czwartek, 5 grudnia 2013

214

Louis i tak pomagał Harry’emu w pieczeniu.

Harry mówił mu, co dokładnie ma robić. Louis posypywał żółtymi i różowymi wiórkami Cake Pops, które Harry wcześniej umoczył w czekoladzie. Nadal sądził, że to najbardziej dziewczyńska rzecz na świecie.

- Wydobywasz ze mnie dziewczęcą duszę – powiedział oschle.

Harry zaśmiał się i spojrzał na niego. – Mówi to chłopak, który kilka dni temu wyznał, że jeśli miałby być którą z księżniczek Disneya, byłby Mulan.

- Jest najodważniejsza – powiedział Louis i ułożył kilka różowych serduszek na czekoladzie. – I najmniej dziewczęca z nich wszystkich.

- A w tobie nie ma nic z Azjatki. – Harry zamoczył ostatnie kulki w czekoladzie, po czym odłożył je obok reszty.

- Nie w tym rzecz. Mówimy o charakterze, nie wyglądzie.

- W tym wypadku byłbyś Meg – wytknął Harry i zachichotał.

- Co?

- Meg. Ta z Herkulesa. – Harry umył ręce i obserwował, jak Louis sypie wiórki na swoje ręce. – Byłbyś nią. Podobny charakter i wygląd.

- Cóż, mówisz, że nie ma we mnie nic z Azjatki, a zgaduję, że nie ma też we mnie nic z Greczynki. – Louis zmarszczył nos.

- Następnym razem obejrzymy Herkulesa. Wtedy będziesz zmuszony przyznać, że jesteś Meg.

- Zobaczymy. – Louis skrzywił się i udekorował ostatnią kulkę, po czym odchylił się i uniósł dłonie. – Koniec. Nigdy więcej!

Harry uśmiechnął się i spojrzał na zegarek. – Pójdę wziąć prysznic. Liam i Zayn niedługo tu będą.

Louis obserwował, jak Harry wychodzi z kuchni i pozostał w miejscu z kolorowymi Cake Pops na wprost niego oraz bałaganem z ciasta, cukru i przyborów kuchennych dookoła.

Szło lepiej, niż Louis oczekiwał. Sądził, że atmosfera między nim a Harrym będzie niezręczna po ostatnim poranku. Zamiast tego, kiedy zadzwonił budzik Harry’ego, Louis obudził się obejmując chłopaka, z lokami łaskoczącymi jego policzek i dużymi dłońmi na swojej talii.

Harry wyszedł z łóżka, mamrocząc – Dzień dobry – po czym zniknął w łazience. I nawet w kuchni, kiedy oboje pili herbatę przed wyjściem, nic nie stało się niezręczne.

Właściwie, było całkowicie na odwrót, kiedy Louis o tym myślał. Dotyk przychodził łatwiej, bez zawahania, i nie musieli o tym mówić. Zupełnie jak wszystko inne pomiędzy nimi, stało się to naturalne.

Louisowi się to podobało. Sposób, w jaki zasnęli razem na kanapie poprzedniej nocy, długo po godzinie dwunastej. Harry zarzucił nogi na jego uda i w końcu przytulili się do siebie, oglądając film, aż Louis zasnął. Harry obudził go około czwartej i bez słów ruszyli do sypialni Louisa. Nikt nawet nie pytał; Harry wśliznął się do łóżka Louisa, a Louis nie mógł powiedzieć, że ma coś przeciwko.

Ale mimo wszystko, Louis przypominał sobie, że to nic nie znaczyło. Widział zachowanie Harry’ego wobec Zayna i Liama. Z natury zachowywał się tak przy bliskich mu osobach. A teraz był blisko z Louisem, więc nie był nic dziwnego w tym, że traktował go tak, jak resztę bliskich przyjaciół.

A imprezie urodzinowa Harry’ego tylko utwierdziła Louisa w tym przekonaniu. Oczywiście Harry znajdował się w centrum uwagi; w końcu to on był solenizantem. Ale przytulanie go, przyciągnie do siebie, czułe całowanie w policzek, czoło, włosy nie wydawały się być czymś, co ludzie zachowywali szczególnie na ten dzień.

A Harry’emu nie wydawało się to przeszkadzać. Uwielbiał bycie w centrum uwagi i bycie kochanym. Louis widział to w jego wyrazie twarzy, w małych uśmiechach, wesołym śmiechu i szczęśliwym spojrzeniu. W sposobie, w jaki Harry zachowywał się przy każdym dotyku było jasne, że to, co dzielił z Louisem, nie było niczym wyjątkowym.

Tak właśnie Harry zachowywał się przy przyjaciołach.

- Zaprosiłeś któregoś z chłopaków? – spytał Niall, siadając w kuchni z butelką piwa w dłoni i grupką obcych osób dookoła. Harry był w salonie a Louis nie zauważył, gdzie zniknęli Zayn i Liam. Niall również był w salonie, ale przyszedł wziąć kolejne piwo.

Louis wzruszył ramionami. – Aidena i Matta – odpowiedział. – Może przyjdą, kiedy skończy się zmiana Aidena. Nie byli pewni. I Greg powiedział, że wpadnie.

Niall się uśmiechnął. – Dawno ich nie widziałem. Fajnie będzie się spotkać.

- Jeśli będziesz jeszcze trzeźwy, kiedy przyjadą.

- Przestań – powiedział Niall i chwycił nadgarstek Louisa – siedzenie tutaj samotnie w kuchni i dąsanie się… to nie w twoim stylu.

- Nie dąsam się – zaprzeczył Louis.

- Tak, racja. Zazwyczaj po tym czasie wszyscy są już tobą oczarowani. – Niall pociągnął go do góry i na zewnątrz kuchni. Louis chciał się odwrócić i wyjść, kiedy zobaczył Harry’ego na sofie z chłopakiem przy jego boku mówiącym do jego ucha oraz dziewczynę na jego podołku, na której talii lekko spoczywała dłoń Harry’ego.

Kim w ogóle Harry był, by robić coś takiego? Jak mógł posyłać chłopakowi uśmiech obiecujący seks, mając na swoim podołku dziewczynę i trzymając ręce na jej biodrach?

Co Harry z nim robił? Louis chciał krzyczeć. A bycie lekko wstawionym wcale nie polepszało sytuacji. Zdecydowanie nie powstrzymywałby się, jeśli ktokolwiek by go sprowokował.

Niall usiadł na podłodze, a Louis bez słowa ułożył się obok niego, słuchając rozmowy.

- Mogłem wynająć ci striptizerkę – powiedział chłopak obok Harry’ego, a wszyscy się zaśmiali. – Przebraną za pielęgniarkę.

Harry uniósł brew i uśmiechnął się do blondynki siedzącej na jego podołku. – Myślisz, że by mi się to spodobało?

- Zdecydowanie nie – odpowiedział chłopak. – Dlatego bym to zrobił.

- Może ktoś i tak się dziś dla mnie rozbierze – zażartował Harry. – Ale bardziej prywatnie i nie przed waszymi oczami. I bez świadków tego, co stałoby się później.

Dało się słyszeć gwizdanie i Louis uniósł brew, czując nudności na samą myśl. Nigdy nie przeszkadzało mu dzielenie się – miał cztery siostry i nigdy nic nie było całkowicie jego. Ale było kilka rzeczy, którymi Louis nie lubił się dzielić. Jedną z nich była osoba, z którą dzielił nocą łóżko.

A tak się składało, że Harry był osobą, z którą Louis dzielił łóżko. Zmarszczył brwi bardziej.

- Kogo masz na myśli? – spytał chłopak.

- Robisz sobie nadzieję, Nick?

- Zawsze robię sobie nadzieje przy tobie, Styles – odpowiedział Nick, a Louis przyjrzał mu się dokładniej. Jego włosy wyglądały jak kopia tych Harry’ego i był przynajmniej pięć lat starszy. Ale nie był mniej hipsterski niż Harry. Wydawali się być blisko – takie przekomarzanie wydawało się przychodzić im naturalnie.

- Może wolałby dziś dziewczynę – wtrąciła blondynka i Louis czuł, jak zwija mu się żołądek, obserwując reakcję Harry’ego.

Harry ciepło się uśmiechnął i ścisnął jej biodra. – Może.

- Może wolałby obojga – dorzucił Louis oschłym tonem przepełnionym agonią, którą wtedy czuł.

Wszyscy w pomieszczeniu odwrócili uwagę na niego i Louis widział, jak oczy Harry’ego na sekundę się powiększają, po czym wyraz jego twarzy wraca do zrelaksowanego.

- A ty jesteś…? – spytał Nick.

- Louis – odpowiedział Harry. – To jest Louis.

- Och – Nick wydawał się go kojarzyć – więc to ty jesteś Louis.

- Jeden jedyny – odpowiedział Louis, nie okazując tego, jak bardzo zmieszany był faktem, że Harry wspominał o nim sowim przyjaciołom.

- Harry wiele o tobie mówił, od kiedy się wprowadziłeś. – Nick zmierzył go wzrokiem i uśmiechnął się. – Widzę dlaczego.

Louis uniósł brew i przełożył butelkę do drugiej ręki. – Obawiam się, że nie mogę powiedzieć tego samego o tobie. Nigdy jeszcze o tobie nie słyszałem.

Nick zaśmiał się. – To dobry dzieciak – powiedział Harry’emu, a ten posłał mu czuły uśmiech, jakby chcąc powiedzieć a nie mówiłem?. Nick odwrócił się z powrotem do Louisa, posyłając mu oczko. – Jestem Nick, jak się okazuje, niewarty wspominania.

- Muszą być ku temu powody. – Louis dowcipnie się uśmiechnął, a Niall szturchnął go w bok.

- Jest wiele – odpowiedział Nick.

- Hej, um, Louis – powiedział Liam z przejścia i Louis odwrócił się do niego. Liam nie musiał mówić nic więcej, gdy Louis dostrzegł stojącego obok niego Grega.

- Greg – krzyknął Louis i wstał, podbiegając do niego i stając na palcach, by go przytulić. – Cieszę się, że udało ci się wpaść.

Greg uśmiechnął się do niego i wzruszył ramionami. – Dobrze cię widzieć, Lou.

Louis pozostawił dłoń na plecach Grega, odwracając się. – To Greg, przyjaciel ze studiów – przedstawił.

- Kto jest solenizantem? – spytał Greg, nieśmiało zerkając na Louisa. Louis wskazał Harry’ego, Greg przekroczył pokój i wyciągnął dłoń. – Wszystkiego najlepszego i, cóż, miło cię poznać – powiedział, po czym podał Harry’emu małą paczuszkę. – Nic specjalnego.

- Dzięki – powiedział Harry z uśmiechem, który dziwnie zaprzeczał jego zmarszczonemu czołu. – Czy ja cię skądś znam?

Nick szturchnął Harry’ego w bok. – Znasz jego głos. Jest w radiu akademickim. Prawda? – skierował pytanie do Grega.

Grek pokiwał głową. – Tak, już od pewnego czasu.

- Też się tym zajmowałem – powiedział Nick. – Lata temu. Dobrze ci idzie. Często słucham.

- Dzięki, stary.

- Poszukamy ci czegoś do picia, Greg, chodź – powiedział Louis i wyprowadził go do kuchni. – Matt i Aiden powiedzieli, że może też wpadną. Naprawdę cieszę się, że przyszedłeś. Czułem się odosobniony wśród tych hipsterskich przyjaciół Harry’ego.

- Nie wyglądałeś tam niekomfortowo – stwierdził Greg.

- Prawda? – Louis podał mu piwo. – Uwielbiają mnie.

- Nie jestem pewien – powiedział Greg i zaśmiał się. – Są hipsterami a ty nie. Mogą sądzić, że jesteś dziwny.

- Ci ludzie naprawdę nie mają prawa nazywać nikogo dziwnym – wytknął Louis i otworzył kolejną butelkę piwa dla siebie, po czym oboje wrócili do salonu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz