niedziela, 1 grudnia 2013

164

Harry i ja popadliśmy w pewnego rodzaju rutynę. Większość nocy spędzałem u niego, tuż po tym, jak kończyłem pracę, zaś niekiedy spotykaliśmy się także w weekendy, wyskakując na wspólny obiad, czy bardziej romantyczną kolację. Byliśmy szczęśliwi, a wszystko wydawało się być obojga nadzwyczaj wygodne. Styles przeznaczył również dla mnie niewielką szufladę w swoim mieszkaniu, abym mógł trzymać w niej kilka koszulek na wypadek, gdybym zaspał następnego ranka i mógł przebrać się w coś czystego, by potem od razu udać się na uniwersytet. Zostawiłem także swoją szczoteczkę w jego łazience, ponieważ gdy tylko się budziliśmy, mieliśmy w zwyczaju brać wspólny prysznic, taki rodzaj przyzwyczajenia.

Niall i Liam ostrzegali mnie, bym tak się nie przywiązywał, ta historia sama wydawała się odtwarzać, ponieważ serio, jaki był cel w zakochiwaniu się w kimś, kto miał mnie opuścić w przeciągu zaledwie kilku następnych miesięcy. Zatrzymanie tego było rzeczą wręcz niemożliwą. Nie sądzę, że mógłbym zahamować wzrastające uczucie względem Harry’ego, choćbym nie wiem jak bardzo tego chciał. Szczerze mówiąc, w ogóle tego nie chciałem. Pragnąłem jedynie brać tyle, ile tylko mogłem, zanim ten mnie nie opuści tak, jak wielu innych przed nim.



~*~



- Boże, wyglądasz niesamowicie, Lou – rzucił Harry, kiedy nieomal nie potknęliśmy się, starając się dostać do jego mieszkania po romantycznej kolacji. – Nie masz najmniejszego prawa siadać po drugiej stronie stolika, jedząc swoją porcję deseru tak pociągająco, jak to tylko jest możliwe, do tego wyglądając tak cholernie seksownie. Doprowadzasz mnie tym do jebanego szaleństwa.

Zaśmiałem się cicho. – Jesteś taki wulgarny. Cholera, Haz, nigdy w życiu nie spotkałem osoby, która przeklinałaby tak, jak ty, jesteś niepoważny.

- Moje, jak ty to ująłeś – wulgarne - usta potrafią uczynić o wiele, wiele więcej – wymamrotał, agresywnie wpijając się w moją szyję, zaś ja jęknąłem na jego niezbyt subtelny dotyk.

- Czy ty kiedykolwiek nie jesteś napalony?

Chłopak zachichotał, delikatnie przygryzając miękką skórę. – Na pewno nie wtedy, gdy jesteś blisko – odparł, po czym agresywnie naparł swymi wargami na moje, jedynie na moment przerywając pocałunek, by tylko zerwać ze mnie koszulkę. – Jesteś taki gorący, Louis.

- Harry… - zacząłem, jednak ten ponownie złączył nasze usta w namiętnym tańcu, zaś jego dłonie tworzyły sobie palącą ścieżkę po mojej nagiej piersi. Jęknął wprost w moje napuchnięte wargi, a ja sapnąłem, gdy naparł na mnie swym spragnionym ciałem, dotykając mnie dosłownie wszędzie, rozpaczliwie ciągnąc w stronę sypialni, nerwowo szarpiąc za ubrania, zbytnio nie przejmując się o ich późniejszy stan.

- Chcę cię posmakować, Lou – jęknął, gdy tylko popchnął mnie na materac, zaś ja kręciłem się w kółko, by dać mu odrobinę miejsca.

- Kurwa, tak. Harry, proszę – wykrztusiłem z siebie, gdy ten szarpał się z zapięciem paska, po chwili jednym, szybkim ruchem ściągając go wraz ze spodniami i zbyt ciasnymi już bokserkami.

- Spójrz na siebie, cały gotowy tylko dla mnie. – jego oczy były ciemne z pożądania, kiedy spotkały się z moimi. Uśmiechnął się figlarnie, prędko wyślizgując się z mojego wnętrza, lekko przejeżdżając językiem po dolnej wardze, po czym ponownie pochylił się, by złożyć na mych wargach namiętny pocałunek. – Jesteś tak cholernie idealny, Lou. Czym sobie na ciebie zasłużyłem? – odparł, zaś ja zachichotałem, gdy pocałunkami zjechał w dół szyi, liżąc i nadgryzając delikatną skórę.

- Nie jesteś taki zły, Haz – odpowiedziałem i poczułem, jak uśmiecha się, tym razem krążąc językiem wokół mojego sutka, który niemiłosiernie twardniał pod każdym jego najmniejszym dotykiem. Jego wargi powoli kontynuowały swą wędrówkę w dół klatki piersiowej, zęby drażniły fakturę szczupłych bioder, a ja zadrżałem pod nim, niecierpliwie czekając na więcej.

Szarpnąłem biodrami ku jego niemu, kiedy ustami zlizał kropelkę nasienia, jednakże jego dłonie skutecznie pozbawiły mnie możliwości do dalszych działań, silnie zaciskając się na biodrach, nieruchomo utrzymując je na łóżku. – Nie ma potrzeby uciekania w zbędną desperację, Lou – odrzekł, uśmiechając się bezczelnie i wpatrując się we mnie, przejeżdżając językiem po całej mojej długości, ostatecznie oplatając usta wokół mnie, świdrując nim wokół główki.

- Och, kurwa, Harry, to jest – ugh, Boże – sapnąłem, wypuszczając lekko chropawy jęk, gdy chłopak pochwycił mnie głębiej. Próbowałem wypchnąć biodra, lecz prędko przytrzymał mnie w miejscu, a moje dłonie odnalazły jego włosy, delikatnie ciągając pojedyncze loczki, tym samym popychając go w dół. Niemalże krzyknąłem, gdy poczułem, jak uderzyłem o tył jego gardła, spodziewając się, iż Harry zakrztusi się i wycofa, jednakże ten jedynie wziął go ponownie z zapadniętymi policzkami, by pomieścić wewnątrz całą długość, ostatecznie puszczając mnie, tak, że swobodnie mogłem pieprzyć jego słodkie usta, posuwając biodrami coraz dalej, podczas gdy jego język wciąż doskonale wirował wokół mojej główki. Pociągnąłem chłopaka za włosy, czując przyjemne ciepło kumulujące się w podbrzuszu.

- Zaraz dojdę, Harry – wymamrotałem, oczekując, iż ten się odsunie, jednakże na przekór temu, jedynie kontynuował swe ruchy z jeszcze większym zaangażowaniem, pochłaniając mnie jeszcze głębiej, niż uprzednio, zgodnie przełykając wszystko, co dla niego przygotowałem.

Odsuwając się, figlarnie oblizał usta, tak cholernie pociągająco przesuwając językiem wzdłuż dolnej wargi, po czym nachylił się, przyciskając swe usta do moich, dzieląc się słonawym smakiem utrzymującym się w jego wnętrzu.

- Pomyślałem, że jutro moglibyśmy udać się na plażę – odrzekł, uśmiechając się delikatnie, gdy odciągnąłem kosmyk włosów opadających na jego cudowne oczy.

- Porozmawiamy o tym, kiedy to ja zajmę się tobą – odpowiedziałem, sięgając dłonią do klamry jego skórzanego paska.



~*~



Randka na plaży była wręcz idealna. Harry na cały dzień wynajął samochód oraz zorganizował mały piknik, ładując wszystko na tył auta, całując mnie na masce samochodu, zanim nie odsunął się, otwierając drzwi, gestem zapraszając mnie do środka.

- Pański królewski wierzchowiec, panie Tomlinson – odparł, uśmiechając się szeroko, po czym zaśmiał się, wskakując na siedzenie kierowcy.

Prześpiewaliśmy całą drogę. Harry ustawił stację grającą przeboje lat osiemdziesiątych do czasu, gdy nie dotarliśmy do opustoszałej plaży. Było dość chłodno, jednak kiedy położyliśmy się na piasku, uczucie nieprzyjemnego wiatru prawie nam nie doskwierało, zaś gdy wskoczyliśmy do wody, kompletnie o nim zapomnieliśmy. Byłem zauroczony blaskiem tafli wody, oświetlającej twarz chłopaka, a także jego nagą pierś, sprawiającej, iż ten nie mógł wyglądać piękniej. Widok tak idealnej osoby, stojącej tuż przede mną, dosłownie zwalał mnie z nóg. – Co? – rzucił, kiedy ujrzał, że cały czas wpatruję się w niego, zaś ja jedynie uśmiechnąłem się, potrząsając głową.

- Nic – wymamrotałem. – Tak tylko myślę, jak zabawnie wyglądałaby twoja twarz, gdybym cię teraz podtopił.

- Nawet się nie waż – odparł, powoli odsuwając się ode mnie, lecz wziąłem głęboki wdech i rzuciłem się na niego, wciągając go pod wodę razem ze mną. Przez chwilę szarpał się, zanim nie przyciągnął mnie do siebie, złączając nasze usta w niechlujnym pocałunku. Wynurzając się na zewnątrz, oderwaliśmy się od siebie, cichutko się śmiejąc.

- Na filmach wygląda to znacznie lepiej – odpowiedziałem, zaś Harry jedynie szeroko się uśmiechnął.

- Czas na piknik? – zasugerował, a ja przytaknąłem, podążając za nim w stronę plaży, gdzie owinęliśmy się ręcznikami, tym samym chroniąc się przed chłodnym powiewem wiatru. Następnie opalaliśmy się w cudownym słońcu, pałaszując kanapki, które rankiem przygotował Harry.

- Jest wspaniale, Harry – odparłem, odwracając się i spoglądając na niego, zaś chłopak uśmiechnął się, nieco smutnie.

- Czasami pragnę, by to nigdy się nie skończyło – przyznał, a ja poczułem wzrastającą gulę w gardle.

- Ja też.



~*~



Tydzień później, Harry obudził mnie słodkim pocałunkiem w usta. Przewróciłem się z boku na bok, by móc spojrzeć mu w twarz, wciąż senną, choć uśmiechniętą w najpiękniejszy na świecie sposób.

- Dzień dobry, przystojniaku – mruknąłem, mierzwiąc jego włosy, zaś ten cicho zachichotał. Pomyślałem wtedy, iż jego śmiech był najcudowniejszym dźwiękiem, jaki kiedykolwiek słyszałem i pragnąłem słuchać go do końca mego życia, budzić się przy nim przez resztę moich dni.

- Dobry, seksowna istoto* - odpowiedział, na co roześmiałem się głośno.

- Śniadanie? – spytałem, zaś Harry delikatnie potrząsnął głową.

- Chcę ciebie na śniadanie. – zaśmiałem się i pochyliłem w przód, by złączyć nasze wargi w czułym pocałunku. – Proszę, Louis, jestem taki napalony – kontynuował, a ja jęknąłem, gdy złożył miękki pocałunek tuż za moim uchem.

- Jak możesz być tak napalony o tak wczesnej porze dnia? Dopiero co wzeszło słońce.

- Byłem znudzony, czekając aż się obudzisz i zacząłem wyobrażać sobie… pewne rzeczy – odpowiedział, przejeżdżając ustami wzdłuż linii szczęki.

- Jakiego rodzaju rzeczy? – wymamrotałem, lekko odwracając głowę, tym samym dając mu lepszy dostęp, zaś ten uśmiechnął się figlarnie.

- Mógłbym przysiąc, iż jesteś absolutnie niezwykły w ujeżdżaniu kutasów**, Lou – rzucił, a ja wypuściłem drżący oddech, słysząc pewność siebie w jego głosie. Nigdy nie rozumiałem, jak Harry potrafił być tak niewiarygodnie pewnym tego, co mówił, przyprawiając mnie o totalny mętlik w głowie, gdy tylko znajdowałem się w pobliżu. Nie umiałem się kontrolować, kiedy ten stawał się niesamowicie seksowną bestią o nieprzyzwoicie niskim głosie i dłońmi w każdym, możliwym miejscu. – Poważnie, twój tyłek jest najbardziej idealną rzeczą, jaką kiedykolwiek w życiu widziałem. Chcę, żebyś mnie pieprzył, kotku – jęknął, gorączkowo pociągając za gumkę moich bokserek, podczas gdy ściągał swoje, zsuwając się na łóżku, by całkowicie zsunąć je z nóg. Zachichotałem na akt jego desperacji, kiedy to ponownie przycisnął swe usta do moich, przewracając nas tak, iż siedziałem okrakiem na jego wąskiej talii. Warknął, wypychając biodra ku moim, zaś nasze erekcje ocierały się o siebie nawzajem, wywołując wspaniałe tarcie. – Kurwa, pospiesz się, Lou.

- Cierpliwości, Haz, wszystko w swoim czasie – szepnąłem wprost w jego spierzchnięte wargi, sięgając po lubrykant, którego Styles nawet nie silił się chować w szufladzie, zwyczajnie kładąc go na stoliku nocnym obok. Prędko pokryłem palce lepką substancją, po czym sięgnąłem za siebie, wsuwając dwa palce do środka, delikatnie krzyżując je, stopniowo rozluźniając mięsień. Sapnąłem i zamknąłem oczy, gdy otarłem się o najczulszy punkt, po czym spojrzałem na Harry’ego oraz dłoń oplątującą erekcję, pocierającą całą długość to w górę, to w dół.

- Proszę, Louis – wykrztusił z siebie i przytaknąłem, nagle rozpaczliwie pragnąc poczuć go w sobie, sprawiając przy tym uczucie całkowitego wypełnienia. Uniosłem się, ustawiając się nad nim, zanim powoli nie zacząłem się ześlizgiwać, zamykając oczy i ciężko przełykając, gdy subtelnie zanurzył się we mnie, delikatnie mnie rozciągając. Była to idealne połączenie przyjemności i odrobiny ostrego bólu, do którego przyzwyczaiłem się w ciągu kilku poprzednich lat. Nowa pozycja wysyłała ogromne fale rozkoszy, tak silne, że z ledwością zdołałem się poruszyć, będąc całkowicie obezwładnionym przez uczucie Harry’ego napierającego na mnie tak głęboko, sprawiając wrażenie bycia częścią mnie. Poczułem jego delikatne pchnięcia, na co się uśmiechnąłem, wysuwając się z niego, po czym ponownie się opuszczając, w tym samym czasie zderzając się z jego biodrami, wywołując tym wybuch ekstazy, która sprawiła, iż miałem ochotę krzyczeć.

- Szybciej – sapnął, zaś ja skinąłem głową, poruszając się nad nim, z rękoma owiniętymi wokół jego ramion, podczas gdy chłopak uderzał swymi przyspieszonymi oddechami o fakturę mojej szyi. – Boże, jesteś taki dobry, Lou.

Ledwo co mogłem wymamrotać cokolwiek, będąc owładnięty uczuciem pulsującym w każdym zakamarku mego ciała, z członkiem ocierającym się o spocone ciała, jak również uczuciem Harry’ego we mnie, jego erekcją uderzającą o ten cudowny punkt z każdym, kolejnym pchnięciem. – Harry, jestem tak blisko – zdołałem wykrztusić kilka słów, zanim to kolejne warknięcie nie wypłynęło z mojego gardła, gdy ten nadgryzł skórę na ramieniu. Naraz poczułem, jak napina się pode mną, palcami drapiąc fakturę mych pleców, wyginając się w łuk w nadchodzącym uniesieniu. Bezpośrednio podążyłem za nim, a kędzierzawy chłopak jęknął, czując, jak zacieśniam się wokół niego, pochylając się, by złożyć na mych ustach krótki pocałunek i odgarnąć niesforne kosmyki włosów, opadające na spocone czoło.

Obaj skrzywiliśmy się uczucie pustki, kiedy wyszedłem z niego, opadając na łóżko tuż obok niego, oplątując kończyny wokół jego zmęczonego ciała. – Możemy już coś zjeść? – spytałem, zaś ten zaśmiał się cicho.

- Najpierw prysznic, potem przygotuję ci śniadanie. Zadowolony?

- Brzmi świetnie – odpowiedziałem wyraźnie usatysfakcjonowany przyjętą kolejnością zdarzeń.



~*~



- Chciałbym, żebyś poznał moich przyjaciół – stwierdziłem pewnego dnia, a Harry spojrzał na mnie, leżąc na moich kolanach podczas oglądania filmu. Wyglądał na przestraszonego, zaś ja uśmiechnąłem się uspokajająco.

- Co, jeśli mnie nie polubią? – spytał spokojnie.

- Polubią.

- A co, jeśli nie? - utrzymywał, a ja westchnąłem.

- Myślisz, że będę przejmować się tym, co mówią? Ja ciebie lubię, tak więc wszystko inne nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Oficjalnie, nie da się ciebie nie lubić.

- Łatwo jest tobie tak mówić, Louis, pieprząc mnie każdej kolejnej nocy.

Zaśmiałem się beztrosko, zaś Harry zmarszczył brew. – To nie jest jedyny powód, dla którego cię lubię, Haz. Jesteś zabawny, uprzejmy i idealny.

- Schlebiasz mi, Lou. Jeśli tak bardzo tego pragniesz, poznam twoich przyjaciół. Przecież wiesz, że zrobię wszystko, byleby tylko móc cię uszczęśliwić.

- Owszem – odpowiedziałem, a ten się uśmiechnął.

- Tak więc, chodźmy – rzucił, zeskakując z moich kolan, chwytając płaszcz z wieszaka za drzwiami. – Idziesz?

- Teraz? – spytałem, wstając i podążając za nim w stronę wyjścia. Złapał mnie za dłoń , kiedy wkroczyliśmy na ulicę, a ja uśmiechnąłem się szeroko na ten zwyczajny gest, jaki uczynił bez zastanowienia, splatając razem nasze palce, co dla obojga stało się bardzo komfortowe.

- Nie mogę uwierzyć, że nigdy przedtem nie byłem w twoim mieszkaniu – odparł Harry, gdy pociągnąłem go w stronę schodów prowadzących do mieszkania, w którym wiedziałem, iż Liam wraz z Niallem będą spędzać dzisiejszy dzień.

- Może dlatego, że oznaczałoby to przedstawienie ciebie moim niesamowicie nieznośnym współlokatorom – stwierdziłem oschle.

- A więc dlaczego teraz?

- Mam dość tego, że w twojej lodówce nigdy nie znajdzie się choć odrobina soku pomarańczowego, kiedy jest on jedyną rzeczą, jaką zwykłem pić każdego ranka – odparłem, uśmiechając się złośliwie na widok malującego się oburzenia na jego słodkiej twarzyczce. – Gotowy? – zapytałem i Harry przytaknął, zaś ja pchnąłem otwarte drzwi. – Chłopcy! – zawołałem, na co Liam wychylił głowę znad kuchni.

- Cześć, Lou. Przypuszczam, że ty jesteś Harry? – spytał, odwracając się, by przywitać się z chłopcem stojącym tuż obok mnie, machającym mu niezręcznie.

- To ja – odpowiedział, posyłając nieśmiały uśmiech w stronę bruneta, który opuścił próg kuchni, ściskając z nim swą dłoń.

- Świetnie się złożyło, gdyż nareszcie mam szansę cię spotkać. Louis nie przestawał o tobie mówić, także miło jest wreszcie skojarzyć twarz z nazwiskiem. – delikatnie się zarumieniłem, mając nadzieję, iż żaden z nich nie dostrzeże niewielkiej zmiany w zabarwieniu moich policzków.

- Mnie również jest bardzo miło – odparł Harry, zaś Liam jedynie poszerzył swój uśmiech.

- Na obiad będzie makaron, macie może ochotę? – zapytał, a ja jęknąłem.

- Makaron jest jedyną rzeczą, jaką robisz w tym domu.

- Ja z chęcią się skuszę – odparł entuzjastycznie Harry, kiedy głośno zaburczało mu w brzuchu, na co Liam ponownie się uśmiechnął, powracając do kuchni, utrzymując pieczę nad przygotowywaniem posiłku. Harry odwrócił się do mnie i uśmiechnął. – To prawda?

- Tak, jestem niemalże pewien, że jego kulinarne możliwości rozpoczynają się i kończą wyłącznie na umiejętności ugotowania makaronu – opowiedziałem, gestem zapraszając chłopca do salonu.

- Nie pytam o to… Naprawdę opowiadasz o mnie cały ten czas? – zapytał Harry, nieśmiało się uśmiechając, zaś ja ponownie się zarumieniłem.

- Ach… to. Ja – um, tak, tak sądzę – przyznałem, spuszczając wzrok. Harry przybliżył się do mnie, dłońmi ujmując podbródek, po czym prędko mnie pocałował, delikatnie ocierając swoimi ustami o moje.

- W porządku, chłopcy, koniec czułości, właśnie podano do stołu – rzekł Liam, wchodząc do pokoju i kładąc na stole cztery miseczki z gotowanym makaronem.

- Czy ktoś coś wspominał o obiedzie? – dobiegł do mnie znajomy głos, a ja odwróciłem się, mając przed oczyma niewysokiego blondyna. Harry zachichotał, zaś Niall spojrzał na niego zdezorientowany. – Kto to? – spytał, na co wywróciłem oczami.

- Nialler, poznaj Harry’ego. Haz, to jest mój wiecznie głodny współlokator, Niall.

- Witaj kolego, jesz z nami obiad? – zapytał chłopak, zaś Harry przytaknął. – Tak więc, witaj w rodzinie.



~*~



Harry i ja zatraciliśmy się w błogim zapomnieniu na kilka następnych tygodni, dzieląc czas między moim, a jego mieszkaniem. Przyzwyczaił się do obecności Liama oraz Nialla, prawdopodobnie mógł ich nazwać nawet swoimi przyjaciółmi, przez co byliśmy niesamowicie szczęśliwi. Kolejne dnie upływały na swobodnym leżeniu na łóżku, rozmowach o życiu i rzeczach, jakie były kompletnym gównem, a także tych udanych, przez co obaj byliśmy zdumieni, jak wiele mieliśmy wspólnych wspomnień.

Znaleźliśmy sposób na leżenie, idealnie się do siebie dopasowując i kiedy zawołałem chłopców, by pokazać im nasz wyczyn, ci jedynie zaśmiali się na to, jak zabawnie wyglądaliśmy, z misternie zaplątanymi kończynami i twarzą Harry’ego wtuloną w zagłębienie mojej szyi. – Wyglądacie idiotycznie. – zaśmiał się Niall, a Harry cicho zachichotał. – Tak, czuję się cholernie głupio. – uśmiechnąłem się, gdy jego usta delikatnie przejechały po fakturze szyi, wypowiadając te słowa, następnie całując mnie delikatnie, pokazując tym, iż jedynie żartował, twierdząc, że nie ma nic przeciwko bycia idiotą tak długo, jak ja będę z nim.

Ale jak to wszystkie rzeczy w tym popieprzonym świecie, w jakim dane było nam żyć, były skazane na bolesny i nieunikniony koniec. Uświadomiłem to sobie pewnej nocy, gdy Harry i ja leżeliśmy tuż obok siebie, z jego ręką spoczywającą przy mojej twarzy, podczas gdy kędzierzawy chłopak drzemał spokojnie, a ja ukradkiem spojrzałem na jego nadgarstek. Mój oddech przyspieszył i zacząłem się trząść, nagle panikując z powodu tego, iż nasz czas powoli uciekał, że zostało nam jedynie kilka chwil, zanim Harry nie spotka osoby, z którą wbrew wszystkiemu będzie musiał spędzić resztę swojego marnego życia. Obudził się, słysząc jak płaczę i trzymał mnie, jakby miał być to nasz ostatni raz, przez co poczułem, jak moje serce zaczyna krwawić, ponieważ pokochałem tego drania, jak nikogo innego na tym świecie. Mimo wszystko, nie mogłem mu tego wyznać, bo nawet gdyby od także mnie kochał, mógł mnie kochać jedynie przez następny tydzień.



~*~*~

* ang. sexy thing - nie miałam zielonego pojęcia, jak mogłabym ująć to po polsku

** riding cock - według mnie, samo mówi za siebie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz