czwartek, 5 grudnia 2013

230

-

- Napisałeś do Harry’ego?

Louis ponownie sprawdził telefon i kiwnął głową. – Tak, wie. Napisał, że przyjdzie prosto z wykładów.

- Świetnie – powiedział Liam i rozpromienił się, kiedy Woodstock znalazł się w zasięgu jego wzroku, dochodząc do nich szybko na krótkich nóżkach, w zębach niosąc gałąź większą od niego samego.

- Jak on w ogóle unosi taką gałąź? – Louis zmarszczył brwi.

- Gdzie on w ogóle znalazł taką gałąź? – poprawił go Liam i pochylił się, żeby pogłaskać głowę Woodstocka. Pies podskakiwał mu przy nogach, a Liam nagrodził go smakołykiem.

- Nie mieliśmy umowy?

Louis odwrócił się do zbliżającego się Zayna ubranego w ciemnozielony szalik nałożony na skórzaną kurtkę i szarą czapkę na głowie. Jego ręce były schowane głęboko w kieszeniach i lekko się uśmiechał. Liam również się odwrócił, a Woodstock szczeknął z podekscytowaniem, po czym pobiegł przywitać Zayna. Zayn podniósł psa i pozwolił mu polizać swoją twarz.

Liam podszedł do nich i wyciągnął kolejny smakołyk dla Woodstocka jako sposób na odwrócenie jego uwagi, by pocałować usta Zayna. Louis zastanawiał się, czy wiedzieli, jak bardzo uroczo wyglądali i jak przypominali stare małżeństwo.

- Mówiłem ci, że masz go nie nagradzać za nic – skarcił go Zayn.

Liam uśmiechnął się. – To nie było za nic. Znalazł sobie do zabawy coś, co nie jest martwym zwierzęciem.

Louis wolał nie zastanawiać się, gdzie dokładnie w tym parku pies mógłby znaleźć martwe zwierzęta lub co mogło zabić te biedne dusze. Spojrzał an Woodstocka i zastanawiał się, czy pies jak on byłby w stanie zabić inne zwierzę. Oczywiście nie psa, ale może kota. Lub jakiegoś bezbronnego ptaszka, lub mysz, lub cokolwiek wystarczająco małe do zabicia. Woodstock zamerdał ogonkiem i spojrzał na Liama i Zayna.

Louis widział, że Zayn nie potrafił powstrzymać uśmiechu. – A to teraz?

- Cóż – powiedział Liam i wzruszył ramionami, karmiąc psa kolejnym – to za znalezienie mi czegoś do zabawy.

Zayn zaśmiał się i przyciągnął Liama do właściwego pocałunku. Pies pomiędzy nimi cierpliwie spoglądał na sowich panów.

- Jesteście tacy obrzydliwi – skomentował Louis i poprawił czapkę na swoich włosach.

- Nie przekonasz nas o tym nawet za milionowym razem, kiedy tak stwierdzisz – powiedział Zayn i puścił Liama, po czym przytulił Louisa.

Louis odwzajemnił uścisk i powstrzymał uśmiech. – Nie poddam się – stwierdził, szczypiąc Zayna w pasie.

W końcu był marzec i Louis czuł, że wiosna była tuż za rogiem. Nie było jeszcze zbyt ciepło, ale w dni jak tamten, ze słońcem wysoko na niebie, czuł, że wiosna nadchodzi.

Dwa miesiące z Harrym; Louis odliczał tygodnie tego, jak długo już z nim mieszkał. Wszystko zmieniło się od kiedy Harry wkradł się do jego łóżka i mu obciągnął. Z zewnątrz wszystko wydawało się być takie, jakie było, ale nie wewnątrz. Nie sądził, żeby Harry wiedział lub zauważył. Louis był dobrym aktorem i niczego nie pokazał.

Byli przyjaciółmi i nikim więcej, i wszystko było takie, na jakie zgodzili się po tamtej nocy, spokojnie pijąc rankiem herbatę.

Jeśli tego chciał Harry, Louis nie sprzeciwiał się. I tak nie było w tym sensu. Harry jasno oznajmił, że nie był zainteresowany Louisem, że był to błąd i Louis był tylko jego przyjacielem.

To nic takiego. Louis mógł z tym żyć. Całkowicie w porządku. W końcu to nic nie zmieniało w ich relacji. Byli przyjaciółmi wcześniej i Harry mu się podobał, a teraz również byli przyjaciółmi i Harry nadal mu się podobał.

Nic takiego. Może poza tymi chwilami, w których Louis dokładnie pamiętał, jak to jest dotykać Harry’ego. Tymi chwilami, kiedy podniecał się jedynie widokiem Harry’ego chodzącego po mieszkaniu w samych bokserkach. Chwilami, w których Louis czuł, jak zapada mu się serce w piersi, kiedy zmęczony Harry przytulał się do niego, kiedy oglądali film. I kiedy zasypiał przy jego klatce piersiowej.

Rzecz w tym, że Louis nie mógł być zły na Harry’ego. Był tak nieświadom niczego i zdecydowanie nie miał złych zamiarów. Był uroczy i dziwaczny jak zwykle, myślał o różnych rzeczach, mówił powoli, przytulał się, kiedy był zmęczony i lubił się dotykać, kiedy był wstawiony. I był tak cholernie piękny. Przez cały czas.

Teraz się uśmiechał, podchodząc do nich z Niallem. Jego loki lekko poruszały się na wietrze i miał na sobie płaszcz z futrzanym kołnierzem w kształcie świątecznego dzwonka i nogi odziane w te przylegające spodnie.

Wyglądał jak francuska uczennica.

A Louis szczerze zastanawiał się, jak Harry był w stanie sprawić, że nie wyglądało to śmiesznie. Raczej uroczo i czarująco.

Louis nie miał wątpliwości co do tego, że był przeklęty. A poznanie Harry’ego było jego karą za każde zło, do którego w życiu się przyczynił.

- Cześć, chłopaki – przywitał ich Niall, krótko ich przytulając i puszczając piłkę spod ramienia, by pobiec za Woodstockiem wzdłuż alejki.

Harry wesoło się uśmiechnął, obserwując ich, po czym został przytulony przez Zayna, a Liam uszczypnął jego policzek.

- Już nie macie dla mnie czasu – powiedział Harry, owijając ramiona wokół talii Zayna z udawanym smutkiem – Teraz, kiedy macie nowe dziecko.

Liam zaśmiał się. – Dorosłeś tak szybko, a dom wydawał się pusty bez dziecka.

Harry wyplątał się z uścisku i dotarł do Louisa, zarzucił ramię na jego barki i przytulił go. Louis chciał rozpłynąć się w tym uścisku. Harry pachniał jak wanilia i miód, i cytryna, i sól, wszystko to na raz. – Przegapiliście chwilę, w której zyskałem swojego pierwszego prawdziwego chłopaka. Było to tego warte?

Zayn uśmiechnął się. – Nic z tego nie przegapiliśmy. – Pstryknął palcem w czoło Harry’ego. – Przyjdź nas kłopotać, kiedy przyjdzie czas na ślub.

Harry uśmiechnął się i pocałował policzek Louisa. – Nie będziecie zaproszeni.

Louis chciał umrzeć. Lub chciał, żeby usta Harry’ego zostały przy jego policzku na trochę dłużej. Właściwie nie było w tym dużej różnicy.

- Niall nas zaadoptuje – powiedział Harry.

- Jesteś pewien, że to dokładnie przemyślałeś? – Louis zmarszczył brwi i nie mógł powstrzymać się od uniesienia ręki, by odgarnąć mu loka z twarzy.

- Każdy Irlandczyk jest rodzinny. – Harry uśmiechnął się do niego. – I nie będzie nas musiał wspierać, Lou. Będziemy mieli kochającego rodzica zamiast tych dwóch, którzy porzucili nas dla szczeniaczka.

Liam nawet już nie słuchał, będąc całkowicie zajętym pokazywaniem Niallowi sztuczki, której nauczył się Woodstock. Zayn posłał im czuły uśmiech i pochylił się w ich kierunku, mrugając jednym okiem. – Wy dwoje zawsze będziecie moimi ulubionymi dziećmi.

Louis uśmiechnął się. – Co muszę zrobić, żeby być twoim jedynym ulubionym dzieckiem?

- Nie wiem – odpowiedział Zayn i wzruszył ramionami. – Przestać pieprzyć się z drugim dzieckiem?

Harry westchnął, zamilkł i Louis widział, jak się rumieni. I, świetnie, Harry nie umiał kłamać, więc wszystko zostało na jego głowie. Albo chłopcy dowiedzieliby się, że doszło między nimi do… cóż, zbliżenia, po którym Harry go spławił.

Louis naprawdę nie chciał dodawać sobie do nędzy.

- Nie mam takich fetyszy – odpowiedział spokojnie z dumnym uśmiechem na ustach. – Kto się pieprzy z psami, Zayn? To ohydne.

Zayn zaśmiał się i zdzielił go po głowie, po czym odwrócił się do Nialla, który przywołał go gestem dłoni.

Louis zerknął na Harry’ego, który przygryzał dolną wargę ze spuszczoną głową.

Louis chciał krzyczeć na niego i mocno go uściskać jednocześnie. Zamiast tego szturchał palcem jego policzek, aż ukazały się jego dołeczki, a reszta się do nich odwróciła. Zaczęli grać w piłkę i na chwilę Louis zapomniał, co działo się w jego życiu.

W tamtym momencie był z czwórką swoich przyjaciół, którzy nagle stali się da niego ważni i byli niezastąpieni. Nie było już tylko Nialla, był Niall, który zawsze był przy nim, bez względu na wszystko. I nie było LiamaiZayna. Był Liam, który zgolił włosy, bo był zakochany oraz Zayn, najbardziej sarkastyczny z nich wszystkich, ale okazujący to tylko, kiedy było to konieczne, opiekuńczy dla tych, których kochał.

I Harry. Nie Harry, który mu się podobał, ale Harry, który mówił powoli i śmiał się głośno, który był niesamowicie miły, z umysłem pięćdziesięciolatki i sercem pięciolatka.

Były to złote momenty i Louis nie zamieniłby ich na nic w świecie. Nie będzie przeżywał ich jeszcze długo, więc zdecydował się cieszyć się nimi tak bardzo, jak był w stanie. Dopóki będzie mógł trzymać przy sobie tę czwórkę, nie chciał o tym zapominać.

Mógł jedynie przypominać sobie, że został niecały miesiąc. Jeden miesiąc i będzie mógł zniknąć z życia Harry’ego. Oczywiście mógł wyprowadzić się już wtedy i zatrzymać się u Nialla na trzy tygodnie, ale musiałby to wyjaśnić.

A jak miał wyjaśnić Harry’emu – lub któremukolwiek z chłopaków – że nie mógł być przy nim, kiedy wszystkim, czego pragnął, było bycie przy nim? Oczywiście cieszył się każdą minutą spędzoną z Harrym; każdy uśmiech, każdy śmiech, każde słowo, każdy dotyk był starannie zapisany w jego pamięci. Czasami pozwalał im wypłynąć w środku nocy i tonął w nich, wyobrażając sobie, że coś oznaczały.

Tylko że kiedy leżał z zamkniętymi oczami, otoczony wspomnieniami skóry Harry’ego, jego wyglądu, jego włosów, Harry leżał obok, spokojnie śpiąc. Dla niego nie było to niczym wyjątkowym, niczym nawet w części tak wspaniałym jak dla Louisa. Lubił Louisa i cieszył się jego towarzystwem, Louis wiedział o tym. Ale nie zachowywał się przy nim w żaden inny sposób niż przy Niallu, Liamie, czy Zaynie.

Louis nie sądził, żeby kiedykolwiek mógł być tak wyjątkowy dla Harry’ego. Mógł ruszyć dalej i zapomnieć o Harrym, prawdopodobnie powoli umierać, żeby chłopak niczego nie podejrzewał. Albo żeby nie był zraniony straceniem go.

Louis naprawdę chciał być jego przyjacielem. I byli przyjaciółmi. Ale Louis tak naprawdę nie mógł być tylko jego przyjacielem. Chciał czegoś więcej i potrzebował tego bardziej z każdym mijającym dniem.

W niektóre poranki, kiedy budził się przez Harrym, leżał tak, obserwując go. Harry wyglądał jak dziecko, kiedy spał, i to przyprawiało Louisa o uśmiech. Jego loki luźno zwisały na jego czole, a ciemne rzęsy zawijały się pod powiekami, jego usta były różowe i pełne.

Czasami Louis ważył się sięgać do nich i przesuwać po nich kciukiem. Obserwował, jak zmieniały barwę na jasnoróżową od lekkiego nacisku, po czym wracały do naturalnego koloru, kiedy odsuwał rękę. Harry nigdy się nie przebudził, nigdy niczego nie zauważył.

Każdego ranka, kiedy obudził się przez Harrym, jego dłoń przykrywała rękę Harry’ego lub leżała wystarczająco blisko niej, by w jakiś sposób jej dotykać. Harry już nie przytulał się do niego w śnie, a Louis nigdy tego nie wymuszał. Więc spali obok siebie, ale Louis nie był w stanie tego kontrolować. Jego ręka zawsze szukała Harry’ego.

Cóż, Harry o niczym nie wiedział. A jeśli wiedział, nigdy o tym nie wspominał.

-

Następnego ranka Louis leżał na boku i obserwował śpiącego Harry’ego. Słońce już dawno wzeszło, ale jego promienie były słabe i przyciemnione ciężkimi chmurami wylewającymi wiadra deszczu. Jego dłoń leżała blisko ręki Harry’ego, wystarczająco, by ich palce się stykały. Louis łagodnie poruszał swoimi palcami przy palcach Harry’ego, w leniwym rytmie bawił się nimi, splatał je, rozplatał, splatał ponownie.

Dokładnie tamtego ranka uświadomił sobie, że palce Harry’ego idealnie mieściły się pomiędzy jego palcami. Wypełniały pustą przestrzeń pomiędzy nimi, nie pozostawiały ani cala skóry bez dotyku i były ciepłe na grzbiecie jego dłoni. Długie i smukłe, i jeśli Harry by chciał, mogły owinąć całą rękę Louisa.

Ich ręce idealnie do siebie pasowały.

A Louis był zakochany w Harrym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz