Ostatnią rzeczą jaką pamięta Zayn jest palący ból w głowie, zanim wszystko stało się czarne. Teraz jest w swoim łóżku i przez chwilę nadal myśli, że Harry śpi obok niego. Odwraca się na bok i wyciąga rękę, by przyciągnąć Harry’ego bliżej. Ale nikogo tam nie ma. Siada szybko i wszystko zalewa go na raz z powrotem.
Uśpiliśmy Harry’ego godzinę temu.
Nagle, nie może oddychać. Chwyta za prześcieradło i czuje nadchodzące omdlenie, ale zmusza się do pozostania stabilnym. Wybiega z pokoju i krzyczy. –Tato! –Zayn wpada do gabinetu ojca, ale go tam nie ma. Schodzi na dół i nadal krzyczy na całe gardło. –Tato! Gdzie jesteś?
Jego matka wpada do pokoju. Jej oczy są czerwone i trochę spuchnięte. –Zayn, co…
-Zabił go! –Zayn kładzie rękę na ścianę, by się podeprzeć. –Tata zabił Harry’ego –czuje, jak jego wnętrzności się skręcają i nie może utrzymać swojego ciała w górze. Opada na podłogę, a jego oczy zachodzą łzami. Kiedy jego matka klęka obok , chwyta go w ramiona, a on wybucha głośnym szlochem bólu. Chwyta się jej i krzyczy, ale nie ma już energii i po prostu drży w jej ramionach. –J-ja muszę iść do laboratorium. –próbuje wstać, ale wciąż się trzęście.
-Nie, kochanie –mówi delikatnie. –Nie należy zadawać sobie jeszcze więcej bólu.
Zayn kręci głową i chwieje się na nogach, mimo protestów swojej matki. Podchodzi do drzwi, wsuwa buty i chwyta kluczyki.
*
Starają się go zatrzymać, ale Zayn jest nieugięty, a łzy ponownie zbierają się w jego oczach.
-Chcę zobaczyć jego pokój –powtarza, próbując przecisnąć się obok nich. –Chcę zobaczyć jego pokój, proszę pokażcie mi jego pokój.
Jeden z naukowców, kobieta z zespołu ojca, rozpoznaje Zayna i podchodzi bliżej. –Puśćcie go –mówi-Jest w porządku –patrzy na niego z politowaniem w oczach. Prowadzi go znajomym korytarzem, ale to wszystko jest dla niego jedną, wielką plamą. Zatrzymują się, a ona otwiera drzwi. Zayn przeciera oczy wierzchem dłoni i wchodzi do środka.
-Potrzebuję tylko chwili –mówi Zayn, a ona kiwa głową przed zamknięciem za sobą drzwi. Chodzi po pokoju, dotykając delikatnie rzeczy Harry’ego. Wypchane zwierzęta, samochody zabawki i niedokończone szkice. Podchodzi do łóżka i kładzie się na nim, chowając twarz w poduszkę. Pachnie lekko jak Harry. Skopuje swoje buty, przykrywa się kocem i płacze w materiał, dopóki cały nie staje się wilgotny.
Nie jest pewien jak długo tu jest, ale czuje, że ktoś delikatnie ściska jego ramię. Ignorując to, nie rusza się z miejsca, ale otwiera oczy, kiedy coś zostaje wciśnięte w jego rękę. Kawałek papieru. Zayn wygładza go, jest tam zapisany adres.
-Castlerock, Północna Irlandia -ostatnią część czyta na głos, a potem rozgląda się za kimkolwiek, kto mógł dać mu tę notkę. Ale jest sam.
*
Zayn nie mówi rodzicom, że wyjeżdża. Kupuje bilet na samolot i opuszczę dom następnego ranka. Nie ma absolutnie żadnego pojęcia, czego ma się spodziewać i nie ma pojęcia, dlaczego jedzie tam, tylko dlatego, że mówi mu tak mały świstek papieru.
To długa podróż samolotem i jest wyczerpany, gdy dociera do małej nadmorskiej miejscowości Castelrock.
To urokliwe miejsce, ciche i malownicze, przynajmniej w porównaniu do zgiełku i tłumów Londynu. Pyta się, pokazując ludziom adres i ktoś proponuje mu podwózkę.
Jest to średniej wielkości biały dom, odizolowany i otoczony przez pola, a w oddali można zobaczyć ocean. Podchodzi do domu i widzi starszą kobietę podlewającą kwiaty. Zauważa go i prostuje się, witając go z uśmiechem.
-W czym mogę ci pomóc, młody człowieku?
Zayn waha się, nie wiedząc jak to wytłumaczyć. –Hmm, nie wiem. Dostałem adres tego domu i…-potrząsa głową. –Nie jestem pewien, dlaczego tu jestem. Przyjechałem z Londynu.
-Mam siostrzenice w Londynie. –mówi radośnie stara kobieta.
On kiwa głową. Jaki był sensu przyjazdu tutaj? Na tym papierze nie było niczego. Tylko adres, bez wyjaśnienia. To był błąd. On po prostu musi wrócić do domu i płakać na swój sposób, a wskazówki pogoni za Harrym nie są tym , o czym powinien teraz myśleć. –Przepraszam, pójdę już.
-Ona jest wspaniała –kontynuuje kobieta. –Przysłała mi uroczego chłopca do pomocy w domu –och, tam jest.
Zayn patrzy w kierunku, który wskazuje kobieta i myśli, że to sen, czy omamy, czy sztuczka oka. To nie może być to. Ojciec powiedział mu, że Harry nie żyje, więc to nie może być prawdziwe. To musi być żart, czy może jest to coś z czego zaraz się wybudzi. I Zayn czeka na wstrząs pobudki, ale ona nigdy nie nadchodzi, a on powoli zaczyna akceptować fakt, że obudził się i to jest prawdziwe. Chłopiec w oddali jest wysoki, z kocimy uszami ,w kręconych włosach i ogonem machającym tam i z powrotem. Do tego momentu, wnętrzności Zayna były zimne i zdrętwiałe, ale nagle ożywa każda jego emocja, poprzez rozerwanie jego ciała, zapalenie skóry i kości.
-Biedactwo ma trochę problemów –wyjaśnia kobieta. –Ale jest niegroźny. Ludzie go nie polubili.
Szloch wydostaje się z gardła Zayna i widzi, że Harry w końcu go zauważa. Chłopak zatrzymuje się, jakby zastanawiając się, czy Zayn rzeczywiście istnieje. Gdy dociera do niego, że nie marzy, rzuca się do biegu i nie zatrzymuje się, aż ich ciała się zderzają i zakleszczają się w uścisku, jakby mieli się nigdy nie puścić.
-Harry… Harry –Zayn szepcze jego imię w kółko, a on po prostu całuje jego ramie, potem szyje, aż dociera do twarzy. Patrzy na niego, by upewnić się, że jest tu, że jest prawdziwy. I jest. Jest prawdziwy. Zielone oczy Harry’ego, jego głęboki uśmiech, jego niechlujne włosy, jego zapach i jego ciepło, jest wszystko. Stoją przez chwile w swoich ramionach, patrzą sobie w oczy, oddychają sobą wzajemnie i przeżywają tę niesamowita chwilę. Zayn przerywa cisze i mruczy. –Kocham cię.
I usta Harry’ego wymawiają nieme. –Kocham cię.
-Och! –starsza kobieta klaszcze w dłonie, a dwóch chłopców spogląda na nią, niemal zapominając, że tam jest. –Jesteś Zayn!
Zayn unosi brwi w zaciekawieniu. –Skąd znasz moje imię?
Kobieta śmieje się. –To jedyne słowo, które potrafi wypowiedzieć.
Zayn odwraca głowę, by spojrzeć na Harry’ego, a jego oczy i usta są szeroko otwarte w szoku.
Harry tylko się śmieje i całuje go.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz