niedziela, 1 grudnia 2013

161

I tak właśnie wszystko dało nowy początek reszcie naszego życia. Po kilku długich miesiącach wrócił do mnie Harry, kupiliśmy również swoje własne mieszkanie. Harry nie czuł się zbyt dobrze, wykorzystując odszkodowanie otrzymane po śmierci swej bratniej duszy, jednakże ostatecznie zrozumiał, iż musiał je w pewien sposób wydać, zresztą przecież jego bratnia dusza pragnęła, by był szczęśliwy, prawda? Przeprowadziliśmy się do centrum miasta, osadzając się miedzy dwoma uczelniami. Mieszkanie znajdowało się na drugim piętrze. Sam bowiem nalegałem, by nie było zbyt wysoko, zaś chłopak jedynie się zaśmiał, widząc, jak bardzo uparty byłem podczas poszukiwań odpowiedniego miejsca.

W końcu je znaleźliśmy. Mieściło się ono na jednej z mniej ruchliwych ulic, pokoje zaś były duże i białe. Było ich zaledwie trzy w całym pomieszczeniu, salon, sypialnia oraz łazienka. Było naprawdę przyjemnie, zaś sam czułem się, jakby nasz czas się zatrzymał, jakby każde wspomnienie znikało pomiędzy przeciwległymi ścianami, osadzając się w nich na wieczność, tworząc prawdziwy dom.

Wraz z Harrym nie stanowiliśmy typowej dla większości pary. Łączenie się dwóch nieprzeznaczonych sobie osób było nadzwyczaj dziwne. To nie tak, że staliśmy się obiektem potępienia, ludzie zwyczajnie nie wiedzieli, jak na to reagować, w szczególności, kiedy wciąż nie pozostałem dopasowany. To bowiem stało się powodem, iż nie mówiliśmy o nas zbyt wielu osobom. Owszem, Harry’emu nie podobał się pomysł trzymania naszej „znajomości” w tajemnicy, lecz wprawdzie nie było to tak, jak mogłoby się wcześniej wydawać. Wiedzieli o tym jedynie ci, którzy musieli wiedzieć, między innymi nasi rodzice, czy przyjaciele. Zezwalali nam na bycie razem, zbytnio nie wtrącając się w nasze prywatne życie.

Z powrotem wróciłem na uczelnię i podjąłem kolejną pracę, mimo to, iż nie miałem na to najmniejszej ochoty. Pragnąłem spędzać cały swój czas u boku ukochanego, gdyż wciąż nie byliśmy pewni co do naszej przyszłości. Było wiele rzeczy, o które się martwiliśmy, jednakże staraliśmy się żyć każdym, pojedynczym dniem, ciesząc się każdą, wspólnie spędzoną chwilą, tak, jakby miała być ona naszą ostatnią. Już raz nas rozdzielono, co było najcięższą rzeczą, jakiej musieliśmy się poddać. Teraz korzystaliśmy z każdej okazji bycia razem, odpychając na bok myśl o nieuniknionym rozstaniu. Prawdopodobnie nie było to najlepszym rozwiązaniem, lecz w pewnym stopniu był to rodzaj przedziwnej samoobrony przed otaczającym nas złem. Czasami dziwiłem się, jak mogłem żyć z myślą, jak ciężko przyjdzie mi go ponownie opuścić. Starałem się to ignorować, usilnie próbowałem zapomnieć i nareszcie ruszyć do przodu, tak, jakby wszystko było w najlepszym porządku, jakby Harry i ja mieliśmy być razem na zawsze, żyć szczęśliwie po tym, co nas spotkało, ponieważ zasłużyliśmy na szczęście, prawda? W tak krótkim okresie doznaliśmy tak wiele cierpienia. Rozsądną rzeczą było bowiem zamknięcie tamtego rozdziału i rozpoczęcie nowego.



~*~



Czas nie stanął w miejscu, a ostatnie lata były najpiękniejszymi w moim życiu. Lecz czas uciekał, dając znać licznikowi odliczającemu każdą, kolejną sekundę. Okrutnie przypominał o tym, że świat nie może się zatrzymać i zawiesić nas w danym momencie, przenosząc nas i naszą miłość tam, gdzie moglibyśmy żyć wiecznie. Lecz zegar niemiłosiernie tykał, zaś cyferki widoczne na liczniku nieubłaganie zmniejszały swą wartość. I wtem wtuliłem się w Harry’ego, szlochając, kiedy uświadomił sobie, iż cyferki nie pokazywały już lat, lecz zaledwie pozostałe nam miesiące. Było to w pewnym rodzaju niezwykłe, gdyż spędziliśmy ze sobą tak wiele czasu, mieszkaliśmy razem przez dobre kilka lat, kochaliśmy się w ciągu przeznaczonego nam okresu a myśl, że wkrótce zostaniemy rozdzieleni, była zwyczajnie przerażająca.

Harry spojrzał na mnie, potulnie leżąc na mej piersi, opuszkami palców wyznaczając jedynie jemu znane wzory. Pozostały nam jedynie dwa miesiące i żaden z nas nie był na to przygotowany. Na jego twarzy malowało się zmęczenie, to tak, jakby poddał się cholernemu przeznaczeniu i to bolało bardziej, niż cokolwiek innego, fakt, iż wiedział, że był całkiem bezbronny i nie potrafił nic z tym zrobić. Czułem rozdzierający ból w piersi, gdy tylko spoglądał na mnie swymi przygaszonymi oczami.

- Ile nam jeszcze zostało? – spytał cicho Harry, zaś ja westchnąłem, unosząc nadgarstek, gdzie dłoń frywolnie bawiła się sterczącymi we wszystkie strony loczkami, po czym spojrzałem na mały ekranik.

- Mniej niż dwa miesiące – odpowiedziałem, dłonią z powrotem powracając do jego włosów, delikatnie ciągając za pojedyncze kosmyki, uspokajająco masując jego czoło, lecz było już za późno. Chłopak natychmiastowo zesztywniał pod moim dotykiem, automatycznie odrywając się ode mnie, po czym cicho zaszlochał. – Nie płacz, proszę – szepnąłem, lecz ten zwyczajnie ze mnie zakpił.

- Dlaczego nie? Ty płakałeś.

Ponownie westchnąłem, przeczesując włosy. – Nie chcesz, by te miesiące stały się naszymi najpiękniejszymi chwilami, jakie mieliśmy okazję przeżyć? Nie chcesz odejść, mając w głowie najszczęśliwsze wspomnienia? Wiem, że kiedy odejdę, zachowam w pamięci wszystko, co razem przeżyliśmy. Nie chcę, żebyśmy popadli w głupią desperację.

- Nie jest to takie proste, prawda, Lou? – spytał, a ja pokręciłem głową, czule całując jego włosy, zanim nie spojrzał na mnie ze łzą spływającą w dół jego policzka. Prędko starłem ją palcem, zaś chłopak uśmiechnął się smutnie.

- Nie patrz tak na mnie – odrzekłem, zaś ten zmarszczył brew.

- Jak?

- Jakbyś żałował, że wróciłeś. Jakbyś żałował nas.

- Louis… Nigdy bym tego nie zrobił, wiesz o tym – odparł pewnym siebie głosem. – Kocham cię – kontynuował, po czym nie wytrzymał, chwiejnie opadając na moją pierś z trzęsącymi się od nasilającego się płaczu ramionami.

Wyciągnąłem się, przyciągając go tak blisko, jak było to tylko możliwe, unosząc drżący podbródek i złączając nasze usta w zapalczywym pocałunku, zapewniając, że nigdzie się nie wybieram, przynajmniej na razie. – Jestem tutaj, Harry – szepnął wprost w jego wargi. – Jestem.

Na moment naparł na mnie, następnie niespodziewanie się odrywając i przesuwając na łóżku, kolejno zdejmując swoje bokserki, po czym ponownie przywarł do mnie, pozostawiając za sobą wilgotną linię gorących pocałunków na wewnętrznej stronie mego uda, zanim jego oddech nie owiał prędko wzrastającej erekcji, przesuwając językiem od podstawy członka po sam jego czubek, uśmiechając się, gdy tylko wypchnąłem biodra w jego stronę, pragnąc jego dotyku bardziej, niżeli wszystkiego innego na świecie. Jego usta ponownie spotkały się z moimi i wtedy spojrzał na mnie swymi błyszczącymi od pożądania oczami.

- Jesteś idealny – odrzekł, odgarniając niesforne kosmyki włosów, opadające na niebieskie tęczówki i kolejno całując każdy, zarumieniony policzek, czoło i nos, po czym wtulił się w zagłębienie szyi, kolejno w nim składając mokre pocałunki. Skręciłem się pod nim, chwytając go za barki.

- Harry, proszę. Chcę cię widzieć – wymamrotałem, zaś ten ponownie się odsunął, spoglądając na mnie, tym samym sięgając po lubrykant znajdujący się na niewielkiej komodzie.

- Wszystko dobrze, Lou? – spytał, na co przytaknąłem, ciężko przełykając, powstrzymując się przed potrzebą przyciśnięcia go do swej piersi, już nigdy nie pozwalając mu odejść. Ponownie przywarł do napuchniętych ust, językiem badając każdy, nawet najciemniejszy zakamarek mego wnętrza, podczas gdy wsunął we mnie dwa palce, delikatnie je ze sobą krzyżując.

Sapnąłem wprost w jego wargi, gdy poczułem, jak odnalazł ten cudowny punkt, wysyłając elektryzujące dreszcze przyjemności, rozchodzące wzdłuż kręgosłupa. Uśmiechnął się głupio, umyślnie uciskając prostatę, na co głośnio jęknąłem, rozłączając nasze usta, kiedy gwałtownie wygiąłem się do tyłu, opadając na miękkie poduszki.

- Podoba ci się, Lou? – spytał, bezczelnie się uśmiechając.

- Harry, potrzebuję się, teraz. Boże, tak, ugh.

Chłopak zachichotał, pokrywając się lubrykantem i ustawiając tuż przed moim wejściem. – Tak bardzo cię kocham, Louis – odparł, składając miękkie pocałunki na twarzy, powoli wchodząc do środka, rozciągając mnie, dopóki całkowicie się nie zanurzył.

- Też cię kocham – szepnąłem, gdy zaczął się poruszać, początkowo wykonując powolne pchnięcia, tak, bym mógł się przyzwyczaić do intensywnego doznania, zanim nie przyspieszył, kiedy skinąłem, sięgając dłońmi do jego loczków opadających na spocone czoło, wpatrując się w te zielone tęczówki, w połowie wypełnione bijącą od nas miłością, w drugiej części zaś czystą desperacją i rozdzierającym od środka bólem.

- Lou… Nie sądzę… Po prostu… Nie wiem – wymamrotał, gdy obiema dłońmi chwyciłem jego twarz, trzymając ją tak, jakby była najcenniejszą rzeczą świecie.

- Ja wiem – szepnąłem, kiedy gwałtownie poruszył się we mnie, wydobywając z moich ust zduszony jęk, gdy tylko uderzył w to szczególne miejsce. Jego oczy błyszczały z cząstką czegoś trudno rozpoznawalnego, zaś sam ustawił się tak, że czysta przyjemność uderzała w każdą część mnie przy każdym jego kolejnym pchnięciu.

- Nie zapomnij mnie – załkał i mogłem przysiąc, że w pokoju zapanowała kompletna cisza, tak, że można było usłyszeć rozpadające się na malutkie kawałeczki serce. – Błagam, nawet nie waż się mnie zapomnieć. Nie sądzę, że mógłbym pozwolić ci odejść, wiedząc, że nie będziesz o mnie pamiętał.

Nigdy nie słyszałem, żeby Harry o coś błagał, a to rozdzierało mnie z każdej, możliwej strony. – Harry, ja…

- Proszę, Louis… Obiecaj, że nigdy mnie nie zapomnisz.

Rozpaczliwie przytaknąłem, zatracając się w mieszaninie bólu i przyjemności płynących wzdłuż moich żył, krzycząc, kiedy osiągnąłem upragnione spełnienie. Harry doszedł krótko po mnie, opadając na moją pierś, starając się unormować oddech. Mogłem poczuć łzy skapujące z jego policzków, dlatego też mocno przyciągnąłem go w swe ramiona.

- Obiecuję – szepnąłem, zaś loczek zadrżał pode mną. Nie byłem pewien, czy to z powodu płaczu, lecz przyciągnąłem go jeszcze bliżej, naciskając palcami na jego umięśnione plecy, tak, że pozostawały na nich jasnoczerwone ślady.

- Tak bardzo będę za tobą tęsknić. – westchnął a ja mógłbym przysiąc, że na moment straciłem dopływ niezbędnego do oddychania powietrza.

- Nie mów tak. Nie teraz, Harry, to jeszcze nie koniec.

- Czuję, że nasz czas dobiega końca, Louis – odrzekł i poczułem słoną łzę, spływającą w dół policzka, przez co skryłem swą twarz w zagłębieniu jego szyi.

- Wiem.



~*~



Po ostatniej nocy było nam ciężko, ciężko spoglądać na siebie bez ciągłego uczucia smutku kumulującego się wewnątrz nas. Przynajmniej ja miałem takie odczucia. Każdego dnia przychodziłem po piątej do mieszkania a Harry siedział przy stole z kubkiem herbaty między kolanami, przeglądając leżącą przed nim gazetę . Spoglądał na mnie ze znużeniem a ja się posyłałem mu nikły uśmiech, ginąc za ladą w celu przygotowania gorącego napoju, po czym spoczywałem tuż obok niego, krótko całując jego usta.

- Coś ciekawego? – pytałem każdego dnia, a on za każdym razem przecząco kręcił głową, odkładając gazetę i pochylając się do kolejnego pocałunku.

Nic się nie zmieniało, dopóki nie odnalazł czegoś interesującego.

Harry czekał na mnie tuż przy drzwiach i kiedy przeszedłem próg naszego mieszkania, niemalże wpadłem na swojego chłopaka. Przypatrując się jego twarzy, momentalnie stwierdziłem, iż musiało wydarzyć się coś ważnego. W przeciągu ostatnich miesięcy nigdy nie ujrzałem tego uśmiechu. Był zaraźliwy, przez co również się uśmiechnąłem, po czym nachyliłem się, krótko całując jego usta.

- Co sprawiło, że jesteś w takim znakomitym humorze? – spytałem, zaś ten potrząsnął głową, wpychając mi w dłonie dzisiejszą gazetę.

- Przeczytaj – odrzekł, zaś mi zatrzęsły się dłonie, gdy tylko ujrzałem ogromny nagłówek, umieszczony na pierwszej stronie.

NOWA PARTIA OBIECUJE ZNIESIENIE DOTYCHCZAS UŻYWANEJ METODY DOPASOWYWANIA

- Kurwa – szepnąłem, kiedy ugięły się pode mną kolana. Loczek się tego spodziewał i sięgnął w moją stronę, chroniąc mnie przed upadkiem.

- Przeczytaj – powtórzył, gdy szeroki uśmiech pojawił się na jego twarzy. Dlatego też od razu przeskoczyłem na czwartą stronę, siadając w przejściu, nie siląc się nawet na zamknięcie cholernych drzwi. Harry ukląkł tuż przede mną, niecierpliwie mnie ponaglając. Przeczytałem.

Dwa tygodnie przed wyborami planowanymi na marzec, nowa partia wystąpiła z obietnicą, która cieszyła się ogromnym powodzeniem wśród brytyjskich obywateli. Partia Liberalna, która przez wiele lat pozostawała „w ukryciu” niespodziewanie powróciła z nowym planem, którego głównym jest było zniesienie metody dopasowywania. Owa metoda obowiązywała w naszym kraju od ponad stu lat, zaś radykalna zmiana ustawy może być ryzykowna, partia jest niepewna co do reakcji tutejszych mieszkańców. Partia obiecuje, że wszystkie noworodki nie będą już dłużej dopasowywane, zaś osoby wciąż czekające na swoje bratnie dusze otrzymają szansę zdjęcia swoich liczników.

Nowa propozycja podzieliła Anglików, jedni żądają zmiany, gdyż pragną sami decydować o swoim losie, drudzy zaś wolą być pewni, co do swojej drugiej połówki.

Lider opozycyjnej partii komentuje, iż: „to absurdalne, by ludzie wspierali pomysł na coś, co zmieni podstawy funkcjonowania naszego państwa. To ogromna zmiana, która może zaburzyć równowagę dzisiejszego społeczeństwa.”

Nie trzeba dodawać, że obstawanie za tak radykalną zmianą może być ryzykowne, zwłaszcza przy tak małej ilości czasu decydującego o jej poparciu przed zbliżającymi się wyborami, jednakże Partia Liberalna jest pozytywnie nastawiona, rozpoczynając swoją kampanię. Wygląda na to, że będą to niesamowicie ciekawe wybory.

Odłożyłem gazetę, pozwalając upaść jej na drewnianą podłogę, po czym rzuciłem się w stronę Harry’ego, owijając ręce wokół jego szczupłego ciała i skrywając twarz w jego ramieniu, ustami pieszcząc nagą skórę i cicho chichocząc.

- O mój Boże, Harry – odparłem, kiedy chłopak przycisnął mnie jeszcze bliżej siebie.

- Wiem, Louis. Wiem.

- Sądzisz… Sądzisz, że mogą wygrać? – spytałem, zaś ten spojrzał na mnie.

- Myślę, że mają kurewsko ogromną szansę – odrzekł , nachylając się i złączając nasze usta w namiętnym pocałunku, który niszczył mnie od środka a zarazem przywracał do życia.

- Mogę cię zatrzymać – szepnąłem wprost w jego zaczerwienione wargi i poczułem, jak ten wykrzywił usta w nienagannym uśmiechu. Od tego, jak bardzo się cieszyłem, rozbolały mnie policzki, a ja nie byłem w stanie nic zrobić, kiedy Harry wpatrywał się we mnie tak, jakby była to najszczęśliwsza chwila w jego życiu.

- Tak cholernie cię kocham, głuptasie – odparł a mój uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej, zaś ja zaśmiałem się, po chwili zanosząc się łzami.

- Tak się cieszę, Harry, kurwa. Jestem tak cholernie szczęśliwy.

- Na razie wstrzymajmy się, dopóki nie jesteśmy stuprocentowo pewni, dobrze, Lou?

Przytaknąłem, wciąż nie będąc w stanie zapanować nad emocjami. – Dobrze, dobrze, masz rację.



~*~



Harry ciasno ściskał moją dłoń, kiedy ustawiłem się w kolejce do Parlamentu. Obiecał, że będzie przy mnie na tak długo, dopóki tylko będzie mógł. Nie miał potrzeby zdejmowania swojego licznika i nie było tak, że się bałem, po prostu nadszedł moment, w którym wiedziałem, że resztę życia spędzę z miłością mojego życia, odnosiłem wrażenie, że nie opuściłem go nawet na moment. Nie miał mi tego za złe, stwierdził, iż czuł się tak samo i niemalże mu uwierzyłem, kiedy jego dłoń ciasno splotła się z moją, przez co opuszkami palców mogłem poczuć jego puls. Potem znów było tak, jakby w pełni mi się oddawał, wyrażał chęć ofiarowania mi wszystkiego, co sprawiałoby, bym był szczęśliwy, ponieważ ja oddawałem mu resztę swojego życia. Zresztą zawsze byłem pewien co do Harry’ego. Po tym, przez co przeszliśmy, muszę przyznać, że udowodniliśmy, jak wielką siłę zawiera w sobie prawdziwa miłość.

Spojrzałem na Harry’ego, zaś ten ścisnął moją dłoń, kiedy stąpaliśmy wzdłuż kolejki. Uśmiechnął się, lecz jedynie odrobinę, tak, jakby starał się zapewnić, że wszystko będzie dobrze. Skinąłem, rozumiejąc przesłanie, starając się przekazać, że jestem tego całkowicie pewien. Obiecywali, że wszystko odbędzie się bezboleśnie, w co zresztą uwierzyłem.

Kiedy dotarłem na sam początek kolejki, Harry musiał zostawić mnie samego.

- Louis Tomlinson? – spytał urzędnik, na co przytaknąłem. – Proszę tędy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz