piątek, 6 grudnia 2013

234

Pomyśl zanim coś zrobisz.

Pierdolona zasada. Zayn z całą pewnością nie potrafił się do niej dostosować. Nie myślał wczorajszej nocy, wbijając na wpół przytomnego Stylesa w zimne, łazienkowe kafelki, nie myślał także dzisiaj, napierając ponownie na usta szatyna z jeszcze większą zachłannością i pożądaniem. A w momencie, gdy znalazł się w pozycji klęczącej, mając przed sobą męskość Harry’ego, wszystkie jakiekolwiek racjonalne myśli uleciały z głowy chłopaka, pozostawiając tylko te nieprzyzwoite. Dosłownie dał się wyruchać. Ale czy istniała możliwość wstrzemięźliwości przy takiej pokusie, jaką prezentował sobą pan Styles?

Zayn często bywał porywczy, impulsywny, ale o ile dobrze pamiętał, nigdy nie dał się aż tak wyprowadzić z równowagi, i to dwa razy w ciągu zaledwie dwóch dni. Właściciel pieprzonych zielonych oczu nieźle namieszał mu w głowie; pozostawił po sobie bałagan, z którym Malik musiał się teraz uporać. Umysłowy mętlik nie był jego jedynym problemem. Pominąwszy potargane włosy i wciąż opuchnięte wargi, postać Zayna prezentowała się w miarę przyzwoicie, lecz reszta otoczenia prosiła o pomstę do nieba. Chaos, rozgardiasz, nieład. Brunet z trudem doszukał się podłogi pod stertą zapewnie ważnych papierów i teczek.

- Kurwa. – cisnął, zrzucając pozostałości z dębowego biurka. Większy bałagan był już niemożliwy.

Nierówny oddech powoli wracał do normy, a wydarzenia sprzed kilku ostatnich minut łączyły się do analizy. Zrób, a potem pomyśl. Niedorzeczne. Malik nie mógł sobie pozwalać na takie wybryki, to przecież mogłoby zadecydować o jego stanowisku w firmie. Czy przypadkiem to nie on teraz obejmuje przegraną pozycję? Stracił kontrolę, a Styles może chełpić się zwycięstwem. Wygrana w dennej konkurencji na kreatywność nic nie znaczyła, gra nabrała nowych, całkiem innych zasad i Zayn musi się ich szybko nauczyć, zanim zrobi to jego zielonooki przeciwnik.

Cichy odgłos pukania do drzwi zabrzmiał w uszach Mulata. Zaalarmowany szybko znalazł się przy wejściu; panujący bałagan w pomieszczeniu powinien na razie zostać w ukryciu. Prześlizgnął się przez wąską przestrzeń między drzwiami a framugą, by rozmowa odbyła się poza terenem gabinetu. Gościem okazała się szczupła blondynka, do której Zayn nie pałał szczególną sympatią. Ta niechęć była bezpodstawna, widoczne zauroczenie panny Delevingne w Stylesie nic nie znaczyło, a przynajmniej tak sobie wmawiał.

Malik posłał dziewczynie nieme pytanie, szczelnie zamykając drewnianą powłokę za swoimi plecami.

- Wszyscy na pana czekają w konferencyjnej, spotkanie powinno zacząć się pięć minut temu. – wytłumaczyła grzecznie, nie zwracając uwagi na ostrożność mężczyzny przy zamykaniu drzwi.

- Jakie spotkanie? – Brunet nie miał pojęcia o żadnym spotkaniu, Depp nic nie wspominał, zostawiając mu biuro pod opiekę.

Cara wydawała się jeszcze bardziej zszokowana niewiedzą Malika niż on sam, zamrugała kilka razy swoimi dużymi oczami i ponownie przemówiła:

- Spotkanie z nowym klientem, pan Depp zadecydował, że wstępne rozmowy zostaną przeprowadzone przez asystentów. – Mina Zayna ciągle ukazywała lekkie zagubienie i dezorientację, co przypomniało dziewczynie o pewnym ważnym fakcie. – Hazz miał panu to przekazać, gdyż to jego Depp o tym poinformował kilka dni przed swoją planowaną nieobecnością. – dodała ostatecznie.

- Hazz?

- Znaczy się pan Styles. – rzekła cicho, spuszczając wzrok na swoje wypolerowane czółenka, a na jej policzkach zakwitły różowe barwy.

Hazz! Wymyśliła już nawet dla niego zdrobnienie! A brzmi jak nazwa środka owadobójczego! „Nie pozwól komarom zburzyć cudownego snu, rozpyl Hazz, a owady padną na raz! Przy zakupie dwóch opakowań, łapka na muchy gratis!” Ciekawe czy Hazz wie, że tak o nim mówi. Są już przecież takimi bliskimi przyjaciółmi, że mogą używać słodkich zdrobnień, wymieniać się drugim śniadaniem i grać w łapki.

Szkoda tylko, że Hazz to pierdolony kutas i zupełnie przypadkiem zapomniał poinformować Zayna o spotkaniu z wpływowym klientem.

Malik ominąwszy w pośpiechu Carę, dotarł do sali konferencyjnej. Przeprosił za swoje spóźnienie i zajął miejsce naprzeciwko Stylesa, który nie ukrywał zuchwałego spojrzenia spod nieokiełznanej grzywki przykrywającej czoło chłopaka. Poniekąd, Zayn był dumny z fryzury szatyna, którą sam skomponował podczas incydentu w gabinecie Deppa. Odkaszlnął cicho i skupił swoją uwagę na starszym mężczyźnie zajmującym centralne miejsce przy stole. Siwe oczy inteligenta skupiały się na czytanym tekście, a wyraziste rysy twarzy oddawały każdą emocję; nad cienką linią bladych warg rosły dumne wąsy, zakręcając się delikatnie przy końcach. Postawę miał łagodną, bezkonfliktową. Poczciwy wujaszek, którego rady człowiek zrozumie dopiero po popełnionym błędzie.

- Ma pan tendencję do spóźnień, panie Malik. – wypowiedział z udawaną grzecznością Styles. Oparł się luźno o lakierowany blat stołu. W oczach miał zaciekłą iskierkę o nazwie prowokacja.

Nadchodzącą wymianę zdań powstrzymał Davis, tak właśnie nazywał się mężczyzna z wąsami. Zainteresowany był jedynie tym, co PromoTeam jest w stanie mu zaproponować, potyczki słowne pracowników były całkowicie zbędne. Asystenci zrozumieli przekaz, to była praca i tego należy się trzymać. Pierwszy głos należał do Stylesa lub jak ktoś woli Hazzy. Był wyśmienicie przygotowany, słowa ulatywały z jego ust pewnie, bez zawahania. A Zayn? Musiał improwizować. Znowu znajdował się na przegranej pozycji. Chyba że…

Pomyśl zanim coś zrobisz.

Zayn pomyślał. Musiał jakoś ratować się w tej sytuacji, skoro Harry grał nieczysto, Malik musiał znaleźć tajną broń. Wiedział, że Styles jest opanowany, lubi kontrolę i porządek, jednak posiada słaby punkt. I teraz ten słaby punkt miał zamiar wykorzystać.

Odkaszlnął ponownie, przykładając sobie rękę do ust. Gest ten zwrócił uwagę pozostałych, czyli tak jak zaplanował brunet.

- Zaschło mi w ustach, wybaczcie. – rzekł, sięgając po plastikową butelkę wody, która była dla niego przeznaczona.

Davis kiwnął tylko głową i nieprzyjęty słowami Malika wrócił do przemowy Stylesa, który jeszcze nie zdawał sobie sprawy, co szykuje dla niego Zayn. Spokojnie kontynuował przygotowaną argumentację, nie spuszczając bruneta z oczu.

Idealnie.

Mulat powoli odkręcił butelkę, utrzymując ciągle kontakt wzrokowy z szatynem. Zamiast od razu przyłożyć butelkę do ust, zaczął jeździć palcami po plastikowym ustniku, wolne, delikatne kółka. Styles głęboko wciągnął powietrzne, odczytując subtelne gesty ciemnowłosego, który w środku celebrował już swoje rychłe zwycięstwo. Przymrużył kusicielsko brązowe oczy i pozwolił, aby jego wargi delikatnie się rozchyliły. Wszystkie te bodźce docierały do Harry’ego, który miał coraz większe problemy z umiarkowaniem swego oddechu.

Zayn miał ułatwione zadanie, gdyż ich klient siedział całkowicie zwrócony do szatyna, więc nie mógł zauważyć jego poczynań, które stawały się z każdą chwilą odważniejsze. Butelka znajdowała się już przy soczystych wargach bruneta; upewniwszy się, że ciągle był obserwowanego przez Harry;ego, przejechał językiem po plastiku w identyczny sposób, w jaki doprowadzał Stylesa do szału niecałe pół godziny temu. W duchu zaśmiał się na nerwową reakcję zielonookiego, który całkowicie stracił wątek swojej wypowiedzi, wiercąc się na swoim miejscu, zapewne by ukryć powstały problem w jego spodniach.

- Dobrze się pan czuje? – zapytał najstarszy, widząc dziwne zachowanie swojego rozmówcy.

- Ta-ak – Zazwyczaj opanowany głos teraz niebezpiecznie się zachwiał. – Tak. – poprawił się już trochę pewniej.

Malik upił łyk wody i z uśmiechem odstawił napój na miejsce. Victoria. Jednak spodobała mu się ta zabawa, nie miał zamiaru tak szybko odpuścić Stylesowi, który z całych sił starał się omijać wzrokiem sylwetkę Mulata.

- Wygląda pan na zdenerwowanego. – ton Davisa ponownie rozległ się po pomieszczeniu, gdy jego soczewki badawczo przyglądały się szatynowi. – To może teraz pan zabierze głos. – tym razem zwrócił się do drugiego mężczyzny, który prezentował zupełnie inną postawę. Był rozluźniony i zrelaksowany. W myślach szybko przygotował krótką przemowę, z którą teraz zapoznawał towarzyszy, tego starszego z obojętną miną i szatyna, który mógłby zabić wzrokiem.

Jad z zielonych oczu Stylesa jeszcze bardziej podsycił Zayna. Oparł się wygodnie o skórzane obicie fotela, trzymając w ręku jeden z naszykowanych długopisów. Szybko zaznajomił się z pisakiem, przesuwając po nim palcami w górę i w dół. Kolejne prowokujące spojrzenia w stronę Harry’ego, który zdawał się być na skraju wytrzymania. Ponad rumianymi policzkami połyskiwały pożądliwe zielone tęczówki, a klatka piersiowa zaczęła się poruszać w szybki rytm oddechu, który starał się nieudolnie wstrzymywać.

Malik nie przestawał sprawnie poruszać długopisem w swoich dłoniach, ciesząc się pewnym zwycięstwem. Bezceremonialnie wygrał.

- Na tym chyba dzisiaj skończymy. – Davis stwierdził, zbierając do teczki wszystkie omawiane dokumenty; przyjrzał się jeszcze ostatni raz swoim rozmówcom, zatrzymując dłuzej wzrok na postaci Stylesa. – Prześlę raport do pana Deppa i wtedy będziemy kontynuować naszą współpracę. Do widzenia, panom. – pożegnał się i zniknął za drewnianą powłoką.

Pozostała dwójka jeszcze przez chwilę siedziała w ciszy, Zayn z triumfalnym uśmiechem, a Harry…Cóż, Harry nie miał powodów do uśmiechu. Po kilku sekundach zamaszystymi ruchami podniósł się z miejsca i bez słowa skierował do wyjścia.

- Nie powiedziałeś mi o spotkaniu. – zatrzymały go słowa Malika.

Przez moment stał bez ruchu, analizując całą zaistniałą sytuację, by jeszcze bardziej się w niej nie pogrążyć. Odwrócił się miękko na pięcie i odszukał wzrokiem drugiego mężczyznę.

- Ups, chyba mi się zapomniało. – stwierdził ironicznie. Jego usta wygięły się w chytry uśmiech, prowokując Zayna. Bo przecież Harry Styles nigdy nie przegrywał. Lecz Harry Styles nie spodziewał się również słów, które opuszczą za chwilę gardło bruneta.

- Zauważyłem, że masz problemy z pamięcią, dlatego też postanowiłem trochę nad nią dziś popracować. – Malik powoli wstał i małymi krokami obszedł duży, drewniany stół w sali konferencyjnej, podchodząc finalnie do zielonookiego, którego sylwetka była doprawdy spięta, wszystkie jego mięśnie zostały napięte, a żyła na szyi widocznie uwydatniona.

Zuchwały uśmiech nie opuszczał śniadej twarzy bruneta. Mężczyźni mierzyli się wzrokiem, aż Styles z prychnięciem odwrócił się, by wreszcie pogrzebać tę sytuację, lecz ponownie jego czyn został zatrzymany. Tym razem nie przez słowa; Harry został przyparty do ściany, jego nadgarstki z impetem spotkały się z powierzchnią nad jego głową, przytrzymywane przez mocny uścisk dłoni Zayna.

- Ze mną tak łatwo nie wygrasz w tej grze. – ostrzegł brutalnie Malik, napierając całym ciałem na szatyna. Ciepły oddech, towarzyszący tym słowom, spowodował coraz większe napięcie między tą dwójką. Ich ciała działały jak magnesy, przyciągały się z niewyobrażalną siłą, która z każdym zbliżeniem rosła. – Zasady są takie: nie ma zasad. – Tłumaczył zaciekle dalej, by w końcu przybliżyć swoje usta do ucha rywala. – 1:0 dla mnie. – wyszeptał przeciągle, powodując kolejną falę przyjemnych dreszczy na ciele mężczyzny.

- Twój ruch. – dodał, uwalniając nadgarstki szatyna z uścisku. Odsunął się dwa kroki, wyczuwając pewną nabrzmiałość. – Tym razem ci nie pomogę, Hazz. – rzucił z łobuzerskim uśmiechem, wskazując na krocze chłopaka. Puścił jeszcze oczko w jego stronę i opuścił pomieszczenie z głośnym trzaskiem zamykanych drzwi.

***

Zayn głęboko zaciągnął się nikotynowym dymem, kojąc tym swoje nerwy, które ostatnio miały wiele niespodziewanych atrakcji. Czy te atrakcje przypadły do gustu Malika? Cóż, na pewno wzbogaciły jego życie erotyczne i pobudziły rejony wyobraźni, które już od dawna były przykryte kurzem.

- Tu się nie pali. – wyobraźnia Zayna musiała zatrzymać projektor z dość nieprzyzwoitą sceną, by chłopak mógł skupić się na słowach przyjaciela, który z lekką irytacją wymalowaną na delikatnej twarzy czekał aż brunet porzuci swoje myśli i papierosa.

- Nie ma nigdzie znaku zakazującego palenie. – stwierdził po przebadaniu otoczenia.

- Ale ja mówię, że tu się nie pali, więc się nie pali. – oznajmił szorstko, wyrywając cienkiego papierosa z ręki Mulata.

Malik przewrócił oczami; mimo upływu lat Tomlinson nie przyzwyczaił się do nałogu mężczyzny, lub jak twierdził dbał o jego zdrowie. Pierdolenie. Palenie należy do przyjemności, a Zayn nie rezygnuje z przyjemności, nawet jeśli troskliwy Lou narzeka pod nosem.

- Nie wyglądasz najlepiej. – zmartwił się niebieskooki. Uważnie badał spiętą sylwetkę Zayna, popijając swoją wymyślną kawę o nieokreślonym smaku z milionem słodkich dodatków, które zabijały całą esencję smaku. Malik za to pił zwykłą czarną kawę, słodką i zimną.

Brunet nie odpowiedział; skupił się na robieniu konfetti z serwetek. Biała kupka rosła z każdą sekundą, a palące spojrzenie Tomlinsona nie opuszczało twarzy Malika. Matko Boska! To miał być zwykły wypad na kawę, a nie psychoanaliza! W tym momencie zdał sobie sprawę, że piwo w głośnym pubie w towarzystwie zagorzałych kibiców piłki nożnej byłoby lepszą alternatywą.

- Gdzie się podział wiecznie rozgadany Zayn Malik, któremu nikt się nie oprze? – zażartował starszy chłopak, dopijając ostatni łyk kawy. W pewnym momencie pochylił się nad stolikiem, by zbliżyć się do towarzysza. – Nie mów, że masz problemy? No wiesz z czym… - wyszeptał, by reszta otoczenia nie dosłyszała ostatnich słów.

Oczy Zayna natychmiastowo się rozszerzyły, a stare kawiarniane krzesło aż zachybotało, gdy chłopak odskoczył do tyłu.

- MATKO BOSKA! NIE! – odpowiedział dosadnie, zwracając tym uwagę wszystkich zgromadzonych.

Louis łagodnie się uśmiechnął, wracając do poprzedniej pozycji. Reakcja Zayna była jednoznaczna, nie pozostawiała cienia wątpliwości.

- Ale jakbyś miał, to zawsze możesz mi powie…

- Nie mam żadnych problemów! – Malik zaakcentował mocno każde słowo; na jego twarzy pojawiły się nieśmiałe rumieńce, nie miał zamiaru dyskutować na takie tematy w miejscu publicznym. Bezpośredniość Tomlinsona momentami go przerażała. Zwinnie zmienił temat, obierając kierunek narzekań na masę pracy, którą musi wykonać po powrocie do mieszkania. Papierkowa robota, przejrzeć dokumenty i wykonać raporty. Louis szybko połknął haczyk i nie wracał już do tak niewygodnego dla bruneta tematu.

Po niedługiej dyskusji rozbrzmiał dźwięk telefonu Louisa. Rozmowa telefoniczna tak pochłonęła mężczyznę, że zapomniał o swoim towarzyszu na kolejne dziesięć minut. Zaynowi to nie przeszkadzało, jednak gdy ostatnia serwetka dołączyła do puchatego konfetti, przerzucił oczami na znak, by przyjaciel skończył tę dłużącą się rozmowę.

- Tak, kochanie. Dwa kilo ziemniaków i majeranek, zapamiętam. Pa, pa…Ja ciebie też. – padły ostatnie słowa i telefon zniknął w kurtce szatyna.

- Jesteś pantoflarzem, wiesz? – Zayn oparł brodę o ramiona, które uprzednio umiejscowił na blacie stolika. Wpatrywał się znużony w swojego przyjaciela, który w mgnieniu oka był gotowy do wyjścia.

- Chodźmy już, muszę wskoczyć jeszcze do sklepu. – zignorował uwagę bruneta, wyjmując odliczoną kwotę pieniędzy za zamówienie.

- Robi z tobą co chce, jesteś na każde jej skinienie. – dalej się droczył, ślamazarnie zakładając na ramiona skórzaną kurtkę.

- Kochany, ja przynajmniej jem ciepłe i smaczne posiłki na obiad, a nie przeterminowane jogurty. – zaoponował. Zayn wzdrygnął się w odpowiedzi, nigdy nie zjadł przeterminowanego jogurtu, no może raz albo dwa. Góra trzy!

- Tracisz przez nią swoją męskość! – dodał ostatecznie, opuszczając stolik w rogu lokalu.

Louis rzucił mu szybkie spojrzenie, zastanawiając się nad swoją odpowiedzią. Na jego twarzy pojawiło się nikłe zawahanie, lecz po chwili ustąpiło, w zamian tego zakwitł chytry uśmiech, który nie przepowiadał niczego dobrego.

- Mówi to facet, który połyka nasienie innych i daje się ruchać. – Tomlinson nawet nie starał się przyciszyć tonu swego głosu, słowa opuściły jego gardło naprawdę głośno.

Palące rumieńce pojawiły się na polikach Malika, gdy całe towarzystwo skupiło na nim swoje oburzone spojrzenia. Niektórzy po chwili zaskoczenia zaczęli szeptać słowa odrazy i niechęci. Tylko jedna siwa staruszka zaśmiała się przyjaźnie pod nosem. Zayn szybko opuścił lokal, starając się unikać morderczych spojrzeń.

Dzięki, Tomlinson. Kolejne miejsce, w którym Zayn już nigdy się nie pokaże.

Zdanie innych nie obchodziło Malika. Liczyło się tylko to, co myślą o nim najbliżsi, a oni akceptowali Zayna takim, jakim był i to mu wystarczało. Nie wściekł się, nie wszczął awantury i nie zamordował przyjaciela. Choć było blisko tego ostatniego, ale ostatecznie Tomlinson przeżył.

Rozeszli się i po dwudziestu minutach Mulat znalazł się w swoim mieszkaniu, gdzie czekała na niego sterta papierów.

Zrobię to później.

Te trzy słowa stanowiły dewizę życiową mężczyzny. Wszystkie obowiązki odkładał na później, lecz umiał wypić piwo, którego sobie naważył i zawsze skrupulatnie wywiązywał się z obowiązków, nawet jeśli miał rezygnować ze snu. Raporty poczekają, a reszta produktywnych zajęć domowych nie. Do tych zajęć należała gra w sapera, obejrzenie telenoweli i zjedzenie jogurtu. O ironio, czyżby Tomlinson miał rację co do posiłków Zayna?

Waniliowy jogurt z kawałkami czekolady jednak nie był przeterminowany i doskonale pasował do paczki chipsów znalezionej przy łóżku. Malik w swojej sypialni oprócz nawilgotniałych chipsów paprykowych odnalazł inną ciekawą rzecz, a raczej rzeczy. Uważnie badał znalezione przedmioty, zapamiętując najmniejsze szczegóły. Małe flakoniki nie prezentowały się najlepiej. Zaschnięte resztki oblepiały ich powierzchnie, nadal pozostawiając ślady na dłoniach zainteresowanego. Doszukał się najcenniejszej barwy, która okazała się daleka od ideału. Nakrętka sprawiała problemy, dawno nie odkręcana nie chciała pozwolić na otworzenie niewielkiej farbki. Jednak po chwili chemiczny zapach rozniósł się po sypialni. Odkręcił również inne flakoniki. Zmieszał kilka kolorów, chcąc uzyskać poszukiwany odcień, lecz żaden nie zbliżył się nawet do pożądanego efektu.

Szybko zakręcił otworzone flakoniki i pozostawił kartki z zielonymi plamami na szafce nocnej. Nie wiedział do czego zmierza, a raczej dlaczego? Przecież to zwykły kolor, zwykłe oczy, zwykła osoba. Wyrzucił z głowy powstałe myśli, opuszczając tym samym pomieszczenie. Potrzebował zająć czymś swój umysł, praca wydawała się doskonałym rozwiązaniem, w końcu dochodziła godzina dwunasta, trzeba kiedyś uporać się z papierami. Zebrał wszystkie dokumenty, włączył laptopa i radio, miał nadzieję, że muzyka umili mu wypełnianie żmudnych obowiązków. W oczekiwaniu na uruchomienie systemu udał się do kuchni. Jogurt niestety nie okazał się być sycącym posiłkiem, więc zebrał kilka przypadkowych produktów i wrzucił do miksera, sąsiedzi powinni już przywyknąć do ciągłych nocnych hałasów.

Spokojnie miksował podejrzaną mieszankę, gdy nagle wszystko ucichło, muzyka przestała grać, a wokół zapanowała ciemność.

- Co jest kurwa? – rzucił sam do siebie, szukając latarki w kuchennych szafkach.

Ze słabych światłem z elektronicznego urządzenia rozejrzał się po salonie w poszukiwaniu telefonu, który odnalazł w zwiniętym kocu na kanapie. Rozładowany.

Zayn opadł zrezygnowany na sofę, wydając z siebie przeciągły jęk.

Był uziemiony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz