Harry znalazł Louisa w salonie, kiedy kilka dni później wrócił do domu. Zajęcia skończyły się nieco wcześniej i Harry chciał spać, dopóki nie będzie musiał iść do pracy.
Louis leżał rozłożony na sofie, ubrany w spodnie z pidżamy i koszulkę, z lekko poczochranymi włosami.
- Hej – powiedział Harry z przejścia, a Louis uniósł głowę, by spojrzeć na niego z uśmiechem formującym się na ustach.
- Hej – odpowiedział i ponownie opuścił głowę na poduszki. – Zamówiłem chińszczyznę, zostało trochę w lodówce. Weź sobie.
Harry uśmiechnął się i zdecydował poświęcić chwilę na siedzenie z Louisem, więc poszedł do kuchni, by wziąć jedzenie. Gdy otworzył lodówkę i dostrzegł kilka pudełek chińskiego jedzenia, zmarszczył brwi. Nałożył część na talerz i podgrzał w mikrofalówce.
Minęły tylko dwa dni, ale póki co z Louisem żyło się raczej wygodnie. Był miłym i bardzo otwartym facetem. Trochę bałaganił z tego, co widział Harry, ale nie potrzebował wiele. Jego pokój nie był jeszcze umeblowany, Louis musiał sprowadzić rzeczy ze swojego starego mieszkania, ale raczej się tym nie kłopotał. Spędził ostatnie dwie noce na sofie, a Harry wiedział, jak niewygodnie się na niej spało.
Louis jednak nie narzekał.
W ten sposób Harry dowiadywał się różnych szczegółów o Louisie, znajdował go tak skulonego na kanapie w salonie z nosem w książce lub oglądającego kiepskie programy telewizyjne. Tak się składało, że Louis uwielbiał programy rozrywkowe takie jak X Factor lub My Perfect Wedding lub The Only Way Is Essex. A jeśli nie te, urządzał go każdy klasyczny program na ITV4.
Nigdy jednak nie odrzucił szansy rozmowy, więc kiedy Harry do niego dołączał i rozpoczynał temat, Louis zawsze go podejmował i chętnie mówił.
Harry wiedział już, że Louis przyjechał z Doncaster do Manchesteru niemal trzy lata wcześniej. Miał dwadzieścia dwa lata, zdał maturę w wieku osiemnastu i spędził rok w Londynie. Planował tam studiować, ale po tym, jak znalazł pracę pod miastem, stwierdził, że nie podoba mu się to miejsce, więc wrócił do Manchesteru, by studiować tutaj.
Miał cztery młodsze siostry i, z tego co Harry wyłapał z mimiki Louisa, kiedy wspominał ich imiona, kochał je na śmierć. Co, tak właściwie, było całkiem urocze.
Harry tak naprawdę był szczęściarzem, mając Louisa jako współlokatora. Dogadywali się dobrze i Harry miał przeczucie, że będą dobrymi przyjaciółmi.
Harry wyjął talerz z mikrofalówki i wrócił do salonu. W telewizji leciał Jeremy Kyle i Louis akurat się zaśmiał. Z tego, co zrozumiał Harry, kłócono się o to, który mężczyzna był biologicznym ojcem Milindy. Jak zwykle, pomyślał Harry, kiedy wszedł.
- Dlaczego dokładnie mamy w lodówce wystarczająco chińszczyzny dla całej armii chińskiej? – spytał i usiadł na fotelu, zarzucając nogi na podłokietnik, żeby było mu wygodnie.
Louis odwrócił się do niego, leżąc na brzuchu i uśmiechnął się. – Kilka przyjaciół wpadło dziś, żeby pomóc przenieść moje rzeczy i jakoś zamówiliśmy więcej jedzenia, niż byliśmy w stanie zjeść.
Harry podniósł wzrok znad talerza. – Przeniosłeś dziś rzeczy?
Louis kiwnął głową. – Tak. Łóżko, szafa i przeróżne pudła wypełnione moimi rzeczami są wciśnięte w twój pokój gościnny.
- To się stało szybciej, niż oczekiwałem.
- Cóż, miałem dziś tylko jedną lekcję, a Liam trochę naciskał – powiedział Louis.
Harry przełknął. – Liam?
Louis wzruszył ramionami. – Usiadłem z Zaynem. No, właściwie, to on usiadł ze mną – wyjaśnił, jakby byli w liceum i robiło to jakąkolwiek różnicę. – A Liam przyszedł po lekcji, żeby zabrać go do domu. Więc pomogli, a ja zadzwoniłem po kilku własnych przyjaciół i zrobiliśmy to.
Harry zmarszczył brwi, uświadamiając sobie kłębiącą się w nim ciekawość. Chciał wiedzieć, jak wygląda teraz pokój Louisa. Ale nie był pewien, czy nie przekroczyłby tym pewnych granic. Nie miał pojęcia, czy jakieś w ogóle były. Mimo wszystko, kiedy oprowadzał Louisa po mieszkaniu, nie otworzył drzwi do swojej sypialni. Było to coś prywatnego i był to jedyny pokój, który całkowicie należał do niego. Pewnie tak samo było po stronie Louisa, stwierdził Harry.
Stłumił tę ciekawość.
- Co? – zapytał jednak Louis. – Przez co się tak marszczysz?
- Przez nic – powiedział szybko Harry i odłożył pusty talerz na stół. – Liczyłem, ile czasu zostało mi do pracy.
- Pracujesz dziś?
- Tak. Mam w tym tygodniu dwie zmiany i jedną na początku następnego – powiedział Harry, rozciągając się. – W środy jest raczej cicho, więc dam radę, aż znajdę inną pracę.
Louis wydał z siebie dźwięk zrozumienia. – O której zwykle kończysz?
Na twarzy Harry’ego pojawił się szeroki uśmiech, którego nie potrafił powstrzymać. – Czemu? Planujesz na mnie czekać?
Louis posłał mu oburzone spojrzenie, zanim odwrócił twarz do ekranu. – Nie, jestem ciekaw.
Harry cicho się zaśmiał i kopnął swój fotel. – W środy zwykle zamykamy o trzeciej, a ja wracam koło siódmej.
- Co robisz przez te cztery godziny?
- Cóż… sprzątamy po zamknięciu, a ja zwykle muszę czekać na autobus, bo jeżdżą co godzinę tak wcześnie rano. – Harry wzruszył ramionami i odchylił głowę na poduszki. – Więc, no, w domu o siódmej, pod prysznic, szybkie śniadanie i na zajęcia o ósmej.
- To samobójstwo – wytknął Louis.
- Dlatego Liam nalega, żebym znalazł inną pracę.
- Nie jestem pewien, czy zauważyłeś – powiedział po chwili Louis i usiadł – ale oni dwoje zachowują się jak twoi rodzice.
Harry zaśmiał się i odgarnął włosy z twarzy. – Tak, zauważyłem kiedyś. Zayn jest tym opiekuńczym, a Liam tym martwiącym się.
- Nazywasz Zayna tatusiem a Liama mamusią? – Zadziorny uśmiech uformował się na wargach Louisa, a nawet bardziej w oczach. Harry zauważył przy nich zmarszczki i nagle poczuł, jak w żyłach przepływa mu coś w stylu uwielbienia. Odeszło to jednak tak szybko, jak przyszło. – Możesz być ze mną szczery.
- Byłbyś pierwszym, który by się wygadał – powiedział oschle Harry.
- Nie znasz Nialla?
Harry nie potrafił powstrzymać gardłowego śmiechu. – Tak, racja. Ale nie nazywam ich tak.
Louis uniósł brwi z drwiną. – Założę się, że nazywasz. I tak się dowiem.
Harry jedynie tajemniczo się uśmiechnął. – Może są chwile, kiedy ich obu nazywam tatusiami.
Louis parsknął śmiechem i opadł na poduszki, trzymając się za brzuch. – Wyglądasz na kolesia z fetyszem tatusia.
Harry uśmiechnął się, obserwując go, zanim wstał i podniósł talerz. – Prześpię się kilka godzin przed pracą.
Louis odchylił głowę, by na niego zerknąć. – Słodkich snów.
Harry wpatrywał się w niego, gdy Louis obrócił się na kanapie i skupił uwagę na Jeremym Kyle’u i jego gościach, którzy na końcu mieli się dowiedzieć, kto naprawdę jest ojcem Milindy. Jego włosy były poczochrane i Harry zmarszczył brwi na chęć poprawienia ich własnymi rękoma.
Kiedy w ogóle zaczęły się u niego takie myśli o włosach Louisa? Nigdy nie kłopotał się poprawianiem swoich, więc dlaczego miałby to robić z jego włosami?
Kręcąc głową, poszedł do pokoju i rozebrał się do naga, zanim wspiął się pod pościel i zamknął oczy, by trochę pospać.
-
Kiedy Harry wrócił następnego ranka, Louis pił już drugi kubek herbaty. Właśnie wyszedł spod prysznica i miał na sobie jedynie bokserki, jego skóra była lekko wilgotna i zarumieniona, z włosów kapała mu woda.
Przez chwilę Louis rozważał powrót do pokoju. Naprawdę nie chciał, by Harry go takiego oglądał. Nie był aż tak pewien swojego ciała. Ale Harry nie wydawał się być osobą, która żartowałaby z jego brzucha lub zabawnie zaokrąglonych nóg.
Czy może jednak?
Było jednak za późno, kiedy usłyszał cicho otwierane i zamykane drzwi. Harry wszedł do kuchni. Jego włosy jak zwykle były w nieładzie, może nieco większym niż zazwyczaj, czarne jeansy dopasowane, a pomarańczowa koszula nieco za duża. Jego oczy wyglądały na zmęczone, a skóra na bladą.
Louis chciał owinąć go ramionami, przykryć kocem i głaskać go, aż zaśnie.
- Nie śpisz – zauważył Harry, kiedy dostrzegł Louisa.
Louis wzruszył ramionami i wyjął kolejny kubek, by przygotować mu herbatę. – Zajęcia o ósmej.
Harry jęknął i Louis przypomniał sobie, że chłopak również zaczyna wtedy zajęcia.
- Wolałbyś może kawę?
- Tak, proszę. – Harry usiadł przy stole i wyciągnął swoje długie nogi. Louis nie mógł się powstrzymać od zerknięcia na nie. Zauważył, że Harry również na niego patrzy, więc szybko odwrócił się po cukier i mleko.
- To dość zabawne – powiedział Harry i jego głos brzmiał na tak zmęczony, na jakiego chłopak wyglądał.
- Co? – spytał Louis, wlewając wodę do kubka.
- Że przyłapuję cię prawie nagiego w kuchni.
Louis odwrócił się i uniósł brew. Jak się okazało, Harry jednak był taką osobą. Louis musiał zachować się w ten sposób, nie mógł pozwolić sobie na okazanie niepewności. – Masz coś przeciwko?
- Nie, nie bardzo – odpowiedział Harry i pochylił się, kiedy Louis ułożył przed nim kubek. Uśmiechnął się z wdzięcznością. – Po prostu zazwyczaj to mnie przyłapuje się nago. Lub prawie nago.
- Cóż, na moją obronę mogę powiedzieć, że właśnie wyszedłem spod prysznica.
Harry uśmiechnął się i Louis uwielbiał w tym geście widok pełni życia; zmęczenie nieco zaniknęło. – Ja nie potrzebuję obrony. Lubię być nagi.
Louis zakrztusił się powietrzem i zakaszlał. Za dużo informacji, zbyt wyraźne wyobrażenia w myślach. Szybko chwycił kubek i napił się nieco herbaty, parząc sobie język. Przygryzł go, by nie wydać z siebie żenującego dźwięku.
Harry wstał, śmiejąc się. – Tylko cię ostrzegam. Właściwie jestem zdziwiony, że jeszcze się to nie stało.
- Tak, um – odpowiedział Louis, nie będąc pewnym, co powinien powiedzieć. W myślach przewijały mu się wyobrażenia, których nie powinno tam być i odbierało mu to możliwość tworzenia spójnych zdań. – Dzięki za ostrzeżenie – wydusił w końcu.
- Muszę się pospieszyć, autobus za pół godziny – powiedział Harry i przeciągnął się, przez co jego pomarańczowa koszula nieco się uniosła, ukazując jego bladą, delikatną skórę. I atrament – Louis dostrzegał kolejny czarny ślad tuż nad jego kością biodrową . Kiedyś będzie musiał spytać go o jego tatuaże.
Próbował skoncentrować się na tym, co powiedział Harry i uświadomił sobie, że mówi on o autobusie, którym Louis również miał jechać.
- Mogę cię podwieźć – powiedział. – Jadę samochodem.
To było kłamstwo, całkowite kłamstwo. Planował jechać autobusem, ale jeśli miało dać mu to więcej czasu spędzonego z Harrym i znaczyło, że chłopak będzie miał czas, by odpocząć, Louis był gotów zmienić swoje plany.
- Masz samochód?
- Tak, nic szczególnego, ale jeździ – powiedział Louis.
- Cóż… jeśli nie masz nic przeciwko. – Harry zaakceptował propozycję. – To da mi więcej czasu.
- Żaden problem. – Louis opróżnił kubek i zabrał go razem z tym go Harry’ego do zlewu. – Pojedziemy za czterdzieści pięć minut.
Harry nie powiedział nic więcej, zanim zniknął w łazience.
Louis został w kuchni i przez chwilę zbierał się w sobie, zamykając oczy i odchylając głowę. Był największym głupcem stąpającym po tej planecie, minęły tylko trzy dni, a Louis już ulegał Harry’emu.
Właściwie dopiero poprzedniego dnia doszło do Louisa, że Harry może wcale nie być gejem. Nie było niczego, co by na to wskazywało. Louis podrywał go w klubie i po tym, przez pomyłkę Nialla, stwierdził, że Harry miał chłopaka. Ale tak naprawdę Harry nie był z nikim w związku. Nie miał również dziewczyny, ale to nic nie dawało.
Louis nie mógł być pewien orientacji Harry’ego. Mimo że raczej miał wprawę w rozpoznawaniu gejów. Póki co nigdy nie podrywał heteroseksualisty, co oszczędziło mu wiele zażenowania.
Ale zawsze musiał być ten pierwszy raz.
I w tym przypadku Harry prawdopodobnie był pierwszym.
Louis naprawdę miał nadzieję, że tak nie było. Chciał mieć przynajmniej małą szansę. Jeśli Harry okazałby się hetero, Louis ciężko przeżyłby trzy miesiące mieszkania z nim.
Louis był dobry, uwodzicielski i przekonywujący; jednak niewystarczająco, by zrobić geja z heteroseksualisty.
Z westchnieniem Louis przesunął ręką przez mokre włosy, po czym poszedł do pokoju, by się ubrać. Kiedy wyszedł na zewnątrz ubrany w jeansy i bluzę i z ułożonymi włosami, Harry właśnie opuszczał swój pokój.
- Właśnie sobie uświadomiłem – powiedział Louis, zakładając płaszcz – że nie wiem, co studiujesz.
Harry zaśmiał się i założył czapkę na loki. Jego twarz wyglądała blado. – Jesteś szczęściarzem. Uczę się lingwistyki, a to niedaleko od wydziału angielskiego.
- Okej, czyli żadnych objazdów po drodze na zajęcia. – Louis otworzył dla Harry’ego drzwi, wskazując, by szedł pierwszy. Podążył za nim i zamknął drzwi kluczem, który Harry dał mu w niedzielny wieczór.
To, jak łatwo się do siebie przyzwyczaili, było dziwne. Poza faktem, że Harry podobał się Louisowi, wszystko szło gładko. Louis nadal uważał go za dziwaka, ale dziwaka w dobrym tego słowa znaczeniu. Harry niczego nie komplikował i dlatego łatwo się z nim mieszkało. Nie miał nic przeciwko praktycznie niczemu i nie przeszkadzały mu chaotyczność i bałaganiarstwo Louisa. Nie narzekał, kiedy Louis zostawił kubek po herbacie na stole w salonie, zapominając zabrać go do kuchni i wydawał się nie kłopotać tym, że Louis nigdy nie sprzątał salonu lub łazienki. Zamiast tego bez słowa przywracał wszystko do ładu, do sposobu, w jaki wszystko mieć chciał.
Z tych powodów Louis zdecydował się na mieszkanie samemu. Myślał, że mieszkanie z kimś, będzie oznaczało bycie usłużnym drugiej osobie. Ale Harry sprawiał, że wszystko było łatwe. Minęły tylko trzy dni, ale Louis czuł, że wszystko jest już tak, jak będzie przez nadchodzące trzy miesiące.
I podobało mu się to. Harry był idealną osobą do dzielenia mieszkania. Jeśli wykluczyć jego dziwactwo (które dla Louisa było niesamowicie urocze) i fakt, że naprawdę było ono urocze oraz że chłopak podobał się Louisowi.
Opuścili dom i Louis prowadził Harry’ego w miejsce, gdzie zaparkował samochód poprzedniego dnia, po ostatnim przejeździe do swojego poprzedniego mieszkania i mieszkania Nialla, by zabrać swoje rzeczy.
Harry uniósł brew, patrząc na małego, starego Volkswagena Polo. – Nic szczególnego nie było niedopowiedzeniem.
Louis wzruszył ramionami. – Lepiej nie narzekaj, kiedy oddaję ci przysługę.
- Ustalam tylko fakty.
- Jesteś niemiły dla Henry’ego.
Twarz Harry’ego rozświetliła się uśmiechem, gdy wsiadł na miejsce pasażera. - Twój samochód ma na imię Henry?
- Miał na imię Harry – zakpił Louis, uruchamiając silnik. – Ale moja najmłodsza siostra źle zrozumiała i zawsze nazywała go Henrym. Więc teraz to Henry.
- Jesteś świadomy, że Henry jest prawdziwym imieniem tylko dla odkurzacza?
- Tego czerwonego, okrągłego z uśmiechniętą buźką, tak?
- Dokładnie. Mamy taki w mieszkaniu. Mówię na wszelki wypadek, gdyby kiedykolwiek przeszło ci przez myśl, że chciałbyś posprzątać okruszki z ciastek, które wysypujesz na dywan. – Harry siłował się z pasem bezpieczeństwa i uśmiechnął do Louisa.
- Posprzątałbym, gdyby była to Hetty. – Louis wzruszył ramionami i bezradnie westchnął. – Obawiam się, że jestem w stanie pracować jedynie z odkurzaczem Hetty.
- Powinienem był wiedzieć, że wolisz różową wersję. To szablonowe i w ogóle.
- Nie rzucaj mi tu szablonami. Poza tym, Henry jest facetem – wykłócał się Louis. – I mimo że robisz wszystko przeciw szablonowi heteroseksualisty, spędzając czas na sprzątaniu i pieczeniu, to tak naprawdę kobiece sprawy. Dlatego też odkurzacz powinien mieć żeńskie imię.
Harry wydawał się to rozważać. – Więc twój samochód powinien mieć żeńskie imię. To takie babskie auto. Jaki mężczyzna kupuje Polo?
- Mężczyzna z niskim budżetem i mamą, która daje swój samochód synowi po kupieniu nowego. – Louis zatrzymał się na światłach i obaj obserwowali grupę uczniów podstawówki przechodzących przez ulicę.
- Dobrze – powiedział Harry. – Masz rację.
Spędzają resztę drogi w ciszy wypełnionej jedynie muzyką z radia i okazjonalnym ziewaniem Harry’ego.
- O której dziś kończysz? – spytał Harry kawałek przed oddziałem lingwistyki.
- Koło jedenastej trzydzieści – odpowiedział Louis. – A ty?
- Tak samo. W każdy czwartek jem lunch z Zaynem i Liamem. Przyjdziesz też?
Louis na moment się zawahał. – Zayn jest na moich zajęciach od dziesiątej do dwunastej. Może lepiej najpierw go spytam. Nie chcę, żeby pomyślał, że zaczynam śledzić jego, kiedy będę szedł za nim na lunch.
Harry zaśmiał się ponownie pomimo zmęczenia, jego policzki nie wyglądały już tak blado i Louis chciał przesunąć palcem po jego lewym dołeczku. – Lepiej z nim porozmawiaj. Może cię przyprowadzić.
- Dobrze, pewnie.
Harry uśmiechnął się i odpiął pas. – Dzięki za podwiezienie, do zobaczenia na lunchu.
- Nie zaśnij – powiedział jedynie Louis i uniósł dłoń, gdy Harry zatrzasnął drzwi i odszedł chodnikiem.
Louis ponownie wjechał na ulicę i głęboko westchnął.
Będzie miał załamanie nerwowe, jeśli Harry okaże się być hetero. To było pewne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz