczucia względem siebie nigdy się nie rozwinęły do takiego stopnia, a wszystko wydawało się być tak, jak powinno.
~*~
Kiedy dotarłem do domu, zastałem w nim Nialla wraz z Leanne. Siedziała na jego kolanach na jednej z kanap, zaś na kolejnej rozkładał się Liam. – Chłopcy, Leanne – rzuciłem, prędko udając się do kuchni po coś do picia, by po chwili dołączyć do zebranej trójki oglądającej telewizję. Powieki blondyna powoli opadały, zaś sam zmagał się, by przypadkiem nie zasnąć podczas dostatecznie nudnego filmu.
- Gdzie się podziewałeś, Lou? – zapytał Niall, uśmiechając się w moją stronę.
- Spotkałem chłopaka – odparłem, zaś Liam uniósł brew w zdziwieniu.
- Chłopaka? – zapytał ostrożnie, a ja przytaknąłem.
- Wpadliśmy na siebie i wylądowałem w ogromnej kałuży, wiec udałem się do jego mieszkania, by pożyczyć jakieś spodnie.
- I zamiast „pożyczenia spodni” miałeś na myśli „seks” – rzekł otwarcie Niall, po czym zachichotałem, zaś Leanne delikatnie uderzyła go w tył głowy.
- Niall! – krzyknęła, krzywiąc się i cofając rękę.
- Przysięgam, że do niczego nie doszło. Po prostu rozmawialiśmy, to wszystko.
- Jeszcze nie dopasowany? – zapytał od niechcenia Liam.
- Zostały mu jeszcze cztery miesiące – odpowiedziałem, a ten przytaknął, z powrotem skupiając swą uwagę na filmie. – Świetny z niego chłopak.
Liam ponownie odwrócił się w moją stronę, spazmatycznie potrząsając głową. – Nie zrób nic głupiego, Lou. Nie chcesz, żeby stało się to samo, co z Zaynem.
Skrzywiłem się na same wspomnienie Zayna i westchnąłem. – Nie martw się, Li, prawdopodobnie nigdy więcej się już nie zobaczymy,
- Tak długo, jak tylko będziesz uważać – kontynuował, po czym przytaknąłem, wywracając oczami w stronę blondyna, który chichotał sam do siebie, wstając, by się przeciągnąć, w rzeczywistości przewracając Leanne na podłogę, która przeturlała się, spoglądając czule na Nialla, po czym pociągnęła go w kierunku sypialni, by wreszcie mieć okazję porządnie się wyspać. Swoją drogą oboje wyglądali na całkowicie wyczerpanych.
- Myślę, że także powinienem się już położyć – odparłem cicho, zaś Liam przytaknął, zsuwając się z kanapy, aby wyłączyć telewizor, po chwili również udając się do swojego pokoju.
Leżałem w łóżku przez dobre kilka godzin, ostatecznie zgadzając się ze sobą, iż próba uśnięcia była całkiem do niczego. Nie mogłem przestać rozmyślać o tajemniczym chłopaku, jakiego dzisiaj spotkałem, który zdawał się pragnąć, bym opowiedział mu wszystko o sobie, tym samym nie otrzymując nic w zamian. Nagle poczułem niesamowity chłód, na co wyślizgnąłem się z pościeli, krocząc w stronę sypialni Liama.
- Liam? – szepnąłem, zaś chłopak po chwili odwrócił się, spoglądając na mnie z pytającym wzrokiem.
- Lou? – spytał z głosem zachrypniętym od przerwanego snu.
- Jestem samotny.
Liam westchnął, sięgając dłonią do lampki nocnej znajdującej się na stoliku obok. – Więc chodź do mnie – rzekł, wyciągając do mnie rękę, tym samym przyciągając mnie bliżej, złączając nasze usta w leniwym pocałunku, mówiąc, iż jest tutaj, by się mną zaopiekować i nie opuścić, choćby nie wie co. Potrzebowaliśmy siebie nawzajem, Liam i ja, rozumieliśmy się bez słów.
Cholerny Liam zawsze był taki wygodny i łatwy. Znaliśmy się wystarczająco długo, by wiedzieć, co który lubił. Wiedział, że podobało mi się, gdy ten subtelnie ciągnął mnie za włosy oraz kiedy paznokciami kreśliłem ścieżkę wzdłuż jego umięśnionych pleców, podczas gdy on wchodził we mnie coraz mocniej i głębiej. Dokładnie wiedział, w którym miejscu znajduje się ten punkt, gdzie moje ramię łączyło się z szyją, który sprawiał, że z moich ust wydobywały się niepohamowane jęki. Ja także wiedziałem, że drżał, gdy na każdym razem scałowywałem ścieżkę po wewnętrznej stronie jego uda.
Liam przysunął się do mnie, leniwie ściągając ubrania, odrzucając je na podłogę, podczas gdy ja sięgnąłem do stolika nocnego po lubrykant oraz paczkę prezerwatyw. – Liam – jęknąłem, kiedy ten zassał niewielkie miejsce na skórze szyi, pozostawiając na niej ciemnofioletowy ślad. Po chwili chwycił lubrykant, gdy zsunąłem jego bokserki, pozbawiając go zbędnego już materiału.
- Chodź do mnie – odparł, pokrywając palce cienką warstwą nawilżacza, przerzucając mną tak, że znalazłem się pod nim, pusto wpatrując się w niego, kiedy ten wsunął we mnie dwa palce. – Kurwa, Louis, zawsze taki ciasny – jęknął, powoli rozciągając palcami tak, by nie zrobić mi najmniejszej krzywdy, uśmiechając się zwycięsko, gdy jego palce otarły się o najczulszy punkt.
- Liam, błagam – szepnąłem, zaś chłopak przytaknął, głośno przełykając, kiedy to ustawił się tuż przy moim wejściu, powoli wchodząc coraz głębiej. Ostatecznie dostosowałem do uczucia go w sobie i spotkałem się z pchnięciami, dopóki ten nie uderzał o mnie tak perfekcyjnie.
Moje dłonie odnalazły jego plecy, przyciągając go jeszcze bliżej, tak, jak było to tylko możliwe. Potrzebowałem bliskości, tego uczucia wewnątrz mnie, dosłownie wszędzie. Liam schował twarz w zagłębieniu mojej szyi, gorącym oddechem otulając spocone ciało, cicho przeklinając, wywołując tym przyjemne dreszcze. Odrzucił głowę w tył, nasze oczy się spotkały, kiedy to uderzał w ten punkt przy każdym, kolejnym pchnięciu. Nasze sapnięcia wypełniały pustą przestrzeń pomiędzy naszymi twarzami, jego palce splotły się z moimi, skutecznie przyszpilając moje dłonie do materaca.
- Liam, kurwa. Jestem tak cholernie blisko. Kurwa – sapnąłem wprost w jego rozchylone wargi, gdy ten nachylił się, niemo prosząc o pocałunek. Jego usta odnalazły wrażliwą skórę tuż za moim uchem, nadgryzając ją delikatnie tuż przed złączem naszych spragnionych ust w dzikim tańcu rozkoszy. Jego przyspieszony oddech owiał to miejsce, zaś ten po chwili szepnął:
- Dojdź dla mnie, Lou. – i tak zwyczajnie rozpadłem się w jego silnych ramionach, dosłownie moment potem dołączył do mnie także Liam, niekontrolowanie drżąc nade mną, opadając na moją pierś, starając się utrzymywać stabilny oddech, będąc całkowicie wyczerpanym.
Przetoczył się na drugą stronę łóżka i skrzywiłem się na uczucie pustki, w jakiej mnie zostawił, lecz naraz to ja przybliżyłem się, skrywając głowę w zagłębieniu jego szyi. – Dziękuję, Li – szepnąłem, zaś chłopak uśmiechnął się nieznacznie.
- Dobranoc, Louis – odparł cicho i odwrócił się ode mnie, natychmiastowo odpływając w krainę Morfeusza.
Przeturlałem się na plecy, wpatrując się w świecące w ciemności gwiazdy, które Liam przykleił do sufitu, gdy tylko wprowadziliśmy się do nowego mieszkania. Czasami zastanawiałem się, co zrobiłbym, gdybym nie spotkał Liama. Prawdopodobnie rozleciałbym się jak ta krucha porcelana. Był moim najlepszym przyjacielem, jedyną osobą, która utrzymywała mnie w całości i lubiłem myśleć, że ja także czasami trzymałem go w kupie. Sądzę, że potrzebowaliśmy siebie nawzajem. Z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu, obaj byliśmy dla siebie jak najlepsi przyjaciele, obrońcy i nie zamieniłbym tego na cokolwiek innego.
~*~*~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz