czwartek, 5 grudnia 2013

203

N: mam fatalny dzień. Czego się nie dotknę do spieprzę, a karma jest dla mnie suką. Na szczęście ten rozdział tłumaczyłam już kilka dni temu, więc nie jest źle.

-

- Ekscytujące wieści, Styles! – krzyknął Louis do telefonu, kręcąc się po kuchni w poszukiwaniu składników. Telefon trzymał między uchem, a ramieniem. Rzucił w dół kilka warzyw i zaczął je kroić, próbując zabawić Daisy i Phoebe wyolbrzymiając swoje ruchy, aby zwijały się ze śmiechu. Louis i dziewczynki byli sami i chłopak robił za opiekunkę. Nalegał, aby jego mama gdzieś wyszła – spędzała zbyt wiele czasu zajmując się dziećmi, a zbyt mało sobą, a Louis i tak chciał spędzić trochę czasu z siostrami.

- Naprawdę? – zapytał Harry z ciekawością w głosie. W tle Louis słyszał cichy szum telewizora i podejrzewał, że młodszy chłopak wylegiwał się na kanapie, nie robiąc absolutnie nic. – To znaczy?

- Louis! Powiedz Lottie, żeby przestała mnie denerwować! – pisnęła z góry Fliss. Wołanie zamieniło się we wrzask, a potem zrobiło się cicho. Louis spojrzał w górę na podejrzany brak hałasu i zastanawiał się, czy Lottie zamordowała swoją siostrę.

Louis westchnął. – Poczekaj, Hazza – mruknął do telefonu. – Co robią dziewczyny? – zapytał Daisy i Phoebe, które wzruszyły ramionami i zachichotały, gdy Louis się skrzywił. – Mogłabyś iść na górę, Daisy, mój mały kwiatuszku? Jeśli się zabijają, to chciałabym tam być i to widzieć.

Daisy skinęła głową, zeskoczyła z krzesła i pobiegła na górę. Louis skupił swoją uwagę z powrotem na Harrym. - Przepraszam, Lottie i Fliss znowu się biją. – Harry roześmiał się, aby uspokoić chłopaka, a Louis przypomniał sobie, co miał mu wcześniej powiedzieć. – A teraz, moja ekscytująca wiadomość jest taka, że znalazłem pracę.

Choć Louis był zadowolony, że mógł pomóc swojej mamie w domu przez lata, zanim był gotów iść na uczelnię, to przez ostatnie kilka miesięcy szukał pracy – niestety bez rezultatu.

- Serio? – zapytał Harry – Gdzie?

- W barze – powiedział wesoło Louis, wyciągając i zaczynając siekać marchewkę i dając kawałek Phoebe. – We flash barze*. W tygodniu to tylko kilka nocnych zmian i zarobię trochę pieniędzy. Moja mama jest bardzo zadowolona.

- Ja też, Lou, to wspaniale!

Louis uśmiechnął się, ignorując Lottie i Fliss, które wbiegły do kuchni, nadal głośno kłócąc się o niewiadomo co, a za nimi weszła Daisy. – To jest nic w porównaniu z tobą, ‘Panie Gwiazdo Muzyki Pop’, ale –

- Przymknij się – zaśmiał się Harry, brzmiąc na tak zadowolonego, że Louis faktycznie posłuchał i zamknął usta. – To niesamowite, Lou.

- Dzięki – powiedział nieśmiało Louis, a Lottie udawała, że wymiotuje i wywróciła oczami, kiedy starszy brat próbował machnąć na nią ręką. Jeśli byłaby trochę starsza i nie byłoby wokół nich dziewczynek, Louis pokazałby jej środkowy palec. Zamiast tego, powiedział tylko – Usiądź przy stole, Lottie.

- Usiądź przy stole, Lottie – dziewczyna naśladowała go pod nosem, nie brzmiąc zupełnie jak brat. Jej twarz zmarszczyła się i zaczęła tańczył naokoło, wymachując kpiąco rękoma w powietrzu. Louis zastanawiał się przez chwilę czy próbowała naśladować jego, czy obłąkanego pingwina.

- Poważnie Lottie, jestem zajęty! - warknął Louis.

- Poważnie Lottie, jestem zajęty migdaleniem się z moim chłopakiem!

Harry prychnął głośno do telefonu i Louis zmarszczył brwi na Lottie, pokazując na nią palcem w ostrzeżeniu. Rozproszony przez Harry’ego, krzyknął. – Nie śmiej się, Harry, Lottie to prawdziwy bachor.

Lottie zmarszczyła twarz, na co Daisy i Pheobe wybuchły śmiechem. Dwie najmłodsze dziewczynki myślały, że to zabawne, kiedy Lottie naśmiewa się z Louisa, mimo, że najczęściej robiła tylko głupie miny. Fliss wywróciła oczami, posyłając Lottie przerażające spojrzenie kiedy zajmowała swoje miejsce przy stole, a jej wargi zacisnęły się w cienką linię. Jej ruchy były dokładne i porządne kiedy położyła ręce na kolanach. Louis zastanawiał się czy próbowała być lepsza od Lottie, ale rozproszył go głos Harry’ego, który kontynuował rozmowę, nie zdając sobie sprawy z nieuwagi drugiego.

- To żałosne, wiem.

- Co jest żałosne? – zapytał Louis, śmiejąc się przepraszająco.

- Popatrz na siebie, nie zwracasz na mnie uwagi! – westchnął Harry. – I mówiłem, że powinniśmy zrobić coś specjalnego.

- Przecież robimy – powiedział Louis, a jego niebieskie oczy błyszczały z rozbawieniem, kiedy zaprowadzał Daisy i Phoebe do stołu, klepiąc je po głowach, gdy usiadły. – Rozmawiamy, a ja mogę cię słuchać.

- Ja tylko mówię – Harry podniósł nieznacznie głos – Że to żałosne, ponieważ naprawdę za tobą tęsknię, chociaż widzieliśmy się dwa dni temu – głos chłopaka był miły i ciepły, chociaż delikatnie nerwowy, jakby bał się, że Louis ma zamiar go wykpić.

Wyśmianie Harry’ego było ostatnią rzeczą, którą Louis chciał zrobić w tym momencie. Nie tylko dlatego, że chłopak sprawiał, że czuł się jak najszczęśliwszy chłopak na ziemi. Choć oboje rozmawiali ze sobą codziennie i Louis poszedł do Harry’ego na kolację dwa dni temu – został również na noc – to Louisowi również brakowało swojego chłopaka.

- To nie jest żałosne – powiedział Louis – A jeśli jest, to ja również jestem żałosny.

Lottie zaczęła szaleńczo chichotać, a Louis rzucił w nią ścierką gdy opierał się na blacie kuchennym. – Ja również jestem żałosny – zawołała, trzymając dłoń na czole, kiedy udawała, że mdleje. – Och, Harry, złap mnie.

- Jeśli się nie przymkniesz, młoda damo, to pójdę prosto do Liama i powiem mu każdą pojedynczą rzecz, jaką powiedziałaś mi o nim. – zagroził Louis, rozkoszując się reakcją siostry. Twarz Lottie zbladła, a jej oczy zrobiły się śmiesznie szerokie.

- Nie zrobisz tego.

- Jesteś pewna? – powiedział Louis. – Teraz usiądź przy stole z Fliss i bliźniaczkami, a ja dokończę obiad.

Po raz pierwszy tego wieczoru, Lottie zrobiła tak, jak jej kazano. Podeszła do stołu, mamrocząc pod nosem: - Jeśli chodzi o mnie, to ty i Harry nie powinniście być razem.

Ignorując ten komentarz, Louis zapytał z zaciekawieniem: - Dlaczego po prostu nie przyjedziesz?

- Przyjechać? – powtórzył Harry, brzmiąc na naprawdę wstrząśniętego tym pomysłem.

- Tak – Louis uśmiechnął się. – Jestem pewien, że dziewczynkom to nie będzie przeszkadzać, a jeszcze się z nimi nie spotkałeś. – nastąpiła długa przerwa, a starszy chłopak przewrócił oczami. – Harry, po prostu przyjedź.

- Okej – wydyszał Harry, brzmiąc na dziwnie podekscytowanego. – Jeśli oczywiście mnie tam chcesz – Louis czuł, że jego serce wali w piersi, a kiedy odezwał się to jego głos lekko drżał (miał tylko nadzieję, że żadna z dziewczynek tego nie zauważyła).

- Wierz mi, chcę cię tu.

Po raz kolejny zapanowała cisza, zanim Harry roześmiał się. – Będę o piętnastej, dobrze?

Louis czuł przyjemne uczucie w klatce piersiowej, kiedy żegnał się z Harrym i zignorował cztery pary oczu, które wpatrywały się w niego. Pewnie na ich twarzach gościły drwiące uśmieszki, a Lottie wygłosi zaraz jakąś uwagę. Na szczęście, wszystkie siedziały absolutnie cicho, gdy odłożył telefon i ponownie zaczął ciąć marchewki.

- Nic nie mówicie – mruknął, przygryzając dolną wargę.

Głos Lottie brzmiał niewinnie, kiedy zdecydowała zadać ważne pytanie. – Harry przychodzi na obiad?

Chociaż dziewczynki nie dokuczały Louisowi gdy robił obiad, to jak Harry zapukał do drzwi – wyglądając fantastycznie jak zwykle – Lottie nie miała żadnych skrupułów i śmiała się z nich głośno, kiedy Louis pocałował policzek chłopaka. W trakcie kolacji drażniła ich tak bardzo, że na twarze obojga zrobiły się bordowe.

Kiedy Jay wróciła do domu później tego wieczoru, cztery dziewczynki skuliły się przed telewizorem, w którym leciał właśnie film Disneya. Harry i Louis leżeli przytuleni na kanapie ze splecionymi kończynami, tak, że trudno było stwierdzić czyje do kogo należą. Wszyscy spali.

-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz