Obudziłem się bardzo wcześnie. Na zewnątrz dopiero świtało, a w pomieszczeniu nadal panował mrok. Poczułem, że ktoś ostrożnie bawi się moimi lokami. No, nie mógłby to być nikt inny, jak Louis. Ale zadziwił mnie fakt, że chłopak nie spał. Uniosłem głowę, napotykając jego spojrzenie. Uśmiechnął się do mnie rozczulająco.
- Nie śpisz już?
W odpowiedzi pokręciłem przecząco głową. Chyba się wyspałem, tak prawdę powiedziawszy. No, może poza tym, że nieco bolało mnie tu i ówdzie, ale to się nie liczyło.
- Powiedz mi, Louis, masz zamiar wrócić na studia?
- A dlaczego nie? – zapytał retorycznie. Och, no tak. A czego się spodziewałem?
- Jesteś osłabiony, szczególnie teraz. Do tego stres i nauka mogą cię wykańczać. Może… Powinieneś to rzucić w cholerę?
Louis przez krótką chwilę zastanawiał się nad tym, co powiedziałem, analizując wszystko w głowie. Właściwie nie spodziewałem się cudu i tego, że zaraz oznajmi mi, że zostawia to.
- Harry, nie chcę żyć bezczynnie. Chcę spełniać swoje marzenia. Na początku roku rozmawiałem z jednym wydawcą i powiedział, że jeśli tak dalej pójdzie, będę mógł pisać dla londyńskich gazet. A wiesz, co to znaczy?
- Będziesz szczęśliwy – odparłem bez entuzjazmu.
- Obiecał, że załatwi mi miejsce w czasopiśmie na moje luźne artykuły. Będę mógł sam zaobserwować, co widzę na dany temat, zbierać informacje od przypadkowych ludzi i pisać. Nawet w domu mógłbym pracować.
Dwudziestolatek zamilkł, widocznie oczekując na jakąś reakcję z mojej strony. Ale ja nie odzywałem się. Bo co ja mu mogłem powiedzieć? Oczywiście, cieszyłem się, ale poczułem się przy nim, jak nieudacznik. On ma pasje, ambicje, a ja? Ja mógłbym przeleżeć cały dzień w łóżku, najlepiej z nim i tak spędzić resztę życia.
- Nie cieszysz się. – Bardziej stwierdził niż zapytał. Szybko zaprzeczyłem.
- Cieszę i to bardzo. – Powiedziałem zgodnie z prawdą, na krótką chwilę patrząc na niego. Widziałem zawód w jego oczach. No pięknie, czy ja zawsze muszę wszystko zepsuć? – Hej, Louis, przepraszam. Naprawdę się cieszę, ale jestem strasznym egoistą i chciałbym mieć cię tylko dla siebie.
Uśmiechnął się. Nareszcie się uśmiechnął.
- A może porozmawiasz z nim, z tym wydawcą, wyjaśnisz, jaka jest sytuacja, że musisz odpoczywać, ale mógłbyś dostarczać jakieś artykuły przez email? Jesteś inteligentny, poradzisz sobie będąc w Doncaster. Tylko niech poda ci temat, jakiego potrzebuje, a ty załatwisz wszystko – zaproponowałem.
O tak, to by mi pasowało. Miałbym blisko siebie Louisa. Bardzo blisko. Już to sobie wyobrażałem. Mieszkałbym w domku dziadka, on u siebie i wszyscy bylibyśmy przeszczęśliwi. Miałem też pewien plan. Bardzo prosty plan. Robić absolutnie wszystko, aby Louis był szczęśliwy. Żeby ciągle się uśmiechał, żeby nie myślał o tym, co będzie, ale o tym, co jest. Żeby nie myślał o tym, że jest chory.
- To nie takie proste. – Westchnął. Usłyszałem zmartwienie w jego głosie. O, czyżby jednak mój pomysł był godny rozważenia?
- Załatwię ci to, Louis. Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych – odparłem pewnie, podnosząc się do pozycji siedzącej. Opuściłem swobodnie nogi, przeciągając się z głośnym ziewnięciem. Spojrzałem na twarz dwudziestolatka. – Jeszcze dzisiaj załatwię, żebyś miał tą robotę. A w pod koniec tygodnia, jak cię wypiszą, wracamy do Doncaster.
Chłopak uśmiechnął się perliście, odnajdując moją dłoń. Ścisnął ją lekko, dziękując mi w ten sposób. Nachyliłem się w jego kierunku, składając na jego słodkich wargach lekki pocałunek.
- Zdrzemnij się – wyszeptałem mu do ust. – Wrócę po południu jak wszystko pozałatwiam.
*
Z uśmiechem obserwowałem, jak chłopak wymyka się z mojej sali około siódmej rano. Nie chciałem mu nic mówić, ale nie przespałem całej nocy. Dużo myślałem nad tą całą zakręconą sytuacją, która miała miejsce poprzedniego wieczoru. Zamykając oczy, mogłem sobie ponownie wyobrazić jego słodki pocałunek, który wzbudził we mnie od groma emocji. Czy to w ogóle możliwe? Przeżyć tyle przyjemnych bodźców przy pocałunku? Nieważne. Ważne, że go kocham.
A on mnie.
Och, gdy o tym pomyślę, mam ochotę skakać z radości. Rzucić mu się na szyję, zaczął go całować i… Kiedy uświadomiłem sobie, o czym pomyślałem, zarumieniłem się. Boże, czy to możliwe, żeby sama myśl o tym wywołała u mnie aż takie zawstydzenie?
No, nie ma się co ukrywać, pomyślałem o jakimkolwiek zbliżeniu z Harrym. I już nie mówię o pocałunkach. No… No czymś więcej po prostu. Ostatnio moim pragnieniem i główną myślą było to, aby w końcu trafić na idealnego chłopaka, który byłby szczęśliwy ze mną. Ale teraz, skoro już to szczęście znalazłem, zaczynałem myśleć jak Harry. Przecież to tylko kwestia czasu, a wyląduję z nim w łóżku i… I tak między nami, pragnąłem, żeby to już się wydarzyło. Co z tego, że obecnie jestem trochę osłabiony ostatnimi tygodniami. Dojdę do siebie przez najbliższy tydzień, a wtedy… STOP! Bo zaraz sama myśl o tym egoistycznym, seksownym dupku sprawi, że podniecę się.
Dlaczego jestem taki nieśmiały? Zasugerowałbym mu to jakoś, ale… Co, jeśli nie będzie chciał? Nie jest gejem przecież. A ja już lecę w tym kierunku. Och, to bez sensu. Muszę się zdrzemnąć, tak będzie najlepiej.
Nie mogłem jednak nacieszyć się długo swoim snem, bo lekarze wkrótce zaczęli obchód, pielęgniarki dokonywały ostatnich potrzebnych badań, a potem odwiedziła mnie Abigail, która miała godzinę wolną od wykładów. A że do szpitala to tylko pięć minut jazdy tramwajem, postanowiła wykorzystać czas wolny na odwiedzenie mnie.
Wspomniała, ze Harry pojawił się na uczelni, co swoją drogą bardzo mnie zaskoczyło, ale zdawał się spieszyć, bo nawet nie zatrzymał się, tylko pomachał jej z daleka. Abi, mimo swojego roztrzepania, była dziewczyną, na której zawsze można było polegać. No i bez wątpienia mogłem ją nazwać bliską koleżanką, dlatego zaraz na początku tego roku powiedziałem jej w jakim jestem stanie. Że mam białaczkę. Ale nie powiedziałem, że nie widzę szans na przeszczep. Dawca nie prędko się znajdzie, wiem to. A chorych jest nie mało, jeśli już.
Kiedy dziewczyna się ze mną żegnała, do pomieszczenia wpadł Harry z szerokim uśmiechem na twarzy. Na widok dziewczyny nieco się zmieszał, ale dzielnie zachował swój optymizm. Swoją drogą, ciekawiło mnie, co go tak cieszyło.
Dziewczyna wyszła. Wtedy dopiero Harry podszedł do łóżka, witając się ze mną długim pocałunkiem. Jeśli tak ma teraz wyglądać moje życie, zaczynam żałować, że od razu nie powiedziałem mu, że jestem chory. Mogłem napisać w liście, przy okazji wyznania mu mojej orientacji i uczuć względem jego osoby. Mielibyśmy te trzy miesiące życia wspólnego więcej.
- Co tu robiła Abugilia? – zapytał, rozbawiając mnie lekko.
- Abigail – poprawiłem go. – Przyszła mnie odwiedzić.
- Nieważne, Lou. Nigdy nie zapamiętam jej imienia. – Machnął ręką, będąc tego pewnym. – Jest strasznie skomplikowane. Abiguli? Albo Abagil? Abiglei?
- Abigail! – zawołałem, jakby to było czymś oczywistym.
Oboje się roześmialiśmy. Przyjemnie znów było słyszeć szczery śmiech osiemnastolatka, co pozwalało mi zapomnieć o chorobie chociaż na chwilę. Nagle Harry spoważniał, lustrując mnie wzrokiem.
- Mam dwie wiadomości. Dobrą i złą. Która najpierw?
- Zła – powiedziałem pewnie. O tak, lepiej znać najpierw złą.
- Zacznę od dobrej – powiedział, uśmiechając się przepraszająco. Co on najlepszego zmalował? – Byłem na twojej uczelni i… No… Już tam nie studiujesz.
Na same jego słowa poczułem, jak moje serce na ułamek sekundy stanęło. Uniosłem się, podkurczając trochę nogi i uśmiechnąłem się z rozbawieniem. Oczywiście, to nie mogła być prawda. Jestem piątkowym uczniem, nie pozbyliby się mnie tak łatwo.
- Świetny żart. A teraz mów, o co chodzi.
- Naprawdę wywalili cię ze studiów, nie wierzysz mi? – zapytał lekko urażonym tonem. Już miałem coś powiedzieć, ale Harry pomachał rękoma w powietrzu, chcąc mnie uciszyć. – Ale jest jeszcze zła wiadomość – dodał niskim tonem, chcąc nadać całej sytuacji trochę dramatyzmu. Czy ja wspominałem, że czasem mam szczerą ochotę kopnąć go w ten jego pociągający tyłek? Nie? W takim razie zaraz będziecie tego świadkami, obiecuję! – Zła wiadomość jest taka, że przez najbliższe lata będziesz skazany na mnie, na swoje siostry i swoją mamę, i jeszcze dziadka w Doncaster.
- Co? – zapytałem z niedowierzaniem. O czym on mówił?
- Rozmawiałem z twoją mamą… Chyba wiem, po kim jesteś taki dobroduszny. – Posłał mi uśmiech, ujmując moją twarz w dłonie. – Zaproponowała, żebym wprowadził się do was. Już słyszałem, jak Fizzy cieszyła się z tego. Nawet rozmawiałem z nią chwilę, ale nie do tego zmierzam. Rozmawiałem z tym kolesiem z gazety i zgodził się na to, żebyś pracował w domu. Zostawił mi numer i prosił, żebyś do niego zadzwonił, bo wszystko chciał omówić z tobą osobiście.
Patrzyłem na Harry’ego w niemałym szoku. Czekałem, aż chłopak roześmieje się i powie, że to tylko głupi żart z jego strony. Ale kiedy poczułam, jak zaczyna gładzić mój policzek, zrozumiałem, że nastolatek wcale nie żartuje. I byłem rozdarty pomiędzy radością a złością na niego. Przecież ja chciałem ciągle studiować!
- Zaskoczony? – zapytał, uśmiechając się z czułością. O tak, teraz będzie próbował mnie udobruchać.
- Naprawdę nie wiem, co powiedzieć…
- Raczej nie masz już za wiele do powiedzenia.
- Dupek – wyszeptałem, obejmując go mocno.
Wtuliłem się w jego ciepłą szyję, nie mogąc powstrzymać łez wzruszenia, które napłynęły do moich oczu. Uświadomiłem sobie właśnie, że nie ważne jest to, że nie będę studiował, choć to było jednym z moich marzeń. Po prostu zrozumiałem, że Harry zrobił to wszystko dla mnie. Nie tylko z myślą o sobie, bo chciał mnie blisko. Ja przecież też chciałem spędzać każdą minutę życia z nim. Wiedział, że ta praca była dla mnie czymś ważnym i szczerze powiedziawszy nie wierzyłem, że cokolwiek może mu się udać.
- Hej, Lou, ty płaczesz? – zapytał z troską Harry, gładząc mnie po plecach. Przytaknąłem niemo skinieniem głowy. – Dlaczego? Jeśli chodzi o studia... Ja po prostu… Cholera jasna! Ja zawsze muszę wszystko spieprzyć. Co za idiota ze mnie.
Nie mogłem słuchać tego, jak się obwinia. Ja płakałem ze szczęścia, nie ze smutku.
- Dziękuję ci. Nikt do tej pory nie zrobił dla mnie tyle, co ty – powiedziałem, odnajdując jego dłoń. Od razu splótł nasze palce, zaciskając je pewnie.
- Czyli się nie gniewasz? – zapytał niewinnie, co spowodowało, że roześmiałem się cichutko.
- Nie potrafię – odparłem, całując go delikatnie w usta.
Pozwoliłem ponownie wtulić się w jego ciało. Oplótł mnie ramionami, dając mi tym samym poczucie bezpieczeństwa, którego ostatnio mi brakowało. Wiedziałem, że mogę liczyć na niego w każdej sytuacji, i że mnie nie opuści. Teraz to wiedziałem.
- Tak strasznie cię kocham – wyszeptałem na koniec.
- Wiem to – usłyszałem w odpowiedzi, po chwili czując krótki pocałunek we włosy.
*
Przez kolejne kilka dni przesiadywałem ciągle przy Louisie. Dwudziestolatek miał teraz towarzyszkę w pokoju. Prześliczną towarzyszkę. Aż się przestraszyłem, że może by coś ten teges, na rzeczy być, ale szybko wyrzuciłem to z głowy. Pisał w liście, że jest gejem, nie biseksualistą, plus dla mnie. A na dodatek widziałem, jak on na mnie patrzył. To było takie urocze!
W przeddzień wypisu Louisa ze szpitala odwiedziłem rodzinny dom chłopaka. Musiałem zawieźć wszystkie swoje rzeczy, a wiadomo, że było tego trochę. I chciałem osobiście porozmawiać z mamą Lou. Musiałem jej wszystko wytłumaczyć. Moje zachowanie, no i przeprosić ją. Bo w sumie napędziłem wszystkim strachu i przez chwilę mieli prawo mnie nienawidzić. Ale dziewczynki, że nie wiedziały, co się stało, od razu przyjęły mnie bardzo ciepło. Kocham je, jak dodatkowe cztery siostry.
Wracając, wziąłem jego samochód, nie chcąc, aby chłopak tłuk się autobusami. Idąc korytarzem szpitala, udałem się do sali gdzie powinien być Louis. Tak, powinien, bo wcale go tam nie było. Wszystko było idealnie uporządkowane, pościelone, a po Louisie ani śladu. Poczułem nagły przypływ strachu. Ucisk w klatce piersiowej stawał się dla mnie coraz bardziej dokuczliwy. Zawsze obawiam się najgorszego, absolutnie zawsze. Wolę potem cieszyć się, że było zupełnie inaczej, lepiej. Ale w tamtej chwili nie wiedziałem, co mam czuć. Louis zapewniał, ze będzie czekał na mnie w swojej sali szpitalnej, a tu co?
Szybkim krokiem opuściłem pomieszczenie odnajdując dobrze znaną mi pielęgniarkę. Dorothy? Tak miała na imię? Niech będzie Dorothy, mam kiepską pamięć do zapamiętywania imion.
- Przepraszam, nie wie pani, gdzie jest Louis Tomlinson? Często przychodziła pani do niego, taki nieco niższy ode mnie, szatyn, szaroniebieskie oczy. – Wymachiwałem dłońmi na wszystkie możliwe strony, jakby to miało mi coś pomóc. Zamiast tego sprawiło, że kobieta roześmiała się, kiwając potakująco głową. – Wie pani który?
- Oczywiście – odparła z rozbawieniem. – Godzinę temu został wypisany i chyba chwilę temu widziałam, jak opuszcza szpital.
Odetchnąłem z ulgą. Podziękowałem i ruszyłem ku wyjściu, już wybierając numer dwudziestolatka. Sygnał, drugi, trzeci… Czwarty… I poczta głosowa. Tego to już było naprawdę za wiele. Znów zacząłem się o niego martwić. Moje serce zaczęło szybciej bić. Choć powtarzałem sobie, że jest wszystko w porządku, gdzieś w środku bałem się, że jednak tak nie jest.
*
Dobre piętnaście minut siedziałem na dziedzińcu przed szpitalem. Poproszono mnie o wyjście z sali, gdyż chcieli przygotować ją dla innego pacjenta. Nie spierałem się z pielęgniarkami. Pech chciał, że rozładował mi się telefon i nie miałem jak powiadomić Harry’ego, gdzie jestem, a tym bardziej nie mogłem dowiedzieć się, gdzie on jest.
Nagle dostrzegłem, jak opuszcza szpital. Uśmiechnąłem się, mając nadzieję, że mnie zauważy. Wyglądał na zdenerwowanego. Trzymał telefon przy uchu, mówiąc coś, czego ja nie zrozumiałem. Czyżby coś się stało? Szybko wstałem, zabierając torbę i podszedłem do niego. Na chwilę odwrócił się do mnie tyłem. Nie chcąc go jeszcze bardziej straszyć, stanąłem obok, delikatnie ściskając jego przedramię i dając mu tym samym do wiadomości, że jestem obok.
- Louis! – Zawołał cicho. Usłyszałem w tym jednym słowie ogromną ulgę.
- Hej, Harry, nic… - Nie zdążyłem powiedzieć, bo osiemnastolatek objął mnie mocno, wtulając policzek w moje włosy.
Zaskoczony jego gestem, przez chwilę stałem jak słup. Dopiero po krótkiej chwili objąłem go, gładząc po plecach.
- Co się stało, Harry? – zapytałem, kiedy odsunął się ode mnie.
- Wystraszyłem się, kiedy cię nie było w sali i… Och, nieważne. Wszystko jest dobrze już.
Ruszyliśmy w kierunku samochodu. Mojego samochodu. Jakże się zdziwiłem, kiedy Harry powiedział mi, że go sobie na chwilę „pożyczył”. Nie miałem mu tego za złe, oczywiście. Nawet przyjemnie obserwowało się go, kiedy prowadził. Jadąc do mojego wynajmowanego mieszkania nie powstrzymałem się od zrobienia mu zdjęcia. Zrobił zabawną minę, ale wyglądał naprawdę uroczo. Od razu zdjęcie wylądowało na mojej tapecie w telefonie.
- Zrobiłbyś zdjęcie, gdzie wyglądam normalnie, a nie takie, na którym wyglądam, jakbym poczuł smród.
Roześmialiśmy się oboje. Szybko zaprzeczyłem i oznajmiłem mu, że taki podoba mi się najbardziej.
*
Do domu dotarliśmy dosyć późno. Po drodze zatrzymaliśmy się w jakimś barze na kolację. Harry miał straszną ochotę na piwo, dlatego zaoferowałem się na kierowcę na resztę trasy. Nie byłem już taki słaby, jak te kilka dni temu. Dochodziłem do siebie. I byłem wdzięczny chłopakowi, że załatwił wszystko związane z wypisaniem mnie ze studiów.
Ale jeśli myślicie, że na jednym kuflu piwa przestało, grubo się mylicie! Harry dodatkowo opróżnił dwa i zaczynał się robić w stosunku do mnie coraz bardziej otwarty. A mówiąc „otwarty” mam na myśli to, że znów zaczął rozmawiać ze mną z podtekstami. Wiadome, ku czemu to zmierzało. I wiadomym było to, ze mam na to ochotę, ale… Miałem wrażenie, że gdyby nie alkohol, nie proponowałby mi szybkiego wypadu do toalety, albo zatrzymania się na jakiejś polanie przy autostradzie. Pragnąłem jego bliskości, ale nie chciałem robić nic, czego on by mógł następnego dnia nie pamiętać.
Było kilka minut po północy, kiedy zaparkowałem przed domem. Harry ciągle trzymał dłoń na moim udzie, sunąc ją w górę i w dół. Czasami aż za bardzo zbliżał się do mojego krocza, ale widziałem, że coś go przed tym powstrzymywało. Nie wiem, czy obawiał się jakiegokolwiek kontaktu z mężczyzną, czy może chodziło mu o moją chorobę. Albo po prostu droczył się ze mną. Byłem w pełni zdrowy i na tyle silny, żeby wytrzymać wszystko! Także chcę już, teraz, zaraz! Echem… Tak. Wspominałem, że Harry ma urocze dołeczki w policzkach?
Będąc w domu, przywitała nas mama, która już czekała na mnie i Harry’ego. Nawet nie braliśmy moich bagaży, zostawiając je na rano. Byliśmy bardzo padnięci. Mama chciała rozłożyć łóżko w pokoju gościnnym dla Harry’ego, ale zasugerowałem jej jakoś, że może spać u mnie. Owszem, mam dodatkową kanapę, na której wyspałby się. Ale wszyscy wiemy, że będziemy spać na moim, dość małym, ale za to bardzo wygodnym łóżku. Mama ze zrozumieniem zgodziła się. Byłem jej naprawdę wdzięczny, że nie patrzyła na mnie z odrazą, kiedy zapewne uświadomiła sobie, że chcę, aby Harry był dla mnie kimś więcej, niż tylko chłopakiem. Bo tak go traktowałem. Choć żaden z nas nie mówił o tym głośno. Po prostu nie chciałem naciskać na niego.
Życząc sobie dobrych snów, udałem się z Harrym do mojego pokoju. Przekraczając jego progi, w moje nozdrza uderzył dobrze znany mi zapach. Tak pachniała tylko jedna osoba. Osoba, która właśnie kładła się zmęczona na moim łóżku. Uśmiechnąłem się do siebie, kiedy pomyślałem, że odtąd tak będzie wyglądało moje życie. Z Harrym u boku. Odtąd, aż do czasu, kiedy umrę w spokoju i w świadomości, że spełniły się wszystkie moje marzenia.
*
Kiedy rozłożyłem się wygodnie na łóżku, skinieniem głowy dałem do zrozumienia, żeby Louis kładł się obok mnie. Jednak on chciał odejść gdzieś w głąb pokoju. Ale byłem na tyle szybki, że zdążyłem chwycić delikatnie jego nadgarstek, zatrzymując go. Pociągnąłem go pewnie ku sobie. Opadł na mnie, a ja od razu pewnie pocałowałem go w usta.
- Nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo cię pragnę – powiedziałem cicho.
Na jego twarz momentalnie wpłynął uroczy rumieniec. Pod dotykiem poczułem, jak na jego ciele pojawiają się dreszcze, co mnie zdecydowanie zadowoliło. Uśmiechnąłem się do niego, całując krótko w usta. Zaraz potem zacząłem składać pocałunki na jego szyi, czując, że podoba mu się to, nawet bardzo.
-Pójdź się ze mną umyć. – Poprosiłem, nie zaprzestając całować go po szyi. Mruknąłem mu do ucha z nadzieją, że ulegnie. Nooo, dalej, Lou! Widzę, jak paskudnie ci się to podoba!
Wpiłem się w wargi chłopaka, który oddawał każdy zachłanny pocałunek. Odważnie zsunąłem dłonie po jego plecach, wsuwając je pod materiał jego opiętych spodni. Ale ja, jak to ja, nie byłbym sobą, gdyby moje dłonie nie wsunęły się jeszcze pod materiał jego bielizny dorywając jego cudownych pośladków. Tak, tak, tak! Louis westchnął cicho, wyraźnie mu się to podobało. Ba! Mi nie mniej! Czułem, że mam problem w spodniach i nie ukrywam, że cieszyłbym się ogromnie, gdyby Louis zgodził się na wspólny prysznic.
- Proszę – wyszeptałem, na chwilę zaprzestając pocałunków.
W jego oczach widziałem nie mniejsze pożądanie. Gdzieś w głębi serca czułem, że tylko sekundy dzielą nas od zgody Louisa na małe co nieco. Chłopak uśmiechnął się przebiegle, całując mnie krótko w usta.
- Zanim się rozmyślę – rzucił, wstając z łóżka. – Boże, co ja bredzę, nie mógłbym się rozmyślić – dodał szeptem, co ja oczywiście usłyszałem.
Chwycił mnie za rękę, pomagając się podnieść z łóżka. Szybko przyciągnąłem go ku sobie, całując namiętnie. Chwyciłem go za pośladki, unosząc w górę. Louis zaśmiał się krótko, mocno obejmując mój kark i talię. No, teraz to ja mogłem iść z nim do łazienki. Cieszyłem się, że nie narobiliśmy dużo hałasu, kiedy szedłem tam z nim. Jeszcze tego by mi brakowało, żeby ktoś się obudził i dostrzegł nas w dość jednoznacznej pozycji. Boże, pierwszy dzień w domu rodziny Louisa i już miałaby być taka wpadka? Nie, nie!
Będąc już w łazience, pierwsze, co zrobiłem, to zamknąłem drzwi na klucz. Całowałem Louisa coraz namiętniej, pragnąć jego bliskości. Naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałem taką ochotę na jakąkolwiek kobietę. Mówię o płci przeciwnej w tym momencie, bo to one zazwyczaj wzbudzały we mnie pożądanie. Nasze znajomości głównie polegały na rozmowie, kilku komplementach, seksie i na tym koniec. A on? Potrafił wzbudzać we mnie rządzę samymi pocałunkami. A całowaliśmy się prawie co chwilę i z każdym razem na nowo czułem podniecenie.
Usadziłem Louisa na szafce znajdującej się obok umywalki. Szybko zdjąłem z niego sweter i bluzkę, rzucając niezdarnie za siebie. Zacząłem składać delikatnie pocałunki tuż pod jego uchem, drażniąc oddechem jego delikatną skórę. Opuszkiem palca wyznaczyłem niewidzialną ścieżkę na klatce piersiowej, czując przyjemne dreszcze podniecenia na jego ciele. Powoli rozpiąłem rozporek jego czerwonych spodni. Odważnie wsunąłem dłoń pod materiał bokserek. Ująłem w dłoń jego penisa, niemal od razu słysząc ciche westchnienie z ust Louisa. Zacząłem powoli stymulować jego męskość, odnajdując pojedynczymi pocałunkami jego usta. Zanim ponownie wpiłem się w jego wargi, bezczelnie patrzyłem na jego twarz, na której malowała się rozkosz, będąca dla mnie niesamowicie podniecająca. I wypieki na twarzy, które wyglądały naprawdę uroczo!
- Uwielbiam, kiedy się rumienisz – wyszeptałem po dłuższej chwili, uśmiechając się figlarnie.
- Czy ty zawsze musisz odzywać się w najmniej odpowiednim momencie? – zapytał z irytacją, rumieniąc się jeszcze bardziej.
- Znasz mnie – odparłem, wplatając wolną dłoń w jego włosy.
W końcu wpiłem się zachłannie w jego wargi. Jego język przyjemnie drażnił moje podniebienie. Chłopak co chwilę wydawał ciche westchnienia wprost do moich ust, co podniecało mnie jeszcze bardziej. Kiedy przyspieszałem stymulację jego członka, Louis mocniej zaciskał palce na moich plecach. Co, swoją drogą, bardzo mi się podobało.
Chciałem się troszkę podroczyć z moim kochanym, dlatego czując, że jego członek robi się coraz twardszy, wyciągnąłem dłoń z jego bokserek, obejmując go w pasie i pomagając tym samym stanąć na ziemi. Obróciłem go tyłem do siebie, błądząc dłońmi po jego brzuchu. Przysunąłem się do niego na tyle blisko, że musiał wyraźnie mnie czuć na swoich pośladkach. Przecudownych pośladkach, tak w ogóle.
- Zaczynam naprawdę żałować, że nie mieszkam w Doncaster całe życie - wyszeptałem mu do ucha. – Gdybym kiedykolwiek robił cokolwiek wbrew twojej woli, powiedz mi o tym. – Musnąłem wargami jego kark, powodując kolejną lawinę dreszczy na ciele dwudziestolatka.
Mruknął na znak zgody, przylegając do mnie całym ciałem. Oczywiście uznałem to za znak zgody na małe co nieco. Moje dłonie zsunęły się po jego ciele, pozbywając się jego spodni, a następnie bokserek i…. O MAMO! Normalnie jakbym właśnie znalazł się w niebie. No, powiedzcie mi, jest coś piękniejszego, niż Louis? I to jeszcze taki, jakiego stworzyła go natura? Stanowcze: NIE.
Zmierzyłem go wzrokiem z góry na dół, oblizując lubieżnie wargi. Chciałem go już mieć przy sobie i wyprawiać z nim rzeczy, o których nigdy nie śnił, a już na pewno nigdy nie zapomni. Jednak postanowiłem nie skakać od razu na głęboką wodę. Choć jak bardzo byłem na niego napalony postanowiłem opanować trochę swoje erotyczne fantazje, które swoją drogą i tak pewnego dnia spełnię, i sam szybko wyskoczyłem z ubrań, niemal wpychając Louisa do kabiny prysznicowej.
*
Wszystko, co działo się wokół mnie to był jakiś sen. Naprawdę czułem się, jakbym śnił. No bo, kto by się spodziewał, że Harry… O matko, on mnie dotykał. Naprawdę mnie dotykał! Ha, ha, a ja zachwycam się jak mała dziewczynka, która dostała lizaka.
Nie chcąc za bardzo rozczarować Harry’ego, kiedy tylko zamknął kabinę prysznicową, ująłem jego dłoń i przyciągnąłem ku sobie. Chłopak przyparł mnie całym ciałem do ściany, z uśmiechem całując moje wargi. Potem z każdym pojedynczym muśnięciem schodził coraz niżej, na krótką chwilę zatrzymując się na mojej szyi. Czułem, jak delikatnie przygryza moją skórę, wzbudzając we mnie stado dreszczy.
Sądziłem, że Harry nie będzie w stanie mnie zaskoczyć niczym, doprawdy. Ale kiedy on uklęknął przede mną, ponownie chwytając w dłoń mojego penisa, otworzyłem lekko usta. Chłopak posłał mi krótkie spojrzenie, chcąc mi w ten sam sposób przekazać, że wie, co robi. Westchnąłem głośno, kiedy poczułem delikatne usta nastolatka na swoim członku. Jego szorstki język sprawiał mi tyle przyjemności, że nawet nie powstrzymywałem się przed wydawaniem z siebie głuchych dźwięków rozkoszy za każdym razem, kiedy chłopak przyspieszał lub nagle zwalniał, bawiąc się w ten sposób ze mną. O tak! Już ja łepka przejrzałem! On to specjalnie robił! Wiedział, ile sprawia mi to przyjemności i nie pozwolił mi spokojnie dojść.
- Harryyy – jęknąłem zniecierpliwiony. Uniósł wzrok na krótką chwilę, uśmiechając się przy tym. A ja poczułem, jak na mojej twarzy znów pojawiają się te przeklęte rumieńce. Boże, dlaczego on musi być taki pewny siebie i bezwstydny?
Naprawdę doprowadzał mnie tym do zwariowania. Choć jak przyjemnie mi było, chciałem w końcu móc poczuć ten moment uniesienia, z którym Harry za wszelką cenę zwlekał. Niewiele myśląc, co robię, wplotłem dłonie we włosy chłopaka, samemu nadając odpowiedniego tempa. Nie musiałem długo czekać, żeby móc dojść w jego ustach. Nie mogąc dłużej ustać na nogach, ukląkłem przed nim, wciąż trzymając palce wplecione w jego włosy. Spojrzałem mu w oczy, widząc w nich nic innego jak iskierki radości i pożądania.
Otworzyłem usta, żeby coś powiedzieć, ale nie byłem w stanie wydusić z siebie ani słowa. Zamiast tego obserwowałem jego język, który lubieżnie oblizywał wargi. Poczułem jego delikatne dłonie na moich biodrach, które wywołały dreszcze na mojej skórze, po raz setny już. Bez zastanowienia wpiłem się w jego usta, popychając go lekko na szklane drzwi kabiny. Usiadłem okrakiem na nim, czując jego nabrzmiałego członka. Oczywiście nie chciałem pozostawać mu dłużny i miałem ochotę sprawić, aby chociaż w połowie poczuł się tak dobrze, jak ja.
Sięgnąłem dłonią do jego penisa, zaczynając powoli go stymulować. Westchnął głośno. Jedną dłoń wplótł w moje włosy, przyciągając moją twarz. Zaczął całować mnie zachłannie, jakbyśmy nie robili tego od lat. Jego druga dłoń zacisnęła tą, którą stymulowałem jego męskość. I sam zaczął nadawać sobie odpowiedniej prędkości. Nie chciałem się nad nim znęcać tak, jak on nade mną. Podejrzewam, że dawno nie spał z żadną kobietą. A ja, jak już większość zauważyła, jestem bardzo uległy, jeśli chodzi o Harry’ego i to, aby było mu dobrze. Jakkolwiek dwuznacznie to brzmi.
W końcu dostrzegłem, jak jego ciało wygina się w lekki łuk, a z jego ust wydobył się jęk rozkoszy. W chwili, kiedy doszedł, trochę spermy wylądowało na naszych dłoniach. Bez wahania zlizałem białą maź ze swojej dłoni, patrząc przy tym prosto w oczy osiemnastolatka. Śledził uważnie drogę mojego języka. A kiedy ująłem jego dłoń, wykonując tą samą czynność, wydawał się być wprost oczarowany.
- Powiedz mi, że to nie fatamorgana, wywołana tymi trzema piwami – wyszeptał, oddychając głęboko. – Zazwyczaj wysiadam po pięciu-sześciu.
- Sam w to nie wierzę – odparłem równie cicho, od razu czując rumieńce na swojej twarzy.
- Aż odechciało mi się mycia. Najchętniej spałbym tutaj z tobą, trzymał nagiego w ramionach… - Rozmarzył się.
Jednak oboje wiedzieliśmy, że to tylko marzenia. I sam nie miałem siły podnieść się z przyjemnie chłodzących kafelek, to jednak musieliśmy to zrobić. Ale kiedy w końcu położyłem się wtulony w jego rozgrzane ciało, zasnąłem bardzo szybko z szerokim uśmiechem na ustach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz