wtorek, 3 grudnia 2013

185

Kolejny dzień minął nam o wiele spokojniej. Nawet atmosfera wydała się o wiele przyjemniejsza, niż przez poprzednie godziny. Mama Harry’ego z początku unikała jakichkolwiek rozmów z nami, ale już po południu przy przygotowaniu obiadu poprosiła mnie o pomoc. Nie odmówiłem, szczególnie, że to była jakakolwiek okazja do pokazania kobiecie, że wcale nie jestem taki zły. Nie poruszała wcale tematu naszej miłości, ale za to bardzo chciała się dowiedzieć, jak Harry zachowuje się w Doncaster i czy też tak łatwo wybucha. Zaprzeczyłem, gdyż Harry naprawdę zmienił się od tego czasu, gdy pierwszy raz go spotkałem.
Następnego dnia wszyscy razem udaliśmy się do Gemmy. Anne chciała zrobić jej niespodziankę i prosiła syna, aby nic nie przekazywał swojej siostrze. Gemma była wzruszona, kiedy dostrzegła z nami mamę. Cieszył mnie fakt, że kobieta nie chowała urazu do córki i chociaż starała się stopniowo wszystko akceptować. Chociaż, kiedy dostrzegłem, jak brała na ręce małego Ashtona byłem niemal pewien, że pokochała go od razu i nie miała już żalu do córki, że jej o tym nie powiedziała.
Później dni do sylwestra mijały zaskakująco szybko. Harry wpadł na pomysł, że pójdziemy do najlepszego klubu, który był tutaj niedaleko. Nie dziwiło mnie to, bo Harry mieszkał praktycznie w samym sercu Nowego Jorku. Zazdrościłem mu tego, bardzo zazdrościłem. Ale niemniej jednak uważam, że parę dni spędzone tutaj już były dla mnie czymś niesamowitym.
Wiecie? Zawsze wyobrażałem sobie, że zwiedzę kiedyś ten kraj. Że przylecę tutaj z kimś, kogo kocham. Te marzenia pojawiły się dawno, zanim zacząłem odkrywać, że nie jestem nawet bi. Dalibyście wiarę, że marzenia naprawdę się spełniają? Wiara naprawdę czyni cuda. Chciałem jakoś szczególnie podziękować Harry’emu za to, że spełnił jedno z moich największych marzeń.
Wracając do sylwestra, ja wolałem jednak zostać w domu. Nie jestem zwolennikiem głośnych imprez ani upijania się w trupa. Ale postanowiłem pójść na chwilkę z Harrym, żeby się zabawić. Widziałem jak palił się na tą imprezę. A poza tym w końcu był sylwester, nie będziemy siedzieć przed telewizorem i oglądać żadnych stacji muzycznych, prawda?
Tego dnia miałem też poznać po raz pierwszy przyjaciół Harry’ego, Zayna i Liama. Ciekawiło mnie, jacy są. Ale bynajmniej nie miałem zamiaru im obwieszczać, że jesteśmy parą z osiemnastolatkiem. Nie to, że się wstydziłem, przecież mnie znacie. Po prostu patrzyłem konstruktywnie na to wszystko. Oznajmiłem to Harry’emu i poprosiłem, żeby na czas tego wieczoru traktował mnie jak zwykłego przyjaciela, z którym jest bardzo zżyty. On chyba miał jednak inne plany.
- Czemu nie mogą się dowiedzieć? Ja się tego nie wstydzę.
- Harry... – Westchnąłem, ujmując jego policzek i patrząc w te przepiękne, zielone oczy. Objął mnie, przyciągając ku sobie. – Nie musisz od razu całemu światu oznajmiać, że kochasz geja. Niektórych lepiej trzymać w niewiedzy, naprawdę.
- Ale, ja…
Przerwałem mu, całując go namiętnie w usta. No, to chyba powinno załatwić sprawę. A widzicie? Wyrabiam się powoli. Wiem, co zrobić, żeby młody mnie posłuchał. Cwaniak ze mnie, co nie?
- Jak będziesz grzeczny i posłuszny… - Nie wierzę, że to robię. Nie wierzę, że zaraz to powiem. Nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę! – To po powrocie do domu wszystko ci wynagrodzę. Jakkolwiek tylko zechcesz – wyszeptałem mu na ucho kokieteryjnie, co naprawdę podziałało, bo w jego oczach obudziło się pożądanie. A ja od razu zalałem się rumieńcem zdając sobie sprawę, jak wulgarny się staję. Jeszcze chwila, a sam zacznę myśleć jego tokiem myślenia. Czyli wszystko załatwić poprzez łóżko, brawo, Lou.
Ale bądźmy szczerzy. Ten egoista pociąga mnie nie tylko psychicznie, ale i fizycznie. A jeśli ja jego w równym stopniu pociągam, co on mnie, to czemu nie?
*
Pod klub dotarliśmy po dwudziestej. Harry chciał nawet zrezygnować z imprezy po mojej skromnej propozycji, ale teraz to ja chciałem się nad nim trochę poznęcać. Wytrzymasz, Harry, wytrzymasz. I ja też wytrzymam, ugh.
Poznałem Zayna i Liama. Teraz mogłem pojąć, co tak zafascynowało mojego chłopaka w tym brunecie. Był naprawdę przystojny i nie cierpiał na brak zainteresowania płcią żeńską. Ale poza tym, że był przystojny, charakter miał tak okropny, że chwilami nie mogłem patrzeć na to, jak się zachowuje. Zwykłą dziewczynę, która chciała TYLKO zatańczyć i była całkiem urocza, odesłał ze słowem, że powinna najpierw popatrzeć w lustro, a potem do niego startować, bo on z plebsem się nie zadaje. Co za skurczybyk! No pięknie, nawet przeklinam, to do mnie kompletnie niepodobne. Ale to było naprawdę niemiłe z jego strony. Liam był zaś bardzo spokojny i, może mi się wydaje, zamknięty w sobie. Ale bardzo sympatyczny. Zaakceptował mnie od razu, zaś Zayna musiałem powoli zdobywać. Pomyślałem, że warto spróbować. W końcu akceptacja paczki twojego chłopaka to podstawa szczęśliwego związku, jak mniemam.
Przekraczając próg klubu, od razu rzuciłem się w wir zabawy. Tańczyłem z każdą dziewczyną, która się mną zainteresowała, a okazało się, że takowe były. Niektóre chciały mnie już całować, ale tłumaczyłem się, że jestem w klubie z kimś i nie chcę zdradzać tej osoby na jej oczach. W ogóle nie chciałbym zdradzać mojego Harry’ego z kimkolwiek. Nawet za jego plecami. Nie było osoby, która mogłaby mu dorównać. Poza tym, pocałunki z kobietami mnie nie kręciły. Nic nie mogło się równać z tymi, które serwował mi Harry. Och, tak.
Mój chłopak widocznie załapał, co miałem na myśli swoim zachowaniem, bo niedługo potem sam tańczył z kilkoma pięknymi kobietami i chwilami obawiałem się, że zaraz na rzuci się na którąś i zacznie całować. Ale dzielnie się powstrzymał. Choć nie ukrywam, że zazdrość chwytała mnie za serce, kiedy ukradkiem dostrzegłem, jak te kobiety miziały się o MOJEGO CHŁOPAKA! Choć ja nie byłem lepszy, ale robiłem to nieświadomie i byłem stuprocentowym gejem, nie biseksualistą.
Wypiłem tylko jednego mocnego drinka, który miał mi pomóc rozluźnić się na parkiecie. Postanowiłem nie szaleć ze względu na mój stan zdrowia, jak i też to, że nie miałem głowy mocnej do alkoholu, bo tak naprawdę w życiu piłem tylko po lampce wina, a w skrajnych wypadkach drink z czymś gazowanym. Mówiłem, nie jestem zwolennikiem imprezowych klimatów, a co się z tym wiązało, również picia. Zaskoczyło mnie też, że Harry wcale nie tknął alkoholu. Ale może to i dobrze?
Było coraz bliżej północy, a wszyscy zgromadzeni wyszli na niewielki plac przed klubem, wokół którego było wiele sklepów z markową odzieżą czy kawiarenek. Zgubiłem gdzieś całą trójkę, a miałem obok siebie właśnie Lindsay, dziewczynę, z którą przetańczyłem ostatnie pół godziny. Była strasznie sympatyczna i na dodatek sama, dlatego postanowiłem po prostu stać w miejscu obok niej i cieszyć się, że spędzam niepowtarzalnego sylwestra w mieście moich marzeń.
Tłum zaczął odliczanie, a ja z uśmiechem spojrzałem na Lindsay, sączącą drinka. Kiedy zbliżali się do dwóch, poczułem, jak ktoś chwyta mnie za ramię. Jeden, i zostałem gwałtownie odwrócony do tyłu. Zero, podniesione krzyki wszystkich imprezowiczów, setki petard puszczonych w powietrze, głośna muzyka i ciepłe, miękkie wargi, przesiąknięte smakiem wina, które całowały moje usta, doprowadzając mnie do wariacji. I o mało co nie rozbiłem swojego kieliszka z szampanem, które rozdawali przy wyjściu. Czy można lepiej wyobrazić sobie powitanie nowego roku?
*
Z imprezy zmyliśmy się przed piątą, tłumacząc złym samopoczuciem. Tak naprawdę nie potrafiłem dłużej wytrzymać. Czułem się tak napalony, jak jeszcze nigdy dotąd. Ponad pół roku nie uprawiałem prawdziwego seksu z nikim. Z NIKIM! Mój kochany przyjaciel nie był przygotowany na taką męczarnię! Jedynie w skrajnych wypadkach, kiedy Louis celowo podniecał mnie do granic możliwości, musiałem ulżyć sobie pod prysznicem, ale tak poza tym – nic. A mój przyjaciel domagał się zaspokojenia jego potrzeb.
Wsiedliśmy zatem w taksówkę, którą prędko złapaliśmy i udaliśmy się do mojego mieszkania. Miałem ochotę oddać hołd szefowi mamy, że wziął ją na nocną zmianę do szpitala, jak również jej za to, że się zgodziła. Cóż, zgodzić by się na pewno zgodziła, bo w końcu każdy grosz się przyda, a nie miała zaplanowanego sylwestra, także my na tym wyszliśmy najlepiej.
Już na klatce schodowej, co chwilę lądowaliśmy z Louisem albo na ścianie, albo przy barierce schodów, całując się zachłannie. Nie byłem może aż tak pod wpływem alkoholu, bo pozwoliłem sobie jedynie na lampkę wina w trakcie przywitania nowego roku. Ale i tak traciłem rozum, mając blisko siebie Louisa. A że moje mieszkanie znajdowało się dopiero na czwartym piętrze, trochę nam zeszło zanim wdrapaliśmy się na górę.
Po drodze mieliśmy też pewien incydent. Kiedy „przypadkowo” zbyt mocno popchnąłem Louisa na drzwi sąsiada spod trójki, robiąc przy tym troszkę hałasu, mężczyzna, prawdopodobnie mający kłopoty ze snem, wyszedł na klatkę schodową, otwierając szeroko oczy ze zdziwienia. Oczywiście przeprosiliśmy, nie myślcie sobie! Ale pan Winslet najwidoczniej był w ogromnym szoku, widząc mnie z moim chłopakiem w jednoznacznej sytuacji. Louisa rozbawił widok staruszka. Ja za to szybko wybełkotałem ciche „przepraszam”, chwyciłem dwudziestojednolatka za dłoń i pociągnąłem na górę.
Wpadliśmy do mieszkania, całując się namiętnie. Tak, kompletnie straciłem panowanie nad samym sobą. Myśl, że Louis zaraz będzie mój, MÓJ I TYLKO MÓJ, jedynie bardziej mnie nakręcała. Rozpiąłem szybko płaszcz, nie przestając całować chłopaka i rzuciłem nim gdzieś w kąt, na oślep zatrzaskując cicho drzwi. Kiedy już sprawdziłem, czy aby na pewno są zamknięte na zamek, rzuciłem się na Louisa jak wygłodniałe zwierze na swoją ofiarę. Przyparłem go do ściany, na co chłopak pisnął cicho. Odchylił głowę do tyłu, dając mi lepszy dostęp do jego szyi, co od razu wykorzystałem zasypując jego wrażliwą skórę pocałunkami. Po całym pomieszczeniu można było słyszeć nasze przyspieszone oddechy i ciche westchnienia Louisa, które przyprawiały mnie o przyjemne dreszcze na plecach.
Przyciągnąłem go ku sobie, ponownie wpijając się w jego słodkie wargi. Nasze ciała idealnie do siebie przylegały. Czułem narastające ciepło, kiedy ten mężczyzna był przy mnie. Zsunąłem z niego płaszcz, który również niezdarnie wylądował gdzieś na ziemi w korytarzu. Zacząłem prowadzić Lou do mojego pokoju, gdzie zatrząsnąłem lekko drzwi, dla bezpieczeństwa przekręcając w nich kluczyk. Ostrożności nigdy za wiele, jak to mówią. Pchnąłem Louisa na łóżko, siadając na nim okrakiem. Pozbyłem się koszuli, którą miałem na sobie, rzucając ją gdzieś za plecy. Nachyliłem się nad chłopakiem, wciąż ciężko dysząc.
- Dotykaj mnie – wyszeptałem mu do ucha. W słabym świetle padającym z licznych latarni i bilbordów zza okna zobaczyłem, że jego oczy zaczęły błyszczeć. Lubiłem, kiedy jego piękne oczy w ten sposób lśniły.
Louis nie próżnował. Szybko zepchnął mnie z siebie, odwracając nasze role. Teraz to on siedział na mnie i zachłannie całował moją szyję, błądząc dłońmi po całym moim ciele. Byłem spragniony jego dotyku jak jeszcze nigdy wcześniej. Czułem takie podniecenie, jak jeszcze nigdy dotąd. Jeśli tak dalej pójdzie, doprowadzi mnie do orgazmu zanim dobierze się do rozebrania moich spodni!
Czując jego zwinny język na mojej szyi, westchnąłem głośno. Wplotłem dłoń w jego włosy, zaciskając mocno. Tak, tak, tak! Zdecydowanie podobało mi się to! Nie wiem, co on miał w sobie, ale samymi takimi pieszczotami doprowadzał mnie na granice możliwości. Powoli jego pocałunki zaczynały schodzić niżej i niżej. Od linii obojczyków, poprzez mostek, aż po brzuch. Z moich ust wydobył się bliżej nieokreślony dźwięk, kiedy na krótką chwilę zatrzymał się przy moich sutkach i zaczął zataczać językiem kółka wokół nich. Gdy uświadomiłem sobie, że coraz bardziej zbliża się do mojego przyrodzenia, poczułem narastające podniecenie. Było mi tak niesamowicie dobrze, że już miałem ochotę krzyczeć na całe gardło, budząc przy tym wszystkich sąsiadów. Choć kto wie, czy nie obudzę dzisiaj niektórych… Szczególnie pani Dawson, która przecież była za ścianą. A ta staruszka to chyba nawet nie śpi. Dziwnym trafem zawsze, kiedy rozmawiałem z Louisem nocą, ona następnego dnia skarżyła się, że przez uchylone okno słyszała wszystko, co mówię. Akurat! Pewnie podsłuchiwała stara jędza... Boże, o czym ja myślę? W takiej chwili?!
Otrząsnąłem się w końcu, chcąc jak najszybciej pozbyć się ubrań z nas obojgu. Szczególnie chciałem znów podziwiać cudowne ciało Louisa w pełnej okazałości.
- Rozbierz mnie, Lou – wyszeptałem, krótko całując go w usta. Chłopak spojrzał na mnie z zaskoczeniem. Dałbym sobie głowę uciąć, że się zarumienił. Ale kochałem to w nim. Tą nieśmiałość, skromność, ostrożność i delikatność.
Troszkę żałowałem, że nie jest dzień. Wtedy mógłbym go oglądać i podziwiać w pełnym świetle. Ale wierzyłem, że będzie jeszcze nie jedna okazja ku temu. Bardzo w to wierzyłem.
- Ja…?
- Louis, rozbierz mnie. – Powtórzyłem stanowczo i pewnie, patrząc wprost w jego oczy.
Chłopak westchnął głęboko, nie walczył długo sam ze sobą. Byłem pewien, że sam tego pragnął, może nawet bardziej, niż ja. W końcu odpiął klamrę u paska i rozpiął rozporek w moich spodniach, patrząc przy tym wprost w moje oczy. Ale ten wzrok tak ociekał erotyzmem, że w jednej sekundzie myślałem, że ktoś na chwilę podmienił mi Louisa i to nie on właśnie mnie rozbiera. Ale to mi się podobało. Ta jego nieobliczalność. Nigdy nie mogłem pewnie powiedzieć, jak Louis zareaguje na moje słowa. Kiedy uniosłem biodra, a on zsunął powoli spodnie z nich. Patrzyłem przy tym na niego jak w jakiś obrazek. Wodziłem zamglonym wzrokiem za językiem, który lubieżnie zwilżał jego cudowne wargi. Już wyobrażałem sobie, co te jego usteczka mogą zrobić z moim nabrzmiałym członkiem.
Ku mojemu zaskoczeniu Louis nie zdjął moich bokserek. Zamiast tego położył się na mnie, specjalnie ocierając się o moje krocze, które i tak było już w stanie zaawansowanym, czekając tylko, aż ktoś się nim zajmie i pomoże mu ulżyć. Jego usta znów przyssały się do moich, a jego język zaczął bitwę razem z moim. Na domiar tego wszystkiego, ciągle łasił się niespokojnie, a mój kochany Harry Junior domagał się swoich pieszczot! Przecież ja zaraz dojdę od samych jego pocałunków, noo! Ale, kurde, nie powiem, że nie było mi przyjemnie, bo było jak diabli! Czułem przyjemny ucisk w żołądku za każdym razem, kiedy mnie całował. I to było niesamowite. Mogłem dzięki niemu doznawać rozkoszy za każdym razem na nowo z taką samą przyjemnością.
- Louis, ja zaraz dojdę – wyszeptałem przeciągle chłopakowi na ucho, znów zatapiając się w jego ustach. Uśmiechnął się, błądząc dłońmi po moim torsie. W końcu zszedł z łóżka, stając zaraz przy nim i uśmiechnął się do mnie figlarnie.
- Zaczekaj. Najpierw ty mnie rozbierz. Coś gorąco tu się zrobiło… - Spojrzał w dół na swoje krocze, a ja dostrzegłem, że jest nie mniej podniecony, niż ja.
Ha! Dwa razy mi powtarzać nie trzeba, jeśli chodzi o te sprawy. Przysunąłem się na kraj łóżka, zdejmując szybko jego spodnie, a zaraz potem czarne bokserki. Słysząc cichy, rozbawiony śmiech dwudziestojednolatka uświadomiłem sobie, jak bardzo pragnę go, skoro nawet nie patyczkuję się z rozebraniem chłopaka. Moim oczom ukazał się jego nabrzmiały penis, który tylko czekał, żeby mu dogodzić. Och, a jak! Z wielką chęcią! Jednak, jak to się mówi „jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”. Chwyciłem go więc za te cudowne pośladki zaciskając je lekko, a z jego ust wydobył się głuchy jęk. O, tak, Louis! Zaraz będziesz krzyczał na całe gardło moje imię! Tego właśnie chcę! Usadziłem go na swoich kolanach, przysuwając jego biodra bardzo blisko siebie, tak, że czułem jego przyrodzenie na swoim brzuchu. Moje dłonie zaczęły wędrować nieco wyżej zdejmując powoli jego sweter i odrzucając go gdzieś na bok. Następnie jego bluzka wylądowała na ziemi, a ja miałem go przed sobą takiego, jakiego natura go stworzyła. Był piękny. Niesamowicie piękny. Nie wiem, czy to ta mała ilość alkoholu w moim organizmie już sprawiała, że każda komórka mojego ciała chłonęła jego wzrok, jego dotyk, jego oddech, zapach, pocałunek… Ale cholernie podobało mi się to. I chciałem już zobaczyć na jego twarzy tę chwilę uniesienia. O tak! Sprawię, że nie zapomnisz tego na dłuuugi, długi czas, kochany.
Uniosłem go zatem lekko, układając na łóżku i położyłem się obok niego, aby było mi wygodnie. Moja ręka powoli zawędrowała w stronę jego członka, a kiedy dotknąłem go lekko, Louis poruszył się niespokojnie. Zacząłem powoli stymulować jego męskość, słuchając cichych westchnień przyjemności prosto do mojego ucha. Jednak mi to nie wystarczyło. Przyspieszyłem powoli, zaczynając go całować. Och, tak! Zaczął mnie dotykać, co mnie samego podniecało. O mamo, jak ja uwielbiam, kiedy on mnie dotyka, błądzi dłońmi po moim torsie, plecach… Ale nie było dla mnie nic przyjemniejszego, niż jęki mojego Louisa wprost do moich ust. Tylko że on za wszelką cenę powstrzymywał się przed tym! Ej, nooo!
- No, dalej, Lou. Nie wolno tłumić w sobie emocji – powiedziałem zawadiacko, na krótką chwilę zaprzestając całowania. – Chcę cię słyszeć. Głośno słyszeć – wyszeptałem, obserwując jego twarz. Przez jego mimikę przewijał się wyraz najcudowniejszej rozkoszy, jaką tylko mogłem mu dać. Wyglądał tak niesamowicie słodko, pociągająco i seksownie zarazem, że nie sposób było to opisać.
Louis resztkami sił podparł się na łokciach, zaciskając mocno wargi. Otworzył w końcu powieki, a ja dostrzegłem, że jego oczy zaszły mgłą. O tak, mały, zaraz dojdziemy, a wtedy…
- Nie ma się czego bać, nikt cię nie usłyszy – mruczałem do jego ucha, wciąż przyspieszając stymulację jego członka, co ewidentnie oznaczało, że mój kochany zaraz poczuje tę chwilę uniesienia, na którą ja czekałem. – Pozwól mi cię usłyszeć, Lou – wydyszałem wprost do jego ucha pożądliwym tonem.
- Pieprz się – wysyczał przez zęby, wciąż tłumiąc w sobie emocje. Zaraz potem otworzył szeroko oczy, uświadamiając sobie, co powiedział. Roześmiałem się krótko, całując go.
- Zaraz będę, ale pierzył ciebie. – Wypowiedziałem to z takim pożądaniem, że chłopak na chwilę otworzył usta i w tym samym momencie doszedł, bo usłyszałem jego krzyk. O tak, ten krzyk odczuwalnej przyjemności jeszcze długo będzie brzmiał w moich uszach niczym najprzyjemniejszy dźwięk na świecie. – O to mi chodziło – wyszeptałem, na jego oczach zlizując nasienie ze swojej dłoni. Patrzył na mnie oszołomiony, ale również poekscytowany tym wszystkim, co się działo. Poczekaj Louis, za chwilę doznasz prawdziwej ekstazy. To był dopiero początek z mojej strony.
*
Czy to normalne, że samo patrzenie na tego seksownego egoistę sprawiało, że czułem na nowo narastające podniecenie? Jeszcze mi dupek bezczelnie będzie szeptał, że chce mnie słyszeć, no ludzie! A co ja jestem, hę? Będę krzyczał, kiedy będzie mi się podobało. Póki co, nie miałem najmniejszej ochoty na wizytę któregoś z jego sąsiadów, a tym bardziej przeszkodzenie nam w TAKIEJ chwili! Wystarczy, że ten biedny staruszek omal nie zszedł na zawał, kiedy zobaczył, jak Harry całuje mnie namiętnie, napierając na mnie całym ciałem.
Obserwowałem uważnie jego poczynania. Wiedziałem, że to nie koniec na dzisiaj. Ba! Nawet nie chciałem, żeby to był koniec! Gdybym miał na to jakiś wpływ, sprawiłbym, żeby nasza noc nigdy się nie kończyła, ale trwała, trwała, trwała… Patrzyłem na niego, jak staje na łóżku, zdejmując z siebie bokserki. Ale jak! Wyginał się przy tym na wszystkie możliwe strony, a ja patrzyłem na niego jak zaczarowany. Jakby był jakimś nieziemskim stworzeniem. Gorąco, Louis, gorąco! W końcu usiadł przede mną, rozchylając nogi.
- No, na co czekasz? To nie koniec przyjemności na dzisiaj – wyszeptał, ciężko dysząc. Przez chwilę słyszeliśmy tylko nasze przyspieszone oddechy. – Jeśli ma być gotowy do działania, musisz mu w tym trochę pomóc. Wiem, że jesteś w tym dobry, Louis. A jak pomyślę, co twoje usta mogą z nim zrobić, to… Mmmmm!
- Jesteś niewyżyty! – krzyknąłem cicho, na co się zaśmiał.
Patrzyłem, jak językiem oblizuje górną wargę i aż zrobiło mi się gorąco. Skinieniem palca przywołał mnie do siebie. Posłusznie przybliżyłem się do niego, chcąc jednak dać mu trochę tej przyjemności z mojej strony. Uśmiechnął się lubieżnie. Wplótł jedną dłoń w moje włosy, zaciskając ją stanowczo i dał mi długiego, namiętnego całusa na zachętę. Nie była potrzebna, bo i tak zrobiłbym dla niego absolutnie wszystko, ale pocałunków z nim w życiu nie odmówię!
Ująłem w dłoń jego penisa, przejeżdżając koniuszkiem języka po całej jego długości. Z ust Harry’ego wydobyło się głośne westchnienie. Zacisnął mocniej dłoń na moich włosach. Zatoczyłem kółko wokół jego główki, po chwili biorąc ją całą do ust.
- Och, tak, właśnie tak – wydyszał. Usłyszałem, jak jego oddech znacznie przyspiesza. Zaraz zobaczymy, kto tu będzie krzyczał, mój kotku.
Zacząłem poruszać rytmicznie głową, pomagając sobie ręką. Najpierw powoli, potem zacząłem trochę przyspieszać. Harry’emu widocznie to się spodobało, bo co chwilę po pomieszczeniu rozchodziły się jego głośne jęki i wyraźnie się z tym nie krył. A wręcz przeciwnie, to go chyba jeszcze bardziej napędzało. Poczułem po chwili, że sam zaczyna nadawać odpowiedniego tempa, poruszając moją głową. Czerpałem z tego taką samą satysfakcję i przyjemność, jak on sam.
Wiedziałem, że zaraz dojdzie, dlatego chciałem jeszcze przyspieszyć, by dać mu więcej przyjemności, ale wtedy on zrobił coś, czego kompletnie się nie spodziewałem. Odepchnął mnie stanowczo do tyłu, tak, że wylądowałem na naszych miękkich poduszkach kompletnie oniemiały. Harry od razu przeczołgał się nade mnie. Wpił się w moje wargi, momentalnie rozdzielając językiem moje usta. Chwilę później oderwał się ode mnie, a ja czułem się jeszcze bardziej zagubiony. Zobaczyłem, że starł dwoma palcami z główki członka trochę nasienia, które następnie poczułem na swojej dziurce. Ej, ej, ej! Że co proszę?! Ja się na to nie pisałem! To będzie bolało!
- Harry, co ty…
- Ciii, spokojnie – wyszeptał. Poczułem jego członka tuż przy MOJEJ dziurce. Zacząłem panikować, strasznie panikować. Słyszałem, że kobiety to boli, a co dopiero ja mam powiedzieć! Człowieku, litości nade mną! Ja jutro nie usiądę na mojej pupci, bo będę wciąż cię tam czuł! Dobrze wiem, że sam tego chciałem, ale jednak teraz zacząłem panikować. Dopiero teraz! – Tylko się rozluźnij, a naprawdę niczego nie poczujesz.
Łatwo ci powiedzieć! Już miałem zaprotestować, nakazać, żeby zabrał swojego nieokiełznanego przyjaciela ode mnie, kiedy stało się coś naprawdę chorego i trudnego do wyobrażenia. Harry wszedł we mnie bez ostrzeżenia w tym samym czasie, kiedy jakaś osoba włożyła klucz do zamka i z głośnym brzękiem go przekręciła. Właśnie ktoś wchodził do mieszkania! Harry w ostatniej chwili zdążył zatkać mi usta dłonią, aby mój krzyk nie rozniósł się po całej okolicy. Co za imbecyl! Już ja mu… Ugh! To boli, Harryyyyy.
- Zaraz przestanie – wyszeptał. Zupełnie, jakby czytał w moich myślach. – Za bardzo się spiąłeś.
Kurde, weź się tu nie spinaj, jak za drzwiami właśnie stoi twoja mama, baranie!
Osiemnastolatek zaczął lekko posuwać rytmicznie biodrami, układając się na mnie całym swoim ciałem. Bolało. Strasznie bolało. Szczególnie, że to był mój pierwszy raz. Przecież miałem raptem dwadzieścia jeden lat, jak mogłem znaleźć sobie kogoś, czytaj: faceta, z którym na dodatek miałem mieć jakiekolwiek zbliżenia intymne. A co dopiero myśleć o seksie.
Moje dłonie od razu zawędrowały na jego plecy. Odchyliłem głowę w tył, dając Harry’emu lepszy dostęp do mojej szyi, którą od razu zaczął całować. Powstrzymywałem się z całych sił przed jakimikolwiek westchnieniami czy, nie daj Boże, jękami. Wtedy to już na pewno nie pokazałbym się mamie Harry’ego na oczy. Starałem się rozluźnić, tak jak polecił mi Harry, ale moją przyjemność zakłócał ból, który wciąż czułem, mimo, że osiemnastolatek był dla mnie bardzo delikatny. I stres, że jednak wyda się przed mamą chłopaka, co robiliśmy w sylwestrową noc. Czując wzbierające łzy, zacisnąłem mocniej powieki.
Do naszych uszu dobiegł cichy trzask zamykanych drzwi od łazienki. Co jednoznacznie świadczyło, że mama Harry’ego będzie chwilę brała prysznic, a ja będę miał więcej swobody, bo przyznaję, że nie mogłem wytrzymać bez ANI JEDNEGO westchnięcia. No, teraz zachciało mi się krzyczeć. Brawo, Louis, no brawo.
Harry chyba wyczuł, co jest grane, bo odszukał moje usta, całując mnie delikatnie. Kciukiem otarł niewielkie krople łez z kącików moich oczu, na koniec składając czuły pocałunek w tamto miejsce. I to był chyba dla mnie jakiś przełomowy moment, bo nagle poczułem, jak cały ten stres, całe napięcie ze mnie upływa, a moje oczy zachodzą mgłą. O tak! Na to czekałem! Na tą przecudowną przyjemność, którą teraz czuję.
Przez myśl mi przeszło, że wszystko, co on dla mnie zrobił tego wieczoru, to tylko i wyłącznie z miłości. Nigdy bym nie przypuszczał, że zaciągnę go kiedyś do łóżka. A tu proszę. Chciałem mu to jakoś wynagrodzić, pokazać, że też go kocham. No, i nie chciałem go przede wszystkim rozczarować.
- Harry?
- Mhm?
- Emm… - Przełknąłem głośno ślinę. Po chwili znów wyrwało mi się ciche westchnięcie. Teraz, albo nigdy. Opanuj się, Louis, oddychaj. – Mocniej – dodałem cicho, zachowując pewny ton głosu.
Chłopak od razu poprawił się wygodniej, podpierając na łokciu, nieco odciążając tym moje ciało od jego ciężaru. Nie powiem, że mi to przeszkadzało! Skądże znowu! Ale przyjemniej czułem się, kiedy mogłem podeprzeć się na łokciach i znów wpić łakomie w jego wargi. Tak, tak, tak! Jego pocałunki już na pewno sprawiły, że kompletnie zapomniałem o bólu, a jedyne, co czułem, to rozkosz i pożądanie.
Kiedy ponownie poczułem dłoń Harry’ego na moim członku, jęknąłem cicho wprost do jego ust, co z kolei spowodowało, że chłopak uśmiechnął się lekko. Zaczął stymulować moją męskość równie szybko, jak się we mnie poruszał. A ja dostawałem białej gorączki, bo chciało mi się krzyczeć! Dlaczego ten dupek nie zwinął nas wcześniej z imprezy? Chociaż nie. Jak sobie tak teraz na szybko o tym wszystkim myślę, czuję większe podniecenie, większą adrenalinę na myśl, że jednak ktoś mógłby nas nakryć. Ja naprawdę zamieniam się w faceta myślącego tylko o seksie. A to wina tego łepka!
Zamiast krzyków pozwalałem gardłu na wydobycie cichych jęków zaspokojenia, które osiemnastolatka wyraźnie podniecały. Szczególnie, że nie zaprzestawał całować mnie zachłannie, do tego stopnia, iż chwilami brakowało nam oddechu. Zacisnąłem dłonie na poszwie kołdry, czując, że zaraz dojdę. Naprawdę dostawałem białej gorączki, kiedy uświadamiałem sobie, że wszystkie przyjemności, jakie mógł mi zaserwować osiemnastolatek, dzieją się właśnie w tym samym czasie. I czułem przyjemne dreszcze, na samą myśl, że Harry coraz szybciej posuwa się we mnie.
- Nie wytrzymam, Harry – szepnąłem, odrzucając głowę do tyłu. Zacisnąłem mocniej dłonie, jak tylko było to możliwe, naprawdę nie wiedząc, co mam zrobić. Czułem takie podniecenie, że naprawdę nie mogłem dłużej powstrzymać się od jęków. Myślałem, że zwariuję!
W chwilę potem oboje doszliśmy równocześnie. Harry opadł obok mnie, podpierając się na łokciu i powoli znów zbierając językiem całe nasienie ze swojej dłoni. Obserwowałem to z wypiekami na twarzy i ogromną ekscytacją. I już wyobrażałem sobie, jak się czuł osiemnastolatek, kiedy ja robiłem to samo w kabinie prysznicowej. To cholernie podniecające. Ku mojemu zaskoczeniu nie połknął spermy, jak za pierwszym razem. Za to razem z nią nachylił się ku mnie, całując namiętnie i mieszając to wszystko z moją śliną. Nie powiem, z początku może dziwne uczucie, ale za to jakże przyjemne! Cholera, miałem ochotę na więcej! Zamieniam się w tego seksownego seksoholika!
- Kocham cię – wyszeptał, opadając na moją klatkę piersiową.
Całe nasze ciała lepiły się od potu, ale mimo tego, było mi przyjemnie leżeć, obejmując mężczyznę, który dał mi więcej szczęścia w przeciągu kilku miesięcy, niż ktokolwiek za całego życia. Pocałowałem go w czoło, na którym pojawiło się kilka kropelek potu, a następnie przytuliłem do niego policzek.
- Też cię kocham. Jak nikogo innego na świecie.
Wczołgaliśmy się jakoś pod kołdrę zakrywając po pępki i leżąc w swoich objęciach, w ciszy wsłuchiwaliśmy się w nasze oddechy, które powoli uspokajały się. Nie mogłem przestać się uśmiechać. To była najcudowniejsza noc w moim życiu. Z pewnością nie zapomnę tego do końca życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz