niedziela, 1 grudnia 2013

165

Kilka tygodni później miałem wolne popołudnie, dzięki czemu miałem okazję załapać się na dobrą kawę , dopóki nie musiałem wrócić do pracy. Było zimno i deszczowo i aktualnie jedyne, czego potrzebowałem, to gorący napój, mający na celu odrobinę mnie rozgrzać, tak więc zamówiłem zwykłą moccę i usiadłem w przytulnym rogu kawiarni tuż obok grzejnika, po czym wyciągnąłem książkę, zagłębiając się w lekturze na czas oczekiwania na upragnioną kawę. Po jakiejś godzinie wstałem, by udać się w kierunku wyjścia, machając na pożegnanie bariście, który zawsze podawał mi darmowe ciastko do napoju. Kiedy wyszedłem na zatłoczoną ulicę, wzdrygając się na niesamowicie zimny poryw wiatru, który od razu mnie uderzył, wtedy poczułem, jak ktoś delikatnie się o mnie otarł. Gdy zaś nieznajomy odwrócił się, by wydukać ciche przepraszam, napotkałem znajomą parę niesamowicie zielonych oczu, po czym natychmiast uśmiechnąłem się, spoglądając na słodko zarumienione od zimna policzki.

- Harry! – krzyknąłem, podchodząc bliżej.

- Hej – rzekł zadyszanym głosem, uśmiechając się szeroko na mój widok, uwydatniając tym rozkoszne dołeczki, jakich jeszcze nie miałem okazji ujrzeć. Wyszczerzyłem się, zaś chłopak spojrzał na mnie zdezorientowany. – Co?

- Nic… twoje dołeczki.

- Cholera – odparł, z zażenowaniem unosząc w górę dłoń, starając się je zakryć. Ja, z drugiej strony, chwyciłem go za rękę, tym samym powstrzymując go od tego. Kędzierzawy chłopak uśmiechnął się delikatnie.

- Musimy przestać spotykać się zawsze w ten sam sposób – odpowiedziałem. – Dosłownie wpadając na siebie nawzajem.

Chłopak zaśmiał się beztrosko, owijając ręce wokół siebie, na wszelki sposób starając się ogrzać. – Albo możemy zacząć to robić celowo – rzucił lekko, zaś ja zmarszczyłem się, nie wiedząc bardzo, o co mu tak naprawdę chodzi.

- Co masz na myśli? – zapytałem, szczelniej owijając się szalikiem.

- To znaczy, że będę w domu już od ósmej wieczorem. Jeśli będziesz pracować, przypadkowo możesz wpaść na mnie w moim mieszkaniu – odparł, szeroko się uśmiechając. Dosłownie szczęka mi opadła, nie będąc pewien, co mu odpowiedzieć i jak na to zareagować. Ten zaś jedynie jeszcze poszerzył swój uśmiech, doprowadzając mnie tym do białej gorączki. – Wtedy mógłbym się z tobą zobaczyć. – zamrugał do mnie szybko, następnie odwrócił się w drugą stronę i zniknął w ulewnym deszczu.

Oparłem się o zimną ścianę, obok której stałem, potrząsając głową na niezaprzeczalną pewność siebie cudownego chłopaka. Wówczas stwierdziłem, iż miał prawo do bycia tak pewnym siebie. Zapewne mógł mieć każdego, kogo tylko zechciał. Nie potrafiłem powstrzymać myśli, iż jego bratnia dusza była cholernym szczęściarzem, po czym zaśmiałem się na to, co tak w ogóle przychodziło mi do głowy. Sam fakt przyczepiania się do kogoś dopasowanego był kompletnie niedorzeczny, tak samo, jak niedorzeczne było to, jak ktoś starał się przyczepić do mnie. Byłem pieprzonym szczęściarzem, spotykając swoją bratnią duszę w przeciągu kilku najbliższych lat i musiałem powstrzymywać swoje myśli, iż coraz więcej rozmyślałem nad Harrym. Starałem się na krótko przekonywać siebie, że powinienem trzymać się z dala od Harry’ego, że nie miałem potrzeby udać się do jego mieszkania, że nie mogłem oprzeć się jego pokusie. Prawda była bowiem taka, że nie było mowy, bym zostawił go w spokoju, nie było mowy, abym nie chciał… nie było mowy, bym nie mógł.



~*~



Po pracy prędko utorowałem sobie zapamiętaną wcześniej drogę do mieszkania Harry’ego. Na zewnątrz było przeraźliwie zimno, a ja nie mogłem się doczekać, by choć odrobinę tego wieczoru się ogrzać. Wspiąłem się po bezustannie pnących się w górę schodach, prowadzących na to cholerne, szóste piętro, będąc kompletnie zdyszany, zanim nie zapukałem do drzwi o numerze 68.

- Cześć – rzucił krótko, gdy drzwi się rozchyliły, zaś ja wziąłem głęboki wdech na jego fenomenalny widok. Nie było to tak, że był jakoś wyjątkowo wystrojony. Po prostu wyglądał niesamowicie w zwyczajnych spodniach dresowych oraz bluzie, tak, jakby dopiero co wygramolił się z łóżka.

- Cześć – odpowiedziałem, starając się unormować oddech, kiedy ten uśmiechnął się zadziornie, wciągając mnie do środka i pchając o owe drzwi, ciepłym oddechem otulając moją twarz. Obrócił głowę, by przycisnąć swoje idealne usta do moich, kiedy ja sapnąłem, gdy jego język wśliznął się do środka, brutalnie smakując mojego wnętrza. Nawet nie zdążyłem pogłębić pocałunku, gdy ten oderwał się ode mnie, szeroko się uśmiechając. Jego oczy błyszczały z wesołością i pożądaniem. – Tak więc bez zgrywania zbędnych pozorów? – odparłem bez tchu i kędzierzawy chłopak zachichotał.

- Powinniśmy zdjąć z ciebie te ubrania, co? – Harry droczył się ze mną, zaś ja jęknąłem, gdy poczułem jego wargi atakujące wrażliwą skórę szyi, zagryzając ją delikatnie, chwilę potem dmuchając na wilgotne znamię, a ja zadrżałem w jego ramionach.

- Dokąd? – desperacko wykrztusiłem z siebie, zabierając się za ściąganie jego bluzy, kiedy szedł w głąb mieszkania, ciągnąc mnie za sobą.

- Sypialnia jest w tę stronę – wymamrotał wprost w mój obojczyk, delikatnie przygryzając skórę w owym miejscu. – Mmm, Louis – jęknął, kiedy przeciągnąłem paznokciami po jego umięśnionych plecach, pozostawiając na jego skórze różowe linie, kiedy Harry drżącymi palcami siłował się z guzikami mojej koszuli.

- Pozwól, że ja to zrobię – odparłem, sięgając dłońmi w dół, by odpiąć malutkie guziczki, gdy ten pospiesznie ściągnął koszulę z mych ramion, przejeżdżając palcami wzdłuż nagiej klatki piersiowej i rozsuwając rozporek już zbyt ciasnych dżinsów. Potknąłem się, kiedy zsunął je w dół nóg, ponieważ wciąż niemalże toczyliśmy się przez mieszkanie w kierunku pokoju. Zachichotał, kiedy zrzuciłem je z siebie, zanim z powrotem nie rzucił się na mnie, popychając mnie na najbliższą ścianę i atakując mnie zgłodniałymi i mokrymi pocałunkami. Jęknąłem wprost w jego zapuchnięte wargi i uniosłem nogi, oplatając je wokół jego pasa, podczas gdy jego dłonie spoczęły na moich pośladkach, podtrzymując mnie, chwiejnym krokiem przekraczając próg sypialni, starając się skoncentrować, by nie opuścić mnie podczas manewrowania między meblami. Kiedy dotarliśmy do łóżka, Harry rzucił mnie na miękki materac, zaraz potem wdrapując się na mnie, składając czułe pocałunki na mojej piersi. Wstałem, przerzucając go pod siebie, tak, że teraz to ja miałem nad nim kontrolę, przejeżdżając językiem po miękkiej skórze poniżej żeber, zębami zahaczając o gumkę jego dresów, chwilę później odrzucając je na podłogę. Przejechałem językiem w górę bladego uda, czując jak drży pode mną, zanim nie zacząłem pieścić jego wzrastającej erekcji przez cienki materiał bokserek. Chłopak jęknął cicho, wypychając w górę biodra, zaś ja uśmiechnąłem się zadziornie, składając gorące pocałunki na jego piersi, póki nasze usta nie spotkały się w desperackim pocałunku. Jego szczupłe palce wsunęły się pod moją bieliznę, a z moich warg wydobył się skwapliwy jęk, gdy jego kciuk znaczył sobie ścieżkę wzdłuż mojego biodra.

- Powiedz, że ci się podoba – zażądał, ponownie tak nas przerzucając, że teraz on znalazł się na górze, ocierając się swymi biodrami o moje. Jęknąłem gardłowo na to wspaniałe odczucie.

- Powiedz, Louis.

- Kurwa – tak, podoba. Cholera, to jest niesamowite. Nie – och – nie przestawaj – sapnąłem, wypychając biodra ku niemu, rozpaczliwie błagając o upragnione tarcie. Harry zachichotał, tym samym wysyłając przyjemne wibracje do mojego krocza. Naraz chłopak zaczął się powoli poruszać, każdym pchnięciem wzmagając nieznośne uczucie w dole brzucha, torturując mnie, wprawiając tym moje ciało w niewyobrażalne gorąco. Styles dokładnie wiedział, co robił, mógł widzieć, jak moje mięśnie naprężają się pod każdym, najmniejszym jego dotykiem.

- Boże, Harry, proszę.

- O co prosisz?

- Ugh, po prostu proszę, zrób coś – jęknąłem, zaś ten wyprostował się, ironicznie uśmiechając.

- Wszystko, co musiałeś zrobić, to poprosić – odparł bezczelnie, zaś z mych ust ponownie wydobył się kolejny jęk, kiedy ten znów pchnął biodrami raz jeszcze, zanim nie sięgnął do szuflady obok łóżka, szperając wkoło, wyciągając opakowanie prezerwatyw oraz lubrykant, a ja niemalże zaśmiałem się z ulgą, wreszcie będąc pewien, iż nadszedł ten upragniony czas. Zsunął moje bokserki, przedtem ściągając również swoje. – Wolisz być na dole? – odparł, zanurzając trzy palce w śliskiej substancji, zaś ja zaśmiałem się cicho.

- To aż tak oczywiste?

- Błagam cię, Louis, ty cały niemal krzyczysz dół – odpowiedział, uśmiechając się zadziornie w moją stronę, zataczając kółka wokół mojego wejścia, po chwili wsuwając dwa palce do środka, przez co nie mogłem skupić się na niczym innym, niżeli obezwładniającej mnie przyjemności.

- Och! Boże, tak, tutaj – jęknąłem, gdy zwinął palce ku górze, od razu sprawiając, iż zapomniałem o początkowym bólu, zastępując poprzednie uczucie niesamowitą przyjemnością.

- Przepraszam, gdzie? Tutaj? – rzekł, ponownie uderzając w ten czuły punkt, zaś ja niemalże krzyknąłem.

- Kurwa! Tutaj! – wrzasnąłem, a chłopak uśmiechnął się szeroko, nachylając się, by złączyć nasze usta w niechlujnym pocałunku, w tym samym momencie wysuwając palce, ustawiając się na wprost mojego wejścia.

- Gotowy? – zapytał, spoglądając na mnie z powagą, po czym przytaknąłem, ciężko przełykając, gdy Harry nacisnął na mnie, wchodząc we mnie powoli z wykrzywionym wyrazem twarzy z nadmiaru obezwładniającej przyjemności. Zwinąłem się z bólu, przyzwyczajając się do uczucia chłopaka we mnie. – Czy mogę… - zaczął, zaś ja przerwałem mu.

- Zaczekaj chwilkę – szepnąłem, starając się rozluźnić. Poczułem jego wargi czule pieszczące moją szczękę, a ja rozchyliłem powieki, aby ujrzeć, jak Harry spoglądał na mnie. Odsunął loczki opadające na moją twarz i przechylił głowę, by złączyć nasze usta w najsłodszym pocałunku, jakiego jeszcze nigdy w życiu nie doświadczyłem. Uśmiechnąłem się przez pocałunek i przytaknąłem. – Okej… porusz się.

Uśmiechnął się w moją stronę, wysuwając się prawie całkowicie, po czym ponownie wszedł we mnie, jęcząc na wspaniałe uczucie, zamykając oczy, tym samym skupiając się na doznaniu. Wypchnąłem biodra, spotykając się z nim w połowie, kiedy ten powtórzył ruch, ustawiając się pod innym kątem, aby uderzyć w ten czuły punkt wewnątrz mnie. Moje dłonie zacisnęły się na jego plecach, chcąc rozpaczliwie znaleźć jeszcze bliżej niego, tak, by uczucie wspaniałego uniesienia nigdy się nie skończyło.

- Cholera, jesteś taki ciasny – jęknął, ponownie uderzając biodrami o moje, sięgając w przód, chwytając w dłoń mojego członka, przeciągając nią to w górę, to w dół w rytm swoich pchnięć. Sapnąłem wprost w jego usta, kiedy chłopak zniżył się, skradając kolejny pocałunek, językiem wślizgując się do środka, ocierając się o mój.

- Harry – kurwa – ja zaraz… mmm – zaraz dojdę. – westchnąłem rozpaczliwie, kiedy Harry ostatni raz ścisnął mojego penisa, zanim nie doszedłem gwałtownie w jego dłoni, skręcając się pod nim w pościeli. Poczułem jak napina się we mnie i kilka pchnięć później odpadł na mnie, nachylając się do czułego pocałunku, po chwili się ode mnie odrywając. Zużytą prezerwatywę wrzucił do kosza obok łóżka, po czym podał mi paczkę chusteczek, aby mógł się porządnie oczyścić.

Odwrócił się, by móc na mnie spojrzeć. Jego włosy delikatnie opadały mu na oczy i sapnąłem, obserwując sposób, jak światło z ulicznej latarni oświetliło część jego idealnego ciała. – Harry – szepnąłem, zaś chłopak pochylił się, przyciskając miękki pocałunek do moich napuchniętych warg, przyciągając mnie do siebie, dopóki moja głowa nie spoczęła na jego piersi.

- Dobranoc, Lou – odparł spokojnie, składając całusa na czubku głowy, po czym wyczerpany odpłynąłem w krainę Morfeusza.



~*~



Kiedy się obudziłem, byłem zaplątany w pościeli niemożliwie blisko Harry’ego, nasze nogi były owinięte wokół siebie, zaś jego dłonie ciasno otulały mnie w pasie. Ostrożnie wydostałem się z jego uścisku. Jęknął cichutko, przewracając się z boku na bok, kiedy odsunąłem się od niego, zbierając z podłogi rozmaite ubrania, po czym udałem się do salonu w poszukiwaniu swojej koszuli. Już właśnie miałem pospiesznie opuścić próg mieszkania, gdy usłyszałem znajomy dźwięk za sobą i odwróciłem się, mając przed sobą półprzytomnego Harry’ego wyłaniającego się zza rogu sypialni, głośno ziewającego i wpatrującego się we mnie ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy.

- Gdzie się wybierasz? – zapytał, zaś ja spojrzałem na niego z zakłopotaniem. – Miałeś zamiar wykraść się niezauważony? – odparł, krzywiąc się nieznacznie. – Ponieważ wiesz, że nie pozwolę ci wyjść, dopóki nie przyrządzę dla ciebie dostatecznego śniadania, prawda?

- Harry, ja… - zacząłem protestować, jednak ten przerwał mi wpół słowa.

- Wiesz, że nie przyjmuję odmowy. Teraz, proszę, usiądź przy moim ohydnym stole i przygotuj się na najlepsze jajka z tostami, jakich jeszcze nigdy nie jadłeś – rzekł, szeroko się uśmiechając, wracając do bycia tym samym, bezczelnym chłopcem, jak poprzedniego wieczoru.

- Ostatnia osoba, która zrobiła mi śniadanie, złamała mi serce – odpowiedziałem cicho, a Harry jedynie spojrzał na mnie, zszokowany moim wyznaniem, po chwili chichocząc. Zmarszczyłem brew na to, w jaki sposób zignorował mój komentarz.

- Tak więc postaram się nie powtórzyć tego błędu – rzucił szybko, odwracając się w stronę lodówki, by wyjąć kilka jajek oraz kostkę masła, wkładając kromkę chleba tostowego do tostera, zapalając także kuchenkę. Przez dłuższą chwilę podziwiałem chłopca przede mną, pochłoniętego przez postawione sobie zadanie, uroczo marszczącego czoło w koncentracji. Wyglądał naprawę pięknie, jego włosy były zmierzwione od snu, oczy miał zaś wciąż lekko zamglone. Na sobie miał jedynie zwyczajną koszulkę oraz czarne bokserki, przez co natychmiast poczułem się głupio, będąc kompletnie ubranym i gotowym do wyjścia, tym samym chcąc opuścić mężczyznę, dzięki któremu przeżyłem najlepszy stosunek w całym swoim życiu. Kiedy usiadł naprzeciwko mnie, kładąc przede mną talerz z jajkami, ja uśmiechnąłem się nieśmiało, gdy ten wpatrywał się we mnie z zaciekawieniem. – Poważnie, to będą najlepsze jajka, jakich jeszcze nie miałeś okazji spróbować.

- Najlepsze?

- Zawsze dostaję za nie naprawdę pochlebne opinie. – westchnąłem, kosztując kawałek posiłku, po czym uśmiechnąłem się, przytakując.

- Miałeś rację. Te jajka są wyjątkowe – odpowiedziałem, biorąc kolejny gryz.

- Więc, poniekąd chciałbym spotkać się z tobą ponownie – rzekł Harry, przełykając kęs jedzenia. Wzdrygnąłem się w duchu, starając się wymusić od siebie powiedzenie krótkiego nie, pomijając fakt, iż rozpaczliwie pragnąłem kontynuować tę znajomość.

- Nie mogę – szepnąłem, a on spojrzał na mnie kompletnie zmieszany.

- Dlaczego?

- Ja… uch, ja nie spotykam się z nikim – odparłem, spuszczając wzrok na talerz, przez co natychmiastowo przeszła mi ochota na dalsze jedzenie. – Ja po prostu… nie chcę się z nikim wiązać. W każdym bądź razie, jaki jest w tym cel? Doprowadza to jedynie do kolejnego, złamanego serca.

- Louis… - Harry rzekł spokojnie, wyciągając dłoń, by ta później spoczęła na moim policzku i podniosła podbródek tak, że chłopak spoglądał wprost w moje niebieskie tęczówki. – Nie możesz powstrzymywać się od kochania, ponieważ się boisz stracisz kogoś, na kim bardzo ci zależy.



~*~



Kiedy wróciłem do domu tuż przed południem, Liam siedział przy stole kuchennym, ściskając w dłoni kubek z kawą, jakby ten była jego ostatnią deską ratunku, czytając również gazetę sprzed tygodnia. – Cześć – rzuciłem krótko, wieszając klucze na kołku przy drzwiach, po czym chłopak spojrzał na mnie, marszcząc brew.

- Gdzie ty, do cholery, się podziewałeś? – zapytał, a ja uśmiechnąłem się szeroko.

- Byłem u Harry’ego – odpowiedziałem, uśmiechając się na wspomnienie długiego pocałunku, którym kędzierzawy chłopak obdarował mnie, gdy opuszczałem jego mieszkanie niecałe dwadzieścia minut temu.

- Kim, do diaska, jest Harry?

- Przecież wiesz. Harry. Ten, od którego pożyczyłem parę spodni kilka tygodni temu.

- A ty tak zwyczajnie wpadłeś na niego, po czym wpakowałeś mu się do łóżka?

- Nie! – zaprotestowałem, zraniony jego słowami. – Zaprosił mnie do siebie.

- By się z tobą przespać?

- Cóż, powiedzmy, że tak. Byłem całkowicie świadom tego, w co się pakuję – odrzekłem, śmiejąc się. – To nie tak, że nie czerpałem z tego jakiejkolwiek przyjemności.

- Na miłość boską, Louis, myślisz, że to zabawne, jednak tutaj się mylisz. To nie zabawa, ci cholerni nieznajomi nie są tobie obojętni. Wiem, że coś dla ciebie znaczą. Nie jestem głupi, Lou, znam ciebie lepiej, niżeli ci się wydaje. Każdemu z nich pozwalasz, by zabrali ze sobą cząstkę ciebie. Możesz kręcić się w kółko, udając, że jesteś zbyt silny, by poddać się sidłom miłości, ale z każdym kolejnym dniem uświadamiasz sobie, iż twoje serce nie jest już w takim stanie, w jakim było wcześniej.

Liam wstał, suwając krzesło po kuchennej podłodze, po czym opuścił pomieszczenie, zatrzaskując za sobą drzwi swojej sypialni, zaś ja żachnąłem się podirytowany bezcelową kłótnią. Nie znosiłem, kiedy Payne się wymądrzał. Pragnąłem, by zawsze mnie rozumiał, wspierał, znał to uczucie, gdy musisz uciekać od prawdziwej miłości. Chciałem, żeby był przy mnie.



~*~



- Cześć – rzuciłem, podchodząc do Harry’ego, który siedział przy stoliku w kawiarence, wyglądając pustym wzrokiem przez okno; w tej samej, przed którą spotkaliśmy się kilka dni wcześniej. Odwrócił się na swoim siedzeniu, po czym uśmiechnął się szeroko ze swymi lśniącymi oczami.

- Louis! – odparł radośnie, wskazując, bym siadł naprzeciw niego. – Nie przypuszczałem, że tutaj będziesz.

- Szczerze, ja także – przyznałem z zakłopotaniem, chwytając menu, uświadamiając sobie, iż zgłodniałem.

- Niezmiernie się cieszę, że jesteś – odpowiedział nieśmiało i gdy spojrzałem na niego, delikatnie się zarumienił, nawet na moment nie odrywając ode mnie wzroku.

Wróciłem myślami do ostatnich dni i tego, jak bardzo byłem zdenerwowany, kiedy wybierałem numer telefonu, jaki kędzierzawy chłopak zapisał mi na dłoni tamtego ranka, gdy obudziłem się zaplątany w jego ramionach. Był niewiarygodnie szczęśliwy, słysząc mój głos i pytając, czy nie zechciałbym się z nim spotkać, wyłącznie jako przyjaciele. Stwierdził, iż zrozumiał, że jestem niechętny w sprawie wiązania się z kimś, jednakże pomimo tego polubił mnie jako osobę i pragnął trochę lepiej mnie poznać.

- Właściwie chciałem cię o coś zapytać – odparłem, spoglądając na niego znad menu, wciąż na nic się nie decydując. Gdy chciałem już coś powiedzieć, podeszła do nas kelnerka, tym samym przerywając mi to, czego tak na dobrą sprawę jeszcze nie zacząłem. Machnęła nam przed nosem kolorowym notesikiem, pytając o nasze zamówienie.

- Dla mnie jedynie sadzone jajka – rzuciłem bez wahania, zaś Harry poprosił o to samo. Ponownie zwrócił się w moją stronę, uśmiechając się, gdy tylko dziewczyna odeszła.

- Mówiłeś coś? – spytał niepewnie, zaś ja poczułem, jak moje serce podskoczyło, nagle się denerwując.

- Przemyślałem to i owo i może byłoby w porządku, gdybyśmy… no wiesz – dali sobie szansę.

- Naprawdę? – odpowiedział, po chwili rumieniąc się, uświadamiając sobie jak chętnie do zabrzmiało. Zaśmiałem się cicho, zanim nie chwyciłem jego dłoni, złączając ze sobą nasze palce. – Tak jest, jeśli dasz mi tylko spróbować.

Chłopak naraz przytaknął. – Jasne, oczywiście – odparł, wstając i nachylając się wzdłuż stolika, by po chwili musnąć moje wargi swoimi. Tuż potem ponownie pojawiła się kelnerka, kładąc na blacie nasze zamówienie. Prędko zabrałem się za ulubione danie, chcąc jak najprędzej zaspokoić swój głód, zaś Harry jedynie uśmiechnął się złośliwie.

- Dobre jajka? – spytał, zaś ja zmarszczyłem czoło.

- Jadłem o wiele lepsze.



~*~*~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz