czwartek, 5 grudnia 2013

224

-

Nic nie wróciło do normy.

Od spotkania z okazji rocznicy Liama i Zayna dwa tygodnie wcześniej, Louis nie odezwał się do Harry’ego. Nie napisał, nie zadzwonił i nigdy nie pokazywał się, kiedy Harry spotykał się z pozostałymi chłopakami.

Zayn zwykle wiedział, co robił Louis, ponieważ spotykał go na zajęciach. Mówił im, że Louis wyplątał się kolejnym spotkaniem, zadaniem domowym, przyjaciółmi lub pracą (a od kiedy Louis w ogóle miał pracę?).

Tamtej nocy, kiedy ich pięciu się spotkało i nikt nie miał żadnych wymówek, Harry cieszył się z takiego obrotu spraw. Podeszła do niego dziewczyna, ale łatwo ją spławił. Poza tym nie znaleźli się żadni natręci, mający zepsuć ich noc.

W końcu wtedy noc była poświęcona Liamowi i Zaynowi, a Niall, Louis i Harry nie potrzebowali rozmowy, by zgodzić się, że nie było inaczej.

Harry otworzył drzwi do mieszkania i kiedy został przywitany ciemną i zimną ciszą, ponownie przypomniał sobie, jak bardzo nie lubił mieszkać samotnie. Nigdy wcześniej tego nie zauważał, ale teraz, kiedy Louis się wyprowadził, a on znów mieszkał całkowicie sam, uświadomił sobie, że naprawdę mu się to nie podobało.

Rzecz w tym, że jeśli miał być ze sobą szczery, problemem nie było mieszkanie samemu. W łatwy sposób był w stanie wynająć komuś wolny pokój i mieć spokój. Problem leżał w tym, że Harry nie chciał mieszkać bez Louisa.

Brakowało mu go. Jego zapachu i rzeczy porozrzucanych po całym mieszkaniu, okruszków z ciastek na podłodze, jego śmiechu i ciepła przy Harrym, kiedy ten wracał do domu i Louis robił mu miejsce, by mógł przytulić się do niego na sofie.

Ludzie przychodzili, by obejrzeć pokój. Wielu potrzebowało mieszkania, a Harry potrzebował pieniędzy, ale mimo wszystko zawsze decydował przeciwko wynajmowaniu pokoju. Liam i Zayn często przychodzili i wspierali go w jego decyzjach, kiedy ktoś zgłaszał się na potencjalnego współlokatora. Nigdy nie protestowali, kiedy Harry wymyślał niedorzeczne powody, przez które ci ludzie nie mogli się wprowadzić.

A Harry pozwoliłby się wprowadzić tylko osobie, na którą zgodziliby się również Liam i Zayn.

W mgnieniu oka minął ponad miesiąc i Harry widział się z Louisem tylko raz, od kiedy ten się wyprowadził. Jego mieszkanie znajdowało się tuż za rogiem od nowego miejsca pracy Harry’ego, ale Louis nigdy się tam nie pokazał. Poza tym nie przychodził już na czwartkowe lunche, Niall przychodził co tydzień, a Zayn za każdym razem mówił, że Louis jest zajęty i nie da rady się pojawić.

Harry nie powinien był go całować.

To był błąd, okropny, głupi błąd, i Harry wiedział o tym w sekundzie, w której się to wydarzyło. Ale nie mógł się oprzeć; naprawdę chciał to zrobić. Niestety Louis jedynie się przez to od niego oddalił.

Była granica tego, ile mógł znieść przyjaciel, i Louis dobrze sobie z tym poradził, kiedy Harry stracił głowę tamtej jednej nocy – Louis nigdy do tego nie wracał. Ale całowanie go prawdopodobnie było przekroczeniem granicy. Oczywiście, że Louis się od niego oddalił.

Louis chciał być jego przyjacielem, a Harry odstraszył go, zachodząc za daleko.

Wzdychając, Harry wszedł pod prysznic. Właśnie wrócił do domu z pracy i dochodziła dziewiąta. Miał zamiar zjeść późny obiad i iść do łóżka; spróbować to wszystko przespać. Sięgnął po szampon i przytrzymał go nad ręką, żeby wycisnąć nieco na dłoń. Butelka wydała dziwny odgłos, ale nic z niej nie wypłynęło. Harry potrząsnął ją, ale ponownie nie stało się nic.

Przez kilka uderzeń serca po prostu tak stał, woda moczyła mu włosy, gorąca para przylegała do jego skóry, a jego wzrok skupiony był na butelce po szamponie. Po chwili powoli zakręcił wodę i chwycił ręcznik. Owinął go wokół bioder i nie kłopotał się wycieraniem ciała, nadal trzymając butelkę.

Harry opuścił tak swoje mieszkanie i zbiegł po schodach, po czym szybko zaczął dzwonić do drzwi Liama i Zayna.

Liam otworzył i jego oczy szeroko się otwarły. – Harry?

- Szampon się skończył – powiedział Harry bez wyrazu lekko drżącym głosem.

Liam zmarszczył brwi i odstąpił od drzwi, żeby Harry mógł wejść. – Cóż. Tak, to jest problem.

- Skończył się – powtórzył Harry.

- Jestem pewien, że mamy jakiś szampon, który możemy ci dać – powiedział Liam. Wyglądał na zdezorientowanego, kiedy zamykał drzwi. – Świat się nie kończy, Harry.

Harry wpatrywał się w butelkę w dłoni, po czym spojrzał na Liama, który wyszedł z łazienki z butelką szamponu w ręce.

- Proszę – powiedział wesoło i podał Harry’emu opakowanie.

- Liam – wydusił Harry i nagle jego gardło bardzo się zacieśniło, ręce zziębły i zrobiło mu się zimno przez wilgotną skórę. – Liam, Louis odszedł.

Na moment zaległa między nimi cisza i Liam zwyczajnie wpatrywał się w Harry’ego, podczas gdy ten odwzajemniał spojrzenie tępym wzrokiem. Ramiona Liama opadły i chłopak westchnął, po czym przytulił Harry’ego.

- Och, Harry – wymamrotał. – Dopiero teraz sobie to uświadomiłeś?

Harry schował twarz w jego ramieniu i wzruszył własnymi. Woda z jego włosów kapała na koszulkę Liama. – Nic po nim nie zostało. Szampon się skończył.

Liam cicho się zaśmiał i poklepał Harry’ego po plecach, po czym zaprowadził go do salonu, gdzie usadowił go na sofie. Woodstock przyszedł z drugiego końca pokoju, gdzie leżał w koszyku, i pociągnął zębami za palce u stóp Harry’ego. Harry pochylił się, by poklepać głowę psa, a Liam zniknął, po czym wrócił z dresowymi spodniami i koszulką, które rzucił Harry’emu.

- Lepiej się ubierz – powiedział i ponownie wyszedł.

Harry posłuchał i ubrał się, podczas gdy Liama znów nie było. Miło było móc przyjść tam w każdej chwili ze świadomością, że zawsze ktoś się dla niego znajdzie. Woodstock przygryzał jego palce, ale Harry’emu to nie przeszkadzało. Liam wrócił z dwoma kubkami herbaty, które ułożył na stole, po czym usiadł obok Harry’ego.

- Woody, koszyk – powiedział Liam i Woodstock posłuchał i poszedł z powrotem do koszyka. Harry obserwował, jak pies kładzie się i zwija na poduszce, po czym posłał Liamowi doceniające spojrzenie.

Liam nieśmiało się uśmiechnął. – Trenowaliśmy go. Zayn powiedział, że jeśli mamy trzymać go w mieszkaniu, musi słuchać każdego polecenia.

Harry z uśmiechem ujął swój kubek w dłonie. – Możesz nauczyć go udawać nieżywego?

Na moment zaległa cisza. Potem Liam przywołał z powrotem psa i wystawił do niego rękę, formując z palców pistolet. – Peng! – powiedział głośno i pies upadł, przewracając się na plecy.

Harry zaśmiał się, prawie rozlewając herbatę.

- To pierwsza rzecz, której go nauczyłem – przyznał Liam. – Jest najlepsza.

- Zdecydowanie – zgodził się Harry i pochylił się, aby pogłaskać psa po brzuchu. – Jesteś dobrym pieskiem, prawda?

- Harry – zaczął ostrożnie Liam, kiedy Harry z powrotem się uniósł, a Woodstock przewrócił się do stóp Liama. – Co się dzieje z tobą i Louisem? Zayn i ja martwiliśmy się o was. Ale Louis nie chce powiedzieć, o co chodzi.

- Czekaj – powiedział Harry i zmarszczył brwi – widziałeś się z Louisem?

Liam wzruszył ramionami. – Zayn widzi się z nim na zajęciach i… tak, zgadza się przyjść, kiedy wie, że nie będzie ciebie.

Harry usiłował zignorować ból w klatce piersiowej. Louis naprawdę celowo go unikał. Świadomość tego naprawdę bolała. – Jesteś świadom, jak dziecinnie to brzmi?

- Jestem świadom – zgodził się Liam – jak dziecinne to jest. Ale mu być powód powód, przez który on zachowuje się jak dziecko, a ty panikujesz z powodu pustej butelki po szamponie, Harry.

- Nie panikowałem – wykłócał się Harry.

- Właśnie cały mokry, w samym ręczniku zapukałeś do moich drzwi, Harry. Mogę stwierdzić, że trochę spanikowałeś.

Harry nie odpowiedział i wpatrywał się w swój kubek. Para zniknęła w powietrzu, a porcelana już z ledwością ogrzewała jego dłonie. – Pamiętasz, kiedy powiedziałem ci, że Louis nie jest w moim typie, zanim się wprowadził?

Liam kiwnął głową. – Cóż, dość szybko zmieniłeś zdanie.

Okej, to było nieoczekiwane. Harry odwrócił głowę, by spojrzeć na Liama, i naprawdę nie miał pojęcia, jak odpowiedzieć. To naprawdę było tak oczywiste? Czy naprawdę wszyscy poza nim zauważyli, że podobał mu się Louis?

Wyraz twarzy Liama zmienił się na zmartwiony. – Okej, to też uświadomiłeś sobie dopiero teraz?

Harry wzruszył ramionami. – Ja… - Odchrząknął i odłożył kubek na stół lekko trzęsącymi się rękoma. – Chyba trochę to wszystko spieprzyłem, Liam.

Liam przysunął się i ułożył ręką na jego ramieniu. – Nie, przestań. Cokolwiek się stało, jestem pewien, że możesz to naprawić.

- Pocałowałem go – powiedział i spojrzał na Liama, by dostrzec jego reakcję.

Liam nie zareagował przez całą sekundę, po czym… uśmiechnął się. Uśmiechnął się. – Cóż, tak sądziłem, Harry. Mieliście się ku sobie od samego początku.

- Ale… - Dlaczego Liam nie był zaskoczony? Dlaczego wydawało się to dla niego takie oczywiste? Czego Harry nie dostrzegł, kiedy Louis nadal był w pobliżu? – To nie tak jak myślisz. Chyba wszystko zacząłem nie tak.

- Jak? – Liam posłał mu zaciekawione spojrzenie. – Harry, Louis lubił cię równie bardzo. Nie wiem, co mogło pójść nie tak.

- Pocałowałem go w dniu, w którym się wyprowadził – wyjaśnił Harry, a jego głos stawał się cichszy z każdym słowem.

Liam uniósł brew. – Nie chcę być wścibski, ale… podejrzewałem, że spałeś z nim dużo wcześniej.

Harry czuł, jak na jego szyję wkrada się rumieniec, i przypomniało mu się, co Zayn powiedział w parku. Dlaczego wszyscy podejrzewali, że Louis i on mogli być kimś więcej, niż naprawdę byli? – Nie spaliśmy ze sobą, ja… - Ciężko przełknął i wpatrywał się w swoje ręce splecione na podołku. – Raz uprawialiśmy seks. Ale byłem pijany i on też. Może trochę. I zdecydowaliśmy, że był to błąd.

Liam wpatrywał się w niego przez sekundę. – Ale – powiedział w końcu – zachowywaliście się jak… nie wiem. Harry, w twoje urodziny, on położył się z tobą do łóżka, jakby to było normalne. Myślałem… znaczy, nie robisz tego z kimś, z kim… albo może robisz? Po prostu stwierdziłem…

Liam zatrzymał się i ponownie siedzieli w niezręcznej ciszy. Harry odchrząknął. – Chyba po prostu się bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Jako przyjaciele.

- Cały czas byłeś tak blisko niego, kiedy oglądaliśmy filmy i kiedy spotykaliśmy się na lunchu lub obiedzie – powiedział Liam ze śmiertelną powagą. – Nie miałem wątpliwości, że coś między wami jest.

Harry wzruszył ramionami. – Nie wydaje mi się, żebym zachowywał się przy nim jakoś inaczej.

- Wydaje mi się, że zachowywałeś się przy nim jak zakochany szczeniaczek, ale… tak, cóż. – Liam przygryzł wargę, ponownie spoglądając na Harry’ego. – Możliwe, że coś źle odebrałem.

To była prawda? Czy Harry naprawdę zachowywał się tak przy Louisie? – Myślisz… - ciężko przełknął ślinę – myślisz, że mógłbym… powiedzmy… być zakochany w Louisie?

Liam na chwilę schował twarz w dłoniach, po czym ponownie z zaniepokojeniem spojrzał na Harry’ego. – Skąd mam wiedzieć? Czy ty sądzisz, że możesz być zakochany w Louisie?

- Nie – odpowiedział natychmiastowo Harry. Zmarszczył brwi i odwrócił głowę. Albo mógł być? Brakowało mu Louisa i zdecydowanie zrobił kilka rzeczy, które mogłyby na to wskazywać. – Myślę jednak, że mogę go lubić bardziej niż przyjaciela? – odpowiedział w końcu, przekształcając to w pytanie.

- Mi to mów – wymamrotał Liam. – Nigdy bym się nie domyślił.

- Liam – powiedział Harry i ponownie się do niego odwrócił. – Mówię poważnie.

- Rozumiem. – Liam wziął głęboki wdech. – Po prostu nie wiem, dlaczego tak bardzo upierasz się przy tym, że on ci się nie podoba.

- Nie upieram się przy tym. Taka jest prawda.

- Cóż, pewnie, prawda jest taka, że straciłeś dla niego głowę, Harry – stwierdził zmęczonym głosem Liam. – Tylko po prostu nie chcesz tego przyznać.

- Jesteśmy przyjaciółmi – wydusił Harry i nagle czuł się tak głupio, mówiąc to, kiedy zdecydowanie nie była to szczera prawda. Louis prawdopodobnie zawsze był kimś więcej. Harry poczuł, jak oblewa go panika, wstrzymuje się jego oddech, serce przestaje bić, a usta drętwieją.

Dzielił łóżko z Louisem przez ponad dwa miesiące, przytulał go we śnie, zawsze chciał całej jego uwagi, jego obecności, zawsze chciał być blisko niego, kiedy byli razem. Harry zachowywał się jak zazdrosny chłopak za każdym razem, kiedy Louis chociażby spojrzał na innego faceta.

Chciał Louisa tej nocy, kiedy uprawiali seks. Myślał o całowaniu go od samego początku, a gdyby Louis był tylko przyjacielem, Harry nigdy by go nie pocałował. Ale pocałował go i chciał tego, naprawdę chciał tego pocałunku.

Chciał pocałować Louisa ponownie.

- Kurwa – powiedział i czuł, że bolą go oczy, wpatrując się w Liama, który posłał mu współczujące spojrzenie.

- Nie wierzę, że dopiero teraz sobie to uświadomiłeś – odpowiedział Liam i ścisnął jego udo. – To było tak oczywiste.

Harry jęknął, chowając twarz w dłoniach. – Liam, wszystko spieprzyłem. Kompletnie wszystko spieprzyłem.

- Nie, przestań. Trochę ci to zajęło, ale jestem pewien, że jeszcze nie wszystko stracone.

- Przespałem się z nim, a potem powiedziałem mu, że nie jest do końca tym, czego szukam – zaprotestował Harry. – Nie mam pojęcia, jak nie wszystko może być stracone.

Liam skrzywił się na to, ewidentnie szukając właściwej odpowiedzi. Rozproszył się, kiedy drzwi do salonu się otworzyły i wszedł Zayn. Harry podniósł na niego wzrok, dostrzegł zmęczone spojrzenie i bladą skórę.

Zayn zmarszczył brwi. – Co się stało Harry’emu?

- Jego szampon się skończył – powiedział oschle Liam.

Harry wydobył z siebie zduszony śmiech i potarł rękoma twarz. – Szampon Louisa się skończył.

- Och – odpowiedział Zayn i podszedł, by usiąść po drugiej stronie Harry’ego. – Więc w końcu sobie wszystko uświadomiłeś.

Świetnie, więc nawet Zayn wszystko załapał przed nim. – Czy wy wszyscy wiedzieliście? – Harry zmarszczył brwi. – Mogliście coś powiedzieć.

- Cóż, myśleliśmy, że sam wiesz – powiedział Liam. – Skąd mieliśmy wiedzieć, że byłeś taki niepomny?

- Musisz mu powiedzieć – powiedział Zayn i Harry niepewnie na niego spojrzał, więc chłopak dodał – O tym wszystkim. Musicie to sobie wyjaśnić.

- Co tu jest do wyjaśniania? Jesteśmy przyjaciółmi, a ja się w nim zakochałem. – Harry wzruszył ramionami, bawiąc się sznurkami od spodni, które zdecydowanie musiały należeć do Liama. – Odstraszę go.

- Harry… - zaczął Zayn, ale Harry powstrzymał go, unosząc rękę.

- Nie, poważnie. Był naprawdę dobrym przyjacielem. Zrobiłem kilka niewłaściwych rzeczy, a on mnie nie zostawił. Cóż, dopóki całkowicie z nikąd go nie pocałowałem – dodał i przesunął ręką przez włosy. – Ale nie mogę mieć mu za złe, że po tym się poddał. Nie powinienem pogarszać sprawy.

Zayn przez chwilę się w niego wpatrywał i powróciło to napięcie, ale potem zerknął na Liama i spuścił wzrok. Kiwnął głową. – Tak, jeśli sądzisz, że tak będzie najlepiej.

- Po prostu chcę go z powrotem – powiedział cicho Harry i obserwował swoje ręce bawiące się sznurkami. – Chcę znów być jego przyjacielem.

Zayn westchnął i objął go, kładąc jego głowę na swoim ramieniu. – Nadal jesteś jego przyjacielem.

- Już się do mnie nie odzywa – stwierdził Harry.

Liam przesunął ręką po jego plecach. – To nie jest coś, co zależy jedynie od niego, Harry. Ty również mogłeś do niego zadzwonić.

Kiwając głową, Harry przysunął się bardziej do boku Zayna, a Liam zabrał koc z podłokietnika sofy i rozłożył go na ich trojgu. Faktycznie mógł zadzwonić do Louisa, ale nie wyobrażał sobie, jak miałby się na to zdobyć. Co miał powiedzieć? Co, gdyby Louis odrzucił go, nawet go nie wysłuchując?

Nie mógł zadzwonić. Nie po tym wszystkim, co zrobił, przez co Louis się od niego odsunął.

Łatwo było zatopić się w ciepło i otuchę jego dwóch najlepszych przyjaciół. Zawsze byli tam, by mu pomóc, nawet kiedy jego świat wywracał się do góry nogami i kiedy Harry zachowywał się jak głupiec. Zayn i Liam zawsze byli tam, by mu pomóc, żeby polepszyć sytuację.

Jednak wciąż – pomyślał Harry, zamykając oczy, kiedy ramię Liama owinęło się wokół jego talii – w tamtej chwili był ktoś, z kim chciał być bardziej, niż z ich dwojgiem.

Było ciepło i wygodnie, i poufale, i było to wszystkim, czego Harry potrzebował.

Ale chciał tego wszystkiego od Louisa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz