-
Louis przygryzł swoją dolną wargę, gdy próbował przesunąć siatki z zakupami i chińszczyzną w swoich rękach, aby móc złapać zapasowy klucz do mieszkania Harry’ego.
Harry zadzwonił do niego wcześniej tego popołudnia i oznajmił, że był głodny i tęsknił za swoim Boo Bearem (Louis żałował, że przypadkiem wymsknął mu się ten pseudonim) i może Louis wpadłby z jedzeniem? I choć starszy chłopak przyrzekł sobie, że nie zamierza iść i kupić młodszemu jedzenia – Harry był już zbyt leniwy – oto i przybył, nie tylko z zakupami, ale także z kolacją.
W końcu udało mu się otworzyć drzwi. Louis wszedł do kuchni i położył zakupy na ławie z irytacją. – Harry! – zawołał, gdy zauważył zimowy płaszcz chłopaka rzucony na stół. – Zrobiłem twoje pieprzone zakupy, a nawet kupiłem obiad, ty mały niewdzięczny –
- A ty kim jesteś?
Louis zakrztusił się własną śliną, w pięć sekund jego policzki zrobiły się jasnoczerwone i odwrócił się, by stanąć twarzą w twarz z nikim innym jak Anne Cox, za której plecami stała ciekawie wpatrująca się w niego Gemma Styles. Ponad ramionami kobiet Louis dostrzegł zażenowanego Harry’ego wpatrującego się w podłogę, która stała się nagle bardzo interesująca.
Louis widział oczywiście zdjęcia i słyszał tyle o Anne i Gemmie, żeby wywnioskować, że są przerażającymi kobietami.
Anne założyła ręce na piersi.
Nie bał się – naprawdę nie. Mimo, że Anne posyłała mu spojrzenia, które sprawiały, że chciał się zwinąć w kłębek pod najbliższym stołem i płakać, a Gemma uśmiechała się do niego, jakby znała wszystkie jego tajemnice, to definitywnie nie bał się. To byłoby śmieszne, bać się rodziny Harry’ego.
Zielone oczy Harry’ego napotkały jego wzrok na ułamek sekundy, zanim znów zaczął wpatrywać się w podłogę.
Najwyraźniej, Harry nie zamierzał dodać mu otuchy.
- Um, cześć – wyjąkał Louis z rękoma bezwładnie zwisającymi po jego bokach, kołysząc się na piętach w przód i w tył, bezskutecznie szukając czegoś do zrobienia, by tylko nie musieć wpatrywać się w uniesione brwi Anne, które definitywnie go osądzały. – Um… uh…
Anne nie wyglądała na będącą pod wrażeniem chłopca niezdarnie kołyszącego się na piętach i Louis czuł, że jego żołądek zwija się z zażenowania. To było prawdopodobnie jego najgorsze pierwsze spotkanie z rodzicem osoby, z którą był, jakie kiedykolwiek miało miejsce – wszystkie dziewczyny, z którymi chodził nie przedstawiały go swoim rodzicom, a gdy już ewentualnie do tego doszło, zupełnie ich oczarowywał. Anne była daleka od oczarowania.
Louis wiedział jak blisko był Harry ze swoją rodziną. Minęły już dwa tygodnie od ich pierwszej randki – która tak naprawdę wcale randką nie była – i chłopcy byli ze sobą bardzo blisko. Spędzali razem prawie cały swój wolny czas, oglądając filmy, plotkując jak nastolatki, zachowując się jak najlepsi przyjaciele lub odkrywając wzajemnie swoje ciała jak kochankowie. Louis czuł się śmiesznie swobodnie w towarzystwie kędzierzawej gwiazdy.
Poznał Harry’ego naprawdę dobrze, biorąc pod uwagę, że spotykali się przez trzy tygodnie, a to nawet nie było oficjalnie powiedziane. Uświadomił sobie – już na samym początku, że Harry był bardzo blisko ze swoją rodziną.
Która właśnie sprawiła, że było bardzo niezręcznie.
Gemma uśmiechnęła się, wyciągając stosunkowo przyjaźnie rękę w stronę Louisa. – Jestem Gemma – przywitała się.
- Um, hej, jestem Louis – odpowiedział niepewnie, czując się jak totalny głupek. Nigdy w życiu nie był bardziej zakłopotany, nawet wtedy, gdy dziewczyna, którą lubił widziała go tylko w bokserkach z Supermanem.
Anne skinęła głową z oczami wbitymi w chłopaka stojącego w kuchni jej syna. – Jestem Anne, mama Harry’ego.
Nastała napięta cisza. Louis spojrzał błagalnie na Harry’ego, który stał z tyłu za Gemmą z rękoma kołyszącymi się bez celu po jego bokach i obserwował z szeroko otworzonymi oczami rozgrywającą się przed nim scenę. Kiedy ich oczy nareszcie się spotkały, Harry rzucił mu spojrzenie typu Wszystko będzie dobrze! i wyglądało na to, że chłopak nie ma zamiaru pomóc mu z Anne.
Jeśli Harry nie wyglądałby tak absurdalnie uroczo z szerokimi, spanikowanymi oczami, kiedy spojrzał na Louisa, ten znienawidziłby go.
- Więc, jesteś nowym chłopakiem Harry’ego? – zapytała od niechcenia Gemma, wpatrując się w chłopaka z Doncaster, jakby był jakimś ciekawym projektem naukowym. – Tym, na którego punkcie totalnie mu odbiło?
- Przecież ja ci nic nie powiedziałem! – zdołał wybełkotać Harry.
Gemma przewróciła oczami, rzucając Harry’emu niedowierzające spojrzenie. – Proszę cię, jestem twoją starszą siostrą. Mam obowiązek wiedzieć gdy jesteś kimś zauroczony.
Kiedy Harry nie odpowiedział – a jego policzki zrobiły się różowe – Gemma spojrzała zachęcająco w stronę Louisa. – Więc?
- Ale o co chodzi? – zapytał tępo Louis.
Gemma przewróciła oczami, ale szybko przerwała jej Anne. – Umawiasz się z Harrym?
- Umawiam się? – zapytał Louis kędzierzawego chłopaka, a różowe policzki Harry’ego stały się jasnoczerwone. Louis wreszcie zdał sobie sprawę, że ich dwójka może stać się oficjalnie parą i czuł się śmiesznie zdenerwowany. Chyba spotykał się z chłopakiem, z którym sypiał i spędzał codziennie czas, ale nie mógł być do końca pewnym.
- Umawiamy się? – zapytał szybko Harry, szurając nerwowo nogami.
Louis zatrzymał się. – Tak? – powiedział powoli, zanim szybko dodał – Jeśli chcesz oczywiście –
- Jasne, że chcę –
- Czyli jesteś chłopakiem mojego syna? – zapytała Anne.
Louis i Harry spojrzeli na siebie.
- Tak – potwierdził Louis, a kąciki jego ust drgnęły, gdy próbował ukryć głupi uśmiech na twarzy. To była prawdopodobnie najdziwniejsza rozmowa jaką kiedykolwiek przeprowadził – Louis nie zamierzał kłamać, ale miał cichą nadzieję, że on i Harry udadzą się gdzieś razem wkrótce (oficjalnie oczywiście), ale nigdy, przenigdy nie spodziewał się, że pozna rodzinę chłopaka.
Ponad ramieniem Anne, Harry przygryzł dolną wargę, a Louis mógł dostrzec olśniewający uśmiech i dołeczki w policzkach. Obaj chłopcy poczuli w brzuchach motyle. Louis wiedział jaki wpływ ma na niego Harry, jasne, ale czasem zapominał, że chłopak był przesadnie czuły w stosunku do niego. Zayna, Liama i Nialla oburzało to jak słodcy byli razem.
Oczy Anne wędrowały między Louisem, a Harrym, ale oni tego nie zauważyli, bo w tej chwili nie widzieli nic innego, tylko siebie.
- Cóż, Harry, może chcesz jakąś kolację? Myślę, że Louis kupił coś chińskiego. – powiedziała nagle, a Harry wystraszył się tak bardzo na ten dźwięk, że prawie upadł. Gdy wreszcie zdołał pokiwać głową, Anne zwróciła się do Louisa. – Pozwolisz, że sama to zrobię, kochanie?
Louis skinął głową, nerwowo wykręcając dłońmi i starając się nie wyglądać jak kompletny idiota. Nie mógł spojrzeć w oczy Harry’emu – bał się, że jeszcze bardziej zgłupieje i zrobi coś złego jak na przykład skoczy na syna Anne i zrobi z nim sprośne rzeczy, a to wszystko przed kobietami. – więc stał i stanowczo wpatrywał się w oczy matki jego chłopaka.
Anne sięgnęła po rękę Louisa i poklepała ją serdecznie. – Nie martw się kochanie, ja nie gryzę. Po prostu musiałam się upewnić, że zależy ci na moim dziecku.
Louis zamrugał, a Harry stłumił śmiech kaszlem, który nie przekonał nikogo w pomieszczeniu.
Kiedy Anne odeszła od chłopców i zaczęła krzątać się po kuchni w poszukiwaniu talerzy, Gemma wykorzystała czas, aby mrugnąć do Louisa. – Lubi cię – szepnęła.
Mimo, że Louis nie bardzo rozumiał co się dzieje i nadal był trochę przestraszony kobietami, uśmiechnął się niepewnie, próbując ukryć to przed Anne, która nuciła coś pod nosem, kilka kroków od nich.
- Naprawdę? – zapytał, z szeroko otwartymi oczami i będąc zmieszanym. Gemma przytaknęła entuzjastycznie, po czym odeszła, aby obejrzeć mieszkanie Harry’ego.
Kiedy Louis spojrzał wreszcie na kędzierzawego chłopca, który stał oparty o ladę, Harry wzruszył niedbale ramionami i uśmiechnął się do swojego chłopaka.
- Ktoś był trochę zdenerwowany – powiedział, a jego oczy śmiały się.
- Też się denerwowałeś!
Harry prychnął, podchodząc bliżej Louisa, aby móc pochylić się i złączyć razem ich nosy. – Nieprawda. Wiedziałem, że moja mama cię pokocha. Jesteś całkowicie uroczy.
Louis wywrócił oczami, starając się ukryć zadowolony rumieniec na policzkach, kiedy pochylał głowę. – Zamknij się, Styles. – wymamrotał, choć jego głos nie brzmiał tak ostro, jak chciał.
Usta Harry’ego nieśmiało musnęły jego policzek. – Dobra robota, Lou. – szepnął, tym razem bez przekory w głosie. Kiedy się odsunął, jego zielone oczy były tak jasne i intensywne, że Louis czuł iż jego kolana miękną.
Próbując odzyskać trochę opanowania, Louis wymamrotał słabo. – Pomóżmy twojej mamie.
Rzeczy, które Harry Styles z nim wyprawiał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz