Biel. Jasność zdaje się otaczać go zewsząd i od zawsze, więc można by pomyśleć, że się do niej przyzwyczaił. Nic bardziej mylnego – Niall czuje, że nigdy jej nie polubi. Biel towarzyszy mu jak najlepszy przyjaciel, którego jednak szczerze nienawidzi. Jest przy nim, gdy budzi się rano, gdy je obiad podany przez pielęgniarkę, i gdy zasypia. Żaden kolor, cień czy twarz jej nie mąci.
Toteż musicie wiedzieć, jak wielkie jest jego zdziwienie, gdy pewnego ranka drzwi otwierają się, ale to nie Mary, pielęgniarka, się w nich pojawia. Niall szybko przekręca się na swoim łóżku, bo zza drzwi wyłania się siwa, ale wciąż kręcona czupryna Harry’ego. Zielone oczy, które mimo upływu lat nie straciły blasku, teraz patrzą na Nialla przepraszająco. Mężczyzna wchodzi do pokoju i w ciszy zajmuje krzesło obok łóżka. Patrzą na siebie dłuższą chwilę bez słowa, a od ścian zdają się odbijać niczym upiory wszystkie głośne i wesołe rozmowy z dawnych lat – czasy, kiedy patrzyli na siebie bez tego skrępowania, gdy śmiali się i żartowali. Teraz milczą.
- Tak bardzo przepraszam – udaje się wydusić Harry’emu, a po jego policzku spływa jedna łza. – Louis był chory i nie mogłem go zostawić.
- Był chory przez ostatnie sześć lat? – pyta Niall głosem zimnym jak lód. Harry nigdy go takiego nie słyszał. – Czy może jednak pomyliłeś go ze mną?
Bo ostatnich kilka lat spędził w szpitalu. Ma raka. Lekarze twierdzą, że to i tak jest cud. Walczy z chorobą przecież już tak długo. Kiedyś jeden z nich zapytał skąd bierze siłę. Niall zastanawia się wtedy chwilę i rzuca krótkie „ze wspomnień”. Otrzymuje na to zdziwione spojrzenia i szepty, że choroba odbiera zmysły. Nikt przecież nie rozumie.
- Nie, oczywiście, że nie – zapewnia Harry, teraz już płacząc otwarcie. – Ja… Dobrze, zapomniałem! Dzieje się tyle, Ni. Mam wnuka, przyjacielu, Darcy przywozi go do nas prawie codziennie, bo sama kończy studia. Jest taki uroczy! Nie chciałem, by tak wyszło, Niall. Jestem najgorszym przyjacielem. Zostawiłem cię, gdy mnie potrzebowałeś i…
Zielonooki kryje twarz w dłoniach, czując, że to, co mówi nie trzyma się kupy i jest zupełnie puste. Najgorsze słowa, jakich mógł użyć. Nie czuje się na siłach, by spojrzeć Niallowi w oczy.
Powinien się wstydzić, myśli Niall. Powinien wyjść i nie wracać, skoro nie było go przez te lata.
Bo Niall nigdy nie zapomni tych samotnych dni, gdy trwała przy nim tylko biel i wspomnienia. Ale jakim byłby przyjacielem, gdyby nie wybaczył Harry’emu?
- Jesteś najgorszym przyjacielem, fakt – Styles niepewnie podnosi głowę, a twarz ma mokrą od ciągle płynących łez. – Ale ja też byłbym, gdybym kazał ci teraz wyjść. Dobrze, że jesteś, Hazz.
Uśmiech rozświetla twarz Harry’ego, a Niall z radością zauważa, że w jego policzkach wciąż pokazują się dołeczki. Unosi się i siada na łóżku, by za chwilę zostać otoczonym przez silne ramiona przyjaciela. Zapada się w nie, chłonąc ciepło bijące od drugiego człowieka. Bo nic tak nie boli jak samotność. Niall jest otoczony przez najlepszych lekarzy, ale żaden z nich się do niego nie odzywa. Potrzebuje zwyczajnej rozmowy tak bardzo, że to aż fizycznie boli.
Po długiej chwili, która dla Nialla i tak wydaje się zbyt krótka i ulotna, Harry się odsuwa, zajmując swoje wcześniejsze miejsce.
I znów patrzą na siebie. Ale teraz cienie przeszłości zdają się działać na ich korzyć – przywołują nikłe, ale rozszerzające się z każdą chwilą uśmiechy na twarze. Wydaje się jakby ich najlepsze dni znowu się działy.
- Chciałbym móc odwiedzić Zayna – odzywa się Niall po chwili przyjemnej ciszy. Wspomnienia razem z Harrym weszły do jego małego, białego świata, a on jest zbyt słaby, by je wypędzić. Umiał je kontrolować, to prawda. Teraz jednak wszystkie – pozytywne i negatywne – otaczają go jak zła, milcząca i głośna jednocześnie, armia.
- Wiem, Ni – odpowiada Harry, a jego uśmiech przygasa. Wszystkim im go brakuje, jednak Niall z pewnością odczuwa to najbardziej. – Odwiedzamy razem z Lou jego grób czasami, jest piękny i zadbany. Zaynowi jest na pewno dobrze tam, gdzie się znajduje.
- Pewnie tak – mówi cicho Niall. Wspomnienia są teraz już wyraźniejsze. Jest niemal pewny, że Harry nie widzi ich tak dobrze jak on. Może słyszy ciche echo ich dawnych rozmów, ale to wszystko. Nie tonie w nich, nie tak, jak Niall. – Wiesz, że mimo tych pięćdziesięciu lat dalej pamiętam moment, gdy go spotkałem?
Mały uśmiech pojawia się na ustach Harry’ego.
- Żaden z nas nie zapomniał nigdy tamtej chwili, Ni.
***
Siedemnastoletni Niall z trzaskiem zamyka bagażnik taksówki, którą dojechał do domu tego Harry’ego. Kto by pomyślał, że wpakuje się w coś takiego? Boyband? Nie jest do końca przekonany, gdy rusza do frontowych drzwi budynku. Odgarnia z czoła jasną grzywkę i z zadziwiającą pewnością puka do drzwi. W końcu raz się żyje!
Drzwi otwiera mu ten wysoki chłopak o ciemnych włosach i nieprzeniknionych oczach. Rzuca mu obojętne spojrzenie i gestem zaprasza do środka, a pod Niallem uginają się nogi. Nigdy w całym swoim życiu nie widział nikogo piękniejszego. Lekko potrząsa głową, jakby miało to wypędzić stamtąd obraz tajemniczego chłopaka i wchodzi do środka domu.
- To ty jesteś Niall? – z pomieszczenia, które zdaje się być kuchnią wychyla się chłopak o bujnej, czekoladowej czuprynie i zielonym spojrzeniu. Harry, zdaje się. Zza jego ramienia wygląda drugi chłopak – chyba Louis – i Niall dostrzega, że trzyma Harry’ego lekko za rękę. Uśmiecha się delikatnie i kiwa głową.
- To ja. Ty musisz być Harry.
Otrzymuje twierdzące skinięcie głową oraz przyjazny uśmiech i wie, że pierwsze lody zostały przełamane. Mniejszy chłopak o niebieskich oczach mija Harry’ego i nonszalancko opiera się o framugę drzwi.
- Jestem Louis – mówi, a jego głos brzmi dość wyniośle, jakby był królem, który łaskawie przedstawia się głupiemu wieśniakowi. Może normalnego człowieka zraziłby jego ton, ale Niall nigdy nie czuł, że jest normalny. Więc upuszczając gwałtownie swoje bagaże na ziemię podbiega do chłopaka i mocno go ściska, a tamten zastyga w bezruchu. Przez chwilę Niall boi się, że Louis go odepchnie i nie polubi już nigdy, ale nagle czuje jak tamten obejmuje go nieśmiało w talii, widocznie zagubiony w sytuacji.
- Tak miło cię poznać – mówi Niall i wszyscy w pokoju się śmieją. Nie pamięta już wcześniejszego strachu, bo czuje, że pokocha bezgranicznie tych czterech kolesi.
- Poznałeś już Zayna? – pyta Harry, wracając do kuchni, z której wydobywają się przecudowne zapachy. Niall przez chwilę rozważa przeszukanie lodówki nowego znajomego, bo kocha jedzenie niemal tak samo jak ludzi, ale jeśli Zayn jest tym brunetem, który otworzył mu drzwi, to nawet posiłek może poczekać.
- Otworzył mi drzwi, ale jeszcze z nim nie rozmawiałem – odpowiada więc Niall. Właściwie nie zauważył gdzie podział się tamten chłopak. Zastanawia się, czy właśnie taki jest – cichy, skryty, unikający towarzystwa innych. Czy uda mu się z nim zaprzyjaźnić jak z Harrym i Louisem?
- Jeśli chcesz z nim porozmawiać, to pewnie jest w bibliotece – mówi Harry. – Drugie drzwi po prawej.
Więc Niall stara się nie biec w tamtym kierunku, tylko zmusza się do w miarę normalnego kroku. Puka do wskazanych drzwi i słysząc cichy pomruk naciska klamkę.
Chłopak dalej owiany jakąś dziwną tajemnicą – Zayn – siedzi na jednym z dwóch foteli, a na jego kolanach leży otwarta książka. Unosi brązowe spojrzenie na Nialla, który niemal w nim tonie.
- Chcesz usiąść? – pyta głębokim, czystym głosem Zayn. Niall nieśmiało kiwa głową i przysiada na drugim fotelu. Brunet, jakby niezainteresowany dalszą rozmową, znowu skupia wzrok na książce.
Teraz Niall może w spokoju podziwiać jego piękną twarz – zaczynając od ciemnych, krótkich włosów, w które z chęcią wplótłby palce, by poczuć tą jedwabistą miękkość pod nimi, dalej przez ciemne, bezdenne oczy i czarne, długie rzęsy, które je okalają. Idealny, kształtny nos i wysokie kości policzkowe. Pełne, cudowne usta, które aż proszą o długie i namiętne pocałunki. Niall mimowolnie wzdycha na tę myśl i wtedy Zayn podnosi na niego wzrok.
Niall czuje, jak jego policzki płoną, a brunet chichocze cicho. Obrzuca zakłopotanego chłopaka przyjaznym spojrzeniem i po raz pierwszy od kilku minut znowu się odzywa.
- Wyglądasz uroczo, gdy się tak czerwienisz – mówi, a Niall peszy się jeszcze bardziej i pierwszy raz w życiu nie wie, co powinien powiedzieć.
- Jestem Niall – wyrzuca z siebie i dopiero gdy Zayn znowu chichocze zdaje sobie sprawę, że to, co powiedział nie miało najmniejszego sensu w kontekście rozmowy. Czuje, że nawet jego uszy są już czerwone.
- Wiem – odrzeka ku zaskoczeniu blondyna Zayn. – Pamiętam cię.
Serce Nialla dosłownie się zatrzymuje, gdy w osłupieniu trawi te słowa. Zayn go zapamiętał. Zapamiętał go. Może ma dobrą pamięć do imion, czy coś, ale sam fakt, że pamiętał niesamowicie cieszy Nialla. Jego serce znów zaczyna pracować, ale jakby dwa razy szybciej. Chłopak przez chwilę boi się, że może wyskoczyć mu z piersi. Bierze głęboki wdech i zwilża językiem suche usta.
- Pamiętasz? To bardzo miłe. Ty jesteś Zayn, prawda?
- Prawda – uśmiecha się Mulat i odkłada książkę na bok. – Poznałeś już Harry’ego i Louisa?
Niall kiwa lekko głową i uśmiecha się delikatnie.
- Czy oni są, no, jakby to powiedzieć, hm, razem?
- Kto wie, Niall? – mówi Zayn, wnikliwie się mu przyglądając. Imię blondyna w jego ustach brzmi tak niesamowicie. Dźwięcznie i przyjemnie. Niall mógłby go słuchać do końca swojego życia i jeden dzień dłużej. – A tak w ogóle! Skąd przyjechałeś?
I Niall zatapia się w opowiadaniach o swoich rodzinnych stronach, o dzieciństwie i o wszystkim, co przychodzi mu do głowy, a Zayn od czasu do czasu wtrąca coś od siebie lub wybucha śmiechem.
To właśnie wtedy dochodzi do niego, że z Zaynem się uzupełniają – głośny i cichy, dziki i spokojny, otwarty i tajemniczy. Są jak dwa pasujące kawałki układanki, które wreszcie się odnalazły.
***
- Pamiętam też moment, kiedy uświadomiłem sobie, że go kocham – mówi Niall, znowu przykuty do łóżka i znowu otoczony bielą. – Moment, kiedy mu o tym powiedziałem. Wiesz, że wcale nie było jak w tych wszystkich bajkach? Nie wiem, czy to było romantyczne czy coś. Może troszkę. Było… dziwnie i w jakiś sposób krępujące, wiesz? Zwyczajne.
Harry nie odpowiada, tylko lekko się uśmiecha. Niall obraca głowę w jego kierunku.
- Myślisz o tobie i Lou? – pyta, bo nieobecny wzrok to rzadkość u rozsądnego Harry’ego. Więc musi myśleć o Louisie.
- Trochę – odpowiada. – Myślę o tym, jak powiedziałem mu, że go kocham i jak się bałem, że dla niego byłem tylko próbą albo jakimś eksperymentem.
- Ale nie byłeś – dokańcza Niall.
- Prawda. Potem nie było nam łatwo, aczkolwiek…
Harry mówi dalej, ale Niall już go nie słyszy. Znowu jest w swoich wspomnieniach, znowu ma dziewiętnaście lat i dosłownie może wszystko.
***
- Halo? – Liam odkłada szklankę na stolik obok niego. – Co? Mój Boże.
Niall unosi wzrok znad gry, w którą gra z Harrym i zaczyna nasłuchiwać. Głos Liama drży, tak samo jak ręka, którą trzyma telefon. Jego oczy się szeroko rozwierają i wygląda, jakby miał się za chwilę rozpłakać. W chwilę potem odkłada słuchawkę.
- Li, co jest? – pyta Louis i trzy pary oczu wpatrują się uparcie w Liama.
- Zayn jest w szpitalu.
I te cztery słowa rozbijają świat Nialla na miliony kawałków. Zayn? Jego Zayn w szpitalu?
- Czemu? – pyta i dopiero w chwilę potem orientuje się, że słowa wyszły z jego ust. Słyszy swój głos z opóźnieniem i jakby z oddali.
- Jechał z Perrie z jakiejś imprezy i mieli wypadek.
Perrie. No tak. Czy ktokolwiek inny sprawiał Zaynowi kłopoty?
Więc dalej Niall rejestruje szybką jazdę do szpitala i strach. Dziki, obezwładniający strach, że lekarzom nic nie uda się zrobić i… i wtedy straci Zayna na zawsze. A on nie dowie się, co Niall czuje.
Potem nadchodzi szalony bieg przez wiele korytarzy, ale pod salą 614 zatrzymuje ich lekarz.
- Tylko jedna osoba – mówi, a czwórka chłopaków spogląda po sobie.
- Idź, Niall – mówi Harry, patrząc na niego z porozumiewawczym błyskiem w oku. On jeden wie o uczuciach do Zayna. Nieśmiało ujmuje dłoń Louisa, bo w końcu są w miejscu publicznym, ale Niall
jest z niego dumny – powoli dążą do wyjścia z ukrycia.
Pozostali kiwają głowami, choć nie rozumieją do końca. Niall kocha ich za to jeszcze bardziej.
Więc delikatnie naciska klamkę i cicho jak cień wsuwa się do pokoju.
I nagle oślepia go niesamowita biel – białe są ściany i podłoga, biała pościel i krzesła, białe łóżko i aparatura do której przypięty jest Zayn. Pośród tego wszystkiego nawet on wydaje się być biały. Wpasowuje się cicho w tę biel, której Niall już nienawidzi.
- Och, Zayn… - szepce do siebie, zbliżając się do łóżka, na którym leży jego przyjaciel. Ujmuje delikatnie jego dłoń, która nagle wydaje się tak blada i krucha i składa na niej mały pocałunek.
Siada na najbliższym krześle i nie puszczając dłoni Zayna przez chwilę wsłuchuje się w miarowe pikanie aparatury. Pikanie pokazujące, że serce jego ukochanego dalej bije, że do niego wróci. Z niemałym bólem Niall uświadamia sobie, że nie potrzebuje tej kupy metalu, by wiedzieć w jakim rytmie bije serce Zayna, bo słuchał go już tyle razy. Czuje ten rytm pod swoją skórą, podążający wprost do serca, by zostać tam już na zawsze.
Niall nie wie kiedy, ale zaczyna po prostu mówić. Ni to do siebie, ni to do Zayna. Może mówi do Boga.
- Błagam, żeby nic mu się nie stało. Bo One Direction bez niego to nie to samo. I nie tylko dlatego. Nie możemy go stracić. Błagam – głos Nialla się łamie. Kilka łez spływa po jego policzkach. – Nie możemy go stracić, bo.. bo go kocham. Tak głupio, szaleńczo i nieodwracalnie kocham.
- Naprawdę?
Spojrzenie Nialla, które dotychczas było utkwione w suficie, natychmiast przenosi się na Zayna, którego oczy są teraz szeroko otwarte. Poobijana twarz rozciąga się w ciepłym uśmiechu.
- Zayn! – wykrzykuje Niall i jest blisko rzucenia mu się na szyję, zamordowania i wycałowania do nieprzytomności w jednym czasie. Ale nie robi nic z tego. Siedzi na swoim niewygodnym krześle, totalnie osłupiony.
- Naprawdę? – powtarza pytanie Mulat i powoli unosi się na łokciach. Ich twarze są teraz na równej wysokości, bo nawet nie zauważając, Niall pochylił się do przodu.
- Um – blondyn ucieka wzrokiem w bok. – Wiesz, to mogły być nerwy czy coś. Porządnie nas wystraszyłeś!
- Powiedz mi szczerze, to były nerwy? – Zayn unosi do góry ciemne brwi.
- Nie – odrzeka Niall i czerwieni się po same czubki uszu.
Dostrzega, że na ustach Zayna igra mały uśmieszek.
- To dobrze. Nawiasem mówiąc, wyglądasz uroczo, gdy się tak czerwienisz.
- Co dobrze? – pyta zdziwiony Niall. Dokładnie lustruje twarz Zayna, w obawie, że ten zaraz go wyśmieje.
- Dobrze, że o tym porozmawialiśmy.
- Zaraz, co? – Niall nie rozumie zupełnie.
I nagle czuje, jak Zayn mocniej ściska jego rękę. Zagląda Niallowi głęboko w oczy, jakby widząc jego duszę, czując jego obawy.
- Dobrze, że o tym porozmawialiśmy, bo teraz nie muszę się zastanawiać, czy odwzajemniasz moje uczucie.
I wszystko, co Niall może zrobić w tamtym momencie, to roześmiać się ze szczęścia. Zayn także się uśmiecha, najpiękniejszym ze swoich uśmiechów, takim, przy którym w kącikach jego oczu pojawiają się delikatne zmarszczki. Ten uśmiech Niall kocha najbardziej.
- To w sumie byłby dobry moment, by się pocałować – mówi Zayn. – Ale sam widzisz, co jest z moją twarzą – i wykonuje nieokreślony ruch wokoło swojej pięknej twarzy, pięknej nawet wtedy, gdy prezentują się na niej wszystkie kolory, zaczynając od fioletu, na żółci kończąc.
Więc zadowalają się mocnym uściskiem ręki, tak silnym, jakby nikt i nic nigdy, przenigdy nie miało go rozerwać.
***
- I pamiętam nasz pierwszy pocałunek – szepce Niall, jakby to była największa tajemnica pod słońcem. Harry odruchowo pochyla się w jego stronę i robi zafrasowaną minę. Chwilę po prostu patrzą na siebie, jakby porozumiewając się bez słów i w końcu wybuchają najszczerszym śmiechem jaki od długiego czasu słyszała ta sala.
- Och, i jak było? – pyta Harry piskliwym tonem, udając jednocześnie, że piłuje sobie paznokcie.
Więc nawet mimo wielu lat na karku i twarzy pooranych zmarszczkami, największy boyband na świecie został niczym więcej, jak głęboko skrywanymi w sobie dziećmi. No, może nawet nie tak głęboko.
- Wspaniale – wykrzykuje Niall, choć to wszystko wydarzyło się tak dawno. Nikt nie wie, ile dałby, by móc znowu przeżyć te wspaniałe chwile i dni. Ale zadowala się przyjemną rozmową z Harrym.
***
- Zayn! Zayn! – Niall siada okrakiem na biodrach przyjaciela i delikatnie potrząsa za jego ramiona. – Zayn, no obudź się!
- Niall? Czego chcesz? – zaspany Mulat podnosi się do pozycji siedzącej i rozciera zaspane oczy. Niall przygląda mu się w zachwycie, więc odpowiada dopiero po chwili.
- Chodźmy na plażę, Zi, proszę!
- Na plażę? Niall, oszalałeś? – blondyn energicznie potrząsa głową na nie. – Po co chcesz iść na plażę o trzeciej w nocy, Niall?
- Nie wiem! W tym cały urok! Chodźmy tam po prostu! – Niall niemal podskakuje w miejscu i Zayn nie może się nie zgodzić. Uśmiecha się mimo zmęczenia i wychodzi z łóżka.
Więc spacerują teraz ramię w ramię po pięknej, piaszczystej plaży, a idealną ciszę mąci tylko delikatny szum wody. Niall nieśmiało wyciąga rękę i ściska tą należącą do Zayna.
Zayn widzi, że po wcześniejszym, rozbrykanym nastroju Nialla nie został nawet ślad. Teraz blondyn wpatruje się cicho w bezkres oceanu, rozmarzonym, niewidzącym nic wzrokiem. Zayn kocha chwile, gdy Niall jest w swoim świecie.
- O czym myślisz? – pyta cicho, jakby bojąc się, że głośniejszy dźwięk zburzy nastrój wokół nich.
- O niczym. O chłopakach. O trasie. O nas.
- To w sumie nie jest takie nic – śmieje się Zayn, chociaż serce w jego piersi bije szybciej na słowo „nas”.
Niall powoli się zatrzymuje i obraca się w jego kierunku. Otwiera usta, ale nic nie mówi. Po prostu patrzy na Zayna tymi wielkimi, niebieskimi i równie bezdennymi jak ocean za nim, oczami. Roztrzepane na wszystkie strony, krótkie blond włosy wyglądają teraz lepiej niż po godzinnym układaniu przez ich stylistkę. Zayn nieświadomie wyciąga rękę i nawija jeden z dłuższych kosmyków na palec, a Niall zastyga w bezruchu. Patrzy na niego tylko intensywniej, jakby chciał go przewiercić na wskroś samym spojrzeniem. Zayn czuje, że naprawdę niesamowicie kocha tego szalonego, dzikiego chłopaka. I naraz, jakby natchniony tą myślą, postanawia zaproponować Niallowi coś równie szalonego i dzikiego jak on sam.
(To szalone przynajmniej w mniemaniu Zayna)
- Zatańczysz ze mną? – pyta w końcu, przerywając ciszę, która wcale im nie przeszkadzała.
- Oczywiście – odpowiada od razu Niall, ale w jego oczach błyszczy zdumienie.
Podaje więc Zaynowi jedną dłoń, drugą układając na jego ramieniu i czuje, jak silne ramię Mulata obejmuje go w pasie. Mimowolnie przysuwa się bliżej ukochanego, tak, że ich ciała się dotykają.
I tańczą.
Delikatnie kołyszą się z boku na bok, w przód i w tył, a akompaniuje im ocean. Niall zamyka oczy i opierając głowę na ramieniu Zayna, oddaje mu pełną kontrolę. Właściwie czuje, że Zayn ma nad nim kontrolę od dawna – przecież serce Nialla należy właśnie do niego. Mógłby zrobić z nim, co tylko chce.
Czuje, że już się nie kołyszą, więc otwiera oczy i spogląda niepewnie na Zayna. Ciemne oczy patrzą na niego poważnie, ale z miłością. Tak, Niall wie, że widzi w nich tylko bezgraniczną miłość. I ma nadzieję, że Zayn widzi w jego oczach to samo.
Więc stoją tak przez chwilę, tylko na siebie patrząc, aż Zayn powoli zaczyna pochylać swoją głowę w stronę Nialla.
- Czy mogę… czy mogę cię pocałować, Niall? – pyta tym swoim głębokim, seksownym jak cholera głosem.
Niall nie jest w stanie odpowiedzieć, może to przez serce, które podeszło mu do gardła, i kołacze tam niebezpiecznie głośno, a może przez coś zupełnie innego, czego nie może zdefiniować. Po prostu słabo kiwa głową.
Więc Zayn ujmuje jego drobną twarz z mocno zarumienionymi policzkami w swoje ręce i po chwili ich usta się spotykają.
Niall czuje, jakby na ten delikatny kontakt wybuchło wokół niego tak wiele czystego ciepła, radości i miłości. Bo za ich pocałunkiem nie kryje się nic innego, jak tylko miłość. Piękna, czysta, niczym jeszcze nie naznaczona miłość dwojga ludzi, która mogłaby przenosić góry.
Całują się więc tak długo, jak tylko starcza im tchu.
***
- A co z Perrie? – pyta nagle Niall, naraz szczerze zainteresowany losami kobiety, która przysporzyła mu tyle łez w życiu. – Co u niej?
- Perrie? – Harry unosi w górę krzaczaste, siwe brwi. – Nie wiem. Nie mieliśmy z nią kontaktu od… od długiego czasu.
- Ach tak. Mam nadzieję, że u niej wszystko w porządku.
Kąciki ust Harry’ego drgają, więc Niall rzuca mu pytające spojrzenie.
- Po prostu dziwi mnie, jak możesz troszczyć się o osobę, która, chcąc lub nie, sprawiła ci tyle bólu – wyjaśnia Harry, uśmiechając się z podziwem. – Jesteś nieprawdopodobnie dobrą osobą, Niall.
I Niall zastanawia się, czy rzeczywiście tak jest.
***
- Zi, to ty? – krzyczy znowu młody Niall, siedząc na kanapie, pod ulubionym kocem. Obok stoją dwa kubki parującej herbaty z mlekiem.
Ale zamiast odpowiedzi słyszy huk i głośne przekleństwo dobiegające z korytarza ich mieszkania. Wzdychając, wstaje z kanapy i rusza w tamtym kierunku. Jeśli Zayn znowu jest pijany…
Zapala światło i wchodzi do przedpokoju. Zayn, trzymając się ściany jak ostatniej deski ratunku, bezradnie patrzy na szczątki lampy. I Niall wie już, że nie jest pijany. Nie czuje woni alkoholu, a jego chłopak stoi dość prosto. Zaciska szczękę i spogląda na niego wyczekująco.
- Czemu tak się gapisz? – pyta Zayn, imitując pijacki bełkot.
- Och, przestań. Wiem, że nie jesteś pijany – Niall wywraca oczami, a policzki Zayna pokrywają się delikatnym rumieńcem. – Gdzie byłeś, Zi?
- Z Perrie.
- Z Perrie – powtarza Niall wolno i dobitnie. Ale nie jest zły. Potrafi zrozumieć, że Zayn robi to dla ich związku. W jakiś sposób jest wdzięczny i jemu, i jej. – Ale gdzie?
Zayn tylko wzdycha i powoli zdejmuje kurtkę. Oczom Nialla ukazuje się jego nowy tatuaż, ulokowany na przedramieniu. Przedstawia dziewczynę, która do złudzenia przypomina Perrie. Niall na chwilę zapomina, jak się oddycha.
- Co to jest? – pyta po prostu.
- To jest tatuaż, mój najukochańszy – odpowiada Zayn i nawet mimo szoku Niall się uśmiecha.
- Czy to… czy to Perrie?
- Tak.
- Dlaczego? Dlaczego, Zi?
- Managerowie uznali, że skoro Elounor ma swoje fotki, topshopy i wyjścia, to ja potrzebuję czegoś innego. Więc… Oto jestem, z moim nowym dowodem miłości do Perrie.
I Niall chce mu wierzyć z całego serca. Że to tylko pomysł ludzi od wizerunku publicznego, że Perrie powoli nie zabiera Zayna od niego. Że Zayn się w niej nie zakochuje. Niall drży na samą myśl o tym.
I już po chwili znajduje się znowu w silnym uścisku swojego chłopaka, mimowolnie układając swoją głowę na jego ramieniu. Wdycha jego piękną, lekko ostrą woń i z nowym przerażeniem odkrywa, że wyczuwa też perfumy Perrie.
- Ona mi ciebie nie zabierze, prawda? – pyta, z trudem hamując cisnące się do oczu łzy.
- Nigdy bym na to nie pozwolił – opowiada Zayn i jakby na dowód całuje go długo i namiętnie. – Poczekaj tylko, ukochany, a kiedyś zadbam o to, by wszyscy dowiedzieli się, że należę tylko do ciebie.
I Niall decyduje, że warto będzie czekać.
***
- I dał ten dowód! Pamiętam, jak huczało w mediach, gdy na waszych nadgarstkach pojawiły się te tatuaże – wykrzykuje Harry. Doskonale rozumie przyjaciela, przecież on i Lou musieli ukrywać się nawet dłużej.
A Niall zerka na swój prawy nadgarstek, gdzie tak dobrze znanym mu charakterem pisma Zayna wypisane są słowa: wieczność jest. Pod nim znajduje się połowa serca. Drugą część tatuażu posiadał właśnie Zayn – charakterem pisma Nialla dopisany koniec cytatu: powolnym snem. I taką samą połowę serca.
Na pierwszy rzut oka, tatuaże wyglądały na zupełnie wyrwane z kontekstu i bezcelowe. Dopiero, gdy łączyli razem swoje dłonie, tatuaże także tworzyły całość. Jak dwa zagubione elementy układanki.
To jedyny tatuaż Nialla i dlatego czuje, że jest taki wyjątkowy.
- A wiesz, że pamiętam też nasz pierwszy raz? – odzywa się nagle, powodując, że Harry krztusi się powietrzem. Niall uśmiecha się lekko.
- I chcesz… o tym rozmawiać? – Harry unosi brwi.
- A masz lepszy temat? – śmieje się Niall, a przed oczami znowu formuje mu się inna scena.
- Nie, ale…
- Poza tym, nie pamiętasz ile razy ja wysłuchiwałem o waszych dzikich eksperymentach w łóżku? – śmieje się Niall, a Harry czerwieni się aż po czubki uszu. – Teraz twoja kolej, przyjacielu.
- Więc mów.
***
- Zobacz, ta jest wolna – krzyczy Niall i ciągnie Zayna za rękę w kierunku ławki w parku. Mulat wzdycha, po czym oboje wygodnie usadawiają się na niej.
Ręka Zayna otacza drobne, drżące z zimna ciało Nialla, drugą zaś delikatnie unosi jego podbródek do góry. Po chwili ich usta się łączą. I znowu, i znowu, i znowu.
I nim Niall się orientuje, leży płasko na zimnej ławce w parku, Zayn siedzi okrakiem na jego biodrach, namiętnie całując. Jego ciepłe, duże ręce najpierw lądują we włosach blondyna, potem błądzą po całym jego ciele. Niall także go dotyka, ale nie jest pewny, czy chce tego wszystkiego, tak od zaraz. Bo w głębi duszy jest skończonym romantykiem. Chce, by wszystko było piękne. Toteż czuje jak panika wzrasta w nim do granic możliwości, bo Mulat właśnie zaczyna majstrować przy guziku jego spodni.
Nie, myśli Niall. Nie tak, nie tutaj, nie teraz.
- Zayn – udaje mu się wykrztusić. – Zayn, przestań. Ja nie chcę… Zayn!
I czuje, jak Zayn unosi się znad jego twarzy. Patrzy na niego zdziwionym wzrokiem, ale posłusznie przestaje. Ich erekcje dotykają się, wywołując nieprzyjemne uczucie.
- Co się dzieje, skarbie? – pyta Zayn z troską w głosie.
- Ja… Ja wiem, że może to głupie, ale nie chcę tego zrobić tutaj. Możemy wrócić do domu?
Zayn uśmiecha się rozczulająco.
- Oczywiście, że możemy.
I jakby zapominając o tym, co działo się wcześniej, ruszają spokojnym krokiem w stronę dzielnicy, w której mieszkają.
Zayn otwiera drzwi mieszkania i przepuszczając Nialla przodem (na co serce chłopaka oczywiście mięknie) wchodzą do mieszkania.
- Czy teraz – Zayn oblizuje usta, a Niallowi robi się gorąco – czy teraz mogę cię pocałować? Naprawdę pocałować?
Ledwo Niall kiwa głową, Mulat atakuje jego usta i wcale nie jest delikatny. Przypiera chłopaka mocno do ściany przedpokoju. Nie przerywając pocałunku zdejmuje jego kurtkę, a potem swoją.
Ich ręce są wszędzie – Niall szarpie bruneta za włosy, natomiast tamten zdejmuje z niego koszulkę. Ocierają się o siebie gwałtownie i mimowolnie Niall jęczy, jęczy tak głośno.
Zayn przebiega językiem po dolnej wardze Nialla i och, Boże, tego jest za wiele. Blondyn je rozchyla, a Zayn nie próżnuje. Ich języki rozpoczynają najdzikszy z tańców.
Odrywają się od siebie na krótką chwilę, bo obojgu nagle brakuje tlenu i kierują się w stronę sypialni. Zayn łokciem otwiera drzwi i po chwili oboje padają na łóżko.
I teraz Niall czuje się dobrze – leży w miękkiej pościeli, w ich wspólnym mieszkaniu, całując się z osobą, którą kocha. I chce mu pokazać, jak bardzo, bardzo go kocha.
Dłonie Zayna zjeżdżają w dół po bokach Nialla, by zatrzymać się na linii jego spodni. Mulat patrzy na niego spod półprzymkniętych powiek, niemo prosząc o pozwolenie. Niall kiwa głową, odpowiadając na tą niewypowiedzianą prośbę, i po chwili jego spodnie wraz z bokserkami lądują w ciemnym kącie pokoju.
I nagle Niall czuje się tak odsłonięty, jak jeszcze nigdy w życiu. Siłą woli powstrzymuje się, by zakryć strategiczne miejsce przez wygłodniałym wzrokiem Zayna.
Spokojnie, nakazuje sobie. Zayn cię kocha, Zayn cię nie skrzywdzi, robicie to z miłości.
I gdy wyswobadza się już ze swoich obaw, Zayn jest już nagi. Pochyla się nad Niallem i łączy ich usta razem – tym razem powoli i delikatnie, przesyłając blondynowi całą swoją miłość. Pocałunek trwa, i trwa, i trwa.
Niall nawet nie zauważa, kiedy pokryty lubrykantem palec Zayna wsuwa się w jego ciasne wnętrze. Bo zawsze bał się, że to będzie boleć, że nie będzie czuł przyjemności. Ale tak nie jest – może ze względu na Zayna, który nie przerywa całowania go i delikatnego ocierania. A niech go diabli wezmą, z tą całą seksownością i w ogóle, myśli Niall.
Zayn dodaje kolejny palec i krzyżuje je lekko, rozciągając wnętrze Nialla. I teraz chłopak jęczy już bardzo głośno, jęczy imię Zayna. Chce więcejwięcejwięcej.
Trzeci palec w jego wnętrzu przechyla szalę. Niall dyszy, wijąc się na łóżku i błagają Zayna, by skończył się bawić i zrobił to jak trzeba.
- Mam założyć prezerwatywę? – pyta Zayn, lustrując Nialla tymi tajemniczymi, pięknymi oczami, które kocha od tak dawna.
- Nie, proszę – dyszy Niall. – Chcę cię poczuć, Zi.
- Rozsuń trochę bardziej nogi, kochanie – uśmiecha się więc Mulat.
I Niall robi to, o co prosi go ukochany. Bo prawdę mówiąc, zrobiłby wszystko, czego chciałby Zayn – włączając w to skok z mostu, jeśli miałoby go to uszczęśliwić.
Patrzy teraz zafascynowany, jak Zayn pokrywa własnego sterczącego penisa warstwą lubrykantu. Och, Boże, czy on może przestać być taki seksowny? Niall stara się maksymalnie rozluźnić, gdy czuje przytkniętego do swojej dziurki kolegę Zayna.
Wchodzi w niego powoli, delikatnie, starając się go nie zranić. Ale boli i tak – w kącikach oczu Nialla pojawiają się łzy, które Zayn szybko ściera kciukiem.
I jest w nim – całą długością. Ból ustępuje, a Niall czuje się tak cudownie wypełniony. Zayn na próbę porusza się raz, delikatnie i blondyn krzyczy, ale nie z bólu (no, może trochę), tylko z wszechogarniającej przyjemności.
Z trudem otwiera zamknięte dotąd oczy i widzi Zayna, który powoli, ale coraz pewniej porusza się w jego wnętrzu. Jego penis drga, więc jakby czytając w jego myślach, Mulat owija swoją rękę wokół jego przyjaciela. Drugą zaś splata ich palce razem.
Porusza ręką na nim w rytm swoich wciąż powolnych pchnięć. Niall chce wykrzyczeć, żeby robił to szybciej, bo usycha tutaj z potrzeby.
- Um, Zayn…
- Tak, kochanie?
- Możesz szybciej?
Zayn uśmiecha się przebiegle i za chwilę Nialla ogarnia biała gorączka, bo chłopak wbija się teraz w niego z podwójną siłą. Jęczy imię swojego chłopaka tak głośno, że słyszą go na pewno w sąsiednim mieszkaniu.
I wtedy Zayn znowu go całuje. Długo, namiętnie, a ich języki toczą ze sobą równą walkę. Więc nic więcej nie jest potrzebne Niallowi, by osiągnąć spełnienie – dochodzi mocno i gwałtownie w ręce swojego kochanka. W chwilę potem czuje, jak ciepła ciecz rozlewa się w jego wnętrzu, a Zayn powoli się z niego wysuwa.
I nagle czuje się przeraźliwie pusty. To niemal boli.
Zayn układa się obok niego i bierze w ramiona. I choć Niall czuje, że jest brudny i spocony, to ta chwila, gdy leżą nadzy obok siebie, w cudownie ciepłej i skotłowanej pościeli, jest jedną z najlepszych, jakie przeżył.
- Kocham cię – szepce Niall.
- Ja ciebie też, słoneczko – odszeptuje Zayn i niedługo zasypiają w swoich objęciach.
***
I naraz, pośród wszystkich dobrych wspomnień, po policzkach Nialla płyną łzy. Czuje przeraźliwy smutek, bo te chwile już nie powrócą, a on sam jest stary i schorowany. Ściska mocno rękę Harry’ego. Ale (bo zawsze jest jakieś ale) przecież przeżył najwspanialsze życie z najwspanialszą osobą, która kiedykolwiek istniała. Spędził tyle pięknych lat z Zaynem. Z Zaynem… Niall płacze coraz bardziej, pustka i ból zabierają wszystkie pozytywne uczucia daleko od niego.
- Niall, kochanie, co się dzieje? – na twarzy Harry’ego maluje się zdumienie. Przecież jeszcze chwilę temu wspólnie się śmiali.
- Ja po prostu – Niall stara się uspokoić – ja po prostu tak za nim tęsknię.
Harry w milczeniu kiwa głową. Wie, że przyjaciel potrzebuje wszystko z siebie wyrzucić. Ściskając mocniej jego dłoń, Harry pozwala mu mówić dalej.
- Tak bardzo bym chciał, by był tu ze mną, trzymając moją dłoń i całując mnie jak przez te wszystkie lata. Pachnąc jak kawa z mlekiem i te śmieszne ciasteczka z piekarni koło naszego domu. Nigdy ich nawet nie jedliśmy! Wiesz, Harry, że on nigdy nie mówił do mnie jak ty albo chłopcy? Nigdy zdrobniale, zawsze używając mojego pełnego imienia. I to brzmiało… To brzmiało tak dobrze w jego ustach, jak w niczyich innych. Chciałbym, żeby wpadał tutaj rano, zanim jeszcze się obudzę, i budził mnie w ten dziwaczny sposób. Boże, kiedyś wylał na mnie szklankę zimnej wody, gdy nie chciałem wstać. Chcę, by spędzał ze mną dnie i noce, żeby przy mnie trwał mówiąc, jak bardzo mnie kocha. I żebym mógł mu odpowiedzieć. Prawdziwemu jemu, nie moim wspomnieniom. Żeby siedział tu ze mną, odmawiając wyjścia do Nando’s, chociaż go prosiłem. Chcę, by tu był, opowiadając te dziwne żarty i śmiał się z moich, wiesz, pamiętasz, kiedy tylko my rozumieliśmy pewne żarty? Właśnie tego chcę. Zayna, jego nieśmiesznych żartów, malinowych ust i nieprzeniknionych oczu, wszystkich tych małych rzeczy, które się z nim wiązały. Chcę go u mojego boku, właśnie teraz.
Harry trwa w bolesnym milczeniu i własnych myślach, a Niall płacze tylko mocniej. Nie może nawet, kurwa, odwiedzić jego grobu. Nie ma na to siły. I szczerze? Nienawidzi się za to.
Cienie zbliżają się coraz bardziej, ich twarze nabierają ostrości powoli, aż Niall może rozpoznać każdego z osobna. Teraz, oprócz Harry’ego, w pokoju znajduje się tłum ludzi. A może nie są w pokoju, tylko w głowie Nialla?
A biel powoli znika, ustępując miejsca przeróżnym barwom i cieniom. Mały świat Nialla znów wypełnia się kolorami.
Więc przygląda się powoli ludziom, którzy tworzyli cały jego świat, a teraz już ich nie ma. W kącie rozmawiają jego rodzice, po chwili dołącza do nich Greg ze swoją piękną żoną. Widzi innych członków swojej rodziny, widzi wielu ludzi, których poznał, spotykał się z nimi, ale teraz ciężko mu przypomnieć sobie ich imiona. Widzi Josha, który niepewnie spogląda w kierunku stojącego samotnie Liama. Brunet nerwowo bawi się obrączką na swoim palcu. Wciąż czeka na Danielle. Niall ma szczerą chęć przytulić go i powiedzieć, że jego żona ma się dobrze, ale cóż, to niemożliwe.
Drzwi uchylają się z cichym kliknięciem i Niall boi się, że to pielęgniarka, a wszystkie ukochane twarze znikną tak nagle, jak się pojawiły. Lecz żaden z pracowników nie pojawia się w przejściu. Postać spowita jest czernią, ale Niall wie już dokładnie, kto to jest.
- Tęsknię za tobą, słoneczko – mówi Zayn, przysiadając na brzegu łóżka swojego męża. Powoli ujmuje jego dłoń i całuje jej wierzch.
- Niedługo – szepce Niall, jakby w obawie, że głośniejszy dźwięk spłoszy cienie. – Niedługo znowu się spotkamy.
Zayn uśmiecha się, ukazując rząd białych zębów, i pochyla się, by pocałować Nialla. Ten zaś zamyka w oczekiwaniu oczy. Czekał tak długo.
- Do kogo mówisz, Ni? – pyta ktoś, i nie jest to Zayn. To Harry, który teraz z obawą w oczach przygląda się przyjacielowi.
Niall otwiera oczy, ale Zayna już nie ma. W pokoju znowu są tylko Harry, on i biel.
Ale wie, że oni tu byli. Czuje wyraźnie w powietrzu zapach perfum jego matki, widzi, że w miejscu, gdzie usiadł Zayn pościel jest lekko zgnieciona, ciągle czuje jego pocałunek na jego dłoni. Nie zmyślił sobie tego.
- Zamyśliłem się, Haz, to wszystko – odpowiada, ale niepewność nie znika z zielonych oczu przyjaciela. Teraz także i on ma go za szalonego, to pewne.
- Cóż, chyba będę się zbierał – Harry podnosi się z krzesła i pochyla się, by przytulić Nialla na pożegnanie. – Nawet nie zauważyłem, kiedy zrobiło się tak późno.
I Niall wierzy, że nie kłamie, że nie wykręca się przez jego dziwaczne zachowanie. Za oknem się ściemnia, to normalne, że Harry chce wrócić do domu, gdy jest jeszcze w miarę jasno, tłumaczy sobie.
- Tak miło się rozmawiało.
- Więc może – Harry waha się przez chwilę – więc może jutro też przyjdę? Może zabiorę Lou. Na pewno chce cię zobaczyć.
Niall uśmiecha się na ten pomysł.
- Pewnie. Masz jakikolwiek kontakt z Danielle?
- U niej w porządku. Zapytam, czy także nie chciałaby wpaść, okej?
- Byłoby świetnie.
- Do jutra, Niall – mówi Harry z małym uśmiechem błąkającym się na ustach. Kładzie dłoń na klamce i powoli otwiera drzwi.
- Do jutra, Haz – Niall także się uśmiecha. – Dziękuję, że przyszedłeś.
Harry uśmiecha się szerzej i kiwa głową. Ma już zamknąć za sobą drzwi, gdy Niall decyduje się jeszcze na jedną rzecz.
- Haz? – zielonooki obraca się, opierając odruchowo o framugę. – Mógłbyś… mógłbyś poprosić pielęgniarki, by już nikt dzisiaj do mnie nie zaglądał?
Harry unosi brwi, ale kiwa głową i znika w korytarzu.
Chwilę potem jego kroki milkną, a Nialla spowija tak dobrze znana cisza i biel. Cienie powoli wracają, skutecznie ją przepędzając, ale zajmuje to chwilę.
Więc Niall siedzi wygodnie w swoim (dotychczas białym) łóżku, które nagle mieni się kolorami tęczy, rozmawiając ze swoimi rodzicami o wszystkim, co przychodzi im do głowy. Jest tak, jakby po prostu spotkali się ze sobą po długim czasie.
Rozmawia z Joshem i Paulem o tym, co robili po One Direction, bo tak szczerze, wcześniej Nialla to nie obchodziło. Więc jeśli los daje mu drugą szansę, bierze ją w całości.
Aż w końcu koło jego łóżka pojawia się Liam. Siada na skraju, rzucając nerwowe spojrzenia na obrączkę.
- Ma się dobrze – szepce do niego Niall.
Liam unosi wzrok i obdarza go ciepłym uśmiechem, takim, jak przez tych wiele lat.
- Wiem – mówi cicho. Jego głos nie zmienił się nic, a nic. – Obserwuję ją każdego dnia, dbając, by nic jej się nie stało. Tylko tyle mogę zrobić.
- Aż tyle – mówi Niall i ujmuje dłoń przyjaciela. – Robisz wszystko, co w twojej mocy.
Liam zaciska wargi, a w jego oczach błyszczą łzy.
- Tak bardzo za nią tęsknię. Za nią i za dziećmi. Tak bardzo ich kocham. Mógłbyś im to powiedzieć?
Niall kiwa głową, choć wie, że to niemożliwe. I tak by mu nie uwierzyli.
Rozmawiają jeszcze przez chwilę o starych, dobrych czasach i wśród ogólnego gwaru nikt nie zauważa, jak do pokoju wślizguje się Zayn.
- Liam, przyjacielu, mógłbym go porwać na momencik? – pyta, a nutki rozbawienia skrzą się w jego oczach. Takiego Zayna Niall kocha najbardziej.
Liam tylko lekko kiwa głową i z szerokim uśmiechem odchodzi, by porozmawiać z Joshem.
Zayn wyciąga rękę w kierunku Nialla, a ten, napełniony jakąś dziwną, nieznaną energią łapie ją i wstaje. Czuje, jakby znowu miał dziewiętnaście lat, był szczęśliwie zakochany i robił to, co kocha.
Zayn przyciąga go bliżej, tak, że ich klatki piersiowe się dotykają, tatuaże łączą, a usta dzieli kilka centymetrów.
- Czekałem tak długo… – zaczyna Zayn i urywa. Bierze głęboki oddech i uśmiecha się delikatnie.
-… by znowu cię spotkać – kończy za niego Niall. On także się uśmiecha.
I całują się. Jakby jutra miało nie być.
- Chodź ze mną – dyszy Zayn, gdy wreszcie się od siebie odsuwają. – Chodź ze mną, będziemy znowu szczęśliwi.
- Poszedłbym za tobą na koniec świata i dalej – odpowiada Niall i wszyscy w pokoju wiwatują. Biel ustępuje na zawsze i definitywnie.
Więc teraz znajdują się w małym, niewygodnym łóżku Nialla, ich ciała są ciasno ze sobą splecione w nierozerwalnym uścisku. Niall uśmiecha się błogo, gdy Zayn gładzi dłonią jego policzek i nuci jakby do siebie.
Forever is a slow dream
Oh, what a vivid thing
When you’ve got so much to lose
Hope is a fast car
Only takes you so far
Oh you’ve got a lot to learn
Close your eyes
Take to the sky like a big blue kite
Leave your woes behind
Close my eyes
Try to remember what you said to me
Before you said goodbye
Love is a slow song
Playing on the radio
I know every word by heart
Happiness the soft light
That we see our lives by
Your name faded to the dark
Close your eyes
Take to the sky like a big blue kite
leave your words behind
Close my eyes
Try to remember what you said to me
before you said goodbye
Zayn milknie, składając delikatny pocałunek na czole Nialla, który powoli odpływa w sen. Ściska mocniej jego rękę, by czuł, że jest przy nim, że już zawsze będzie.
I właśnie tak, pośród tłumu osób, które kocha, pośród lepszych i gorszych wspomnień odbijających się echem od ścian, trzymając mocno dłoń ukochanego, Niall Horan umiera szczęśliwy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz