niedziela, 26 stycznia 2014

929

0


Kiedy fani wypełnili korytarze Paul i policja byli tak zajęci opanowywaniem histerii, że Harry z łatwością wymknął się przez drzwi do drugiego pokoju, sąsiadującego z tym, który należał wcześniej do Louisa.



Będąc w pokoju chłopaka czuł zdenerwowanie, bo ten wciąż był zaginiony. Harry wiedział, że musiał działać szybko, jeśli chciał się wydostać z budynku.

Zanim opuścił pokój naciągnął na głowę jedną z czapek Louisa by zakryć swoje charakterystyczne loki i założył parę czarnych okularów.



Dotarł do windy, ale ostatecznie zdecydował się użyć schodów pożarowych, schodząc piętro po piętrze. Nagle jego telefon zaczął dzwonić. Odebrał go tylko dlatego, że na wyświetlaczu dostrzegł imię Nialla.



- Nie bardzo mogę teraz rozmawiać Nialler. – wyszeptał, wciąż schodząc po schodach.



- Użyłeś twittera, żeby się wydostać, nie? - oskarżył go Niall. - Co zamierzasz?



- Wiem, że mogę ocalić Louisa i Liama. Myślę, że ta wiadomość była do mnie. - wyjaśnił szybko Harry. – Wiem, kto ich porwał. Ale nie możemy wplątywać w to policji. Jeśli to zrobimy ona ich zabije, jestem tego pewny.



- Ona? - zapytał Niall.



- Dziewczyna z sekcji V.I.P., ta, która groziła nam nożem. To musi być ona. - odpowiedział Harry, zatrzymując się tylko na moment, gdy zauważył kogoś poruszającego się schodami ponad nim. Z tego powodu tylko przyśpieszył tempo.



Niall jęknął. - O Boże.



- Proszę nie mów nikomu, nawet Zaynowi. - błagał Harry, gdy dotarł na parter budynku. Ku jego uldze, z boku znajdowało się wyjście awaryjne, prowadzące bezpośrednio na ulicę, która wydawała się być nieodkrytą przez ich fanów.



Na chwilę pomiędzy nimi zapadła niekomfortowa cisza, zanim Niall nie odpowiedział. - Jeśli dzięki temu będziesz miał większe szanse na odnalezienie ich, to nie pisnę słowem, ale widziałem, co zrobiła w alejce tej dziewczynie. Ona jest mordercą Haz.



- Wiem. - zapewnił go Harry, nie czując strachu przez przepełniającą go determinację. - Muszę teraz wyłączyć swój telefon Nialler albo mnie namierzą.

Zobaczymy się wkrótce.



- Uważaj na siebie. - mruknął Niall, zanim Harry się rozłączył.



Czując krążącą w żyłach adrenalinę, Harry wyszedł na ulicę, zdeterminowany by znaleźć kafejkę internetową i dowiedzieć się kim dokładnie była ta dziewczyna i gdzie mieszkała, czyli również gdzie najprawdopodobniej przetrzymywała Liama i Louisa.



CM ~ CM ~ CM ~ CM



Spoglądał właśnie na policyjną fotografię znajomo wyglądającej Clarissy Gale. To ona była dziewczyną, która groziła im w barze i dziewczyną, która zdołała porwać jego przyjaciela. Wysłała mu wiadomość i wiedział, że nadszedł czas by na nią odpowiedzieć.



Widział w jej oczach brak emocji i to nie tylko dlatego, że została powstrzymana. Była załamana. W porównaniu do niego była tylko zagubioną duszą, podczas gdy on był pełen potencjału. Pogrążyła się w ciemności szukając pocieszenia w ostatniej rzeczy, która jej pozostała.



Jego cele były dokładnie zdefiniowane, gdy jej były niewyraźne i nie miały w sobie wiele sensu. Fakt ten zaważył na tym, że jej akcje były sporadyczne, nieprzewidywalne i jak odważył się przyznać - niebezpieczne. Nie obawiał się o swoje życie jednak, a o życie porwanego przyjaciela.



Zlokalizowanie adresu nie zajęło mu długo. Dom, który leżał na obrzeżach miasta był idealnym miejscem by ukryć kogoś, kto nie miał być odnaleziony.



W jego żyłach pędziła adrenalina, gdy fantazjował jakby to było podciąć jej gardło. Jego palce drgnęły nerwowo ze zniecierpliwienia, gdy zamknął okno przeglądarki i wydrukował wskazówki jak dotrzeć do jej domu.



Ciemność nocy zapewniała mu idealny sposób by poruszać się dyskretnie po tętniącym życiem mieście. Z łatwością wtopił się w tłum dzięki swojemu przebraniu i umiejętności unikania ludzkich spojrzeń.



Nikt nie podejrzewał, że ten tleniony blondyn z zadziornym uśmiechem jest na tak ważnej misji, i to było, no cóż, wspaniałe.



CM ~ CM ~ CM ~ CM



Obudził się czując w ustach paskudny metaliczny posmak i krew na ustach. Jego oczy otworzyły się i zobaczył Clarissę stojącą przed nim z również zakrwawionymi wargami.



- Pomyślałam, że zobaczę o co rozchodzi się taki szum. - wyjaśniła pocałunek. - Szczerze mówiąc, trochę się rozczarowałam.



Desperacko próbował zachować spokój, by powstrzymać się od drżenia, ale nie udało mu się zamaskować tej fizycznej reakcji.



- Nie podobało ci się? - oskarżyła go, a jej spojrzenie stwardniało.



- Przez większość nie byłem właściwie przytomny. - wyjaśnił, ponownie nadając stanowczości swoim fałszywym słowom. - Po prostu mnie zaskoczyłaś.



Clarrisa przewróciła oczami i podniosła się na nogi, widocznie znudzona.



- Dlaczego jeszcze nie przyszedł? - zapytała samą siebie. - Powinien już tu być.



- Dostał twoją wiadomość? - zapytał delikatnie.



- Wszyscy ją dostali. - odparła, a jej oczy zamigotały z dumy. - W końcu przestali mnie ignorować.



Widział, że nie chodziło tylko o osobę, która miała ją odwiedzić, w jej aspiracjach było coś więcej. Chciała sławy. Chciała być znana.



- To dobrze. - powiedział zmuszając się do uśmiechu.



Clarissa zakręciła się w kółko, ostatecznie pochylając się do niego. - To mój czas, nie?



Czuł wstrząsające nim dreszcze obrzydzenia, ale zmusił się do zachowywania pozorów. - Oczywiście!



- Nie wiem dlaczego kiedykolwiek w siebie wątpiłam. - oznajmiła, kierując się w stronę schodów. - On wkrótce tu dotrze i wszystko się ułoży.



- Mam nadzieję. - wyznał szczerze, licząc na to, że ktokolwiek miał przyjść, zajmie ją na tyle, że będzie zdolny uciec.



- Jesteś dla mnie naprawdę miły, dziękuję. - wyznała wchodząc po schodach.



Nie odezwał się słowem, decydując się nie marnować swojego oddechu na kłamstwa. Nadszedł czas by kontynuował swoją pracę.



CM ~ CM ~ CM ~ CM



Znalazł się na rozstaju dróg. Droga była potwornie powolna, ale teraz, gdy stał już przed jej kryjówką, zawahał się.



Nie miał pojęcia czego od niego chciała i mimo tego, że nie potrafił przewidzieć jak potoczą się sprawy, wiedział, że musi zachować spokój, bo każdy jego ruch może sprowokować ją do agresji nim on zdąży zareagować.



Odrywał już setki ról. Uważał, że potrafił odgrywać powiernika, równocześnie dyskretnie nią manipulując. Potrzebował tylko zdobyć jej zaufanie i reszta potoczy się sama.



Musiał się również upewnić, że jego przyjaciel nie będzie świadkiem niczego. Nie był gotowy by ujawnić swój sekret. Nie było w tym nic potężnego. Był to po prostu inny świat, którym nie chciał dzielić się z przyjaciółmi. Nigdy.



Ściągając okulary, które do twej pory miał nasunięte na oczy, sprężystym krokiem ruszył w stronę drzwi. Włamał się do domu, parę przecznic dalej, by zdobyć potrzebną broń, mającą przygotować go na jakikolwiek jej ruch.



Kiedy wchodził po schodach jego serce pędziło z euforycznego podekscytowania i niezaprzeczalnej radości. Gdy jego zaciśnięta pięść zawisła nad drzwiami, skóra była rozciągnięta na kostkach do tego stopnia iż wydawała się biała.



Ale zanim zdążył zapukać, drzwi otworzyły się i zza nich wyłoniła się uśmiechnięta twarz. - Myślałam już, że nie przyjdziesz... ale oto jesteś.



- Oto jestem. - potwierdził, mentalnie przewracając oczami.



Jego postawa zbiła ją z tropu. - Wejdziesz teraz do środka. - oznajmiła pewnie, marszcząc brwi.



Uśmiechnął się. - Oczywiście.



Ta gra będzie bardziej zawiła niż pierwotnie podejrzewał.



CM ~ CM ~ CM ~ CM



Nie zajęło Harry'emu długo odnalezienie artykułów o dziewczynie, która groziła im miesiące temu na imprezie. Miała na imię Clarissa Gale, a znajome zdjęcie jej martwych oczu sprawiało, że po kręgosłupie Harry'ego przechodziły dreszcze.



Przejrzał podobny artykuł, który mówił o ich choreografie i o tym, że to morderstwo i parę innych miało związek z datami ich trasy.




- To musi być ona. - wymamrotał Harry, kompletnie zszokowany.



Lista powiązanych morderstw była przytłaczająca i Harry zamknął przeglądarkę prawie natychmiastowo, czując mdłości na samą myśl, że te śmierci są częściowo spowodowane przez niego.



Jej motyw nie był jasny, ale skoro porwała Louisa i Liama, z pewnością próbowała przyciągnąć do siebie zespół. Harry wiedział, że prawdopodobnie szedł w zasadzkę, ale nie dbał o to. Liczyło się tylko życie jego przyjaciół, a podzielenie się informacjami z policją byłoby równoznaczne z zamordowaniem ich.



Harry poderwał głowę do góry, gdy uświadomił sobie w jakich warunkach musiał być przetrzymywany Louis, jego najlepszy przyjaciel, który ostatnio stał się kimś więcej. Jeden fałszywy ruch i Harry może już nigdy nie mieć szansy by go pocałować czy, co ważniejsze, wyznać mu co naprawdę do niego czuje.



Wydrukował stronę z jej adresem i ruszył w drogę, niepewny co znajdzie u celu. Czego ta dziewczyna od niego oczekuje? To nie miało znaczenia. Był gotów zaryzykować wszystko, nawet swoje życie, dla dobra Louisa.



CM ~ CM ~ CM ~ CM



- Więc jesteś teraz blondynem. W pewien sposób ci to pasuje. - oznajmiła Clarissa, przyglądając mu się z uwagą zza kuchennego blatu.



Rozejrzał się po pomieszczeniu, ignorując jej desperacką próbę zainicjowania rozmowy. Wiedział, że właśnie tego chciała i zamierzał ją trzymać od tego z daleka do momentu w którym nie wykombinuje jak uwolnić przyjaciela.



- To było niezbędne zabezpieczenie, sama wiesz jak to jest. - rzucił, idąc w stronę zamkniętych na zasuwę drzwi. - Co tam trzymasz?



- Dokładnie wiesz, co. - wymruczała, idąc w jego stronę i mrużąc oczy. - Ale zanim do tego dojdziemy, chcę żebyś spojrzał mi w oczy. Zasługuję na

szacunek.



- Ani trochę. - oznajmił, unosząc prześmiewczo kącik ust.



Jej twarz poczerwieniała, a paznokcie mocno wbiły się w wewnętrzne strony dłoni. - Nie wiesz do czego jestem zdolna. Nie zawaham się przed zabiciem cię.



- Nie potrafiłabyś mnie zabić. Wielbisz mnie. - oznajmił z triumfalnym uśmiechem. Jego oczy praktycznie błyszczały z rozbawienia. - Nie rzucaj gróźb, których nie możesz spełnić. To tchórzostwo.



- Nie pouczaj mnie o odwadze. Sam chowasz się w ciemnościach każdego dnia. - oskarżyła, wskazując na niego palcem. - Nikt nie wie czym jesteś, ale ja tak.



- Tak, olśnij mnie. - zapytał, nie poruszony jej emocjami. Był szczerze ciekawy, jednak równocześnie to pytanie miało na celu uspokojenie jej. - Jak na to wpadłaś?



- Śledziłam cię. - wyjaśniła Clarissa. - Wszędzie. Od początku wiedziałam, że jesteś inny i potrzebowałam się tylko przekonać dlaczego. Kiedy zaczęłam śledzić twoją trasę, wzór stał się oczywisty wraz z narastaniem ilości ciał. Twoje zabójstwa pokrywały się z datami twojej trasy. Nazwałabym to sprytem,

gdyby nie było to tak cholernie przewidywalne.



Wzdrygnął się, poruszony jej krytyką jego dzieła. - Nie masz prawa komentować mojej historii nie mając swojej własnej.



- Nic o mnie nie wiesz. - wysyczała, plując na niego spomiędzy zębów. - Z tego, co widzę, mam więcej doświadczenia niż ty. Porwałam członka jednego z najpopularniejszych boysbandów w historii, wprost spod nosa ochrony.



On tylko się roześmiał. - Wydaje ci się, że wiesz tak wiele, co? Założę się, że jeszcze nikomu nie odebrałaś życia.



Teraz ona poczuła się urażona. Jej twarz się zaczerwieniła, a on szybko dostrzegł, że ponownie zdobył przewagę. Nie zamierzał ponownie jej tracić, więc kontynuował. - Jestem zmęczony tą grą wstępną, przejdźmy do sedna. Clarissa, dlaczego tu jestem?



- Chciałam pokazać ci mój potencjał. - wyznała z pasją przybliżając się do niego, ale on szybko się odsunął, czym ta wydawała się rozczarowana. - Chcę, żebyś pokazał mi jak. Chcę, żebyś zabrał mnie na następne polowanie.



- Nie. - oznajmił pewnie i bez wahania.



Działał sam. Jedynymi osobami z którymi dzielił się tymi przygodami były jego ofiary, a one nie miały szansy na to by podzielić się nimi z kimś innym. To było coś osobistego i niezależnie od tego co powie, nie zamierzał się przed nią otwierać.



- W porządku, więc zróbmy to pod górkę. - warknęła. - Pokażę ci coś, co zmieni twoje zdanie.



CM ~ CM ~ CM ~ CM



Usłyszał dwie pary stóp schodzące po schodach. To natychmiast wyrwało go z jego zdeterminowanych myśli. Gdy pojawiło się światło, rozpoznał parę butów Clarissy i drugie, które wydawały się inne.



Ich właściciel miał blond włosy i przez moment pomyślał, że to Niall, ale wtedy z przerażeniem zorientował się kto to był: - Louis?




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz