Ostatni tydzień razem zdawał się mijać niemożliwie szybko. Było tak, jakby świat stał się niewytłumaczalnie okrutny, forsując mnie i Harry’ego osobno szybciej, niżeli się tego spodziewaliśmy. Było idealnie, był to zarazem najlepszy, jak i najgorszy tydzień w moim życiu. Można by powiedzieć, iż Harry powoli rezygnował, zaś ja stwierdziłem, że to właśnie na nim ciąży o wiele większy trud. Pewnie, to ja byłem jedynym, który miał zostać opuszczony, ale to on musiał mnie zostawić, nie mając nic do powiedzenia i zakochać się w kimś kompletnie innym, nawet jeśli nie przestał kochać mnie. Minęło wiele lat, przez które zastanawiałem się nad zakochaniem się ponownie, jednak nie byłem pewien, czy po tym dałbym jeszcze radę.
Pozostały nam czas spędzaliśmy w moim mieszkaniu. Na uniwersytecie wziąłem tydzień wolnego, zaś pracę rzuciłem, zapewne nie będąc w stanie pracować w tygodniu, jaki poprzedzał odejście Harry’ego. Szczerze spodziewałem się przygniatającego zawodu miłosnego, tego, iż będę przesiadywał w zamkniętym pokoju, odizolowując się od reszty świata. Nie dramatyzowałem, zwyczajnie byłem w nim zakochany, wyraźnie nie widząc poza nim nikogo innego.
Dzieliliśmy czas między kochaniem się, a leżeniem wtuleni w siebie nawzajem, zapamiętując każdy najdrobniejszy szczegół, tak, że mogłoby się wydawać, że znaliśmy siebie bardziej, niż swoją własną osobę. A kiedy byliśmy zbyt zmęczeni, by rozmawiać, zasypialiśmy w swoich ramionach, czasami wciąż z Harrym wewnątrz mnie, budząc się co kilka godzin, aby poprawić pozycję, po czym ponownie odpływając w krainę Morfeusza. Straciliśmy poczucie dnia i nocy, jedynym sposobem mierzenia czasu pozostał malutki licznik na nadgarstku chłopaka, który z każdą kolejną sekundą wydawał się biec coraz szybciej.
Harry starał się, bym zapomniał o nim na tak długo, dopóki nie dostrzegałem go ponownie, tym samym rozpraszając mnie długimi, leniwymi pocałunkami i delikatnym dotykiem w miejscach, gdzie jeszcze nikt przedtem mnie nie dotykał. Był w tym nad wyraz dobry, sprawiając, abym choć na chwilę mógł zapomnieć. Gdy znajdował się w pokoju, nie mogłem się skupić na niczym innym, jak na nim i tym, jak bardzo byłem szczęśliwy, mając go u swego boku, pomimo tak krótkiego czasu. W ciągu tygodnia ilość czasu, podczas którego rozpraszał mą uwagę stawała się coraz mniejsza i mniejsza, a nasze czułe gesty obracały się w bardziej rozpaczliwe i gorączkowe.
~*~
Nigdy nie byłem całowany w sposób, w jaki całował mnie Harry; to tak, jakby przez jeden, pełny pocałunek pragnął opowiedzieć mi naszą całą historię. Było to coś, w co nigdy nie wierzyłem i tak szybko, jak tego doświadczyłem, stało się to czymś, czego nie miałem dosyć. Leżeliśmy na łóżku, kiedy jego usta przywarły do moich, przez co czułem, jakby był to tysięczny raz w przeciągu ostatnich dni. Tym razem był inny, ponieważ nastał po kilku minutach ciszy, w ciągu której zwyczajnie wpatrywaliśmy się w siebie nawzajem, starając się zapamiętać swoje twarze, tak, byśmy nigdy ich nie zapomnieli.
Nic nie mówił, po prostu przetoczył się na moją stronę łóżka i delikatnie dotknął mych ust. Po chwili jego usta naparły mocniej, nasze ciała złożyły się w idealnej pozycji, palce pewnie splotły się ze sobą, a jego język przemierzał drogę po mojej dolnej wardze. Harry często mówił podczas pocałunku. Powiadał, że jest napalony, śpiący oraz że chce zostać na noc. Właściwie ten pocałunek… ten pocałunek opowiadał historię naszej miłości. Początkowo był brutalny i rozpaczliwy, jego język namiętnie wśliznął się między zaczerwienione wargi. Tuż potem zwolnił, utrzymując się we mnie, pozostając w przyjemnym cieple, poddając mnie uczuciu wstępnego poznawania siebie i późniejszego zakochiwania się w sobie. Na końcu ponownie stał się rozpaczliwy, chociaż w całkowicie innym znaczeniu. Była to powolna desperacja, która wywołała falę gorzkiego bólu, przez co sięgnąłem w jego stronę, próbując przyciągnąć go jeszcze bliżej siebie. Pocałunek sprawił, że poczułem tę niesamowitą bliskość Harry’ego, jednak ten po chwili wyślizgnął się ze mnie.
Gdy odsunął się, spoglądając na mnie, jego oczy błyszczały we łzach, zaś na ustach nie było tego oszałamiającego uśmiechu, lecz smutek, tak, jakby w końcu powoli rezygnował z nas, poddając się głupiemu przeznaczeniu.
- To jest dobre, prawda? – zapytał. – To, co nas łączy jest cholernie doskonałe.
Ująłem jego dłoń w moją, unosząc jego palce do moich ust, czule je całując. – Tak – wyszeptałem.
~*~
Pewnego dnia obudziłem się, podczas gdy Harry wciąż leżał pogrążony we śnie, więc wyślizgnąłem się z pokoju, myśląc o zrobieniu herbaty, dopóki ten się jeszcze nie obudził. Kiedy wszedłem do salonu, dopadł mnie oślepiający blask telewizora, przed którym siedział Liam widocznie niezainteresowany tym, co znajdowało się na ekranie. Musiało być już dobrze po północy, przez co poczułem się silnie zdezorientowany, ostatnie dni spędzając wyłącznie w pokoju, nawet nie orientując się, która była godzina. Spojrzał na mnie, słysząc moją obecność i uśmiechnął się smutno.
- Co tutaj robisz? – zapytał cicho.
- Robię herbatę, zanim Harry się jeszcze nie obudził – odpowiedziałem, udając się do kuchni i sięgając do skrzypiącej półki po dwa niepasujące kubki, nastawiając czajnik na zapalonej kuchence.
Uniosłem wzrok, spoglądając na bruneta stojącego w przejściu, obserwującego mnie, jakbym miał zamiar się rozpaść, co przypuszczałem, że niedługo się stanie. – Louis – odparł, powoli podchodząc do mnie. – W porządku jest bycie nie w porządku.
Oparłem dłonie ladę, pochylając głowę i wypuszczając drżący oddech, po czym przytaknąłem. – Nie jest w porządku, Liam – szepnąłem i chłopak wyciągnął dłoń, ściskając moje ramię.
- Wiem.
- Jest gorzej niż przedtem, prawda? – spytał, a ja uniosłem wzrok, spoglądając na niego ze załzawionymi oczami.
- Kocham go ponad wszystko – wyznałem szczerze, kiedy czajnik zagwizdał, zaś ja zacisnąłem powieki, starając się powstrzymać wypływające łzy. Gdybym rozpłakał się przy Liamie, już nigdy bym nie przestał.
Drżącymi dłońmi sięgnąłem po czajnik, sprawiając, że wrząca woda rozchlapała się na blat kuchenny, niebezpiecznie blisko moich palców. Liam ułożył swą dłoń na mojej, asekurując mnie, podczas gdy zalewałem wodą wcześniej przygotowane kubki, po czym zabrał go ode mnie, dzięki czemu mogłem wrzucić torebki z herbatą. – Dzięki – rzuciłem, zaś chłopak przytaknął.
- Nie ma potrzeby, Louis.
Wtedy spojrzałem na niego, wyglądał na szczerze przerażonego stanem, w jakim się znajdowałem. To tak, jakby chciałby pozbawić mnie uczucia bólu i wziąć ten ciężar na siebie ,chociażby oznaczałoby to cierpienie zamiast mnie. – Liam – szepnąłem i rzuciłem się w jego silne ramiona, rozpaczliwie zaciskając pięści na jego workowatej koszulce, potrzebując czegoś, kogoś, kogo mogłem się podtrzymać, kto mimo wszystko mnie będzie ze mną i nigdy nie opuści. Jego ręce przyciągnęły mnie jeszcze bliżej niego, a ja poczułem się, jakbym był w domu, napawając się ciepłem braterskiego uścisku. – Jesteś najlepszym przyjacielem, jakiego kiedykolwiek miałem – odparłem stłumionym głosem.
- Ja nigdzie się nie wybieram, Lou.
- Powinienem… herbata – zaraz ostygnie – wymamrotałem, odsuwając się od niego i uśmiechając delikatnie, nie będąc w stanie wyrazić słowami, jak bardzo byłem mu wdzięczny, nawet jedynie za to, że wciąż pragnął być przy mnie.
- Więc idź – odrzekł, poklepując mnie po ramieniu, gdy podniosłem kubki, z powrotem skradając się do pokoju, gdzie Harry siedział na łóżku, czekając na mnie tak pięknie, jak zawsze.
~*~
- Chcę znów zrobić ci śniadanie – oznajmił Harry, na co przewróciłem się na łóżku, spoglądając na niego. Uśmiechał się z nadzieją, jakby myślał, że kiedykolwiek zabronię mu zrobienia czegoś, czego pragnął.
- Wiesz, która jest godzina?
- Trzecia nad ranem. – wyszczerzył się, a ja się uśmiechnąłem, widząc jego palący zapał.
- Wiesz – odparłem – Sądzę, że w lodówce mamy kilka jajek.
Chłopiec wygrzebał się z łóżka, uprzednio mówiąc, abym na niego zaczekał, zaś on niedługo wróci z gotowym posiłkiem. Uśmiechnąłem się w sposób, w jaki założył na siebie bokserki i jedną z moich koszulek, zanim nie wyślizgnął się przez drzwi, mrugając na do zobaczenia.
Położyłem się na łóżku, wpatrując się w wyblakły sufit, starając się zapamiętać czas, gdy byłem tak samo smutny, jak i szczęśliwy. To było niemożliwe. Było to coś, co tak bardzo uwielbiałem w Harrym. Swoją osobą czynił rzeczy, o jakich nawet nie śniłem.
Wystawił głowę przez ramę drzwi, zanim nie zdecydował się wejść. – Ja, uch… w pewnym sensie przywlokłem kogoś ze sobą – powiedział z zakłopotaniem, a ja jedynie się zaśmiałem.
- Niall wyczuł jedzenie? – spytałem, zaś chłopak przytaknął, szeroko się uśmiechając, gdy tylko szerzej uchylił drzwi, przepuszczając śpiącego Nialla owiniętego w koc, łapczywie skanującego wzrokiem przygotowany posiłek.
- Wejdźcie, obaj – odparłem i blondyn uśmiechnął się, podążając za Harrym, siadając na łóżku i wcinając jedzenie. Harry spojrzał na mnie, podczas gdy ja pałaszowałem kolejną porcję jajek, na co zatrzymałem się z widelcem w połowie ust, by posłać mu czuły uśmiech, ponieważ ta chwila zdawała się być tak bliska normalnemu życiu.
Godzinę później, Liam zapukał do drzwi, otwierając je, widząc naszą trójkę siedzącą w tych samym pozycjach, rozmawiającą o wszystkim, co tylko przychodziło nam na język, po czym usiadł tuż obok Nialla, nawet nie prosząc o pozwolenie, wtulając się w jego bok, z łatwością przyłączając się do rozmowy.
Nie mogłem nic zrobić, jak tylko zatrzymać się na moment i nieomal udawać, że tak właśnie będzie wyglądała reszta mojego życia.
~*~
- Louis – pewnej nocy szepnął łamiącym się głosem Harry, leżąc w moich ramionach. – Nie wiem… Nie wiem, czy dam sobie radę.
Poczułem, jak cały się trzęsę w jego uścisku, gdy przejechał palcami wzdłuż moich włosów, przestraszony tym, że jeśli na mnie spojrzy, to zniknę. Cierpiałem w każdym zakamarku swego ciała, kiedy nachylił się, by złączyć nasze usta w rozpaczliwym pocałunku. Jego dłonie sięgnęły do moich w otaczającej nas ciemności, granatowe zasłony więziły nas w naszym zapomnieniu na tak długo, jak mogliśmy udawać, że wszystko nie skończy się w przeciągu zaledwie kilku krótkich dni.
- Proszę, Harry – sapnąłem w jego szyję. – Spraw, abym zapomniał o tym wszystkim… spraw, bym zapomniał.
Usłyszałem jego urwany szloch, kiedy przylgnął do mojej koszulki, powoli ściągając ją przez głowę, a ja odwzajemniłem gest, rzucając jego, by ta spotkała się z materiałem w kącie sypialni. Jego dłonie zacisnęły się na mym ciele, pozostawiając na biodrach fioletowe ślady nie pozostające na nich przez kilka kolejnych dni, zaś na wieczność. Przejechałem dłońmi po całej jego klatce piersiowej, całując każdy cal mlecznej skóry, jaki tylko udało mi się dosięgnąć, desperacko próbując zapamiętać każdą jego cząstkę, tak, bym mógł trzymać to w pamięci nawet wtedy, gdy już nie będę go więcej czuł swoich ramionach. Jęknął na mój subtelny dotyk, napierając niemożliwie bliżej mnie, przyciągając mnie do pocałunku, jakby miał to być nasz ostatni raz, jakby już więcej miał się ze mną nie zobaczyć, co już niedługo miało się stać. Sięgnął do mojej bielizny, spoglądając wprost w moje oczy, niepewnie pytając mnie o pozwolenie. Drżącym głosem przytaknąłem, zaś chłopak złożył czuły pocałunek na wewnętrznej stronie mego uda, subtelnie zsuwając materiał czarnych bokserek. Nagle poczułem słone łzy spływające po moich policzkach, których Harry również nie obył pominąć, składając pocałunki na całej mojej twarzy, ciasno trzymając mnie przy sobie, tym samym ściągając swoją własną bieliznę, sięgając do półki po lubrykant oraz paczkę prezerwatyw.
- Bez tego – stwierdziłem. – Chcę cię poczuć.
Harry przytaknął, smutno na mnie spoglądając i ciężko przełykając. – Boże, Louis, tym wszystkim sprawiasz, że jest ciężej, niżeli myślałem – szepnął, a ja poczułem, jak kolejna łza spływa w dół rumianego policzka. Prędko scałował ją, zaś ja uśmiechnąłem się, wprawdzie odrobinę załzawiony.
Nawet się nie wzdrygnąłem, kiedy wśliznął we mnie swój palec, będąc już przyzwyczajonym do tego typu odczucia, skupiając się na każdym najmniejszym dotyku, każdej pieszczocie, każdym spojrzeniu, niesamowicie pewnym tego, że nie mogłem się dłużej powstrzymywać, będąc w obecności Harry’ego, gdy ten był tak blisko przed opuszczeniem mnie na zawsze. Kiedy wreszcie wszedł we mnie, zrozumiałem, że ostatnim razem poczułem się tak pełny, gdy Harry i ja byliśmy razem, tak, jak teraz, tak blisko siebie, że staliśmy się jednością, dzieląc to samo bicie serca, poruszając się w harmonii, kochając się, tym samym rozpalając każdą pojedynczą komórkę, rozpalając nasze ciała do czerwoności, chłonąc mnie od środka, zabijając mnie.
Samotna łza spłynęła po krzywiźnie jego nosa, kiedy zawisł nade mną, ledwie będąc w stanie oddychać. – Nie mogę zniszczyć tego momentu, Louis – wykrztusił z siebie, a ja przytaknąłem, śledząc palcami ścieżki na jego twarzy, którą teraz znałem lepiej niż własną. Nie mogłem mu tego zrobić, sprawiając, by przerwał bezruch, w jakim obaj tkwiliśmy, czując się tak bezpiecznie. Ostatecznie poruszyłem się, dostosowując się do niego i wykonując delikatne pchnięcia, na co przymknął swe powieki, wypuszczając drżący oddech wobec przyjemności uderzającej w spocone ciała. Wtedy on się poruszył, powoli, pewnie i idealnie, do środka i na zewnątrz, do środka i na zewnątrz, jak wzór, jak bicie serca. Nasze oczy spotkały się, z żądzą i bólem wymalowanym na twarzach.
- Harry – szepnąłem, nasze nosy ocierały się o siebie, nie trzeba było żadnych słów, jego ruchy nabierały sił, gdy napierał na moje usta, całując je pospiesznie, rozpaczliwie chcąc pozostać tak na wieczność. Poczułem, jak drży przy mnie, wysuwając się z cierpieniem wymalowanym na twarzy, płacząc tak mocno, że jego ramiona trzęsły się z nadmiaru uczuć. – Boże – westchnąłem, przyciągając go bliżej mnie, pozwalając mu szlochać w zagłębienie szyi, wciąż wsuwając się coraz głębiej. Poczułem, jak sam uroniłem kilka łez, na co jęknąłem, wplątując dłonie w jego loki, zaś jego tworzyły ścieżkę wzdłuż mojego kręgosłupa.
Wiedziałem, że był blisko, gdy tylko zwiększył intensywność swych ruchów, unosząc głowę znad mego ramienia, ponownie spoglądając w moje tęczówki, podczas gdy obaj osiągnęliśmy szczyt, widząc jak błogie uniesienie miesza się cierpieniem, rozpaczliwie pragnąc jak najbardziej wydłużyć ten moment. Kiedy przeturlał się, by położyć się obok mnie, pozwoliłem mu unormować oddech, po czym pochyliłem się nad nim, aby złożyć na jego słodkich ustach kolejny pocałunek, tym samym smakując samego siebie. Po chwili ponownie się rozpłakał, wtulając się we mnie, chwytając mnie otwartymi dłońmi, gdy przycisnąłem go do swej piersi, własnymi łzami zdobiąc jego mleczną skórę, dzieląc wszelkie emocje, jakie przywiodły nas ze sobą, lecz w tym samym czasie rozdzielały nas na zawsze.
- Nie mam pojęcia, co teraz zrobię – przyznał załamanym głosem, zaś ja czułem, jak powoli odpływam w nicość. – To było to, prawda? To był nasz ostatni raz?
Nie byłem w stanie wykrztusić z siebie pojedynczego słowa, bojąc się, że jeżeli to zrobię, to uduszę się własnym głosem. Więc przytaknąłem.
- Jestem w tobie cholernie zakochany, Harry – wyszeptałem, co zabrzmiało jak urwany ryk. Był to dźwięki, który rozdzierał mnie od środka, przez co natychmiast pożałowałem swoich słów.
- Tak bardzo cię kocham, Louis – wymamrotał, ponownie złączając me usta ze swoimi. – Nawet jeśli miałbym cię kochać przez te trzy, pieprzone dni.
~*~
Dzień później stałem w drzwiach wejściowych do mojego mieszkania, wpatrując się w niewielką torbę przerzuconą przez ramię bruneta stojącego w korytarzu, spoglądającego w moje niebieskie tęczówki, choć już bez tego cudownego blasku, ze łzami spływającymi w dół jego policzka. Stwierdziliśmy, iż będzie łatwiej, gdy spotka swoją bratnią duszę, nie widząc się ze mną przez pozostałe mu dni. Był to definitywny koniec wszystkiego, o jakim myślałem od dłuższego czasu, przez co czułem się, jakbym był kompletnie sparaliżowany. Patrząc na oczy Harry’ego, lśniące dzięki łzom oraz miłości, jedyne, co mogłem wtedy zrobić, było beznamiętne wpatrywanie się w niego, prawie całkowicie pozbawione emocji.
- A więc to koniec, Lou – odparł łamiącym się głosem, a ja zadrżałem na widok smutku w jego cudownym spojrzeniu.
- Co, jeśli zostałbyś tu ze mną? Co, jeśli zatrzymałbym cię i zamknął w swoim pokoju, nie pozwalając ci nigdzie wyjść? Co, jeśli nigdy nie spotkałbyś swojej bratniej duszy? – spytałem nagle tak rozpaczliwie, zbliżając się, by mocno ścisnąć jego dłoń, nie będąc gotowym pozwolić mu odejść.
- Wiesz, że to tak nie działa – wymamrotał, gdy stłumiłem jego słowa w mojej koszulce, przyciskając go do mej piersi, trzymając go tak mocno, marząc, by nikt nigdy nie był w stanie mi go odebrać.
- Przecież kochamy się – zdołałem wypowiedzieć z ogromną gulą w gardle. – To powinno im wystarczyć, prawda? Nie potrzebuję swojej bratniej duszy, ponieważ mam ciebie, Harry.
- Louis, z całego serca pragnę, by tak się nie działo, jednak wiesz, że muszę odejść, nie możemy nic z tym zrobić.
- Wiem – szepnąłem, wstrzymując rozpaczliwy szloch kumulujący się wewnątrz mnie. Nie zadziałało, przez co wydostał się chwilę później. Mógłbym przysiąc, że serce Harry’ego rozpadło się na miliony drobnych kawałeczków. Nie mogłem nic zrobić, zaś jedynie pozwolić mu odejść. Nie było innego wyjścia. Nasz czas się skończył, a ja stwierdziłem, że mogłem wykorzystać go lepiej, niżeli spędzając każdą jego sekundę w zamknięciu, ukrywając się z moją miłością przed otaczającym nas światem. Nie tak to działało i to doskonałe życie, jakie dla siebie wykreowaliśmy, nagle wydostało się spod naszych rąk, pozostawiając nas rozdartych, złamanych i samotnych.
- Kocham cię – wyszeptał, całując mnie po raz ostatni, jego usta ocierały się o moje tak długo, jak tylko było to możliwe, zanim nie odsunął się ode mnie, by zaczerpnąć ciężkiego powietrza. – Tak bardzo cie kocham.
- Wiem, że… Kocham cię na zawsze, Harry.
- Nie – załkał, sięgając w moją stronę, by przyciągnąć mnie do czułego uścisku. – Nie mów tak, Louis, nie ukrywaj się przed światem. Obiecaj mi, że to nie spierdoli ci życia, ponieważ nie wiem, czy zniósłbym odejście od ciebie, wiedząc, że zostawię cie w takim stanie, że już nikt nie będzie w stanie cię naprawić. Tak więc obiecaj mi, że będziesz silny, dla mnie. Obiecaj, że dasz sobie radę beze mnie.
I tak po prostu, zrobiłem jedyną rzecz, jaka mogła go w pewnym stopniu uszczęśliwić. Skłamałem. – Obiecuję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz