niedziela, 1 grudnia 2013

152

-A dokąd ty się wybierasz?

Zakląłem, zatrzymując się w przedpokoju na dźwięk głosu Robina. Od drzwi wejściowych dzieliły mnie trzy metry i wystarczyłby moment, abym wyszedł z domu niezauważony, ale oto pokaźny brzuch mojego ojczyma wyłaniał się już zza futryny, a sekundę później mężczyzna stanął naprzeciw mnie w swojej luźnej piżamie w szkocką kratę i musiałem się odwrócić.

-Umówiłem się z kolegą- powiedziałem lekko wyzywającym tonem, unosząc do góry brodę, a Robin spurpurowiał na twarzy i pogroził mi swoim serdelkowatym palcem, poruszając śmiesznie krzaczastymi brwiami.

-Uważaj, chłopcze!- ostrzegł. –Nie pozwolę, abyś na oczach wszystkich sąsiadów obłapiał się na naszym podjeździe ze swoim… -sapnął ciężko przez nos –kolegą. Dopiero co przestali strzępić języki nad twoim ćpaniem i nie zamierzam znów stać się głównym tematem plotek, zrozumiałeś?! Nigdzie nie pójdziesz!

-Nikt nic nie zobaczy, bo Louis przyjechał po mnie samochodem.- Podszedłem do okna i wskazałem ostentacyjnie ciemnego sedana zaparkowanego na ulicy przed naszym domem. –Widzisz? Wsiądę, pojedziemy, a żadna z tych wścibskich bab z osiedla nawet mnie nie zauważy.

-Robin?- W przedpokoju pojawiła się mama, trzymając w ręku mokry talerz, który wycierała zanim podniesione głosy wywabiły ją z kuchni. –Co się stało?

-Ten dzieciak myśli, że od tak wyjdzie sobie z domu!- Poinformował ją mężczyzna, a wąsy zatrzęsły mu się nad górną wargą. - Ty, koleżko, masz wyrok w zawieszeniu i nawet nie waż się marzyć o jakimkolwiek wyjściu!- warknął, z trudem zaplatając tłuste ramiona na brzuchu.

Popatrzyłem błagalnie na mamę.

-Zgadzam się z Robinem, Harry. Przecież dobrze wiesz, jakie są zasady. Przełóż spotkanie na jutro.

-Ale- zacząłem, gorączkowo próbując wymyślić wiarygodne kłamstwo. –Louis pracuje na drugą zmianę i kończy dopiero o jedenastej, a w dzień siedzi na uczelni lub dorabia jako korepetytor. Nie mamy innej możliwości niż wyjść gdzieś wieczorem! –Mama zrobiła współczującą minę, ale nadal nieugięcie popierała męża. Pozostało mi już tylko jedno: odwołać się do jej kobiecej natury, a jeżeli to nie pomoże, to będę musiał wymknąć się po kryjomu przez okno w swojej sypialni. –Proszę, mamo, ja… naprawdę go lubię i myślę, że to może się przerodzić w coś więcej, a dzisiaj… Dzisiaj miała być nasza pierwsza randka. Kino, później kolacja w tej pływającej knajpie na statku zacumowanym w porcie. Tylko ten jeden raz, bardzo mi na tym zależy!

Anne zamrugała, patrząc niepewnie na Robina i już wiedziałem, że wygrana leży po mojej stronie.

-Chyba nic się nie stanie, jeżeli ten jeden raz wyjdzie- powiedziała z wahaniem, a ja starałem się ukryć pełen zadowolenia uśmiech. Robin prychnął, niewzruszony, ale zmiękł pod proszącym spojrzeniem mamy.

-Dobrze, już dobrze- wyrzucił z siebie, zrezygnowany. –Ale pamiętaj, że masz być w domu punktualnie o trzeciej i ani minuty później, zrozumiano? A jeżeli usłyszę na ulicy choć słowo…

-Masz to jak w banku- przerwałem mu, bo zegar na ścianie pokazywał kwadrans po jedenastej i nie chciałem spóźnić się jeszcze bardziej. –Mogę już iść?

-Tak i baw się dobrze- pożegnała mnie mama, a następnie szepnęła coś do Robina, aby go udobruchać. Najwyraźniej poskutkowało, ponieważ jego twarz odzyskała normalny kolor.

Wyszedłem na dwór, zmierzając w stronę samochodu i nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że dzisiejsza noc należy do mnie. Zająłem miejsce pasażera, przeprosiłem Louisa za znaczne spóźnienie, a potem pozwoliłem mu zawieść się na imprezę, na której mieliśmy wcielić w życie mój plan wzbudzenia w Niallu zazdrości.

***

Jeszcze cztery miesiące temu, Louis po prostu rzuciłby się w wir zabawy, tańcząc, pijąc, podrywając dla śmiechu niczego nieświadomych facetów i udając, że schlebiają mu zaloty pijanych dziewcząt, ale dzisiaj nie potrafił zrobić nic prócz posadzenia tyłka na ziemi i wpatrywania się w spokojny nurt Tamizy. Głośna muzyka, dudniąca na placu przed zamkniętą stocznią, który wykorzystywano jako parkiet, tutaj była tylko słabym echem i Louis mógł bez przeszkód kontrolować rosnące w nim napięcie oraz brzęczenie niepokoju o Harry’ego. Dwie godziny wcześniej chłopak zniknął gdzieś z tym blondynem, który po zobaczeniu ręki Tomlinsona owiniętej ściśle wokół talii Harry’ego oraz byciu świadkiem małego przedstawienia, jakie odegrali na jego oczach, poprosił Stylesa o rozmowę i do tej pory nie wrócili. Jasnym było, że Niall chwycił przynętę i chłopcy właśnie obściskiwali się w jakimś ustronnym miejscu, co jednak nie poprawiło humoru Louisa, a wręcz wprawiło w fatalny nastrój.

Wziął zamach i wrzucił do rzeki kamień, który odbijając się kilka razy od powierzchni wody, zatonął w jej odmętach, pozostawiając po sobie rozchodzące się kręgi. Ten widok dziwnie koił skołatane nerwy chłopaka, więc nie odrywał od niego wzroku dopóki całkiem nie zniknął, a kiedy to się stało, chwycił w rękę kolejny kawałek skały, która już po chwili podzieliła los poprzedniej.

-Ładny rzut.- Podskoczył, słysząc nagle czyjś głos. Tuż obok pojawiła się skąpana w mroku nocy postać, siadając na trawie metr dalej i odwracając się w jego stronę. –Jak byłem mały potrafiłem tak pokierować kamieniem, aby odbił się siedem razy. Ale do tego potrzeba stawu lub jeziora, na rzece jest to raczej niemożliwe.

Louis nie wiedział, co odpowiedzieć na tę uwagę, więc tylko patrzył na odbijający się w wodzie księżyc, a kiedy przybysz także milczał, westchnął.

-Przypuszczam, że masz rację- powiedział ponuro, grzebiąc patykiem w suchym piasku obok swojej stopy.

-Tak, no cóż, dziadek mnie tego nauczył. Był w tym mistrzem. Ale nie szukałem cię po to, aby dyskutować o puszczaniu kaczek.- Louis zwrócił ku niemu twarz, bo szczerze mówiąc, był ciekawy powodu, dla którego obcy człowiek opuścił imprezę, żeby odnaleźć jego kryjówkę nad brzegiem rzeki. –Widziałem, że przyszedłeś z Harrym… Jestem Liam i myślę, że mogę się nazwać jego przyjacielem. Dalszym i w pokrętny sposób, ale jednak.

-Louis.

Tomlinson uścisnął wyciągniętą dłoń, czekając, aż Liam wyjawi mu wreszcie cel swojej wizyty.

-Czekają na mnie, więc będę się streszczał.- Chłopak zrobił przerwę, by zaczerpnąć powietrza. –Chciałbym wiedzieć, czy wy dwoje naprawdę jesteście razem?

-Jeżeli jesteś przyjacielem Harry’ego, to powinieneś zapytać o to jego, a nie mnie- odparł beznamiętnie. Nie wiedział, czy ma udawać chłopaka Stylesa przed wszystkimi, czy tylko przed Niallem, więc profilaktycznie zdecydował nie mówić niczego, co mogło popsuć plany chłopaka z lokami.

Liam przeczesał palcami włosy, niezrażony taką odpowiedzią.

-Chodzi mi o to, że Harry ostatnio trochę inaczej się zachowuje. Było z nim już naprawdę kiepsko, powoli tracił panowanie nad tym, co robi i systematycznie staczał się w dół. Odkąd przeżył zapaść- Liam rzucił Louisowi szybkie spojrzenie, więc chłopak kiwnął szybko głową na znak, że o wszystkim wie i czeka na ciąg dalszy, jednocześnie zwijając się wewnątrz ze zdenerwowania – zaczął brać coraz więcej różnego świństwa. Logika sugerowałaby, że postąpi odwrotnie i rzuci używki, ale Harry to Harry. Z nim nic nie jest pewne. Jednak, tak jak wspomniałem, wszystko zmieniło się jakiś czas temu, bo chociaż nadal kupował prochy, to nie pojawiał się tak często na imprezach i skupił się na nauce do egzaminu poprawkowego. Podejrzewam, choć mogę się mylić, że to ty jesteś jego korepetytorem?

Louis zamrugał, zbity z tropu, a Liam zachichotał.

-Skąd wiesz?

-Uczyłeś w styczniu moją dziewczynę i była zachwycona. Hannah, zrobiła sobie nawet z tobą zdjęcie na pamiątkę, pamiętasz? Sam mógłbym jej pomóc, ale nie mam za grosz umiejętności nauczycielskich i przyznaję, że byłem nieźle wkurzony, gdy biegała do ciebie dwa razy w tygodniu- jego uśmiech trochę zbladł, ale twarz pozostała przyjazna. Tomlinson wytężył pamięć i przypomniał sobie zabawną dziewczynę o imieniu Hannah, którą osobiście polubił, a Eleanor i Danielle zachwycały się jej nieprzeciętną urodą. –Do momentu, aż mi wytłumaczyła, że jesteś gejem.

-No dobrze, ale jaki to ma związek z Harrym?

-A taki, że to najwyraźniej ty go tak zmieniłeś. To zmiana na lepsze, Louis, naprawdę. I dlatego nie rozumiem, dlaczego siedzisz tutaj, podczas gdy on spędza czas z Niallem i z tego, co widziałem, nie ograniczają się do rozmowy.

Louis przełknął ślinę, gdy potwierdziły się jego obawy i Harry naprawdę wolał Horana od niego. Ale z drugiej strony, dlaczego miałoby być inaczej? W końcu Tomlinson nie dał mu zbyt wielu powodów do sympatii. Niezidentyfikowane uczucie przesłoniło resztę słów chłopaka, który sugerował, że Louis miał jednakowoż w dobry sposób wpłynąć na Harry’ego.

-My… - zawahał się, rezygnując nagle z dalszego brnięcia w kłamstwo. Harry najwyraźniej osiągnął swój cel, więc chyba nie miało już znaczenia, czy powie Liamowi. –Okej, przyłapałeś nas. Nie jesteśmy razem, a Styles chciał po prostu zmusić Nialla do wybrania pomiędzy sobą a jakąś dziewczyną.

Liam uniósł do góry brwi, najwyraźniej zaskoczony wyznaniem Tomlinsona i niezbyt ucieszony z takiego obrotu sprawy.

-To niedobrze- mruknął, pocierając uda. –Miałem nadzieję, że przemówisz mu do rozsądku, ale w takim wypadku… Czyli… Z Harrym nic większego cię nie łączy?

Pokręcił głową, chociaż coś w głosie chłopaka oraz nerwowym tiku sprawiło, że żołądek Louisa podjechał do gardła.

-Co się dzieje?

-Nic, jeżeli wy…

-No mów! –Liam zrobił dziwną minę, a Louis ostatkiem sił powstrzymał się przed złapaniem go za ramiona i wytrząśnięcia z niego odpowiedzi.

-Och, czyli jednak ci na nim zależy?- Brunet przekrzywił głowę, patrząc na Tomlinsona z nagłym zrozumieniem i Louis nie widział sensu w zaprzeczaniu, więc tylko wyczekująco milczał. –Dobrze. Po prostu… Niall kupił dzisiaj coś naprawdę mocnego, czysty towar z górnej półki. Nie pytaj, skąd wiem, to nie jest ważne, ale jeżeli Harry coś do niego czuje, to pewnie nie odmówi spróbowania. A on nie powinien się w to pakować. Każdy, ale nie Harry.

Louis otworzył usta by zapytać, co to właściwie jest ten „towar z górnej półki”, ale przeczucie mu podpowiadało, że to coś gorszego niż prozac lub LSD, dlatego je zamknął. Wstając, nawet nie starał się opanować ogarniającej go wściekłości, bo był pewny, że pomimo danego słowa, ten idiota zrobi dokładnie to, co powiedział Liam.

-Zajmę się tym- rzucił tonem trzęsącym się z oburzenia, otrzepując spodnie z piachu. –Gdzie ich widziałeś?

***

Niall powiedział, że to wszystko wcale nie jest takie proste i nie może rzucić Demi. Dodał też, że za mną tęsknił i każdego dnia o mnie myślał, co było miłe, nawet jeżeli wyczuwałem w tym jakąś obłudę, lecz nie wiedziałem dokładnie, w którym miejscu. Wszystko jednak straciło na wadze, gdy jego usta dotknęły powoli mojej szyi, a ciepłe palce wsunęły się pod krawędź koszuli i wszystkie niewygodne myśli uleciały mi z głowy. Mimo dziwnej sytuacji pozwałem mu się dotykać, bo tak dawno nikt tego nie robił, a ja tęskniłem za jakimkolwiek kontaktem, niemal jęcząc, żeby przyspieszył tępo.

-Zaczekaj, przyniosłem coś dla ciebie- przypomniał sobie nagle Niall, odsuwając się na moment i grzebiąc w kieszeni jeansów. –Proszę.

Powstrzymując się od wrzeszczenia z frustracji, przeniosłem wzrok z jego ust na dłoń, w której trzymał małe zawiniątko wypełnione białym proszkiem.

Zmarszczyłem brwi.

-Co to jest, do cholery?

-Coś, co pozwoli nam się pieprzyć bez przerwy przez całą noc- uśmiechnął się z zadowoleniem, ciągnąc mnie do płytkiej wnęki w betonowej ścianie stoczni, gdzie nikt nie mógł nas zobaczyć. –Tym razem, Harry, nie skończymy na obciąganiu. Obiecuję.

Patrzyłem, jak zwilża palec śliną i zagłębia go w zawartości folii, by następnie wetrzeć narkotyki w dziąsła. W mojej głowie wybuchła prawdziwa bitwa sprzecznych myśli, a gdybyśmy grali w jakimś filmie, na moich ramionach zasiedliby właśnie anioł i diabeł.

Nie wolno ci, obiecałeś sobie rzucić prochy. W dodatku Louis się wścieknie- zawołałby anioł.

A kogo obchodzi, co ma do powiedzenia ten świr? Niall proponuje ci prawdziwy seks, a co ci dał Louis? Nie ma się nawet nad czym zastanawiać!- zadrwiłby diabeł i zaśmiał się głośno.

Nie rob tego!

Zrób to!

-Dalej, Harry- miękki głos Nialla przedarł się do mojej świadomości. –Będziesz pierwszy na górze… chce cię w sobie poczuć.

To wystarczyło bym przestał się wahać. Powtórzyłem dokładnie ruchy Nialla, aż torebeczka została opróżniona i upadła gdzieś pod nasze stopy, a wtedy blondyn z powrotem do mnie przywarł, wznawiając przerwaną wędrówkę po moim ciele. Nie musieliśmy zbyt długo czekać. Wkrótce biały proszek zaczął działać, zmuszając nasze serca do szaleńczego pompowania krwi w takt dudniącej muzyki, napływającej z głośników po drugiej stronie budynku. Przyciągnąłem chłopaka bliżej, nie bardzo świadomy tego, co się ze mną dzieje i spróbowałem wyciągnąć jego koszulkę ze spodni, zbyt entuzjastycznie, jak się okazało, bo materiał rozerwał się u dołu. Niall mruknął coś pod nosem, odsuwając moje ręce i samodzielnie pozbył się ubrania, odsłaniając moim oczom widok mięśni zarysowanych pod nagą, jasną skórą.

Trzęsąc się, popchnąłem go na ścianę, odpinając jednocześnie klamrę swojego paska.

-Jak to zrobimy? –wychrypiałem, mocując się z rozporkiem, podczas gdy Niall objął mnie ramionami i zacisnął dłonie na pośladkach, wyrywając ze mnie westchnięcie. –Na stojąco?

-Jak tylko sobie zażyczysz, Harry.

-Nie sądzę, abyście musieli się teraz o to martwić. Styles, pożegnaj się z Niallem i wracamy do domu.

Zanim się zorientowałem, zostałem wyszarpnięty z objęć Horana, a czyjeś sprawne palce doprowadziły do porządku moje spodnie, w sekundę zapinając wszystkie zamki.

Podniosłem głowę. Louis.

-Nigdzie nie jadę, a już na pewno nie z tobą- próbowałem protestować, ale Tomlinson złapał mnie pod brodę i oślepił światłem z telefonu.

-Rany boskie, masz źrenice wielkości główki od szpilki. Dużo tego wziąłeś? Nieważne, zmywamy się stąd. A ty- zwrócił się ostro w stronę blondyna, który nawet nie drgnął, patrząc na Louisa z niespodziewanym respektem. –Nigdy więcej się z nim nie spotkasz, albo będziesz miał ze mną do czynienia.

Mocny uchwyt na przedramieniu uświadomił mi, że to wszystko działo się naprawdę i Louis rzeczywiście siłą ciągnął mnie przez ciemność, pozostawiwszy Nialla w betonowej wnęce ściany. Praktycznie czułem promieniującą od niego złość i postanowiłem nie reagować, dopóki nie znajdziemy się w miejscu, gdzie będę w stanie ujrzeć dokładnie każdą jego kończynę i ewentualnie uchylić się przed nadlatującą pięścią. Był w takim stanie, że mogłem się po nim spodziewać dosłownie wszystkiego.

Po krótkim marszu w ciszy przez zarośla, wyszliśmy na prowizoryczny parking pod jakimś starym magazynem i z ulgą powitałem pomarańczowy blask pojedynczej latarni, przy której Louis uprzednio zaparkował swój samochód. Chłopak otworzył drzwi od strony pasażera i próbował mnie wepchnąć do środka, ale jednym ruchem zatrzasnąłem wejście, dodatkowo opierając się o nie plecami.

-Dlaczego to zrobiłeś?- Odezwałem się z pretensją, mordując Louisa wzrokiem. –Wszystko było dobrze i prawie… Gdybyś się nie zjawił, Niall wybrałby MNIE!

Tomlinson trząsł się prawie tak bardzo jak ja, gdy próbowałem pozbyć się swoich spodni, ale w jego przypadku efekt nie był wywołany narkotykiem.

-Głupku, nie rozumiesz, że on dawno wybrał tę swoją dziewczynę? Jesteś mu potrzebny tylko do szybkiego numerku pod brudną ścianą!- Złapał się za głowę. –Nie wytrzymam tego dłużej…

-Ty nie wytrzymasz? A co ja mam powiedzieć?!- odparowałem, chociaż wyszło dosyć słabo ze względu na zawroty głowy, które poczułem. –Właśnie zaoferował mi swój tyłek, a ty zabrałeś mnie… no i po co, żeby na mnie krzyczeć? Bo my tylko tak potrafimy rozmawiać i przyrzekam ci, że kiedyś…

-Jak mam na ciebie nie krzyczeć, skoro doprowadzasz mnie do szału?! Musiałeś się naćpać? Pierwsza okazja, a ty już…

-To nie twoja sprawa, mogę robić…

-Już zapomniałeś, co się zdarzyło, gdy ostatni raz wziąłeś za dużo? Chcesz umrzeć jako zwykły ćpun? Naprawdę właśnie tego sobie życzysz?

-To jest mój wybór, nie masz prawa…

Nie dokończyłem, ponieważ doskoczył do mnie i zakrył moje usta dłonią.

-Nie pamiętasz tamtej nocy, Styles, ale ja tak- powiedział cichym, wibrującym głosem, drażniąc swoim oddechem mój policzek i mimowolnie się przestraszyłem, ponieważ nie miałem możliwości ucieczki; byłem uwięziony pomiędzy Louisem a jego autem. –Tamto wspomnienie z klubu nie daje mi spokoju! Kiedy zamykam oczy widzę ciebie, jęczącego i spoconego, bo właśnie doszedłeś gwałtownie w mojej dłoni, wyglądając przy tym tak niesamowicie, jakbyś został stworzony tylko po to, by przeżywać rozkosz. Jakbyś osiągnął nirvanę. A za chwilę… zaledwie minutę później… leżałeś nieprzytomny na ziemi, bełkocząc coś niezrozumiałego o aniołach. Potem odjechałeś w karetce i nawet nie wiedziałem, jak się nazywasz, ani do którego szpitala cię zabierają, nic. Jedyne, co mi po tobie zostało, to ręka pokryta twoją spermą, niewiarygodna erekcja i uczucie całkowitej pustki, bo nikt mi nie powiedział, czy uda im się ciebie z tego wyciągnąć! Dwa miesiące spędziłem sam, myśląc tylko o tym, czy przeżyłeś, czy może umarłeś zanim dowieźli cię na izbę przyjęć, więc nie mów mi, że nie mam prawa!

Szok wypełnił każdą komórkę mojego mózgu, ale zanim zdobyłem się na jakąkolwiek reakcję, dłoń chłopaka, zakrywająca mi dotąd połowę twarzy, została zastąpiona przez jego usta.

Nasze zęby i nosy zderzyły się ze sobą, ale Louis mocno przytrzymywał mój kark, nie pozwalając mi się odsunąć. Wsunął język pomiędzy moje wargi, jakby właśnie od tego zależało dalsze istnienie świata, a jedną z dłoni zacisnął kurczowo na moim policzku, drugą ręką otaczając szyję. Trwając wciąż w zaskoczeniu, czułem napływającą od niego rozpacz i pożądanie i sam nagle zapragnąłem przyciągnąć go jeszcze bliżej, jakby to pragnienie od zawsze we mnie było, ale dopiero teraz zostało ujawnione. Rozsunąłem kolanem jego nogi, a chłopak naparł biodrami na moje udo, wyjękując coś niezrozumiałego, gdy jego krocze mocno się o nie otarło. Objąłem go w pasie i oddałem pocałunek, ignorując dotkliwy brak tlenu oraz coraz mocniejsze wirowanie w głowie, a kiedy nasze języki w końcu się splotły, wyrywając z obu gardeł zduszone dźwięki, pociemniało mi przed oczami. Nic, co robiłem do tej pory z Niallem, nie mogło się temu równać, ale wrażenia były trochę zbyt intensywne… Gdy, całkowicie otumaniony, przestałem się ruszać, Louis zorientował się, że coś jest nie tak.

Cofnął się, łapiąc ciężko oddech. Jego oczy błyszczały dziko w świetle latarni, a policzki były zarumienione z podniecenia i wyglądał w tym momencie tak cholernie pięknie.

-Louis, to było…

Moje powieki opadły i runąłem bezwładnie przed siebie. W ostatniej chwili silne ramiona uchroniły mnie przed upadkiem na ziemię, dźwigając z powrotem do góry.

-Słyszysz mnie? –Głos dochodził z oddali i miałem nieodparte wrażenie deja vu, ale nie mogłem sobie nic więcej przypomnieć. –Kurwa, Styles, nie zrobisz mi tego jeszcze raz! Gdzie jest…

Dźwięk się wyłączył i opadłem w ciemność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz