czwartek, 5 grudnia 2013

216

- Jak idzie szukanie pracy? – spytał Liam, sięgając do talerza Zayna i zabierając kawałek panierowanego kurczaka. Zayn przysunął talerz bliżej Liama, otrzymując od niego mały uśmiech.

Harry wzruszył ramionami. – Chyba dobrze. Dopóki Louis będzie ze mną mieszkał, będę pracował w środy. Ale powysyłałem zgłoszenia.

- Do jakich prac?

- Do księgarni, piekarni, kawiarni. I jednego sklepu z ubraniami.

Louis mieszkał z Harrym od dwóch tygodni i po lunchu w ostatni czwartek, w ten również się spotkali. Zayn był zadowolony, mogąc zaprosić Louisa, a Louis był zadowolony, ponieważ Zayn przestał podejrzewać go o przerażające intencje. Siedzieli teraz razem na wspólnych zajęciach i Louis zauważył, że naprawdę lubi Zayna.

Louis ponownie podwiózł tego dnia Harry’ego na uniwersytet, zupełnie jak tydzień wcześniej. A po potwierdzeniu Harry’ego, że będzie nadal chodził na środowe zmiany, Louis wywnioskował, że będzie to robił do końca semestru. Nie był w stanie znieść myśli o Harrym spieszącym się z pracy na wykłady, prawdopodobnie czasami nawet nie wchodząc do domu.

- Piekarnia – powiedział Louis i zawinął makaron na widelcu. – To by ci pasowało.

- Mógłbyś przynosić nam darmowe ciasta i słodycze – dodał Niall z pełnymi ustami.

- To nie powinny być kryteria wyboru pracy – stwierdził Harry. – Ale podobałaby mi się praca w piekarni.

- Swoją drogą, kupiłeś te Cake Pops, które chciałeś? Czy mamy kupić ci je na urodziny?

- Zayn! – Liam przewrócił oczami. – Możesz być bardziej subtelny? Nie powinien wiedzieć, co mu kupimy.

Zayn wzruszył ramionami. – Raczej dodałby dwa do dwóch, gdybym tak po prostu spytał go o Cake Pops. Poważnie, dlaczego miałoby mnie interesować, czy już je ma? Zdecydowanie nie zachce mi się nagle piec Cake Pops.

- Cake Pops? – Louis zmarszczył brwi.

Harry odwrócił się do niego. – Ciastka, które wyglądają jak lizaki.

Louis powstrzymał uśmiech. Czy kiedykolwiek wątpił w to, że Harry jest gejem? To była najbardziej gejowska rzecz, o której kiedykolwiek słyszał. – Będziesz je piekł?

Harry kiwnął głową, zanim ponownie odwrócił się do Liama i Zayna. – I tak, nadal chcę. Ale udam, że zapomniałem o całej tej rozmowie i będę zaskoczony, kiedy dacie mi je na urodziny.

- Kiedy masz urodziny? – spytał Niall.

- W przyszły czwartek – odpowiedział Harry. – I zapomniałem ci powiedzieć, Louis – dodał, odwracając się do niego – że w piątek będzie impreza. Zaprosiłem przyjaciół ze studiów i trochę z domu. Jeśli chciałbyś, żeby ktoś jeszcze przyszedł, możesz zaprosić.

Urodziny Harry’ego, pomyślał Louis i kiwnął głową. To zbyt wcześnie. Nie znał Harry’ego wystarczająco dobrze, żeby wymyślić coś nadzwyczajnego. Coś, czym zaimponowałby Harry’emu i coś, co sprawiłoby, że Harry zmieniłby zdanie o Louisie nie będącym w jego typie.

Więc później, kiedy siedzieli obok siebie w samochodzie Louisa, a Harry usiłować nie zasnąć, Louis spytał – Jest coś, czego chciałbyś ode mnie na urodziny? – Louis naprawdę nie miał większego wyboru. Wiedział o Harrym kilka rzeczy, ale niewystarczająco, by dać mu coś, co z pewnością by mu się spodobało.

Harry pokręcił głową i wyglądało to, jakby wykonywał tę czynność w zwolnionym tempie. – Nic. Nie musisz niczego mi dawać.

Louis zdecydował, że nie będzie się kłócił. Przynajmniej nie teraz. Harry wyglądał na zmęczonego i pewnie chciał pójść do łóżka. Tydzień wcześniej Harry nie spał aż do niemal ósmej trzydzieści. Louis przeczuwał, że tym razem mu się to nie uda.

Dojechali do mieszkania i Louis otworzył drzwi, przepuszczając Harry’ego w progu. Chłopak skierował się do salonu i opadł na kanapę, włączając telewizor. Louis poszedł za nim i przez chwilę na niego patrzył, zanim usiadł obok.

- Chcesz herbaty?

Harry pokręcił głową i zrobił więcej miejsca dla Louisa, kuląc nogi. – Nie trzeba, dziękuję.

Louis kiwnął i zabrał książkę ze stołu. Zostawił ją tam ostatniej nocy. Był świadom, że mógłby pójść do swojego pokoju i poczytać w ciszy, nie będąc dekoncentrowanym programem telewizyjnym lub komentarzami Harry’ego, ale lubił być przy chłopaku, więc oglądanie z nim telewizji było miłe. Przyzwyczaili się do siebie, lubili te same programy i przyjemnie było zjeść wspólnie kolację i rozmawiać o dniu lub czymkolwiek, co przyszło Louisowi na myśl. Nie było w tym nic dziwnego. Mógł powiedzieć cokolwiek, a Harry wciąż był w stanie odpowiedzieć, rzucić ripostą lub śmiać się.

Jednak kiedy zauważył, że od trzydziestu minut czyta w ciszy, zerknął na Harry’ego. Pochylił się, by spojrzeć na jego twarz i zauważył, że Harry wpatruje się w telewizję z półprzymkniętymi powiekami. Louis odłożył książkę i sięgnął, by przesunąć ręką przez włosy Harry’ego. Harry poruszył głową i posłał mu zmęczony uśmiech.

- Naprawdę powinieneś iść do łóżka, Harry – stwierdził Louis.

- Nie mogę. Będę spał do północy, a potem leżał całą noc. – Usiadł i zaczął machać nogami, kopiąc sofę.

- Obudzę cię – zapewnił Louis. – I tak będę pracować nad referatem. Mogę przyjść i wyciągnąć cię z łóżka za godzinę czy dwie.

Harry pokręcił głową z upartą miną. – Nie, naprawdę. Posiedzę tu i pooglądam Jezzę Kylego.

Wzdychając, Louis wzruszył ramionami i wrócił go czytania. Chwilami podnosił wzrok, kiedy słyszał, jak Harry cicho chichocze, by sprawdzić, co dzieje się na ekranie i później, by zobaczyć, co robi Harry. Przesunął się i siedział teraz bliżej Louisa, jego głowa odchylona była na oparcie sofy, a jego loki łagodnie otaczały jego twarz, opadając na materiał. Jego oczy były zaczerwienione, a pod nimi widać było sińce.

Kolejne trzydzieści minut później Louis został odciągnięty od czytania, gdy głowa Harry’ego opadła na jego ramię. Obrócił się i poczuł, jak Harry przysuwał się bardziej, a jego twarz schowała się w szyję Louisa, przez co przez ciało chłopaka przebiegła fala ciepła.

Siedział tam z podobającym nu się chłopakiem przytulającym go we śnie. To było przekleństwo – Louis był przeklęty, był tego pewien.

Odwrócił głowę i spojrzał na Harry’ego. Zobaczył jego ciemne rzęsy na policzkach, poczuł jego miarowy oddech i przez chwilę to rozważył, zanim odłożył książkę i lekko pochylił, by przycisnąć usta do skroni chłopaka.

Pod jego ustami włosy chłopaka były delikatniejsze, niż Louis przypuszczał i pachniały szamponem, którego Harry użył tego ranka. Ciepło zniknęło i zostało zastąpione czymś raczej delikatnym i gorącym i Louis na moment zamknął oczy, by móc upoić się tym uczuciem.

Było zbyt miło, by po prostu to zakończyć, by nie skorzystać ze wszystkiego, co mogło mu to zapewnić. Harry był ciepły i ciężki, i idealnie pasował do jego boku, a jego oddech zwilżał skórę na szyi Louisa. Nic innego nie mogło być tak miłe.

Nie w tej chwili.

-

Harry obudził się przez głośny dźwięk dochodzący telewizora. Uniósł głowę za ramienia Louisa i zamrugał z dezorientacją. Odwrócił głowę i zobaczył Louisa spokojnie pod nim śpiącego.

Harry ułożył brodę na klatce piersiowej chłopaka i przez chwilę patrzył na jego twarz. To było zdecydowanie coś, co nie powinno było się stać. Ich wspólne zaśnięcie na sofie nie było niczym wielkim, ale tak się złożyło, że przytulili się do siebie. Lub, jak Harry musiał przyznać, to on przytulił się do Louisa. Mimo wszystko to on leżał na górze z ramieniem wokół talii Louisa i głową ułożoną na jego ramieniu. Louis owinął ramieniem Harry’ego, a druga ręka, wciąż trzymająca książkę, zwisała luźno z kanapy. Jego twarz wyglądała spokojnie, jego oddech był miarowy, a wargi lekko rozchylone.

Łatwo byłoby wtedy zadrzeć głowę i złączyć ich usta.

Harry zmarszczył brwi na tę myśl i nadal wpatrywał się w twarz Louisa. Skąd to się wzięło? Louis nawet nie był w jego typie, a Harry nie był nim zainteresowany. Poza tym, tak właśnie zaczynały się kiepskie filmy porno. Zasypianie na sobie, aż pierwsza osoba się obudziła i w zmysłowy sposób przerwała drugiej sen.

Okej, te myśli związane z Louisem musiały przestać się pojawiać. Harry usiadł i zszedł z Louisa, po czym usadowił się na ziemi i zerknął na zegarek. Było coś koło piątej, więc nie mogli spać zbyt długo. Spoglądając ponownie na chłopaka, Harry uśmiechnął się i lekko szturchnął jego ramię.

Louis nie był w jego typie, ale Harry zdecydowanie bardzo go lubił. Był zabawny, szczery i otwarty, opiekuńczy i słodki. Harry nie prowadził takich rozmów jak te z Louisem już od dłuższego czasu. Louis łatwo dotrzymywał mu kroku i Harry czuł, że mógł rozmawiać z nim o wszystkim.

Jęcząc, Louis zareagował na szturchanie i delikatnie otworzył oczy, zawieszając spojrzenie na twarzy Harry’ego.

- Wstawaj, roszpunko – powiedział Harry z uśmiechem.

- Śpiąca królewno, kretynie – odpowiedział Louis zaspanym głosem. – Roszpunka to ta od włosów.

- Co za różnica – odpowiedział Harry i wzruszył ramionami. – Księżniczka. Zrozumiałeś przesłanie.

- Tak, jestem księżniczką. Nie będę zaprzeczał. – Louis przeciągnął się i usiadł. – Więc ty jesteś moim sługą?

- Wolałbym być księciem.

Louis uśmiechnął się do niego, po czym ziewnął i żartobliwie poczochrał mu włosy. – Za daleko ci do bycia księciem. W ogóle nie masz w sobie uroku.

Harry przewrócił oczami i wstał. – Zrobię kolację.

- Mówiłem. Sługa – wytknął Louis.

Harry pokręcił głową, opuścił salon i potknął się, prawie upadając na jedno z pudeł, które Louis zostawił na podłodze. Przeklął i rozmasował łydkę.

- Niezgrabny sługa – poprawił się Louis uniesionym głosem, by Harry go usłyszał.

- Zamknij się.

- Wszystko okej? – spytał Louis, a Harry chciał pójść tam i kopnąć go za zadanie tego pytania po obrażeniu go w pierwszej kolejności.

- Pieprz się – odpowiedział.

- Uznam to za tak.

Harry poszedł do kuchni i uśmiechnął się do siebie. Czy trzy minuty temu myślał o całowaniu Louisa? Byli dość dobrymi przyjaciółmi, ale parą byliby okropną.

Stale się przekomarzali i była pomiędzy nimi chemia, ale tylko jak między przyjaciółmi. Harry był samotny zbyt długo, to dlatego w ogóle przyszło mu to na myśl. W innym wypadku nawet nie przytuliłby się tak do Louisa.

To naprawdę było żałosne. I prawdopodobnie było to znakiem, żeby w końcu gdzieś wyszedł i poderwał kogoś na jedną noc, by rozładować napięcie.

Harry lekko zmarszczył czoło, gdy słyszał, jak Louis śpiewa jakąś piosenkę z telewizji. W końcu szeroko się uśmiechnął, kiedy Louis dramatycznie wywrzeszczał wysokie dźwięki na końcu. Ten chłopak był komiczny. Jak w ogóle mógł być prawdziwy z tym szybkim umysłem, bezwstydnością i niedorzecznym, zaraźliwym uśmiechem?

I w jaki sposób myśli Harry’ego znów powędrowały od seksu do Louisa?

Naprawdę nadszedł czas, by Harry kogoś zaliczył.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz