czwartek, 5 grudnia 2013

208

--

Hej Harry zadzwonisz do mnie gdy to dostaniesz?

Louis skrzywił się, odczytując napisaną wiadomość. Szybko usunął ją, aby nie spojrzeć na nią ponownie (i nie zacząć jęczeć na własną głupotę). Zakopał się głębiej w łóżku i wpatrywał się w ekran telefonu. To było o wiele trudniejsze niż przypuszczał…

Tuż po śniadaniu Harry wysłał mu swój numer – Louis nie wiedział, że numer telefonu może być aż tak przerażający, ale odkrył to stosunkowo szybko.

Ta cała… sytuacja… wciąż czuł, że powinna przytrafić się komu innemu. Nie zwykłemu, staremu Louisowi Tomlinsonowi, którego największym osiągnięciem był udział w szkolnym przedstawieniu Grease.

Louis wpatrywał się oskarżycielsko w swój telefon. Oczywiście to nie pomagało, a chłopak z kręconymi włosami niczego nie ułatwiał, wysyłając mu (przytłaczającą) wiadomość: napisz do mnie wkrótce, Lou, gdy nie będziesz zajęty, nie mogę się doczekać ;) x

Louis zastanawiał się – trochę z rozdrażnieniem i trochę z podziwem – jak Harry’emu udawało się być tak fajnym w tym wszystkim. Wydawało się, że nic nie mogło go wzburzyć. Nawet w czasie spotkań z ważnymi osobistościami, chłopak wydawał się zachowywać swój naturalny urok i charyzmę.

Był ciekawy, co mogłoby wytrącić Harry`ego z równowagi…

Zarumienił się i potrząsnął głową, aby wyrzucić z umysłu brudne myśli. Nie zamierzał o tym myśleć… przynajmniej jeszcze nie teraz… ponownie potrząsnął głową i wystukał krótką wiadomość na swoim telefonie:

siemka Harry, możesz zadzwonić?

Czytając zdanie, Louis stanowczo kiwnął głową. Było proste i jednocześnie bezpośrednie i naprawdę, mając dwadzieścia lat wariował z powodu jednej wiadomości. Szybko, zanim zdążył się powstrzymać, kliknął przycisk wyślij.

Po chwili zaczął panikować – o Boże, dlaczego to wysłałem, jestem taki głupi. – dopóki nie uspokoił się, wypuszczając westchnienie ulgi i wywracając oczyma na własną głupotę. Był idiotą, panikował przez taką małą rzecz…

Dzwoniący telefon przerwał jego myśli i panika Louisa wróciła z nawiązką. Na ekranie widniało imię „Harry”. Coś wybuchło w jego żołądku, a ręce zaczęły się pocić, kiedy podnosił słuchawkę do ucha.

- Erm… cześć – Powiedział niepewnie, mając nadzieję, że nie brzmiał na tak zdenerwowanego, na jakiego się czuł.

Wesoły głos Harry’ego powitał go ponownie. – Hej Louis, jak się masz?

- Dobrze, dzięki, a co u ciebie? – Pytanie było krępujące, Louis skulił się na dźwięk swojego głosu.

- W porządku. – Harry dość szybko odpowiedział na pytanie, za co Louis nie mógł go winić. Szczerze mówiąc, był raczej wdzięczny. Bez łatwości chłopaka w porozumiewaniu się, ten… związek, czy coś, nadal tkwiłby na żałosnym początku. – Więc, Louis, powiedz mi, kiedy idziemy na randkę?

- Kiedy ci pasuje – Odpowiedział starszy chłopak, starając się nie brzmieć jak idiota. To wszystko spowodowało niespodziewaną falę przyjemności, ponieważ zdał sobie sprawę, że Harry faktycznie chciał z nim pójść na randkę. Głupi, idiotyczny uśmiech nie chciał zejść z jego ust, a Louis nie miał silnej woli, aby go zetrzeć. Harry był zabawny, słodki i miły, a Louis lubił go, nie za to, że był „sławnym celebrytą”, ale za osobę. Chciał go poznać i wydawało się, że Harry również tego chce.

- Cóż – Harry przerwał na chwilę. – Tak sobie myślę, że możemy coś zrobić popołudniu?

- Jasne. – Louis zgodził się z łatwością.

- Świetnie. – Między chłopcami zaległa cisza, dopóki Harry nie odchrząknął delikatnie, sugerując: - Jest takie fajne miejsce… dobre jedzenie, spokój, więc może pójdziemy tam? – Louis ponownie się zgodził, a Harry kontynuował. – Więc, może przyjadę po ciebie około szóstej i pojedziemy na kolację?

Louis zaakceptował plany, po czym chłopcy przeszli do omawiania dalszych szczegółów, takich jak adres Louisa. Harry został oderwany od rozmowy przez zaniepokojonego Liama, mówiącego coś o wywiadzie, dlatego pożegnał się słodko i zanim odłożył słuchawkę, bezczelnie poprosi go, żeby „włożył coś ładnego”.

Louis, westchnął kończąc rozmowę, a rozmarzony uśmiech rozkwitł na jego twarzy. Jednak szybko zniknął, gdy drzwi do jego pokoju otworzyły się.

- Wejdźcie – zawołał, zmęczonym głosem. Jego cztery siostry oraz mama przewróciły się, gruchając i gaworząc.

- Spójrz na siebie, Lou Bear - jego matka westchnęła, poprawiając mu włosy. Chłopak odepchnął żartobliwie jej rękę, jęcząc, a jego młodsze siostry zachichotały. – Wszyscy dorastacie…

- Mamo – Przerwał Louis – Mam dzisiaj randkę. – Lottie pisnęła, szczypiąc policzek Louisa. – Nie z kim innym, jak gorącym Harrym Stylesem, bracie. Jesteś mi coś winny – Powiedziała, podnosząc wyczekująco brew.

- Naprawdę? Co? – Zapytał Louis, udając zaskoczonego. Lottie kopnęła go lekko, przez co chłopak się roześmiał – W porządku, dziękuję, dziękuję, jesteś najlepsza…

- Opowiedz nam o tej randce. – domagała się Jay, przysiadając na końcu łóżka i przybliżając się do Louisa wraz z dziewczynkami. Daisy siedziała na jego kolanach, Phoebe leżała na nogach, Lottie na torsie, a Fizz wtuliła się w jego bok, szturchając go od czasu do czasu w policzek.

- Um… no więc, przyjedzie po mnie o szóstej-

Daisy klasnęła podekscytowana. – Możemy się z nim spotkać?

Louis zmarszczył brwi. – Może powinniśmy trochę z tym poczekać…

- Nie ma mowy! – Krzyknęła Fizzy, mocno szturchając Louisa. – Spotkamy się z nim, gdy tu przyjdzie i zabierze cię.

Louis westchnął. Nie mógł pozwolić, aby Harry spotkał się z jego rodziną. To byłby duży krok w ich relacji, a w dodatku jego rodzina była całkowicie pokręcona. Pewnie, kochał ich, ale nie chciał by jakikolwiek potencjalny chłopak, lub dziewczyna musiał się uporać z nią już na samym początku. Nie, jeśli chciał czegoś poważniejszego.

- Uh, nie sądzę, aby to było najlepsze – Louis powiedział łagodnie, nie patrząc na rozczarowane twarze Daisy i Phoebe.

Jay zacisnęła na chwilę usta, zanim się uśmiechnęła. – Wybierzmy ci coś ładnego, w co się ubierzesz, w porządku, Lou?

Lottie zachichotała, a Louis rzucił jej ostre spojrzenie. – Co? – Zapytał, znając wybryki jego siostry.

Lottie wzruszyła niewinnie ramionami, wymieniając niewinne spojrzenia z Fizzy. – Nic… po prostu… no cóż, Harry przyjeżdża po ciebie dopiero za kilka godzin, a ty już wybierasz rzecz, którą włożysz na randkę… Wygląda na to, że zamieniasz się w dziewczynę, prawda?

Usta Louisa opadły, a ripostę miał na końcu języka. Lottie uśmiechnęła się do niego bezczelnie, dopóki chłopak nie zmienił taktyki łaskocząc ją szalenie, na co inne dziewczynki krzyczały ze śmiechu, zanim nie odwrócił się również do nich.



Harry wyglądał świetnie, zresztą tak jak zwykle i Louis żałował, że dopiero dziesięć minut przed jego przybyciem zaczął wybierać strój, w który się ubierze. To wina Lottie – chciał jej udowodnić, że nie był dziewczyną, ale bieganie spanikowanym jego ubiorem, dostarczyło jej dużo rozrywki.

Gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, Louisowi cudem udało się zarzucić na siebie coś w miarę przyzwoitego. Wtykając lewą nogę w spodnie, otworzył drzwi za, którymi stał uśmiechnięty Harry.

- Hej, Louis – Przywitał się, a Louis odwzajemnił uśmiech.

- Hej – Odpowiedział, prawie nieśmiało. Rzucając okiem przez ramię, niemal zapłakał z ulgą. Przez jakieś pół godziny błagał mamę i dziewczynki, aby zostały w kuchni, dopóki nie wyjdzie z Harrym.

Harry zauważył wyraźny brak domowników – Sam jesteś w domu? – Zapytał ciekawie zerkając przez ramię Louisa.

Louis wzruszył ramionami. - Coś w tym stylu. Idziemy?

Szli w stronę samochodu, który stał na zewnątrz wraz z szoferem, co zauważył z uśmiechem Lou. Starszy chłopak spojrzał na gwiazdę subtelnym wzrokiem, aby ją ocenić. Harry wyglądał gorąco, a Louis przeanalizował jego obcisłą, czarną koszulę dokładniej, niż ze zwykłego zainteresowania modą. Jego dżinsy wisiały nisko na biodrach, a Louis był całkiem pewien, że jego szczęka całkiem opadła, gdy Harry zaczął mówić:

- Więc, mieszkasz z mamą?

Louis zarumienił się. – Uh, tak – Przyznał. – Jestem naprawdę blisko niej, mam zamiar wyprowadzić się w ciągu kilku lat, ale teraz…

- Nie osądzam cię – Dodał szybko Harry. – Byłem po prostu ciekaw.

- To dobrze – Louis uśmiechnął się. Harry popędził do przodu, aby otworzyć drzwi dla Louisa i starszy chłopak nie mógł nie pomyśleć o Lottie nazywającej go wcześniej dziewczyną. Nie mniej jednak zaakceptował gest wdzięcznym uśmiechem. Harry obszedł auto i powiedział coś do kierowcy.

– Mam młodsze siostry – Louis oznajmił wznawiając ich rozmowę, kiedy samochód zaczął odjeżdżać od domu. – I pomagam przy nich.

- To miłe z twojej strony. – Powiedział Harry. W jego uśmiechu było coś prawdziwego i Louis uwierzył mu.

- A co z tobą? Mieszkasz z resztą chłopaków? – Zapytał Louis.

- Uh, mieszkamy osobno, ale w tym samym kompleksie. – Wyjaśnił Harry. Zaczął opowiadać o Liamie zawsze zdegustowanym brudnym mieszkaniem Nialla, zanim coś złowrogiego nie mrugnęło przed oczami Louisa. Delikatnie odwracając głowę, jego oczy powiększyły się, ponieważ zobaczył samochód jego matki jadący tuż za nimi. Lottie siedziała z przodu obok swojej mamy, a na tylnich siedzeniach dostrzegł jego trzy siostry.

Myślał, że będzie wszystko dobrze, jeśli nie spotkają się z Harrym, ale był oczywiście w błędzie. Patrząc wstecz, Louis przypomniał sobie wszystko. Całkowite milczenie jego matki, która powinna protestować jako pierwsza i ukradkowe spojrzenia Lottie i Fizz co jakiś czas.

Tylko jego rodzina mogła zdecydować się go śledzić, gdy był na randce i to nie był nawet pierwszy raz jak to zrobili. Przypomniał sobie o przerażającym incydencie z Gemmą, dziewczyną, którą był zainteresowany parę lat temu. Wtedy Jay usiadła za nimi w kinie.

To nie było tak, że Louis nie kochał swojej rodziny. Po prostu wolał upewnić się, że jego sympatia poradzi sobie z nimi, zanim ją im przedstawi. I teraz, Louis wreszcie znalazł kogoś, kogo naprawdę lubił i chciał mieć pewność, że wszystko pójdzie dobrze…

O Boże. To się nie dzieje naprawdę.

- …uh, Lou? – Powiedział niepewnie Harry. Zaskoczony Louis uśmiechnął się, pokazując wszystkie zęby Harry’emu. – Wszystko w porządku?

- Tak – Odpowiedział Louis, zabrzmiał tak, jakby się dusił. Harry wpatrywał się w niego niepewnie. – Naprawdę, w porządku.

Zapadła niezręczna cisza, zanim Harry skinął głową i otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale nagłe brzęczenie uniemożliwiło mu to. Przepraszająco, wyjął telefon z kieszeni mówiąc. – To tylko Liam…

Młodszy chłopak zmarszczył brwi czytając wiadomość, ale Louis już nie zwracał na to uwagi, ponieważ skupił się na jego wścibskiej, śledzącej ich rodzinie.

Ta noc będzie katastrofą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz