Right now you were standing there, right in front of me
Jest lipiec 2020 roku.
Umysł Harry’ego dryfuje. Zmaga się z trudnymi prądami Atlantyku, miotając się, zanim zostaje wciągnięty pod powierzchnię. Wszystko, co może zobaczyć, to woda, która niemal go zmiata.
Spojrzenie Harry’ego jest utkwione w oczach Louisa – usta młodszego chłopaka są otwarte, ale nie wydobywa się z nich żaden dźwięk.
- Miło cię widzieć – mówi Louis.
Harry rozgląda się: czerwony dywan nagle wydaje się zbyt jaskrawy, tłum paparazzi robi im zdjęcia, a ten odcień niebieskiego jest boleśnie znajomy. Zaczyna go boleć brzuch.
Próbuje coś powiedzieć, bo wie, że kamery są skierowane na nich z każdej strony, ale jego serce wali, a dłonie się pocą. Musi wyjść stąd natychmiast. Pragnie powiedzieć Louisowi, żeby się odpierdolił, żeby poszedł sobie do swojej ślicznej, małej żony i nigdy już się do niego nie odzywał.
Ale mówi tylko ‘‘tak, ciebie też miło widzieć.’’
I hold on, it’s getting harder to breathe
Harry patrzy na Louisa Bóg wie jak długo.
Po prostu się przygląda, stojąc na czerwonym dywanie podczas premiery filmu, gdzie paparazzi otaczają go z każdej strony i podekscytowane rozmowy dochodzą do jego uszu. I gdzieś w jego umyśle rodzi się myśl w stylu ‘wow, okej, to krępujące jak cholera, ale zupełnie w porządku, bo Louis także patrzy.’
Jabłko Adama Louisa szarpie się gwałtownie, a on sam nie może przestać mrugać. Jego oczy wyrażają zdezorientowanie, ale także smutek i to sprawia, że serce Harry’ego boli.
To sprawia też, że jego gardło się zaciska i to bardzo, bardzo boli.
Wspomnienia przebijają się przez zasłonę, którą tak pieczołowicie budował ostatnie pięć lat i piękne, błękitne fale znów grożą, że pociągną go w dół.
Jedyną rzeczą, jaka trzyma go na powierzchni jest Louis. To zawsze był Louis.
All of a sudden these lights are blinding me
Wszystko, co Harry widzi, to te oczy.
Przypomina sobie pierwszy raz, kiedy zobaczył te oczy w wieku szesnastu lat, w toalecie. Pamięta moment, gdy widział te oczy pełne nadziei, kiedy Louis po raz pierwszy zaprosił go na randkę. Widzi te oczy, kiedy po raz pierwszy mówią ‘kocham cię’. Kiedy Louis daje mu jedną różę, uśmiechając się najbardziej onieśmielonym uśmiechem jaki Harry kiedykolwiek widział. Kiedy Louis go popycha, a strumienie wyzwisk wylewają się z ust obojga. Harry widzi te oczy, kiedy dzielą swój pierwszy pocałunek, ten ostatni i każdy, który zdarzył się po drodze.
Harry musi usiąść. Kręci mu się w głowie, a widok przesłania mu w zasadzie wielka, biała plama. I Boże, Louis ciągle na niego patrzy.
Harry orientuje się, że prawdopodobnie wygląda jak szaleniec dla przeciętnego obserwatora, ale naprawdę nie może się zmusić do przywrócenia sobie kontroli.
- Podoba mi się twoja muszka – mówi Louis, wybierając właśnie to ze wszystkich rzeczy, które mógł powiedzieć. Uśmiecha się głupim uśmiechem, który nie obejmuje jego oczu, tą imitacją uśmiechu, której Louis używał w stosunku do obcych. Harry naprawdę tego nienawidzi. Nienawidzi tego, że stoi przed pięknym nieznajomym, wiedząc jak dobrze kiedyś znał każdy kawałek jego skóry, umysłu i duszy. Lepiej niż ktokolwiek. A teraz on używa tego głupiego, fałszywego uśmiechu na Harrym, jak na wszystkich.
Kiedy Harry o tym myśli, dochodzi do wniosku, że w jakiś sposób nienawidzi Louisa.
Nienawidzi krzywych dolnych zębów chłopaka, błysku w oku i sposobu w jaki jego usta były zawsze zbyt suche. Nienawidzi Louisa, nienawidzi premier filmowych i widzenia kogoś, kogo znał tak, jak własną kieszeń. Harry po prostu już nie widzi Louisa. Przynajmniej nie jego Louisa.
Pieprzyć to. Równie dobrze mógłby być ślepy.
I never noticed how bright they would be
Oczy Louisa są niebieskie. Naprawdę niebieskie, piękne i zbyt jasne. Albo może ta jasność pochodzi od błysków fleszy, kurwa, kto wie? Świat wokół Harry’ego zaczyna wirować, ale to nie była najgorsza rzecz, jaka się dzieje. W tym właśnie momencie, Harry zaczyna wspominać.
I saw in the corner there was a photograph; no doubt in my mind it’s a picture of you
Jest czerwiec 2015 roku i Harry ma znów 21 lat.
Widzi samego siebie, jak wchodzi do apartamentu, zielone oczy płoną furią i to, co widzi jest jeszcze gorsze za drugim razem. Jest definitywnie gorsze i gdyby był choć trochę inteligentny wydostałby się stamtąd jak najszybciej.
Jeszcze raz, gdyby był inteligentny, wiedziałby, że zastanie mężczyznę, który podobno go kochał, pieprzącego dwudziestodwuletnią ‘byłą dziewczynę’, która podobno go ‘nie obchodziła’ i ‘była tylko tymczasowa.’
Ciągle pamięta. Pamięta ciche jęki Louisa i pot błyszczący na skórze Eleanor. Pamięta, jak jego własne oczy napełniają się łzami, a oczy Louisa przepełnia coś w rodzaju poczucia winy. W większości pamięta też uczucie zmieszania, bezradności i bycia niepożądanym – trzy najgorsze uczucia jakich kiedykolwiek doświadczył. Te wspomnienia były wyryte w jego czaszce niczym niechciane tatuaże.
Harry widział siebie, gdy stoi sparaliżowany przez kilka minut i to jest bolesne. Cios zadany zdradą jest mocniejszy tym razem.
Dwudziestojednoletni Harry trzęsie się w furii, przemierzając drogę dzielącą go od prawie pustej biblioteczki. Ze złością przesuwa ręką po jej powierzchni, przewracając wszystkie oprawione zdjęcia, jakie posiada.
Harry patrzy na dawnego siebie, jak niszczy wszystkie swoje wspomnienia, ramka po ramce. Ogląda, jak szkło się roztrzaskuje i uderza o podłogę. Czuje się coraz gorzej.
Patrzy, jak jego przeszłość rozbija się na kawałki metalu i szkła. Przedziera kilka fotografii na pół. Krzyczy, dopóki nie traci głosu. Płacze, dopóki nie jest w stanie ronić więcej łez. Kopie meble, dopóki wszystko nie jest zniszczone i zniekształcone jak jego serce, choć wątpi, aby to było możliwe.
I niedługo nie zostaje mu już nic do zrobienia. Więc nic nie robi.
It lies there alone in its bed of broken glass
Jest wrzesień 2015 roku i Harry widzi siebie powracającego do apartamentu drugi raz po tym, jak on i Louis zerwali.
Mieszkał w Chesire z mamą i ojczymem przez prawie trzy miesiące. To było raczej tchórzliwe, naprawdę. Harry uciekł z Londynu, bo nagle sama myśl, że miałby przebywać w tym samym mieście co jego chłopak była zbyt ciężka.
O Boże, wszystko wygląda dokładnie tak samo jak wtedy, gdy wyszedł.
Harry widzi siebie jak podchodzi do okna i cicho zamiata kawałki szkła. Cienka warstwa kurzu pokryła bałagan, a on bez słowa podnosi kosz na śmieci i wrzuca do niego wszystko.
Na podłodze leży polaroidowe zdjęcie, z nabazgranymi na odwrocie pismem Louisa słowami ‘stare, dobre czasy.’ Bez obracania zdjęcia Harry wie, że przedstawia ono jego z Louisem na barana. Uśmiechają się beztroskimi uśmiechami, a oczy emanują szczęściem.
Harry nie obraca zdjęcia. Wie, że nawet jeśli to zrobi, nie rozpozna na nim siebie.
Wyrzuca je do kosza.
This bed was never made for two
Harry pamięta jak pewnej wrześniowej nocy nie mógł spać.
Apartament był pełen Louisa. Jasne, zdjęć już nie było, ale to nie znaczyło, że Harry nie myślał wciąż o Louisie, niemal paląc budynek, gdy próbował usmażyć sobie jajka. To nie znaczyło, że mógł spojrzeć na wybór filmów obok telewizora i nie pamiętać czasu, jaki spędzili oglądając je. To wcale nie znaczyło, że Harry mógł spać w tym łóżku, tym skrzypiącym, za małym łóżku, nie pragnąc Louisa obok siebie.
We śnie, młodszy Harry miota się po łóżku i sięga wyciągniętym ramieniem w stronę przeciwległej krawędzi, jakby czegoś (lub kogoś) szukał. I oczywiście, jego palce spotykają tylko pustą przestrzeń.
I’ll keep my eyes wide open; I’ll keep my arms wide open
Jest 2020 rok i znów przebywają na premierze filmowej.
- Er, dzięki. Podobają mi się twoje buty – to jest najmądrzejszą odpowiedzią Harry’ego na komentarz Louisa o muszce.
Louis spogląda w dół, zupełnie jakby zapomniał jakie buty ma na sobie. Właściwie, Harry nienawidzi jego butów. Granatowe Tomsy wyglądają na zupełnie niedopasowane do garnituru Louisa.
Louis nosi Tomsy od kiedy się poznali.
- Dzięki – mówi Louis. Stoją w niezręcznej ciszy. Louis przenosi ciężar ciała z jednej nogi na drugą. Nogi Harry’ego jakby wrosły w ziemię.
Szczególnie głośne kliknięcie aparatu zaskakuje ich oboje.
- Er, posłuchaj. Tu niedaleko jest herbaciarnia. Mają naprawdę dobre ciastka – Louis poprawia swój garnitur.
To nie może znaczyć tego, co Harry myśli, że znaczy.
- I robią dobrą herbatę z mlekiem, której udajesz, że nienawidzisz, ale ja wiem, że skrycie ją uwielbiasz. I byłoby, erm… I byłoby mi bardzo miło pójść tam z tobą, wiesz. Jeśli tylko chcesz.
Serce Harry’ego bije boleśnie w jego piersi. Boże, Louis nie może zapraszać go na wyjście. Louis zdradził go pięć lat temu z Eleanor Calder. Przestali rozmawiać pięć lat temu. A teraz on ciągle tutaj stoi, zapraszając Harry’ego na herbatę. I skąd Louis wie o herbacie z mlekiem? Harry nigdy mu nie powiedział.
Harry otwiera usta ze szczerym zamiarem grzecznego odrzucenia propozycji Louisa i powrotu do swojego mieszkania, by jeść ciastka i płakać.
- Tak, okej, brzmi dobrze – mówi zamiast tego wszystkiego.
Don’t let me go
Harry pamięta pierwszy raz, gdy Louis zrobił mu herbatę z mlekiem.
Był grudzień 2010 i właśnie odpadli z X Factora. Byli ze sobą już od trzech miesięcy. Na dworze od kilku godzin szalała burza śnieżna, co było dość nietypowe dla Londynu. Prąd wysiadł w mieszkaniu Louisa, a dwójka nastolatków była tam zamknięta już od trzech i pół godziny.
- Lubię mleko i lubię herbatę. Ale jest coś bardzo niewłaściwego w łączeniu ich razem.
Louis wywrócił oczami.
- Haz, przestań być taką ciotą. Po prostu spróbuj, proszę?
Harry zmarszczył nos.
- W sumie, nie mamy nic innego. Nawet gdybyśmy mieli ze sobą pieniądze, wszystkie sklepy są pozamykane – dodał Louis.
Harry doszedł do wniosku, że nienawidzi, gdy Louis jest rozsądny.
- Ciągle myślę, że to obrzydliwe – wymamrotał, upiwszy najmniejszy łyk jaki znała ludzkość.
- Nie możesz pić tego w ten sposób – powiedział rozdrażniony Louis.
Harry wywrócił oczami. Wziął dużo większy łyk, oczekując, że będzie smakowało okropnie (No dalej, herbata z mlekiem? Kto pije takie gówno?) ale tak nie było. Naprawdę nie było złe. W jakiś sposób smakowało Harry’emu.
Louis także to wiedział, sądząc po uśmiechu, który zakwitł na jego twarzy.
- Jak smakuje? – zapytał.
Harry wytarł usta, uśmiechając się do swojego chłopaka.
- Jest obrzydliwe.
'Cause I'm tired of feeling alone
Koniec związku Harry’ego i Louisa przypieczętował także koniec One Direction. Oboje czuli się okropnie niszcząc kariery kolegów z zespołu, ale Liam powiedział:
- Iskry już dawno wygasły. Nie mamy już zabawy z tego, co robiliśmy przez te lata.
Więc spotkali się z Modest! i zgodzili się na zakończenie trwającej jeszcze półtora miesiąca umowy i to było wszystko.
Wszyscy odnieśli sukces. Liam został producentem muzycznym, Niall dwoił się jako piosenkarz – autor tekstów, Zayn był tymczasowo modelem. Louis zdobył kilka ról w przemyśle filmowym i teraz był jednym z najsławniejszych aktorów na świecie. Harry został prezenterem telewizyjnym.
Niall i Liam zostali najlepszymi przyjaciółmi, oboje pozostając w kontakcie z Zaynem. Louis i Zayn spotykali się na kawie co jakiś czas, ale to było wszystko. Cała czwórka zupełnie straciła kontakt z Harrym.
Myśleli, że Harry nie chce ich w swoim życiu, więc tak w końcu się stało. Z Harrym było w porządku, był silny, nie potrzebował żadnego z nich. Szczególnie Louisa.
Najgorszy rodzaj samotności to taki, który pozwala ci myśleć, że wszystko jest w porządku.
I promised one day that I’d bring you back a star
Jest 24 grudnia 2013 roku, dwudzieste drugie urodziny Louisa.
To były pierwsze urodziny od założenia One Direction, które były zupełnie prywatne. Louis był zdecydowanie imprezowiczem, ale uparł się, że ten dzień chce spędzić tylko z chłopcami.
Harry pamięta sposób, w jaki Louis przebiegł palcami po spoconych włosach, dziękując mu za najlepszy urodzinowy seks w życiu.
- Mam nadzieję, że niczego mi nie kupowałeś – wymamrotał Louis, układając swoją głowę na ramieniu Harry’ego.
- Oszalałeś? – zapytał Harry.
- Mówię poważnie, Haz. Nie musisz marnować pieniędzy, tracić czasu ani nic z tego gówna na mnie. Wystarczy, że jesteś ze mną.
Harry zauważył dwie różowe plamy, które pojawiły się na policzkach Louisa i poczuł jak fala czegoś silnego zalewa go w środku. Zdał sobie sprawę z tego, że, kurwa, on naprawdę kocha tego chłopaka.
- Kocham cię – powiedział Harry.
- Poważnie, nie kupuj mi nic. Wiesz, że nie mogę znieść, kiedy ludzie marnują na mnie pieniądze. A szczególnie ty.
Harry przytknął nos do miejsca zaraz koło ucha Louisa.
- Szczególnie ja, huh? Jestem obrażony.
Ale uśmiechał się i Louis też się uśmiechał, więc wszystko było perfekcyjnie.
Louis zignorował go.
- Po prostu wytrzymywanie ze mną jest wystarczające, Haz. Niemniej jednak jesteś ze mną, kochasz mnie. To więcej, niż kiedykolwiek mogłem sobie życzyć. To wszystko, czego potrzebuję do końca mojego życia i nie mogę być tak samolubny, by prosić cię o więcej.
Kurwa, Harry naprawdę kochał tego chłopaka. Tego głupiego chłopaka, który patrzy na Harry’ego jak na słońce, księżyc i gwiazdy, a samego siebie postrzega jako przeciętną osobę. Harry chciał przytrzymać go za ramiona i porządnie potrząsnąć, powiedzieć, jak bardzo jest wspaniały, perfekcyjny i że nie będzie na niego zasługiwał nigdy, nawet gdyby czekał milion lat.
- Dałbym ci cały świat, gdybym tylko mógł – powiedział Harry.
- Ale nie możesz, Bogu dzięki – odparł Louis.
- Musielibyśmy zadowolić się czymś mniejszym. Księżycem albo może gwiazdą.
Louis prychnął.
- Jasne, no pewnie. Po prostu poleć w kosmos na kiju i złap dla mnie gwiazdę, dobra? – jego głos ociekał sarkazmem, ale wciąż pozostawał czuły.
- Zrobię to, poczekaj tylko – powiedział Harry, składając drobny pocałunek na czole Louisa.
Oczy Louisa złagodniały, a kąciki jego ust uniosły się ku górze. Wyglądał tak pięknie.
- Nie zasługuję na ciebie – wymamrotał, przyciągając do siebie Harry’ego, który składał na jego skroni ulotne pocałunki.
- Zamknij się, do cholery – wyszeptał Harry, a Louis uniósł się do góry, by ich usta mogły się spotkać. I spotykały się, ponownie i ponownie i ponownie.
I caught one and it burned a hole in my hand
Jest maj 2015, dwa tygodnie przed tym, jak Harry przyłapał Louisa z Eleanor. Jest wolny, szczęśliwy i zakochany. Znajduje się w centrum handlowym z Louisem, o wpół do siódmej rano, ramię w ramię, próbując nie zostać przyłapanymi.
Mija sklep z biżuterią – ‘The Diamond Store’ – który niemal emanuje złotem i srebrem, rzucając Louisowi nerwowe spojrzenia. Harry postanawia, że nieważne, co się stanie, to zawsze będzie jego Louis z wysokimi kośćmi policzkowymi i lekko krzywymi dolnymi zębami, Louis, który kocha herbatę i ciastka, Louis, którego kocha i będzie kochał do końca swojego życia.
I z wielką determinacją Harry mówi Louisowi, by poszedł kupić pomidory i spotkał się z nim w dziale warzywnym za piętnaści minut.
Kiedy niedługo potem Louis znika za rogiem, Harry wchodzi do sklepu z biżuterią i spogląda na gablotę z pierścionkami. Jego serce przyśpiesza. On się nie oświadcza, prawda? Co on robi? Powinien załatwić pewne rzeczy w pierwszej kolejności. Definitywnie.
- Ten jest ładny, prawda?
Harry podskakuje. Obraca się i widzi mężczyznę w średnim wieku, który uśmiecha się do niego przyjaźnie.
- T-tak, jest – jąka się.
- Jest unikalny. Został tu dostarczony tydzień temu. 56 karatów, dziecko, więc jest definitywnie najwyższej jakości, ale sądzę, że to raczej kształt przyciągnie klientów.
- Och – mówi Harry. – Bardzo mi się podoba.
I tak jest. Pierścionek posiada mały diamencik w kształcie pięcioramiennej gwiazdy o świetle miliona watów. Jest utrzymywany w miejscu przez srebro. Jest doskonały, absolutnie doskonały.
Sprzedawca uważnie przygląda się Harry’emu.
- Powiedz mi, czy ja cię już gdzieś nie widziałem, dziecko?
Harry uśmiecha się z rozbawieniem.
- Nazywam się Harry Styles.
- Harry Styles… Harry Styles – sprzedawca pstryka palcami. – Hej! Jesteś z tego boybandu. Jak on się nazywa? The Wanted?
Harry kuli się.
- Raczej wolałbym umrzeć – mamrocze do siebie. – One Direction – poprawia sprzedawcę, tym razem głośniej.
- Właśnie! Teraz rozumiem, czemu jesteś tak wcześnie. Połowa sklepów nie jest nawet jeszcze otwarta. Powiem ci coś, dziecko, wyglądasz na miłego człowieka. Dam ci dziesięć procent zniżki, jeśli kupisz ten pierścionek.
Cholera, czy ten człowiek próbuje wrobić Harry’ego w oświadczyny?
- Erm – mówi Harry.
- W porządku. Wszyscy wiedzą o tobie i tym koledze z twojego zespołu. Lewis, czy jakoś tak. Mam czternastoletnią córkę, wiesz. Ładnie wyglądacie razem, kolego.
- Dziękuję – to było wszystko, co Harry dał radę powiedzieć.
- Nie ma problemu, kolego. Spójrz, myślę, że powinieneś to zrobić. Nie można kochać w strachu przed utratą. Prawda? – oczy sprzedawcy są szczere i przyjazne. Harry go lubi.
- Prawda – Harry kiwa głową, a kamień spada mu z serca. Oświadcza się Louisowi. Może weźmie ślub z Louisem.
Wyjmuje swoją kartę kredytową.
Seems like these days I watch you from afar
Harry przychodzi do nowoczesnej herbaciarni spóźniony dziesięć minut, dlatego, że właśnie skończył odcinek swojego programu. Zauważa najpierw rozczochrane włosy Louisa, a dopiero potem samego chłopaka, który bawi się telefonem, krzyżując i prostując nogi na przemian. To coś, co robi, gdy jest zdenerwowany.
Harry chce móc powiedzieć, że wcale nie jest zdenerwowany, ale to nieprawda. Serce prawdopodobnie zaraz wyskoczy mu z piersi.
Mówi sobie ciągle i ciągle, że to nie jest nic poważnego. To tylko Louis próbuje być miły. Nawet jeśli Louis chciałby odnowić z nim związek (niemożliwe), Harry powiedziałby ‘nie, dziękuję’ i wyszedłby z tej głupiej herbaciarni, nigdy, przenigdy nie powracając.
Z taką wiedzą, Harry pokonuje dystans dzielący go od Louisa w trzech długich krokach.
- Erm, cześć – mówi bardzo elokwentnie do chłopaka przy stoliku.
Louis unosi wzrok, a cała jego twarz rozświetla się w uśmiechu. Życie nie jest sprawiedliwe, bo on nie może uśmiechać się w ten sposób, kiedy patrzy na Harry’ego. Jego oczy nie mogą się lekko marszczyć, jakby był szczęśliwy, że go widzi. Louis nie może być szczęśliwy widząc go. Nie na widok Harry’ego.
W każdym razie, ten człowiek jest żonaty, na litość boską. Jest w związku z kobietą.
- Hej – mówi Louis. Wskazuje na puste krzesło naprzeciwko niego. Jego usta wykręcają się zabawnie. – Możesz usiąść, wiesz.
- Prawda – mówi Harry, odsuwając krzesło odrobinę za szybko, ponieważ piszczy głośno. – Erm, cześć.
Harry myśli, że jeszcze nigdy nie zrobił z siebie takiego idioty w całym swoim dwudziestosześcioletnim życiu.
Louis szczerzy zęby w uśmiechu, ale to jest rodzaj ‘hej, spójrz, wiem, że byliśmy zakochani i tak dalej, ale zachowujesz się jak dziwak’ uśmiechu. Moczy ciasteczko w swoim kubku herbaty.
- Więc – Louis urywa. – Co nowego?
- Er, właśnie skończyłem odcinek mojego programu. Nie wiem, czy o nim słyszałeś. Może.
Louis się śmieje.
- Nie bądź głupi. Każdy o nim słyszał.
- Och. Naprawdę? – pyta Harry i zaraz mentalnie się policzkuje. Może granie skromnego miałoby jakiś sens, gdyby jego program nie był najsławniejszym na całym świecie. To tak jakby Justin Bieber albo ktoś taki zapytał ‘Och, serio? Słyszałeś o mnie? To takie dziwne!’
Telefon Louisa brzęczy, obwieszczając, że chłopak ma nową wiadomość. Harry nie może nic poradzić na to, że zastanawia się, czy to Eleanor. Louis uśmiecha się nie tak dyskretnie, gdy odpisuje.
Gdyby to było coś jak sześć lat temu, Louis nigdy nie pisałby na ich randce.
(ale to nie jest randka)
- Więc, uch, co u ciebie? – pyta Harry, by przerwać rozciągającą się między nimi ciszę.
Louis spogląda w górę.
- Słucham?
- Jak się miewasz? Ostatnio, to znaczy – cholera, Harry nigdy nie czuł się niezręczniej.
Nigdy nie czuł się niezręcznie w obecności Louisa.
- Och – Louis upija łyk herbaty. – Wróciłem z Paryża dwa tygodnie temu. Byłem ze Stanem i kilkoma innymi. Ty, uch, pamiętasz Zayna?
- Oczywiście – mówi zaskoczony Harry. Nigdy nie myślał, że mógłby zapomnieć któregoś z nich.
Louis uśmiecha się delikatnie.
- On też tam był. Miły chłopak. Zapomniałem już jak miły jest – mówi, głównie do siebie. Spogląda znowu na swój telefon. – Przepraszam za to. To był mój manager. Od kiedy dostaję te wszystkie oskarżenia praktycznie mnie wyrzucił. Mówią, że jestem dziwką i takie rzeczy. Zły ruch z mojej strony, nie powinno być tak publicznie, tak przypuszczam.
Czekaj, czekaj. Co?
- Co? – pyta Harry, kiedy udaje mu się odzyskać głos.
Louis patrzy na Harry’ego, oczy ma rozbawione, ale widnieje w nich cień smutku. Czy to jest możliwe?
- Na jak długo wypadłeś z obiegu? – pyta.
Harry mruga.
Louis uśmiecha się naprawdę smutno i grzebie w torbie. Wyjmuje gazetę i bez słowa podaje ją Harry’emu.
Chłopak przerzuca strony – jasna cholera, co do kurwy nędzy, cholera, kurwa.
I robi jedyną rzecz, o której może myśleć. Wychodzi.
- Harry! – krzyczy Louis, a on jest po prostu zbyt zszokowany, by funkcjonować i myśleć, więc jak do cholery jakiekolwiek słowa mają wyjść z jego ust?
- Zostaw mnie – jest ekstremalnie oryginalną odpowiedzią.
- Harry, proszę – jest ekstremalnie oryginalnym sposobem proszenia Louisa, by Harry go posłuchał.
- Czy ja kiedykolwiek cię znałem? – wybucha Harry, i tak jak teraz zaczyna, nie kończy przez długi, długi czas. Odwraca się do Louisa i jego pieprzonych, głupich niebieskich oczu, w których ciągle powoli tonie. Ale nie patrzy już na Louisa Tomlinsona, przynajmniej nie na Louisa, jakiego znał. Patrzy na zupełnie obcą osobę.
Niebieskie oczy Louisa zaczynają wilgotnieć.
- Harry, proszę, oczywiście, że tak, znasz mnie, ty-
- Louis, kurwa, nie znam cię w ogóle! – krzyczy Harry, i cholera, obraz Louisa przed nim staje się rozmyty. Gniewnie ociera oczy i kontynuuje. – Powiedziałeś im, że byliśmy przyjaciółmi z korzyściami! Przyjaciółmi. Z. Pieprzonymi. Korzyściami. Więc dobrze, w porządku, może to wszystko to moja wina, prawda? Ponieważ jestem pieprzonym idiotą, który nawet nie wiedział, że chłopak, z którym był pięć lat używał go tylko do seksu!
- Harry, nie, ja bym nigdy-
- Zamknij się, do cholery! – Harry obraca się do Louisa i niesamowicie pragnie go uderzyć, ale on nigdy, przenigdy nie umiałaby skrzywdzić Louisa. Nie ważne jak starszy chłopak mógłby go pobić, uderzyć lub wyrwać mu serce, Harry nigdy by mu nie oddał. – Jest za późno na wszystkie twoje kłamstwa. Proszę tylko o prawdę. Chcę prawdy, Louis.
Łzy płyną po policzkach Louisa. Chora, udręczona część Harry’ego jest zadowolona, że Louis jest zraniony tak samo jak on. Reszta jego jestestwa chce go ukołysać w ramionach, mruczeć słodkie słówka do jego ucha i delikatnie scałować wszystkie łzy.
- Haz – to wszystko, co Louis mówi.
Stare przezwisko rozrywa Harry’ego na pół. Coś w nim pęka, prawdopodobnie jego serce, a on sam nie może już dłużej.
- Tak bardzo mi przykro – szepce Louis.
Harry odwraca się od chłopaka stojącego przed nim, ale to już nie jest ten sam chłopak, którego kochał przez dziesięć lat. Odwraca się od Louisa Tomlinsona, aktora, męża Eleanor Calder. Nie tego Louisa, który należał do Harry’ego – tego, który kochał ciepłe prysznice, róże, drogie herbaty i Harry’ego.
- Nie, nie jest ci przykro – mówi do chłopaka, który nie jest Louisem, tak cicho, że nie przypuszcza nawet, iż tamten słyszy.
Just trying to make you understand
Jest październik 2015 i Harry Edward Styles nie jest tak naprawdę Harrym Edwardem Stylesem.
Jest pewnego rodzaju skorupą człowieka, którym był. Ludzie go nie poznają, ponieważ, cholera, zaszedł tak daleko, pozostała czwórka członków One Direction ruszyła dalej ze swoimi karierami tak szybko, a on dostał mnóstwo propozycji od wytwórni muzycznych i nawet zaproponowano mu jakieś role w filmach (pomimo tego, że nie umie grać nawet by ratować swoje życie). Ale Harry odrzuca to wszystko.
Jest październik 2015, kilka miesięcy po tym, jak on i Louis zerwali. Harry sprząta swój apartament, bo nie może zostać tu ani minuty dłużej. Inaczej popadnie w szaleństwo. Jeśli jeszcze nie popadł.
Harry odsuwa na bok regał z książkami, a za nim, ukryte dotąd poza zasięgiem jego wzroku, leży małe pudełeczko z ‘The Diamond Store’.
Jego oddech się urywa. Niepewnie sięga i dotyka pudełka, a kiedy je otwiera zdaje się, że diament niemal na niego patrzy.
- Louis – szepce, mimo tego, że niebieskooki chłopak nie może go usłyszeć. Kurwa, okej. Harry myśli, że może jest umysłowo chory. Co jest zupełnie możliwe. Na litość boską, rozmawia z pierścionkiem zaręczynowym.
Opuszkami palców przejeżdża po kamieniu w kształcie gwiazdki i odwraca się w kierunku okna. Otwiera je, a na skórze czuje chłodne, październikowe powietrze. Czasami tylko jedna rzecz sprawia, że czuje się wolny – jest nią wiatr, uderzający brutalnie w jego policzki.
- Louis – mówi znowu Harry, tym razem głośniej. Imię chłopaka jest przepełnione jednocześnie nienawiścią i tęsknotą. – Louis.
Jest dosyć wietrzny dzień, a Harry mieszka na dziewiątym piętrze, więc wiatr jest dość silny, by mocno smagać jego delikatne oczy, a włosy były w nieładzie. I kurwa, to jest to, czego potrzebuje. Przez ułamek sekundy Harry rozważa rzucenie się z okna. Ale nie. To nie zabierze go do Louisa. Zginie, ale nie będzie z Louisem.
- Wyjdź za mnie, Louis – Harry z trudem łapie powietrze i w tym momencie wie, że jest psychiczny, ale nic go to nie obchodzi, nie obchodzi, nie obchodzi. – Bądź mój. Wyjdź za mnie.
Wiatr wyje w odpowiedzi. Bez minuty zastanowienia, Harry bierze zamach i ciska pierścionkiem dla Louisa tak daleko, jak tylko może.
I’ll keep my eyes wide open, yeah
Więc to tak. Dwa miesiące potem Harry zbiera się w sobie i akceptuje następną ofertę, którą ktoś mu podrzuca. Trafia na kontrakt telewizyjny. Więc zaczyna się ‘The Harry Styles Show’ (bardzo oryginalna nazwa, nie?), a Harry przykleja na twarz wielki, sztuczny uśmiech (który jest najwyraźniej na tyle realny, że nie słychać żadnych skarg) i wszystkie warstwy swojego uroku. Zajmuje to chwilę, prawie wieczność, ale z upływem czasu Harry zaczyna żyć na nowo.
Jest lipiec 2016, siedem miesięcy po tym, jak akceptuje warunki kontraktu i nie ma żadnego kontaktu z Louisem, ani z żadnym z chłopaków.
Cały świat roztrząsa historię związku gwiazd z One Direction. Jak to wszystko się zaczęło to już stare wiadomości, tak samo jak się ujawnili. Ale ludzie chcą wiedzieć jak to wszystko się skończyło. Jak historia Harry’ego i Louisa skończyła się tragedią.
Ale nie, myśli Harry. Nie będzie tragedii, jeśli jego własna historia ma szczęśliwe zakończenie.
(Idiota naprawdę myśli, że to może się zdarzyć.)
Don’t let me
Jest pierwszy dzień sierpnia 2020 roku i Harry myje zęby. Całkowicie normalne działanie, przesuwać szczoteczkę w swoich ustach. Robi to każdego dnia. Robił to każdego dnia przez całe swoje życie (cóż, prawie) i wie, jak postępować.
To tak: szczotkować, przepłukać, wypluć. I runda druga: szczotkować, przepłukać, pluć, przepłukać gardło, pluć.
Bardzo proste. Łatwe. Więc dzisiaj, jak codziennie, idzie mu dobrze, bez przerw i gdy Harry ma wypłukać usta, słyszy dzwonek do drzwi.
Więc pluje trochę za wcześnie, jeszcze z pastą w ustach i zbiega w dół schodów w swoim (nowo kupionym) domu.
- Idę! – wykrzykuje, pocierając język dłonią, by pozbyć się silnego smaku mięty. Przebiega ręką przez rozczochrane loki, na wypadek, gdyby był to dziennikarz. Uświadamia sobie, że ciągle jest ubrany w szlafrok, więc jego szanse, by jakoś się prezentować są bardzo małe.
Otwiera drzwi, a jego serce niemal się zatrzymuje.
To gość od pizzy. Oczywiście, że jest to gość od pizzy z pięcioma wielkimi pudłami w ręku.
- Mam twoje placki, kolego – mówi z silnym południowym akcentem. – To będzie 39.99.
(Tylko żartuję. To Louis.)
Don’t let me
Więc to wygląda mniej więcej tak.
Louis: Erm, hej.
Harry:
Louis:
Harry: (próbuje zamknąć drzwi przed nosem Louisa, ale ten łapie go za ramię)
Louis: Spójrz, chcę tylko wyjaśnić, w porządku? Powiedziałeś, że chcesz prawdy.
Harry: Pieprz się.
Louis:
Harry:
Louis:
Świerszcze: Chirp!
Louis: No już, Haz, nie bądź taki.
Harry: Wiesz co, Louis? Przestań nazywać mnie ‘Haz’. I tak, powiedziałem, że chcę prawdy, ale to chyba jasne, że nie dostanę jej od ciebie, mój chłopaku. (ostatnie słowo wymawia z drwiną w głosie)
Louis: Nie udawałem niczego!
Harry: Mówi najbardziej ceniony aktor na świecie. Brawo.
Louis: Nie bądź taki. Znasz mnie.
(Coś pęka w środku Harry’ego i jego oczy stają się dzikie, on w zasadzie je traci)
Harry: Pieprzone bzdury! Nie znam cię w ogóle! Nigdy nie znałem i nigdy nie będę, więc wypierdalaj z mojego domu.
Louis, łkając: Proszę, pozwól mi wyjaśnić. Proszę, Harry. Tylko dziesięć minut.
(Harry pociera skronie. Zamyka oczy i bierze głęboki oddech.)
Harry: Dobrze. Dziesięć minut.
Don’t let me go
Louis nie wie jak się w to wpakował, serio.
Na litość boską, stoi u drzwi Harry’ego. Naprawdę pragnie posiadać intelekt i szybki umysł tych wszystkich bohaterów z filmów, by mógł się jakoś z tego wykaraskać. Wszystko, co wie, to to, że Harry znaczy dla niego więcej niż cały świat i nie może wytrzymać bez niego dłużej niż sekundę.
Było dobrze dopóki nie zobaczył go na tej premierze filmowej, serio. Już wtedy borykał się z poczuciem winy z powodu historyjki, którą zaproponował jego manager (by ‘utrzymać jego reputację’ jako najbardziej pożądanego playboya Anglii) i dodając do tego zobaczenie Loczka znowu po pięciu latach… to było za dużo.
- Um – zaczyna Louis. Nigdy przedtem nie miał problemu z mówieniem. – Nie wiem od czego zacząć.
- Czemu nie zaczniemy od naszego związku? Jeśli mogę tak to nazwać – Harry śmieje się gorzko. – Cóż, myślę, że mogę, bo tym to było dla mnie. Nie wiem, czym to było dla ciebie.
- Nie możesz tak robić – szepce Louis. – Proszę, nie próbuj i nie obwiniaj mnie, ponieważ wiesz, że kiedykolwiek byś poprosił, zrobiłbym dla ciebie wszystko. Po prostu… proszę, nie rób tego.
Harry zaciska usta w cienką linię.
- Więc, tak jakby, um – Louis bierze drżący oddech. – Miesiąc temu nie dostawałem zbyt wielu ról. Więc mój manager zasugerował, że powinienem coś ujawnić, najlepiej osobistego, co niekoniecznie musi być prawdą. Celem było to, by uwaga świata znów skupiła się na mnie, nawet na krótką chwilę, bym mógł zrobić to, czego potrzebuję i wrócić na szczyt w krótkim czasie – Louis śmieje się niepewnie. – Więc zapytała mnie ‘Co jest najbardziej osobistym sekretem, jaki posiadasz?’ i pomyślałem, że, cóż, nie mam zbyt wielu sekretów. Powiedziała, że w takim razie musimy coś wymyślić. Potem zapytała mnie, co było najważniejszym wydarzeniem w moim życiu. I ja… ja powiedziałem jej o nas.
Jego głos załamuje się na słowie ‘nas’, Harry płacze, a Louis czuje się przybity tak jak jeszcze nigdy.
- Więc, poprzekręcała parę rzeczy, ale to już wiesz. Powiedziała, że to będzie dobra historyjka dla mediów. I najpierw byłem nawet zadowolony, ponieważ, tak, dostawałem znacznie więcej ról. Ale Boże. Ludzie nazywali mnie… nazywali mnie tak, jak nigdy dotąd nikt mnie nie nazywał – Louis na chwilę kryje twarz w dłoniach i kiedy podnosi głowę, jego palce są mokre. – Któregoś popołudnia byłem na obiedzie i było dość cicho, więc myślałem, że mnie nie rozpoznają. Ale przyszli jacyś kolesie i zaczęli rozmawiać. O mnie. Nie wiedzieli, że byłem dwa stoliki dalej. No i, er. Nie wiem. To było po prostu za dużo, tak myślę.
- Lou – szepce Harry. Jego wzrok dosięga duszy Louisa i Harry nie wygląda już na wściekłego. Wygląda… na udręczonego. Tylko tego słowa może użyć Louis, by opisać tego perfekcyjnego, wspaniałego chłopaka, który łamie jego serce na drobne kawałki.
Nic nie mówi. Są miliony słów, które unoszą się gdzieś w jego świadomości, ale Louis nie może połączyć ich razem w spójne zdanie.
- Przepraszam – mówi po chwili Harry – ale muszę o to zapytać. Nie obraź się, proszę – szepce, a jego oczy przepełnia tak cholerna wrażliwość, że serce Louisa się rozpada.
To jego wina. To jego wina, że Harry jest w takim stanie.
- Pytaj o cokolwiek – przyrzeka mu Louis.
- Czy to jest jakiś chory żart? Ktoś ukrył kamery w twoim samochodzie? Jesteśmy teraz nagrywani? – śmieje się Harry, gorzkim, matowym śmiechem. – Już widzę jutrzejsze nagłówki gazet. Można się pośmiać, co nie? – jego głos się łamie i część serca Louisa łamie się razem z nim.
- Nie – łka Louis. Powtarza uparcie jedno słowo, które potrafi powiedzieć. – Nie, nie, nie, nie. Harry, nie. Kocham cię. Ciągle cię kocham, po prostu nie, proszę, nie.
Słowa wychodzą z jego ust zanim Louis się orientuje. Nie miał zamiaru mówić tego głośno, ale to zrobił. Jest cholernie pijany. Słyszy, jak Harry bierze gwałtowny wdech.
- Przestań, kurwa, kłamać – mówi ostro Harry.
- Kocham, Harry. Kocham cię. Nie wiem, jak mogę to wyjaśnić, ale ja kocham-
- Zamknij się, do cholery! – Harry niemal krzyczy i uderza Louisa w pierś. Starszy chłopak potyka się, ale nie upada i oboje uparcie ignorują głupie iskry, które zapalają się z każdym dotykiem. Louis dobrze wie, że Harry nie jest w tym momencie zły. Jest załamany i rozdarty, a to jest tylko obrona. Nie chce, by Louis mógł czytać z niego jak z otwartej księgi.
(Louis to robi.)
- Proszę, Haz. Kocham cię, naprawdę kocham. Nie wiem czemu wierzysz w każde kłamstwo, jakie kiedykolwiek powiedziałem, ale jeśli chodzi o prawdę… - Louis roni kilka łez. – Kochałem cię dziesięć lat temu i kocham cię teraz.
Harry mu nie wierzy. Louis widzi to w jego oczach.
- Kurwa, Harry. Kurwa. Kochałem cię tak mocno, Haz. Byłeś dla mnie wszystkim. Tą jedną osobą, której nie mogłem stracić i to złamało moje serce, wtedy, kiedy odszedłeś, nawet jeśli to była moja wina. To było po prostu… To głupie wyjaśnienie, ale ludzie, cóż, przezywali mnie, wiesz? Wyzywali od gejów. Tak, umawialiśmy się od pięciu lat, ale w tamtym czasie to było po prostu cholernie za dużo jak dla mnie. Więc wszystko spaprałem i rzuciłem się na Eleanor. Naprawdę nie pamiętam. Wszystko, co mogę sobie przypomnieć to ty, gdy wchodzisz do pokoju i ten wyraz twojej twarzy. Cóż, wyszedłeś. To nie tak, że cię winię. Zrobiłbym to samo. Po tym byłem tak zawstydzony, wiedziałem, że nie będę mógł spojrzeć ci znowu w twarz, więc zacząłem umawiać się z Eleanor. Podpisaliśmy właśnie papiery rozwodowe, to tak przy okazji. I po tym, jak zespół się rozpadł, wyprowadziłem się do L.A. i zacząłem karierę aktora. Sądzę, że zostałem aktorem, bo myślałem, że łatwiej jest udawać kogoś innego niż być sobą. Czasami wciąż tak robię. Ale Haz! Kocham cię, w porządku? Zobaczyłem cię na tej premierze filmu DiCaprio i nawet jeśli wcześniej było ze mną dobrze, to w tamtej sekundzie, gdy cię ujrzałem, nie wiem. Załamałem się, tak przypuszczam. Ale kocham cię, Harry. Kocham cię tak bardzo.
Harry nic nie mówi, po prostu gapi się na Louisa tymi zielonymi oczami.
- Chcę ci wierzyć, Louis. Naprawdę chcę – zamyka i otwiera oczy. – Ale po prostu nie mogę.
Ale Harry nie wygląda jakby odrzucał Louisa. Jego oczy płoną nadzieją, kiedy się rozgląda, czasami rzucając szybkie spojrzenie na usta Louisa.
Louis podchodzi o krok bliżej, podbudowany tą nowoodkrytą nadzieją i szepce:
- Czemu nie?
- Ponieważ… - wzrok Harry’ego jest utkwiony w ustach Louisa. – Ponieważ j-ja… kurwa, Louis.
I nagle się całują, jakby to był głupi film Nicholasa Sparksa (albo idiotyczny fanfic pisany o 1:30 w nocy przez dziewczynę, która spędza całe lata wyobrażając sobie jak może wyglądać seks taśma larry’ego). I wiecie jak jest dalej. To absolutnie perfekcyjne.
Harry wplata palce w miękkie, karmelowe włosy Louisa i przyciąga niższego chłopaka bliżej siebie. Louis musi stanąć na palcach, by dosięgnąć ust Harry’ego, a ten z kolei ciągnie trochę zbyt mocno za jego włosy. Ale to wszystko jest w porządku. Louis zapomniał już jak cudownie jest całować Harry’ego. Co jest z drugiej strony trochę głupie, ponieważ z pewnością pamiętałby jak to jest, gdyby rzeczywiście było takie niesamowite.
Kurwa, tęsknił za tym chłopakiem i gdzie do cholery był przez tych pięć lat? Są już stracone, jeśli nie całował przez ten czas Harry’ego.
Louis składa drobne pocałunki na krawędzi szczęki Harry’ego.
- Kocham cię – mruczy między nimi. – Kocham cię, kocham cię, kocham cię.
- Zamknij się – mówi Harry, układając twarz Louisa między swoimi dłońmi i całując delikatnie jego usta.
- Daj mi kolejną szansę, Haz – mamrocze Louis, a jego usta ciągle płoną pod wpływem kontaktu z grzesznymi ustami Harry’ego. – Proszę. To wszystko, czego pragnę.
Harry uśmiecha się i odsuwa delikatnie. To taki mały uśmiech, ukazujący tylko odrobinę idealnie białych zębów. Troszkę nieśmiały, w większości zawstydzony. Ale teraz wszystko jest na swoim miejscu. To pierwszy raz, gdy naprawdę się uśmiecha w ciągu tych pięciu lat.
- Masz ich milion.
‘Cause I’m tired of sleeping alone
Jest cicha styczniowa noc 2029 roku. Louis wzdycha ze zmęczeniem, kiedy Harry wierci się we śnie, a jego ramiona leniwie oplatają klatkę piersiową Louisa.
- Lou – mamrocze Harry. Louis uśmiecha się ujmująco. Czasami Harry mówi przez sen. To właściwie nic takiego, ale to słodkie.
- Hmm? – odpowiada, nawet jeśli jego mąż nie może go usłyszeć.
- Kocham cię, Lou. Bardzo cię kocham.
Louis przestaje walczyć z uśmiechem, który wkrada się na jego usta.
- Ja ciebie też, Hazza.
Harry milczy przez kilkanaście minut, gdy Louis bawi się jego lokami i w jego głowie pojawia się myśl, że to już koniec rozmowy. W końcu jest trzecia nad ranem, więc Louis decyduje, że powinien choć trochę się przespać.
- Louis? – mówi Harry, jego głos jest głośny w porównaniu do ciszy panującej nocą.
- Tak, Haz? – wzdycha Louis.
- Proszę, nie pozwól mi już nigdy odejść – szepce Harry i brzmi to prawie jak błaganie. Louis wie, że Harry jest niepewny samego siebie od tamtego dnia w czerwcu, prawie piętnaście lat temu. A Louis próbuje go naprawić, wyleczyć jego blizny, ale czasami nie ma nic, co można zrobić.
Ale. Ale kocha Harry’ego bardziej niż kogokolwiek w całym swoim życiu.
- Nigdy – szepce Harry’emu do ucha. Składa lekki pocałunek na jego policzku i zakopuje się pod kołdrą.
***
Gdyby ktokolwiek to przeczytał, to czy mogę prosić o komentarz, czy zbyt wiele? Chciałabym po prostu wiedzieć, czy to, co robię, wychodzi mi w miarę dobrze i jak się podobają opowiadania, które tłumaczę. Dziękuję xxx.
***
Jest listopad 2063 roku.
Louis nigdy nienawidził nikogo tak bardzo jak nienawidzi stojącego przed nim mężczyzny.
Louis nienawidzi jego szorstkiego, białego uniformu, zimnych, bezuczuciowych niebieskich oczu i słów, które rozrywają jego świat na kawałki. Czuje, jakby był w innym świecie, a może to tylko wina aspiryny.
- Co ma…? – próbuje wydusić z siebie Louis, ale jego głos jest zachrypnięty. Odchrząkuje i krzywiąc się, zaczyna ponownie. – Co ma pan na myśli?
Mężczyzna wzdycha, jakby był sfrustrowany, a ma do tego pełne prawo.
- Pański mąż wykazuje objawy wczesnego stadium Alzheimera, które obejmują krótkoterminowe zaniki pamięci i zmieszanie, gdy chodzi o nieznane tematy. To bardzo częste u pacjentów w jego wieku, a szacuje się, że około u jednej na osiemdziesiąt osób choroba rozwija się dalej. Szacuje się również, że pan Styles będzie żył, dopóki nie zmieni-
Ale Louis potrząsa głową, jego oczy są szeroko otwarte i wypełnione niedowierzaniem. Na litość boską, to nie może się dziać. Czy nie przeszli już przez tak wiele?
- Przykro mi – wzdycha doktor po długiej, bolesnej pauzie.
Louis nienawidzi go jeszcze bardziej. Nienawidzi tych dwóch słów, ponieważ ludzie nigdy, przenigdy ich nie rozumieją. Wypowiadają je codziennie, tak często, że tracą swoje znaczenie. Nie, to nie jest za mało – te dwa głupie słowa. To po prostu coś rzuconego w pośpiechu, gdy ludzie nie mają nic lepszego do powiedzenia.
W jakiś sposób Louis marzy, by mieć znów około dwudziestu lat, by móc pokonać to gówno, tą parodię człowieka.
- Nie, nie jest panu przykro – odpowiada. – No już, Harry. Chodźmy stąd – zwraca się do swojego męża, który zszokowany zachowuje całkowitą ciszę.
Kiedy wychodzi ze szpitala, ma nadzieję, że to ich ostatnia wizyta w tym miejscu.
Ale tak nie jest. Wracają w niecałe trzy miesiące.
***
Jest sierpień 2068 roku i Harry ma lepszy dzień.
Gra w scrabble z Louisem w domu starców, odczytując swoje słowa na głos i pijąc lemoniadę z lodem.
- Miłość – czyta ze śmiechem Harry. – Zobacz, ułożyłem miłość.
Louis uśmiecha się, zauważając, że mały dołeczek wciąż pojawia się w lewym policzku Harry’ego.
- Widzę. Dobra robota, Haz.
Czoło zielonookiego marszczy się nieznacznie.
- Mogę cię o coś zapytać?
Louis wzdycha. Kiedyś, gdy przyjdzie gorszy dzień, Harry nie będzie pamiętał go wcale. Niekiedy myślał, że Louis jest lekarzem, kiedy indziej tylko przyjacielem. Ale kiedy spoglądał na Louisa tymi znajomymi, zielonymi oczami, pytając kim jest, Louis myślał, że może lepiej byłoby także o wszystkim zapomnieć.
- Tak, pewnie. Śmiało.
- Dlaczego wciąż nazywasz mnie Haz? Tak się tylko zastanawiam. To znaczy, wiem, że byliśmy małżeństwem, prawda? To ty? Jeśli się mylę, powiedz mi. Mieszają mi się ludzie – mówi Harry. Jego głos jest niepewny, jakby bał się, że zrani uczucia Louisa. Louis z kolei chciał złapać go i mocno potrząsnąć, mówiąc, że nie może zrobić nic, by go skrzywdzić.
To, czego Harry nie może zrobić boli go najmocniej.
- Och – mówi Louis. – Cóż, to tylko przezwisko. Pamiętasz ten zespół o którym ci opowiadałem? One Direction? Jakoś w tamtym czasie jeden z naszych przyjaciół, Liam Payne, tak cię nazwał i myślę, że to po prostu zostało.
Harry w zamyśleniu kiwa głową. Jeśli Louis patrzy optymistycznie, może myśleć, że Harry pamięta, oczywiście, że pamięta, to tylko tymczasowe zdezorientowanie. Jeśli ma być pesymistą, powinien zakazać sobie wracania do tego miejsca, co pomogłoby Harry’emu zapomnieć go zupełnie, ponieważ to i tak miało stać się wkrótce.
Louis nie jest ani taki, ani taki. Więc zaciska usta w wąską linię, biorąc rękę Harry’ego w swoją i kreśląc małe kółeczka na jego dłoni.
***
Niektóre dni są łatwiejsze od pozostałych.
Niekiedy Louis czuje, że wszystko będzie w porządku, bo Harry śmieje się i wypowiada imię Louisa tak, jak to robił przez wiele dekad. Czasami, gdy Harry uśmiecha się do niego, ukazując wszystkie zęby, a oczy mu błyszczą, jest łatwiej zapomnieć, że to wszystko zbliża się do nieuniknionego końca.
Innym razem, Louis na poważnie rozważa rzucenie się z budynku. Niekiedy Harry się go boi (ponieważ czasami jest dla niego jak obca osoba i to może być przytłaczające, tak mówią lekarze), co jest nieprawdopodobnie głupie, ponieważ Louis zna każdy kawałek jego skóry, umysłu i duszy. W inne dni, Harry będzie krzyczeć i płakać, aż jego gardło nie zacznie boleć, odpychając Louisa i upierając się, że jakiś obcy go atakuje. Lekarze mówią Louisowi, by wyszedł, wybrał się na spacer, ciesząc się słońcem, dopóki może, ale Louis myśli, że oni po prostu chcą go odsunąć od Harry’ego.
Wygląda na to, że wszystko próbuje rozdzielić jego i Harry’ego. Każda siła we wszechświecie, mała czy wielka, chce zabrać Louisa od człowieka, którego kocha.
Louis walczy ze wszystkim, co ma – laską, okularami do czytania i jego bezwarunkową miłością do człowieka z błyszczącymi, zielonymi oczyma. Człowieka, który nie może patrzeć na niego jak kiedyś.
To nie wystarczy.
***
Jest wyjątkowo mroźne styczniowe popołudnie 2070 roku. Louis patrzy, jak Harry owija się w ciężką kołdrę i przysuwa bliżej kominka.
Już prawie go nie ma. Teraz, Harry rzadko w ogóle go rozpoznaje. A pamiętając te wszystkie chwile, kiedy gapił się na niego zaskoczony tymi zagubionymi, zielonymi oczami, Louis nie wie, czy da radę przetrwać.
Podchodzi do Harry’ego, który zostaje na noc w ich starym domu. Lekarze powiedzieli, że istnieje znikoma szansa, by znajome otoczenie pomogło jego pamięci. Louis uważa, by go nie dotykać, bo może go to przestraszyć.
- Zimno ci, Haz?
- Nie – jego mąż oblizuje swoje suche usta. I zaraz potem, wyglądając zupełnie jak małe dziecko, które zapomniało o dobrych manierach pyta: - A tobie jest zimno? Mogę podzielić się z tobą kocem. Nie wiem, kim jesteś, ale zawsze byłeś miły w stosunku do mnie, więc możesz go wziąć, jeśli chcesz.
Louis niemal chce się uśmiechnąć na widok głupoty Harry’ego. Zrobiłby to, gdyby cała sytuacja nie była co najmniej wstrząsająca.
- Ze mną w porządku – wzdycha. – W każdym razie, dziękuję. To bardzo miłe z twojej strony, Harry.
Harry patrzy na niego spod rzęs.
- Skąd znasz moje imię?
Louis znowu czuje na swojej skórze miliony nierozumiejących spojrzeń, tysiące pytań w stylu ‘znam cię?’ i za każdym razem kawałek jego serca pali się, zmieniając w pył.
Ale teraz, z wiedzą, że to jest to, że nie ma odwrotu, że Harry go nie zna, Louis czuje, że nie może już dłużej. Zamyka oczy, bo nie może wytrzymać świdrującego spojrzenia swojego męża. Nie może mieć kogoś, kogo znał tak dobrze. Teraz on nie pamięta nawet jego imienia. Nie może.
Louis zastanawia się przez każdą minutę każdego dnia, czy jego Harry ciągle gdzieś tam jest.
Jego Harry, który skrycie kochał herbatę z mlekiem, kociaki i staromodne zespoły grające indie rock. Jego Harry, który na co dzień śmiał się z tego, jak Louis był niski. Jego Harry, który jadł skórki od kanapek i pizzy, a czasami też te z kanapek i pizzy Louisa. Który czasami budził Louisa o trzeciej nad ranem, by zrobić mu filiżankę herbaty. Którego Louis stracił na bolesne, samotne pięć lat i którego odzyskał, gdy byli jeszcze młodzi. I któremu obiecał, że już nigdy nie pozwoli mu odejść.
A teraz Louis nie pragnął niczego więcej, tylko trzymać Harry’ego w ramionach, słuchać żartów o swoim wzroście i być budzonym o trzeciej nad ranem, by mogli wypić razem filiżankę herbaty.
- Chciałbyś herbaty? – wypala Louis, zamiast odpowiedzieć na pytanie Harry’ego.
Harry wygląda na zdezorientowanego.
- Erm, w porządku, jeśli już pytasz.
Louis próbuje się uśmiechnąć, ale jest pewien, że prawdopodobnie wygląda, jakby miał się rozpłakać, krzyczeć lub robić coś podobnie głupiego. Przechodzi do kuchni, a jego palce poruszają się automatycznie, kiedy przygotowuje filiżankę herbaty z mlekiem dla swojego męża, jak robił to już wiele razy.
- Proszę – Louis podaje kubek Harry’emu, który uśmiecha się, gdy go odbiera. Louis czuje się niemal jakby za każdym razem naskakiwał na Harry’ego, jakby nawet jego najszczersze zamiary miały przytłoczyć jego męża.
- Dziękuję – mówi Harry, upijając mały łyk.
Siedzą w ciszy przez kilka minut. Jedyny dźwięk, jaki słychać, to nierówny oddech Louisa i głośne popijanie herbaty z mlekiem.
- Dalej nie znam twojego imienia – mówi Harry, walcząc z kołdrą.
Louis uśmiecha się smutno. Przedstawia się swojemu mężowi już siódmy raz tego wieczoru.
- Jestem Louis. Louis Tomlinson – Styles.
***
Harry daje sobie radę jeszcze tylko przez następne sześć miesięcy i Louis orientuje się, że powinien dać spokój dawno temu. Jest zmęczony walką.
***
Jest słoneczny lipcowy poranek 2070 roku, kiedy Louis budzi się w swoim pokoju w domu starców, a słońce go oślepia. Pielęgniarka puka do drzwi ze współczującym, smutnym wyrazem twarzy, pytając, czy chce coś do jedzenia.
- Pański mąż opuścił nas zeszłej nocy – informuje grzecznym, delikatnym tonem.
I to wszystko. To koniec. Louis nie rozumie za pierwszym razem, ale kiedy pojmuje znaczenie tych słów, jest zbyt zmęczony, by czuć smutek.
Harry nie żyje. Harry nie żyje.
- Nie – Louis wzdycha. – Nie. Nie opuścił nas zeszłej nocy. Opuścił nas siedem lat temu.
Pielęgniarka zaciska usta w wąską linię, wyglądając, jakby zaraz miała się rozpłakać. To nie jest sprawiedliwe. Louis nie płacze, więc czemu ona powinna? Kobieta nic nie mówi, po prostu siada na jego łóżku i poklepuje go po plecach.
- Siedem lat temu – szepce Louis sam do siebie.
I ból uderza w niego jak tona cegieł, uderza z siłą wózka z cementem zjeżdżającego w dół wzgórza.
- Nie – mówi, i nagle ma niesamowitą ochotę coś kopnąć, rozbić pięścią kilka okien, krzyczeć i płakać dopóki nie straci głosu.
- Przykro mi – mówi pielęgniarka.
Znowu to samo. Louis słyszał niewiele więcej od ludzi przez te siedem lat. Przykro mi. Słowa odbijają się echem w jego uszach. Przykro mi, przykro mi, przykro mi.
- Nie, nie jest ci przykro – mówi Louis. – Zostaw mnie samego. Chcę wrócić do łóżka.
Louis zamyka oczy na tak długo, aż słyszy, że drzwi z cichym kliknięciem wracają na swoje miejsce. Otwiera oczy, a świat wiruje i wszystko, co może zobaczyć, to plama pięknej zieleni.
Kiedy Louis ponownie je zamyka, po prostu daje za wygraną. Pozwala opaść sznurom, które krępowały tak długo. Świat wiruje.
To koniec.
***
Louis słucha po raz pierwszy nagrania, gdy ma osiemdziesiąt dwa lata, a Harry’ego nie ma już trochę ponad dwa lata.
Wraca do ich starego domu, bo uświadamia sobie, że i tak niedługo umrze, więc chce spędzić to krótkie przypomnienie całego swojego życia właśnie tu, w ostatnim miejscu, gdzie może udawać, że Harry jest po prostu na górze w łóżku, śpiewa pod prysznicem, albo robi lazanię w kuchni.
Nigdy jeszcze go nie słuchał. Harry dał mu płytę osiem miesięcy po pierwszej diagnozie, mówiąc, żeby poczekał ze słuchaniem, aż on odejdzie. Louis zastosował się do prośby, nawet jeśli myślał, że to będzie zbyt bolesne przypomnienie wszystkiego, co mieli, więc nie dotykał jej do teraz.
Jego zmęczone palce poruszają się niezdarnie, gdy wyjmuje płytę z opakowania podpisanego ‘Dla mojego ukochanego Louisa, kocham Cię.’
Wkłada ją do odtwarzacza i biorąc głęboki oddech, wciska start.
***
„Hej, Lou. Nagrywanie tego jest dla mnie troszkę dziwne, bo wiem, że kiedy będziesz tego słuchał, będę martwy. Ale nie ważne, gdzie jestem, część mnie zawsze będzie z tobą, obiecuję.
Mogłem zrobić to w starym, dobrym stylu Nicholasa Sparksa i napisać dla ciebie książkę zawierającą wszystkie nasze wspomnienia, ale wiem, że masz dziwaczną obsesję na punkcie mojego głosu, więc pomyślałem, że to może dać ci szansę, by mnie usłyszeć, wiesz, nawet jeśli już nie możesz.
Gdziekolwiek jestem, tęsknię za tobą bardzo. Myślę o tobie teraz, kiedy tego słuchasz. Znaczysz dla mnie więcej niż cały świat, kochanie. Byłeś po prostu osiemnastoletnim chłopakiem, którego spotkałem w toalecie i zaraz potem… nie byłeś. Nagle stałeś się wszystkim, byłeś wszędzie. Byłeś tam, gdy się budziłem, potem przez cały czas, byłeś też wtedy, gdy szedłem spać. I nawet w jakiś sposób znajdowałeś drogę do moich snów.
Marzyłem o tobie przez każdą sekundę mojego życia, Lou. Jesteś wszystkim, o czym myślę. Kocham cię tak bardzo. Bardziej, niż możesz sobie wyobrazić. Kocham absolutnie wszystko w tobie, ale mówię to tysiące razy każdego dnia, więc pewnie jesteś zmęczony słyszeniem tych słów. Ale, cóż. Jeśli nie jesteś, kocham cię, Louisie Tomlinsonie.
Zawsze przez wszystko przechodziliśmy razem. Byłeś przy mnie, by podnieść mnie, jeśli upadłem. Boże, to kiepskie, ale prawdziwe, no nie? Prawdopodobnie śmiejesz się ze mnie, gdy tego słuchasz, więc proszę, wyobraź sobie mnie siedzącego tam z tobą i to, że uderzam cię w ramię mówiąc, żebyś się zamknął, bo to jest to, co bym zrobił.
Louis, Louis, Louis. Proszę, wiedz, że gdziekolwiek teraz jesteś i gdziekolwiek ja teraz jestem, wciąż cię kocham. Nawet kiedy patrzyłem na ciebie pytając kim jesteś, mam nadzieję, że wciąż pamiętałeś, że gdzieś tam w środku, ten idiota to ja, i że cię kochałem. Kochałem cię pięćdziesiąt dwa lata temu, kochałem cię, gdy zachowywałem się jakbym nie wiedział kim jesteś i kocham cię teraz.
Proszę, trzymaj się dla mnie, kochanie. Kocham cię i patrzę na ciebie z miejsca, w którym jestem. Mogę zobaczyć cię nawet teraz. Tak przy okazji, wyglądasz absolutnie i niezaprzeczalnie pięknie.
Kocham cię wszystkim, co mam. Wiem, że to nie jest zbyt wiele, ale zawsze było wystarczająco, byśmy wytrwali. Więc proszę, trzymaj się dla mnie. Wkrótce znów będziemy razem, ale do tego czasu radź sobie. Dla mnie, ukochany. Uśmiechaj się dla mnie, tak bardzo kocham, gdy się śmiejesz, wyglądasz wtedy tak pięknie. Proszę, bądź szczęśliwy dla mnie.
Tak, to wszystko jest pewnie dla ciebie ciężkie, więc kiedykolwiek będziesz potrzebował, by ktoś cię rozweselił, proszę, posłuchaj tego nagrania i wiedz, że cię kocham. Zawsze będę cię kochać, nie ważne co będzie się dziać. Ktoś tak doskonały jak ty nigdy nie zasługuje, by być smutnym.
Ujmij moją dłoń, ukochany. Trzymaj się mnie, a gdy czasy są ciężkie, po prostu wytrzymaj i wszystko będzie w porządku. Trzymaj się mnie, Louis i nigdy, przenigdy nie daj mi odejść.”
***
Mogłabym prosić choć o krótki komentarz? Byłabym wdzięczna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz