-
Kiedy Harry się obudził, było mu niesamowicie gorąco. Bolały go kończyny i miał sztywny kręgosłup, kiedy wracał do świadomości, więc zdecydował się jeszcze nie ruszać. Jednak ciepło było nie do zniesienia, więc nie miał większego wyboru.
Zepchnął z siebie ciężką kołdrę i usiadł z jękiem; kiedy się poruszył, coś strzeliło mu w biodrze. Przez chwilę nie potrafił się zorientować, nie rozpoznawał pomieszczenia, w którym się znajdował. Potem odwrócił głowę i zobaczył Louisa na sofie, zwiniętego pod wełnianym kocem i mocno śpiącego.
Harry obserwował go zmęczonym spojrzeniem i z powrotem uniósł kołdrę, przysunął ją do twarzy i schował nos w delikatnym materiale. Pachniała jak Louis i Harry ponownie uświadomił sobie, jak bardzo mu go brakowało.
Z tęsknotą lub bez, nadal pozostawało niewiadomym, dlaczego Harry spał na podłodze, a Louis na sofie. To nie wydawało się sprawiedliwe. Mógł wziąć kołdrę dołączyć do Louisa, przytulić go i przykryć ich obu ciepłym materiałem. Lub mógł zsunąć Louisa z sofy na podłogę, obok siebie.
Jednak obie opcje obudziłyby Louisa i Harry pomyślał, że to również nie było sprawiedliwe. Więc powoli wstał i nadal ze zdrętwiałymi nogami opuścił na palcach salon. Kiedy tylko zamknął za sobą drzwi, przeciągnął się i usłyszał, jak strzela mu każda kość w ciele.
Ale Louis nie obudził go, żeby go wyrzucić, więc ból w kościach już był tego warty.
Poszedł do kuchni, żeby ocenić panujący tam chaos i zauważył się, że Louis powkładał brudne naczynia do zlewu. Poszedł do łazienki, umył twarz i przesunął rękoma przez włosy, żeby przynajmniej trochę je ułożyć.
Przez moment wpatrywał się w swoje odbicie; zmęczone oczy, bladą skórę, włosy w nieładzie i pogniecioną koszulę.
Co do cholery – stwierdził i zdjął ubrania, po czym wszedł pod prysznic. Po jego skórze spłynęła gorąca woda i sprawiła, że poczuł się nieco lepiej, żywiej niż wcześniej. Kiedy sięgnął po szampon i nalał nieco na rękę, zamarł na znajomy zapach i na jego twarzy ukazał się uśmiech.
Czując się o wiele lepiej i z ręcznikiem owiniętym wokół bioder, wyszedł z łazienki i zerknął do salonu na Louisa, widząc, że nadal śpi.
Sypialnia Louisa była w ogromnym nieładzie. Na podłodze porozrzucane były ubrania, pościel była pognieciona i nie na miejscu – jedna poduszka na środku łóżka, druga na podłodze. Na stoliku nocnym znajdowała się sterta książek.
Harry lekko pokręcił głową z czułym uśmiechem na ustach, otworzył szafę, wyjął koszulkę i spodnie z dresu. Założył je i spodnie były za krótkie, ale nie miał nic przeciwko. Otworzył też kilka szuflad w poszukiwaniu skarpetek, ale żadnych nie znalazł.
Poza tym otwieranie szuflad w pokoju Louisa nie było w porządku. Harry był pewien, że Louis nie miałby nic przeciwko pożyczaniu mu ubrań, ale nie chciał tak przeszukiwać jego rzeczy.
Cicho i na bosych stopach opuścił sypialnię, żeby zrobić śniadanie. W lodówce nie znalazł niczego do jedzenia, nawet jajek lub tostów, więc poddał się. Włączył czajnik i poszukał kubków, żeby zrobić herbatę.
Jako że Louis nadal spał, a Harry nie miał nic lepszego do roboty, zdecydował się mu pomóc i pozmywać za niego naczynia. Jeśli by to tak zostawił, Louis prawdopodobnie nie pozmywałby w ciągu roku, więc to nie był zły pomysł.
I tak wszystko inne, o czym Harry był w stanie pomyśleć, wliczało zmysłowe budzenie Louisa. A Harry naprawdę nie powinien nawet o tym myśleć.
Trzydzieści minut później pozmywał naczynia i powycierał wszystkie blaty w kuchni Louisa, przez co nie miał już nic do roboty. Nalał herbaty do kubków i zerknął na zegarek, decydując, że jedenasta trzydzieści była ludzką godziną, by obudzić Louisa.
Louis nie zmienił za bardzo pozycji, kiedy Harry wszedł do salonu. Leżał na boku z ręką pod policzkiem, zmierzwionymi, ale odgarniętymi z twarzy włosami i długimi rzęsami. Wyglądał jak dziecko, w sposób, który przyspieszał bicie serca Harry’ego.
Jak to się stało, że nigdy nie zauważył, że Louis był zwyczajnie piękny? Oczywiście zawsze wiedział, że Louis nie był nieatrakcyjny. Ale nigdy nie dostrzegł, jak piękny był. Kości policzkowe były idealnie uwydatnione, wysokie i wyraziste. Jego skóra była złocista, odcień, który przypominał Harry’emu o pysznej krówce karmelowej. A rzęsy były prawdopodobnie jego najlepszą częścią. Były grube i ciemne, ciągnęły się dniami.
Harry odłożył kubki na stole i usiadł na skraju sofy, przesuwając ręką przez włosy Louisa. Były delikatne i lekkie, a Harry’emu podobało się, kiedy na oczy Louisa opadała grzywka, rzucając cień na jego niebieskie tęczówki. Delikatnym ruchem Harry ułożył je na czole Louisa i obserwował, jak chłopak zmarszczył brwi we śnie. P0woli się obudził, cicho jęcząc i sięgając ręką do grzywki, którą ułożył mu Harry.
- Co do cholery – wydusił Louis, nawet nie otwierając oczu.
Harry nadal go obserwował, czekając, aż całkowicie się obudzi. Popijał własną herbatę i kiedy Louis w końcu uchylił powieki, lekko się do niego uśmiechnął. Louis prawdopodobnie nie chciałby tego słyszeć, ale uroczo tak wyglądał. Harry chciał go przytulić i trzymać go, aż Louis ponownie zasnąłby przy jego klatce piersiowej.
- Dzień dobry – przywitał go Harry.
Louis odwrócił się na plecy i przez chwilę z uchylonymi powiekami wpatrywał się w Harry’ego. Zmierzył Harry’ego wzrokiem i lekko zmarszczył brwi. – Cóż – powiedział nadal zachrypniętym od snu głosem. – Rozgość się.
Uśmiech Harry’ego się poszerzył i chłopak podał Louisowi kubek. – Stwierdziłem, że nie miałbyś nic przeciwko.
Siadając, Louis przesunął ręką przez włosy, po czym przyjął kubek i zaczął pić z zamkniętymi oczami. – No nie zerwę ich teraz z ciebie, prawda?
Zaległa między nimi niezręczna cisza i Harry widział, jak Louis się spina. Od kiedy oboje zamierali na takie dwuznaczne komentarze?
- Chciałem zrobić śniadanie – powiedział Harry, żeby odwrócić uwagę od niezręczności – Ale nie masz nic do jedzenia.
Louis wzruszył ramionami, nadal skupiony na herbacie. – Zwykle jem płatki. Zrób sobie, jeśli jesteś głodny.
- Nie, jest okej. – Nie będąc pewnym, jak kontynuować, Harry również wpatrywał się w swój kubek. Czuł się ciepło i odważnie, ale teraz znów to minęło. Louis nadal był dla niego oschły, Harry nie wiedział, jak sobie z tym radzić.
Rozejrzał się po pokoju i jego wzrok spoczął na różowym pudełku, które dał Louisowi. – Jeszcze nie otworzyłeś swojego prezentu.
Louis podniósł wzrok i zerknął na Harry’ego, po czym wstał, żeby zabrać go z małego stolika. Leniwie opadł na sofę i obrócił pudełko w dłoniach. – To ten sam papier, którego użył Niall – stwierdził.
- Pomogłem im opakować ich – powiedział Harry. – Niall używał mil papieru do pakowania i nadal wyglądało to raczej do niczego.
Louis cicho się zaśmiał i Harry obserwował, jak jego wyraz twarzy łagodnieje. Jego serce fiknęło koziołka, kiedy zmarszczyły się oczy Louisa. Jego uśmiech był uroczy i Harry za późno sobie to uświadomił.
Kiedy Louis zrywał papier, jego cichy śmiech zmienił się w głośny, nawet zanim całkowicie otworzył prezent.
- Nie jesteś poważny, Harry – krzyknął i odwrócił się do Harry’ego z rozbawioną miną. – Kupiłeś mi miniaturową wersję odkurzacza Hetty?
Na twarzy Harry’ego pojawił się szeroki uśmiech i chłopak kiwnął głową. – To wersja dla dzieci. Nie możesz nim poodkurzać mieszkania, ale można nim posprzątać okruszki z ciastek na sofie.
- Odnoszę wrażenie, że sądzicie, że nie potrafię utrzymać mieszkania w porządku.
- Tylko ci to ułatwiamy – wyjaśnił Harry i nie wspomniał o tym, że Liam, Zayn i Niall nie mieli pojęcia, co mu kupić. Jakimś sposobem podłapali jego pomysł, kiedy pokazał zabawkę, którą kupił.
Louis wyjął różowe urządzenie z pudełka i ze skupionym wyrazem twarzy włożył baterie. Włączył go i ponownie się zaśmiał, odkurzając puste miejsce obok.
- Cieszę się, że ci się podoba – powiedział czule Harry.
- Wiesz, że Hetty jest moją skrywaną miłością – odpowiedział Louis i wyłączył odkurzacz. Odłożył go na stół i jego narysowana, wesoła twarz uśmiechała się do nich. – Dzięki.
W tym momencie Harry chciał powiedzieć wiele. Chciał powiedzieć Louisowi, że jego śmiech go uszczęśliwiał i że uwielbiał sposób, w jaki Louis go przytulał, że jego włosy zawsze tak pięknie pachniały, a oczy były najbardziej niebieskie, jakie kiedykolwiek widział. Chciał powiedzieć, że był zakochany w jego rozmyślaniach, sarkastycznym humorze i łagodnym sercu. Chciał powiedzieć, że uroczym było, że zawsze czuł się kompletnie zagubiony w kuchni, że uwielbiał kłaść rękę na jego brzuchu, że wyglądał tak łagodnie i delikatnie o poranku i tak seksownie, kiedy grał w piłkę.
Harry chciał powiedzieć mu to wszystko, ale zdecydował się na najbardziej naglące.
- Brakuje mi ciebie, Lou.
Louis zesztywniał i wpatrywał się w swój podołek, po czym uniósł głowę i spojrzał na Harry’ego z małym uśmiechem na ustach. Dlaczego wyglądał na tak zranionego, kiedy się uśmiechał? Harry nie był w stanie tego pojąć.
Bez słowa Louis sięgnął do niego i owinął go ramionami. Harry westchnął i przysunął się. – Mi też ciebie brakuje, głupku.
To go nieco uspokoiło. Przynajmniej Louis nie nienawidził go i z tego miejsca łatwiej miało być wszystko wyjaśnić. I nawet jeśli Louis chciał zostać jedynie przyjacielem, Harry przyjąłby tę propozycję.
Wolał zostać przyjacielem, niż w ogóle już nie spędzać czasu z Louisem.
- Przepraszam – powiedział i chwycił za koszulkę Louisa.
Louis na chwilę zamilkł, jego ramię nadal owijało ramiona Harry’ego, a drugie luźno spoczywało na jego biodrze. Jego twarz była odwrócona do włosów Harry’ego, a jego głos był stłumiony, kiedy spytał: – Za co przepraszasz?
- Za pocałunek – powiedział natychmiastowo Harry. – Nie powinienem tego robić. – Ciężko przełknął i oparł czoło o bark Louisa. – To cię ode mnie odsunęło. Wiem, że często nie zachowywałem się jak przyjaciel. Nie mam pojęcia, co we mnie wstąpiło. – To oczywiście było kłamstwo. Ale Harry wiedział, że tak było lepiej. To naprawdę było małe kłamstwo, które ratowało ich obu od dalszych szkód.
Louis ponownie nie odpowiedział. Nagle się spiął i lekko odepchnął Harry’ego. Wstał i przemierzył pokój, ewidentnie zakłopotany i szukający słów. W obawie przed powiedzeniem czegoś niewłaściwego, Harry obserwował go i przygryzał wargę aż zaczęła boleć.
Mimo wszystko Louis go wyrzuci.
- Posłuchaj, Harry - powiedział w końcu Louis i stanął. – To nie tak, że nie chciałem tego pocałunku. Prawda jest taka – zatrzymał się potarł palcami zmarszczone czoło – że naprawdę go chciałem.
Harry wpatrywał się w niego, usiłując przetworzyć to, co usłyszał.
- Chciałem tego od kiedy zobaczyłem cię w tym klubie. I powiedziałem, że nie jestem zainteresowany, bo Zayn uparł się, że jestem prześladowcą. – Louis nadal nie spojrzał na niego. Jego włosy były zmierzwione, skóra nadal wyglądała na delikatną, a oczy były teraz szare.
Harry usiłował coś powiedzieć. Cokolwiek, żeby uświadomić Louisowi, o czym właśnie myślał. Ale udało mu się wydusić jedynie: – O kurwa. – Bo, tak, o kurwa, Harry wszystko spieprzył nawet bardziej niż wcześniej sądził.
- Wiem – wykrztusił Louis. – I lepiej, żeby naprawdę było ci przykro, bo naprawdę wszystko utrudniałeś. Próbowałem, Harry, naprawdę próbowałem to ignorować, ale nie mogłem. Nie, kiedy zachowywałeś się tak, jak się zachowywałeś. Nawet nie dałeś mi szansy, żeby powiedzieć nie.
To był prawda, Harry nie dał mu szansy. Bez względu na to, co się pomiędzy nimi wydarzyło, to Harry to inicjował i Louis nie miał szans, żeby powiedzieć, co mu leży na sercu lub się nie zgodzić. To musiało się skończyć. Louis sądził, że nie miał racji, a Harry musiał uświadomić mu, że tak nie było, że chciał tego wszystkiego, że kochał go.
Wstał i czuł, jak miękną mu kolana. Nigdy wcześniej nie miękły mu kolana – nic w jego życiu nie wydawało się jeszcze tak ważne.
Cicho odchrząknął, usiłując sprawić, żeby jego głos brzmiał przynajmniej nieco spokojnie. – Louis, mówiłem ci, że nie jesteś w moim typie-
- Pieprz się, Harry – przerwał mu Louis i w końcu podniósł na niego spojrzenie. Szary zmienił się w burzliwy niebieski. – Jeśli usłyszę, że mówisz to jeszcze raz, dostanę szału. Rozumiem, okej? To nie tak, że żyję w iluzji, że nagle stanę się dla ciebie wystarczająco dobry, a ty zmienisz zdanie.
Nie mogąc znaleźć słów, Harry wpatrywał się w niego i uświadomił sobie, że nie mógł tego zacząć gorzej. Przygryzł wargę i zdecydował, że słowa nie dadzą rady. Zrobił dwa kroki, by znaleźć się przy Louisie i przyciągnął go, by ująć jego usta w szorstkim pocałunku. Smakował gorzko, jak herbata i sen, i nadal dokładnie tak, jak zapamiętał Harry. Jego usta były suche, ale delikatne, i natychmiast odwzajemnił pocałunek, wydając z siebie zaskoczony dźwięk.
- Nie – wydusił Louis i popchnął nieco słabo, jednak z wystarczającą siłą, ramię Harry’ego. – Zostaw mnie.
Harry, nie mogąc złapać oddechu, zrobił krok w tył i oblizał usta, nadal czując na nich Louisa.
- Pieprz się – jęknął Louis, odwracając się i przesuwając ręką po twarzy. – Nie pozwolę ci zrobić tego po raz kolejny.
- Louis – zaczął Harry, ale znów mu przerwano.
- Nie zrobię tego ponownie, Harry. Nie pozwolę ci tego zrobić ponownie. Nie pozwolę ci dać mi nadziei, żebyś mógł mi powiedzieć, że nie jestem tym, kogo chcesz. Przykro mi, że nie jestem tym, czego szukasz. – Odwrócił się ponownie i Harry po raz pierwszy widział go w takim stanie, naprawdę rozwścieczonego. Jego policzki były zarumienione, oczy ciemne, a usta nadal czerwone i zwilżone od pocałunku. Nawet tak wyglądał pięknie. – Przykro mi, że nie wszyscy mogą mieć dziwaczne poczucie humoru, urocze dołeczki i cholernie anielskie loki, żeby oczarować nimi cały świat.
Harry chciał go dotknąć. To było tak niewłaściwe, Louis tak bardzo się mylił, a Harry czuł się źle z myślą, że Louis w ogóle odniósł takie wrażenie. To była tylko i wyłącznie jego wina, przez ten cały czas był tak ślepy.
- Nie wiem, jak jest z całym światem – odpowiedział Harry i nie był do końca pewien, na co odpowiadał. – Ale ty zdecydowanie oczarowujesz przynajmniej mnie.
Mina Louisa zrzedła i pobladł jeszcze bardziej. – Och, pieprz się – wymamrotał.
Harry wymusił mały uśmiech i zdecydował, że bezpiecznie będzie znów podejść do Louisa. Delikatnie przesunął palcami po jego nagich ramionach aż do jego rąk. – Cały czas to powtarzasz – wymamrotał, pochylając się, żeby oprzeć swoje czoło o czoło Louisa i popatrzeć w jego oczy. – Wolałbym jednak pieprzyć ciebie.
Louis wpatrywał się w niego i oddech uwiązł mu w gardle. Przełknął ciężko, po czym odpowiedział. – Zabiję cię, jeśli znów zmienisz zdanie.
- Zajęło mi dużo czasu, żeby w końcu to zrozumieć – odpowiedział, splatając ich palce. – Nie sądzę, żebym w najbliższym czasie zmienił zdanie.
Louis wpatrywał się w jego oczy jak zahipnotyzowany i ten widok sprawił, że Harry poczuł się lżej. Nie stracił Louisa. Ale będzie musiał się postarać, żeby go przy sobie zatrzymać. I żeby sprawić, by Louis mu wierzył.
Powoli oblizał usta i przysunął Louisa bliżej, aż ich ciała były do siebie przyciśnięte. – Mogę cię pocałować? – spytał Harry niemal szeptem.
- Tak – odpowiedział Louis i lekko przechył głowę. – Tak, możesz.
Harry uśmiechnął się szczęśliwie i z ulgą, po czym pokonał małą przestrzeń pomiędzy ich ustami i złapał wargi Louisa między swoje. Powoli przygryzał je i ciągnął, po czym wysunąłł język i lekko je rozchylił. Louis nie opierał się, odpowiadając wsunięciem języka do ust Harry’ego z jednakowym entuzjazmem. Pocałunek przemienił się w gorący, bez ładu i wilgotny, i Harry pochylił głowę, by przygryźć brodę Louisa, zostawiając mokry ślad na jego szczęce.
Ręce Louisa ściskały teraz palce Harry’ego, jakby zależało od tego jego życie, a Harry odwzajemnił uścisk, po czym uwolnił swoje dłonie, by ułożyć je na biodrach Louisa. Odsunął się od jego ust, ciężko dysząc. Louis spojrzał na niego z półprzymkniętymi powiekami i różowymi, spuchniętymi ustami. Wyglądał tak cholernie pięknie.
- Masz najpiękniejszą twarz – powiedział Harry, decydując, że nie będzie już tego zatrzymywał dla siebie. Louis tylko pokręcił głową, wpatrując się w usta Harry’ego. Harry umyślnie wypowiedział słowa tak wolno, jak było to możliwe, kiedy dodał: - Tak bardzo, bardzo piękną.
Louis uniósł ramiona, by owinąć je wokół szyi Harry’ego. – Ty dupku, użyłeś mojej szczoteczki do zębów, prawda?
Harry wiedział, że Louis próbuje zmienić temat i przez moment pozwolił mu na to. – Cóż, sądzę, że będziemy teraz częściej wymieniać płyny organiczne. Więc to nie powinien być problem.
- Lepiej już zacznijmy – wymamrotał Louis i pocałował Harry’ego ponownie. Nadal robił to delikatnie, uległy w ramionach Harry’ego, ale jednocześnie wymagający.
Ręce Harry’ego zawieszone były nad biodrami Louisa i chłopak odsunął się wystarczająco, by spytać: - Mogę cię dotknąć? Twojej skóry?
Louis cicho zachichotał w jego usta, po czym kiwnął głową i Harry wsunął ręce pod jego koszulkę, przesuwając nimi po jego bokach. Louis zadrżał i od razu trafiło to do Harry’ego. Wpatrywał się w jego twarz, palcami przemierzając jego skórę, dotykając każdego cala, którego sięgał, a oczy Louisa zaszły mgłą.
- Mogę zdjąć twoją koszulkę?
Louis jęknął i odsunął się, żeby przeciągnąć ją przez głowę, po czym przysunął się z powrotem i upuścił koszulkę na podłogę. – Myślę, że możemy się zgodzić, że nie zabronię ci niczego.
Harry uśmiechnął się i pochylił głowę, żeby przycisnąć usta do nagiego barku Louisa. Jego ręce spoczęły na talii Louisa i był pełen podziwu tego, jak maleńki był chłopak. Potrzebował chwili, żeby przypomnieć sobie o rozmowie. – Tym razem możesz kazać mi przestać, kiedy tylko będziesz chciał.
Chwytając twarz Harry’ego, Louis uniósł jego głowę z powrotem i uśmiechnął się. I był to szczery uśmiech, słodki i ociekający uczuciem. Harry chciał w nim utonąć. – Myślę, że mężczyzna, który wyrzuciłby cię z łóżka, jeszcze się nie narodził.
- Ważne, że ty nie wyrzucisz mnie z łóżka – powiedział Harry i przygryzł dolną wargę Louisa.
- Zdecydowanie tego nie zrobię. – Louis pogłębił pocałunek i pociągnął za koszulkę Harry’ego, żeby pokierować ich do sofy. Harry uśmiechnął się przy jego ustach i zakończył pocałunek, poprawiając chwyt na talii Louisa i unosząc go z ziemi.
Louis cicho pisnął w wyrazie protestu, rękoma chwytając za barki Harry’ego.
- Pozwól, że zabiorę cię do łóżka, Lou. – Harry wpatrywał się w Louisa, którego twarz znajdowała się teraz ponad jego i była to raczej miła zmiana kąta. Podobał mu się czuły wyraz twarzy Louisa.
- Nie ustaliliśmy właśnie, że nie musisz pytać o wszystko, co chcesz zrobić?
- Louis – powtórzył Harry nadal poważnym tonem. Chciał zrobić to właściwie. – Pozwól, że zabiorę cię do łóżka.
Louis lekko uniósł ręce i zaczął bawić się końcówkami włosów Harry’ego. W przeciwieństwie do oczekiwań Harry’ego, również wyglądał na poważnego i nie śmiał się z niego. – Tak, dobrze. Zabierz mnie do łóżka, Harry.
Harry uśmiechnął się i trzymając Louisa w ramionach, wyszedł z salonu. Nie uniósł Louisa zbyt wysoko i póki co robienie tego bardzo mu się podobało. Louis był idealnego rozmiaru, żeby Harry był w stanie go podnieść.
- Twoja sypialnia to chaos – skomentował Harry, sadzając Louisa na łóżku i pochylając się nad nim z kolanem pomiędzy jego udami.
Louis chwycił jego kark i przyciągnął go do pocałunku. – Za dużo mówisz – stwierdził i pociągnął Harry’ego na swoją klatkę piersiową.
To było czyste błogosławieństwo. Harry w końcu mógł zrobić to wszystko, o czym fantazjował. Przesunąć ustami pod brodą Louisa, kreślić palcami okręgi na jego klatce piersiowej, przesunąć kciukiem po jego sutku, wydobywając z Louisa cichy jęk.
To zamgliło umysł Harry’ego, sprawiło, że skupił się jedynie na Louisie.
- Haz – westchnął Louis z zamkniętymi oczami i palcami wplątanymi w jego włosy.
Coś w brzuchu Harry’ego fiknęło koziołka i chłopak przeniósł usta na jego szyję, całując skórę na pulsującej żyle. – To robi ze mną dziwne rzeczy – wymamrotał.
Bez słowa Louis przesunął ręką do dołu pleców Harry’ego i wsunął ją pod jego koszulkę, przyciskając jego krocze do swojego. Prawdopodobnie nie miał pojęcia, o czym mówił Harry i tak się składało, że się tym nie przejmował.
Harry mógł opowiedzieć mu o tym wszystkim później, o wszystkim, co Louis powinien widzieć. Ale wtedy chciał wykorzystać brak skupienia Louisa, prawdziwy nieład czystego pożądania pod jego ciałem. Delikatnie przesunął zębami po delikatnej skórze tuż nad obojczykiem Louisa i dmuchnął na nią, po czym uniósł głowę, aby spojrzeć na Louisa. – Mogę zostawić na tobie ślad?
Oczy Louisa otworzyły się, jego ciemne rzęsy kontrastowały z błękitem jego oczu. Jego usta były lekko uchylone i chłopak kiwnął głową, oblizując je, utrzymując kontakt wzrokowy z Harrym.
Przesuwając palcem po pulsującej żyle pod uchem Louisa, Harry uniósł się, ustawiając przy sobie ich krocza i zaczynając ssać skórę na jego szyi. Louis cicho jęknął, wypychając biodra, kiedy Harry przesunął po skórze zębami i ponownie zaczął mocno ssać. Jego ręce przesunęły się do bioder Louisa i lekko za nie chwycił, przyciągnął je bliżej do swoich, zaczynając powoli nimi krążyć. Louis owinął nogą talię Harry’ego, usiłując przybliżyć się, wypychając biodra i ustanawiając rytm. Z jego ust wydobywały się jęki. Harry przycisnął język do ciemniejącego miejsca i dmuchnął na nie ciepłym powietrzem, tracąc miarę w ocieraniu się o Louisa, ciesząc się dotykiem otrzymywanym od odpowiadającego ciała chłopaka. Rozważał doprowadzenie ich obu do szczytu w ten sposób, ale to nie byłoby sprawiedliwe wobec Louisa. Po chwili odsunął się, obserwując, jak skóra zmienia barwę na czerwoną i fioletową, i Harry lekko na nią dmuchnął, po czym po raz ostatni pocałował ślad.
Zauważył, że Louis go obserwuje, i uśmiechnął się. Teraz czuł przy swoim biodrze zarys członka Louisa i lekko się przesunął, by zapewnić mu nieco dotyku, obserwując, jak oczy Louisa zachodzą pożądaniem.
- Czego ode mnie oczekujesz, kochany? – spytał Harry i przesunął palcami przez włosy Louisa. – Czego byś chciał?
- Ciebie – odpowiedział Louis i Harry był więcej niż usatysfakcjonowany, widząc go w takim stanie; ewidentnie nie był w stanie myśleć logicznie.
Uśmiechając się, Harry pocałował Louisa ponownie. Potem zawiesił się nad jego ustami, rękoma trzymając za jego talię, kciukami delikatnie pocierając jego skórę. – Ja też ciebie chcę – odpowiedział i uśmiechnął się, a Louis pokiwał głową.
To było śmieszne i Harry czuł szybkie pulsowanie w kroczu, wyobrażając sobie, do jakiego stanu mógłby jeszcze doprowadzić Louisa. Nawet jeszcze nie zaczęli, a Louis już stracił głowę.
Harry usiadł okrakiem na podołku Louisa, zdjął koszulkę i bezmyślnie rzucił ją na podłogę. Louis wpatrywał się w niego i jego ręce natychmiastowo poruszyły się, by dotknąć jego mięśni brzucha, przesunąć się po jego klatce piersiowej, zakreślić kontury jego tatuaży.
- Might as well – przeczytał i posłał Harry’emu pytające spojrzenie. Harry wzruszył tylko ramionami, nie będąc gotowym, żeby wyjaśniać historie kryjące się za tatuażami. Louis najwidoczniej zrozumiał, chwycił za kark Harry’ego i ponownie pociągnął go na dół. Harry był szczęśliwy, ulegając i zatracając się w pocałunku.
Wszystko się przeciągało, oboje stracili oddech, a Harry odpowiadał na delikatne wypychanie bioder Louisa. Z ręką nisko na jednym z jego bioder, Harry przesuwał ustami po jego klatce piersiowej, pozostawiając za sobą wilgotny ślad. Jego palec zaczepił się o pas spodni Louisa i Harry podniósł spojrzenie na jego twarz.
- Mogę?
Louis ciężko przełknął i wysunął rękę z jego włosów, wyplątał palce z loków, żeby pogłaskać jego policzek. Jego kciuk otarł się o dolną wargę Harry’ego i Louis lekko ją postukał, aby chłopak otwarł usta. Harry uległ i ujął palec między wargi, delikatnie przesuwając po nim językiem, podczas gdy Louis obserwował go, silnie trzymając jego szczękę i sprośnie poruszając kciukiem w jego ustach.
- Chcę twoich ust – odpowiedział Louis, jakby dopiero wtedy przypomniał sobie wcześniejsze pytanie. – Chcę, żebyś mi obciągnął.
- Tak, Lou – wymamrotał Harry wokół jego kciuka, łagodnie łapiąc go zębami. – Czego tylko chcesz.
Louis wysunął palec z ust Harry’ego z charakterystycznym dźwiękiem, a Harry przycisnął usta tuż na pępkiem Louisa, po czym zsunął jego spodnie aż do kolan, uwalniając jego przyrodzenie. Było sztywne i twarde, opierało się o brzuch Louisa i Harry nie marnował więcej czasu, pochylając głowę i przesuwając po nim językiem.
Louis wygiął się w łuk, palcami ciągnąc za włosy Harry’ego i wilgotniejąc na czubku penisa. Harry patrzył na niego, owijając ustami jego członka i zsuwając głowę niżej. Jego oczy były szeroko otwarte, wargi poprzygryzane i wilgotne. Louis wpatrywał się w niego, a jego oddech stawał się nierównomierny, kiedy Harry zaczął poruszać głową w górę i w dół, biorąc go całego do ust.
Louis mamrotał różne słowa, imię Harry’ego, wydawał z siebie ciche jęki, ale nie przerywał kontaktu wzrokowego z Harrym i zauważył, że bardzo go to podnieca. Zabrał rękę z jego włosów i przesunął nią po jego wciągniętym policzku, ssąc swoją dolną wargę i obserwując, jak jego członek ponownie i ponownie znika między wargami Harry’ego. Po chwili jego spojrzenie znów spoczęło na Harrym.
Harry czuł, jak pod powiekami zaczynają zbierać mu się łzy, kiedy członek Louisa stale uderzał o tylną ściankę jego gardła, i musiał na chwilę odsunąć się, by złapać oddech i powstrzymać się od krztuszenia. Louis przesunął paznokciami po jego czaszce, by dodać mu otuchy i przeczesał jego włosy drżącymi rękami.
Wpatrywali się w siebie, kiedy głowa Harry’ego znów się zaniżyła i usta Harry’ego owinęły główkę penisa Louisa, mocno przyciskając język do miejsca tuż poniżej. Musiał przygwoździć biodra Louisa do materaca, żeby powstrzymać go od wypychania ich w jego usta.
- Harry – mamrotał stale Louis łamiącym się głosem, przez co problem w spodniach Harry’ego tylko się pogarszał.
Przechylając głowę, zmienił kąt i lekko zamruczał i zachęcająco jęknął, a Louis zakrztusił się powietrzem, dochodząc w ustach Harry’ego i utrzymując z nim kontakt wzrokowy – ewidentnie to na niego działało. Jego biodra lekko się poruszyły, ale powstrzymał się od wypychania ich. Zamiast tego pociągnął za włosy Harry’ego, wplatając palce w loki.
Harry lekko się odsunął, żeby się nie zakrztusić, i przełknął to, co był w stanie. Nieco spłynęło mu z kącika ust na udo Louisa. Harry powoli dokończył to, co zaczął, aż Louis wydał z siebie dźwięk na znak protestu i Harry wysunął z ust jego członka. Ciężko dyszał i oparł głowę o udo Louisa. Ręka chłopaka w jego włosach rozluźniła się, puszczając loki i ponownie głaszcząc je, bawiąc się kosmykami.
- Harry – powtórzył szorstkim i łamiącym się głosem. Harry pragnął słyszeć go na nowo i na nowo. – Harry, chodź tu.
Harry powoli uniósł swoją masę ciała i opadł obok Louisa, instynktownie go przytulając. Louis pocałował go i wydał z siebie cichy dźwięk, prawdopodobnie czując własny smak na języku Harry’ego. Sięgnął ręką w dół i ułożył ją na podbrzuszu chłopaka.
- Pozwól, że ci pomogę – wymruczał Louis, a oddech Harry’ego przyspieszył; czuł, że jego policzki jeszcze bardziej się rumienią. Chciał, żeby Louis go dotknął, chciał dojść w ramionach Louisa. Ale to nie o niego chodziło. Chodziło tylko i wyłącznie o Louisa.
- Nie musisz – powiedział cicho.
- Chcę cię dotknąć, kochanie. – Louis pociągnął za materiał jego spodni, wpatrując się w oczy Harry’ego. Serce Harry’ego przestało bić. – Byłeś tak dobry.
Harry wiedział, że nie był, jednak nadal czuł w żyłach adrenalinę, ciepłą satysfakcję na te słowa. Louis zasługiwał na coś więcej, niż dobrze. Zasługiwał na wiele więcej, od kiedy Harry spieprzył wszystko już na początku.
Louis zdjął spodnie Harry’ego i przez moment nadal znajdował się nad Harrym, wpatrując się w niego, po czym pochylił się i przesunął ustami i językiem po jednym z ptaków pod jego obojczykiem.
- Chciałem to zrobić od lat – przyznał Louis, a jego ciepły oddech uderzał o skórę Harry’ego. Harry zamknął oczy i zamruczał, lekko unosząc biodra i zsuwając spodnie, żeby przypomnieć Louisowi o zadaniu w jego rękach.
Nie był w stanie powstrzymać uśmiechu na tę myśl. O zadaniu w jego rękach. Dosłownie. Ręka Louisa by wystarczyła, tylko kilka pociągnięć. Naprawdę potrzebował tylko nieco dotyku, wystarczająco, żeby przekroczyć granicę.
Ciepły oddech Louisa uderzał o szczękę Harry’egp, a jego ręka delikatnie przesunęła się od biodra chłopaka do jego uda. Harry przygryzł wargę, usiłując przystosować się do tempa Louisa, pozwolić mu ustanowić szybkość. To było tak niewiarygodnie trudne* - dokładnie, twarde – pomyślał Harry i nisko jęknął, uśmiechając się szerzej, kiedy otworzył oczy.
- Tak łatwo cię przejrzeć. - Louis się uśmiechnął i przesunął w górę, żeby złapać między zęby płatek ucha Harry’ego. – Znów myślisz o czymś sprośnym – wyszeptał i w końcu chwycił za członka Harry’ego.
- Myślę o tobie – odpowiedział Harry; jego oddech był nierównomierny a głos cienki. Nigdy jednak nie odpuściłby sobie okazji do docięcia Louisowi. Dłoń Louisa była sucha i było to niemal bolesne, ale Harry nie chciał, żeby chłopak przestał. Louis zebrał kciukiem nieco wilgotnego płynu z czubka przyrodzenia Harry’ego i rozpostarł go na całą jego długość, a jego ruchy stały się gładsze i swobodniejsze.
- Jestem blisko, Lou – wydusił Harry, a jego biodra znalazły wspólny rytm z dłonią Louisa, który skręcił nadgarstek i pociągnął w odpowiednim momencie. Harry zamarł i czuł, że szczytuje. Louis nadal przesuwał po nim ręką i złapał jego usta w pocałunku, tłumiąc wszystkie dźwięki. Potem wciąż całował Harry’ego i nie dał mu sekundy na złapanie oddechu, a Harry sądził, że mógłby się udusić na miejscu.
W końcu Louis się odsunął i Harry wziął wdech, ciężko oddychał ze spojrzeniem nadal zawieszonym na Louisie. Wyglądał delikatnie i na zadowolonego z siebie; jego usta były niewiarygodnie czerwone. Louis uniósł rękę, a Harry podążał spojrzeniem za jego ruchami i obserwował, jak Louis oblizuje swoje palce, a jego oczy wpatrują się prosto w Harry’ego.
Harry pochylił się i złapał jeden z palców Louisa między wargi, lekko go ssąc. Louis uśmiechnął się i splótł ich nogi, podczas gdy Harry wylizywał jego dłoń do czysta.
- Harry Stylesie – powiedział cicho, a jego oczy błyszczały z uczuciem. – Muszę przyznać, że masz w sobie coś z puszczalskiego.
Harry zachichotał, a jego puls wracał do normy. – Wcześniej nazwałeś mnie anielskim.
- Jestem niemal pewien, że wcześniej wspomniałem coś o dziwacznym – odpowiedział Louis, kręcąc jednego z loków Harry’ego na palcu, łagodnie się nim bawiąc.
Harry wpatrywał się w niego, a jego ręce spoczęły na talii Louisa. – Jesteś idealny, Lou.
- Sentymentalny puszczalski – skomentował Louis.
- Mówię poważnie. – Harry zmarszczył brwi i przesunął palcami po dołeczkach w plecach Louisa. – Byłem niezłym dupkiem, nie uświadamiając sobie tego wcześniej.
- Nie oczekujesz ckliwych wyznań, prawda?
Harry przysunął się bliżej, nadal marszcząc brwi. Nie oczekiwał, że Louis weźmie go na poważnie. To nie był typ rozmowy, do której przeprowadzania Louis kiedykolwiek by się przyznał. Ale Harry mógł to z niego wyciągnąć.
- Nie oczekuję, że zapewnisz mnie, że to nie moja wina – odpowiedział cicho – Jeśli to masz na myśli.
Louis odwrócił wzrok i Harry wiedział, że trafił w sedno. Ale Louis nie odsunął się od niego. Jego ciało nadal było wtulone w jego, ręka spoczywała na klatce piersiowej Harry’ego, ich twarze blisko siebie.
- Louis – powiedział Harry i czekał, aż chłopak ponownie uniesie głowę. Zajęło to chwilę, ale w końcu Louis podniósł wzrok. Jego kolor oczu wrócił do morskiego i Harry odnalazł w nich kilka zielonych plamek wzbogaconych światłem słonecznym. - Wcześniej mówiłem poważnie, kiedy powiedziałem, że mnie oczarowujesz. Jestem kompletnie oczarowany każdą cząstką ciebie.
Louis wpatrywał się w niego z niedowierzaniem i oszołomieniem. Harry stwierdził, że podoba mu się to spojrzenie. Czuł, że nie będzie oglądał go często. – To takie ckliwe – wymamrotał i nie brzmiało to tak drwiąco, jak Louis prawdopodobnie oczekiwał.
- Tak, jestem ckliwy – odpowiedział Harry, a kąciki jego ust uniosły się w uśmiechu. – I powinienem był ci to powiedzieć już dawno temu.
W oczach Louisa pojawiły się iskierki i na jego twarzy pojawił się uśmieszek. – Nie martw się, kochany. Domyśliłem się, że jesteś ckliwy tuż po tym, jak cię poznałem.
Harry nachylił się, cmoknął czubek nosa Louisa, a jego ręka przesuwała się w górę i w dół jego pleców. – Jesteś idealny – powtórzył, ustami poszukując warg chłopaka.
Louis odwzajemnił pocałunek, opierając następnie głowę o bark Harry’ego. – Nie jestem zły ani obrażony, Harry. Nie mam ci nic za złe, jeśli to cię martwi.
Jak to się stało, że Louis nie wiedział, jak idealny jest? Harry zacieśnił uścisk wokół niego i przycisnął usta do włosów Louisa, po czym uniósł ramię i wsunął je między ich ciała, kładąc dłoń na ręce Louisa. Louis natychmiastowo poruszył swoją, odwracając dłoń do góry, a Harry wsunął palce w przerwy pomiędzy palcami Louisa. Nigdy wcześniej tego nie widział, ale ich dłonie idealnie do siebie pasowały.
- Myślę – powiedział cicho – że mogę powiedzieć, że jestem w tobie zakochany.
Zaskoczyło go uczucie przyspieszającego pulsu Louisa pod jego dłonią. Nie spiął się ani nie przesunął i gdyby jego serce nie było tak szybko, a Harry nie znajdował się tak blisko, by być w stanie to poczuć, zostałby oszukany. W ten sposób wiedział, że Louisowi przynajmniej to schlebiało.
Louis wziął głęboki wdech i puścił rękę Harry’ego, aby ułożyć dłoń na jego policzku. Harry spokojnie się w niego wpatrywał, usiłował znaleźć reakcję, odpowiedź, cokolwiek w wyrazie twarzy Louisa.
- Cały czas będę ci wypominał, że uświadomiłeś sobie to tak cholernie późno – powiedział Louis, ale jego ton był łagodny a spojrzenie czułe.
Harry i tak zmarszczył brwi i wydął usta. – Powiedziałeś, że nie masz mi niczego za złe.
- To nie oznacza, że dobrowolnie odpuszczę sobie odpłacanie ci się. – Louis uszczypnął jego policzek i się uśmiechnął. Potem jego mina nieco zrzedła, a jego wyraz twarzy spoważniał. – Za wszystkie chwile, kiedy czułem się tak beznadziejnie w tobie zakochany, ale nie mogłem cię mieć – dodał cicho.
Harry czuł, jak jego oddech staje się płytki i zadrżał, nagle czując, że mu zimno. Ciepło związane z uprawianiem seksu już zaniknęło, a ich ciała chłodniały na pogniecionej pościeli. – Lou – powiedział zachrypniętym głosem, po czym ponownie pochylił się do pocałunku, by skraść nieco ciepła od Louisa.
- Dobrze, dobrze – uspokoił go Louis i przesunął kciukiem po jego kości policzkowej. – Tylko się droczyłem – wyjaśnił między małymi pocałunkami. – Tylko droczyłem. Będziesz mi odbierał z tego frajdę, jeśli masz zamiar patrzeć tak na mnie za każdym razem.
Harry wiedział, że Louis się droczy. Jednak to nie zmieniało tego, jak się czuł. Był na siebie wściekły, a myśl o zranieniu Louisa, o ranieniu go przez tak długi czas, zżerała go od środka.
- Teraz tu jesteś, kochany – wymamrotał Louis przy jego ustach. – Wszystko jest w porządku. Mam ciebie.
Harry otworzył oczy i ponownie zadrżał, ręką owijając talię Louisa. – Tak – wdusił. – Ja ciebie też mam.
Louis uśmiechnął się zapewniająco. – Jestem cały twój.
Łatwo było przyjąć otuchę, którą oferował mu Louis, by uspokoić zmartwienia i wątpliwości. Harry uświadomił sobie, że była to siła, jedna z największych mocy Louisa. Był tak niesamowity i Harry wiedział o tym od początku, ale nie był w stanie pojąć, jak to się stało, że nie kochał go od początku.
Ostrożnie usiadł, a Louis obrócił się na plecy i spojrzał na niego z zaciekawieniem. Do pokoju wpadały ciepłe promienie słoneczne, a skóra Louisa błyszczała brązem.
Harry nie miał pojęcia, jak na niego zasługiwał, i dlaczego Louis w ogóle nadal go chciał, ale nie stawiał swojego szczęścia pod znakiem zapytania. Chciał to odpowiednio wykorzystywać.
- Hej, zimno ci? – spytał Louis i przesunął ręką po jego udzie. Uświadomił sobie, że nadal drży i lekko kiwnął głową. Louis również usiadł i cmoknął usta Harry’ego, po czym wyszedł z łóżka, zabierając z podłogi swoją bieliznę. Założył ją i wyszedł z pokoju.
Harry patrzył na niego, nadal siedząc. Zabrał poduszki z podłogi i ułożył je na łóżku. Louis wrócił chwilę później z kołdrą w rękach, którą rozłożył na ciele Harry’ego, po czym z powrotem wszedł do łóżka. Przycisnął plecy Harry’ego do materaca i przesunął się nad niego, łącząc ich usta.
- Rozgrzeję cię, kochanie – powiedział i chwycił twarz Harry’ego w dłonie.
Harry uśmiechnął się i owinął ramiona wokół talii Louisa. Już było mu cieplej od sposobu, w jaki patrzył na niego Louis. – Miałem nadzieję, że załapiesz.
Śmiejąc się, Louis schował twarz w jego szyi i przycisnął usta do skóry tam. Harry lekko go ścisnął i kiedy śmiech Louisa ustał, chłopak zaczął przesuwać językiem, przygryzać i ssać, a ciepło zmieniło się w gorąco. Chwilę później zmieniło się w palenie i Harry sądził, że całe jego ciało płonie – każdy cal, którego Louis dotknął lub który pocałował. Czuł, że płonie pod dłońmi Louisa.
Louis emanował ciepłem – myślał później, dużo, dużo później, Harry – kiedy zebrał go w swoich ramionach, a jego włosy przylegały do czoła i czuł się brudny i spocony, ale zbyt zaspokojony, aby choć pomyśleć o poruszeniu się.
A Louis dzielił to z nim. Całe ciepło, zaraźliwy uśmiech, jasne, niebieskie oczy, łagodny dotyk, kochające serce – dzielił to wszystko. Jakimś sposobem – pomyślał Harry, zasypiając – to sprawiło, że Louis był jego.
Prawdopodobnie nie był w jego typie na pierwszy rzut oka, ale to nie miało znaczenia; może nawet nie była to prawda. Bo z każdą cząstką, którą Louis dzielił się z Harrym, chłopak uświadamiał sobie, że nawet jeśli Louis nie był w jego typie, tak naprawdę jednocześnie był.
Louis był w jego typie do kochania. Zdecydowanie był.
-
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz