- Nie wierzę, że poszedłeś tam jeszcze raz – powiedział Niall i uniósł brew, a Louis ledwie zrozumiał jego słowa, ponieważ usta chłopaka wypełnione były frytkami.
- Musiałem go zobaczyć ponownie. – Louis szturchał widelcem swoje własne frytki. – Prawdopodobnie nie wywarłem na nim najlepszego wrażenia przy ostatniej rozmowie.
- Co powiedziałeś?
Louis wzruszył ramionami. – Nie bardzo pamiętam. Zgaduję, że nie byłem zbyt czarujący.
Niall zaśmiał się i napił trochę coli. – Nie pracował wczoraj wieczorem?
- Powiedzieli, że się zwolnił. Zwolnił się, Niall. – Louis powtórzył i dramatycznie westchnął. – Jak ja go teraz znajdę?
- A to wszystko tylko dlatego, że wygląda znośnie w pomarańczowej koszuli?
- Tak się składa, że znośnie to niewystarczające określenie – powiedział Louis. – I to dlatego, że jego uśmiech był słodki a jego loki śliczne. On był idealny! – Louis upuścił widelec i zostawił jedzenie. Przesunął talerz do Nialla, który chętnie zabrał się za frytki.
- Wiesz, on może być jednym z tych kolesi, którzy mają okropny charakter.
- Ludzie z dołeczkami nie mają okropnych charakterów.
Niall tylko pokręcił głową i przewrócił oczami a Louis wiedział, że go to nie obchodzi. Jednak dla Louisa to naprawdę był dramat. Wspomnienie Liama utknęło mu w głowie i chciał otrzymać szansę poznania go, dowiedzenia się, czy był tak anielski, jak się wydawał.
Wiedział, że będzie mógł dać sobie z tym spokój dopiero, kiedy sam się dowie.
Dlatego też Louis wrócił do Suicide Note wczorajszego wieczora. Klub był raczej pusty jak na piątkowy wieczór i Louis pragnął wypić butelkę czegoś bardzo mocnego, żeby wytrzymać kiepską muzykę. Ale tym razem, kiedy miał się zobaczyć z Liamem, chciał być trzeźwy i zrobić dobre wrażenie. Ale Liam się nie pojawił.
A kiedy Louis o niego spytał, jakiś barman powiedział, że Liam się zwolnił i już nie pracował w klubie.
Takie właśnie było szczęście Louisa.
Wyrwał się z własnych myśli, kiedy chłopak z blond włosami podszedł do ich stolika w rogu stołówki. Niall nie skończył jeszcze jeść i wyglądał na raczej zaskoczonego, kiedy chłopak usiadł obok niego.
- Andy! – wykrzyknął i przytulił go.
- Co robicie tu w sobotę? – spytał Andy.
- Najtańsze jedzenie w mieście – odpowiedział Niall i wskazał Louisa. – To mój przyjaciel, Louis.
- Hej, miło cię poznać. – Andy wyciągnął rękę.
Louis chwycił ją z uśmiechem. – Mi również.
- A czemu ty tu jesteś w sobotę? – Niall uniósł kolejną garść frytek.
- Pracuję na kuchni – powiedział Andy i się uśmiechnął. – Moja zmiana właśnie się skończyła.
- Jakieś plany na dziś?
Andy wzruszył ramionami. – Jestem zaproszony na imprezę, popatrzę na dziewczyny i zobaczę, czy któraś jest warta mojego czasu.
Louis uniósł na to brew, ale powstrzymał się od komentarza. W końcu nie znał tego chłopaka.
Niall tylko kiwnął głową, jakby nie oczekiwał żadnej innej odpowiedzi.
Wszyscy lekko podskoczyli przez rozlegającą się melodyjkę i Andy przeprosił, wyjmując telefon i odbierając. – Hej, stary. Co słychać?
Louis w ciszy go obserwował i zdecydował, że niezbyt go lubi. Niall znał reprezentantów wszystkich rodzajów ludzi, dobrych i złych, a ten chłopak prawdopodobnie grał dla Drużyny Złych.
- Masz szczęście – powiedział Andy do telefonu. – Właśnie z nim teraz jestem. Tak, mogę spytać.
Odwrócił się do Nialla. – Liam mówi, że Harry nadal ma pokój do wynajęcia. Chciałby się spotkać z twoim przyjacielem.
Szczęka Louisa opadała na wspomnienie imienia Liam.
Promieniejąc, Niall zerknął na Louisa. – Doskonale, to właśnie Louis.
Andy spojrzał na niego i mruknął w odpowiedzi na to, co powiedziała osoba po drugiej stronie linii. – Masz czas jutro wieczorem? Koło szóstej?
Louis tylko kiwnął głową.
Andy wyjął długopis i napisał coś na serwetce. – Dzięki, stary. Do usłyszenia. – Rozłączył się i podał Louisowi serwetkę. – To adres. Możesz przyjść tam jutro wieczorem, żeby obejrzeć.
- Um, okej – wydusił Louis. – Dzięki.
- Dobra, muszę lecieć, chłopcy! – Andy wstał i dwa razy poklepał stolik.
- Cześć – powiedział Niall i pomachał, a Louis bez słowa obserwował, jak Andy wychodzi, zanim odwrócił się do Nialla.
- Kim jest Liam?
Niall zmarszczył brwi. – Co?
- Liam? Kim on jest? Skąd go znasz?
- Nie wiem, jest jednym z przyjaciół Andy’ego. Spotkałem go kilka razy.
Louis pochylił się z serwetką zgniecioną pomiędzy palcami. – Wysoki, szczupły, kręcone włosy?
Niall wzruszył ramionami. – Tak, czemu?
- Niall, to on! – Louis się rozpromienił. – To ten chłopak w pomarańczowym z klubu.
- Cóż – Niall założył ramiona i ze współczuciem wymalowanym na twarzy posłał Louisowi długie spojrzenie – przykro mi, że muszę cię rozczarować, ale on ma chłopaka.
Mina Louisa zrzedła. – Co?
- Ma chłopaka, Zayna – dodał Niall. – Miły koleś, pracowałem z nim kiedyś, jak nadal zajmowałem się inżynierią dźwięku dla grupy teatralnej. Robił jakieś rysunki na scenę.
Louis wpatrywał się w Nialla z niedowierzaniem.
- O, kurwa, Lou – powiedział Niall i spojrzał z żalem. – Przykro mi, że muszę ci to mówić.
- Znam go – powiedział Louis i upuścił głowę na ramiona ułożone na stole. – On też studiuje literaturę angielską. Zayn Malik, tak?
- Tak, racja – odpowiedział Niall.
- Ma ze mną niektóre zajęcia. – Louis uniósł głowę i przewrócił oczami. – Zajebiście przystojny model.
Niall zachichotał, wredny drań. Louis chciał go udusić.
W przypadku każdego innego faceta Louis wymyśliłby plan, by oderwać Liama od jego chłopaka. Mimo wszystko Louis nie miał powodów, by być niepewnym siebie. Wiedział, że jeśliby się postarał, mógłby wyglądać dobrze. Ale nikt na całym świecie nie mógłby rywalizować z Zaynem Malikiem. Był zajebiście przystojnym modelem, Louis był tego pewien.
Myślał, że jego weekend jest zmarnowany, kiedy wczoraj dowiedział się, że Liam zwolnił się z pracy. Jak bardzo się mylił…
Zawsze mogło być gorzej.
-
I jeszcze gorzej, pomyślał Louis, kiedy następnego dnia zadzwonił do drzwi swojego potencjalnie nowego domu, a Zayn Malik otworzył drzwi.
- Um… - powiedział Louis i ponownie spojrzał z dezorientacją na serwetkę – czy to nie jest 4A?
Zayn stał w futrynie i przychylił głowę. – Nie chodzisz ze mną na zajęcia o Virginii Woolf? Pan Tomlinson, racja?
Louis chciał zniknąć. Dlaczego Zayn Malik otworzył drzwi? – Racja, pan Tomlinson – powiedział i zmarszczył brwi. – Czy w takim razie muszę nazywać cię pan Malik?
Zayn uśmiechnął się. – Nigdy nie wyłapałem twojego imienia, to dlatego. Nauczyciel nigdy go nie używa. – Wyciągnął rękę. – Jestem Zayn.
- Louis. To całe pan Tomlinson i pan Malik jest jednak nawet fajne – zauważył Louis i potrząsnął ręką chłopaka. – Prawie jakbyśmy byli na jakiejś misji z Bondem.
Śmiejąc się, Zayn wskazał na serwetkę w ręce Louisa. – W odpowiedzi na twoje pytanie – to jest 4A. Czy to ty wprowadzasz się do Harry’ego?
Louis kiwnął głową. – Cóż, jeszcze się nie wprowadzam. Nie wiedziałem, że ma jeszcze jednego współlokatora.
Zayn pokręcił głową. – Nie ma. Zgaduję, że Andy podał ci zły adres. Harry mieszka pod 5B. Mogę ci pokazać.
Louis nienawidził tego, że polubił Zayna. Powinien nienawidzić Zayna; Zayn miał wszystko, czego Louis chciał. Od wyglądu do idealnego chłopaka. I, cholera, on nawet nie wyglądał na fajnego, on był fajny. Tak się składa, że był naprawdę miłym chłopakiem. Louis nienawidził swojego życia.
Zayn wskazał na schody i zamknął za sobą drzwi. Louis podążył za nim. – Więc jeśli się wprowadzę, będziemy sąsiadami.
- Tak jakby – odpowiedział Zayn. – Może kiedyś pójdziemy się czegoś napić. Przyjaźnisz się z Niallem, racja?
- Chwilowo u niego mieszkam – odpowiedział Louis. – I płacę czynsz w naturze.
Zayn zatrzymał się, odwrócił do Louisa i spojrzał na niego z szeroko otwartymi oczami.
- To był żart – powiedział oschle Louis. – Upewniam się tylko, że jego lodówka nigdy nie jest pusta. Kupuję jedzenie.
- Okej – odpowiedział Zayn i zaczął się śmiać. – Stary, prawie mnie przekonałeś.
- Prawie? – Louis uniósł brew z drwiącym uśmiechem na ustach, gdy Zayn zatrzymał się przed drzwiami.
- Jesteśmy – powiedział i cicho zapukał.
Drzwi się otworzyły, a Louis odwrócił wzrok z Zayna na…
- Liam?
Oto stał on, piękna twarz i wysokie ciało. Miał na sobie przylegające, czarne spodnie i prostą, białą koszulkę, która eksponowała jego obojczyki. Louis dostrzegł czarny atrament na jego skórze niepokrytej materiałem. Wyglądał na zdezorientowanego, ale jego zielone oczy wyglądały jasno otoczone ciemnymi rzęsami, a jego włosy… Louis nie był z tych, którzy myśleli poetyckimi terminami, ale pod adresem tego chłopaka każdy poetycki opis byłby stosowny.
Przywrócono go do rzeczywistości, kiedy Zayn spytał – Kto?
Jeśli wcześniej Louis nie był w stanie wymyślić powodu, przez który Zayn Malik nie zasługiwał na bycie chłopakiem Liama, teraz miał jeden z pewnością. Jeśli nie był w stanie nawet rozpoznać własnego chłopaka, coś w ich związku musiało pójść naprawdę źle.
- Liam? – spytał Zayn i zmarszczył brwi.
Louis ponownie obrzucił spojrzeniem chłopaka stojącego w przejściu, zanim znów popatrzył na Zayna. – Czy ty nie powinieneś wiedzieć najlepiej? – Nie był w stanie powstrzymać się od zapytania.
- Tak, chyba – odpowiedział Zayn z dezorientacją w głosie. – Dlaczego miałbyś sądzić, że Harry to Liam?
- Co? Kto? – Louis był niemniej zdezorientowany. Przeniósł wzrok z Zayna na chłopaka i z powrotem.
Zayn przewrócił oczami i przechylił głowę, by spojrzeć na Harry’ego. – Co do cholery, Harry?
Harry wzruszył ramionami. – Nie wiem. Naprawdę nie mam pojęcia – powiedział i spojrzał na Louisa. – Nie znam go.
- Przepraszam bardzo – wykrzyczał Louis. – Minęły tylko cztery dni, a ty już nie pamiętasz?
- Tak się składa, że Louis zna cię bardzo dobrze – dodał niepotrzebnie Zayn.
Na wspomnienie imienia Louisa oczy Harry’ego się rozszerzyły i ciche przekleństwo opuściło jego usta. – Ten koleś, który podrywał mnie w środę!
Louis wyglądał na niewzruszonego.
Zayn tylko uniósł brew. – Nie mam zamiaru spytać, dlaczego on sądzi, że masz na imię Liam.
Harry niewinnie się uśmiechnął. – Możliwe, że skłamałem w temacie mojego imienia.
Co do cholery, pomyślał Louis i – Co do cholery? – powiedział to na głos.
- Używasz imienia Liama, podając je nieznajomym osobom? – Zayn spojrzał na Louisa i wymamrotał cicho – Przepraszam – z powodu określenia, którego użył.
Louis nie miał nic przeciwko. Zayn miał rację i poza tym ten chłopak jawnie go okłamał, kiedy Louis sądził, że zakochał się od pierwszego wejrzenia. Mógł jedynie powtórzyć – Co do cholery?
- Spytał, czy za niego wyjdę. To trochę zbyt bezpośrednie, prawda? – spytał Harry, jakby Louisa w ogóle tam nie było, po czym potrząsnął włosami i odgarnął je na bok jednym głodkim ruchem. Louis nienawidził tego, jak seksownie to wyglądało. Powinien skomentować słowa Harry’ego, naprawdę powinien, ale był zbyt zdekoncentrowany jego twarzą, włosami i szczupłym ciałem. To wielka szkoda, naprawdę.
- Wiesz, co stało się ostatnim razem, kiedy wyjawiłem swoje imię jednemu z tych kolesi – powiedział do Zayna.
- Och, tak, wiem – odpowiedział Zayn i lekko klepnął głowę Harry’ego. – Podałeś mu imię Liama, żeby śledził jego, tak?
- Nie, oczywiście, że nie! – Harry wydął usta. – Jeśli wróciłby, żeby spytać o Liama, powiedzieliby mu, że już się zwolnił. Nie znalazłby go.
- Kiedy dokładnie powinienem wtrącić fakt, że nie jestem żadnym prześladowcą? – spytał Louis, zapamiętując, żeby nigdy, przenigdy nie pozwolić nikomu dowiedzieć się, że faktycznie wrócił tam w piątek i pytał o Liama.
- Zakładamy czysto hipotetycznie – zauważył Harry.
- Masz ten adres od Andy’ego, racja? – spytał Zayn z podejrzliwym wyrazem twarzy.
Teraz nadeszła kolej Louisa, by spojrzeć na niego z szeroko otwartymi oczami. – Pytasz poważnie?
Harry się zaśmiał i uszczypnął ramię Zayna. – Jest tylko opiekuńczy dla swojego chłopaka – zapewnił.
Zayn wzruszył ramionami i obserwował Louisa.
- O co w ogóle chodzi – wymamrotał pod nosem Louis. Przebiegł ręką przez włosy i natychmiastowo przeklął się w myślach – zepsuł to, nad czym pracował wieczność, zanim tu przyszedł. Chciał tylko wywrzeć dobre wrażenie na sowim potencjalnym współlokatorze.
Jednak jego potencjalnym współlokatorem okazał się tajemniczy chłopak ze zmywaka, którzy spodobał mu się od pierwszego wejrzenia i wyjawił Louisowi nieprawdziwe imię. Dodatkowo chłopak, który podobał się każdej osobie z jego zajęć literatury, sądził, że Louis jest prześladowcą, który przyszedł tam, żeby rzucić się na jego chłopaka.
Cóż, wszystko wyszło niemal tak dobrze, jak Louis sobie wyobrażał. Dobre pierwsze wrażenie i te sprawy.
- Więc – Harry wyrwał go z zamyślenia – wnioskuję, że faktycznie przyszedłeś tu z powodu pokoju.
Louis powoli kiwnął głową i zerknął na Zayna, który nadal podejrzliwie na niego patrzył. – Z pewnością nie przyszedłem nikogo śledzić – zapewnił. – I biorąc pod uwagę okoliczności, nie sądzę, że będę chciał się tutaj wprowadzić.
- Co? – Harry zmarszczył brwi. – Dlaczego?
- Dlaczego? – powtórzyli równo Zayn i Louis.
- Znaczy, dobrze, trochę się nie zrozumieliśmy…
- Trochę – powiedział oschle Louis i fuknął. – Myślę, że to zajebiście ogromne niezrozumienie, jeśli mam być szczery.
- Co się tu dzieje?
Wszyscy odwrócili się na to pytanie i Louis dostrzegł kolejnego chłopaka wchodzącego po schodach z torbami z Tesco w jednej ręce. Miał na sobie czapkę i jeansową kurtkę, i pierwszą myślą Louisa było to, że chłopak był ubrany nieco zbyt lekko jak na styczeń.
- Słyszałem was, kiedy przyszedłem do domu – powiedział, wchodząc po ostatnich schodach, zanim odłożył torby i pochylił się, by przycisnąć krótki pocałunek do ust Zayna.
Witamy prawdziwego Liama, pomyślał Louis. Świetnie, teraz jest jeszcze lepiej.
- Nie chcesz wiedzieć – powiedział Zayn i ponownie zgromił spojrzeniem, Harry’ego.
Liam wyglądał jak zdezorientowany szczeniaczek, zdejmując czapkę. Louis zastanawiał się, w jaki sposób ten chłopak przypominał Niallowi jego opis wysokiego, szczupłego, z kręconymi włosami.
- Ty musisz być Louis – powiedział Liam z przyjaznym uśmiechem. – Jestem Liam, miło cię poznać.
- Nie byłbym taki pewien – odpowiedział Louis.
Harry i Zayn jęknęli, a wyraz twarzy Liama stał się nawet bardziej zdezorientowany.
- Louis chce powiedzieć – wtrącił Zayn – że Harry nieco spieprzył sprawę.
- Wcale nie-
- Spieprzyłeś – powiedział Zayn.
Liam wzruszył ramionami a Louis podziwiał go za to, że nie zaciekawiło go to i nie zaczął zadawać pytań. Na jego miejscu prawdopodobnie zażądałby pełnej historii z detalami. Jednak Liam prawdopodobnie był przyzwyczajony do dziwacznych zachowań Harry’ego i dlatego już się tym nie kłopotał.
A Harry z pewnością był uosobieniem dziwactwa. Tyle Louis był w stanie stwierdzić.
- W każdym razie – powiedział Liam – kupiłem piwo i wodę. Zostajesz na kolację, Louis?
- To takie dziwne – stwierdził Louis.
Zayn kiwnął głową. – Trochę tak.
- Nie powinno – zapewnił Liam, a jego przyjazny, rozbrajający uśmiech powrócił. – I tak się wprowadzisz. Lepiej już się przyzwyczajaj.
- Nie wprowadzę się. – Louis nie był w stanie teraz pomyśleć o niczym straszniejszym od mieszkania z Harrym.
- Oczywiście, że się wprowadzisz – powiedział Liam swoim przyjaznym tonem. – Harry już zrobił dla ciebie miejsce i z tego, co słyszałem, naprawdę potrzebujesz pokoju.
- I kto jest teraz prześladowcą? – spytał Louis, zerkając na Zayna. – Gdzie słyszałeś? Nawet cię nie znam.
- Rozmawiałem wcześniej z Niallem i powiedział, że później przywiezie twoje rzeczy. Tak się składa – dodał Liam i spojrzał na zegarek – że będzie tu za jakieś pół godziny, więc lepiej przygotujmy już kolację.
Na twarzy Zayna pojawił się uśmiech, a Harry kiwnął głową, jakby to, co powiedział Liam, było całkowicie oczywiste, po czym wszedł do mieszkania i zostawił w domyśle, że mają pójść za nim.
Liam wskazał, żeby Louis wszedł, a jego uśmiech wciąż był przyjazny. Louis zastanawiał się, jak on to robił i jednocześnie nie był pewien, czy ma ochotę zastrzelić siebie, czy Liama.
Prawdopodobnie Nialla.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz