Gdy samochód Harry’ego zatrzymał się przed małą restauracją, Louis ledwie mógł usiedzieć z nerwów. Wszelkie szanse na normalną rozmowę z Harrym uciekały przez okno, kiedy widział samochód jego matki. Całą podróż spędzili w niezręcznej ciszy. Na szczęście, Harry’emu to nie przeszkadzało, ba, nawet tego nie zauważył. Cały czas pisał z Liamem – grymas na jego twarzy powiększał się z każdą nową otrzymaną wiadomością.
Gdy weszli wreszcie do restauracji, którą wybrał Harry, atmosfera była troszeczkę napięta. Louis gorączkowo machał do mamy i sióstr – dając im wyraźny sygnał, aby odeszły – gdy wysiadał z samochodu.
Dostrzegł wredny uśmieszek Lottie, zanim Harry odwrócił się i musiał zachowywać się normalnie.
Restauracja była miła – mała, wybudowana na odludziu i prawie pusta. Oferowała prywatność, co Louis rozumiał było ważne dla Harry’ego.
Kelnerka, ładna blondynka, która wycierała w tamtym momencie stół, przywitała Harry’ego jak starego przyjaciela.– Hej, Harry! – zawołała, w ogóle nie zdziwiona pojawieniem się gwiazdy. Louis spojrzał na chłopaka zmieszany, gdy ta kontynuowała – Mamy dla ciebie stolik w głębi w rogu. – wskazała na miejsce za nią.
Harry uśmiechnął się, mrugając uroczo do kelnerki. – Dziękuję ci bardzo, Cynthia. – powiedział, całując ją w policzek. Dziewczyna machnęła ręką, odepchnęła go i wywróciła oczami, po czym zniknęła w kuchni.
Louis zacisnął szczękę i poczuł nieprzyjemne ukłucie. Wybuchła w nim ogromna zazdrość, gdy szedł za Harrym do małego stolika na tyłach, który wskazała im Cynthia. Kilku klientów, siedzących tam, było zbyt pochłoniętych własną rozmową, żeby rzucić okiem na Harry’ego i Louisa.
- Przesiaduję tutaj często – Przyznał Harry, uśmiechając się, gdy dotarli do stolika. Chłopak był oszołomiony urodą celebryty. – W większości czasu z chłopakami.
- To ładne miejsce. – przyznał Louis, siadając naprzeciwko Harry’ego. – Przyjaźnisz się z Cynthią?
Zielone oczy Harry’ego badały twarz Louisa. – Tak – przyznał – ale jesteśmy tylko przyjaciółmi.
Wszelka zazdrość zniknęła przez niewinny wyraz twarzy Harry’ego. Louis zastanawiał się, czy chłopak zawsze będzie wywoływać w nim to niedorzeczne uczucie; powodować, że zachichocze albo uśmiechnie się przez wpatrujące się w niego zielone tęczówki.
- To miłe. – powiedział Louis, uśmiechając się. Tak było. Cóż, tak jakby. Harry był słodki i uroczy, a rozmawiało im się łatwo, gdy nie myślał o swojej rodzinie…
Louis zaczerpnął powietrza. Przez swoją zazdrość całkowicie o nich zapomniał.
- Tak, zgadzam się. – zgodził się Harry, nie zauważając paniki Louisa.
Chłopak czuł, że jest w pułapce. Siedzący naprzeciw niego Harry był jednym z najsłodszych osób, jakie kiedykolwiek spotkał, a gdzieś tam, jego rodzina podglądała ich, rozmyślając o okrutnych sposobach, które mogły zawstydzić go i zaprzepaścić szansę z Harrym.
Rozglądając się po restauracji, Louis natychmiast dostrzegł swoją rodzinę. Nie próbowały się ukryć, siedziały trzy stoliki dalej i definitywnie podsłuchiwały. Lottie i Fliss subtelnie pochylały się w kierunku Harry’ego i Louisa, próbując podsłuchać każde słowo z ich rozmowy.
Zrozpaczony Louis zastanawiał się, co takiego uczynił, że zasłużył na taką karę.
- Wszystko w porządku, Louis? – zapytał Harry, a jego twarz wyrażała niepokój – Louis prawie go uderzył. Miał już do czynienia z rodziną prześladującą go, a uroczy Harry niczego nie ułatwiał. Naprawdę, starał się nie rozpraszać przez cudowną twarz Harry’ego, ale kiedy te szeroko otwarte zielone oczy wpatrywały się w niego, Louis walczył z myślami typu wow, jesteś naprawdę gorący.
- Um, tak – powiedział Louis mocnym głosem. – Chcesz coś zamówić?
Zapadła krótka cisza, a później rozległo się krótkie ding! i Harry nie mógł powiedzieć, tego czego chciał. Harry spojrzał na Louisa z przepraszającym uśmiechem, poszukał telefonu i odczytał wiadomość. Pomimo wszystko, Louis chciał coś zrobić w tym momencie; albo zacząć migdalić się z Harrym, albo odwrócić się, krzyknąć na jego matkę i siostry i kazać im się wynosić, jednak zmusił się do pozostania na miejscu i kontrolowania się.
Młodszy chłopak wypuścił drżący oddech i popchnął telefon. Był wyraźnie niezadowolony z jakiegoś powodu i Louis zaciekawił się, dlaczego tak zareagował.
- Od kogo to? – zapytał.
Harry wzruszył ramionami. – Od nikogo – mruknął. Przez głowę Louisa przeszła nagle myśl: co jeśli Harry nie był zły na treść sms’a tylko na niego? Niepotrzebnie zachował się nagannie w stosunku do niego – chociaż było to spowodowane niespodziewanym pojawieniem się jego rodziny, Harry nie wiedział o tym.
- Złóżmy zamówienie – powiedział Harry, odwracając się i przywołując Cynthię. Niby było w porządku – ale ostry głos gwiazdy muzyki pop, pozwolił Louisowi stwierdzić, że bez wątpienia spieprzył.
Kiedy chłopcy zamówili – oboje zdecydowali się na kanapki i frytki – a Cynthia ulotniła się, po raz kolejny zostali sam na sam. Louis ledwie był w stanie spojrzeć Harry’emu w oczy. Randka, której tak bardzo nie mógł się doczekać została całkowicie zniszczona w ciągu piętnastu minut.
Telefon Harry’ego ponownie zawibrował, oznaczając nową wiadomość. Kiedy chłopak nie poruszył się, aby ją odczytać, Louis zmarszczył brwi.
- Możesz odebrać, jeśli chcesz. – zaproponował, gdy spojrzenie Harry’ego padło na schowany telefon w kieszeni. – Nic się nie stanie – dodał, nie chcąc, aby chłopak pomyślał, że Louis uważał, iż był niegrzeczny.
Harry nie spojrzał na Louisa. – Jest w porządku.
- Na pewno?
- Tak – odparł Harry, natarczywym głosem – Na pewno.
Zapadła niezręczna cisza, a Louis czekał niecierpliwie na powrót Cynthi z ich posiłkami, ponieważ wtedy nie musieliby nic mówić.
Wszystko byłoby w porządku, gdy randka po prostu się nie udała – ale fakt, że była to randka z samym Harrym Stylesem wszystko pogarszał. To nie było tak, że nie było między nimi chemii czy wspólnych zainteresowań. To nawet nie była już prawdziwa randka, a jakiekolwiek szanse na związek zostały zniszczony przez rodzinę Louisa.
- Um… nie będzie ci przeszkadzało, jeśli skoczę szybko do toalety? – zapytał Harry, bawiąc się nerwowo serwetką. Louis w milczeniu skinął głową, nie mogąc z siebie wykrztusić ani słowa i patrzył zrezygnowany, jak Harry odchodzi. Gdy młodszy chłopiec zupełnie zniknął, Louis zakrył twarz dłońmi, jęcząc żałośnie.
Jay zjawiła się przy nim niemal natychmiast. – Wszystko w porządku, Lou? – zapytała uprzejmie.
- Nie – Odpowiedź Louisa, została stłumiona przez jego ręce.
- Kochanie, coś nie tak-
Louis nie dał skończyć kobiecie. Jak bardzo ją kochał, nadal był niesamowicie wściekły. – Mamo, Harry mnie nienawidzi. A nienawidzi mnie, ponieważ zachowałem się jak palant w stosunku do niego, a zrobiłem to, ponieważ byłem zażenowany tym, że mnie śledzicie, narobiłem sobie wstydu i ma mnie za palanta!
Jay współczuła mu i Louis zauważył zadowolony, że czuła się winna. – Nie sądzę, aby miał cię za palanta…
- Nie zauważyłyście tego z waszego punktu obserwacyjnego? – Louis rzucił gniewanie. – Zrujnowałem swoją szansę z miłym facetem, bo byłem zbyt zajęty zamartwianiem się czy Lottie zamierza tu przyjść i powiedzieć Harry’emu o czasie, w którym podkochiwałem się w tamtej dziewczynie i pisałem dla niej poezje o jej długich, blond lokach w kolorze skarpetek. – Louis westchnął – było to długie westchnienie – a jego ramiona opadły w totalnej porażce.
Wszystkiego, czego chciał to wrócić do domu i zapomnieć o całej sprawie.
- Louis, szczerze mówiąc, myślę, że przesadzasz. – powiedziała Jay, siadając na wcześniejszym miejscu Harry’ego. – Harry wydaje się być miłym chłopcem…
- Jest taki, mamo – jęknął Louis. – Jest miły i naprawdę, naprawdę fajny i zabawny, ale właśnie o to chodzi. Całkowicie to zniszczyłem. – Jay zmarszczyła brwi na słowa jej jedynego syna, któremu nie wiedziała już co powiedzieć. Louis pokręcił głową na znak porażki. – Kiedy Harry wróci, przeproszę go i powiem, żeby o mnie zapomniał. – Louis zauważył poczucie winy na twarzy swojej matki. – Nie martw się, mamo, to nie twoja wina. Po prostu jestem idiotą.
Jay dotknęła ręki Louisa na zachętę i razem czekali na powrót Harry’ego.
Chłopak z kręconymi włosami, wreszcie wrócił z łazienki. Zmarszczył czoło, gdy zobaczył, że na jego miejscu siedzi starsza kobieta. Podszedł powoli do stolika. – Um… Louis…
Louis wstał i wziął głęboki oddech, próbując zebrać się na odwagę. – Harry, naprawdę bardzo cię przepraszam – zaczął, wykręcając palce z niepokojem. - Jesteś naprawdę fajnym facetem, a ja zachowałem się nieuprzejmie w stosunku do ciebie. Po prostu… Moja rodzina jest tutaj, śledzili nas i chyba chcę powiedzieć, że… - Louis wskazał na matkę, nie patrząc na Harry’ego. – to nie ich wina, ja jestem głupkiem. Oni tylko starali się zwrócić na siebie moją uwagę to moja wina, jestem palantem. – Louis uśmiechnął się na wpół przepraszająco. – Wiem, że byłem okropny i jest mi naprawdę przykro. Wrócę teraz do domu, a ty możesz zapomnieć o mnie, zrozumiem.
Harry zamrugał powoli, stojąc przez chwilę nieruchomo i po prostu patrząc. Louis czekał z niepokojem na jakąś reakcję, a Harry zaczął się uśmiechać. I w tej chwili wszystkie jego obawy potwierdziły się – był tak okropny, że Harry cieszył się, że może się go pozbyć.
- Myślałem, że byłeś na mnie zły, bo zachowywałem się jak kretyn! – powiedział radośnie Harry. Louis rozłożył ręce. Co? Harry wyciągnął telefon z kieszeni i podetknął mu pod nos. – To wiadomości, które wymieniałem z Liamem. On i chłopcy siedzą przy stoliku w pobliżu kuchni i szpiegują nas. Dlatego zachowywałem się jak palant, zamiast z tobą rozmawiać. Byłem zdenerwowany!
Harry i Louis patrzyli na siebie, pozwalając oswoić się z tymi informacjami i wybuchli śmiechem.
- Więc moja rodzina śledziła mnie-
- A moi przyjaciele śledzili mnie-
- Myślałeś, że jestem na ciebie wściekły-
- A ty myślałeś, że ja jestem na ciebie wściekły-
- Ale ja byłem zdenerwowany, bo moja rodzina jest tutaj-
- A ja byłem zdenerwowany, bo chłopcy są tutaj!
Louisowi i Harry’emu udało się zachować milczenie przez trzy pełne sekundy, zanim ponownie wybuchli histerycznym śmiechem.
Minęło trochę czasu, zanim ponownie byli w stanie się odezwać. Wtedy Louis zaczął: - Cóż, to jest moja mama – powiedział, wskazując na stojącą za nim Jay. – A te dziewczynki – wskazał na jeden ze stolików - to Lottie, Fliss, Daisy i Phoebe, moje młodsze siostry. – Harry odwrócił się i spojrzał na dziewczynki, po czym posłał im uśmiech.
- A tam – Harry wskazał na drugą stronę baru, a Louis dostrzegł Zayna Liama i Nialla wpatrujących się w nich ciekawie. – siedzą moi wścibscy, irytujący najlepsi kumple.
Louis prychnął na tą komiczną sytuację, w której się znalazł. Harry uśmiechnął się i oznajmił - jest to najbardziej… interesująca randka, na której byłem.
- Tak, zgadzam się. – Louis roześmiał się. Jego niebieskie oczy spoczęły na podłodze, zanim zapytał nieśmiało – Czy nadal chcesz… kontynuować randkę?
Harry nie zawahał się. – Oczywiście – Odpowiedział, unosząc kąciki warg.
Próbując zachować trochę godności, Louis walczył z ogromnym uśmiechem. – Cóż, może zrobimy z tego jeden, wielki obiad z moją rodziną i chłopakami?
- Okej – młodszy chłopak zgodził się. – Nie będę się śmiać z twoich sióstr nabijających się z ciebie, jeśli obiecasz mi to samo.
- Postaram się. – Louis uśmiechnął się, na co Harry sapnął żartobliwie. Gdy Harry zaczął machać do Cynthi – prosząc o większy stół – Jay zebrała dziewczynki a Niall, Zayn i Liam wciąż patrzyli na nich dziwnie ze swojego stolika. Louis wykorzystał chwilę, aby zrobić kilka kroków do przodu i dotknąć Harry’ego.
- To wszystko jest w porządku – mruknął niedbale w jego ucho – ale na następnej randce, chciałbym, żebyśmy byli tylko we dwoje.
Harry uśmiechnął się i mrugnął bezczelnie do Louisa.
-
(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz