[…] Patrząc na niego widzę jedną, wielką tajemnicę. Jest zagadką, którą człowiek za wszelką cenę chciałby poznać. Chciałby go odkrywać, docierać do niego… pomóc mu… Tak, mam przeczucie, że za tym wszystkim stoi coś więcej. Stara się coś ukryć i wychodzi mu to idealnie. Boi się ufać nawet mi. […]
Oderwałem oczy od tekstu, patrząc na drzwi znajdujące się naprzeciw mnie. Zmarszczyłem brwi, myśląc nad słowami, które przeczytałem. Możliwe, żeby… Ugh, nie. To nie było możliwe.
Odwróciłem na kolejną stronę, czytając.
[…] Nie wiem, dlaczego ludzie postrzegają go jako głupiutkiego nastolatka. Dzisiaj udowodnił mi, że mimo naszej różnicy wieku, on jest dużo bardziej dojrzały, niż Ben, Matty oraz Mazzi razem wzięci. Wiem, nie powinienem tak pisać o przyjacielach, ale taka jest prawda. Widzę jak odtrącają Harry’ego tylko dlatego, że czasem czasem ma odmienne zdanie na jakiś temat albo pogrąża się myślami we własnym świecie. Według mnie to jest intrygujące. To, że jakaś myśl potrafi go pochłonąć na tyle, że traci kontakt z rzeczywistością. Czasem chciałbym wniknąć do jego umysłu i na chwilę w nim cicho posiedzieć. Ha, ha, żałosny jestem. Chciałbym chociaż wiedzieć, jak mam go przekonać do tego, że nie jestem taki jak reszta. Że jestem taki jak on. […]
A jednak możliwe… Louis pisał o mnie.
Wiedziałem, że nie powinienem tego robić, ale intrygowały mnie jego myśli. Przeczytany wpis był z jesieni. Czyli początku zmian w moim życiu na lepsze – mówiąc tutaj o przyjaźni z Louisem. Pamiętałem doskonale, jak bałem się mu ufać. Obawiałem się, że okaże się być dupkiem. A on naprawdę jest niepowtarzalny. I zaczynałem się cieszyć, że trafiłem właśnie na niego.
Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o tym, jak postrzegał mnie, zanim zaczęliśmy się bliżej przyjaźnić.
[…] Lubię go obserwować. Boże, to się zamienia w coś chorego dla mnie. Od dawna wiedziałem (a już na pewno podejrzewałem), że mogę być trochę inny, ale on.. do reszty mi to uświadomił. Mimo wszystko chcę być przy nim jako przyjaciel, na którym się nigdy nie zawiedzie. W głębi duszy wierzę, że to może przetrwać wiele i nasze wnuki będą przyjaciółmi jak my teraz. Ja… Zrobiłem coś, czego nie powinienem… Ja…
Cholera!
Kiedy wróciłem po szkole do domu, on był już u mnie. Czekał… a ściśle mówiąc to spał w najlepsze, gdy wszedłem do pokoju. Kiedy już go tam zobaczyłem.. takiego niewinnego i bezbronnego, i… Ja musiałem. Po prostu musiałem to zrobić. Przecież jeden niewinny pocałunek w policzek nie zrobił mu krzywdy, a mi przyniósł choć trochę radości i uśmiechu na twarz. […]
Odrywając wzrok od tekstu uświadomiłem sobie, że trzymam wolną dłoń przy policzku. Rumieńce na mojej twarzy robiły się coraz bardziej intensywne, kiedy oswajałem się z myślą, do czego mój przyjaciel się posunął. Także dlatego, że nie powinienem czytać jego zapisków. Kiedyś sam by mi o tym powiedział. Byłem pewien.
I choć nie powinienem... Ten zeszyt wyglądał jak jeden wielki urywek jego myśli na dany temat, w danej sytuacji, o danej osobie spisany tak, o, po prostu. Pod wpływem chwili. A moja ciekawość była silniejsza.
[…] Jestem wściekły na samego siebie, że jestem taki słaby. On cierpi, a ja? Patrzę na to wszystko jak ostatnia łajza. Kiedy go tuliłem i czułem, jak drży, miałem ochotę płakać. To jest niesprawiedliwe, że tak niewinna osoba jak on cierpi. Niemało jest osób, które dużo bardziej zasługują na to, co przydarzyło mu się do tej pory. Muszę mu pomóc za wszelką cenę. […]
[…]Dopiero dzisiaj dotarło do mnie, że on naprawdę mnie pocałował. Może to był tylko całus w policzek, ale… Poczułem się dla niego naprawdę ważny. Tak, jakbym zdobył jego zaufanie i to bezgraniczne. Wciąż odtwarzam to w myślach. Jak zapłakany i smutny przytula mnie i szepcze ciche podziękowania. A potem całuje w policzek z taką delikatnością i wdzięcznością zarazem, że ledwo stałem na nogach. Musiałem się go mocno przytrzymać, żeby przypadkiem nie upaść.
To brzmi jak wpis zakochanej trzynastolatki. Jestem żałosny. […]
Długo obserwowałem tekst, który Louis przekreślił i nieświadomie się uśmiechałem. To w jakiś sposób sprawiło mi radość. To, że ktoś w ten sposób mógł o mnie myśleć. Zapomniałem, że Louis był chłopakiem. Po raz pierwszy od bardzo dawna poczułem się naprawdę kochany. I to było jednocześnie dla mnie absurdalne. Ale też piękne. Zaprzeczałem sam sobie. W tamtej chwili miałem ogromny mętlik w głowie.
Odwróciwszy kolejną kartkę dostrzegłem ostatni wpis. Bez zastanowienia zabrałem się za przeczytanie go nie mając świadomości, że prędko tego pożałuję.
[…] To wszystko jest takie… Nienaturalnie piękne. To odpowiednie określenie. Nie było dla mnie zaskoczeniem, że musiałem przyprowadzić go do mojego domu, bo był kompletnie zalany. W dodatku powiedział o kilka słów za dużo i wiem, że będzie tego żałował. Dlatego muszę być przy nim teraz.
Kiedy już byliśmy w pokoju i był niezdolny nawet samodzielnie się rozebrać, poprosił o pomoc. Nie odmówiłem mu, chociaż walczyłem w sobie. Jego bliskość była dla mnie chwilami trudna do zniesienia. A nie chciałem popełnić żadnego błędu. Gdy zeszło na temat tego, że bardzo troszczę się o niego, stało się coś nieoczekiwanego. Pocałował mnie znienacka. Zapewne celował w policzek, ale przypadkowo spotkał się z moimi ustami. Wydawał się być równie zaskoczony tym jak ja. Ale kiedy chwilę potem ponownie mnie pocałował, tym razem naprawdę, nie próbowałem go przed tym powstrzymać i… oddałem się chwili. Momentowi, który mógłby trwać dla mnie wiecznie. Ułamkom sekund, które na długo będę pamiętał…
Wiem, że to nie w porządku z mojej strony, ale dla jego bezpieczeństwa zataję to. Kiedy tylko o to zapyta wmówię mu, że to był sen. Inaczej będzie się z tym męczył. […]
Gwałtownie zamknąłem zeszyt, rzucając go obok siebie. Przyciągnąłem bliżej kolana, biorąc głęboki oddech i chowając w nich głowę. Czułem, jak coś chce mnie rozerwać od wewnątrz.
*
- Już jestem… Harry? – Chłopak wyraźnie zmartwiony podszedł do mnie, klękając obok. Pogładził mnie po włosach, chcąc w jakiś sposób spojrzeć mi w twarz. – Już jest dobrze. Nie płacz dłużej z tego powodu, proszę.
- To nie to - powiedziałem cicho, pociągając nosem.
- Hej, w takim razie co się stało, Hazza?
- Okłamałeś mnie – burknąłem.
Mój głos został stłumiony przez moje kolana i Louis tego nie zrozumiał.
- Możesz powtórzyć?
- Okłamałeś mnie – warknąłem groźnie, gwałtownie unosząc głowę.
Na twarzy Louisa pojawiło się ogromnie zdziwienie. Nie wiedział, o czym do niego mówiłem. Nie domyślał się, że znajdę jego zeszyt i będę na tyle bezczelny, żeby naruszyć jego prywatność. Sam nie wiedziałem, że byłbym do tego zdolny. Gdyby ktoś zrobił to mi, nawet tak bliski jak Louis, nieprędko bym mu wybaczył. A jednak sam zachowałem się wobec niego nie fair.
Jednak w tamtej chwili nie myślałem o tym.
- O czym ty mówisz? – zapytał zaskoczony.
- O tym! – Rzuciłem mu przed nogi kolorowy zeszyt, który od razu rozpoznał. – Dalej nie wiesz, o czym mówię?
- Nie powinieneś…
- Wiem to! – krzyknąłem cicho, przerywając mu stanowczo. Nie chciałem, żeby ktokolwiek z osób przebywających w jego mieszkaniu słyszał naszą kłótnię. – Wiem, że zachowałem się chamsko czytając to, ale… ale gdyby nie to, ty nadal byś mnie okłamywał! A podobno jesteś moim przyjacielem…
- Bo jestem! – zawołał rozpaczliwie, próbując mnie złapać za ramiona, jednak odepchnąłem go w momencie.
- Nie jesteś! – przekrzyczałem go, zbierając się z podłogi. Chwyciłem plecak oraz kurtkę, po czym spojrzałem na Louisa z niewyobrażalnym żalem w oczach. – Gdybyś nim był, powiedziałbyś mi… o tym. – Zatoczyłem w powietrzu koło wolną dłonią. Te słowa nie mogły mi przejść przez gardło w tamtej chwili. Zaśmiałem się cicho pod nosem. – I tak bym się tego kiedyś dowiedział. Jesteś taki jak wszyscy – dodałem sucho.
- Nie mów tak – poprosił cicho. – Nie do końca cię okłamałem.
- Proszę, Lou, nie ośmieszaj się już.
- To ty mnie pocałowałeś, nie na odwrót – powiedział szybko, kiedy się odwróciłem i zamierzałem wyjść. Opuściłem głowę w dół, potrząsając lekko. Nie chciałem zaprzeczyć, bo… tak właśnie działo się w moim „śnie” i wiem teraz, że to była rzeczywistość. Była jednak inna kwestia, w której Louis mnie okłamał.
- Możliwe. – Powiedziałem, zerkając przez ramię. – Tak, przyznaję, mogłem cię pocałować i mogłem mieć wtedy na to cholerną ochotę. – Louis otworzył szerzej oczy. Był skołowany całą sytuacją, a już na pewno moimi słowami. – Ale nie potwierdziłeś, że powiedziałeś, że mogłeś się we mnie zakochać. A o to także pytałem.
- Byłeś wystraszony! Miałem cię tym do reszty dobijać? Zapomniałeś, że chciałeś uciec? Tak jak teraz... Harry, ja wiem…
- Wiem, że wiesz – powiedziałem spokojnie, przerywając mu. – Wiem też, że byłoby mi wtedy trochę dziwnie w twoim towarzystwie… Wiem też, że nie odtrąciłbym ciebie, bo jesteś jedyną osobą, która jest dla mnie ważna. I wiem też, że lepiej jest usłyszeć najgorszą prawdę niż najsłodsze kłamstwo, przyjacielu.
*
Westchnąłem ciężko, unosząc wzrok. Za oknem padał deszcz. Pogoda idealnie odzwierciedlała moje emocje. Siedziałem na parapecie, wyglądając na ulicę. Co jakiś czas ktoś przechodził obok mojego ogrodzenia pod parasolem, chowając się przed ciężkimi kroplami. Obserwowałem ich z ociąganiem, czując się paskudnie. Był piątek, późne popołudnie. Czekałem na ojca, który w ten weekend miał mnie zabrać dzień wcześniej. Bałem się tego dnia. Minęło trochę czasu, odkąd ostatnio oberwałem od ojca za nic. Na dodatek matka dostrzegła, że cały tydzień symulowałem chorobę. A gdy powie o tym ojcu… nie będzie zbyt kolorowo. Ale jak miałem wrócić do szkoły? Wiedziałem, że do tej całej sytuacji doprowadziła mnie tylko i wyłącznie moja lekkomyślność. Zaczynałem coraz bardziej żałować, że dałem się namówić na tą głupią imprezę.
Zmrużyłem nieco oczy widząc, że ktoś właśnie otwierał furtkę i chodnikiem udał się w kierunku domu. Nie mogłem dostrzec twarzy gościa, ale podświadomie byłem pewien, że to Louis. Poczułem jak moje serce zaczyna bić szybciej. Jeśli to naprawdę on szedł do mnie, równie dobrze mógł zawrócić, bo doskonale wiedział, że nie mam ochoty z nim rozmawiać. Co powiedziałem mu telefonicznie, kiedy w poniedziałek usilnie starał się do mnie dodzwonić, a po moim pokoju co kilka minut rozbrzmiewał dzwonek telefonu, który z każdą ciągnącą się minutą robił się coraz bardziej denerwujący.
Krótko potem ktoś zapukał do moich drzwi. Cicho zaprosiłem osobę do środka, mimo że wcale nie miałem ochoty widzieć się z nikim.
- Cześć.
Na dźwięk zupełnie obcego głosu, spojrzałem w kierunku drzwi, otwierając szerzej oczy.
- Liam? – zapytałem z niedowierzaniem. – Skąd ty tutaj?
- Mogę?
- Jasne, wejdź.
Zszedłem z parapetu, ściągając ubrania z fotela. Przełożyłem je niezdarnie na łóżko, robiąc tym samym miejsce Liamowi. Nie spodziewałem się go u mnie. Niedawno uciekał przede mną, a w tamtym momencie wydawało się, że usilnie szukał ze mną kontaktu.
- Co się stało?
- Nie było cię w szkole… - zaczął ostrożnie, uważnie mnie obserwując. Próbowałem nie ukazywać żadnych emocji, które we mnie siedziały. Liam ciężko westchnął. – Jeśli teraz im pokażesz, że to cię przerasta, oni będą bardziej atakować.
- Nie dbam o to – odparłem obojętnie. Oparłem się o biurko, krzyżując nogi w kostkach. – Czy to jest jedyny powód, dla którego tu przyszedłeś?
- Rozmawiałem z Louisem – przyznał. Zaśmiałem się sarkastycznie, mogąc się tego spodziewać. – Nie wiem, Harry, o co poszło, ale myślę, że powinieneś z nim pogadać.
- Nie ma takiej opcji. – Upierałem się.
- Harry, ale…
- Powiedziałem; NIE. MA. TAKIEJ. OPCJI. Zrozumiałeś? – powiedziałem uniesionym tonem. Przez brak mojej kontroli Liam wydawał się być nieco przestraszony. Od razu poczułem wyrzuty sumienia. – Okej, przepraszam. Nie chciałem. Po prostu… przekonałem się, że Louis jest taki jak wszyscy.
- Słucham? – Liam roześmiał się myśląc, że się przesłyszał. – To jakiś absurd.
- Wiem, co mówię.
- Chyba nie wiesz – odparł tajemniczo.
- Co masz na myśli? – zapytałem, chcąc mieć klarowną sytuację; bez żadnych niedomówień.
- We wtorek Louis rozmówił się z Selley’ami. Widziałem, że nieźle sobie dogadywali, bo miny całej trójki wskazywały na to, że są na siebie wściekli. Jednak nie słyszałem o czym mówili. Potem, kiedy wpadłem na niego przypadkowo, potwierdził, że chodziło o ciebie. I dodał, że nie wie, czy to ma sens, bo ty i tak zamierzasz zerwać z nim wszelki kontakt. Wyglądał na bardzo smutnego i tego nie zamaskował żaden z jego uśmiechów.
- Smutny...? - powtórzyłem, patrząc nieobecnym wzrokiem na Liama.
- Naprawdę nie mam pojęcia o co poszło, ale wiem, że w każdej przyjaźni zdarzają się kłótnie. A prawdziwe przetrwają wszystko.
Skinął głową, pogrążając się w zamyśleniu. Liam po części otworzył mi oczy. Przecież... nie byłem zły na Louisa. Po prostu czułem żal, że nie powiedział mi o wszystkim od razu. Jednak im dłużej się nad tym wszystkim zastanawiałem - a miałem dużo czasu przez te kilka dni - zawsze dochodziłem do jednego wniosku: Louis miał prawo trzymać to w tajemnicy ze względu na mnie. Miał też prawo się tego wypierać ze względu na naszą przyjaźń, której bał się utracić.
Zapragnąłem jak najszybciej porozmawiać z nim, ale to było w tamtej chwili niemożliwe. Tata miał przyjechać za niedługo i nie zdążyłbym z nim spokojnie zamienić słowa. Dlatego postanowiłem odłożyć to na sobotni wieczór. Miałem tylko nadzieję, że nie będzie za późno i że Louis nie będzie się gniewał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz