czwartek, 5 grudnia 2013

231

-

Harry pragnął umrzeć. Z kilku powodów.

Po pierwsze – okropnie bolała go głowa. Po drugie – promienie słoneczne raniły jego oczy, kiedy próbował je otworzyć. Po trzecie – czuł w ustach smak, jakby coś wczołgało się do nich, by umrzeć.

I w końcu, pomyślał, powoli i ostrożnie odwracając się na plecy, żeby nie pogarszać bólu – uprawiał seks z Louisem.

Cóż, obciągnęli sobie nawzajem, ale to liczyło się jako seks w myślach Harry’ego.

Plan, jak zwykle, był inny. Harry chciał się wkraść, szybko doprowadzić Louisa do szczytu, po czym cicho się wykraść.

Louis wszystko zniszczył odwracając się do Harry’ego w momencie, kiedy ten wspiął się na jego łóżko, przytulając go i mamrocząc jego imię. Louis mamrotał jego imię i wtulał nos w jego klatkę piersiową, i jak Harry miał zareagować?

Louis był uroczy, słodki i kochany – Harry nie zdawał sobie z tego sprawy aż do tamtego momentu. Chciał go przytulać i trzymać blisko, i zasnąć tam przy Louisie, w jego ramionach. Nie był pewien, jak Louis sprawił, że Harry czuł się otulony jego ciałem, bo, naprawdę, był dużo mniejszy od Harry’ego i to Harry zwykle przytulał jego, gdy dzielili łóżko, ale… ale jakimś sposobem to Louis otulał jego.

Harry przypomniał sobie, po co tam przyszedł, i powoli zaczął przesuwać ręką od talii Louisa, przez jego mięśnie brzucha i w dół. A sposób, w jaki Louis reagował, był niesamowicie seksowny. Harry był jedynie w stanie wpatrywać się z podziwem w jego twarz, zaczynając przesuwać ręką po cienkim materiale jego bokserek. Jego twarz znajdowała się tak blisko Harry’ego, jego usta były lekko uchylone, a oddech stawał się szybszy, płytszy i cieplejszy na skórze młodszego.

Harry chciał go pocałować. Czuł tę potrzebę w każdym włóknie ciała. Potrzebę pochylenia się, złączenia ich warg, wsunięcia języka do ust Louisa, sprawdzenia, czy odwzajemniłby pocałunek we śnie. Sprawdzenia, jak wyglądałby, kiedy obudziłby się z Harrym nad sobą, zatraconym w całowaniu go.

Ale kiedy Harry już miał porzucić wszystkie swoje wątpliwości i zmartwienia, Louis zrobił to ponownie.

- Harry – wydyszał złamanym szeptem, który sprawił, że cała krew odpłynęła Harry’emu z mózgu prosto do podbrzusza.

Louis nie myślał o żadnym blond chłopaku i nie myślał o nikim jak Greg lub kimś, kto zaproponował mu seks – Harry nie mógł być pewien. To, że on nie był zainteresowany Louisem, nie znaczyło, że nie oferowały się inne osoby.

Rzecz w tym, że Louis nie myślał o nich, kiedy podniecał się we śnie. Myślał o Harrym. A Harry musiał przyznać, że to podniecało jego. Sposób, w jaki Louis zaczął powoli się poruszać, wpadając w rytm z jego dłonią i wydając te ciche dźwięki niskim i zachrypniętym głosem.

Było to dość seksowne i Harry nie mógł nie byś podniecony. Nie wiedział, że sprawy przyjmą takiego obrotu; nie planował, że Louis się obudzi i odda tę przysługę. Nie planował tak szybkiej potrzeby odpowiadania na wszystkie te pytania. Ale Louis wydawał się raczej spokojny. Fakt, że Louis nie był tak przeciwko myśli uprawiania z Harrym seksu, już go tak nie zaskakiwała.

Nie planował zmięknąć i zostać z Louisem.

Ale jako że tak się stało, Harry musiał przyznać, że czuł się nieco zawiedziony, budząc się w samotności. Dziwnym sposobem przyzwyczaił się do budzenia się, przytulając Louisa lub z twarzą schowaną w ramię chłopaka. Tym razem nawet nie zasnął w ten sposób, po tym, jak… uprawiali seks. W końcu to był seks.

Otworzył oczy, zamrugał i ujrzał biały sufit, taki jak w jego pokoju. Po zapachu nie był już w stanie stwierdzić, w czyim był łóżku – swoim czy Louisa. Na początku mógł to sprawdzić z zamkniętymi oczami. Ale wtedy jego łóżko nie pachniało już tylko nim, a łóżko Louisa nie pachniało jedynie Louisem. Zapachy nieco się zmieszały i łóżka pachniały jak… oni.

Harry zamrugał ponownie, leniwie przyzwyczajając wzrok do światła.

Drzwi otworzyły się, a on nie kłopotał się odwracaniem głowy. Musiał stanąć twarz w twarz z Louisem, wyjaśnić mu i powiedzieć mu… nie do końca był pewien co.

Bycie pijanym nie było wystarczającą wymówką, prawda?

Materac lekko się zapadł, kiedy Louis usiadł obok niego. Wtedy Harry obrócił głowę. Louis miał na sobie proste, czarne spodenki i szarą koszulkę, przez co Harry uświadomił sobie, że sam był nagi, przykryty od pasa jedynie kołdrą chłopaka.

Louis podał mu kubek i Harry usiadł, poprawiając kołdrę na podołku, po czym zabrał kubek i Louis podał mu lek przeciwbólowy. Połknął go szybko i wymamrotał podziękowanie, oferując Louisowi jednostronny uśmiech. Nie był pewien, dlaczego wstydził się wtedy swojej nagości – Harry nigdy nie wstydził się bycia nagim.

Odwzajemniając uśmiech, Louis wśliznął się z powrotem pod kołdrę i popijał herbatę. Harry był wdzięczny, że chłopak jeszcze o nic nie pytał, nic nie mówił i nie robił czegokolwiek, co mogłoby wtedy nadejść. Zamiast tego siedzieli razem w ciszy, pijąc herbatę, oboje skacowani i zmęczeni.

- Więc – powiedział w końcu Louis.

Harry uniósł głowę i spojrzał na niego, usiłując przyjąć nie dający się rozszyfrować wyraz twarzy. Nie sądził, by to działało – nigdy tak nie było – ale nie mógł zbyt łatwo się poddawać.

- Więc? – spytał.

Louis wzruszył ramionami. – Nie mam pojęcia, od czego zacząć.

Harry przełknął ślinę i wpatrywał się w swój kubek z herbatą, próbując znaleźć swoje odbicie. Może to on powinien zacząć? To był jego głupi pomysł, a Louis nie miał żadnego wyboru. Naprawdę był w stanie zrozumieć, jeśli Louis był zdenerwowany, zdezorientowany lub… coś w tym stylu.

- Kiedy się wprowadziłeś, naprawdę sądziłem, że w ogóle nie jesteś w moim typie – powiedział w końcu. Świetnie.

Louis wydawał się przyjąć to z łatwością. – Wszyscy się czasami mylimy – powiedział z rozbawieniem.

Harry zastanawiał się, czy Louis naprawdę był rozbawiony. Jak Louisa mogło to bawić? Byli przyjaciółmi, ich relacje były naprawdę dobre, sprawiało to, że czuli, że mogą być najlepszymi przyjaciółmi, wyjątkowymi najlepszymi przyjaciółmi. Louis tak dobrze go rozumiał i zawsze wiedział, co powiedzieć. Mógł zareagować na każdy nastrój Harry’ego i Harry naprawdę go lubił. Tyle że nie w romantyczny sposób.

Zdecydowanie nie w romantyczny sposób. Dlatego tamta noc była błędem i Harry obawiał się (przez Louisa wypowiadającego jego imię we śnie), że może Louis nie odbierał tego w taki sposób. Nie mógł złamać serca. Szczególnie Louisowi.

- Nadal nie jesteś – powiedział w końcu Harry.

- Więc wygląda na to, że ja również się czasem mylę – odpowiedział Louis i napił się herbaty. Harry obserwował stabilne ręce Louisa, spokojną twarz, nadal zmęczone oczy.

- To może wydarzyć się pomiędzy przyjaciółmi, prawda? – spytał Harry w desperackiej próbie utrzymania wszystkiego w porządku. Nie wyglądało na to, ale naprawdę nie chciał niszczyć ich przyjaźni. – Jesteś naprawdę wspaniały, wiesz? Mieszkanie z tobą jest naprawdę wygodne, masz takie poczucie humoru, że rozumiesz moje żarty i naprawdę dobrze się razem bawimy, prawda? Po prostu tak naprawdę nie jesteśmy nikim więcej niż przyjaciółmi i naprawdę nie chcę tego stracić tylko dlatego, że zrobiłem po pijanemu coś naprawdę głupiego.

Na moment zaległa cisza i Harry czuł, jak serce podskakuje mu do gardła; bał się, że Louis wstanie i wyjdzie lub zacznie na niego krzyczeć, lub nie zrozumie.

Zamiast tego Louis po chwili odwrócił głowię i uśmiechnął się. Zmierzwił włosy Harry’ego i cicho się zaśmiał. – Było dość dużo naprawdę w tych zdaniach, Curly.

Harry rozluźnił się i odwzajemnił uśmiech.

- To może wydarzyć się między przyjaciółmi – powiedział po chwili Louis i zabrał rękę. – To nie oznacza, że cokolwiek się zmieni. Pomogło nam to zrozumieć, że niczego pomiędzy nami nie ma, prawda?

Harry kiwnął głową i czuł, jak unosi mu się kącik ust. Nigdy nie czuł takiej ulgi. Nie stracił Louisa i Louis czuł wobec tego dokładnie to samo. Nie był na niego zły za to, co się stało. Tego jedynie potrzebował się dowiedzieć.

- Więc – powiedział Harry i uderzył o siebie ich kolanami pod kołdrą – przyjaciele?

Louis lekko odwzajemnił gest. – Przyjaciele.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz