Harry jest tak cholernie niewinny i to sprawia, że ludzie chcą go rujnować. To sprawia, że Louis chce go rujnować. Harry ma obsesje na punkcie robienia wianków z kwiatów (wszystkie w różnych kolorach. Różne odcienie różowego i fioletowego, i czerwonego, i niebieskiego, i fiołkowego i – Boże! On nawet ma wianek z białych kwiatów, które sprawiają, że wygląda tak zajebiście.), nosi je wyłącznie dlatego, że je lubi. Tylko dlatego, że podoba mu się sposób w jaki wpasowują się wokoło jego głowy jak prawdziwa korona. To sprawia, że czuje się jakby był wreszcie królem czegoś, nawet jeśli jest to tylko królestwo stworzone z winorośli, drzew i kwiatów (nie lubi o tym rozmawiać, ale Louis wie, że kiedy Harry wygląda przez sięgające od podłogi do sufitu okna, w jego (ich) mieszkaniu zbyty długo, to myśli o tym jak szybko jego królestwo gnije, zmieniając się w nic, zmienia się w rozgniecione płatki róż).
Harry lubi o sobie myśleć jak o dziecku kwiatów – królu kwiatów.
(Louis uważa, że to ujmujące. Jego przyjaciele myślą, że Harry zniknie.)
Ale Harry – Harry jest tak cholernie łatwy do kochania, to właśnie ta rzecz. On kocha wszystkich i wszystko jednakowo, nie obchodzi go jak ktoś wygląda. Nawet nie mrugnął, kiedy Louis – z jego czerwonymi, jasno czerwonymi włosami, skórą pełną ciemnego atramentu w kształcie czaszki, krzyża i brzydkich słów, z kawałkami metalu w jego języku, z jego ustami, z jego brwiami. Louis z swoimi oczami obrysowanymi czarną kredką, oczami, które mogą rywalizować z niebem, powiedział mu, że naprawdę, naprawdę lubi jego kwiaty. Nie myślał nawet przez chwilkę, że Louis może chcieć się z nim zadawać (Louis nie chciał, choć naprawdę lubił kwiaty). On po prostu odwrócił się do Louisa, miał jasne i szczęśliwe oczy, uśmiechał się jakby zdobył coś ważnego. Powiedział dziękuje, jakby to był najlepszy komplement, i natychmiast się przedstawił.
(- Cześć! Jestem Harry. Jak masz na imię?
- Louis. Jestem Louis.
- Więc, Louis. Założysz ten wianek, który właśnie skończyłem? Możesz być moim drugim królem, jeśli chcesz.
- Ale czego będziemy królami, Harry?
- Wszystkiego Lou. Wszystkiego.)
Kiedy Harry kocha, to jest przerażające i bezwzględne – owija się wokół ciebie jak mgła.
A kiedy Louis kocha, to jest zaborcze i wymagające – połyka cię w całości.
(Ale kiedy oboje kochają, jest niepodobnie do niczego co czuli wcześniej, jak spadające gwiazdy na pustym niebie, jak ogień rozprzestrzeniający się w lesie, jak deszcz uderzający o chodnik pierwszy raz w roku. To jak zakochać się w huraganie, gdy słońce świeci i nie ma chmur w zasięgu wzroku. Gdy kochają to jest niesamowicie wspaniałe, olśniewające, okrutne i nowe.)
(Kiedy kochają, to z wzajemnością.)
|FIYH|
Za pierwszym razem kiedy się kochają, są w łóżku Harry’ego, pod białymi, migoczącymi lampkami choinkowymi, które Harry zawiesił nad ramą łóżka.
( - To pomaga mi widzieć w nocy, Lou. Nie śmiej się! Sprawia, że czuje się mniej samotny – mówi. Loki wchodzą mu w oczy, a wianek z kwiatów wisi niebezpiecznie nisko z boku głowy. Przygryza swoją wargę czekając, aż Louis powie coś, a Louis po prostu… Louis patrzy na niego jakby był czymś innym, czymś znakomitym, i nie może powstrzymać gigantycznego uśmiechu, który wstępuje na jego twarz.
- Cholera, Hazz, jesteś taki uroczy. Chodź tu – szepcze. Poprawia wianek, tak, że już nie opada, odgarnia loki Harry’ego, aby móc zobaczyć jego oczy, pociera kciukiem jego dolną wargę. A potem przyciska spierzchnięte usta, które posiadają wszystkie jego tajemnice, lekko do ust bruneta, Ręce Harry’ego są niebezpiecznie nisko na biodrach Louisa, i mruczy coś o ‘łóżku’)
Leżą na białym prześcieradle, które ociera o ich ciała, ochładzając ogrzaną skórę Louisa. Prześcieradło przylega do jego ciała jak ręce Harry’ego do jego ramion, jego paznokcie wbijają się w skórę, pozostawiając gwiazdozbiór na plecach Louisa, plamiąc słowo ‘Harry’ na jego skórze, wśród gwiazd, półksiężyców, siniaków i malinek. Harry rzuca kolanami, z głową odrzuconą do tyłu eksponując szyję, jęcząc imię Louisa ( i cholera jeśli Louis chce tylko, aby Harry powiedział jego imię jeszcze raz. Chce, aby Harry powiedział jego imię dokładnie tak samo, w kółko, brzmiąc jakby mówił coś czczonego, coś pięknego, coś wartego.) i Louis przyciska swoje usta do bladego miejsca oferowanego ciała, przesuwając zębami po nim, ciesząc się, kiedy Harry wstrzymuje oddech. (I Louis wie, że to naprawdę dziwne dziwactwo, ale kocha, kiedy Harry nosi wianek z kwiatów. Uwielbia sposób, w jaki spada on powoli z jego loków, każdego razu, kiedy pchnie w niego zbyt mocno. Kocha kiedy krwistoczerwone płatki powoli spadając na białą pościel, kocha jak wianek, który zrobił Harry rozpada się.)
Przewraca się tak, że jego ciało przykrywa Harry’ego, a jego usta wciąż są na jego szyi, pozostawiając jasnoczerwone miejsca na skórze, które nie blakną przez co najmniej tydzień, ( ma nadzieje, że ktokolwiek to zobaczy, będzie wiedzieć, że to Louis, że Harry należy do niego), i Harry wije się pod nim, tworząc te wszystkie grzeszne dźwięki, które Louis chce uchwycić i odtwarzać w kółko. Harry rzuca głową z boku na bok na poduszce, wyginając plecy za każdym razem, kiedy Louis trafił w odpowiedni kąt, jego usta otwierając się i zamykają jakby chciał coś powiedzieć, ale jego myśli uciekają w postaci jęków. Porusza ręką płasko po zagłówku, próbuje być bliżej ciała Louisa, próbuje być z Louisem bliżej, głębiej.
- Cholera, Hazz, jesteś taki piękny… pode mną, taki gorący. Jesteś taki piękny – mówi Louis jednym tchem, obserwując usta Harry’ego, nieprzyzwoicie czerwone, jego oczy są szeroko otwarte, jakby nie mógł uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Że to on i Louis, i są tutaj, żyją ( i Louis może powiedzieć, bo kurwa nic nie jest bardziej surrealistycznie niż tamten moment, nic nie jest lepsze niż Harry owinięty w około niego.)
- Lou, Lou, Ja…. kurwa, więcej? Proszę, więcej…
Louis może zrobić wszystko dla tego chłopca, jest gotów oddać wszystko dla niego, jeśli tylko może trzymać nogi Harry’ego do końca życia, gładka skóra pod rękami, które zrobiły wiele krzywdy, skrzywdziły wielu niewinnych ludzi. Sunie rękami po udach Harry’ego, aż do jego kolan, oddycha krótko.
- Jesteś gotowy, Hazz?
Pcha, aż Harry jest prawie zgięty w pół, z kostkami przy głowie Louisa, oddycha chrapliwie, Louis posuwa się powoli z dół, uśmiechając się szelmowsko, zanim pieprzy Harry’ego na poważnie.
Harry blokuje wszystkie nieproszone dźwięki wychodzące z jego ust, za każdym razem kiedy Louis pchnie mocniej, aż zagłówek uderza o ścianę; on pozwala uchodzić tylko malutkim dźwiękom, które brzmią tak głośno w ciszy, obijając się od ścian i grając w ich głowach jak orkiestra. Harry jest tak zagubiony, że nie zdaje sobie sprawy, że to on robi ten hałas, ale kiedy już wie, szybo przesuwa swoją dłoń na usta. Ale Louis zatrzymuje go małym warknięciem.
- Nie przestawaj, chce cię usłyszeć – Splata ich palce razem. Jego wytatuowane palce kontrastują znakomicie z tymi czystymi i bez zarzuty, Harry’ego.
Czasami Louis uważa, że ręce Harry’ego są jak pistolety. Sposób w jaki smakują, jak metal w jego ustach, sposób w jaki są tak gładko nacięte, tak mechanicznie, w sposób w jaki Louis nigdy nie doświadczył. Uważa, że ręce Harry’ego są jak pistolety, ponieważ mają przerażającą cierpliwość do niego, grzeszne w sposób przemawiając do rozsądku Louisa. Każda pieszczota pozostawia kule pod jego skórą, i modli się, żeby Harry nigdy ich nie znalazł. Ręce Harry’ego są jak broń, sposób w jaki ciągnie za spust i strzela w serce Louisa.
- Kurwa, Lou. Właśnie… kurwa. Kocham cię. Kocham cię tak bardzo…ugh – Oczy Harry’ego rozszerzając się, kiedy dochodzi niespodziewanie, oddycha nierówno. Po jego ciele przechodzi dreszcz za każdym ruchem Louisa, ale łapie się go i mówi – Rób to dalej, dopóki nie dojdziesz też, okej?
I, kurwa. Jak Louis może nie jęczeć na to głośno? Gryzie szyje Harry’ego, pcha jeszcze trzy razy i dochodzi, czuje jak jego serce wybucha w jego piersi, krwawi od ran po kulach, które Harry tam pozostawił. Pot na plecach jest kojący, doszedł na brzuchu Harry’ego i czuje, że to będzie obrzydliwe kiedy wyschnie, ale trzyma ich ciała razem (ale jemu to naprawdę nie przeszkadza). Przewraca się na bok i ląduje obok Harry’ego, oboje leżą, wpatrując się w lampki świąteczne migoczące nad nimi. Spogląda na bruneta i ogląda tańczące cienie na jego twarzy, jego uśmiech jaśniej w słabym oświetleniu.
Wianek z kwiatów jest w części na głowie Harry’ego, płatki zaplątane w pościeli wokoło nich, ale Harry wygląda jakby go to nie obchodziło. Chichocze, gdy chwyta ręce Louisa.
Louis patrzy na niego jakby był czymś wspaniałym, czymś nowym, i czuje kolejną dziurę po kuli w jego klatce piersiowej.
(Chwyta się mocno Harry’ego i nie pozwala kulom pokazać się pod jego skóra.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz